Narracja Anastasii
- Cześć kochana. Jay nam powiedział o wizycie u profesora... - kiedy tylko spojrzałam się na wchodzącego do gabinetu Richiego od razu wiedziałam o czym będzie chciał rozmawiać, więc jego słowa sprawiły, że odruchowo ciężko westchnęłam kręcąc przy tym głową
- Richie proszę cię nawet nie zaczynaj... Ja już powiedziałam o swojej decyzji i jej nie zmienię... - tym razem to blondyn słysząc moje słowa ciężko westchnął i kręcąc głową podszedł do mnie gdzie kucając przy mnie wziął mnie za rękę ściskając ją lekko
- Kochana ja rozumiem twoje obawy i w ogóle się nie dziwię, że nie chcesz mieć tej operacji przy takim ryzyku, ale... cholera Ann... A jeśli to jest twoja jedyna szansa na to by znów stanąć na nogi, znów żyć pełną piersią? - szepnął Richie na co w moich oczach odruchowo pojawiły się łzy, ale kręcąc głową poruszałam powiekami by odgonić słoną ciecz
- Richie ja doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że to dla mnie może być jedyna szansa, ale... ryzyko, że może być gorzej jest zbyt duże... Nie chce być do końca życia przykuta do łóżka i maszyn jak warzywo... Już wolę by było tak jak jest... - mówiąc patrzyłam się na przyjaciela, który z zrezygnowaniem pokręcił głową
- Wiem o tym, ale może jednak warto zaryzykować, co? Już tyle nieszczęść spadło na nas pod koniec roku, że może akurat teraz czekają nas już tylko te dobre chwilę? - rzucił natychmiast Cameron, ale ja znów pokręciłam głową
- A co jeśli wykorzystałam już limit szczęścia dotyczącego swego zdrowia? Sam z lekarzami mówiłeś mi, że to w ogóle cud, że żyje, więc nie chce kusić losu skoro dał mi drugie życie... - blondyn słysząc moje słowa lekko uśmiechnął się
- To jest gdybanie kochana... Nigdy nie wiemy co przyniesie podjęcie danej decyzji, ale wiem z doświadczenia, że czasem warto zaryzykować... Proszę kochana zastanów się póki masz czas... To naprawdę może być twoja jedyna szansa i za jakiś czas może będziesz żałowała, że jednak nie podjęłaś tego ryzyka - słowa przyjaciela sprawiły, że ciężko westchnęłam. Zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że ma racje, ale jednak nie wiem czy ewentualne żałowanie, że nie miałam operacji będzie większe niż jest strach przed ewentualnymi mniej pozytywnymi konsekwencjami operacji
- Wiem, że może i gdybanie, ale ja nie jestem ryzykantką ani hazardzistką... Ba, nawet nie umiem grać w pokera, więc chyba zostanę przy tym co mam, a mam naprawdę dużo, choć nie jest łatwo, ale uczę się na nowo żyć i jest dobrze - powiedziałam patrząc się na niebieskookiego, który uśmiechając się pokiwał głową
- Oczywiście, że masz dużo, a przede wszystkim masz obok siebie osoby, które zawsze będą cię wspierać, ale właśnie jako twój przyjaciel i jednocześnie przedstawiciel służby zdrowia proszę cię byś zastanowiła się nad operacją, dobrze?... A grę w karty tobie nie polecam, bo masz szczęście w miłości, więc chyba nie warto marnować w ten sposób kasy - nie powiem słysząc ostatnie słowa przyjaciele mimowolnie cicho się zaśmiałam kiwając głową
- A tak na marginesie to wiesz może jak Bella i wyniki badań? - spytałam się po chwili na co Richie pokręcił głową
- Wiem jedynie, że nie było żadnych komplikacji po zabiegu, a wyniki badania będą dopiero za tydzień i uprzedzając twoje ewentualne kolejne pytanie to i tak wyniki przyjdą szybko i nie da się tego bardziej przyspieszyć... - patrząc się na przyjaciela pokiwałam głową żałując, że Watrinowie przez te kilka dni będą zapewne żyć w strachu o wyniki badań swojego maleństwa
- Nie wiem dlaczego ale dziwnie jestem pewny, że dziecko jest zdrowe, więc postarajmy się niepotrzebnie wpadać w panikę ani nie denerwować się... Ważne by Bella zaczęła chemię, bo bez niej będzie krucho i wtedy to faktycznie będziemy mieć czym się martwić... - dodał pospiesznie blondyn na co znów pokiwałam głową doskonale wiedząc, że bez chemii przyjaciółka umrze, a tego nikt z nas by nie przeżył
- Dobra koniec z tych medycznych rozmów, bo one tylko dobijają nas jak widzę i chyba lepiej będzie jak pójdziemy do reszty - niebieskooki kiwając głową wstał, po czym ręką wskazał by szła pierwsza przez co korzystając; że drzwi były otwarte z łatwością wyjechałam na korytarz
- Mark musisz ją przekonać do tej operacji... To jest jej jedyna szansa... - słysząc podniesiony głos Jaya dobiegający z gabinetu taty zatrzymałam się i gestem ręki dałam znać blondynowi by był cicho
- Jay wybacz mi, ale nic nie muszę i szczerze mówiąc nie zamierzam ją do niczego przekonywać, bo podzielam jej zdanie... Cieszę się, że nie zgodziła się na ten eksperyment wysokiego ryzyka... - powiedział tata, a ja nie musiałam widzieć miny Jaya by wiedzieć, że jest wściekły
- Mark do cholery to jest jej jedyna szansa na powrót do pełnej sprawności... Wiem, że jest dużo ryzyko ewentualnych komplikacji, ale nie jest powiedziane, że na pewno wydarzą się w przypadku Anastasii... - rzucił wyraźnie zdenerwowany Tariq, a ja powoli pokręciłam głową
- Jay do cholery chcesz jej śmierci czy by do końca życia była przykuta do łóżka? To po pierwsze nas zabije, a po drugie zabije ją, bo nie zniesie tego, rozumiesz? Lepiej namów ją na rehabilitację, bo to da jej więcej... - rzucił wściekły ojciec, a ja widząc, że Richie chce wejść tam wzięłam go za rękę zatrzymując jednocześnie wzrokiem błagałam go by nic nie mówił
- Mark wiem o tym i nie chce tego, ale przede wszystkim pragnę tego by znów stanęła na nogi, bo widzę jak jest jej ciężko z tą nową sytuacją... Chce dla niej jak najlepiej... - nie powiem słysząc słowa bruneta poczułam ukucie w klatce piersiowej
- Domyślam się, że jest jej ciężko, tak jak nam wszystkim, ale ta operacja może tylko pogorszyć tą sytuację, rozumiesz? Jeśli nie dajesz rady albo kaleczy cię jej widok bądź może masz jakieś wyrzuty sumienia lub robisz to z wdzięczności to daj jej spokój i odpuść, bo ona nie potrzebuje litości ani fałszywej miłości - nie mogąc powstrzymać wdzierających od oczu łez pokręciłam głową czując coraz mocniejsze ukucie w klatce piersiowej
- Możecie do cholery obaj przestać... Wszyscy was słyszą - sama nie wiem czy bardziej jestem wdzięczna czy wściekła, że Izzy odezwał się. Biorąc szybko głęboki oddech szybko otarłam mokre od łez policzki
- Ann/Córeczko... - praktycznie natychmiast na korytarzu pojawili się obaj zaczynając przy tym jednocześnie mówić przez co uniosłam rękę kręcąc głową
- Przestańcie... Już wystarczająco usłyszałam i nie chce więcej... Jay proszę cię naprawdę uszanuj moją decyzję. Chyba nie wiele chce, prawda?... Rozumiem, że się martwisz o mnie oraz chcesz dla mnie jak najlepiej, ale dobrze jest tak jest i w ogóle to może faktycznie za bardzo się pospieszyliśmy z tym wspólnym mieszkaniem... Nawet nie próbuj nic mówić, bo to chyba nie jest odpowiednie na to miejsce, więc po prostu porozmawiamy później, a teraz jednak pójdę do swojej ulubionej papierkowej roboty... - nie dodając nic więcej szybko odwróciłam wózek jadąc z powrotem do swego gabinetu. Kiedy tylko zamknęłam za sobą drzwi znów pozwoliłam kilku łzą spaść jednocześnie podjechałam do okna i próbując skupić się na widoku śnieżnego Nowego Jorku. Biorąc kilka głębokich oddechów przymknęłam oczy. Prawda jest taka, że może i czuję, że uczucia Jaya do mnie są prawdziwe, że nie udaje ani nie próbuje litować się nade mną, ale jednak na pewno boli go mój widok na wózku i to jak się męczę, a także zapewne ma wyrzuty z powodu tego, że jestem sparaliżowana, bo właśnie jemu uratowałam życie. Cholera czy to wszystko może być jeszcze bardziej skomplikowane i zagmatwane? Kręcąc głową by wyrzucić z głowy wszelkie myśli otworzyłam oczy i biorąc głęboki oddech podjechałam do biurka by zająć się pracą i nie myśleć przez to o Jayu oraz czekającej trudnej rozmowie
***
- Cześć. Mogę na chwilę? - gdy usłyszałam pukanie do drzwi i dźwięk otwieranych drzwi spojrzałam się w tamtym kierunku i widząc mówiącego Izzy'ego lekko uśmiechnęłam się kiwając głową
- Niech zgadnę... Pewnie chciałbyś wcześniej dziś wyjść lub mieć wolny piątek by pojechać gdzieś na weekend z Mel... - brunet siadając naprzeciw mnie cicho się zaśmiał
- No co prawda przyszedłem w innej sprawie, ale nie pogardzę wolnym dniem lub możliwością szybszego wyjścia do domu - tym razem to ja cicho się zaśmiałam
- To w takim na razie mów z czym przychodzisz i w czym mogę ci pomóc - nie powiem widząc nieco krzywy uśmiech Izza od razu wyczułam o czym chce pogadać
- Widzisz opowiem ci pewną historię... otóż... był sobie pewien chłopak, który chciał zostać najlepszym muzykiem i tancerzem. Udało mu się, bo dostał się do pewnego zespołu, z którym zaczął osiągać sukcesy, ale pewnego dnia na jego drodze stanął pluszowy miś. Ta. Fanki rzucały na scenę nie tylko biustonosze ale także pluszaki i tak się stało, że ten chłopak poślizgnął się na pluszaku i tym samym rozwalił sobie kolano. Później w szpitalu lekarz powiedział, że bez operacji raczej nie będzie mógł normalnie chodzić bez kul, ale po operacji jest dwie ryzyko, że nigdy więcej nie zatańczy na scenie. On słysząc tą diagnozę załamał się, bo wiedział, że to koniec jego marzeń. Wtedy przyszli jego przyjaciele z zespołu i wspierali go namawiając na operacje. Powiedzieli, że musi się jej poddać, że nawet jeśli okaże się, że nie będzie mógł tańczyć na scenie to są dla siebie kimś więcej niż kolegami z zespołu, że są przyjaciółmi, a nawet braćmi z innych matek, a rodziny się nie zostawia, że teraz ma myśleć o swoim zdrowiu a kiedy będzie gotowy to wróci na scenę. I wiesz co się stało? chłopak poddał się operacji, a potem dzięki intensywnej rehabilitacji oraz determinacji wrócił na scenę silniejszy i nawet podobno lepiej tańczył niż przed operacją... - nie powiem słysząc dobrze znaną mi historię mimowolnie lekko uśmiechnęłam się.
- Izzy tylko nasze historie są zupełnie inne... U mnie ryzyko jest większe niż było u ciebie... - powiedziałam patrząc się na przyjaciela, który pokręcił głową
- Być może, ale... sens ma taki sam kochana... Doskonale rozumiem, że boisz się tej operacji i jej ryzyka, ale prawda jest taka, że czasem trzeba zaryzykować wszystko by osiągnąć sukces i szczęście... Wiem, że to jest trudne i ciężkie, ale pomyśl może ile możesz zyskać... - powiedział brunet na co pokręciłam głową
- Może i mogę wiele zyskać, ale nie wiem czy jest to warto tego ryzyka... Izzy ja mogę zostać przykuta do łóżka do końca życia... Nie chce tak ryzykować... Nie chce takiego życia dla siebie, a przede wszystkim dla Jaya, bo wiem, że to jego dobija, że to go załamie... - rzuciłam czując jak pod koniec do oczu napłynęły łzy
- To zrozumiałe, że nie chcesz tak ryzykować i sam pewnie na twoim miejscu zastanawiałbym się poważnie czy na pewno chce tej operacji, ale... Nie chce by to zabrzmiało perfidnie, ale może właśnie dla Jaya powinnaś zaryzykować... On cię kocha i nie wyobraża sobie życia bez ciebie, gdzie dla ciebie zrobi wszystko... I tu nie chodzi o jakieś wyrzuty czy chęć odwdzięczenia się za to co się stało... On po prostu chce dla ciebie jak najlepiej z czystej miłości do ciebie... - rzucił Lizzy na co mimowolnie kąciki moich ust nieco uniosły się
- Izzy wiem, że mnie kocha, a ja kocham jego, ale... właśnie dlatego nie mogę się zgodzić na tą operację, bo jeśli okaże się, że jestem już całkowicie sparaliżowana przykuta do łóżka to nie dość, że jego to dobije to dodatkowo sprawi, że przez cały czas będzie musiał zajmować się mną rezygnując tym samym praktycznie z całego swojego życia, a tego nie chce i wolę trzymać w garści to co już mam u ręku - ciemnooki słysząc moje sława niepewnie pokiwał głową
- Rozumiem twoje argumenty, ale są one w formie gdybania kochana... Nie wiem czy to ciebie przekona, ale... Jay gdy dowiedział się prawdy o tobie był kompletnie załamany, bo naprawdę cię kochał i nagle poczuł się zdradzony. W momencie kiedy wróciłaś widziałem jak toczył ze sobą wewnętrzną walkę ale nie umiałem mu odpowiednio pomóc, bo rozumiałem to, że kocha cię i jednocześnie czuje się zdradzony. Póżniej po raz pierwszy raz w życiu widziałem jak się rozpada gdy płacząc siedział przy tobie myśląc, że umrzesz za niego. A paręnaście tygodni później i kilkadziesiąt stóp nad ziemią widziałem jak szczęście dosłownie bije z jego oczu, bo znów byliście razem… On może i ma wyrzuty, że to ty zostałaś ranna, ale przede wszystkim chce ci pomóc, bo cię kocha i znając go dobija go myśl, że jedynie co może to pomagać ci przy codziennych czynnościach, a teraz gdy jest szansa a ty odmawiasz to zapewne czuje się sfrustrowany tym wszystkim… Zastanów się nad tym kochana… Operacja wiążę się z dużym ryzykiem, ale i szansą dla ciebie, dla niego, dla was… Jeśli to ma ciebie jakoś uspokoić to możesz być pewna, że gdyby spełnił się ten mniej szczęśliwy scenariusz to nie zostaniecie sami, a Jay nie będzie musiał rezygnować z swojego życia, bo będziemy wam pomagać i niech ci do głowy nie wpadnie myśl, że to litość, bo to będzie naturalny akt przyjaźni kochana - słysząc słowa przyjaciela lekko uśmiechnęłam się kiwając głową
- Izzy dzięki, że mi to powiedziałeś… Przemyślę to wszystko, ale nic nie obiecuje… A jeśli to wszystko to chyba mam już dość na dziś pracy i pojadę do domu - ciemnooki słysząc moje słowa lekko uśmiechnął się kiwając głowa
- Jasne. To może odwiozę cię do domu skoro Jaya nie ma… - powiedział Izzy, a ja spojrzałam się na niego pytająco
- Jak to nie ma go? - spytałam się natychmiast na co przyjaciel skrzywił się przepraszająco patrząc się na mnie
- Od razu po tej sytuacji z korytarza rzucił, że wychodzi i raczej dziś nie wróci, a także poprosił Richiego by cię odwiózł do domu, ale jak chcesz już jechać to ja mogę cię odwieźć - słowa Lizzyego niemal natychmiast sprawiły, że poczułam ból w klatce piersiowej, ale ignorując to powoli pokręciłam głową
- Wiesz co może jednak popracuje jeszcze z jakieś pół godziny i później dam tobie czy Richiemu znać, że potrzebuje podwózki, dobra? - przyjaciel słysząc moje słowa lekko uśmiechając się nic nie mówiąc pokiwał głową, po czym wyszedł, a ja gdy tylko drzwi się zamknęły odruchowo sięgnęłam po komórkę i nie widząc żadnej wiadomości od Jaya znów poczułam bolesny uścisk w klatce piersiowej kompletnie nie wiedząc co mam o tym wszystkim myśleć. Chryste czemu to musi być tak zagmatwane i nie mogłoby być przez dłuższy czas wszystko dobrze?
***
Powoli przekręcając klucz w zamku czułam jak moje serce zaczęło szybciej bić. Nie wiem czy jestem gotowa na rozmowę z Jayem, bo szczerze mówiąc nie wiem co miałabym mu powiedzieć. Nadal jestem rozdarta pomiędzy dwoma racjami i naprawdę nie wiem wybór której będzie słuszny i dobry. Biorąc głęboki oddech pokręciła głową by wyrzucić z głowy wszystkie myśli, po czym powoli weszłam do mieszkania i od razu zamarłam rozstawione w przedpokoju małe lampki które oświetlały ścieżkę do salonu
- Jay? - sama nie wiem czy wydobywający się dźwięk z mego gardła bardziej nie przypominał to, że pytam się czy jest czy bardziej wołam go
- Nic nie mów tylko chodź do salonu - słysząc głos bruneta nie tracąc czasu szybko rozebrałam się z nie potrzebnych rzeczy, a następnie wjechałam do salonu i znów zamarłam. Salon oświetlony był jedynie przez małe lampki oraz świeczki, które dawały różany i lawendowy zapach. Gdyby tego było mało stolik kawowy był przepięknie przygotowany do kolacji we dwoje, gdzie przy nim było zrobione na podłodze posłanie na którym były porozrzucane płatki róż
- Mam nadzieję, że się spodoba taka mała niespodzianka... - gdy myślałam, że już nic więcej mnie nie zaskoczy znów usłyszałam za sobą głos Jaya przez co odwróciłam się i natychmiast znów zamarłam widząc Tariqa, który dosłownie miał na sobie jedynie zawieszony na biodrach fartuch który niby miał zakrywać jego męskość
- Twoja mina mówi, że chyba ci się podoba, więc pomogę ci usiąść, a potem podam kolację... - kompletnie szokowana patrzyłam się na mówiącego bruneta, który nie tracąc czasu wziął mnie na ręce i jakby niby nic delikatnie ułożył mnie na posłaniu
- Tariq... mógłbyś mi powiedzieć co tu się dzieje?... Ten romantycznych wystrój naprawdę przecudny, a twój strój...- dopiero po krótkiej chwili odzyskałam zdolność mówienia, gdzie mówiąc nie odrywałam wzroku od ciemnookiego, który promienno-uwodzicielsko uśmiechnął się całując mnie chwilę później w czoło, gdzie słyszą moje ostatnie słowa cicho się zaśmiał
- Zrobiłem dla nas romantyczną kolację na dobry początek wieczora... Najpierw zjemy i napijemy się dobrego Sycylijskiego wina, później porozmawiajmy, a na koniec będzie słodko-gorący deser... A jeśli chodził o mój strój to o ile pamiętam to kiedyś wspomniałaś, że marzysz o tym bym przygotował ci romantyczną kolację mając na sobie jedynie fartuszek, więc postanowiłem spełnić twoje marzenie tym samym nieco zaostrzyć apetyt na deser... - brunet dając mi szybkiego całusa poszedł do kuchni, a ja kilkukrotnie mrugając nie mogłam powstrzymać unoszących się kącików ust. Biorąc głęboki oddech powoli rozejrzałam się po pomieszczeniu. Kurczę po raz pierwszy w życiu jakiś mężczyzna zrobił coś takiego dla mnie
- Zrobiłem moje rzekomo najlepsze danie, czyli kurczak z ryżem w sosie słodko-kwaśnym - nie minęło dużo czasu jak Tariq wszedł z powrotem do salonu, gdzie od razu usiadł naprzeciw mnie podając mi półmisek z jedzeniem, który od razu wzięłam od niego i zaczęłam nakładać a on w tym czasie nalał nam do kieliszków wina
- To może wypijmy za miły wieczór, by było takich jak najwięcej - powiedział po krótkiej chwili Jay unosząc kieliszek na co wzięłam do ręki swój, po czym mówiąc zdrowie delikatnie stuknęliśmy się kieliszkami, po czym oboje napiliśmy się czerwonego wina
- Smacznego - powiedziałam biorąc kęs jedzenia i od razu machinalnie zamruczałam czując jak jedzenie rozpływa mi się w ustach
- Wiesz powinieneś się zastanawiać czy na muzycznej emeryturze również jak twój tata nie otworzyć własnej restauracji… Naprawdę twój kurczak jest tak pyszny, że powinieneś go opatentować… - brunet słysząc moje słowa cicho się zaśmiał kręcąc głową
- Pomyślę o tym, ale na razie mogę ci obiecać, że tylko tobie będę ci go przyrządzał skoro ci smakuje - uśmiechając do niego pokiwałam głową wracając do jedzenia
- Izzy znalazł podobno fajny budynek, który nadawałby się na naszą wytwórnię. Jest duży i nie trzeba za wiele go remontować. Pojedziesz ze mną jutro go obejrzeć? - słysząc po krótkiej chwili głos ciemnookiego spojrzałam się na niego kiwając głową
- Jasne. Z przyjemnością zobaczę ten budynek - odpowiedziałam natychmiast na co brunet uśmiechnął się, po czym oboje wróciliśmy do jedzenia. Gdy tylko skończyliśmy jeść Tariq biorąc swój kieliszek usiadł obok mnie, gdzie od razu wziął mnie za rękę lekko ją ściskając
- No dobra… Ann… Posłuchaj… To wszystko jest dla mnie trudne… Chce byś wiedziała, że na pewno nie lituje się nad tobą, że może i faktycznie mam wyrzuty sumienia, że to ty zostałaś ranna a nie ja i może boli mnie to jak widzę jak cierpisz, ale prawda jest taka, że po prostu ciebie kocham i wyobrażam sobie życia bez ciebie… Jesteś moim powietrzem, moją krwią, moją duszą, moim sercem, po prostu jesteś moim wszystkim… Chce byś miała tą operacje i namawiam cię na nią, bo wiem, że w głębi serca właśnie o tym marzysz, że może właśnie dzięki temu w jakimś mniejszym stopniu wszyscy zapomnimy o tym co się stało i nie będzie to już tak bolało jak teraz… Wiem jak duże jest ryzyko, ale po prostu chce dla ciebie jak najlepiej kochana… Nie chce byś za kilka lat żałowała tego, że nie podjęłaś tego ryzyka… - słuchając słów ukochanego nie tylko poczułam jak moje serce zaczęło szybciej bić, ale i jak do moich oczu napłynęły łzy
- Jay… Uwierz mi, że ty też jesteś moim wszystkim i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie… Może i faktycznie chciałabym znów chodzić, ale właśnie to ryzyko mnie przeraża, bo przecież jeśli paraliż się powiększy to przecież już całkowicie będę zależna od ciebie, a ty już kompletnie będziesz musiał dla mnie zmienić swoje życie, czego zwyczajnie nie chce… Ja po prostu nie chce stracić tego co już mam bruneciku… Dostałam od losu drugie życie i wolę wykorzystać to co mam niż być zachłanną i ryzykować… Ja po prostu się boję i kompletnie nie wiem co powinnam zrobić… - Tariq nie tracąc ani sekundy przyciągnął mnie do siebie na kolana, gdzie od razu mocno mnie przytulił i głaszcząc po włosach pocałował mnie w czoło
- Wiem o tym kochanie i wcale się tobie nie dziwię, bo sam też się potwornie boję tego co będzie jak dojdzie do najgorszego… Ale jednego jestem pewny, a mianowicie tego, że nie patrząc na to jaką decyzję podejmiesz ja zawszę będę obok ciebie i razem naprawdę damy radę że wszystkim, choć będzie zapewne trudniej jak teraz... Proszę cię tylko o to byś to wszystko dobrze sobie przemyślała starając się nie starając się gdzieś odrzucić na bok strach, bo on nigdy nie jest dobrym doradcą, a nie chce byś potem żałowała tej decyzji... - powiedział Jay, a ja nie mogąc przestać płakać mocniej przytuliłam się do ciemnookiego opierając czoło o jego policzek
- Kocham cię Tariq i przemyśle to wszystko, ale nic nie obiecuję... - szepnęłam na co on lekko uśmiechając się całując mnie w czoło
- Ja ciebie też kocham la mia principessa guerriera... - brunecik nie dodając nic więcej pocałował mnie, a ja odruchowo owijając ręce wokół jego szyi zaczęłam oddawać pocałunek z większą namiętnością. Nie minęło dużo czasu jak Jay przeszedł z pocałunkami na moją szyję przez co wręcz machinalnie odsunęłam ją nieco w bok dając mu większe pole do popisu jednocześnie przymknęłam oczy rozkoszując się tą chwilą
- Taq... Jay... - w momencie gdy brunet szybkim ruchem zdjął że mnie bluzkę zaczynając chwilę później błądzić rękami po moim brzuchu idąc w kierunku góry klatki piersiowej
- Ann… Posłuchaj… jeśli nie chcesz to nie musimy tego robić, ale… tak po prawdzie to ty nie masz czego się bać, bo to ja raczej się boję czy dam radę, że tak to ujmę zaprowadzić cię na szczyt rozkoszy… więc jeśli nie chcesz bo nie masz ochoty, to ok, ale jeśli nie chcesz bo się boisz, ale chciałabyś to daj mi szansę i zaufaj mi… - powiedział Jay, a ja patrzyłam się na niego nie wiedząc co mam powiedzieć, bo może i bym chciała z nim się kochać, ale faktycznie boję tego czy dam radę, czy on też dojdzie jak to ładnie ujął na szczyt rozkoszy i będzie mu się podobało
- Niech cię diabli Khan… Co ty ze mną robisz mój czekoladowooki bruneciku? - Tariq dając mi całusa cicho się zaśmiał, po czym delikatnie położył mnie na posłaniu, a następnie odsunął stolik kawowy bardziej na bok i wziął coś z kanapy
- Nie wiem jak to zabrzmi, ale wiesz kochanie diabeł nas nie chciał u siebie, więc za to sprawię, że już niedługo będziesz w niebie… A teraz kochana zawiążę ci oczy byś mogła jedynie skupić się na moim dotyku, pocałunkach i byś czuła wszystko bardziej intensywniej, dobrze? Naprawdę mi zaufaj, bo nie zrobię nic czego byś nie chciała - słysząc początkowe słowa mężczyzny cicho się zaśmiałam, ale jego dalszą wypowiedzieć i widząc w jego ręku czerwoną apaszkę odruchowo przygryzłam dolną wargę chcąc w ten sposób ukryć szok, bo jednak nie spodziewałam się tego, ale po chwili pokiwałam głową, na co on lekko uśmiechnął się i nie tracąc ani sekundy zawiązał mi oczy przez co nic nie widziałam, więc zamknęłam oczy chcąc faktycznie skupić się na doznaniach przekazywanych przez dotyk. Biorąc szybko głęboki oddech wygodnie się ułożyłam czekając na to co zaplanował Khan
- Chce byś wiedziała co robię byś się nie denerwowała, więc... teraz zdejmę ci spodnie i bieliznę, a następnie zrobię ci masaż używając przy tym olejku różanego... - słysząc słowa brunecika pokiwałam głową i wzięłam kilka głębokich oddechów by uspokoić szybszą z ekscytacji prace serca, a słyszane dźwięki jak ściąga ze mnie spodnie i obie części bielizny tylko to wzmacniały. Nie minęło dużo czasu jak poczułam jak coś leje się po moim dekolcie i niemalże natychmiast w pierwszym odruchu spięłam się próbując nic robić żadnych gwałtownych ruchów jednocześnie poczułam jak delikatno-słodki zapach różany obezwładnia moje kupki węchowe. Brunet praktycznie od razu zaczął rozmasować olejek na szyję i ramiona delikatnie rozmasowując mięśnia ramion, przez co z mojego gardła wydostał się cichy jęk przyjemności
- Boże nawet nie wiesz jak seksownie i przepięknie wyglądasz... - cichy szept brunecika połączony z uczuciem jego pocałunków na mojej szyi sprawił, że poczułam jak przez moje ciało przechodzi fala ciepła, która zwiększyła natężenie gdy tylko wyczułam jego usta na jednym sutku a palce na drugim. Cholera nie wiem jak to robi, ale mam wrażenie, że od środka rozpalam się, ale zamiast bólu czuję jedynie czystą rozkosz
- Jay... może teraz ja... - szepnęłam po krótkiej chwili chcąc by teraz role odwróciły się. Nie wiem dlaczego, ale wyczułam, że brunet uśmiechnął się i pocałował mnie
- Uwierz mi, że bardzo bym chciał, ale dziś… to ty jesteś najważniejsza… - mężczyzna nie dodając nic więcej znów wrócił do przerwanej czynności. W momencie gdy poczułam jak jego słodkie wargi i dłonie będące na brzuchu kierując się w dół nieco spięłam się
- Ej la mia principessa guerriera wyłącz myśleć, rozumiesz?... Po prostu skup się na tym co czujesz i poddaj się temu… - nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć oraz pomyśleć poczułam jego usta na mojej łechtaczce przez co z mojego gardła wydostał się cichy jęk. Idąc za radą Jaya starając się wyłączyć myślenie starałam skupić na płynącej przez moje ciało fali ciepła, która tylko nabrała na sile kiedy tylko brunet włożył do mojej kobiecości palce sprawiając, że lekko wyginając ciało głośno jęknęłam z rozkoszy, która rozchodziła się po moim ciele. Cholera tak mi brakowało tego uczucia i tej ekstazy, którą tylko on mój mi dać. Gdy myślałam, że więcej nie dam rady znieść wyczułam jak ciemnooki zrobił zamianę i teraz palcami kręcił kółka wokół mojej łechtaczki a jego język dosłownie pożerał moje wnętrze, przez co kompletnie odruchowo położyłam ręce na jego głowie i przyciskając ją bardziej by nie ważył się odsuwać ode mnie jednocześnie coraz bardziej wijąc się nie mogłam powstrzymać wydostających się z mojego gardła coraz głośniejszych jęków pozwalając by moim ciałem w pełni zawładnęła kumulująca się rozkosz, która po krótkiej chwili wybuchła rozrywając moje ciało od wewnątrz i jednocześnie składając je na nowo
- Khan… teraz chce… do cholery… poczuć ciebie… we mnie… już… - nie wiem jakim cudem udało mi się cokolwiek powiedzieć pomiędzy łapczywym braniem oddechów. Tariq słysząc moje słowa cicho się zaśmiał, po czym pocałował mnie
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem la mia principessa guerriera… - słysząc cichy i nieco ociekający pożądaniem szept bruneta sprawił, że znów przez moje ciało przeszedł gorący dreszcz. Nie minęło dużo czasu jak poczułam jak wchodzi we mnie, co sprawiło, że cicho jęknęłam czując jak moje ciało zalewa nowa fala rozkoszy, która tylko wzrastała w sile wraz z każdym pchnięciem mężczyzny, który z każdą sekundą przyspieszał swoje ruchy
- O cholera… Nawet nie wiesz jak mi tego brakowało… Uwielbiam doprowadzać cię do orgazmu, ale nic nie przebije uczucia bycia w tobie… i to jak zaciskasz się na mnie… - nie powiem słysząc słowa ciemnookiego nie mogłam nie uśmiechnąć się, gdzie z mojego gardła wydostawały się coraz głośniejsze jęki rozkoszy.
- Zaraz oboje dojdziemy, ale… chce byś patrzyła mi wtedy w oczy… - gdy wyczułam, że oboje zbliżamy się na szczyt brunet zdjął z moich oczu opaskę, więc powoli otworzyłam oczy od razu kierując wzrok na Jaya, który przepełnionym pożądaniem wzrokiem patrzył się na mnie posyłając mi promienno-uwodzicielski uśmiech. On przyspieszając swoje ruchy zaczął palcami zataczać koła wokół mojej łechtaczki, przez co zaczęłam jeszcze bardziej wić się pod wpływem rozkoszy, która jak tsunami rozchodziła się po moim ciele i dosłownie wybuchła w momencie gdy poczułam jak gorąca sperma zalewa moje wnętrze.
- Kocham cię - w momencie gdy Jay opuszczając trzymane w na swoich barkach moje nogi opadł obok mnie i przytulając mnie do siebie wręcz jednocześnie wyznaliśmy sobie miłość, co spowodowało, że również razem się zaśmialiśmy, gdzie on pocałował mnie w głowę
- Będę zachłanna jak powiem, że... z przyjemnością zjadłabym dokładkę tego pysznego deseru?... - Jay słysząc moje słowa cicho się zaśmiał znów całując mnie w głowę
- Wiedziałem, że najbardziej będzie smakował ci deser... No i nie chce ci wypominać, ale miałem rację... To był nasz najlepszy raz i najlepsza romantyczna kolacja jaką mieliśmy kochana... I jestem pewny, że właśnie tak będzie już zawsze, a nawet będzie tylko coraz lepiej... Tylko musisz w to uwierzyć... - uśmiechając się do Jaya mocniej się u niego wtuliłam i kładąc głowę na jego lewej piersi przymknęłam oczy wsłuchają się w bicie jego serca. Wiem, że muszę wierzyć, że będzie lepiej, że ewentualna operacja się powiedzie, ale jednak nie wiem czy ta wiara wystarczy by pokonać strach. Aczkolwiek faktycznie co by się nie działo to wiem, że mam przy sobie Jaya i tylko to się liczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz