Narracja Anastasii
- Czy wszyscy wszystko mają? - spytał się tata patrząc się na nas po kolei, a ja podobnie jak pozostali pokiwałam głową ciesząc się, że pomimo porannej godzinny szczytu na lotnisku nie ma tłumów.
- Skoro tak to może chodźmy na kawę, bo mamy jeszcze chwilę do lotu - kiwając głową na słowa wujka tak jak reszta pokierowałam się w stronę lotniskowej kawiarni
- Jak tam? Gotowa na powrót do Stanów? - słysząc pytania Belli spojrzałam się nią lekko uśmiechając się do niej
- Nie jest źle i szczerze mówiąc nawet się cieszę, że już wracamy do Stanów. A ty jak się czujesz? Wszystko dobrze?- Bella słysząc moje słowa natychmiast spiorunowała mnie wzrokiem
- Błagam cię choć ty przestań. Ja wiem, że wy wszyscy się martwicie o mnie i jestem wam za to wdzięczna, ale błagam cię choć ty przestań pytać się mnie jak się czuję. Naprawdę mi wystarczy, że podczas lotu Chris i rodzice co pół godziny będą zadawać te pytanie, więc oczekuję, że choć ty będziesz skutecznie uspakajała mnie rozmowami na różne tematy nie dotyczące zdrowia, dobrze? Naprawdę możesz być spokojna, bo jak będzie coś się działo to od razu wam powiem - lekko uśmiechając się do przyjaciółki pokiwałam głową. Szczerze mówiąc doskonale ją rozumiem, bo przeczuwam, że po wczorajszej pogadance Richiego dotyczącej o tym, że ze względu na moją niepełnosprawnością muszę szczególnie uważać podczas tak długiego lotu, też będę to nieszczęsne pytanie o to jak się czuję często słyszała. Aczkolwiek nie zmienię tego, że po prostu martwię się o Bellę i maleństwo jakie ma pod swoim sercem.
- Jasne, rozumiem. To w takim razie będziemy rozmawiać o strategii promocji nowych singli i nowego albumu chłopaków - szczerze mówiąc nie wiem czy to dobry pomysł by rozmawiać o pracy, ale to przynajmniej porządnie zajmie myśli brunetki. Ona słysząc moje słowa szeroko uśmiechnęła się co utwierdziło mnie w przekonaniu, że to będzie najlepszy temat rozmowy
- Kochanie dla ciebie czekolada czy herbata? A ty Ann co chcesz do picia? - gdy tylko przy małej pomocy Belli dobrze ulokowałam się z wózkiem przy stoliku podszedł do nas Chris całując w policzek swoją żonę
- Herbatę kochanie/Poproszę latte - powiedziałam jednocześnie z przyjaciółką, na co blondyn pokiwał głową podchodząc z resztą do lady
- Mel czy wszystko jest dobrze? - spoglądając na siadającą obok nas mulatkę od razu wydala mi się blada i jakby nieobecna. Dziewczyna patrząc się na mnie lekko uśmiechnęła się kiwając głową
- Tak, wszystko jest dobrze. Po prostu nie lubię latać samolotami - nie wiem dlaczego, ale od razu wyczułam, że kłamie, ale jednak pewności nie miałam, więc skinęłam głową
- Jasne - rzuciłam jedynie nie wiedząc czy powinnam drążyć temat tego, że widzę, że ewidentnie coś ją trapi. Nim któraś z nas odezwała się do stolika podszedł Chris z Izzym stawiając filiżanki z napojami
- Dziewczyny jak rozumiem po powrocie mamy z dwa dni wolnego, tak? - spytał się Chris na co pokiwałam głową
- Tak. Mamy jedynie dwa dni wolnego , bo musimy jak najszybciej ustalić pewne szczegóły dotyczących nowości od was w tym roku - powiedziałam patrząc się na blondyna, który pokiwał głową
- Szkoda, że jednak to wszystko będzie nieco dziwne skoro my będziemy w Stanach a Jay tu w Berlinie - rzucił Izzy, na co wszyscy pokiwaliśmy głowami
- Może i będzie nieco dziwnie i trochę trudno, ale Jay będzie realizował swoje marzenia i przy okazji jak nie mam jego udział w programie wam pomoże przy promocji waszych muzycznych nowości - rzuciłam natychmiast, choć nie powiem duża cząstka mnie też żałuję, że Jay z nami nie leci
- Ta. Miejmy nadzieję, że właśnie tak będzie i Jay nie będzie tego żałował - rzuciła pod nosem Bella, a ja słysząc jej słowa pokręciłam głową, ale nic nie mówiąc piłam swoją kawę
- Mam pewną sprawę. Możemy pogadać.na osobności? - nie wiem po jakim czasie usłyszałam za sobą znajomy głos, więc odwróciłam się i spoglądając na Caycego niepewnie pokiwałam głową, po czym powoli odjechałam nieco w bok by nikt nam nie przeszkadzał ani nie podsłuchiwał
