sobota, 10 sierpnia 2024

Rozdział 92

                                                                     Narracja Anastasii 

- Kochanie, ja wiem, że się denerwujesz, ale mimo wszystko spróbuj się uspokoić.. - słysząc słowa Jaya od razu spiorunowałam go wzrokiem
- Mam mieć zaraz operację po której być może będę do końca życia przykuta do łóżka nie mogąc nawet ruszyć palcem, a kilka pięter niżej moja siostra zaraz będzie miała podawaną pierwszą dawkę chemii, więc do cholery nie mów mi, że mam spróbować się uspokoić... - brunet słysząc moje słowa przekręcił oczami, po czym biorąc mnie za rękę lekko ją ścisnął jednocześnie pocałował mnie 
- Wiem kochanie... ja po prostu... nie chce byś się na zapas denerwowała... Obie macie najlepszych lekarzy i musimy wszyscy myśleć pozytywnie... - szepnął ciemnooki, na co ciężko westchnęłam kiwając głową
- Dobra błagam cię zmieńmy temat bym mogła choć na chwilę pomyśleć o czymś innym - powiedziałam po krótkiej chwili, na co on lekko uśmiechnął się 
- Ok. To w takim razie może powiedz mi czy masz już pomysł gdzie będziesz chciała pójść gdy po rehabilitacji odzyskasz czucie w nogach... No co? Ja wierzę, że wszystko się uda, więc chciałbym wiedzieć gdzie pierwsze się udamy, bo nieskromnie przyznam się, że mam pomysł na trzy pierwsze randki... - nie powiem słysząc ostatnie słowa mężczyzny nie mogłam powstrzymać lekko unoszących się kącików ust
- Aż ma trzy? No kochany to w takim musisz mi o nich powiedzieć i to natychmiast bez żadnej dyskusji - tym razem to Jay posłał mi uśmiech i pocałował mnie w głową
- Pierwsza to po prostu pilnik na wyspie wolności. Druga to kino, restauracja i spacer. A trzecia randka to coś co widziałem to w filmach i marzyłem by tam pójść, a mianowicie co powiesz na rolki? Nie za szalony pomysł? - powiedział brunet, a ja szerzej się uśmiechnęłam 
- Naprawdę? Umiesz jeździć na rolkach? Muszę to zobaczyć kochanie i już nie mogę doczekać się tej randki... Oczywiście pozostałych też... Naprawdę mam nadzieję, że zrealizujemy je i nie pozostaną tylko w sferze marzeń... - powiedziałam od razu, na co on szerzej uśmiechnął się, po czym pocałował mnie
- Zobaczysz, że tak będzie Ann... Tylko musimy w to gorąco wierzyć... - nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć do sali weszli obaj lekarze, przez co moje serce zaczęło szybciej bić
- Witamy Państwa... Jak się czuje nasza pacjentka? - słysząc pytanie jednego z lekarzy lekko uśmiechnęłam się kiwając głową 
- Ogólnie dobrze, ale lekko zdenerwowana, przestraszona i chyba zniecierpliwiona... - odpowiedziałam szybko, na co obaj lekarze uśmiechając się pokiwali głowami 
- To zrozumiałe, że się boisz i, że jednocześnie nie możesz się doczekać tej operacji... Obiecujemy, że zrobimy wszystko by operacja przebiegła sprawnie bez komplikacji - słysząc słowa drugiego lekarza znów pokiwałam głową lekko uśmiechając się
- Wiem o tym i proszę mi uwierzyć, że naprawdę wierzę, w to, że wszystko będzie dobrze... - powiedziałam patrząc się na doktorów, którzy uśmiechając się pokiwali głowami
- I to bardzo dobrze... A teraz skoro jesteś gotowa i mamy wszystkie potrzebne dokumenty to idziemy szykować się na salę operacyjną, w takim za chwilę zostaniesz przewieziona na salę operacyjną - obaj lekarze nie dodając nic więcej wyszli z sali, na co ucieszyłam się, bo to oznacza, że zrealizuje swoje postanowienie 
- Widzisz Mark wiedziałem, że zdążymy przyjść zanim ją wezmą na blok - gdy do pomieszczenia niczym błyskawica wpadł Richie z moim tatą odruchowo ciężko westchnęłam przekręcając oczami 
- Tak, kochanie. Wiem, że obiecaliśmy ci, że będziemy przy Belli, ale po prostu nie mogłem nie przyjść... - powiedział tata, a ja mimowolnie uśmiechnęłam się do niego 
- Rozumiem tato, ale ja właśnie zamierzam iść do Belli… Jay nie patrz się tak na mnie, bo ja mówię poważnie… Sam doskonale wiesz o tym jak będzie po chemii i nie wybaczę sobie jeśli nie będę przy niej choćby na początku podania jej tego wlewu… Ona jest dla mnie jak siostra i potrzebuje mnie Jay… Zrozum to i pomóż mi iść do niej albo nie przeszkadzaj mi… Aha i jakby co to zostawię kartkę gdzie jestem - zaczynając mówić najpierw patrzyłam się na tatę a potem dostrzegając, że Tariq chce za coś powiedzieć spiorunowałam go wzrokiem nadal mówiąc, na co on ciężko westchnął kręcąc głową, a ja w tym czasie położyłam na poduszce przygotowaną wcześniej kartkę z informacją gdzie jestem 
- Chodź kochana… - brunet nie tracąc czasu wziął mnie na ręce przez co mocno chwyciła się go za szyję, po czym wyszliśmy z sali a za nim jak zauważyłam mój tata i Richie. Czując jak moje serce z każdą sekundą bije coraz mocniej wtulając się w bruneta schowałam głowę w zagłębieniu jego szyi licząc, że nie będziemy musieli czekać długo na windy czy schodzić po schodach 
- Już jesteśmy… - słysząc szept Jaya spojrzałam się przed siebie i widząc przez szybę bladą na twarzy wręcz załamaną Bellę, która była wtulona w swojego męża zamarłam czując jak do moich oczu napływają łzy 
- Ann? Co ty tu robisz? - nim dobrze weszliśmy na salę usłyszałam głos przyjaciółki, na co patrząc się na nią starałam się pocieszająco uśmiechnąć, a Jay w tym czasie delikatnie posadził mnie na wolnym krześle, gdzie od razu chwyciłam dłoń przyjaciółki lekko ją ściskając
- Chyba nie myślałaś, że zostawię cię w najważniejszo-najgorszym momencie życia... Obie walczymy i obie potrzebujemy swego wsparcia... Po prostu nie mogłam nie przyjść i jechać na salę operacyjną bez przyjścia do ciebie... - przygrywając z silną wolą pozwoliłam gromadzącym się w oczach łzom spadać, a widok łez przyjaciółki nie poprawiał tego, a wręcz tylko wzmógł mój płacz
-  Jesteś wariatką, ale... kocham cię Ann... - starając się jak najszerzej uśmiechnąć przybliżyłam się i przytuliłam do siebie Bells, która od razu mocniej się we mnie wtuliła 
- Witamy... Mamy nadzieję, że nie przeszkadzamy... Jeśli potrzebujecie jeszcze chwili... - gdy tylko usłyszałam za sobą nieznany męski głos szybko odsuwając się od przyjaciółki otarłam mokre od łez policzki 
- Nie... Może i jakaś cząstka mnie nie jest gotowa, ale chyba nigdy nie będę, więc... im szybciej to zrobimy tym lepiej... - szepnęła Bella patrząc się na lekarza, który kiwając głową podszedł z lewej strony łóżka zwierzając na stojącym obok stojaku woreczek z jakimś przezroczystym płynem
- Rozumiem twoje obawy i wątpliwości, ale pamiętaj, że gdyby odpukać coś się wydarzyło to natychmiast otrzymasz pomoc... Tylko od razu nas informujesz o choćby najmniejszym bólu czy złym samopoczuciu, dobrze? - Is słysząc słowa lekarza biorąc głęboki oddech, pokiwała głową, na co doktor wziął ją za rękę, na której był wenfron, do którego po krótkiej chwili włożył przypiętą do woreczka rurkę, z której raczej natychmiast popłynął płyn. Czując jak moje serce zaczęło szybciej bić wzięłam przyjaciółką za rękę lekko ją ściskając, a będący z drugiej strony Chris ostrożnie siadając na łóżku objął swoją żonę ramieniem całując ją w głowę 
- Panno Anastasio... Co my mamy z panią zrobić? Czyżby musieli panią przywiązać do łóżka? - słysząc znajomy głos odwróciłam się patrząc się przepraszająco na swoich obu lekarzy, piorunowali mnie wzrokiem
- Naprawdę przepraszam... Wiem, że nie powinnam tak uciekać, ale miałam naprawdę ważny powód, a mianowicie... To jest moja najlepsza przyjaciółka Bella i jak widzicie w ciąży musi walczyć z rakiem, a właśnie teraz przyjmuje pierwszą dawkę chemii... Po prostu musiałam tu przyjść... - obaj lekarze pocieszająco uśmiechając się do mnie pokiwali głowami 
- Rozumiemy to i szkoda, że wcześniej nam o tym nie powiedziałaś to byśmy coś na to zaradzili, ale... - zaczął mówić jeden z lekarzy, a ja poczułam jak Bella delikatnie ściska mnie za trzymaną rękę 
- Ale Anastasia jak grzeczna pacjentka pójdzie z panami i podda się operacji... No idź kochana... Jak widzisz mam tu i przed salą mocną obstawę, więc niech zajmą się teraz tobą... zobaczymy się po operacji dobrze? - z trudem powstrzymując łzy przytuliłam się do przyjaciółki marząc by ten koszmar dla nas obu się skończył i wreszcie było wszystko dobrze  bez problemów na taką skalę
- Gotowa? - powoli odsuwając się od Is spojrzałam się na Jaya kiwając niepewnie głową, na co on ponownie wziął mnie na ręce po czym za lekarzami poszliśmy ma odpowiednio piętro, a potem pod odpowiednią salę, gdzie gdy tylko przekroczyliśmy jej próg brunet od razu położył mnie do łóżka 
- Jeśli jesteś gotowa to zaraz zostaniesz przewieziona na blok, dobrze? - patrząc się na mówiącego lekarza blado uśmiechając się do niego powoli skinęłam głową 
- Dobrze i naprawdę przepraszam, ale naprawdę musiałam tam pójść do swojej przyjaciółki... - obaj lekarze patrząc się na mnie pokiwali głowami
- Naprawdę to rozumiemy i możesz być pewna, że mi w szczególności jest przykro, że nie możemy już przełożyć operacji, bo znam osobiście Chrisa i żałuję, że nie mogę mu pomóc, choć jestem przekonany, że jego żona i dzieci są w jak najlepszych rękach - powiedział szybko drugi lekarz rzucając mi pocieszający uśmiech
- Dokładnie. Doktor Geild i doktor Seith są najlepszymi specjalistami w swoich specjalnościach, więc spróbuj się nie denerwować pozwalając nam zająć się tobą, dobrze? A teraz już naprawdę do zobaczenia na bloku operacyjnym - dodał szybko drugi lekarz, po czym gdy kiwnęłam głową obaj wyszli z sali, a ja spojrzałam się na tatę, który z trudem powstrzymując łzy podszedł do mnie mocno mnie przytulając 
- Wiesz tato, że to ja powinnam być bardziej przerażona i wylewać hektolitry łez? - tata nieco odsuwając się ode mnie cicho się zaśmiał, po czym pocałował mnie w głowę
- Nic nie zmieni tego, że kocham cię i po prostu boję się o moją córeczkę... Jesteś moim skarbem i pamiętaj, że co by się nie działo, to zawsze możesz na mnie liczyć... Kocham cię córeczko... - z trudem powstrzymując łzy znów przytuliłam się do taty, a gdy się odsunęłam od niego spojrzałam się na akurat wchodzącą do sali Veronica, która uśmiechnęła się do mnie
- Cieszę się, że zdążyłam... Elza i Kevin prosiliby cię ucałować, że trzymają kciuki za operację, a dodatkowo Elza prosiła by dać ci misia aby ciebie pilnował - szeroko uśmiechając się nie mogłam powstrzymać łez, przez co nic nie mówiąc po prostu przytuliłam się do kobiety 
- Wiesz co Mark przywiozłam nam kawę, więc choć to się napijemy - Vera powoli odsuwając się ode mnie puściła mi oko, po czym zerknęła na tatę, który doskonale rozumiejąc aluzję kręcąc głową uśmiechnął się, po czym jeszcze raz pocałował mnie w czoło, a następnie razem z Veronicą wyszli z sali
- Kocham cię - spoglądając na siadającego obok mnie Jaya praktycznie jednocześnie wyznaliśmy sobie miłość i również razem natychmiast się zaśmialiśmy, gdzie brunet wziął mnie za ręką i lekko ją ściskając złożył na niej pocałunek
- Może i nie możemy przewidzieć tego jak skończy się operacja, ale pamiętaj, że zawsze będę obok ciebie kochanie... Aczkolwiek jeśli ma cię to jakoś podnieś na duchu to nasz zespołowy wróżbita ma dobre przeczucia co od ciebie i Belli, więc ja też jeszcze mocniej wierzę, że wszystko będzie dobrze... - powiedział Tariq na co mimowolnie szerzej uśmiechnęłam się kiwając głową 
- Jay wierzę, że będzie dobrze, choć nie powiem boję się tego co będzie jak paraliż się pogłębi... Nie chce być dla ciebie większym ciężarem niż jestem teraz... - brunet słysząc moje słowa od razu spiorunował mnie wzrokiem kręcąc głową
- Za moment zapomnę, że jesteśmy w szpitalu i przełożę cię przez kolano piorąc porządnie twój tyłek... Nigdy nie byłaś, nie jesteś i nie będziesz dla mnie ciężarem... Powtórzę ci jeszcze raz skoro o tym zapominasz, otóż kocham cię i zawsze z tobą będę... Jesteś moja, a ja jestem twój... - znów z trudem powstrzymując łzy uśmiechnęłam się i nie marnując ani sekundy przyciągnęłam do siebie mężczyznę wbijając się w jego słodkie usta, na co on od razu zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością 
- Przepraszamy, że przeszkadzamy, ale musimy zabrać panią ma blok organizacyjny... - gdy tylko usłyszeliśmy jakiś nieznany głos powoli odsunęłam się od bruneta kiwając głową
- Kocham cię moja księżniczko... Myśl o mnie gdy zaśniesz, dobrze? - uśmiechając się do ciemnookiego pocałowałam go starając się przelać w ten pocałunek wszelkie swoje emocje jakie żywię do niego
- Kocham cię bruneciku - szepnęłam na co Jay uśmiechając się pocałował mnie w czoło, po czym odsunął się, a ja wzięłam głęboki oddech by uspokoić szybszą pracę swego serca jednocześnie pokiwałam głową na znak, że jestem gotowa, choć tak naprawdę nie wiem czy faktycznie jestem, ale po prostu muszę uwierzyć, że wszystko skończy się dobrze

Narracja Jaya
- Hej. Jak Bella? - powoli wchodząc do sali przyjaciółki od razu poczułem bolesny uścisk w klatce piersiowej na widok śpiącej bladej przyjaciółki i trzymającego ją za rękę przyjaciela który ze łzami w oczach patrzył się na swoją ukochaną. Chris gdy spojrzał się na mnie gestem głowy wskazał na drzwi, po czym pocałował Is w głowę. Gdy tylko obaj wyszliśmy z sali on natychmiast zakrył twarz dłońmi, na co od razu mocno go przytuliłem domyślając się, że właśnie tego teraz najbardziej potrzebuje
- Dzięki i przepraszam... - słysząc słowa przyjaciela natychmiast spiorunowałem go wzrokiem kręcąc głową
- Przestań stary. Nie masz za co mi dziękować i przepraszać... Domyślam się jak jest ci ciężko i pamiętaj, że nie możesz mimo wszystko tłumić w sobie wszelkich emocji, bo one cię wykańczają od wewnątrz... - powiedziałem na co przyjaciel lekko skinął głową
- Wiem o tym, ale sam wiesz jak to jest i najgorsze w tym wszystkim jest ta cholerna bezsilność gdy patrzysz jak osoba którą kochasz po chemii jak masz wrażenie wypluwa z siebie narządy, a ty jedynie co możesz to trzymać jej miskę, podać wodę i ewentualnie przytulić szepcząc jakieś miłe słówka licząc, że przez to poczuje się choć trochę lepiej... Niby wiedziałem, że będzie źle, ale jednak... - z trudem powstrzymując łzy znów przytuliłem przyjaciela starając się zablokować przepływające przez mózg wspomnień sprzed lat gdy tak samo się czułem gdy mój tata walczył z tą cholerną chorobą
- Wiem o tym Chris doskonale… Ta cholerna bezsilność jest zabójczo najgorsza, ale zobaczysz, że z każdą kolejną dawką chemii będzie lepiej… Musi tak być stary, rozumiesz?... Wiesz jak to się mówi, że czasem musi być źle by potem było dobrze… - patrząc się na przyjaciela zacząłem mówić sam nie wiedząc czy są w ogóle jakieś słowa, które mogłoby podnieść go i Bellę na duchu. Niebieskooki słysząc moje słowa blado się uśmiechnął skinąć głową 
- Uwierz mi, że wierzę, że wszystko skończy się dobrze, ale… ostatnio to jest naprawdę trudne, zwłaszcza, że… Jay ja nie jestem idiotą i wiem, że jeśli chemia nie spowolni rozwoju raka to będzie to koniec… To jest nasza jedyna szansa i nawet nie chce myśleć co będzie jeśli… -  powiedział po krótkiej chwili, a ja słysząc jego ostatnie słowa od razu pokręciłem głową czując bolesne ukucie w klatce piersiowej 
- Chris nawet nie kończ, dobrze?... Po prostu na razie zakładajmy, że wszystko jednak dobrze się ułoży, ok?... Zdaje sobie sprawę z tego, że to trudne, ale musimy wierzyć że właśnie tak będzie… - natychmiast przerwałem przyjacielowi, który patrząc się na mnie nieco skinął głową 
- Dobra powiedz mi lepiej jak Ann? Co mówią lekarze? - słysząc pytania Heinego lekko uśmiechnąłem się do niego czując kolejne ukucie w klatce piersiowej 
- Niestety operacja jeszcze trwa… Richie stara się mnie uspokoić, że to dobrze, bo skoro nikt nie wybiega szybko z sali do nas to oznacza to, że niby wszystko jest dobrze, że lekarze po prostu wręcz z szwajcarską precyzją operują nie spiesząc się, ale i tak denerwuje się bardzo... Dlatego też przyszedłem do ciebie by sprawdzić co u was by choć na chwile nie myśleć o tej operacji... - szepnąłem patrząc się na przyjaciela, który blado się uśmiechając skinął głową
- Wiesz stary tak sobie myślę, że jednak chyba jesteśmy największymi szczęściarzami... Mamy przy sobie dwie wspaniałe kobiety, które dosłownie są wojownikami i wygrają… Obie muszą wygrać mając nas przy sobie… - słysząc słowa przyjaciela mimowolnie szeroko uśmiechnąłem się kiwając głową 
- Masz rację stary… One są wspaniałymi wojowniczkami, a my jesteśmy największymi szczęściami mając je przy sobie, więc w takim układzie po prostu musi być już tylko lepiej… - nim skończyłem mówić usłyszałem dźwięk swojej komórki, więc szybko po nią sięgnąłem i widząc, że to Richie zamarłem bojąc się tego co on może powiedzieć 
- Jay operacja się skończyła i właśnie przewożą Anastasie na sale pooperacyjną… - słysząc słowa przyjaciela moje serce zaczęło szybciej bić 
- Idź szybko Jay do niej… Dam znać jakby działo się coś z Bellą, a ty daj znać co z Ann - spoglądając na mówiącego Chrisa odruchowo pokiwałem głowa, po czym rozłączając połączenie szybko zacząłem biec na odpowiednio piętro wiedząc, że teraz najgorsza część czyli czekanie aż blondynka się obudzi 
***
- Ej, spokojnie oddychaj... Jest już po operacji i przebiegła ona bez żadnych komplikacji... - widząc jak Anastasia powoli otwiera oczy wziąłem ją za rękę lekko ją ściskając, gdzie czułem jak moje serce znów zaczęło szybciej bić
- Jay... Widzisz?... Mogę ruszać rękami... - Ann biorąc głęboki wdech delikatnie ścisnęła moją rękę jednocześnie położyła drugą rękę na naszych złączonych dłoniach co spowodowało, że oboje szerzej się uśmiechnęliśmy 
- Tak moja wojownicza księżniczko... Wiedziałem, że tak będzie... - szepnąłem od razu z trudem hamując wdzierające się do oczu łzy szczęścia, gdzie od razu nachyliłem się i pocałowałem blondynkę w czoło
- Operacja przebiegła bez żadnych komplikacji... Teraz przez najbliższe godziny musi pani leżeć płasko, a potem zaczniemy rehabilitację i miejmy nadzieję, że przyniesienie oczekiwane skutki - spoglądając na mówiącego lekarza pokiwałem głową licząc, że faktycznie Ann odzyska czucie w nogach 
- Rozumiem i bardzo dziękuję - powiedziała Anastasia, a ja uśmiechając się do niej pocałowałem ją w trzymaną w ręku jej dłoń 
- Jeszcze nie ma za co dziękować pani Anastasio… Proszę teraz odpoczywać i nabierać sił… Do zobaczenia - lekarz nie dodając nic więcej szybko opuścił salę, a ja spojrzałem się na Anastasie nie mogąc przestać się uśmiechać
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że się udało i… jestem pewny, że nim się obejrzysz znów staniesz na nogi… - Mark zaczynając mówić podszedł do niebieskookiej z drugiej strony i chwytając ją za rękę pocałował ją 
- Też się cieszę, ale jedź już do domu, do dzieciaków i nie bój się, bo znając życie to ten uroczo-uparty siedzący obok brunet załatwił to, że będzie tutaj siedział całą noc, więc nie ma sensu byś nadal tu siedział… - słysząc słowa ukochanej mimowolnie cicho się zaśmiałem 
- No i proszę doczekałem się momentu, w którym to córka wyrzuca ojca byle by być z swoim mężczyzną… Macie szczęście, że lubię tego mężczyznę… No dobra. Jak masz już zapewnioną najlepszą opiekę to pójdę i wrócę rano… Pa kochanie i życzę miłej nocy… - nie mogąc nie zaśmiać się patrzyłem się na uśmiechniętego przyjaciela, który najpierw pocałował w czoło, a następnie zaczynając iść w stronę drzwi podszedł do mnie klepiąc mnie po plecach, po czym wyszedł z sali 
- Jak Bella? - słysząc pytanie Anny odruchowo delikatnie ścisnąłem jej rękę składając na niej chwilę potem pocałunek 
- Tak samo wojownicza jak ty kochanie i tak samo jak ty wyrzuciła wszystkich z i sprzed swojej sali zostawiając przy sobie jedynie Chrisa, który tak jak ja zamierza spędzić noc w szpitalu przy swoim aniele… Jeśli chodzi o bardziej medyczną stronę to skutki chemii dały od razu znać przez co wymiotuje i usypia na zmianę, ale to oznacza, że walczy, a z dziećmi odpukać wszystko jest dobrze... - powiedziałem, na co Anastasia pokiwała głową
- Możesz dać im znać, że wszystko jest dobrze? Nie chcę by ona się niepotrzebnie denerwowała... - powiedziała Ann na co uśmiechając się pokiwałem głową
- Jasne. Zaraz do nich zadzwonię i powiem co i jak, a także spytam się co u nich bym przekazać ci najświeższe wieści, a ty odpoczywaj... - nie dodając nic więcej pocałowałem blondynkę w czoło i usta, po czym wyszedłem z sali, gdzie od razu poczułem jak z wydychanym powietrzem schodzi ze mnie całe napięcie. Nie chciałem tego nikomu powiedzieć ani pokazywać, ale prawda jest taka, że cholernie się bałem tej operacje, a teraz gdy jest już po wszystkim wiem, że będzie dobrze. Po prostu czuję, że teraz naprawdę wszystko się ułoży. 

Brak komentarzy: