Narracja Isabell
Leniwie otwierając oczy pod wpływem wpadających do pomieszczenia promieni słonecznych spojrzałam się na słodko śpiącego Chrisa, do którego byłam przytulona i mimowolnie lekko uśmiechnęłam się jednocześnie odruchowo mocniej się do niego przytuliłam. Boże ostatnie miesiące to jakaś jedna szaleńcza jazda na cholernym rorollercoasterze, który jak na złość nie wiadomo kiedy się zatrzyma. Czując ukucie w klatce piersiowej wzięłam głęboki oddech przymykając oczy starając się cieszyć tą chwilą. Szczerze mówiąc nadal do mnie nie dociera, że po tylu tygodniach bycia w szpitalu od kilku dni jestem już w swoim własnych domu i mogę przygotowywać go do przyjazdu moich dwóch aniołków, które na dniach zostaną wypisane ze szpitala do domu. Ta. Szkoda tylko, że tą radość przyćmiewa fakt, że dziś dostanę wyrok, który zaważy na całym dalszym moim i mojej rodziny życiu. Czując bolesny uścisk w klatce piersiowej powoli otworzyłam oczy, a następnie ostrożnie by nie obudzić blondyna wyswobodziłam się z jego uścisku i siadając na łóżku zakrywam twarz dłońmi starając się głęboko oddychać. Wiem, że nie mogę poddać się złym myślą i wierzyć, że wyniki dzisiejszych badań będą dobre, ale jednak nie potrafię zdusić tej myśli co będzie jak się okaże, że leczenie nie przyniosło wskazanych skutków. Słysząc swoją ostatnią myśl od razu biorąc jeszcze jeden oddech pokręciłam głową. Nie. Ja muszę myśleć pozytywnie, że wszystko będzie dobrze. Biorąc kolejny głęboki oddech powoli wstałam i biorąc chwilę potem z szafy czyste ciuchy poszłam do łazienki. Gdy tylko zdjęłam z siebie koszulę wieszając ją na wieszaku odruchowo spojrzałam się na wiszące na ścianie lustro czując jak moje serce zaczęło szybciej bić na samą myśl o przejrzeniu się w lustrze by tak zobaczyć jak naprawdę wygląda moje ciało po operacjach i leczeniu, bo jak dotąd nie miałam na to odwagi. Przymykają oczy zrobiłam kilka kroków w stronę lustra, po czym biorąc głęboki oddech powoli otworzyłam powieki. Niemalże natychmiast widząc swoje odbicie zamarłam czując napływające do oczu łzy. Z trudem łapiąc oddech po omacku próbowałam chwycić się czegoś by przytrzymać się, ale chyba rzucając jakieś rzeczy upadłam na kolana nie mogąc złapać oddechu ani przestać płakać. Boże wiedziałam, że po operacjach zostaną mi ślady, a przez trawiący moje ciało rak stracę znacząco na wadze, ale nie spodziewałam się, że widok mojego ciała aż tak bardzo mną wstrząśnie i tak zaboli
- Czy coś… Boże Bells… - gdy tylko usłyszałam głos Chrisa praktycznie natychmiast nie patrząc się na niego starając się zakryć rękami swoje ciało pokręciłam głową mając nadzieję, że zrozumie moje gesty, że nie chce by mnie widział i by do mnie nie podchodził. Nie minęło dużo czasu jak wyczułam, że Heine nakrywa mnie i praktycznie natychmiast mocno mnie obejmując posadził mnie na swoich kolanach szczelnie przytulając do siebie. Kompletnie nie mając siły na odepchnięcie go od siebie po prostu mocniej wtuliłam się w niego chowając twarz w zagłębieniu jego szyi nie mogąc powstrzymać lecących po moich policzkach łez. Niebieskooki nic nie mówiąc zaczął powoli kołysać mnie jednocześnie delikatnie gładził mnie po plecach, co sprawiało, że powoli zaczynałam uspokajać się
- Przepraszam... Ja po prostu... - nie wiem ile minęło czasu gdy uspokoiłam się i gdy zaczęłam mówić nieco odsunęłam się od ukochanego, który przykładając swój palec do mojej wargi pokręcił głową
- Kwiatuszku... Nie masz za co mnie przepraszać... Domyślam się jak musisz się teraz czuć i czułem, że to się stanie, więc proszę cię posłuchaj mnie uważnie... To co teraz ci powiem płynie prosto z mego serca… Bello… Kocham cię taką jaka jesteś… Wiem, że dla ciebie widok twoich blizn po operacjach na ciele i sam jego wygląd po leczeniu jest druzgocący, uważając, że jesteś odpychająca, ale… Jesteś i będziesz dla mnie najpiękniejszą kobietą na świecie… Moją Miss World, moją Miss Universe w jednym… Twoje blizny i wygląd twojego ciała jest dowodem twojej walecznej walki o życie własne i dzieci… Wiem, że jest ci teraz trudno o tym tak myśleć, ale taka jest prawda kochanie i… za każdym razem gdy spojrzysz na siebie w lustrze właśnie to sobie powinnaś mówić… Pamiętaj, że jeśli tylko będziesz chciała to poddasz się rekonstrukcji, a dodatkowo Izzy przecież pokazywał ci narysowane specjalnie dla ciebie projekty tatuaży, które będziesz mogła zrobić by zakryć blizny… A teraz mój kwiatuszku proszę cię o twój przepiękny uśmiech i może jeszcze o buziaka… - nie powiem z każdym słowem mojego męża czułam jak ciepło rozlewa się po moim ciele. Wiem, że on ma rację, że powinnam myśleć, że to są tylko ślady świadczące o mojej heroicznej walce o życie, ale jednak nic nie poradzę na myśli, że teraz moje ciało jest wręcz odrażające.
- Wiem Chris, ale... Po prostu po raz pierwszy zobaczyłam się cała w lustrze i... - zaczęłam mówić, ale niebieskooki lekko się uśmiechając delikatnie musnął moje usta
- I nie ma czemu się dziwić, że tak zareagowałaś, bo każdy na twoimi miejscu też by tak zareagował kochanie, a teraz gdy spojrzysz w lustro to przypomnij sobie moje słowa, że to są ślady twojej walki o życie, że jesteś najpiękniejszą na świecie i, że taki jeden blondyn kocha cię najmocniej na świecie... No a tak jeszcze bardziej poważnie mówiąc to wieczorem gdy będziemy świętować dobre wieści to jeśli mi pozwolisz to wycałuje dosłownie każdy kawałek twoje idealnego ciała udowadniając jak bardzo ubóstwiam ciebie - słowa niebieskookiego sprawiły, że mimowolnie kąciki moich ust nieco uniosły się, ale gdy do mojego mózgu dotarły słowa świętować dobre wieści czują ukucie w klatce piersiowej mocniej przytuliłam się do ukochanego
- O ile będziemy mieli co świętować - szepnęłam bardzo cicho, ale on to słyszał, bo mocniej mnie przytulając pocałował w głowę
- Wiem kochanie, że się bardzo denerwujesz i ja też się boję, ale... Nie możemy popadać w pesymizm... Sama mówiłaś, że z każdym dniem czujesz się coraz lepiej i zauważ, że powoli wraca ci apetyt, więc nie może być źle... Zanim zaczniemy rozważać te mniej pozytywne scenariusze to poczekajmy na to co powie profesor, dobrze? - starając się szczerze uśmiechnąć skinęłam głową, po czym delikatnie musnęłam jego usta, na co on od razu zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością
- Wiesz nie wiem co ja bym bez ciebie zrobiła... Kocham cię Chris... - powiedziałam po krótkiej chwili, na co niebieskooki uśmiechnął się całując mnie chwilę potem w czoło
- Dobra to ja może pójdę zrobić nam śniadanie o ile mama nie zabrała się za to… Chyba, że chcesz bym został i ci pomógł… - powiedział po krótkiej chwili Heine, na co na początku pokiwałam głową, a pod koniec pokręciłam głową
- Idź. Dam sobie sama radę... - Chris uśmiechając się delikatnie musnął moje usta, a ja mocniej się w niego przytulając oddałam pocałunek starając się z nim przekazać mojemu aniołowi jak bardzo go kocham i jak bardzo się cieszę, że mam go obok siebie
***
- Wiesz nie wiem czy bardziej jestem ciekawa i może nawet trochę podekscytowana tym co ty kombinujesz czy bardziej jestem na ciebie wściekła, że zabrałeś mnie ze szpitala… - nie dodając nic więcej ciężko westchnęłam nie mogąc pojąć jak doszło do tego, że po badaniach ten blondas mnie porwał zakrywając czymś oczy mówiąc mi jednocześnie, że mam mu zaufać
- Oj kochanie nie narzekaj... Chyba nie ma nic złego w tym, że porwałem swoją ukochaną żonę na randkę by w ten sposób umilić jej czas czekania na wyniki badań… - z trudem powstrzymując uśmiech na twarzy pokręciłam głową jednocześnie próbowałam zdusić w sobie ten cholerny niepokój związany z wizytą u profesora, który ma być w szpitalu dopiero późnym popołudniem
- Oczywiście, że nie ma, ale mogliśmy przecież zostać w szpitalu przy dzieciach... - powiedziałam od razu i nie wiedząc dlaczego pomimo, że nie widziałam to mogłam się założyć, że blondyn słysząc moje słowa uśmiechnął się
- No mogliśmy kochanie, ale nasze dwie gwiazdki są w dobrych rękach naszych mam, czyli swoich babć i nie wiem jak ty, ale ja pomimo radości z tego powodu trochę się denerwuję, bo wiem, że one na pewno będą rozpieszczać nasze dzieci, a to może jednak źle się odbić na naszej rodzicielskiej podstawie… - nie powiem słysząc słowa Chrisa mimowolnie cicho się zaśmiałam i nic nie mówiąc pokręciłam głową domyślając się że zapewne ma racje
- No dobrze kochanie. Jesteśmy na miejscu. Poczekaj to pomogę ci wysiąść - słysząc słowa blondyna odruchowo skinęłam głową czując jak z każdą sekundą moje serce bije coraz mocniej. Nie minęło dużo czasu jak Heine pomógł mi wysiąść z auta gdzieś prowadząc. Gdy tylko się zatrzymaliśmy poczułam jego dłonie na głowie i nim zdążyłam coś powiedzieć on ściągnął opaskę z moich oczu przez co powoli otworzyłam powieki i widząc gdzie mimowolnie szeroko uśmiechnęłam się
- Boże Jay nie wierzę, że znów mnie tam zabierasz… - gdy tylko usłyszałam znajomy głos spojrzałam się w lewą stronę i widząc Anastasię, która akurat całowała Jaya jeszcze szerzej uśmiechnęłam się nie wiedząc że chłopaki zorganizowali dla nas taką niespodziankę
- Cześć Ann/ O boże Bella - kiedy tylko blondynka odsunęła się od bruneta spojrzała się w moją stronę i szerzej uśmiechając się zaczęła razem ze mną mówić, gdzie także równocześnie podeszłyśmy do siebie mocno przytulając
- Boże nie wierzę, że ty też tu jesteś... Nieźle sobie wykombinowali ci nasi chłopcy, ale cholernie się cieszę… Powiedz kochana co powiedział profesor i jak wyniki badań? - rzuciła od razu Ana, a ja nadal uśmiechając się na początku skinęłam głową, a później wzruszyłam ramionami
- Na razie czekamy na wszystkie wyniki badań, które mają być dopiero późnym popołudniem i właśnie wtedy będziemy rozmawiać z profesorem… - powiedziałam patrząc się na przyjaciółkę, która pokiwała głową
- Niby nie wiem jakie będą wyniki, ale naprawdę widać po tobie, że lepiej wyglądasz, że czujesz się lepiej, więc jestem przekonana, że wyniki będą dobre… A powiedz lepiej jak bliźniaki? - uśmiechając się do blondynki wyciągnęłam komórkę i wchodząc w galerię nacisnęłam odpowiednie zdjęcie jednocześnie przybliżyłam się do przyjaciółki pokazując jej ekran
- Dzieci jak widzisz rosną jak na drożdżach… Na szczęście wyniki ich badań są dobre i lekarze na dzień dzisiejszy nie widzą by dzieci miały jakieś wady związane z wcześniactwem… Na dniach będziemy mogli wziąć bliźniaki już do domu - blondynka słysząc moje słowa szerzej się uśmiechając przytuliła mnie do siebie
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę z tego powodu... Wiedziałam, że wszystko będzie dobrze z dziećmi i czuję w kościach, że twoje wyniki badań też będą dobre… - Ana nie dodając nic więcej przytuliła się do mnie, a ja od razu odwzajemniłam gest mając nadzieję, że faktycznie moje wyniki badań będą dobre, a przynajmniej nie usłyszę tej najgorszej diagnozy
- Nasze kochane dziewczyny… Pierwsza i najważniejsza zasada naszego dzisiejszego dnia to taka, że nie rozmawiamy na tematy zdrowotne… Niech te kilka godzin będzie dla nas kompletną odskocznią od tego medycznego szaleństwa… Rozumiemy się moje ślicznotki?… - słysząc słowa Chrisa od razu spojrzałam się na niego i widząc jego ostro-pytające spojrzenie powtrzymałam się przed przekręceniem oczami
- Kochana ten twój mężuś to jak widzę zaczyna się coraz bardziej rządzić… - słysząc słowa Anastasii od razu cicho się zaśmiałam
- Uważaj księżniczko, bo zaraz ja zacznę się rządzić i nie będzie już tak miło… - nie powiem widząc jak niebieskooka pokazuje język brunetowi mimowolnie znów zaczęłam się śmiać kręcąc głową. Cholera jak mi tego strasznie brakowało
***
- O boże... Posłuchajcie jakże rozpaczliwej wiadomości od Mel... Dziewczyny trzymajcie mnie bo zaraz tego nadopiekuńczego neandertalczyka uduszę gołymi rękami. Chciałam aby się zmienił, ale to już wpadanie w skrajność. Jeszcze chwila i on zacznie sam próbować karmić małego swoją piersią… - gdy tylko Anastasia zaczęła mówić od razu się na nią spojrzałam i nie powiem z każdym jej słowem kąciki moich ust szerzej unosiły się, a pod koniec tak jak chłopacy wybuchnęłam śmiechem próbując sobie wyobrazić karmiącego piersią przyjaciela
- Boże Lizzy to chyba naprawdę nigdy nie przestanie świrować i coraz mocniej zastanawiam się czy jest szansa na to, że zmądrzeje… - zaśmiał się Jay, a my wszyscy razem z nim. Kurczę Jay ma rację Izzy z natury jest świrusem i chyba sobie nie wyobrażam sobie aby był inny. On już za wsze pozostanie pozytywnym świrusem
- Obawiam się, że on nigdy tak do końca się nie zmieni i chyba dobrze, bo jednak mimo wszystko kochamy go właśnie za tą szaleńczą duszę… Najważniejsze by więcej używał rozumu zanim coś powie lub zrobi… - z trudem powstrzymując lekko unoszące się kąciki ust pokiwałam głową zgadzając się z mówiącą Anastasią
- To fakt, bo jak teraz coś zawali z własnej głupoty to ja osobiście mu nakopię wlewając choć trochę rozumu do tej łepetyny - rzucił od razu Chris, a ja znów się głośno zaśmiałam mając nadzieję, że to nie będzie konieczne
- No proszę Ian jak zawsze wie kiedy do nas zadzwonić… No cześć stary. Fajnie, że dzwonisz. Właśnie jesteśmy z Anną na randce razem z Chrisem i Bellą, więc dam cię na głośnomówiący - kiedy tylko usłyszałam dźwięk komórki odruchowo spojrzałam się na Jaya i z każdym jego słowem odruchowo coraz szerzej unosiły się kąciki moich ust
- O jaka miła niespodzianka. Cześć kochani i od razu mów Is jak się czujesz i jak wyniki badań? - słysząc słowa przyjaciela mimowolnie szerzej uśmiechnęłam się, gdzie nie musiałam widzieć twarzy Chrisa by wiedzieć, że przekręcił oczami
- Cześć Ian. Odpukać czuje się dobrze, ale jak jest naprawdę to pokażą później wyniki dzisiejszych badań… Ale lepiej nie rozmawiajmy już o moim zdrowiu, bo wiesz taki jeden blondynek jest gotów mnie zaraz udusić za złamanie pierwszej reguły naszej dzisiejszej randki, czyli nie rozmawiamy na tematy zdrowotne… Powiedz lepiej co słuchać u was? Jak się czuje Elena? - odezwałam się jako pierwsza jednocześnie poczułam jak blondyn mocniej mnie obejmując pocałował w ramię
- Chłopaki wymyśleliście naprawdę bardzo dobrą zasadę, więc kończąc ten zakazany temat to powiem tylko, że mam nadzieję, że nie zapomnisz dać nam znać jak wyniki, dobrze?... No a co nas słuchać? By nie zapeszać to powiem, że w miarę dobrze. Staram się jakoś zorganizować pracę by więcej czasu być w domu, ale tej jak mam wrażenie jak na złość jest coraz więcej, ale nie narzekam tylko próbuje to jakoś ogarnąć… Elena ma się dobrze, ale coraz bardziej narzeka na ciążowe dolegliwości. Uprzedzając wasze pytania nie wiemy jakiej płci będziemy mieli dziecko i wspólnie zdecydowaliśmy, że nie chcemy wiedzieć przed narodzinami naszego dziecka, więc nie wierzcie w to co piszą w mediach, że jakoby dyskretnie dajemy znać co będziemy mieć… - powiedział Ian, a ja uśmiechając się odruchowo skinęłam głową
- Coś nieco czytaliśmy na ten temat i do tej pory nie wiem czy się z tego śmiać z tych głupot czy raczej płakać, że nie dają wam spokoju tylko na każdym kroku was śledzą… - rzuciła natychmiast Anastasia na co odruchowo cicho się zaśmiałam kręcąc głową doskonale wiedząc, że przyjaciółka ma rację
- Oj błagam cię kocham... Jeszcze chwilę i naprawdę oboje poszalejemy przez tych pismaków... A nawet we troje bo Caroline też nie dają spokoju tylko spekulują czy ona będzie miała syna, a jeśli tak to czy dostanie imię po ojcu... Nawet przez myśl mi przeszło by wysłać do was dziewczyny by na spokojnie mogły korzystać z uroków ciąży, ale Elena natychmiast odrzuciła ten pomysł… Ale jak na razie dajemy sobie radę z tą nagonką starając się ignorować ją… - słowa przyjaciela sprawiły, że mimowolnie pokręciłam głową nie wierząc, że tacy dziennikarze nadal istnieją i jak widać mają się dobrze
- No i to najlepsze wyjście stary. Gdybyś jednak potrzebował pomocy z tymi pismakami to od razu daj nam znać to pomożemy wam… - rzucił natychmiast Jay, a ja odruchowo pokiwałam głową zgadzając się z nim
- Dzięki. Będę o tym pamiętać… No a teraz przejdę do tematu, z którym dzwonię… A mianowicie…. Po koniec czerwca lub na początku lipca planuje zorganizować koncert telewizyjny… Szlagier. Miłość, przyjaźń i dobra zabawa… - powiedział Ian, a kąciki moich ust szeroko uniosły się
- No kochany sama nazwa koncertu już mówi, że zabawa będzie przednia... Oczywiście rozumiem, że dzwonisz do nas w sprawie występu na koncercie tak retorycznie, więc powiem ci tylko, że ustal szybko gdzie i kiedy mamy się stawić w Niemczech… - słowa Jaya sprawiły, że natychmiast wszyscy się zaśmialiśmy
- No popatrz Jay jak ty mnie do mnie znasz... No a tak poważnie to faktycznie dzwonię byście sobie wstępnie zarezerwowali ostatni weekend czerwca lub pierwszy weekend lipca. Jak już będę miał konkretny termin to dam wam znać, a na ten moment to mogę wam powiedzieć gdzie będzie koncert, a mianowicie w Berlinie... w hali Orbites - słysząc nazwę areny, na której przyjaciel planuje zorganizować koncert zamarłam odruchowo zerkając na Jaya i Annę, która akurat szokowana spojrzała się na bruneta, który zapewne tak jak ona myślami wrócił do tych tragicznych wydarzeń z tamtego miejsca. Słysząc swoją ostatnią myśl od praktycznie od razu poczułam jak po moim ciele przechodzimy zimny dreszcz. Cholera jeśli ja tak na to reaguje to co w takim razie muszą czuć oni skoro byli zakładnikami i widzieli śmierć naszego przyjaciela, a także postrzelenia Ann.
- Ta... Ta cisza zdecydowanie mówi więcej niż milion słów… - słysząc słowa Iana nie mogłam powstrzymać cichego prychnięcia i nieco unoszących się kącików ust
- Dziwisz się?... Zaskoczyłeś nas stary... Nikt z nas akurat nie spodziewał się, że tak szybko powrócimy do tego miejsca… - rzucił Jay, a ja odruchowo wzięłam za rękę Chrisa czując jak moje serce zaczęło szybciej bić. Boże wiem, że to może okropnie zabrzmi, ale z jednej strony cieszę się, że Chris przeze mnie spóźnił się i nie było go wtedy w tym budynku, a z drugiej strony nadal chce mi się płakać, że to spotkało moich przyjaciół, gdzie jeden z nich przypłacił to życiem, a Ann do dnia dzisiejszego walczy o powrót do pełnej sprawności po postrzale.
- Wcale się nie dziwię i uwierzy mi, że do tej pory mam mnóstwo wątpliwości co do tego miejsca, ale uznałem, że nie będzie lepszej możliwości na ponowne otwarcie areny i dla nas to też może być jakaś kolejna forma poradzenia sobie z tamtymi wydarzeniami... No i dodatkowo gdyby to odbyło się w czerwcu to moglibyśmy w ten sposób bardziej wyjątkowo uczcić pamięć Franza, bo akurat wtedy wypadną jego urodziny... Pierwsze bez niego, więc sami rozumiecie, ale... Na to Caroline musi wyrazić zgodę, bo bez tego na nic nie ma nowy... - Watrin doskonale wyczuwając moje emocje objął mnie, a ja mocniej się w niego wtuliłam z trudem powstrzymując łzy na samą myśl o przyjaciółce, która jestem pewna przeżywa to wszystko dużo mocniej a musi przecież trzymać się córki i nienarodzonego dziecka
- No i słusznie Ian i jak będziesz z nią rozmawiał to nie naciskaj na nią, dobrze? A tak w ogóle to jak ona się czuje i trzyma? - powiedziała od razu Anastasia
- Jak można się domyślić nie jest jej lekko… Nadal nie może dojść do siebie po śmierci Franza, ale dla dzieci stara się trzymać i budować swoje życie na nowo... Praca i studia zdecydowanie jej pomagają w odciąganiu tych niezbyt dobrych myśli… Oczywiście wszyscy jej tu pomagamy jak możemy, co pewnie już spowodowało, że pewnie ma nas dość, ale zbytnio się tym nie będziemy martwić tylko po prostu będziemy robić swoje… A jeśli chodzi o ciążę to odpukać na dzień dzisiejszy wszystko jest dobrze i tak jak my ona nie chce poznać płci swego maleństwa… No a tak zmieniając temat na bardziej miły to moja kochana Janno chciałbym wam pogratulować waszego kolejnego cudownego singla, który jak wiem od premiery utrzymuje się w czołówce we wszystkich listach najważniejszych szlagierowych rozgłośni radiowych... Chyba nie muszę mówić, że musicie zaśpiewać tą piosenkę na koncercie, prawda? I raczej nie będę jedyny, który powie, że liczy na coś więcej muzycznego od was… - słowa przyjaciela sprawiły, że na początku poczułam mocne ukucie w sercu, a potem na zmiankę o Khanach mimowolnie szerzej uśmiechnęłam się spoglądając na przyjaciół, którzy spoglądając na siebie również szeroko uśmiechali się
- Chyba Anastasia nie zabije mnie jak zdradzę byś w ten piątek o północy… Aua… No już milczę… - gdy Jay zaczął mówić Anastasia posyłając mu groźne spojrzenie uderzyła go w ramię, a ja pomimo tego, że patrzyłam się pytająco na nich to nie potrafiłam powstrzymać cichego śmiechu jednocześnie zaczęłam się zastanawiać czy też dobrze zrozumiałam słowa bruneta
- Ian czy coś się stało? - nie powiem słysząc dźwięk przypominający upadek od razu zmarszczyłam brwi mając nadzieję, że tylko się przesłyszałam
- Wszystko w jak najlepszym porządku kochani ja po prostu spadłem z krzesła na myśl, że nasza Silla wydaje singla… Domyślam się ile to musiało cię kosztować Jay, więc moje chapeau bas… Boże kochana nie mogę w to uwierzyć, ale cholernie się cieszę i również mocno nie mogę się go doczekać, choć doskonałe już wiem, że na pewno jest świetny… - słysząc słowa przyjaciela szeroko uśmiechając się spojrzałam się na przyjaciółkę, która również się uśmiechając kiwając głową
- Dobra, dobra kochany opinie zostaw na później, dobrze?... No a tak po za tym to chyba ktoś cię właśnie woła, więc pogadamy innym razem… - zaczęła mówić Anastasia, ale słysząc, że ktoś woła Iana wyraźnie z trudem ukryła swoje rozbawienie w głosie, gdzie słysząc ciężkie westchnienie Jana wszyscy się zaśmialiśmy
- Jezu... Nawet nie dadzą mi chwili na dłuższą rozmowę z przyjaciółmi... Naprawdę zaczynam się poważnie obawiać co będzie jak pójdę na tacierzyński... Dobra słuchajcie w takim razie pozdrawiam was i jesteśmy w kontakcie... - nim ktokolwiek z nas zdążył odpowiedzieć Ianowi ten szybko rozłączył się, co spowodowało, że wszyscy cicho zaśmiali się
- Oj chyba niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią... - słowa Chrisa sprawiły, że wszyscy jeszcze głośniej zaśmialiśmy, bo jednak nie sposób się z nim nie zgodzić
- Słuchajcie ja nie chce być brutalny, ale chyba powinniśmy już wracać... - słysząc po dłuższej chwili słowa Jaya natychmiast ciężko wetchnęłam czując jak moje serce boleśnie uderza o klatkę piersiową. Cholera dlaczego czas nie mógł się zatrzymać lub wolniej iść?
- Wiem kochanie... ale pamiętaj, że jestem obok i zawsze będę - Chris jakby wyczuwając mój nastrój od razu mocniej mnie obejmując pocałował w głowę
- Chcesz byśmy pojechali z wami do szpitala?... Jasne, ale od razu dajcie znać jak wyniki i co powiedział profesor... - kiedy usłyszałam pytanie przyjaciółki od race pokręciłam głową, na co ona rzucając mi pocieszające spojrzenie pokiwała głową kończąc swoją wypowiedź, na co tym razem to ja pokiwałam głową mając nadzieję, że nie będę musiała przekazywać jej tych tragicznych wiadomości
***
- Witamy... Możemy wejść?... - lekarz widząc mnie od razu lekko uśmiechając się pokiwał głową
- Wchodźcie kochani… Właśnie przeglądamy z Dorothy twoje wyniki badań... - z coraz mocniejszym sercem weszłam z Chrisem do środka gabinetu, gdzie od razu usiedliśmy na krzesłach, a blondyn praktycznie natychmiast wziął mnie za rękę lekko ściskając
- Przepraszam, że musieliście tyle czekać, ale chciałem jako pierwszy zobaczyć twoje wyniki i osobiście ci je przekazać, a mój gościnny udział w Bostonie nieoczekiwanie przedłużył się… - kiwając głową patrzyłam się na lekarza czując przy tym jak moje serce jeszcze bardziej przyspiesza swoją pracę
- No dobrze nie przedłużając powiem tak… wyniki badań pokazują jasno, że nie ma nowych ognisk nowotworowych, a dotychczasowe leczenie przyniosło założone rezultaty… - słysząc słowa doktora poczułam jak nie tylko łzy napływają mi do oczu ale i jak wielki kamień ciążący na mojej klatce piersiowej rozkrusza się pozwalając mi wreszcie wziąć głęboki oddech
- Czyli… to znaczy… że Bella jest.. - słysząc łamiący się głos blondyna spojrzałam się na niego, a on mając łzy w oczach patrzył się na doktora, przez co czując jak moje serce znów zaczyna coraz szybciej bić również znów spojrzałam się na lekarza, który lekko uśmiechnął się
- Narazie możemy mówić o remisji... Oczywiście Bella po terapii jest jeszcze osłabiona, co pokazują wyniki badań, ale z każdym dniem będzie już coraz lepiej... O pełnym wyzdrowieniu będziemy mogli mówić dopiero za jakiś czas, a przez ten czas Bella musi regularnie przychodzić na kontrolne badania i będziemy martwić się dopiero gdy one coś wykażą... A do tego czasu po prostu znów zacznijcie żyć bez wielkiego strachu... - nie mogąc powstrzymać łez szczęścia wręcz odruchowo przytuliłam się do Chrisa, który również płacząc mocniej mnie objął. Boże czy to naprawdę się dzieje?
- Dziękujemy... Chyba nikt nie wie jak bardzo pragnęłam usłyszeć te słowa... - odsuwając się od męża zaczęłam mówić spoglądając na lekarzy, którzy patrzyli się na nas z szerokimi uśmiechami
- Nie ma macie za co nam dziękować... Cieszymy się, że leczenie pomogło i mamy nadzieję, że tak już pozostanie... - słysząc słowa doktora szeroko uśmiechając się skinęłam głową mając nadzieję, że faktycznie tak już zostanie
- Ja też mam dla was dobrą wiadomość... Mianowicie moi mili dobrze wykorzystajcie dzisiejszą noc, bo wydaje mi się, że to może być wasza ostatnia taka wspólna spokojna noc... Jutro będziecie mogli zabrać bliźniaki do domu... - słysząc ostatnie słowa lekarki szeroko się uśmiechając przytuliłam się do blondyna, który tak jak ja nadal nie mogąc powstrzymać łez mocniej mnie przytulił całując w głowę
- Chris… Boże nie wierzę, że to wszystko naprawdę się dzieje… - blondyn słysząc moje słowa cicho się zaśmiał i biorąc w ręce moją twarz delikatnie musnął moje usta
- Widzisz kochanie… Wiedziałem, że tak będzie… Kocham cię Bello... - szeroko uśmiechając się do męża znów się do niego przytuliłam czując jak przez moje ciało przechodzi nie tylko fala ulgi i ciepła, ale dziwnej pewności, że teraz wszystko będzie dobrze i, że wreszcie będziemy w pełni szczęśliwi.
2 komentarze:
Ojejuśku jaki cuuuuuuuudowny rozdział!!! AAAA rozpływam się ! Oczywiście moi ulubieńcy w nim <3
Jejku jak ja się cieszę że Bella zdrowieje!!! Jej normalnie kamień z serca!!! W końcu mam nadzieję że wszystkim zacznie się układać wszystko pozytywnie!!! I jeszcze dzieci wychodzą ze szpitala!!! Cudnie!!!!
Jejku Chris taki słodziak <3 Ehhh dobrze wiem co czuję Bella po cesarce jest w uj cieżko! i jeszcze jej choroba ehhh... ale przynajmniej ma wsparcie w Chrisie i w przyjaciołach <3
Już nie mogę się doczekać następnego!
Buziaki ;***
Czytając ten rozdział nie mogłam pozbyć się jednej piosenki z głowy... Julki Wieniawy "Kocham" ---> "Kocham moje włosy, biodra, rzęsy i blizny, które tworzą mnie." Tak, to bardzo tu pasuje do Belli :)
Uff... jak dobrze, że to wszystko dobrze się kończy... Nie wiem Ala co bym Ci zrobiła gdybyś kogoś uśmierciła... Ale lepiej nie będę nic pisać, bo przecież jeszcze rozdział przed nami... Ale uważaj sobie jak coś! Chyba nie chcesz byśmy dostały z Nitą blogowej depresji ?!
Pozdrawiam :D
Prześlij komentarz