- Słuchaj Ann… Słyszałem, że masz zamieszkać znów z Richiem i Gregiem, ale… tak sobie pomyślałem, że z złamanym sercem może być ci ciężko pod jednym dachem z słodką parą papuszek Stringów… No co? Ann możesz przed samą sobą udawać, ale prawda jest taka, że my wiemy o tym, że kochasz Jaya i teraz cierpisz, więc domyślam się, że widok zakochanych przyjaciół może być dla ciebie nieco bolący i… Chodzi mi generalnie o to, że może skoro oboje mamy złamane serca to może chciałabyś zamieszkać z singlem który oferuje czystą przyjaźń i pomoc bez żadnych podtekstów ani haczyków... - powiedział Cayce, a ja patrzyłam się na niego szokowana nie wiedząc co mam powiedzieć
- No nie powiem zaskoczyłeś mnie… Dzięki za propozycje… Zastanowię się i dam ci znać jak już wylądujemy w Stanach, dobrze? - powiedziałam po krótkiej chwili patrząc się na bruneta, który pokiwał głową
- Jasne… Wiesz gdzie mnie znaleźć i jakby co pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć… - widząc blady uśmiech i smutne spojrzenie przyjaciela starając się również uśmiechnąć poczułam uścisk w klatce piersiowej. Cholera, że też między nim a Jul musiało się tak ułożyć…
- Cay dzięki. Ty też możesz na mnie liczyć i tak w ogóle to… Julie… - szczerze mówiąc sama nie wiedziałam co chce mu powiedzieć, bo jednak nie mogę powiedzieć mu prawdy
- Nie Ann. Ja nie chce rozmawiać o niej… To jest dla mnie zakazany i zamknięty temat… - rzucił natychmiast Cay, a ja niepewnie pokiwałam głową
- Słuchajcie musimy powoli się zbierać na samolot… - słysząc głos swego taty odruchowo pokiwałam głową, po czym oboje z Caycem wróciliśmy na swoje poprzednie miejsca i szybko dopiłam kawę by zaraz potem razem z innymi iść w stronę odpowiedniego terminala, do którego już była kolejka
- Kochanie… Posłuchaj… Kiedyś wybrałem pracę zamiast miłości. Zraniłem ciebie, twoją mamę i bardzo tego żałuje zwłaszcza, że za późno do mnie dotarło jaki błąd popełniłem… Ja wiem co czujesz do Jaya i kochanie… po prostu nie popełniaj moich błędów i posłuchaj swego serca… My damy sobie radę w Stanach, a czy ty dasz sobie tam radę bez serca, które zostawiasz tutaj? - tata kucając obok mnie chwycił mnie za rękę i gdy spojrzałam się na niego on zaczął mówić. Nie powiem z każdym słowem poczułam lekki uścisk w klatce piersiowej i nie wiem czy to na samo wspomnienie dawnych spraw czy zmiankę o Jayu
- Tato… Nie musisz się o mnie martwić, bo dam sobie radę… Uwierz mi, że nie będę żałowała tej decyzji i na pewno to nie jest błąd… A teraz proszę cię przytul mnie i powiedz, że mimo wszystko jakoś będzie dobrze, że wszystko się ułoży - powiedziałam patrząc się na tatę, który uśmiechając się mocno mnie przytulił całując w głowę
- Oczywiście kochanie, że wszystko będzie dobrze… Ze wszystkim razem damy radę… - z trudem powstrzymując napływające do oczu łzy uśmiechnęłam się do ojca, po czym podeszliśmy do lady, gdzie od razu podałam stającej za nią kobiecie wyjęty z torebki bilet
- Proszę chwilę poczekać... Thomas już są... Proszę chwilę poczekać. Kolega się Państwem zajmie... - gdy kobieta zaraz po zobaczeniu mojego biletu lotniczego sięgnęła po słuchawkę dzwoniąc gdzieś i nie wiem dlaczego ale od razu wyczułam, że coś jest nie tak, a w momencie kiedy kazała poczekać na innego pracownika lotniska spojrzałam się na tatę, który patrząc się na mnie wzruszył ramionami robiąc minę, która mówiła nie wiem o co tu chodzi. Nie chcąc robić sztucznego tłumu nieco odjechałam w bok, a pozostali na szczęście rozumiejąc ten gest też się przesunęli w bok
- Witam. Mam na imię Thomas i zapraszam Państwa za mną do samolotu tylko prosiłbym o ubranie się bo będziemy musieli wyjść z hali - nie minęło dużo czasu jak pojawił się uśmiechnięty brunet, który mówiąc gestem ręki wskazał drzwi ewakuacyjne. Niepewnie kiwając głową tak jak pozostali szybko zacząłam się ubierać, po czym wyszliśmy na płytę lotniska, gdzie gdy tylko zaczęliśmy podchodzić pod pewny samolot zobaczyłam stojącego Matteo z Domenico
- Cześć chłopaki. Co wy tu robicie? - chłopaki widząc nas szeroko uśmiechnęli się
- A widzicie kochani postanowiliśmy osobiście was pożegnać i zabawić się w specjalnych kurierów - powiedział Matteo spoglądając na Domenico, który ciężko westchnął kręcąc głową, przy czym słysząc ostatnie słowa niższego Włocha spojrzałam się na nich pytająco nie wiedząc co oznaczają słowa o zabawie w specjalnych kurierów
- Aha czyli ja mam powiedzieć, tak? No dziękuję ci kochanie. Zapamiętam to sobie… - zaczął mówić Dom na co pokręciłam głową
- Chłopaki konkrety błagam, bo nie dość, że jest chłodno to i samolot nam zaraz ucieknie - rzuciłam natychmiast patrząc się na przyjaciół, którzy pokiwali głowami
- No dobra… Chodzi o to, że… Wujek Francesso bardzo przejął się tym atakiem i twoim stanem… Prosił by przekazać, że jest mu przykro, że to nas, ciebie spotkało i, że możemy na niego liczyć w każdej chwili… Dodatkowo prosił o przekazanie tobie Ann jak to sam określił małego i skromnego prezentu za twój bohaterski czyn - Domenico nic nie dodając gestem ręki wskazał za siebie. Tyle, że za nim był jedynie samolot. Marszcząc brwi patrzyłam się pytająco na Włochów, gdzie jeden patrzył się na mnie przepraszająco, a drugi pokiwał głową jakby chciał tym potwierdzić moje przypuszczenia
- Nie no żartujecie sobie, prawda?... Boże wy chyba nie chcecie mi powiedzieć, że Don kupił mi prawdziwy samolot i, że dla niego to mały prezent?... Cholera chłopaki to jakieś wariactwo do cholery… Nie ma mowy… Ja tego nie przyjmę… - sama nie wiem czy bardziej jestem szokowana nieoczekiwanym prezentem czy bardziej wściekła na wujka przyjaciela, że dał mi jakże mały i skromny prezent w postaci prawdziwego samolotu
- Szczerze? Jak sama wiesz kochana dla Dona to naprawdę mały i skromny prezent… - rzucił Matteo patrząc się na mnie, a ja pokręciłam głową z niedowierzaniem
- A poza tym doskonale wiesz, że wuj nie przyjmie odmowy… I nie chce cię szantażować, ale Don przewidział, że możesz na początku odmówić przyjęcia prezentu i kazał przekazać, że wszelkie koszty związane z samolotem bierze na siebie, a jeśli odmówisz to on w takim wypadku zerwie winową umowę z Jayem przez co jego restauracja w Berlinie i klub w USA bardzo dużo stracą… No i dodał, że załatwi także to, że twoja noga już nigdy więcej nie powstanie na Sycylii - nie wierząc w to co się dzieje pokręciłam głową spoglądając na ojca, który także był w wyraźnym szoku
- Chłopaki, ale ja naprawdę nie mogę… Przecież to jest kosztowne… To jest szalone… - Domenico słysząc moje słowa ciężko westchnął, po czym podchodząc do mnie ukucnął łapiąc mnie za rękę
- Kochana ja wiem, że to wariactwo i… sam nieraz jestem wściekły na wuja, że za bardzo wtrąca się w moje życie, ale… akurat jestem przekonany, że ten prezent jest idealny, bo… nie dość, że będziesz mogła lecieć kiedy i gdzie chcesz razem z innymi to samolot jest dostosowany do twoich potrzeb i podczas każdego lotu będzie przy tobie lekarz, który będzie dbał o ciebie podczas lotu… Nie bądź zła kochana tylko po prostu to zaakceptuj, bo z nim i tak nikt nie wygra, a jak widzisz lepiej mieć wujka po swojej stronie niż mieć jako wroga… - ostatnie słowa przyjaciela sprawiły, że mimowolnie cicho się zaśmiałam kręcąc głową jednocześnie nie mogłam powstrzymać wdzierających się do oczu łez
- Domyślam się, że jak teraz do niego zadzwonię to raczej nie odbierze, więc powiedz temu cwanemu lisowi, że takie małe a zarazem skromne prezenty to powinno się dawać osobiście, że pomimo tego, że straciłam władzę w nogach to jak się zobaczymy to poczęstuje go prawym sierpowym i, że bardzo mu za to dziękuję - tym razem to Domenico się zaśmiał kiwając głową
- Dobra to jak już mamy tą najtrudniejszą część za sobą to zapraszamy na pokład - powiedział Matteo, a ja podobnie jak reszta cicho się zaśmiałam, gdzie Nico nie tracąc czasu wziął mnie ręce, po czym wniósł mnie do samolotu. Nie powiem widząc wnętrze pojazdu powietrznego od razu zaniemówiłam kręcąc głową. Tak, mogłam się domyśleć, że tu będzie niczym w prezydenckich samolotach
- No stary… Nie ma co twój wuj to jednak chyba naprawdę jest ojcem chrzestnym… - słysząc słowa Izzyego znów podobnie jak reszta zaśmiałam się domyślając się o co tak naprawdę chodzi
- No wiesz nie chwaląc się przyznaje, że wujek faktycznie ma gest dla rodziny i przyjaciół… Tu jest główny pokład. Andrea zaraz powie wam co i jak, a ja tymczasem pójdę pokazać tej młodej damie jej komnatę - rzucił od razu Domenico i korzystając, że Matteo otworzył jakieś drzwi wszedł ze mną do środka i od razu zamarłam widząc przytulnie urządzone pomieszczenie
- Mam nadzieję, że ci się podoba kochana... To jest Pablo zajmie się tobą i Bellą od strony medycznej... - Dom ostrożnie kładąc mnie na łóżku pocałował mnie w głowę, po czym ręką wskazał na wchodzącego do pomieszczenia mężczyznę, który uśmiechając się skinął głową
- Witam. Od razu pana uprzedzę, że mój przyjaciel pielęgniarz uprzedził mnie o tym co może się stać podczas tak długiego lotu, a także dostałam odpowiednie leki, ale obiecuje, że jak będzie się coś działo to dam znać i mam pytanie czy jest szansa, że dostanę coś na sen bo z przyjemnością przespałabym początek lotu - lekarz słysząc moje słowa cicho się zaśmiał kiwając głową
- Zaraz coś pani podam, a teraz pójdę do drugiej pacjentki - lekarz nie dodając nic więcej wyszedł w drzwiach mijając się z uśmiechniętym Mattim
- Tak jak myślałem chłopaki niczym Kevin i Elza oszaleli gdy zobaczyli xboxa, przez co nawet nie chce myśleć jaka wyniknie z tego wojna i kto będzie miał większą radochę... Dobra kochana powiedz lepiej jak ci się tu podoba? - powiedział przyjaciel, a ja patrząc się na niego pokiwałam głową
- Bardzo mi się podoba, choć nie potrzebne to wszystko... Naprawdę podziękujcie w moim imieniu Donowi, choć będę starała się do niego dodzwonić by samej to zrobić - powiedziałam patrząc się na przyjaciół, którzy pokiwali głowami
- Najważniejsze by tobie się podobało i miło leciało kochana... Pamiętaj, że zawsze możesz na nas liczyć... - powiedział Matteo, a ja uśmiechnęłam się do niego
- Skoro mi kazałeś mówić o prezencie to w takim razie ja powiem tobie kochana o ważnej dla nas sprawie... A mianowicie jak się znów spotkany to raczej będziemy w większym gronie, bo... zdecydowaliśmy się adoptować dziecko - słowa Domenico sprawiły, że kąciki moich ust szerzej uniosły się
- Naprawdę? Chłopaki to fantastyczna wiadomość. Bardzo wam gratuluję - mówiąc od razu przytuliłam się po kolei do każdego przyjaciela
- Wiesz atak sprawił, że jak nie mam każdy z nas przewartościował swoje życie i zrozumiał, że czasem nie powinno się czekać na coś czego się chce i razem doszliśmy do wniosku, że chcemy jak najszybciej dać jakiemuś dziecku prawdziwy dom, ciepło a przede wszystkim miłość - dopowiedział Matti, a ja nie przestając się uśmiechać pokiwałam głową
- Chłopaki jestem pewna, że będziecie najlepszymi ojcami na świecie, a dziecko będzie szczęściarzem mając was... Macie dawać mi na bieżąco znać jak idą sprawy z adopcja - zrzuciłam natychmiast, na co obaj Włosi uśmiechając się pokiwali głowami
- Przepraszam, ale zaraz będziemy lecieć, więc jeśli panowie nie lecą to muszą wyjść lub usiąść na wolne miejsca... Może być pani spokojna łóżko jest odpowiednio zabezpieczone jeśli miałyby jakieś turbulencje, ale jednak musimy panią na czas startu i później na czas lądowania zapiąć panią pasem... - mi stąd ni zowąd w pomieszczeniu pojawiła się blondynka, na co chłopaki pokiwali głowami
- Kochana trzymaj się i pamiętaj, że zawsze możesz ma nas liczyć, więc dzwoń do nas o każdej porze dnia i nocy jak tylko znajdzie ciebie ochota - Matteo nic więcej nie dodając mocno nic przytulił całując w policzek, a zaraz po nim przytulił mnie Domenico, który gdy tylko odsunął się ode mnie zapiął pas i przykrył kocem, po czym pocałował mnie w czoło
- Dozobaczenia kochana i dajcie znać jak tylko dolecicie - przyjaciele nic więcej nie dodając uśmiechnęli się, po czym wyszli, a ja odruchowo spojrzałam się na widok za oknem czując lekki uścisk w klatce piersiowej, bo jednak trochę żałuję, że już wylatuje do Stanów. Kręcąc głową by wyrzucić z głowy wszelkie myśli powoli przewróciłam się na lewy bok i przymknęłam oczy marząc by lot trwał jak najkrócej
***
Powoli otwierając oczy chciałam przewróci się na plecy, ale dostrzegając na na mojej tali męską rękę natychmiast spięłam się spoglądając w prawo i niemalże natychmiast zamarłam widząc leżącego obok mnie Jaya, który podpierając głowę ręką patrzył się na mnie uśmiechając się prominno-uwodzicielsko. Czując jak serc zaczyna coraz szybciej bić powoli odwróciłam się na drugi bok. Cholera z jednej strony cieszę się, że choć w snach mogę mieć go przy sobie, ale z drugiej strony te sny to jednak tortura bo przecież po nich przychodzi smutna rzeczywistość. Nie odrywając wzroku od bruneta odruchowo uniosłam rękę chcąc ją położyć na jego policzku, ale jednak zatrzymałam dłoń dosłownie milimetr od twarzy mężczyzny jakbym bała się to zrobić. On szerszej uśmiechając się uniósł rękę i nie tracąc czasu delikatnie przejechał wierzchem dłoni po moim policzku sprawiając tym, że poczułam jak przez moje ciało przechodzi ciepły dreszcz, który czuje zawsze gdy tylko on mnie dotyka. Kurde dlaczego te sny muszą być takie prawdziwe
- O obudziłaś się kochana i jak widzę już znasz niespodziankę dnia... - gdy po krótkiej chwili pojawił się Richie od razu odsunęłam się od Jaya zastanawiając się to tu się dzieje
- Richie?... Nie ma w moje sny stają się coraz bardziej szalone... - powiedziałam patrząc się na blondyna, który patrzył się na mnie szokowany
- Sen? Kochana to na pewno nie jest sen... A, rozumiem... Już idę kochanie... Greg mnie woła, więc przyjdę za chwilę... - szokowana słowami blondyna podniosłam się do pozycji siedzącej i od razu zaczęłam kręcić głową nie wierząc, że jestem w samolocie. Cholera to dzieje się naprawdę? Szokowana spojrzałam się na Jaya, który siadając ledwo powstrzymując śmiech pokręcił głową
- Boże, nie wierzę... Jay co ty tu robisz do cholery?... Powinieneś przecież być w Berlinie i zacząć zdjęcia do programu... - Jay słysząc moje uśmiechnął się
- A zaczynało się tak miło la mia principessa guerriera... Jestem tu gdzie powinienem być kochana i walczyć o coś więcej niż zwykle marzenia... - Tariq nie dodając nic więcej znów przejechał dłonią po moim policzku, a ja słysząc jego słowa pokręciłam głową czując jak moje serce zaczyna szybciej bić
- Jay posłuchaj... Ja już ci... - brunet piorunując mnie wzrokiem przyłożył palec do moich ust
- No właśnie chce usłyszeć prawdę Ann, a nie jakieś fałszywe farmazony... - powiedział natychmiast ciemnooki, a ja pokręciłam głową
- Ja już powiedziałam ci prawdę Jay... Naprawdę powinieneś wrócić do Berlina i jeśli nie jest za późno zawalczyć o posadę w programie... - powiedziałam patrząc się na Jaya, który kręcąc głową sięgnął po telefon i zaczął coś klikać
- Naprawdę chcecie prawdę? Proszę bardzo... Macie rację... Kocham Jaya i to tak bardzo. że aż mnie boli, ale pomimo tego, że gdybym mogła to na kolanach błagałabym jego o szansę to nie będę z nim... Dlaczego?... Po pierwsze za mocno go zraniłam przez co on nadal w głębi serca słusznie mnie nienawidzi... Po drugie nawet jeśli zadecydowałabym się walczyć o jego miłość to niestety jest już za późno bo Jay zaczął ponownie zaczął spotykać się ze swoją dawną dziewczyną... A po trzecie... jestem zwykłą kaleką i choćby nie wiem jak bardzo bym chciała z nim być to nie mogę pozwolić by on związał się z kulą u nogi... - gdy usłyszałam swój głos ciężko westchnęłam kręcąc głową. Cholera nie spodziewałam się, że któraś z dziewczyn to nagrała
- Która ci to przesłała?... Zresztą to nie ważne... Jay ja powiedziałam im tak by w końcu dały mi spokój... - powiedziałam sama nie wiedząc co mogę powiedzieć by jakoś z tego wyjść. Tariq słysząc moje słowa prychnął kręcąc głową
- Naprawdę? Nadal chcesz brnąć w te kłamstwa?... Możesz podziękować swoim psiapsiółką, bo żadna nie miała tyle odwagi by powiedzieć mi prawdę i tylko dzięki Yasmin, która przed przypadek was spotkała dostałem te nagrania, choć ono tylko utwierdziło mnie w podjętej decyzji, bo widzisz pomimo, że na początku uwierzyłem w twoje słowa to postanowiłem iść za głosem serca i uczuć, więc do cholery bądź ze mną wreszcie szczera... - powiedział wściekły Jay, a ja patrzyłam na niego i nie wiedziałam co mam mu powiedzieć i czy iść za głosem serca czy rozumu
- Jay posłuchaj... Może i naprawdę cię kocham, ale my naprawdę nie będziemy ze sobą i wyraźnie słyszałeś dlaczego, więc po prostu spróbujmy być przyjaciółmi - rzuciłam natychmiast, na co on pokręcił głową
- Mówisz o tych trzech bzdurnych argumentach?... Nie nawet nie próbuj zaprzeczać tylko mnie posłuchaj... Po pierwsze to co zrobiłaś faktycznie mnie zraniło i choć miałem pewne wątpliwości czy wszystko między nami było prawdziwe to jednak nie mogłem przestać kochać cię. Tak. Dobrze usłyszałaś. Kocham cię również mocno jak ty mnie, a nawet jeszcze bardziej... Po drugie nie spotykam się z Leną, więc nie ma w tym kontekście żadnych problemów... A po trzecie chyba już ci nie raz mówiłem, że nie jesteś dla mnie żadną kaleką i choć na pewno nie będzie łatwo na początku to jednak na pewno nie będziesz kulą u nogi... Mówię ci prawdę i nie myśl sobie, że robię to z litości czy z wdzięczności za to, że uratowałaś mi życie, bo to co się stało tylko boleśnie uświadomiło mi, że czas jest tą rzeczą, której nigdy nie będziemy mieli wystarczająco i nie mogąc go marnować chce spędzić każdą sekundę z osobą którą naprawdę kocham i przy której chce budzić się oraz zasypiać... - czując jak do moich oczu napływają łzy pokręciłam głową nie wierząc w to co usłyszałam
- Jay... Boże... Nawet nie wiesz jak bardzo pragnęłam usłyszeć, że mnie kochasz, że chcesz byśmy znów byli ze sobą, ale... Tariq to się nie uda... To jest po prostu nie możliwe... Sam powiedziałeś, że wiesz, że na początku nie będzie łatwo i bardzo się mylisz myśląc, że z czasem będzie tylko lepiej... Nic nie mów tylko teraz ty mnie wysłuchaj... Pomimo tego, że uczę się na nowo samodzielności to nadal w dużym stopniu będę zależna od pomocy innych. Zawsze będzie ktoś musiał mi pomóc przy naprawdę jakby mogłoby by się wydawać błahszych sprawach, rozumiesz? Będąc ze mną będziesz musiał tak naprawdę wszystko zmienić i to od ewentualnego remontu mieszkania po swoich marzeń o prawdziwym związku i rodzinie, bo przecież powinnam mieć w jakimś stopniu dostosowane mieszkanie, a partnerka w związku ze mnie będzie żadna, ponieważ będziesz musiał ograniczać pomysłowość randek do moich potrzeb, z seksem też będą problemy i nie wiadomo czy w ogóle dałabym radę dać ci choć jedno dziecko, przez co już zawsze będę osobą, która więcej dostaje niż daje w każdym aspekcie życia... Jay ja nie chcę dla ciebie takiego życia. Nie chcę byś się ograniczał dla mnie. Chce byś miał wszystko o czym tylko zamarzysz, ale ja nie mogę dać ci nic prócz całego swojego serca i miłości... Kochamy się, ale czasem miłość nie wystarczy by być ze sobą... Jay proszę cię zostawmy to tak jak jest... - nie mogąc przestać płakać spuściłam wzrok czując bolesny uścisk w klatce piersiowej przez który jak miałam wrażenie zaczęło brakować mi tchu. Nie minęło kilka sekund jak poczułam jak Jay dotykając mojej twarzy uniósł ją i jakby niby nic pocałował mnie. Na początku czując miękkość warg bruneta zamarłam nie wiedząc co zrobić, ale po chwili mój zdradziecko-złakniony organizm z sercem sprawił, że zaczęłam oddawać pocałunek z większą namiętnością, gdzie po chwili odruchowo owinęłam ręce wokół jego szyj bardziej przybliżając do siebie mężczyznę. Z każdą sekundą czułam jak nasz pocałunek stawał się bardziej namiętniejszy przez co przez moje ciało przechodziła fala ciepła, która rozpalała każdą komórkę mojego ciała. Cholera nie myślałam, że tak mi tego brakowało, że jestem aż tak uzależniona od niego
- La mia principessa guerriera... Kocham cię i tylko to się dla mnie liczy, rozumiesz? Jestem przygotowany i świadomy tego, że masz pewne ograniczenia, ale razem wspólnie sobie z tym wszystkim poradzimy... Mieszkanie i tak chciałem odświeżyć, więc przy okazji zleciłem kilka dodatkowych rzeczy, które ułatwią ci mieszkanie u mnie. Jeśli chodzi o to jaką będziesz partnerką i jak będzie wyglądał nasz związek to może i nie będziemy robić wszystkiego co robią inne pary, ale mogę ci obiecać, że będzie również romantycznie i to będzie nasze. Jeśli chodzi o seks to gwarantuje ci, że będzie fantastyczny, a jeśli chodzi o dziecko to jeśli będziemy mieć trudności przy naturalnym poczęciu to spróbujemy innych sposobów lub po prostu zaadoptujemy dziecko... Ja nie chce od ciebie nic więcej niż twoje serce, twoją duszę, twoją miłość... Więc daj mam szanse kochana... Naprawdę razem damy radę... Uwierz w to i posłuchaj swego serca... - powiedział Jay delikatnie ocierając moje mokre od łez policzki, a ja patrzyłam się na niego sama nie wiedząc co nam powiedzieć, zrobić. Tariq nie marnując ani chwili złączył nasze dłonie delikatnie je ściskając jednocześnie oparł swoje czoło o moje czoło. Nie mogąc przestać płakać przymknęłam oczy czując jak moje serce znów zaczęło szybciej bić
- Every little thing that you have said and done. Feels like it's deep within me. Doesn't really matter if you're on the run. It seems like we're meant to be. I don't care who you are Where you're from What you did As long as you love me (Backstreet Boys - As long as you love me) - nie powiem słysząc cichy szept Jaya mimowolnie uśmiechnęłam się cicho się śmiejąc
- Tylko prawdziwy boysbandowo-szlagierowy królewski tytan mógłby zawalczyć o serce ukochanej śpiewając jedną z najromantyczniejszych boysbandowych piosenek - tym razem to Jay cicho się zaśmiał delikatnie muskając moje usta
- Cóż poradzę na to, że jestem boysbandowym tytanem i mam wręcz wpisane w DNA boysband... A teraz proszę cię zamknij oczy i unieś włosy... No już. Mam coś dla ciebie, co nie tylko spodoba ci się, ale i będzie pewnym dowodem... - powiedział Jay, a ja od razu spojrzałam się na niego pytająco, na co on spojrzał się na mnie znacząco przez co ciężko westchnęłam i nic nie mówiąc przymknęłam oczy unosząc włosy. Nie minęło dużo czasu jak poczułam jak ciemnooki założył mi coś na szyję. Gdy usłyszałam w uchu szept, że mogę już otworzyć oczy zrobiłam to i od razu spuszczając wzrok zamarłam widząc na szyj srebrną różę, która w środku miała coś co mi wyglądało na zgnieciony pocisk.
- Tak. To jest ten sam pocisk, który zaważył na naszym życiu. Dostałem go dzięki nowym rządowym znajomością, więc musi to być nasz sekret... Tak czy siak ten naszyjnik idealnie oddaje ciebie la mia principessa guerriera... Jesteś piękna, delikatna jak róża, ale zarazem silna, wytrwała jak pocisk... Właśnie taka jesteś w moich oczach i taką cię kocham... Proszę cię daj nam szansę... Kocham cię Anastasiio... - nie mogąc powstrzymać łez patrzyłam się na bruneta kompletnie nie wiedząc co mam powiedzieć
- I co ja mam z tobą zrobić Khan, co? - Tariq cicho się śmiejąc delikatnie otarł moje mokre od łez policzki
- Może po prostu mnie pocałuj i powiedz, że mnie kochasz, oraz że damy razem radę bez wglądu na to o jeszcze nas spotka - szerzej uśmiechając się cicho się zaśmiałam, po czym kompletnie wyłączając zdrowy rozsądek przyciągnęłam go do siebie wbijając się w jego usta, na co on od raz zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością, przy czym oboje usłyszeliśmy głośne radosne okrzyki i oklaski
- Śmiem twierdzić, że chyba już nie musimy mówić reszcie, że jesteśmy że sobą - słysząc słowa bruneta od razu cicho się zaśmiałam kiwając głową
- Nie narzekajcie tylko chodźcie wreszcie do nas - słysząc głos Richiego oboje cicho się zaśmialiśmy się, gdzie Jay całując mnie w czoło wziął mnie na ręce niosąc do reszty
- Już myślałam, że nigdy nie pójdziecie po rozum do głowy - spoglądając na Belle uśmiechnęłam się do niej, a ona gestem głowy wskazała na bok przez co spojrzałam się w tamtym kierunku i widząc uśmiechniętą Julie szerszej uśmiechnęłam się
- Jul? O boże nie wierzę - rzuciłam od razu patrząc się na przyjaciółkę, która również szeroko się uśmiechnęła
- Cześć kochana. Niespodzianka. Też się cieszę, że cię widzę i, że będziemy razem współpracować... - powiedziała blondynka, a ja spojrzałam się na nią i na Jaya pytająco
- Widzisz kochanie Julie oficjalnie przejdzie do naszej wytwórni... - słysząc słowa Jaya szokowana spojrzałam się na przyjaciółkę nie mogąc powstrzymać szerzej unoszących się kącików ust
- Naprawdę? O matko ale się cieszę kochana, ale domyślam się, że Cay cieszy się bardziej, co? - blondynka na początku miała uśmiech na ustach, ale potem niepewnie zerknęła na stojącego obok niej Caycego, który z trudem powstrzymując uśmiech na twarzy skinął głową
- Może się cieszy tylko wiesz kochana zanim to w pełni okaże to będę musiała mocno się postarać by wybaczył mi moje małe kłamstewko, ale chyba jestem na dobre drodze, prawda kochanie?... No a tak ogólnie to uwierz mi, że też się cieszę i czuję, że to jest najlepsza decyzja - mówiąc na początku blondynka zerknęła na Caycego, który uśmiechając się pokręcił głową jednocześnie przytulił do siebie blondynkę całując ją w głowę przez co mimowolnie uśmiechnęłam się
- Dobra kochani to w takim razie może wypijemy za ten nowy początek by było już tylko dobrze... Ej spokojnie to tylko musujący sok jabłkowy - Chris uśmiechając się do nas podał nam kieliszki przez co Jay delikatnie posadził mnie na krześle, a ja spojrzałam się pytająco na blondasa, który dobrze odgadując moje pytanie mówiąc co znajduję się w środku kieliszka podał mi go i praktycznie wszyscy jednocześnie unosząc kieliszki powiedzieliśmy zdrowie, po czym wypiliśmy ich zawartość
- Słuchajcie a propos nowego początku to wiem, że mieliśmy wrócić do pracy za dwa dni, ale... no prawda jest taka, że przejście Julie do naszej wytwórni to tylko jedna z wielu zmian jakie nas czekają i ze względu na to, że te zmiany raczej nie będą małe to... musimy spotkać się w wytwórni już następnego dnia po przylocie... - powiedział po chwili Jay, a ja spojrzałam się na niego pytająco zastanawiając się o co mu chodzi
- Co?/No weź/Naprawdę/Co ty kombinujesz Jay? - słysząc równoczesne głosy naszych przyjaciół brunet lekko uśmiechnął się
- Słuchajcie nie kombinuję nic złego przysięgam. Po prostu my naprawdę w tym roku zaczniemy nowy rozdział z nowymi lepszymi perspektywami na przyszłość i im szybciej one się zaczną tym lepiej. Uwierzycie mi i nie pytajcie o szczegóły, bo nic wam przed jutrem nie powiem i nie pytajcie Jul bo ona zna jedynie małą część tej niespodzianki, ale mogę wam obiecać, że będziecie zadowoleni... - słysząc słowa bruneta pokręciłam głową nawet nie próbując domyślać co on znów wymyślił z Julie
- No a teraz pozwólcie, że jeszcze na chwilę porwę moją dziewczynę... Mel Richie wspominał coś o tym, że trzeba zrobić Ann masaż nóg przez to, że nie może podczas tak długiego lotu poruszać się, więc jakbyś mi pokazała co i jak to byłbym ci wdzięczny - Jay nie dodając nic wziął mnie na ręce idąc razem ze mną do pomieszczenia obok
- Jay ja nie chcę narzekać, ale nie dałam jasnej deklaracji co do dania nam drugiej szansy ani chyba ty oficjalnie nie spytałeś się mnie czy będę twoją dziewczyną... - powiedziałam gdy tylko brunet położył mnie na łóżku, gdzie on słysząc moje słowa od razu spiorunował mnie wzrokiem
- Naprawdę chcesz od nowa rozpocząć tą dyskusję? Anastasio Dollar czy tego chcesz czy nie to jesteś moją dziewczyną i jeśli nadal masz jakieś wątpliwości to dam ci ostateczny argument, którego nie będziesz mogła obejść, a mianowicie tata powiedział mi, że według starego Pakistańskiego prawa skoro uratowałaś mi życie to w takim razie moje życie jest już tylko w twoich rękach, a moim obowiązkiem jest do końca życia zrobić wszystko by odwdzięczyć się tobie za to co zrobiłaś, bo w przeciwnym razie będę hańbiony... Więc jak słyszysz kochanie jesteśmy już ze sobą powiązani do końca życia... A tak w ogóle to ta bransoletka należy do ciebie i odgadłaś jej prawdziwe znaczenie, więc jej miejsce jest na twojej dłoni... - nie mogąc przestać się uśmiechać ani cichego cichotu na słowa Jaya pokręciłam głową, na co brunet również uśmiechając się wziął mnie za ręką na której po krótkiej założył dobrze mi znaną bransoletkę.
- Jesteś niemożliwy Jay - ciemnooki słynąc moje słowa Cicho się zaśmiał delikatnie muskając moje usta
- I właśnie za to mnie kochasz, prawda? - tym razem to ja cicho się zaśmiałam całując go
- Wiecie co ja rozumiem, że chcecie nadrobić stracony czas, więc dam wam jeszcze 5 minut i tak w ogóle to pamiętajcie, że jesteśmy za ścianą, a te jednak są cienkie - słysząc słowa Mel oboje cicho się zaśmialiśmy, po czym gdy tylko wyszła znów pocałowałam Jaya. Cholera nie wiem czy dobrze robię, ale prawda jest taka, że kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego, choć na pewno nie będzie łatwo, ale może faktycznie razem jakość damy radę. Tylko muszę w to uwierzyć i robić wszystko by być godna miłości tego wspaniałego mężczyzny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz