piątek, 5 lipca 2024

Rozdział 89

 Narracja Anastasii

- Kochanie. Pobudka - budząc się pod wpływem głosu i uczucia pocałunku Jaya leniwie otworzyłam oczy i wiedząc bruneta mimowolnie owijając ręce wokół jego szyi przyciągnęłam go do siebie wbijając się w jego usta, na co on od razu zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością 

- Uważaj bruneciku, bo się jeszcze przyzwyczaję i codziennie będziesz musiał dawać mi śniadania do łóżka - szepnęłam po krótkiej chwili dostrzegając kątem leżącą na stoliku nocnym tace ze śniadaniem, na co Jay cicho się zaśmiał 

- Szczerze? Może nie będzie codziennie takich śniadań, ale możesz być pewna, że będę starał się często robić ci takie pobudki -   uśmiechając się pocałowałam ciemnookiego, a gdy on odsunął się by sięgnąć po tace szybko podniosłam się do pozycji siedzącej

- Naprawdę musimy jechać do szpitala na tą wizytę? Przecież i tak nie dowiemy się niczego nowego, a ja pogodziłam się już z myślą, że nigdy nie stanę już na nogi, więc nie rozumiem dlaczego Richie załatwił mi tą wizytę, a Mel rehabilitanta... - rzuciłam patrząc się na bruneta, który spiorunował mnie wzrokiem siadając obok mnie

- Naprawdę znów chcemy to przerabiać? Ann Richie wyraźnie ci powiedział, że doktor Greyson razem z doktorem Kleinem są najlepszymi neurochirurgami i zajmują się urazami kręgosłupów i warto by i on cię obejrzał, bo a nóż znajdzie się sposób by ci pomóc... Nie wspominając już o tym, że powinnaś być pod stałą kontrolą neurologa więc potrzebujemy najlepszego w tym fachu, a ten doktor właśnie taką osobą jest... A co do rehabilitacji to Mel też ci tłumaczyła dlaczego rehabilitacja jest ważna i koniec tematu - przekręcając oczami na słowa Tariqa pokręciłam głową i nic nie mówiąc sięgnęłam po talerz z jajecznicą, na co ciemnooki pocałował mnie w policzek

- Kochanie nie bocz się, bo my chcemy tylko twego dobra. Rehabilitacja 2 razy w tygodniu i wizyta u lekarza. to nie jest tragedia. No już uśmiechnij się, pocałuj mnie i powiedz, że bardzo nie kochasz - słysząc słowa ukochanego mimowolnie cicho się zaśmiałam kręcąc głową 

- No kocham cię, kocham i wiem, że się o mnie martwicie, ale to nie zmienia faktu, że uważam, że te zabiegi są bez sensu, że nie pomogę mi, że dobrze jest jak jest - tym razem to Jay się zaśmiał i znów pocałował mnie w policzek

- Zaufaj mi kochanie i błagam cię postaraj się myśleć pozytywnie, dobrze? A teraz jemy śniadanie póki ciepłe - lekko uśmiechając się do Jaya zaczęłam powoli jeść. Niby staram się myśleć pozytywnie, ale prawda jest taka, że nie chce robić sobie ani innym nadziei, że stanie się cud i znów stanę na nogi, a jedynie chce nauczyć się na nowo żyć starając się ignorować ta głosy, które podpowiadają mi, że niszczę Jaryowi życie będąc z nim.

***

- No dobrze Anastasio. Mam komplet twoich badań i na początek powiem ci, że naprawdę miałaś dużo szczęścia, że przeżyłaś postrzał i można by rzec, że to cud, że żyjesz... Patrząc się na twoje dzisiejsze wyniki badań to muszę stwierdzić, że nie jest aż tak źle jak myślałem, choć twój uraz jest bardzo poważny... Widzicie razem z doktorem Kleinem szukamy sposobu na pomoc osobą w takiej samej sytuacji jak twoja lub w podobnej, co niestety takie łatwe nie jest, ale... Słuchajcie powiem wprost razem z doktorem Kleinem przeprowadziliśmy już z dwie eksperymentalne operacje... - ostatnie słowa doktora sprawiły, że moje serce zaczęło szybciej bić z nerwów 

- Jaki był efekt tych operacji? Udały się? Pacjenci zaczęli chodzić? - nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć pierwszy odezwał się Jay, a ja nie odwróciłam wzroku od lekarza, który ciężko westchnął kręcąc głową

- Musicie najpierw zrozumieć, że to były pierwsze takie eksperymentalne operacje... Pierwszy pacjent zmarł w wyniku pooperacyjnych komplikacji, a u drugiego pacjenta paraliż się pogłębił obejmując górną część ciała... Ale każdy z tych przypadków był przez nas dokładnie przeanalizowany i dokonaliśmy odpowiednich zmian oraz poprawek... Aczkolwiek oczywiście nie mogę dać gwarancji, że operacja się powiedzie i, że po intensywnej rehabilitacji odzyskasz czucie w nogach... - powiedział lekarz, a ja poczułam jak krew odpływa mi do mózgu, który aż pulsował coraz głośniej powtarzając, że jeden pacjent umarł, a drugi został przykuty do łóżka do końca życia. Cholera to jakieś kuriozum. Śmierć albo marne egzystowanie czekając na śmierć. Czy może być jeszcze gorzej. 

- Właśnie tak mniej więcej będzie wyglądać operacja i zakładamy, że czucie będzie wracało pozwoli pod wpływem intensywnej rehabilitacji... - mocny uścisk ręki Jaya jaki wyczułam na dłoni skutecznie sprowadził mnie na ziemię, przez co pokręciłam głową wyrzucając z głowy wszelkie myśli znów słuchając lekarza 

- Panie doktorze ja bardzo dziękuję za poświęcony czas i mam nadzieję, że będzie pan moim lekarzem do którego będę mogła chodzić na kontrolę, ale... nie zgadzam się na operację... - powiedziałam po krótkiej chwili starając się by mój głos nie drżał

- Ale Ann to jest dla ciebie szansa, nie rozumiesz tego? - spoglądając na Jaya pokręciłam głową

- Ja rozumiem, że to szansa, ale widzę też bardzo dużo zagrożeń, więc lepiej będzie jak zostanie tak jak jest Jay... - brunet słysząc moje słowa pokręcił głową 

- Spokojnie. Rozumiem, że to trudna decyzja i proszę się poważnie nad nią zastanowić... Czas przy takich urazach jest bardzo ważny... Jednak gdybyś się zdecydowała na operację to tu masz moją wizytówkę, a jeśli się nie zdecydujesz to widzimy się za miesiąc na kontroli... - starając się uśmiechnąć do lekarza powoli skinęłam głową biorąc od niego mały kartonik

- Oczywiście. Jeszcze raz dziękuję za wszystko i do zobaczenia - nie czekając na jakąkolwiek reakcję odwróciłam wózek w stronę drzwi na co brunecik mówiąc szybko dowiedzenia wstał otwierając drzwi przez które szybko przejechałam

- Ann, poczekaj chwilę... - słysząc głos Jaya zatrzymałam się domyślając się co zaraz od niego usłyszę

- Jay proszę cię nawet nie próbuj... Nie chce tej operacji gdy ryzyko jest tak duże, rozumiesz?... - gdy brunet ukucnął przy mnie spojrzałam się na niego, a on gdy usłyszał moje słowa pokręcił głową 

- Może i jest ryzyko, lecz przy każdej operacji jest jakieś ryzyko i sam na własnej skórze przekonałem się, że komplikacje pooperacyjne się zdarzają, ale czy ty nie rozumiesz, że to jest dla ciebie szansa byś znów zacząć chodzić? - powiedział Tariq ściskając trzymaną moją ręką, na co pokręciłam głową czując jak do moich oczu napływają łzy

- Zdaje sobie z tego sprawę, ale nie chce aż tak ryzykować, rozumiesz? Gdyby ryzykiem była tylko śmierć to może byłoby mi to lepiej znieść, ale ja mogą zostać przykuta do łóżka do końca życia marząc jedynie o śmierci, rozumiesz? Nie chce takiego życia dla siebie ani dla ciebie do cholery... Naprawdę zapomnijmy o tym i po prostu żyjmy tym co jest... Proszę... - ciemnooki słysząc moje słowa pokręcić głową 

- Rozumiem to doskonale, ale chce dla ciebie jak najlepiej, Chce dać ci to czego bardzo pragniesz... Zdaje sobie sprawę z tego jakie jest ryzyko, ale wydaje mi się, że wyczerpaliśmy już limit nieszczęść i że teraz będzie już tylko lepiej... Dobra proszę cię przemyśl to i wrócimy do tego później, dobrze? - dla świętego spokoju pokiwałam głową, choć doskonale wiedziałam, że nie zmienię zdania, że zdecydowanie już wolę by zostało tak jak jest aniżeli miałoby być dużo gorzej


Narracja Isabell

- Puk, puk... Czy pani zamawiała przystojnego niebieskookiego blondyna i kubek gorącej czekolady? - gdy usłyszałam pukanie od razu spojrzałam się w stronę drzwi i widząc w progu Chrisa lekko uśmiechnęłam się 

- Szczerze mówiąc to zamawiałam Chrisa Hemswortha, ale pan też jest całkiem całkiem - Heine z trudem powstrzymując śmiech nieco spiorunował mnie wzrokiem, na co sama cicho się zaśmiałam i gdy tylko podszedł do mnie złapałam go za koszulkę i przyciągając go do siebie pocałowałam go

- Możesz powiedzieć mi co ty tu robisz? Mówiłam byś pojechał do domu... - blondas całując mnie w czoło ściągnął z ramienia plecak, po czym siadając na krześle wziął mnie za rękę składając na niej pocałunek

- Wiedziałem doskonale, że będziesz się denerwowała czy po badaniu wszystko jest dobrze z naszymi maleństwami i, że mimo wszystko będziesz mówiła mi, że wszystko jest dobrze i, że powinienem pojechać do domu, więc postnowiłem użyć całego swojego uroku osobistego by ubłagać pielęgniarki by pozwoliły mi tu zostać na noc, co jak widzisz się udało i pojechałem do domu po kilka ciuchów, a także zrobiłem czekoladę na poprawę nastroju... - nie mogąc powstrzymać unoszących się szeroko kącików ust znów przyciągnęłam go do siebie całując go i mocno przytulając do siebie. Cholera jak on to robi, że wciąż na nowo coraz mocniej zakochuje się w nim mając cholerne wrażenie, że wciąż jest mi go mało i chce więcej. 

- Chris... Boże nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham... Cholera nawet nie jesteś cudowny... ty jesteś moim aniołem - mówiąc nie mogłam powstrzymać wdzierających się do oczu łez, które powoli zaczęły spadać po moich policzkach. Chris promienno-uwodzicielsko uśmiechając się do mnie delikatnie zaczął ocierać moje mokre policzki

- Ej kwiatuszku nie płacz proszę... - blondyn przytulając się do mnie pocałował mnie w głowę jednocześnie zaczął gładzić mnie po plecach

- Ale to są łzy szczęścia... Po prostu z naszymi aniołkami cieszymy się, że mamy obok takiego mężczyznę jak ty... - niebieskooki cicho się śmiejąc odsunął się ode mnie i praktycznie natychmiast zdjął buty i spodnie, po czym jakby niby nic wpakował się do łóżka pod kołdrę, na co odruchowo przesunęłam się nieco w bok robicie mu miejsce, na co on objął mnie ramieniem przez co wtuliłam się w niego starając się wchłonąć jak najwięcej bijącego od niego ciepła

- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak mocno właśnie tego pragnęłam... - szepnęłam po krótkiej chwili na co Heine pocałował mnie w głowę 

- Wiem o tym kochanie i dlatego tu jestem... Zdaje sobie sprawę z tego, że martwisz się wynikami dzieci, a bardziej tym, że już są przeżuty... Ale musimy wierzyć, że jednak powoli wszystko się ułoży i będzie dobrze... - szepnął Chris, a ja poczułam uczucie w klata piersiowej i jak do moich oczu napływają role łzy na samą myśl, że pojawiły się przeżuty w węzłach chłonnych. Niby byłam przygotowana na to, że tak się stanie, ale jednak usłyszeć, że obawy stały się faktem to już coś zupełnie innego 

- Wiem i naprawdę się staram... Wiesz w Niemczech nawet był moment gdy zupełnie zapomniałam, że mam te choróbsko i to nawet przy jakże szokującej wiadomości, że będziemy mieć bliźniaki... A teraz ten potwór zaatakował i to wręcz z podwojoną siłą... - szepnęłam po krótkiej chwili, na co mój mąż mocniej mnie przytulił

- To zupełnie normalne kwiatuszku, bo przecież to co się stało było takie szokujące, nagłe, tragiczne i nie było wiadomo co będzie z Ann, ale... gdy lekarz powiedział, że będziemy mieć bliźniaki to pomyślałem, że właśnie nasz limit nieszczęść został już przez nas wyczerpany i, że ta walka, którą właśnie toczymy nie tylko będzie zwycięska, ale i umocni nas tak, że cokolwiek nas jeszcze spotka to przetrwamy to razem - nie potrafiący powstrzymać unoszących się lekko kącików ust 

- Masz rację, ale i tak nic nie przebije najbardziej szalono-cudownej chwili gdy zorganizowałeś nasz ślub... Nadal nie mogę uwierzyć, że jesteś moim mężem, że jesteś już tylko mój... - Chris słysząc moje ostatnie słowa cicho się zaśmiał całując mnie w policzek

- A ty jesteś moja kochana i to też jest dla mnie idealny dowód na to, że wszystko będzie dobrze, bo przecież los nie połączyłby nas znów gdyby miał nas chwilę później rozdzielić... - słysząc słowa niebieskookiego szerzej uśmiechnęłam się i już chciałam powiedzieć, że go kocham, ale poczułam coś przypominającego kopnięcie 

- Chris... - nie tracąc ani chwili chwyciłam rękę blondyna kładąc ją na swoim brzuchu w miejscu gdzie wyczułam kopnięcia

- O Boże... To takie niesamowite a zarazem dziwne uczucie... Cześć nasze aniołki. Chyba dobrze wam pod sercem mamusi, co? Kochamy was bardzo aniołki... - słysząc słowa Watrina cicho się zaśmiałam jednocześnie odruchowo mocniej ścisnęłam jego rękę

- Widzisz nawet dzieci mówią nam, że wszystko będzie dobrze... Po prostu musi... -  powiedział po krótkiej chwili Chris gdy dzieci jeszcze dawały znać o sobie, a ja nic nie mówiąc pocałowałam go, na co on zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością 

- Panie Watrin... ja wszystko rozumiem i może zgodziłyśmy się by mógł Pan tu nocować ale przypominam, że tu jest szpital, więc proszę zejść z tego łóżka i dać odpocząć swojej żonie - gdy tylko usłyszeliśmy jakiś głos od razu odsunęliśmy się od siebie i spoglądają na mówiącą siostrę oddziałową, która groźnie patrzyła się na blondyna ręką wskazując na leżące na ziemi spodnie cicho się zaśmialiśmy 

- Proszę dać nam jeszcze chwilę... Jego obecność dużo lepiej na mnie działa niż te tabletki - powiedziałam patrząc się na pielęgniarkę, która podając mi pojemnik z lekami pokręciła głową, 

- Na swoją obronę mogę przysięgnąć, że mam na sobie bokserki i nie planowaliśmy tego o czym pani zapewne myśli, a moja przepiękna żona po prostu potrzebowała się do mnie przytulić i dzieci też potrzebowały poczuć, że ich tata jest obok nich - rzucił od razu Chris, na co z trudem powstrzymując uśmiech sięgnęłam po butelkę z wodą i szybko połknęłam leki

- Udam, że nie widziałam Pana... Za 5 minut będę w dyżurce i liczę, że przyjdzie Pan po materac - siostra oddziałowa nie dodając nic więcej szybko wyszła, a my z Chrisem wybuchnęliśmy śmiechem

- Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham blondasku - szepnęła po krótkiej chwili spoglądając w przepiękne niebieskie tęczówki męża, który prominno-uwodzicielsko uśmiechając się pocałował mnie w czoło

- Ja i tak kocham cię bardziej mój kwiatuszku - Watrin nie dodając nic więcej pocałował mnie, a ja od razu zaczęłam oddawać pocałunek z większą namiętnością. Cholera może to i tylko pobożne życzenia, ale naprawdę wierzę, że teraz będzie już tylko lepiej. Po prostu musi tak być. 

Brak komentarzy: