piątek, 2 sierpnia 2024

Rozdział 91

Narracja Isabell 
-  Czyżbym zaczął chrapać, że uciekłaś ode mnie z łóżka? - słysząc cichy głos Chrisa spojrzałam się na niego, a on natychmiast podszedł do mnie od tyłu i przytulił mnie mocno jakby wyczuł, że właśnie tego potrzebuje
- Wiem, że się denerwujesz wynikami badań, ale postaraj się nie przejmować na zapas... Jestem przekonany, że gdyby coś wyszło nie tak to od razu by do nas zadzwonili ze szpitala z informacją byśmy natychmiast przyjechali, bo lekarze chcą z nami porozmawiać... - powiedział po krótkiej chwili blondas, na co blado się uśmiechnęłam licząc, że faktycznie tak by było.
- Wiem o tym, ale i tak się denerwuje... To jest chyba niezależne ale mnie kochanie - blondyn kiwając głowa pocałował mnie głowę 
- Chyba nie pocieszę cię, że ja też się denerwuje, ale wierzę, że będzie dobrze... Musi tak być... A teraz wiem co poprawi ci nastrój... - niebieskooki nie tracąc ani sekundy podszedł do lodówki, z której jak się okazało wyjął pudełko z lodami, które położył przede mną wraz dwoma łyżkami
- Ty to wiesz jak poprawić humor kobiecie w ciąży... - gdy tylko śmiejący się blondas otworzył pudełko oboje zaczęliśmy jeść 
- Ta. Zdecydowaniem wiem co jest dobre o 3 nad ranem dla mojej ukochanej - tym razem to ja mimowolnie cicho się zaśmiałam 
- Chris... Mam pewną prośbę, ale... nie... zapomnij... - po krótkiej chwili kompletnie nie myśląc zaczęłam mówić, ale jednak gdy dotarło do mnie o co chce poprosić blondasa urwałam zdając sobie sprawę, że to jednak głupi pomysł, gdzie od razu spuściłam wzrok nie mając odwagi na niego spojrzeć
- Ej... O co chodzi?... Coś się dzieje?... Pamiętaj, że możesz mi o wszystkim powiedzieć... - Heine złapał mnie za rękę, na co spojrzałam się na niego sama nie wiedząc czy powinnam mu powiedzieć
- To nic złego tylko... Tak sobie pomyślałam czy... co byś powiedział gdybym poprosiła ciebie byś zrobił mi taką małą sesje zdjęciową? - przygryzając nieco dolną wargę patrzyłam się na męża, który uśmiechnął się do mnie
- Ciążowa sesja w plenerze? To jest naprawdę fajny pomysł kochanie... Jeśli chcesz to możemy zrobić jeszcze dziś jak tylko wyjdziemy ze szpitala przed wizytą w studiu Co ty na to? - mimowolnie lekko uśmiechając się pokręciłam głową, gdzie widząc jego zmieszaną minę lekko przygryzłam dolną wargę 
- A co jeśli chciałabym aby to była inna… tzn. bardziej że tak powiem gorąca i intymniejsza?... Dobra zapomnij o tym… nie wiem w ogóle czemu zaczęłam ten temat… - czując jak robi mi się gorąco z nerwów wróciłam do jedzenia starając się nie patrzeć na swojego męża. Boże co mnie podkusiło na to? A no tak komentarze innych kobiet chorych na raka na forum, które zrobiły sobie takie zdjęcia przed operacjami. 
- Ej Bella chwila… no nie powiem zaskoczyłaś mnie tym pomysłem, ale… - kiedy poczułam jak blondyn delikatnie ściska mnie za rękę nieśmiało na niego zerknęłam kręcąc głową 
- Ale nie ma o czym mówić, bo to głupi pomysł, na który wpadłam pod wpływem wpisów innych kobiet, które zrobiły sobie taką sesje przed chemią i operacjami, lecz po prostu o tym zapomnijmy kochanie… Lepiej pomówmy o tym czy chcemy poznać płeć dzieci?... - rzuciłam szybko nawet nie patrząc się na męża, który łapiąc mnie za podbródek delikatnie przesunął moją głowę tak, że musiałam na niego spojrzeć, gdzie on od razu delikatnie musnął moje usta 
- Kochanie jeśli chcesz taką sesję zdjęciową to jeszcze dziś ją zrobimy i tyle… Nie masz czego się wstydzić… To będzie moja najważniejsze, najseksowniejsza i najpiękniejsza sesja zdjęciowa jaką zrobię… Boże już nie mogę się jej doczekać i nawet mam kilka pomysłów na to… - słowa blondyna sprawiły, że kąciki moich ust mimowolnie szeroko uniosły się 
- Sesja ciążowa też brzmi fajnie, więc może z samego sama napiszę do Grega by wziął ze sobą aparat to zrobiłby nam taką rodzinną sesję zdjęciową, co ty na to? - Heine słysząc moje słowa uśmiechnął się kiwając głową 
- Jestem jak najbardziej za kwiatuszku, a co do płci dzieci to… nie chce by to zabrzmiało źle, ale dla mnie najważniejsze by nasze dzieci się urodziły i by były obok nas czując, że ich kochamy, więc jeśli chcesz poznać płeć dzieci to po prostu poprosimy by nam powiedzieli i tyle - powiedział Chris, a ja pokiwałam głową sama nie wiedząc czy chce poznać płeć dzieci 
- Dobra, a teraz kończmy szybko jeść i idziemy jeszcze spać by rano nie zasypiać na stojąco a być choć trochę wyspanym - kiwając głową pocałowałam blondyna, na co zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością 
***
- Proszę tu jest jeden aniołem, a tu drugi… A teraz posłuchamy sobie serduszek naszych aniołków… - czując jak moje serce szybciej bije patrzyłam się w ekran nie mogąc oderwać wzroku od moich dzieci, a gdy usłyszałam bicie ich serc poczułam jak do moich oczu napływa słona ciecz 
- Bello spokojnie. Dzieci prawidłowo się rozwijają i jak słyszysz ich serduszka miarowo biją… - słysząc słowa lekarki mimowolnie uśmiechnęłam się kiwając głową jednocześnie poczułam jak Chris, który trzyma mnie za rękę lekko ją ściska
- Dobrze możesz się wytrzeć oraz ubrać i zaraz porozmawiamy… - biorąc od lekarki papier szybko wytarłam brzuch, po czym również prędko podciągnęłam spodnie i poprawiłam bluzkę. Biorąc głęboki oddech wstałam i znów biorąc za rękę Chrisa poszłam z nim do drugiego pomieszczenia 
- To może zaczniemy od najważniejszej rzeczy, a mianowicie wyniki amniopunkcji wskazują na to, że dzieci są w pełni zdrowe i nie mają żadnych wad genetycznych - kiedy tylko usłyszałam słowa lekarki praktycznie od razu poczułam jakby właśnie wielki głaz spadł mi z klatki piersiowej i mogłam znów normalnie zaczerpnąć świeżego powietrza. Odruchowo spojrzałam się na niebieskookiego, który również jak zauważyłam wyraźnie czując ulgę pocałował mnie w głowę 
- Widzisz kwiatuszku. Wiedziałem, że nasze dzieci są zdrowe… - nie powiem słowa męża sprawiły, że mimowolnie cicho się zaśmiałam 
- A czy chcecie znać płeć dzieci? - spytała się po chwili lekarka, a ja znów spojrzałam się na Watrina, który gestem głowy wskazał na mnie, przez co przekręcając oczami pokręciłam głową 
- Ta. Ja ma zdecydować, a później będziesz narzekał… - śmiejący się razem z lekarzami blondyn pocałował mnie w policzek 
- Kochanie ja już usłyszałem to chciałem wiedzieć, więc decyzja należy do ciebie i na pewno nie będę narzekał - nie mogąc powstrzymać unoszących się kącików ust znów pokręciłam głową, po czym pocałowałam go 
- Może pani doktor nam powiedzieć jakiej płci są nasze dzieci - powiedziałam po krótkiej chwili patrząc się na lekarkę, która uśmiechając się pokiwała głową spoglądając znów na trzymane kartki, a ja wzięłam głęboki oddech nie próbując analizując tego czy dobrze zdecydowałam czy nie 
- Będziecie mieli słodką parkę, czyli chłopca i dziewczynkę - szerzej się uśmiechając spojrzałam się na niebieskookiego, który też szeroko się uśmiechając pocałował mnie 
- Mała odziedziczy ten gen, prawda? - spytałam się po krótkiej chwili, na co lekarka lekko-blado uśmiechnęła się, co stanowiło dla mnie odpowiedź, która spowodowała, że poczułam bolesne ukucie w klatce piersiowej 
- Uwierz mi, że medycyna idzie do przodu, więc nie wiemy czy nie będzie jeszcze innych metod zapobiegania i leczenia nowotworów, ale najważniejsze i tak pozostaną kontrolne badania, o których ty będziesz jej przypominała - pomimo bólu jaki poczułam niepewnie pokiwałam głową mając nadzieję, że jednak los oszczędzi mojej małej kruszynce tego co ja muszę teraz przeżywać 
- Dokładnie… Nie powinniście martwić się na zapas. Teraz najważniejsze jest to, że dzieci są zdrowe i... To, że możesz rozpocząć leczenie, bo nie będę ukrywał, że to jest twoja jedyna szansa i gra naprawdę toczy się o twoje życie Bello... Chemia którą ci podamy będzie bezpieczna dla dzieci, zresztą podczas podawania chemii będziesz w szpitalu pod naszą opieką i gdyby coś nie oczekiwanego się zadziała to będziesz miała natychmiastową pomoc... - powiedział lekarz, a ja słysząc jego słowa poczułam jak moje serce boleśnie zaczęło szybciej bić
- Kochanie... - słysząc głos Chrisa spojrzałam się na niego i widząc jego błagalne spojrzenie, w których błysnęły łzy, przez co ściskając jego rękę pokiwałam głową
- Dobrze... Zgadzam się na chemię, ale mam jeden warunek... a mianowicie, że w razie czego w pierwszej kolejności macie ratować dzieci... One są najważniejsze i nie zmienię zdania... - powiedziałam patrząc się na lekarzy, którzy pokiwali głowami, a Chris ciężko westchnął i choć na początku pokręcił głową to jednak widząc moje spojrzenie niepewnie skinął głową 
- W takim razie dokładnie za tydzień przyjmiesz pierwszą dawkę chemi... A teraz chcemy z wami pomówić o czymś innym, a o czym powinniście ze sobą porozmawiać i zastanowić sie nad tym poważnie, a mianowicie... wydaje się nam, że dla ciebie i dzieci będzie dobrze jak w odpowiednim czasie one przyjdą na świat przez cesarskie cięcie, a dodatkowo podczas operacji moglibyśmy przeprowadzić pewien zabieg, a konkretnie chodzi o histerektomie... - słysząc medyczną nazwę operacji poczułam bolesne ukucie w klatce piersiowej jednocześnie jak przez moje ciało przechodzi zimny dreszcz. Niby wiem co to za zabieg i co on sprawi, ale jednak nie wiem czy psychicznie jestem na to gotowa
***
- Cześć wam wszystkim - powoli wchodząc do pomieszczenia uśmiechnęłam się do przyjaciół, którzy widząc mnie i blondyna szeroko się uśmiechnęli
- Cześć wam / Witajcie - nasi przyjaciele praktycznie natychmiast mówisz jednocześnie podeszli do nas przytulając się na przywitanie
- No to mówcie kochani co powiedział lekarz... - spoglądając na mówiącą mamę lekko uśmiechnęłam się do niej, gdzie kątem oka dostrzegłam, że blondyn gestem głowy daje mi znak bym to ja zaczęła mówić 
- Wyniki badani wykazały, że dzieci są w pełni zdrowe... - zaczęłam mówić, ale musiałam urwać, słysząc wybuch radosnych krzyków 
- Ok. Wszystko pięknie i fajnie, czyli tak jak zakładaliśmy, ale słuchajcie czy ja dobrze usłyszałem, że powiedziałaś dzieci? - spytał się po krótkiej chwili uśmiechnięty Jay patrząc się na nss pytająco, gdzie ja lekko przygryzając wargę by stłumić uśmiech spojrzałam się na blondyna, który pokiwał głową
- Tak. Dobrze słyszałeś... Będziemy mieć bliźniaki, a konkretnie chłopca i dziewczynkę... - gdy tylko blondyn wypowiedział ostatnie słowa znów w pomieszczeniu wybucha fala radości, gdzie praktycznie natychmiast wszyscy zaczęli do nas podchodzić gratulując nam 
- Nawet nie wiesz kochanie jak bardzo wam gratulujemy... A powiedźcie teraz co z leczeniem? Będziesz brała chemie? - spytała się po krótkiej chwili mama na co niepewnie pokiwałam głową 
- Tak. Dokładnie za tydzień będę miała pierwszy wlew... - powiedziałam czując  ukrcie w klatce piersiowej na samą myśl o tym co mnie czeka. Moja rodzicielka od razu posyłając mi pocieszający uśmiech  znów mocno mnie przytuliła
-  Ale, że za tydzień? Cholera by to wzięła... Jay muszę to przesunąć... Po prostu muszę to zrobić... - słysząc słowa Ann spojrzałam się na nią zastanawiając się o co jej chodzi
- Kochanie posłuchaj... - zaczął mówić Jay kucając przy blondynce, która energicznie pokręciła głową
- A o co chodzi? - jako pierwszy spytał się Chris, na co przyjaciółka błagalnie spojrzała się na bruneta, który wzdychając pokręcił głową 
- Ej co się dzieje? - tym razem to ja się spytałam, na co przyjaciółka ciężko westchnęła
- Muszę wam coś powiedzieć... Chodzi o to, że zdecydowałam się na operacje i ma ona być właśnie za tydzień... Ale spokojnie zaraz zadzwonię do profesora i przełożę ją by być obok ciebie wtedy... - nie powiem słowa przyjaciółki Sprawiły, że poczułam jak moje serce znów zaczęło boleśnie szybko bić. Cholera nie mogło być gorzej. Z jednej strony cieszę się, że ona zdecydowała się na operację, która może jej pomóc, ale z drugiej strony właśnie bardzo chciałam by była przy mnie gdy po raz pierwszy będą podawać mi chemię
- Nie... Ann... Posłuchaj ja bardzo bym chciała byś była obok mnie gdy będę miała ten pierwszy najgorszy wlew, ale twoja operacja jest ważniejsza... Musisz ją mieć jak najszybciej skoro się na nią zdecydowałaś, a ja dam sobie radę. Zresztą Chris i rodzice będą przy mnie, więc nie będę sama... - powiedziałam patrząc się na przyjaciółkę, która pokręciła głową
- Bella operacja nie zająć i nie ucieknie, a ty mnie potrzebujesz... - z trudem powstrzymując łzy pokręciłam głową przytulając się do niebieskookiej
- A ty potrzebujesz mnie kochana, więc masz mieć operację w podanym już terminie, rozumiesz?... Obie tego samego dnia podejmiemy walkę i obie będziemy się wspierać nawzajem gdy będzie już po wszystkim.... Proszę.... Nie chce wyjść na bezszczelną, ale nie możesz odmówić siostrze w podwójnej ciąży, która leży tym walczy z rakiem... - Ann słysząc moje słowa z trudem ukrywając uśmiech spiorunowała mnie wzrokiem
- Masz szczęście, że nie mogę cię kopnąć za tą zagrywkę z rakiem... To jest już cios poniżej pasa... - mimowolnie cicho się zaśmiałam całując blondynkę w głowę
- Może i cios poniżej pasa ale ważne, że skuteczny, co siostrzyczko? - tym razem to ona cicho się zaśmiała kręcąc głową i już miała coś powiedzieć, ale ewidentnie zrezygnowała gdy po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk komórki
- O Ian dzwoni... No cześć stary. Co tam słychać?... Ej tylko nie mów, że chodzi o Elene... No dobrze już siedzę, więc mów... Że co? Żartujesz? Ale jak?... Nie żeby było mi ich żal, ale z jednej strony cieszę się, że to koniec, ale z drugiej strony szkoda, że nie doczekamy sprawiedliwości... Wiem, wiem... Dzięki za informację... A Caroline już wie?... Rozumiem. Dobrze, że nocuje u was. Pozdrów ją od nas... Tak, jasne że przekaże zaraz reszcie... Rozumiem. W takim razie trzymajcie się i do usłyszenia... - nie powiem słysząc słowa Jaya nie wiedząc dlaczego moje serce zaczęło szybciej bić
- Jay/Co jest?/Co się stało? - nie tylko ja zauważyłam, że coś się dzieje, bo gdy tylko brunet odłożył telefon od razu wszyscy wręcz rzucili się z pytaniami na Khana, który ciężko westchnął kręcąc głową
- Ta... Ian właśnie mi powiedział, że dostał wiadomość od samego Kanclerza Niemiec... Chodzi o to, że ci, że tak powiem dupkowie, których złapano podczas tej policyjnej akcji nie żyją... Popełnili samobójstwa w areszcie... - powiedział po krótkiej chwili Jay, a ja patrząc się na niego nie wiedziałam co mam powiedzieć 
- Że co?/O matko/O kurde/Co? - ignorując jednoczesne słowa przyjaciół Spojrzałam się na  Anastasię, która ze łzami w oczach pokręciła z niedowierzaniem głową
- Co to oznacza dla całej sprawy? - spytał się wujek, na co Jay wzruszył ramionami kręcąc przy tym głową
- Nie wiem... Ian nic o tym nie mówił, ale podejrzewam, że sprawa ataku w takiej sytuacji zapewne zostanie umorzona... - rzucił natychmiast Tariq na co odruchowo skinęłam głową jednocześnie odruchowo mocno przytuliłam Anastasie całując ją w głowę
- Pieprzone tchórze... Swoją drogą to ładnie ich pilnowali skoro doszło do tego... Nie wiem kto tu był  w takim razie większym idiotą - powiedział Izzy, na co spojrzałam na niego spod byka 
- Izzy/Przestań - Punc słysząc natychmiastowe protesty przewrócił oczami kręcąc głową
- No co? Może powiecie, że nie mam racji, co?... Zamiast wziąć odpowiedzialność za to co zrobili woleli się zabić by jak to oni wierzą być w raju... Przepraszam bardzo, ale to jest popieprzone... - słysząc słowa przyjaciela niemalże natychmiast musiałam przygryźć dolną wargę by nie wykazać żadnej emocji, bo faktycznie nie można było się z nim nie zgodzić
- Izzy może i masz racje, ale chyba dobrze się stało tak jak się stało, bo przynajmniej nie będziemy musieli jeszcze raz wracać wspomnieniami do tamtego dnia... Po prostu zaczniemy nowy rozdział starając się jak najmniej myśleć o przeszłości, a skupiając się jedynie na przyszłości... Musimy tak zrobić... - powiedział po krótkiej chwili Jay, a ja spoglądając na niego lekko uśmiechnęłam się. Faktycznie poniekąd zaczynamy nowe rozdziały i musimy skupić się na przyszłości a nie rozpamiętywaniu przeszłości, choć ta dla mnie jest kompletnie niepewna i niezależna ode mnie
- Jay ma rację... Choć to cholernie trudne i pewnie każdy z nas przeżywa to co się stało to jednak musimy skupić się na przyszłości i na staraniu się by pomimo tego co się stało po prostu żyć  dalej... Bo właśnie to jesteśmy winni wszystkim ofiarą i poszkodowanym... - szepnęła Anastasia  ocierając mokre od łez policzki, na co odruchowo z Jayem ją przytuliliśmy
- No właśnie kochana... Obie musimy walczyć i cieszę się, że zgodziłaś się na tą operację,  bo wierzę, że dzięki niej naprawdę ruszysz dalej... - szepnęłam po krótkiej chwili, a przyjaciółka spoglądając na mnie lekko uśmiechnęła się 
- I obie te walki wygracie... Jesteśmy wszyscy tego pewni - spoglądając na mówiącego Chrisa uśmiechnęłam się do niego mając nadzieję, że faktycznie obie wygramy i w pełni zaczniemy nowe rozdziały
***
- A to zdjęcie podoba mi się najbardziej i chyba ustawie je sobie na tapeta w telefonie... No nie patrz się tak na mnie, bo sana zobacz, że tu jesteś niby taka tajemnicza, ale zarazem zmysłowa i kobieca - nie mogąc przestać się uśmiechać patrzyłam się na przewijane na laptopie zdjęcia zrobione przez Chrisa i Grega nie mogąc się nadziwić, że obie sesje tak doskonale wyszły. Gdy blondas wskazał na konkretne zdjęcie praktycznie natychmiast piorunując go wzrokiem uderzyłam go lekko w ramię, na co on dalej mówiąc pocałował mnie w głowę, przez co mocniej się w niego wtuliłam, choć nie powiem słysząc jego ostatnie słowa poczułam ukucie w klatce piersiowej na samą myśl, że już za chwilę stracę tą zmysłowość i kobiecość
- Dziękuję ci za te zdjęcia... Są piękne... - szepnęłam po krótkiej chwili na co niebieskooki lekko uśmiechając się pokręcił głową
- Nie mój kwiatuszku... To ty jesteś piękna, a te zdjęcia... cóż... może i to najlepsza sesja zdjęciowa jaką zrobiłem w swoim życiu. ale prawda jest taka, że ona nie oddaje twojego piękna - powiedział blondyn, na co nie mogąc powstrzymać unoszących się lekko kącików ust spuściłam wzrok na ekran nie wiedząc jak poruszyć ten ważny temat
- Chris posłuchaj/ Posłuchaj kochanie - tak jak jednocześnie zaczęliśmy mówić tak samo oboje zaczęliśmy się głośno śmiać
- Wiem, że powinienem pozwolić ci mówić jako pierwszej, ale… proszę cię wysłuchaj mnie, bo to jest ważne i proszę cię nie przerywaj mi dopóki nie skończę, dobrze? - patrząc się na mówiącego blondyna niepewnie pokiwałam głową zaczynając trochę bać się tego co chce powiedzieć. Niebieskooki starając się pocieszająco uśmiechnąć odłożył laptop, po czym wziął mnie za rękę 
- Bells… widzisz… myślałem o tym co powiedzieli nam dziś lekarze i… chce byś poddała się temu zabiegowi… Posłuchaj kochanie… Zdaje sobie sprawę z tego, że po tej operacji możesz czuć, że nie jesteś już kobietą, że jesteś nic nie warta, ale… dla mnie zawsze będziesz najpiękniejszą kobietą na świecie i nigdy to się nie zmieni… a ta operacja sprawi, że oboje będziemy pewni, że nie będziemy przeżywać tego koszmaru jeszcze raz, że będziemy razem szli przez życie bez obaw, że ten drugi rak zaatakuje… Po prostu musisz poddać się tej operacji, a ja… obiecuje… przysięgam ci za to, że codziennie z milion razy będę ci mówił, że cię kocham i przepięknie wyglądasz, a także też milion buziaków będę ci skradał. Mało tego przynajmniej 4 razy w miesiącu dostaniesz ode mnie kwiaty, a co najmniej 2 razy w miesiącu sprzedam nasze dzieci zabierając ciebie na randkę. Gdyby któreś z nas poczuło, że chce powiększyć naszą rodzinę to wtedy po prostu o tym porozmawiamy i to przedyskutujemy wybierając najlepsze wyjście. No i obiecuje, że kiedy tylko będziesz chciała będę doprowadzał cię do orgazmu, dzięki któremu będziesz jeszcze bardziej pewna tego, że dla mnie jesteś kobietą… Najpiękniejszą, najcudowniejszą boginią, dzięki której żyje i przy której chce żyć… Kocham cię Isabell… - nie powiem słowa płaczącego niebieskookiego blondyna sprawiły, że do moich oczu również napłynęły łzy, a moje serce pompując ciepło do mojego ciała zaczęło szybciej bić. Kiedy on skończył mówić delikatnie otarł moje mokre od łez policzki, a ja otarłam jego wilgotne policzki
- Też cię kocham blondasie, ale… dasz te obietnice na piśmie, żebym miała do czego się odwołać gdyby była taka potrzeba? - Chris słysząc moje słowa cicho się zaśmiał kiwając głową 
- Możemy nawet to załatwić przez notariusza kochana - tym razem to ja się zaśmiałam kiwając głową 
- Boże nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham mój mężu… Ty również jesteś całym moim życiem i możesz być pewny, że będę robiła wszystko byś czuł to każdego dnia… - szepnęłam, na co mój mąż promienno-uwodzicielsko uśmiechnął się całując mnie 
- Ja i tak kocham cię mocniej mój kwiatuszku, a teraz ty powiedz to co chciałaś mi powiedzieć - powiedział Heine, a ja lekko uśmiechając się pokręciłam głową 
- Szczerze? Właśnie chciałam przegadać z tobą sprawę tej operacji, bo może i jej się boję a przede wszystkim jej konsekwencji, ale mimo wszystko chce ją zrobić by mieć pewność, że gdy wygram teraz z tym choróbskiem to ono już nie wróci… Jest jeszcze jedna sprawa o której chciałam ci powiedzieć a mianowicie proszę cię pamiętaj, że gdyby coś to, że w pierwszej kolejności lekarze mają ratować dzieci i, że choć wiem, że ty jesteś żyjącym przykładem na to, że czasem zdarzają się uda, ale nie chce być na siłę utrzymywana przy życiu, więc daj mi 3 miesiące a jeśli po tym czasie mój stan się nie poprawi to… - niebieskooki kręcąc głową złapał w obie ręce  moją twarz, po czym wbił się w moje usta nie dając mi dokończyć 
- Kochanie rozumiem i już nie mówmy o tym ok? Ja wierzę, że wygramy i będziemy szczęśliwi, rozumiesz? To jest nasz jedyny plan i nie przewiduje innego, dobrze? - siłując się na uśmiech przytuliłam się do męża mając nadzieję, że faktycznie ten plan w pełni się powiedzie, że wygram z chorobą i, że będzie wszystko dobrze
- Jest jeszcze coś... widzisz ja słyszałem dziś twoją rozmowę z Ann o ewentualnych skutkach chemii i... wiesz może nie sprawie, że włosy ci nie wypadną, lecz mogę zrobić coś innego, a mianowicie poczekaj tu... - Chris nie czekając na moją reakcję poszedł do łazienki, a ja szokowana patrzyłam się na wejście do pomieszczenia zastanawiając się co on kombinuje, ale gdy usłyszałam dźwięk chyba wydawany przez maszynkę szybko tam poszłam i od razu zamarłam
- Chris co ty robisz do cholery? - widok tego jak Chris goli sobie głowę sprawił, że niemalże natychmiast do moich oczu napłynęły łzy. Blondyn wyłączając urządzenie spojrzał się na mnie i mimo, że w jego błękitno-szarych tęczówkach zgromadziły się łzy lekko uśmiechnął się 
- Wiem, że miałaś mnie zabić jak znów zgolę tak włosy, ale... myślę, że tak jest najlepiej... Będzie ci na pewno nieco lepiej i lżej... Kocham cię i po prostu chce byś wiedziała, że będę cię zawsze wspierał... na dobre i na złe będę obok ciebie starając się być dla ciebie jak najsilniejszą kotwicą... A teraz zgolę resztę, bo jednak to tak głupio mieć włosy tylko, jednej strony głowy - nie mogąc powstrzymać unoszących się szerzej kącików ust poczułam jak jeszcze bardziej zakochuje się w tym mężczyźnie. Nic nie mówiąc pocałowałam go, na co on zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością, a gdy tylko odsunął się kontynuował zaczętą pracę 
- Wiesz... niby miałam je najpierw podciąć by się przyzwyczaić, ale... chyba lepiej będzie jak od razu... no wiesz... - nie mogąc dokończyć zdania ręką wskazałam na maszynkę, na co blondyn badawczo mi się przyjrzał  
- Jesteś pewna? Nie musisz tego robić... Faktycznie na razie wystarczy, jak tylko je podetniesz, więc jak chcesz to mogę je podciąć do ramion... - słysząc słowa niebieskookiego od razu pokręciłam głową starając się hamować wdzierające od oczu łzy
- Jestem pewna Chris... Tak będzie najlepiej i... chyba wolę byś to ty zrobił... - kiwając głową blondyn sięgnął po ręcznik, który po krótkiej chwili założył na moich ramionach 
-  Zamknij oczy i nie otwieraj ich dopóki ci nie powiem, dobrze? - tym razem to ja pokiwałam głową, po czym zamknęłam oczy biorąc głęboki oddech. Kiedy tylko usłyszałam dźwięk maszynki wstrzymałam oddech zaciskając ręce w pięści. W momencie gdy poczułam na głowie urządzenie zamarłam czując piekący ból w klatce piersiowej i jak po policzku zaczęły spływać łzy. Niby wiedziałam, że do tego dojdzie, ale jednak nie przypuszczałam, że zgolenie włosów przez chorobę będzie niosło taki wewnętrzny ból 
- Jeszcze nie otwieraj oczu... - gdy blondas wyłączył maszynkę wypuściłam wstrzymywane powietrze szybko ocierając mokre od łez policzki. Gdy po chwili wyczułam głowie dotyk blondyna zamarłam zastanawiając się co on robi 
- Możesz otworzyć oczy - biorąc głęboki wdech powoli otworzyłam oczy spoglądając niepewnie na swoje odbicie w lustrze i praktycznie natychmiast zamarłam czując jak do oczu napływają kolejne łzy i jak tępy ból w klatce piersiowej uniemożliwiał mi wzięcie choć krótkiego oddechu 
- Ej kwiatuszku... Spójrz na mnie i weź kilka małych głębokich oddechów... O właśnie tak... Posłuchaj mnie... Domyślam się jak musisz się czuć widząc swój obecny widok, ale dla mnie jesteś najpiękniejsza i to się nie zmieni... Jeśli chcesz to jutro zadzwonię do tego sklepu z perukami, który polecały kobiety z forum i umówię nas na wizytę. Wiem, że to nie będzie to, ale  może w jakimś stopniu sprawi, że będzie ci lżej... - kiedy Chris odwrócił mnie spojrzałam się prosto w jego błyszczące od łez tęczówki i słuchując się o jego głos powoli wzięłam kilka małych oddechów, po czym przytuliłam się do niego, a on całując mnie w głowę mówił dalej
- Skąd masz taką piękną chustę? - spytałam się po chwili spoglądając na blondasa, który lekko uśmiechnął się 
- Mama zrobiła ją specjalnie dla ciebie podejrzewając, że może się przydać... Chciała ci ją dać osobiście, ale przez sytuacje z atakiem i ślubem nie chciała byś poczuła się jeszcze gorzej czy zakłopotana, więc poprosiła bym ci ją dał w odpowiednim momencie... - starając się lekko uśmiechnąć do męża jeszcze raz spojrzałam się w swoje odbicie w lustro tym razem przyglądając się jasno fioletowej chuście, na której były wyhaftowane moje ulubione kwiaty
- Jest piękna... Jeszcze dziś zadzwonię do niej i podziękuję jej za nią... A teraz może weźmy wspólny prysznic, co ty na to? - Heine uśmiechając się pokiwał głową, po czym mnie pocałował
- Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham Is... Zobaczysz, że powoli wszystko się ułoży... Tylko w to uwierz... - kiwając głową nic nie mówiąc delikatnie musnęłam jego usta, na co on mocniej mnie obejmując zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością. Może i nie wiem co jeszcze ześle na nas los, ale naprawdę wierzę, że faktycznie wszystko jakoś powoli się ułoży, że po prostu będzie dobrze, a przynajmniej dożyje późnej starości w ramionach tego cudownego mężczyzny i mając przy sobie moje małe aniołki

Brak komentarzy: