piątek, 9 maja 2025

Rozdział 112

 Narracja Anastasii 

- Boże nie…. - budząc się pod wpływem krzyku otworzyłam oczy i widząc siadającego Jaya, który zakrył twarz dłońmi również usiadłam i po prostu objęłam go przytulając domyślając się co mogło mu się śnić 

- Ej spokojnie bruneciku… Jestem obok ciebie, a to był tylko zły sen… - szepnęłam po krótkiej chwili i wyczuwając, że on nadal jest spięty zaczęłam delikatnie gładzić po plecach 

- Tylko zły sen? Naprawdę Silla?… - szepnął Jay wtulając się we mnie, na co ciężko westchnęłam mocniej go obejmując doskonale zdając sobie sprawę z tego, że ma rację. Przeżyć naprawdę taki atak to jedno, ale przeżywać go raz na jakiś czas na nowo w snach to już inna para kaloszy 

- Wiem Tar… One są tak realne, że aż boli cię każda komórka ciała, ale musimy pamiętać, że to jednak sny, które po prostu wytworem naszych przeżyć i obaw… Co by nie było to ja jestem obok ciebie i jeśli chcesz wyrzucić z siebie to co ci się przyśniło to po prostu opowiedz mi o tym - rzucając słowa naszej psycholożki patrzyłam się na ukochanego, który rzucając mi lekki uśmiech wziął mnie za rękę lekko ją ściskając 

- Śniło mi się, że mieli mnie zabić, ale ty chcąc mnie uratować powiedziałaś, żeby zaczekali, że ja nie zasługuje na śmierć, że to ty powinnaś umrzeć, bo mnie zdradziłaś i według muzułmańskiego prawa należy ci się kara śmierci... Od razu zacząłem  protestować, że gadasz głupoty, że to nieprawda, ale ty mówiąc, żebym cię nie bronił pokazałaś moją ostatnią wiadomość do ciebie, że nie chce ciebie znać… Błagałem ich by nie słuchali cię, że to co się stało nie ma znaczenia, ale oni mieli to gdzieś…. Jeden z nich na siłę zmusił cię być klęknęła, a drugi dał mi nóż mówiąc, że skoro zostałem przez ciebie zdradzony to mam nawet obowiązek ciebie zabić za hańbienie mnie… Powiedzieć, że byłem wstrząśnięty to jakby nic nie powiedzieć… Ze łzami w oczach patrzyłem się na ciebie, a ty również mając łzy w oczach lekko uśmiechając się do mnie powiedziałaś, żebym to zrobił, że to nie będzie moja wina, że zasłużyłaś na to za to co zrobiłaś i na pewno to nie będzie bolało bardziej niż świadomość tego jak bardzo mnie skrzywdziłaś… Nie mogąc powstrzymać łez patrzyłem się na ciebie nie wiedząc co mam zrobić by uratować ciebie, siebie i innych... Nie widząc innego wyjścia dobrze wiedząc, że oni nie odpuszczą po prostu przyłożyłem do swojej szyj chcąc ją sobie podciąć, ale nim zrobiłem jakikolwiek ruch któryś z tych ludzi odebrał mi nóź i zmuszając bym klęknął naprzeciw ciebie… Obydwoje ze łzami w oczach patrzyliśmy na siebie i nim którekolwiek z nas odezwało się jeden z tych ludzi bez jakiegokolwiek słowa czy ostrzeżenia podciął ci gardło… W pierwszym momencie zacząłem krzyczeć i wyrywać się, ale oni byli za silni, a ty pomimo, że próbowałaś walczyć o każdy dodatkowy oddech ewidentnie starałaś się być spokojna... Gdy nas puścili od razu cię chwyciłem i widząc, że zaraz umrzesz po prostu nie mogąc przestać płakać mocno cię przytuliłem… Ty również płacząc starałaś się podnieść rękę, więc wziąłem cię za nią i przyłożyłem sobie ją do swojego policzka, a ty posyłając mi swój promienny uśmiech ostatnimi siłami zanim umarłaś powiedziałaś, że mnie kochasz… Ta. Niby to tylko kolejny cholerny sen, ale jednak właśnie jego realność jest naprawdę wręcz zabójcza… Dobrze, że przynajmniej zdarzają się one raz na jakiś czas i chyba tak po prawdzie to zapewne pojawiają się przez to, że nadal w głębi serca mam wyrzuty, że wtedy mnie uratowałaś zasłaniając własnym ciałem i naprawdę nie wiem jak mógłbym ci się odwdzięczyć za to co zrobiłaś… - nie powiem z każdym słowem bruneta czułam jak nie tylko przez moje ciało przechodzą zimne dreszcze, ale i jak do moich oczu napływają łzy. Może i to był tylko sen, ale prawda jest taka, że to naprawdę mogło tak się potoczyć, bo na pewno nie pozwoliłabym zabić Jaya i zrobiłabym dosłownie wszystko by nie dopuścić do tego. Gdy tylko do mojego umysłu dotarły jego ostatnie słowa od razu spojrzałam się na ciemnookiego i kręcąc głową delikatnie musnęłam jego usta by na razie więcej już nie mówił 

- Posłuchaj mnie teraz uważnie mój bruneciku… Nie powinieneś mieć żadnych wyrzutów z powodu tego że cię osłoniłam własny ciałem, rozumiesz? Zrobiłam to co chciałam i co uważałam za słuszne zdają sobie sprawę z tego jaką cenę mogę zapłacić i wiedz, że zrobiłabym to milion razy gdyby była taka potrzeba, rozumiesz? A co do odwdzięczenia mi się to mój aniele już to zrobiłeś i to w najlepszy sposób jaki mogłeś, a mianowicie dałeś mi ostatnią szanse pozwalając na to bym mogła każdego wspólnego dnia pokazywać ci moją miłość i, że te uczucie do ciebie jest prawdziwe… Uwierz mi, że dla mnie nie ma nic cenniejszego od twojego życia i świadomości, że mogę sprawiać, że czujesz moją miłość i, że jesteś szczęśliwy… - Jay słysząc moje słowa lekko uśmiechnął się i nic nie mówiąc po prostu pocałował mnie, a ja od razu zaczęłam oddawać pocałunek z większą namiętnością 

- Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham Silla… Wiem, że najbliższe dni będą dla nas wszystkich trudne, ale obiecuję ci, że sprawię, że jednak te dni będą wyjątkowe i niezapomniane… A zacznę już od teraz… - Khan nie dając mi czasu na odpowiedź znów wbił się w moje usta jednocześnie delikatnie popchnął mnie tak, że znów leżałam, a on odrzucając na bok kołdrę ostrożnie ułożył się na mnie. Brunet nie przestawiając mnie całować delikatnie wsadził ręce pod moją koszulę nocą zaczynając delikatnie błądzić po moim ciele dłońmi, sprawiając, że czułam jak z każdą sekundą rosło we mnie wewnętrzne ciepło i rozkosz. Nie minęło dużo czasu jak ciemnooki jednym ruchem ściągnął ze mnie koszulkę rzucając ją gdzieś na podłogę i zaczął składać pocałunki na mojej szyi powoli zaczynając z nimi schodzić niżej. Po krótkiej chwili poczułam usta bruneta na jednej brodawce i jak palcami zaczął delikatnie ściskać drugą, przez co dosłownie zaczęłam jeszcze bardziej wić pod wpływem ogarniającej mnie fali rozkoszy i ciepła, a wydobywające się z moich ust ciche jęki, które tylko jak miałam wrażenie napędzały ciemnookiego, który jakby niby nic jedną ręką próbował zdjąć ze mnie dolną część bielizny, ale wykorzystując, że nie dobrze mu szło szybkim ruchem odwróciłam nas tak, że teraz to on był na dole i nie tracąc czasu pocałowałam go w usta, po czym zaczęłam schodzić z pocałunkami nieco niżej jednocześnie rękami błądziłam bo jego klatce piersiowej i dobrze umięśnionym brzuchu czasami niby przypadkiem drapiąc go paznokciami co wywoływało, że z jego ust wydobywały się ciche jęki, które skutecznie mnie nakręcały. Po krótkiej chwili jednym zwinnym ruchem przy małej pomocy bruneta pozbyłam się jego bokserek rzucając je w głąb pokoju, a on wykorzystując moją chwilą nieuwagę chwycił mnie mocno za ręce przyciągając do siebie odwrócił nas tak, że znów byłam na dole i nie tracąc czasu zdjął ze mnie dolną bieliznę rzucając ją gdzieś w bok. Widząc promienno-uwodzicielski uśmiech Tariqa sama uśmiechnęłam się i nie tracąc czasu przyciągnęłam go do siebie całując go. Ciemnooki od razu zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością, po czym po chwili zaczął schodzić pocałunkami coraz niżej i błądząc rękami po moim ciele. Gdy tylko poczułam jego wargi na mojej wilgotnej z podniecenia kobiecości lekko zadrżałam. Zachłanne pocałunki i ruchy palców świdrujących moje wnętrze nie tylko powodowały moje coraz głośniejsze jęki, ale czułam jak z każdą sekundą byłam na skraju wytrzymałości chcąc jeszcze więcej i więcej. Po dłuższej chwili brunet pociągnął się do mnie, po czym pocałował mnie namiętnie, a ja poczułam jak delikatnie wchodzi we mnie, przy czym zaczął powoli się poruszać z sekundy na sekundę przyspieszając, gdzie z każdą chwilą miałam wrażenie, że buzująca rozkosz w naszych rozgrzanych i spragnionych siebie ciałach tworzących teraz idealną jedność dosłownie rozrywała zostawiając jedynie czystą ekstazę, a nasze jęki tworzące jeden wspólny krzyk przyjemności oraz miłości tłumione pocałunkami były tego potwierdzeniem. W odpowiednim momencie nasze idealnie zsynchronizowane ciała równocześnie doszły dopełniając tą jedną wielką rozkosz.

- Cholera… Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo cię kocham… - słysząc słowa Jaya mimowolnie uśmiechnęłam się delikatnie muskając jego słodkie usta

-  Ja ciebie też kocham bruneciku… - brunet uśmiechając się już miał mnie pocałować, ale gdy nasze wargi dzieli dosłownie milimetry zamarł gdy po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk komórki Jaya sygnalizujący włączenie się budzika, co spowodowało, że on od razu ciężko westchnął, a ja zaczęłam się cicho śmiać 

- Wytłumacz mi dlaczego on dzwoni w najmniej odpowiednich momentach, co?... Swoją drogą to właśnie w ten sposób planowałem rozpocząć z tobą ten dzień, ale jak widać mogłem sobie tylko pomarzyć o takiej miłej pobudce… - nie wytrzymując przekręciłam oczami i owijając ręce wokół jego szyi znów go pocałowałam 

- No może faktycznie pobudka nie była zbytnio miła, ale najważniejsze, że mam już nieco lepsze humory i bardzo żałuję, że nie mamy czasu na powtórkę, bo jak nie mam musi wstawać i zmierzyć się z tym pierwszym trudnym dniem… - tym razem to Jay cicho się zaśmiał całując mnie w czoło 

- Uwierz mi, że z przyjemnością powtórzyłbym to nawet kilkukrotnie, ale faktycznie teraz nie mamy zbytnio dużo czasu… Aczkolwiek mogę ci obiecać, że zrobię wszystko aby ten wyjazd nie kojarzył się nam tylko z tymi mniej radosnymi monetami... - powiedział Tariq, a ja uśmiechając się znów go pocałowałam wiedząc, że cokolwiek on planuje to chyba raczej nie przebije tego co zamierzam powiedzieć mu dziś wieczorem 

***

- Hej kochana jak się czujesz? Lepiej coś? Wow wyglądasz w tej sukience nieziemsko - słysząc znajomy głos Eleny spojrzałam się na nią lekko uśmiechając się do niej i do wchodzącej za nią Belli

- Szczerze? Lepiej i staram się nie narzekać... To TYLKO nerwy spowodowane dzisiejszym dniem… A odnośnie mego ubioru to dziękuję i czy nie myślicie, że może ona jest zbyt… - mówiąc patrzyłam się na obie przyjaciółki, gdzie mówiąc o tym, że to tylko nerwy znacząco spojrzałam się na Elenę, która rozumiejąc mój przekaz pokiwała głową, ale gdy tylko usłyszała ostatnie słowa jak zauważyłam tak jak Bella spiorunowała mnie wzrokiem 

- Nawet nie próbuj kończyć zdania kochana... Wyglądasz w tej sukience naprawdę wspaniale aż ci jej zazdroszczę i tego, że wyglądasz w niej tak dobrze… - przerwała mi natychmiast Bella, a ja spoglądając na nią poczułam lekkie ukucie w klatce piersiowej domyślając się co musi czuć, bo przecież po ciąży, po operacjach i po leczeniu jej ciało się zmieniło, choć dla nas wszystkich nadal jest piękna i nie ma znaczenia jak wygląda

- Skoro tak to kochana pożyczę ci ją jak będziesz szła na najbliższą randkę z Chrisem i jestem przekonana, że będziesz wyglądała w niej dużo lepiej ode mnie - nie powiem widząc wzrok przyjaciółki, który mówi, że chyba zwariowałam i jej lekko-promienny uśmiech samej kąciki ust nieco uniosły się 

- Dobra przychodzimy ci powiedzieć, że właśnie chłopaki kończą próbę i Ian ma wziąć chłopaków wywiad byś mogła bez przeszkód przeprowadzić swoją próbę… - słysząc słowa Eleny pokiwałam głową czując jak moje serce nieco przyspieszyło. Cholera to zdecydowanie jest szalone i nie wiem tylko czy w tym pozytywnym czy w negatywnym znaczeniu 

- Ok. Jak coś jestem już gotowa, ale szczerze mówiąc nie wiem czy bardziej boję się jutrzejszej reakcji Jaya czy, że ktoś powiadomi go jeszcze dziś o tym co planuje zrobić… - powiedziałam na co obie dziewczyny pokiwały głowami 

- No wiesz może nie możemy gwarantować, że ktoś nie puści pary mimo prośby jaka padnie zaraz przed twoim występem, ale jestem przekonana, że on zwariuje ze szczęścia gdy cię jutro zobaczy… - powiedziała od razu Elena, a ja pokiwałam głową mając nadzieję, że faktycznie wszyscy zachowają mój występ w tajemnicy i, że faktycznie Jay ucieszy się, a w szczególności liczę na to, że moje nogi jednak nie odmówią mi w ostatniej chwili posłuszeństwa 

- Dobra to ja idę zobaczyć czy chłopaki już poszli - Bella nie dodając nic więcej szybko wyszła z pokoju, a Elena lekko się uśmiechając podała mi trzymamy w ręku kubek, przez co niepewnie biorąc go spojrzałam się na nią pytającym spojrzeniem

- Spokojnie kochana to tylko herbata imbirowa, która pomogła mi na mdłości, więc spróbuj i gdyby ci posmakowała i pomogła to dzięki jakże zapobiegawczemu Ianowi mam jej pod dostatkiem, więc z przyjemnością się z tobą nią podzielę i jakby co to mam jeszcze krakersy oraz ogórki jakbyś chciała zjeść coś co z dużym prawdopodobieństwem twój żołądek nie zwróci… - kiwając głową wzięłam łyk napoju i od razu poczułam na języku nie tylko miły smak, ale i  jak po moim organizmie rozchodzi się miłe ciepło 

- Dziękuję ci kochana… Szczerze mówiąc nawet całkiem dobry napój, więc chyba zgłoszę się po więcej, a ogórkiem jednak nie pogardzę, ale dopiero jak zejdę z sceny… - Elena słysząc moje słowa cicho się zaśmiała kiwając głową

- Powiedz mi czy te cholerne mdłości szybko minął? - spytałam się po chwili, na co blondynka ciężko westchnęła pocieszające patrząc się na mnie 

- Kochana nie chce cię straszyć, ale to dopiero początek i niestety to wszystko zależy od twojego organizmu, bo niestety każda inaczej reaguje na ciąże… - kręcąc glową ciężko westchnęłam, na co blondynka cicho się zaśmiała

- Ale mogę ci przysiąść, że gdy tylko usłyszysz bicie serca swojego maleństwa i poczujesz jego ruchy to wszystkie te dolegliwości i niedogodności odchodzą w zapomnienie… - dodała pospiesznie przyjaciółka, sprawiając tym, że kąciki moich ust nieco uniosły się 

- Eleno mam prośbę, a mianowicie czy mogłabyś na razie nie mówić nikomu o… - gdy tylko zaczęłam mówić spojrzałam się błagalnie na blondynkę, która lekko się uśmiechając uniosła obie ręce do góry 

- Ja o niczym nie wiem kochana... Ja tylko proponuje ci przepyszną herbatę i coś do przegryzienia między próbami bez zbędnego chodzenia i czekania w kolejkach w stołówce - słowa Eleny sprawiły, że szerzej się uśmiechęłam 

- Dziewczyny mamy okienko pogodowe, tzn. chłopaków już nie ma, Roger jest na staży, a Matteo właśnie prosi naszych gości o pełną dyskrecję - nim zdążyłam coś powiedzieć do pomieszczenia wróciła Bella, a ja biorąc głęboki oddech pokiwałam głową, po czym  łapiąc moją trzecią nogę wyszłam z pomieszczenia kierując się w stronę głównej sceny 

- A teraz przed wami wszystkimi nasz wspaniały feniks czyli Anastasia Silla Dollar - uśmiechając się na słowa Mattiego i słysząc oklaski z wiwatami ostrożnie weszłam na scenę odkładając na bok kulę

- Scena jest twoja kochana… Jest wszystko tak jak prosiłaś… - kiwając głową na słowa przyjaciela jednocześnie kątem oka zobaczyłam jak Mel trzymając na rękach małego Jareda wchodzi z tancerzami na scenę

- Kochana ja naprawdę nie wiem czy to dobry pomysł… Może powinnaś jednak przemyśleć zaśpiewanie wersji akustycznej lub zmienienie choreografii tak, że ty będziesz tylko stała na środku… - zaczęła mówić mulatka patrząc się na mnie błagalnie z troską, a ja posyłając jej blady uśmiech pokręciłam głową biorąc ze statywu mikrofon i ustawiając się w odpowiednim miejscu 

- Nie Mel… Robimy wszystko tak jak było zaplanowane… No dobra to zaczynamy i naprawdę bardzo proszę o dyskrecję by wiadomo osoba nie dowidziała się za wcześnie o tej niespodziance… - gdy tylko usłyszałam pierwsze nuty piosenki od razu wzięłam głęboki oddech szybko wkładając do ucha podsłuch. Gdy zaczęłam śpiewać jednocześnie ruszyłam do przodu starając się by każdy krok był na tyle idealny by nie widać było, że nieco kuleje. Z każdą sekundą czułam nie tylko coraz większą radość z bycia na własnych siłach na scenie, ale i coraz mocniejszy ból nogi

- Ała/Ana… - nie mogąc wytrzymać bólu starałam się nieco inaczej stawiać nogi by zmniejszyć ból, ale jednak on nadal promieniował sprawiając, że po krótkiej chwili z cichym jękiem upadłam na parkiet. Cholera by to wzięła.

- Nic mi nie jest… Po prostu złapał mnie skurcz i zaraz mi przejdzie - rzuciłam natychmiast patrząc się jak zdenerwowani przyjaciele stają obok mnie, gdzie Matteo ostrożnie pomógł mi wstać 

- Anna nie ma co, zmieniamy natychmiast twoją choreografię i nawet nie próbuj protestować, bo jak sama widzisz jak jest… - spoglądając na mówiącą Mel od razu energicznie pokręciłam głową

- Nie Mel… Widzę, że dziś nie dałam rady i, że się o mnie martwicie, ale… do cholery nie będzie żadnej zmiany… Wiem, że jutro dam radę… Po prostu muszę dać radę i zrobię wszystko by tak było… Nawet nie próbujcie mnie namawiać do zmiany tej decyzji… Tu nie chodzi o moje jakieś chore ambicje, lecz… Chce to zrobić dla Jaya by w ten sposób pokazać mu jak bardzo go kocham, dla ludzi, którzy będą oglądali koncert by pokazać im, że nigdy nie wolno tracić wiary i nie poddawać się, chce też to zrobić dla tych smażących się w piekle dupków by zobaczyli z stamtąd, że jednak nie zniszczyli mnie, że choć zabili tyle osób, to nie udało im się w nas zabić wiary w drugiego człowieka… A przede wszystkim chce to zrobić dla siebie, bo to będzie dla mnie najlepsza terapia, bym wreszcie mogła pójść do przodu nie rozpamiętując przeszłości... Tak więc czy to się wam podoba czy nie ja jutro wystąpię tak jak od początku planowałam... - mówiąc patrzyłam się na przyjaciół, którzy pocieszająco patrząc się na mnie kręcili głowami 

- Silla ty naprawdę jesteś jak to mówi Jay principessa guerriera i cieszy mnie to, że walczysz, ale… co jeśli nie dasz rady i podczas jutrzejszego występu też upadniesz? Znam cię na tyle dobrze, że wiem, że nie przeżyjesz tego... - powiedział Matteo, a ja pomimo uczucia ukucia w klatce piersiowej na samą myśl, że on ma rację pokręciłam głową starając się rzucić mu lekki uśmiech 

-  Dam radę Matti… Devo farlo per lui Metteo (Muszę to zrobić dla niego Matteo)… - przyjaciel słyząc moje słowa nie mogąc ukryć nieco unoszących się kącików ust pokręcił głową

- Anna ja ciebie rozumiem, ale… no dobra skoro nie chcesz w pełni zmienić choreografii to co powiesz na to, że w ciągu godziny, półtorej nieco skoryguje ten układ taneczny tak by dodać do niego jakiś element klęknięcia czy coś w tym stylu, tak by gdy miało dojść do tego samego co stało się przed chwilą to wdrożyć w życie ten zmodyfikowany układ, przez co ludzie, a tym bardziej Jay nie zorientuje się, że coś poszło nie tak... Co ty na to kochana? - rzuciła po krótkiej chwili Melinda, a ja spoglądając na nią lekko uśmiechnęłam się kiwając głową

- Dobrze, niech będzie - powiedziałam zgadzając się na taki kompromis, choć naprawdę mam nadzieję, że nie będę musiała wykonywać tej nowszej wersji tego układu tanecznego 

***

- Moi mili proszę o uwagę... Wiem, że dziś już to mówiłem, ale naprawdę bardzo mi miło znów was wszystkich gościć  w mojej skromnej restauracji…   Zwłaszcza w tym niełatwym dla wszystkich dniu, który jak mam nadzieję, choć trochę będzie się dobrze kojarzył z tym co zaraz nastąpi... Ale zanim do tego przejdę to pragnę znieść toast za wszystkich tu obecnych… Przede wszystkim życzę powodzenia przed jutrzejszym koncertem, który jak wierzę będzie kolejną wspaniałą muzyczną ucztą… Życzę także zdrowia, bo niestety bez tego nic ma nie… No i życzę by ten ból, który czujecie od tej tragedii dodał wam sił i wiary w to, że skoro to przeżyliście to jesteście w stanie zmierzyć się już ze wszystkim i, że osoby, które za wcześnie odeszły stając się waszymi aniołami zawsze będą obok was umacniając gdy tylko zwątpicie we wszystko… - tata Jaya nie dodając nic więcej uniósł swój kieliszek, a ja z trudem powstrzymując łzy w oczach na jego słowa również tak jak inni wzięłam do ręki swój kieliszek sokiem 

- Zdrowie - gdy wręcz chórem wszyscy razem wypowiedzieliśmy jedno słowo tak samo równocześnie każdy uniósł do góry swój kieliszek by po chwili wypić zawartość kieliszków 

- No dobrze, a teraz pozwólcie, że nastąpi jak to wy młodzi mówicie trochę prywaty… Mark jak wszyscy tu obecni dobrze wiemy jakie niezwykłe uczucie połączyło nasze dzieci… Twoja córka dała temu dowód gdy nie zważając na swoje własne życie osłoniła swoim ciałem mojego syna przed kulą, która miała go zabić… Oboje by być ze sobą pokonali nie jedno, ale przecież z miłością nie można walczyć, prawda?... Mark Tariq pomimo, że tak jak ja nie jest muzułmaninem poprosił mnie jednak bym dziś przy obecności obu rodzin i przyjaciół według starej tradycji jako głowa rodziny poprosił cię o rękę twojej córki Anastasii… - nie powiem z każdym słowem pana Zulfiqara czułam jak moje serce bije coraz bardziej, ale w momencie gdy usłyszałam ostatnie słowa zamarłam spoglądając na Jaya, który rzucając mi lekki uśmiech powoli wstał. Starając się wziąć choć krótki oddech dostrzegając, że tata wstaje również wstałam nie wierząc, że to się naprawdę dzieje

- Zulf... Doskonale wiem jakie uczucie połączyło nasze dzieci i naprawdę cieszę się, że moja córeczka właśnie Jayowi oddała swoje serce… Widząc to jak oboje się kochają jestem szczęśliwy, że oboje trafili na siebie i pomimo pewnych problemów ich uczucie zwyciężyło… Jeśli Anastasia zechce wyjść za mąż za Jaya to na pewno będę szczęśliwy i nie będę oponował przeciw temu małżeństwu, ale ostrzegam cię Jay, że jeśli skrzywdzisz moją córkę to sobie już inaczej porozmawiamy… - gdy tata zaczął mówić spojrzałam się na niego czując jak kąciki moich ust coraz szerzej unosiły się. Kiedy padło z ust ojca, że jeśli chce zostać żoną Tariqa to on nie ma nic przeciwko odruchowo spojrzałam się na ukochanego nieznacznie kiwając głową, na co on uśmiechając się cicho się zaśmiał, ale gdy tylko usłyszałam ostatnie słowa taty od razu się nieco spiorunowałam go wzrokiem 

- No właśnie wujek Ana nie może już więcej płakać tylko ma się uśmiechać… - rzucił natychmiast Kevin, a ja tak jak pozostali zaczęłam się głośno śmiać, gdzie po krótkiej chwili posłałam swojemu młodszemu braciszkowi całusa

- Masz rację młody niech Jay pamięta, że brat zawsze stanie za nią murem i to nie tylko ten rodzony... - gdy tylko usłyszałam głos Matteo od razu spionowałam go wzrokiem na co on uśmiechając się promiennie posłał mi całusa 

- Przysięgam, że będę robił wszystko by Anastasia była szczęśliwa - powiedział Jay, a ja spojrzałam się na niego nie mogąc powstrzymać szeroko unoszących się kącików ust 

- W takim razie niech teraz młodzi wymienią się bransoletkami, które będą symbolem i pamiątką dzisiejszego dnia - kiedy tylko usłyszałam słowa pana Zulfa od razu poczułam przebiegający po moich plecach zimny dreszcz. Cholera jakie znów bransoletki? Przecież nic takiego nie mam przy sobie. Gdy już mam coś powiedzieć poczułam lekkie szturchnięcie z boku przez co zerkam na tatę, który uśmiechając się podał mi jakieś pudełeczko, jednocześnie kątem oka dostrzegłam jak Bella kiwają głową wzrokiem wskazała na pudełko. Starając się wziąć wdech wzięłam od ojca pudełeczko i nie marnując czasu odwróciłam się z powrotem do Jaya i gdy tylko otworzyłam pudełko zamarłam rozpoznając znajdującą się tam bransoletkę. Cholera uduszę Yasmin za to. Nie tracąc jednak już ani sekundy więcej starając się jak najszerzej uśmiechać wzięłam do ręki biżuterię odkładając na stół pudełko, po czym spojrzałam się na swojego ukochanego, który promomienno-uwodzicielsko uśmiechając się do mnie wziął mnie za rękę, na którą szybko włożył bransoletkę, a ja idąc za jego śladem wzięłam go rękę i kątem oka nie patrząc się na niego założyłam mu srebrną bransoletkę 

- I w tym momencie nie pozostaje nam wszystkim jak tylko pogratulować przyszłej młodej parze i wybić ich zdrowie… - powiedział od razu tata Jaya, a ja szerzej uśmiechnęłam się nadal nie wierząc, że to się dzieje naprawdę

- Zdrowie przyszłych państwa Khan… Zdrowie…Gorzko, gorzko, gorzko... - zaczął mówić Ian, na co cicho się zaśmiałam biorąc do ręki kieliszek i gdy lekko stuknęła nim o kieliszek Jaya oboje wypiliśmy ich zawartości, a w momencie gdy przyjaciel zaczął mówić gorzko, a zaraz po nim wszyscy pozostali przekręcając oczami cicho się zaśmiałam tak jak Jay, który przybliżając się do mnie delikatnie musnął moje wargi, na co od razu zaczęłam oddawać pocałunek z większą namiętnością, co spowodowało, że po pomieszczeniu rozniosły się oklaski i gwizdy zadowolenia

- Kochani teraz pewnie każdy będzie chciał osobiście pogratulować młodym, więc teraz będzie na to czas, a w tak zwanym międzyczasie zapraszam do zajadania tych pyszności i ewentualnie do tańczenia... - Jay nie tracąc ani chwili chwycił mnie za rękę ciągnąc nieco w bok by jak nie mam zapewnić nam odpowiednią przestrzeń do przyjmowanie gratulacji

- Kochani... Przyjmijcie od nas najszczersze gratulację… Anastasio nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że tak już oficjalnie wejdziesz do naszej rodziny… Możesz być pewna, że nie znalazłabym lepszej żony dla Tariqa, bo wiem, że naprawdę go kochasz i zrobisz wszystko aby był szczęśliwy. A ty synu rób wszystko aby nie stracić takiego skarbu… - słysząc słowa pana Zufla szerzej uśmiechnęłam się i cicho się śmiejąc przytuliłam się do niego, a zaraz potem do mamy Jaya 

- Bardzo wam dziękuję i możecie być pewni, że zrobię wszystko aby Jay był szczęśliwy - oboje rodzice Jaya słysząc moje słowa szeroko uśmiechnęli się przytulając się zaraz potem do bruneta 

- Ann nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że zostaniemy oficjalnie siostrami… Jesteś idealna dla Jaya kochana i wiem, że będziecie szczęśliwi - nie mogąc powstrzymać szerzej unoszących się kącików ust pokręciłam głową przytulając się do Yasmin 

- Wiesz, że powinnam ciebie udusić kochana? Jak to mówiłaś to tylko sprawdzenie czy strona działa, tak? - brunetka cicho się śmiejąc wzruszyła ramionami 

- No przecież nie mogłam ci powiedzieć, że masz zaprojektować narzeczeńską bransoletkę dla Jaya, prawda? Musiałyśmy z Mahdi coś skombinować a testowanie na jej stronie opcji zaprojektowania biżuterii spadło nam jak z nieba i jak widzisz wyszło obłędnie - powiedziała Yasmin, a ja uśmiechając się pokręciłam głową

- Dobra Yas później sobie pogadajcie, teraz pozwól, że ja przytulę i ucałuje moją prześliczną szwagierkę... Kochana wiem, że mój brachor zadba o wasze szczęście, więc życzę ci, żebyś wzięła tego pracusia w obroty domowe i pod pantofel, dobra? - przytulając się do Kamrana nie mogłam powstrzymać śmiechu

- Poczekamy aż ty sobie znajdziesz dziewczynę i się z nią ożenisz stary - rzucił od razu przytulając się zaraz po mnie do swojego śmiejącego się brata Tar

- Kochani… Nawet nie wiecie jak się cieszę waszym szczęściem i przyjmijcie nasze gratulację… Wierzę, że oboje zrobicie wszystko abyście byli szczęśliwi, ale proszę was, byście gdy nadejdą te deszczowe dni nie zapomnieli o tym uczuciu, które was połączyło… To jest najcenniejsze co macie i tylko razem jesteście silniejsi - z trudem powstrzymując wdzierające się do oczu łzy przytuliłam się mocno do taty 

- Naprawdę kochanie cieszę się, że będziesz żoną Jaya… On jest wspaniałym mężczyzną i jestem pewny, że nie popełni moich błędów, ale jakby co to wiedz, że będę go obserwował i zareaguje jakby była taka potrzeba… - słysząc ciche słowa ojca mimowolnie cicho się zaśmiałam kiwając głową, po czym przytuliłam się do Veroniki, a potem do mojego rodzeństwa 

- Wiedziałam kochana, że to tak się skończy i nawet nie wiecie jak się cieszę… Życzę wam byście zawsze byli tak szczęśliwi jak teraz kochani - nie mogąc powstrzymać szeroko unoszących się kącików ust przytuliłam mocno Bellę

- Zdajesz sobie sprawę z tego, że czy tego chcesz czy nie to jesteś moją świadkową? - powiedziałam patrząc się na przyjaciółkę, która cicho się zaśmiała kiwając głową

- Już się nie mogę doczekać organizacji wieczoru panieńskiego, więc szykuj się kochana - tym razem to ja cicho się zaśmiałam, a widząc minę Jaya zaśmiałam się głośniej 

- Kochana ja tu jestem i wszystko słyszę… - rzucił ostrzegawczo Tar, a my obie od razu wybuchnęłyśmy śmiechem, gdzie Is przytuliła się do Jaya, a potem przyjmowaliśmy kolejne gratulację od pozostałych przyjaciół 

- A teraz ze specjalną dedykacją dla naszej przyszłej pary młodej... She the one - gdy już otrzymaliśmy gratulacje od wszystkich zebranych usłyszałam głos Kamrana i nim się na niego spojrzałam usłyszałam jedną z moich ulubionych piosenek Robbiego Williamsa. Nie mogąc powstrzymać unoszących się kącików ust spojrzałam się na Jaya, który również się uśmiechając skłonił się wystawiając rękę, na co cicho się śmiejąc podałam mu swoją rękę, po czym obydwoje poszliśmy na środek i przytulając się do ukochanego zaczęliśmy poruszać się w rytm muzyki, gdzie od razu przymknęłam oczy delektując się daną chwilą, w którą nadal nie wierzyłam. Gdy tylko zaczęły się szybsze tony muzyki Khan od razu całując mnie w policzek również zwiększył nasze tempo tańczenia zaczynając ze mną wirować po całej sali. Nie mogąc przestać się uśmiechać i patrzyłam się prosto w przepiękne czekoladowe tęczówki również uśmiechniętego bruneta, które wręcz błyszczały emanując ciepłem i miłością. Kiedy muzyka ponownie uwolniła odruchowo zawiesiłam ręce wokół szyj ukochanego, który objął mnie w pasie i znów zaczęliśmy delikatnie poruszać się, gdzie uśmiechając się patrzyliśmy sobie głęboko w oczy i oboje za piosenkarzem śpiewaliśmy tytuł piosenki, gdzie ja śpiewałam, że to Jay dla mnie tym jedynym. Gdy piosenka się skończyła delikatnie musnęłam słodkie wargi bruneta, który od razu zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością ignorując przy tym gwiazdy i oklaski zadowolenia

- Czyli jesteśmy oficjalnie zaręczeni, tak? - gdy zaczęliśmy tańczyć do kolejnej piosenki spytałam się Jaya, który promiennie uśmiechnął się 

- No tak jakby... - zaczął mówić Tariq, ale urwał gdy obok nas pojawił się Ian spoglądając na nas przepraszająco

- Słuchajcie bardzo was przepraszam, ale muszę na chwilę porwać Jaya... - mój ukochany dając mi szybkiego całusa odszedł z naszym przyjacielem na bok, a ja podeszłam do stolika by napić się wody. Biorąc szklankę spojrzałam się na bransoletkę i wiedząc na niej przepięknie wyrzeźbione róże mimowolnie szerzej się uśmiechnęłam kręcąc głową rozumiejąc już doskonale dlaczego w projekcie bransoletki dla Jaya musiałam użyć motywu róży. 

- Jak tam kochana? Żyjesz po tej wielkiej niespodziance? - słysząc za sobą głos Yas spojrzałam się nią i uśmiechając się do niej skinęłam głową

- Szczerze mówiąc nadal nie wierzę w to co się stało, ale jestem naprawdę szczęśliwa - rzuciłam od razu na co brunetka cicho się zaśmiała, a ja mimowolnie kątem oka zerknęłam w bok spoglądając na Jaya i Iana, którzy nadal byli pogrążeni w rozmowie 

- Wcale się nie dziwię, ale uwierz mi, że wszyscy na sali wiedzieli, że prędzej czy później do tego dojdzie i naprawdę się cieszę, że mój starszy brat ożeni się z taką wspaniałą dziewczyną jak ty… - nie powiem słowa siostry Jaya sprawiły, że mimowolnie kąciki moich ust szerzej się uniosły 

- Dziękuję kochana… Może i każdy wiedział, ale szczerze mówiąc ja się kompletnie nie spodziewałam, że to stanie się akurat teraz i gdybyś dała mi znać wcześniej, że mój projekt to naprawdę prezent dla Jaya to zrobiłabym zdecydowanie ładniejszą bransoletkę, a nie taką prostą… - powiedziałam patrząc się na Yasmin, którą słysząc moje słowa przekręciła oczami 

- Kochanie… po pierwsze to miała być niespodzianka i cieszę się, że się udała… Po drugie bransoletka od ciebie jest przepiękna i nie wyobrażam sobie jakieś innej... A po trzecie jak tak bardzo chcesz być wcześniej uprzedzana o niespodziankach to mogę ci zdradzić, że to nie koniec niespodzianek jakie szykuje dla ciebie podczas naszego pobytu w Berlinie… - nie minęła nawet sekunda poczułam jak ktoś obejmuje mnie w tali przyciągając do siebie, a gdy usłyszała głos Jaya i wyczułam jego perfumy mimowolnie szerzej uśmiechnęłam się. Gdy tylko usłyszałam jego ostatnie słowa od razu odwróciłam się do niego twarzą czując jak moje serce zaczęło szybciej bić na myśl, że może to jest właśnie odpowiedni czas by wyznać mu moją niespodziankę 

- No proszę to się chyba fajnie składa, bo ja też będę miała dla ciebie niespodziankę… A mianowicie… - parząc się na ukochanego wzięłam głęboki oddech zaczynając mówić

- Jay biorę ze sobą Gallegosów i Stringów, bo coś czuję, że mogą nam się przydać… - gdy tylko usłyszałam głos Iana przerwałam spoglądając na niego, a potem na Tariqa, który przepraszająco się mnie spojrzał, gdzie kątem oka zauważyłam jak Ian także robiąc przepraszającą minę powiedział cicho upss i szybko gdzieś poszedł

- Kochanie… Silla… Wiem, że mnie zabijesz i uwierz mi, że z godnością przyjmę każdą twoją karę, ale… muszę z Ianem i jak widzisz z innymi pojechać do hali… - powiedział Jay, a ja spojrzałam się na niego szokowana nie wierząc w to co przed chwilą usłyszałam 

- Żartujesz sobie Tariq? / Ale jak to? Dlaczego? - odezwałam się jednocześnie z jak rozpoznałam po głosie z panem Zuflem 

- Naprawdę jest mi cholernie przykro, ale naprawdę muszę… Ja… Nie mogę powiedzieć o co chodzi, ale to jest naprawdę ważne i nie mogę tego zmienić… Ale mogę zapewnić, że to nic złego… Naprawdę przepraszam cię kochanie i obiecuję, że wszystko ci wynagrodzę… Aha i może lepiej na mnie nie czekaj, bo nie wiem ile nam to wszystko zajmie… - Tariq dając mi całusa szybo wyleciał wychodząc z restauracji, a ja ciężko westchnęłam kręcąc głową. Cholera to się nie dzieje naprawdę

- Anna ja… nie wiem co się dzieje, ale mam nadzieję, że on naprawdę ma dobre wytłumaczenie na to i przynajmniej porządnie ci to wynagrodzi… - powiedział tata Jaya, a ja spoglądając na niego lekko uśmiechnęłam się 

- Ja na twoim miejscu jednak kopnęłabym wyrzucając go z domu i to z taką silą, że poleciałby prosto do Stanów… No co? Nie dość, że nie dał ci pierścionka zaręczynowego to i znika podczas waszego przyjęcia zaręczynowego... To jest niedopuszczalne i mam nadzieję, że mój brachor wie co robi, zwłaszcza z Ianem, bo jak wiemy po ostatniej ich wspólnej akcji po nich wszystkiego możemy się spodziewać... - powiedziała Yasmin, a ja podkręciłam głową i starając się opanować rosnącą we mnie złość wzięłam kilka głębokich oddechów. Cokolwiek oni nie planują mam nadzieję, że to nie tylko się uda, ale i będzie dobre oraz warte tego zniknięcia.

1 komentarz:

Madziusa pisze...

Ala... ja naprawdę jestem pełna podziwu dla Twoich długaśnych rozdziałów i tak rozbudowanej fabuły :) Szczerze, to już nie mogę doczekać się Twojego kolejnego opowiadania :D
Ale wróćmy do Anastasii i Jaya :D Zaręczyli się!! Aaa! (Śpiewam) haha xD Tylko... co to za ucieczka Jay'a? Co to za niespodzianka? Co się wydarzyło? Czy musiałaś skończyć w takim momencie?? I... kiedy ona w końcu powie mu o ciąży?!
A ten sen... nie wiem czy chcę wracać do tych rozdziałów, których nie czytałam... Ana zasłoniła Jay'a własnym ciałem... Odkupiła w ten sposób swoje winy... Ale obiecałam Ci, że poczytam i słowa dotrzymam :)

Dawaj szybko nexta!

Pozdrawiam <3