Narracja Anastasii
Pierwsze promienia słoneczne wdzierające się do pomieszczenia obudziły mnie, ale jednak nie otwierając oczu mocniej objęłam poduszkę. Wiem, że to może być śmieszne, ale prawda jest taka, że po prostu boję się, że to co się stało w samolocie i potem okaże się zwykłym pięknym snem, że obudzę się w pokoju gościnnym Caycego lub Richiego. Nie minęło dużo czasu jak usłyszałam jak ktoś wchodzi do pokoju, ale nadal nie otworzyłam oczu czekając na to co się stanie. Starając się udawać, że śpię robiłam wszystko by mój oddech był miarowy i głęboki, ale wyczuwając jak ktoś się do mnie od przodu przytula i jak czymś miękkim jeździ po moim policzku nie mogłam powstrzymać odruchowo unoszących się kącików ust, przez co powoli otworzyłam powieki i widząc przytulającego się do mnie Rocky'ego szerzej uśmiechnęłam się
- No witaj kotku... Też się za tobą stęskniłam i cieszę się, że cię widzę... - nie tracąc czasu zaczęłam głaskać i drapać za uchem kota, który bardziej się do mnie przytulając zaczął wesło miauczeć, gdzie jednocześnie wyczułam jak moje serce zaczęło bić szybciej na samą myśl, że jestem w domu Jaya, który jak wyczułam jest za mną i tuli się do moich pleców
- Czy ja też mogę liczyć na miłe przywitanie? - słysząc w uchu cichy głos bruneta mimowolnie szerzej uśmiechnęłam się, po czym powoli odwróciłam się w jego stronę i o ile to możliwe to jeszcze szerzej kąciki moich ust uniosły się na widok promienno-uwodzicielskiego uśmiechniętego Jaya, który w ręku trzymał herbacianą różę, którą mi podał, a ja powoli podniosłam się do pozycji siedzącej chwyciłam ją i odruchowo zaciągnęłam się jej przepięknym zapachem
- Dzień dobry bruneciku... - odkładając na bok różę przyciągnęłam do siebie ciemnookiego całując go, na co on od razu zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością
- Mam nadzieję, że pomimo krótkiego snu to się wyspałaś - powiedział Jay delikatnie przejeżdżając opuszkami palców po moim policzku
- Szczerze? Od dawna nie spało mi się tak dobrze, choć faktycznie było krótko. A jak tobie? - Jay uśmiechając się również usiadł i obejmując mnie ramieniem pocałował w głowę
- Ja również nie spałem tak dobrze jak właśnie dzisiejszej nocy przy tobie kochana - słysząc słowa ciemnookiego mimowolnie uśmiechnęłam się
- A może skoro tak dobrze się nam spało to może jednak zostaniemy dziś w domu i przełożymy na jutro pracę sprawiając radość tym samym sobie i także pozostałym? - Tariq słysząc moje słowa cicho się zaśmiał kręcąc głową
- Chciałbym bardzo kochanie, ale obawiam się, że to jest niemożliwe... Aczkolwiek obiecuję ci, że jak szybko załatwimy najważniejsze sprawy w studiu to wrócimy do domu... A teraz zapraszam na śniadanie - słowa bruneta sprawiły, że przekręciłam oczami, na co on znów się zaśmiał, po czym sięgnął za siebie i po kilku sekundach ostrożnie położył między nami tacę z śniadaniem
- No proszę... Miła pobudka, śniadanie do łóżka… Ciekawe co będzie dalej? - rzucając niewinny uśmiech cicho śmiejącemu się brunetowi wzięłam tost
- Dalej kochanie będzie również fantastycznie… - tym razem to ja się zaśmiałam kręcąc głową jednocześnie jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju nie mogąc uwierzyć, że oprócz dostosowania do moich potrzeb kuchni i łazienki przemalował sypialnię na jasne odcienie herbacianego koloru
- Wiesz nadal nie wierzę, że to naprawdę się dzieje, że znów jesteśmy ze sobą, że dałeś mi szanse i dla mnie tyle zmieniasz… - nie chcąc by Jay zobaczył w moich oczach łzy spuściłam wzrok i szybko poruszając powiekami zaczęłam rozsmarowywać truskawkowy dżem na toście, ale Tariq wziął ode mnie nóż, po czym delikatnie palcami łapiąc mój podbródek pokierował moją głowę tak, że chcąc nie chcąc spojrzałam się na niego, gdzie on nie tracąc czasu delikatnie musnął moje usta
- Może i to nierealne, ale to dzieje się naprawdę la mia principessa guerriera… Kocham cię, ty kochasz mnie i tylko to się liczy, a te zmiany są po prostu dobrą inwestycją w naszą wspólną przyszłość... No a poza tym kochanie to chciałem cię uprzedzić, że skoro ja zająłem się zmianami w naszej sypialni, a także małymi przemeblowaniami w kuchni oraz łazience to ty zajmiesz się salonem i nawet nie próbuj protestować, bo to jest nasze mieszkanie i chce byś nie tylko dobrze tu się czuła, ale byś miała swój własny wkład w wystrój tego mieszkania, więc ze względu na to dogadałem się już z naszym włoskim przyjacielem oraz z moją siostrą i jeśli jeszcze dziś napiszesz jej co chcesz by ona spakowała w twojego niemieckiego domu oczywiście oprócz pokaźnej kolekcji płyt to w ciągu dwóch dni zostanie to tutaj przywiezione... - z trudem powstrzymując uśmiech na twarzy patrzyłam się na również uśmiechniętego bruneta, ale słysząc jego ostatnie zdanie pokręciłam szokowana głową
- Ty naprawdę jesteś szalony i niemożliwy - Jay słysząc moje słowa od razu cicho się zaśmiał i kiwając głową pocałował mnie
- I właśnie za to mnie kochasz, a teraz koniec gadania tylko jedzmy - uśmiechając się do mężczyzny pocałowałam go, po czym zaczęliśmy jeść
***
- Cześć kochanie. Jak minęła ci noc? Wszystko jest dobrze? Potrzebujesz pomocy z papierami? - gdy drzwi się otworzyły i w progu stanął tata spojrzałam się na niego uśmiechając się, ale zaraz potem posmutniałam
- Cześć tato. No jakby ci tu powiedzieć... Noc minęła mi fatalnie, a Jay to głuchy gbur, który nie słyszy jak wołam go o pomoc... Tato żartuję przecież... Uwierz mi, że wszystko jest dobrze, a Jay jest taki kochany, że zaraz dostanę cukrzycy. Nie wiedziałam, że mogę być tak bardzo szczęśliwa, choć gdzieś w głębi serca nadal mam pewne wątpliwości, ale jest dobrze... A co do papierów to daje radę, choć trochę tego się zebrało... - nie mogąc się powstrzymać pokusiłam się o niewinny żart, ale widząc minę taty zaczęłam się śmiać, na co on uśmiechając się pogroził mi palcem jednocześnie podszedł do mnie całując mnie w głowę
- Nawet nie wiesz kochanie jak się cieszą, że jesteś szczęśliwa... Nie mógłbym wybrać ci lepszego chłopaka niż Jay... Pamiętaj jednak, że pomimo tego, że razem pracujemy to jednak przede wszystkim jesteś moją córką i gdyby coś się działo to masz mi od razu powiedzieć o tym, dobrze? - nie mogąc przestać się uśmiechać cicho się zaśmiałam i nic nie mówiąc przytuliłam się do ojca
- Wiem o tym tato i będę o tym pamiętać, ale naprawdę nie masz o co się martwić, bo wszystko idzie ku dobremu... A teraz może lepiej już chodźmy, bo zaraz zaczynamy - tata uśmiechając się pokiwał głowa, po czym oboje pokierowaliśmy się w stronę głównej sali konferencyjnej. Czując ulgę, że bez przeszkód udało mi się wjechać do pomieszczenia od razu zmarszczyłam brwi widząc jak Jay z Richiem ustawiają ma stole laptopy i tablety, a Izzy z Mel rozmawiali z Gregiem
- Hej. Po co tyle urządzeń? - mówią patrzyłam się na mężczyzn, gdzie obaj spoglądając na mnie uśmiechnęli się
- Nasza narada będzie w większym gronie, tylko te osoby dołączą do nas za pośrednictwem wideoczatów - odpowiedział Jay, a blondas podszedł do mnie i przytulając się pocałował mnie w policzek, a zaraz po podeszli do mnie pozostali robiąc to samo
- Twój uśmiech kochana mówi sam za siebie, więc nie będę pytała się jak minęła ci noc - powiedziała Mel uśmiechając się do mnie, a ja cicho się zaśmiałam kiwając głową
- Powiedzmy, że nigdy nie było lepiej - powiedziałam od razu zerkając kątem oka na Jaya, którzy patrząc się na mnie uśmiechnął się
- O cześć kochana i cześć wszystkim /Cześć wszystkim - gdy do pomieszczenia weszła Bella z Chrisem przyjaciółka od razu rzuciła się na mnie mocno przytulając do siebie
- Teraz dam ci spokój, ale bądź przygotowana na to, że po naradzie będziesz musiała opowiedzieć jak ci minęła noc - słysząc słowa przyjaciółki cicho się zaśmiałam kręcąc głową
- Przykro mi kochana, ale od razu po naradzie zabieram swoją dziewczynę do domu - słysząc słowa Jaya przewróciłam oczami
- Brunaciku tylko teraz nie zmieniaj się w neandertalczyka, dobrze? Znając życie będziesz miał tysiąc spraw na koniec do chłopaków, więc wytrzymasz nasze ploteczki i tak w ogóle to witam wszystkim - nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć do pomieszczenia weszła Julie i Cayce, gdzie oboje podeszli do mnie całując w policzek na przywitanie
- Dokładnie kochana. Zwłaszcza, że ty też będziesz musiała nam opowiedzieć jak ci minęła pierwsza noc w Nowym Jorku - powiedziała Bella patrząc się znacząco na blondynkę, która cicho się zaśmiała
- Jak widzę wszystkim humory dopisują od rana, a to dobrze bo może przez to szybciej nam czas minie - nie minęło dużo czasu jak do pomieszczenia wszedł tata z wujkiem, który od razu podszedł do mnie przytulając się i całując w policzek
- Dobra siadamy i zaczynamy... Miejmy nadzieję, że nic nie zakłóci połączeń - słysząc słowa Jaya od razu wszyscy usadowiliśmy się na swoich miejscach, gdzie Jay z Richiem kliknęli coś na urządzeniach informując o nawiązywaniu połączeń
- Halo, halo... Słyszycie i widzicie nas?... - widząc w monitorach Iana, Elenę, Daniela, Kamrana z Caroline i Sonym szerzej się uśmiechnęłam
- Cześć wam/Witajcie/O cześć/Wszystko jest dobrze/ Słychać i widać was - słysząc jednoczesne głosy przyjaciół zerknęłam na uśmiechniętego Jaya zastanawiając się o co tu chodzi
- Cześć wam. Cieszę się, że wszystko działa... To w takim razie zaczynamy, bo mamy wiele spraw do omówienia... Wiem, że was dziwi zdalna obecność Iana, Eleny, Daniela, Kamrana, Caroline i Sonnego, ale zaraz ma spokojnie dowiecie się w czym jest rzecz... Może zacznę od chyba najtrudniejszej sprawy, a mianowicie... Ponownie pojawił się Peter Hineld i Caro miała tą jakże cholerna przyjemność poznać go... - zaczął mówić Jay, a ja patrzyłam się na niego pytająco
- Że co?/O kurde/Czego on chciał?/Znów ten gnojek? - znów słysząc jednoczesne podniesione głosy przyjaciół i ojca marszcząc brwi spojrzałam się na Belle, która pytająco patrzyła się a to na Chrisa a to na swojego ojca
- Ten gnojek na nieszczęście Caro był jednym z producentów płyt Franza i po jego śmierci wyczuł pieniądz dla siebie i wytwórni, przez co zaproponował Caroline odkupienie praw do piosenek Franza... Dzięki Bogu, że w momencie czytania umowy zadzwonił telefon tego dupka i Caro nie wiedząc co powinna zrobić zrobiła zdjęcia tej umowy i poprosiła o czas do zastanowienia się, a zaraz potem pojechała do Iana, a ten zadzwonił do mnie, gdyż umowa była gorsza niż niekorzystna. On chciał w imieniu wytwórni kupić jednorazowo prawa do piosenek Franza za śmieszną cenę... Tak, dobrze słyszeliście i uwierzcie mi, że nasza wściekłość osiągnęła najwyższe szczyty, przez który Ian musiał kupić szklany stolik kawowy, który dostał od teściowej... Szukając dobrego rozwiązania wpadłem na pewien pomysł i tak od kilku dni na mocy umowy z Caroline nasza wytwórnia jest właścicielem praw do piosenek Franza... O tak, brawa... Caro pamiętaj, że masz przesłać mi numer konta, na które będą przesyłane pieniądze z tamtiemów... - powiedział Jay, a jego słowa wywoływały różne emocje od szoku po radość na samym końcu
- Pamiętam Jay i jak tylko założę dzieciom konto to dam ci znać... A tak korzystając z okazji to tak myślałam kto mógłby śpiewać piosenki Franza i wydaje mi się, że jest tylko jedna osoba, która mogłaby to robić i... Izzy mam nadzieję, że zrobisz mi i Franzowi tą przyjemność i będziesz śpiewał od czasu do czasu jego piosenki... Od razu uprzedzam, że nie przyjmuję odmowy, więc po prostu musisz zgodzić się - lekko uśmiechając się na słowa Caro zerknęłam na Izzyego, który z niedowierzaniem potrącił głową
- Jezu... Caro... Naprawdę nie wiem czy powinienem zgadzać się... O matko... Będę zaszczycony kochana śpiewając piosenki Franza - powiedział szokowany Punc, na co nie mogłam powstrzymać u unoszących się szeroko kącików ust
- Nawet nie wiesz jak się cieszę i jestem pewna, że on też byłby szczęśliwy - nie powiem słysząc słowa przyjaciółki znów poczułam ukucie w klatce piersiowej. Cholera dlaczego to jest takie niesprawiedliwe
- Dobra słuchajcie teraz zmienimy temat by nie popaść w melancholię... otóż... Mówię teraz w imieniu swoim i nieobecnych tutaj moich zespołowych przyjaciół Rogera i Matteo. Cała nasza trójka nie wyobraża sobie dalszej współpracy z wytwórnią po tym co chcieli zrobić i co niektórzy jej pracownicy zrobili wam, a że nie chcemy jeszcze kończyć działalności zespołu to... Prosiłbym o pozytywne rozpatrzenie naszego wniosku, który ma Jay o objęcie przez waszą wytwórnię pieczy nad naszym zespołem - powiedział Ian, a ja odruchowo spojrzałam się na Tariqa, który ledwo ukrywając uśmiech na twarzy pokiwał głową jednocześnie wyją z teczki jakieś kartki przesuwając je w stronę mego taty i wujka
- Mój wniosek o przejście do waszej wytwórni też rozpatrzcie/ ja też chce przejść do waszej wytwórni - słysząc jednoczenie głosy Eleny i Daniela szokowana spojrzałam się na Jaya, który szeroko się uśmiechnął cicho się śmiejąc
- Nie mogłeś nam powiedzieć wcześniej o tej niespodziance? - spytałam się patrząc się na bruneta, który pocałował mnie w policzek
- Gdybym powiedział wcześniej to nie byłoby niespodzianki kochana...
Słuchajcie ja wiem, że wszyscy jesteście w szoku i może powiecie, że to szalone, ale nasza wytwórnia jest gotowa na przyjęcie takich gwiazd... Zaraz wam powiem jak widzę tą nową organizację wytwórni tylko zanim to się stanie to chciałbym abyście się mi zaufali i zgodzili się na przyjęcie ich do naszej wytwórni... - powiedział Tariq patrząc się na nas po kolei, a ja nie odrywając od niego wzroku pokiwałam głową zgadzając się z nim
- Czy jest ktoś kto ma jakieś wątpliwości lub jest przeciwny? - gdy padło pytanie od mego taty w sali zapadła cisza, która może i dzwoniła w radośnie w uszach, ale sprawiła, że kąciki moich ust szerzej uniosły się
- Witamy w naszej wytwórni kochani. Mamy nadzieję. że to będzie owocna współpraca... - nim wujek dokończył mówić w sali wybuchły brawa i krótkie okrzyki radości
- Widzicie wiedziałem, że tak będzie, a baliście się tego... Dobra słuchajcie zanim zacznę mówić o tym jak widzę przyszłą prace wytwórni to zacznę jednak od tego, że zanim dowiedziałem się o sprawie z piosenkami Franza to dostałem ciekawy telefon i widzicie jest pewna osoba, która jest bardzo zainteresowana zainwestowaniem w naszą wytwórnią i to nie małych pieniędzy, a zamian za to chce jedynie pozostać anonimowa. Znając dobrze tą osobę i ufając jej w pełni zgodziłem się w ciemno na to, przez co dlatego właśnie dziś się spotykamy, bo skoro mamy nieograniczone fundusze na wytwórnię, w której jest coraz więcej artystów to pomyślałem o tym by jak najszybciej znaleźć nowe miejsca na filię naszej wytwórni w Stanach i wyposażyć ją i Niemiecką filię naszej wytwórni w naprawdę najlepsze oraz najnowocześniejsze sprzęty... - szokowana patrzyłam się na Jaya nie wierząc w to co usłyszałam i jak kątem oka zauważyłam nie tylko ja byłam w dużym szoku
- Wow... A to ci niespodzianka Jay... Pewnie nie skłamię jak powiem, że teraz to naprawdę nas zaskoczyłeś puszczając bombę... Powiedz mi czy naprawdę znasz tego człowieka i czy rzeczywiście można mu zaufać? - jako pierwszy odezwał się mój tata, a ja patrzyłam się na ukochanego, który uśmiechając się pokiwał głową
- Znam go i uwierzycie mi, że można mu ufać... Wiem, że to szok, ale to dzieje się naprawdę. Ten nasz cichy anioł sprawia, że nasza wytwórnia zacznie nowy rozdział... No właśnie i tu dochodzimy do kolejnej ważnej kwestii otóż... Skoro wytwórnia się nam rozszerza to powinniśmy mieć więcej menadżerów i... mam nadzieję, że poprzecie mój pomysł by zwolnić z stanowiska asystentek menadżerów Anastasie Dollar oraz Isabell Michaels i... - choć na początku miałam uśmiech na twarzy to ostatnie słowa bruneta sprawiły, że kąciki ust opadły jednocześnie szokowana spojrzałam się na Belle chcąc zobaczyć czy ona też to słyszała i widząc jej również szokowaną minę spojrzałam się na Jaya
- Że co?/Żartujesz sobie?/Co ty odpierdalasz Khan? - ignorując podniesione głosy przyjaciół oraz szybsze bicie swego serca nie odwróciłam wzroku od kręcącego głową Jaya zastanawiając się co tu się właśnie dzieje i co on kombinuję.
- A może tak zanim mnie zabijecie to dacie mi dokończyć zdanie, co?... Słuchajcie dziewczyny są zatrudnione jako asystentki menadżerów ale pokazały dobitnie, że są w swoim fachu najlepsze, że potrafią działać w każdej sytuacji i jestem za tym, żeby oficjalnie zostały zatrudnione w wytwórni jako pełnoprawne menadżerki... Mark, Mike nie chce wam wypominać wieku ani stanu zdrowia czy wyliczać ile dla nas zrobiliście, ale fakt jest taki, że czas byście naprawdę bardziej pomyśleli o sobie, o swoich rodzinach a mniej zajmowali się pracą, tzn. będziecie jedynie zajmować się samą wytwórnią... Pomyślałem, że na razie zrobimy to tak, że Bella dziś jest ostatni dziś w pracy... No nie patrz się tak na mnie kochana, ale jutro nasz badania w szpitalu po których zaczniesz brać chemię a wtedy ostatnie czego będziesz chciała to właśnie praca, więc skupiasz się na zdrowiu, a Chris i Mike z pomniejszoną ilością godzin w pracy będą przy to tobie i nawet nie próbuj protestować, bo sama wiesz jak wygląda sytuacja po chemii, ale jak już porządnie wynudzisz się na urlopie zdrowotno-macierzyńskim to będziesz prowadziła Daniela i Thomasa Reina, a do tego czasu chłopaki zajmę się ja do spółki z Anastasią, która o ile wyrazi zgodę będzie menadżerką Eleny i Musikleistung. A ja będę razem z jak mam nadzieję z pomocą dziewczyn menadżerem US5, Anastasii i będę pilnował spraw związanych z Franzem oraz Julie dopóki Cayce nie skończy studiów menedżerskich... Wiem, że to może zagmatwane, ale dziewczyny wasza praca przede wszystkim będzie opierała się przede wszystkim na kwestiach związanych z PR promocyjnym, bo na miejscu wszystko będzie pilnował i pomagał wam z stamtąd Kamran z Sonnym i wszystko jest kwestią dogadania się... Cayce i Izzy jak ukończą studia menadżerskie dostaną swoich podopiecznych, których jak mam nadzieję zdobycie dzięki udziałowi Daniela w programie... Tak, dobrze słyszeliście udało mi się namówić produkcie by moje miejsce w programie zajął Daniel, a za co nasza wytwórnia zapewni osobie, która wygra możliwość nagrania płyty... Chris też będzie miał swoich podopiecznych, ale jak nie tylko skończy studia menadżerskie, ale jaki Bella wróci do pracy... - Starając się normalnie oddychać patrzyłam się na mówiącego Jaya nie wierząc w to co powiedział. Cholera skubany wszystko dokładnie przemyślał i ułożył by to sprawnie i dobrze grało.
- No to teraz Jay nas zabiłeś... Ma może ktoś coś do dodania lub jakieś pytania czy wnioski bądź zażalenia? Czy zgadzamy się na to? - odezwał się po krótkiej chwili mój tata, a ja biorąc butelkę wody szybko ją otworzyłam i biorąc łyk pokręciłam głową czując jakbym zaraz miała eksplodować od tych wszystkich informacji
- Ja... słuchajcie... o tym wiedział jedynie Franz... też zaczęłam studia menadżerskie i choć wiem, że teraz będzie ciężej mi je zdać, ale zrobię wszystko by tak się stało i jeśli bylibyście zainteresowani to mogłabym pracować w waszej wytwórni - powiedziała Caroline, a ja słysząc jej słowa uśmiechnęłam się
- Naprawdę? Jasne, że tak Caro i jeśli Jay by się zgodził to zatrudniłbym cię od razu, ale jest jeden ważny warunek, a mianowicie zgoda lekarza, bo jeśli praca miałaby tobie czy dziecku zaszkodzić to lepiej byś odpoczywała w domu, a praca na ciebie poczeka... - rzucił natychmiast Kamran patrząc się na kobietę, która blado uśmiechnęła się do niego
- Zgadzam się z Kamranem kochana, więc jeśli lekarz nie będzie miał przeciwskazań to możesz rozpocząć od razu prace u nas - powiedział Tariq, na co szerzej uśmiechnęłam się
- Możemy zrobić małą przerwę, by ochłonąć od tych wszystkich informacji? - spytała się po krótkiej chwili Bella, na co odruchowo pokiwałam głową zgadzając się z nią
- Przepraszam, ale muszę odebrać, więc może faktycznie zróbmy chwilę przerwy - nim ktoś się odezwał po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk komórki, która jak się okazało była Richiego, który gdy tylko zobaczył kto dzwoni od razu zaczynając mówić wstał wychodząc z pomieszczenia
- Dobrze zróbmy kilka minut przerwy - zarządził wujek, a ja spojrzałam się na Jaya wystawiając w jego kierunku wskazujący palec
- Ty... Naprawdę nie mogłeś mi powiedzieć wcześniej o tym wszystkim?... Naprawdę jesteś niemożliwy... - brunet słysząc moje słowa cicho się zaśmiał muskając moje usta
- Chciałem by to była niespodzianka kochanie, więc nie bocz się tylko daj mi całusa - nie potrafiąc ukryć uśmiechu na twarzy pokręciłam głową, po czym pocałowałam bruneta, który zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością, co sprawiło, że po pomieszczeniu rozniosły się okrzyki radości i gwizdy, co sprawiło, że obydwoje cicho się zaśmialiśmy się
- No na reszcie… Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak bardzo się cieszymy widząc taki cudny widok… - słysząc słowa Iana spojrzałam się na niego pokazując mu język, na co ten się zaśmiał
- Ian zajmij się lepiej Eleną, dobrze? - Ian znów się zaśmiał, a ja biorąc kolejny łyk wody pokręciłam głową
- Słuchajcie mam bardzo dobre wiadomości… Otóż jeśli wasza dwójka ma jakieś plany na jutro to musicie je zmienić, bo doktor Bennet, który jak już wam mówiłem jest obok doktora Kleina najlepszym neurochirurgiem i chce cię jutro przebadać… - szeroko uśmiechnięty niebieskooki wchodząc do pomieszczenia od razu podszedł do nas i zaczynając mówić ukucnął przy mnie, a ja słysząc jego słowa pokręciłam głową
- Richie dziękuję ci i jestem wdzięczna, że tak mi pomagasz, ale… to jest niepotrzebne, bo przecież nie usłyszę innej diagnozy ani rehabilitacja mi nie pomoże, więc to nie ma najmniejszego sensu - Cameron słysząc moje słowa natychmiast spiorunował mnie wzrokiem kręcąc głową
- Błagam cię powiedz, że tylko sobie żartujesz? Ana ja zdaje sobie sprawę z tego, że powoli godzisz się z nową sytuacją i starasz się nie robić sobie nadziei, że jeszcze kiedyś staniesz na własnych nogach, ale prawda jest taka, że musisz poddać się stałej rehabilitacji, ponieważ będziesz przy profesjonalnej pomocy ćwiczyła wzmacniając mięśnia rąk, obręczy barkowej, brzucha czy być może będą to ćwiczenia poprawiające koordynacje nerwowo-mięśniowej… Rozmawiałam już z Thomasen, czyli moim kolegą rehabilitantem i powiedział, że z przyjemnością znajdzie dla ciebie czas dwa czy trzy razy w tygodniu, ale musisz iść najpierw do lekarza by zrobił ci aktualne badania i precyzyjnie określił jakich ćwiczeń czy zabiegów potrzebujesz, rozumiesz? - powiedziała Mel znacząco się na mnie patrząc, na co ciężko westchnęłam kręcąc głową
- Ann ja także się nie zgadzam byś nie chodziła na rehabilitację ani na kontrole do lekarza i nawet nie próbuj ze mną polemizować, bo nie wygrasz ze mną kochanie - powiedział Jay, na co mimowolnie lekko uśmiechnęłam się
- A my pomożemy jak nie pójdziesz po dobroci kochana - słysząc słowa Iana mimowolnie cicho się zaśmiałam. Jeśli tak to ma wyglądać dalej to ja wezmę i zwariuję od ich pomocy i nadopiekuńczości, ale mimo wszystko kocham ich nie wyobrażając sobie życia bez nich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz