środa, 1 maja 2024

Rozdział 86

 Narracja Jaya

- Jasne mamo przekaże tacie i do zobaczenia wieczorem... Też cię całują. Pa - szybko chowając komórkę do kieszeni wszedłem do restauracji taty wzrokiem szukając Thomasa, który widząc mnie uśmiechnął się kiwając głową 

- Cześć. Jak widzę ruch jest i mam nadzieję, że jest też spokojnie - rzuciłem do przyjaciela podając mu dłoń na przywitanie, na co on ściskając ją pokiwał głową 

- Cześć Jay. Dziękować Bogu ten nieszczęsny atak nie spowodował jakiś większych zawirowań jeśli chodzi o frekwencja. Przychodzą nasi stali klienci, którzy słowem dają mam, twojemu tacie wsparcie, a także pojawiło się dziś kilka nowych klientów, którzy już zapowiedzieli, że będę tu częściej wpadać... Paradoksalnie mogę stwierdzić, że ten atak wandalizmu wraz dobrym i oryginalnym winem z Sycylii dodał nam trochę reklamy... No a jeśli chodzi o te same nie miłe incydenty to jak narazie na szczęście nie powtórzyły się, więc miejmy nadzieję, że były jedynie pojedynczymi zdarzeniami... - czując ulgę pokiwałem głową ciesząc się, że prawdopodobnie wszystko  powoli wraca na swoje tory. Nie powiem bałem się, że wybicie szyby w restauracji, kradzież wina i namalowanie niezbyt miłego tekstu będzie początkiem końca restauracji taty, że on się załamie, ale dzięki Bogu tata przyjąć wręcz wojowniczą postawę i jak widać wszystko dobrze się układa, a te zderzenia odejdę w zapomnienie

- No i super. Jak będziesz mógł to zrób w wolnej chwili spis win jakie trzeba będzie zamówić i tak myślę, że może by tak trzeba by było zastanowić się nad jakąś specjalną ofertą z okazji walentynek ewentualnie zorganizować coś dla singli w tym dniu by nie robić tego na ostatnią chwilę i ruszyć jak najszybciej z reklamą i zapisami - rzuciłem patrząc się na bruneta, który pokiwał głową

- Jasne szefie. Daj mi z dwie godziny a będziesz miał pełną listę zamówień, a co do walentynek to pomyślę o tym i jak na coś wpadnę to dam znać - uśmiechając się do kelnera wszedłem do kuchni, gdzie od razu uderzyły we mnie przepyszne zapachy

- Cześć wam... Boże takie zapachy, że aż żałuje, że jestem po śniadaniu... Masz wszystko tato czy potrzeba ci czegoś na teraz natychmiast? - na początku wrzuciłem uśmiech bratu a potem tacie, który spoglądając na mnie również uśmiechnął się kręcąc głową

- Witaj synu... Jak narazie wszystko mam, więc dziękuję i w razie czego wyślę Karmrana, bo dziś jest wyjątkowo chętny do pomocy... - widząc jak tata rzuca znaczące spojrzenie bratu spojrzałem na niego, a on tylko przewrócił oczami kręcąc głową 

- Tata jest na mnie zły, bo zaproponowałem mu, że go zastąpię w restauracji, a on zrobi sobie jeszcze dziś wolne... Dobrze, że zostajesz to może ciebie będzie lepiej słuchał, bo ja już powoli tracę cierpliwość do naszego ojca... - z trudem powstrzymując cichy śmiech pokręciłem głową

- Po pierwsze to czy zostaje w Berlinie to dowiecie się dziś. Wpadnę wieczorem na kolację to ogłoszę wam jako pierwszym. Po drugie mama prosiła tato by ci przypomnieć o badaniach jakie masz mieć za trzy dni. A po trzecie tato świat by się nie zawalił gdy Kamran lub Paolo by cię zastąpili, a ty Kam miej jednak więcej wiary i zrozumienia dla tata, bo sam wiem jaki on jest - rzuciłem patrząc się a to na ojca a to na brata, którzy pokręcili głowami

- Cześć... O cześć Tar. Nie wiedziałam, że ty też wpadniesz do restauracji taty... - widząc wchodzącą do kuchni siostrę mimowolnie uśmiechnąłem się do niej

- Cześć siostra a widzisz tak wpadłem zobaczyć czy wszystko jest dobrze i czy nie potrzeba czegoś... A tak wogole to będziesz wieczorem w domu czy masz dyżur lub randkę? - powiedziałem od razu zerkając na siostrę

- Nie mam jakiś planów na wieczór, a co? - odpowiedziała Yas patrząc się na mnie pytająco

- Tariq chce oficjalnie nam ogłosić, że zostaje w Berlinie i zostanie nowy trenerem szukającego najlepszego głosu w Niemczech siostrzyczko - rzucił natychmiast Kamran na co od razu posłałem mu piorunujące spojrzenie

- Czekaj, że co?... On sobie żartuje Tariq, prawda?... - widząc szokowano-pytające spojrzenie siostry ciężko westchnąłem przewracając oczami 

- O wszystkim dowiesz się wieczorem Yasmin, dobrze? - brunetka słysząc moje  pokręciła głową z niedowierzaniem 

- Żartujesz sobie? Naprawdę chcesz to robić? Jay czyś ty już do reszty zgłupiał? Nie możesz tego zrobić do jasnej cholery… Chryste dlaczego oboje musicie być takimi upartymi kretynami?... Skoro Anna nie chce być tą mądrzejszą to ty bądź Jay i… - zaczęła mówić moja siostra, na co od razu pokręciłem głową 

- Yasmin posłuchaj proszę… - tym razem to ja zacząłem mówić a siostra pokręciła głową 

- Nie to ty mnie posłuchaj… Prawda jest taka, że Anastasia ciebie kocha tylko wyrzuty sumienia i obawy związane z niepełnosprawnością nie pozwalają jej wyznać ci tego, rozumiesz? Ja wiem, że też ją kochasz i przez to musisz polecieć z resztą do Stanów dając wyraźny znak Annie, że zależy ci na niej i chciałbyś zacząć od nowa… Mówię prawdę brat. Proszę cię zaufaj mi i jedz do USA - powiedziała Yasmin, a ja ledwo powstrzymując unoszące się kąciki ust pokręciłem głową 

- Siostra ja podjąłem decyzję i jej nie zmienię… - brunetka słysząc moje słowa pokręciła głową, po czym wyjęła z kieszeni telefon klikając coś na nim 

- Anastasia mnie zabije i zapewne tym zaprzepaszczę szansę by mieć przyszywaną siostrę, ale szczęście brata jest ważniejsze… Posłuchaj raz w centrum handlowym natknęłam się przypadkiem na dziewczyny i akurat rozmawiały o tym by ona choć im powiedziała co tak naprawdę czuje do ciebie, a ja to nagrałam i właśnie to nagranie ci wysłałam… Musisz tego wysłuchać i zmienić decyzję póki nie jest za późno Jay… - słysząc dźwięk przychodzącej wiadomości sięgnąłem po komórkę i widząc, że to od Yasmin spojrzałem się na nią z trudem powstrzymując uśmiech na twarzy pod wpływem jej słów, że Ana mnie kocha

- Yas wieczorem dowiesz się wszystkiego, dobrze? Nie chce teraz na ten temat rozmawiać… - rzuciłem jedynie na co Yasmin wyrzuciła ręce do góry kręcąc głową 

- Boże widzisz i nie grzmisz… Tato słysz co ten dureń chce zrobić? Pozwolisz by znów postawił karierę nad miłością? Choć raz tato bądź typowym islamskim ojcem, o którym tylko słyszeliśmy i rozkaż mu by wrócił do Stanów lub każ mu się ożenić z Anastasią - powiedziała wyraźnie wściekła siostra patrząc się błagalnie na naszego tatę, a ja posyłając jej piorunujące spojrzenie pokręciłem głową 

- Yasmin przestań w tej chwili, bo za moment to faktycznie będę typowym islamskim ojcem i to tobie rozkaże coś co tobie mało się spodoba - brunetka słysząc słowa ojca przekręcając oczami pokręciła głową, a ja nie mogłem powstrzymać nieco unoszących się kącików ust 

- Popełniasz błąd Jay. Naprawdę zastanów się póki masz czas i możesz wybrać miłość - powiedziała Yasmin, błagalnie na mnie patrząc i już miałem coś jej powiedzieć, ale zadzwonił mój telefon, więc spojrzałem na niego i widząc, że to Ian od razu odebrałem połączenie 

- Cześć Jay… Posłuchaj… Jest u mnie Caroline i… musisz tu jak najszybciej przyjechać, bo jest problem i zwołałem małą naradę by jakoś to rozwiązać… - słysząc słowa wyraźnie zdenerwowanego przyjaciela zmarszczyłem brwi bojąc się tego co się mogło stać 

- Cześć. Co się stało? Tylko nie mów, że coś z dziećmi? - rzuciłem mają nadzieję, że to nic złego i, ze to nie dotyczy dzieci nieżyjącego przyjaciela 

- Jak nie mam znasz Petera Hinelda… - nie powiem słysząc imię i nazwisko mężczyzny, którego naprawdę szczerze nienawidzę wziąłem głęboki oddech i przymykając oczy w myślach szybko zacząłem liczyć do 10 by nie wybuchnąć na myśl co może oznaczać połączenie jego osoby i Caroline

- Co ten gnój znów odwalił w sprawie Franza? - spytałem się otwierając oczy jednocześnie chwyciłem się blatu kuchennego by mieć co ściskać 

- Szczerze? Uwierz mi, że to nie jest rozmowa na telefon, bo na pewno nie zgadniesz co on z wytwórnią chcieli zrobić, więc przyjedź i ewentualnie przywieź ze sobą wino lub coś mocniejszego, bo obawiam się, że każdy jak usłyszy i zobaczy coś to będziecie nie tylko wściekli, ale i będziecie chcieli się napić tak jak - słowa przyjaciela sprawiły, że ciężko westchnąłem kręcąc głową 

- Jasne. Już jadę i może oprócz alkoholu wezmę coś do jedzenia - rzuciłem zerkając znacząco na ojca, który kiwając głową zaczął nakładać jakieś dana na aluminiowe tace 

- Jasne. Dzięki Jay i dozobaczenia - nie marnując czasu rozłączyłem się chowając komórkę do kieszeni 

- Cholera jasna - niemalże krzycząc uderzyłem ręką o blat nie wierząc, że przyjaciel trafił na tego gnojka 

- Jay co się stało? - spytał się od razu Kamran, na co spojrzałem się na niego i już miałem odpowiedzieć jak znów zadzwonił mój telefon. Ciężko wzdychając wyciągnąłem aparat i widząc, że to dzwoni Don Fransesco pokręciłem głową odbierając połączenie. Cholera ten dzień jeszcze na dobre się nie zaczął, a już mam go dość 

- Jay Khan. Słucham - powiedziałem od razu mając nadzieję, że nie usłyszę jakiś jeszcze innych złych wiadomości 

- Witaj Tariq. Z tej strony Fransesco. Możesz rozmawiać? - nie powiem neutralny i spokojny glos Włocha nieco mnie uspokoił 

- Witam. Jasne, mogę rozmawiać… W czym mogę pomóc? - powiedziałem jednocześnie gestem ręki dałem znać Kamranowi by przyniósł z trzy butelki wina 

- Widzisz Jay patrząc się zamówienia do waszej rodzinnej restauracji i do twego Amerykiego klubu tak pomyślałem, że może bylibyście chętni na zwiększenie dostaw oczywiście w korzystnej cenie - słysząc słowa Włocha mimowolnie szerzej uśmiechnąłem się 

- Oczywiście, że jesteśmy zainteresowani. Klientom bardzo smakuje wino z Pańskich winnic - odpowiedziałem natychmiast ciesząc się w duchu, że przynajmniej w kwestii restauracji wszystko idzie w miarę dobrze 

- Cieszę się Jay i prosiłem cię już byśmy mówili sobie na ty Jay. Tak będzie po prostu lepiej i łatwiej. Jeszcze dziś dostaniesz na mejla nową umowę. Przejrzyj ją i prześlij ewentualne uwagi lub skany podpisanej umowy - powiedział Francesso, a ja odruchowo pokiwałem głową 

- Jasne. Nie ma sprawy. Bardzo dziękuję - powiedziałem od razu domyślając się, że i tak nie będę miał żadnych uwag 

- Jest jeszcze jedna sprawa Jay dotycząca twojej drugiej pracy… Mam dla ciebie pewną atrakcyjną ofertę, ale zanim ci o niej opowiem to musisz mi obiecać, że nikt nie może się o niej dowiedzieć… To musi pozostać tylko między nami… Dobrze? - słysząc słowa Włocha nieco zmarszczyłem brwi zastanawiając się o co może mu chodzić 

- Możesz być pewny, że to co powiesz pozostanie między nami - rzuciłem natychmiast jednocześnie usiadłem na zauważonym z boku krześle przeczuwając, że skoro ta atrakcyjna oferta wypływa od Dona Francesso to może ona zwalić mnie z nóg


Narracja Anastasii 

- Jesteś pewna, że chcesz wynająć mieszkanie i lecieć z nami do Stanów? Posłuchaj Anastasio ja domyślam się pewnych rzeczy i… jeśli czujesz, że powinnaś tutaj zostać to po prostu tak zrób, a my damy sobie radę… - szybko ocierając mokre od łez policzki spojrzałam się za siebie i widząc w progu Veronicę postarałam się lekko uśmiechnąć się do niej 

- Wszystko jest dobrze Ver i nie musisz się o nic martwić… Mieszkanie będzie w dobrych rękach, a ja pojadę z wami do USA i naprawdę wszystko będzie dobrze - powiedziałam patrząc się na blondynkę, która siadając na łóżku pokiwała głową 

- Musi wszystko być dobrze kochanie, bo nie widzę innej opcji… Aczkolwiek rozumiem i pamiętaj, że w razie czego masz jeszcze czas na zmianę decyzji i nikt nie będzie miał ci tego za złe… A tak w ogóle to chciałabym się ciebie spytać czy chcesz coś konkretnego na kolację? - powiedziała Veronica, a ja uśmiechając się do niej pokiwałam głową 

- Dzięki. Będę o tym pamiętała… A co do kolacji to nie mam chęci na coś konkretnego, ale może  muszę coś załatwić na mieście sama i mogę coś kupić po drodze na kolacje - żona taty słysząc moje słowa lekko uśmiechnęła się kręcąc głową 

- Nie rób sobie kłopotu kochanie. Uwielbiam gotować, więc coś przyrządzę… A skoro chcesz jedziesz na miasto to powiem Markowi by się zbierał… - słysząc słowa Very od razu pokręciłam głową 

- Nie dziękuję. Chciałabym skorzystać z miarę dobrej pogody i sama pójść,, a raczej pojechać na spacer… Naprawdę nie musisz się martwić, bo szybko załatwię co chce i niedługo powinnam wrócić, bo idę niedaleko… A ty chyba powinnaś iść bo zaraz rozpęta się kolejna woja światowa - zaczynając mówić patrzyłam się na brunetkę, która pokiwała głową i nim zdążyła cokolwiek powiedzieć rozniosły się krzyki dzieci wołające Veronicę 

- Ta. Muszę iść… Ciekawe, że jak coś dzieje to zawsze jest mama a nie tata… - powiedziała Veronica wstając i wychodząc z pokoju, a ja z trudem powstrzymując śmiech pokręciłam głową, po czym znów spojrzałam się na pudełko, w której była bransoletka od Jaya oraz na napisane na kartce słowa 

- Jay. Jeszcze raz dziękuję ci za tą wyjątkową bransoletkę. Domyślam się, że nie miała być symbolem tylko naszej przyjaźni i właśnie dlatego nie mogę jej przyjąć i nosić. Mam nadzieję, że niedługo poznasz kogoś wyjątkowego komu będziesz mógł ją wręczyć. Pamiętaj i zaufaj mi, że zawsze masz moją przyjaźń i nie ważne gdzie będziesz to zawsze możesz na mnie liczyć. Anastasia - czytając jeszcze raz krótki list do bruneta ignorując ból w klatce piersiowej pokręciłam głową i nie analizując więcej swoich słów włożyłam kartkę do pudełko, po czym wsadziłam je do torebki biorąc przy tym głęboki oddech sama nie wiedząc czy chciałabym zobaczyć się z Jayem czy nie. 

***

- Ana? Cześć kochana. Nie wiedziałam, że przyjedziesz. Pomóc ci wejść? - widząc wychodzącą z restauracji Yasmin lekko uśmiechnęłam się do niej 

- Cześć Yas. Nie wiedziałam kiedy uda mi się wpaść. Czy jest może Jay? - brunetka patrząc się na mnie uśmiechnęła się, ale gdy zadałam pytanie od razu posmutniała powoli kręcąc głową 

- Niestety nie i raczej już dziś tu nie wpadnie, ale jak chcesz to mogę do niego zadzwonić. Na pewno przyjdzie jak dowie się, że czekasz na niego - szczerze mówiąc sama nie wiem czy słysząc słowa brunetki poczułam ulgę czy zawód, że nie ma Tariqa. Starając się zachować spokój blado uśmiechnęłam się do dziewczyny kręcąc głową 

- Nie, nie trzeba… Mogę mieć do ciebie małą prośbę? Czy mogłabyś dać to Jayowi ode mnie? Byłabym ci wdzięczna… - zaczynając mówić wyjęłam z kieszeni pudełko, podając je Yasmin, która niepewnie je wzięła kiwając głową 

- Jasne, przekaże mu to od ciebie… Ale może jednak wolisz dać to osobiście? - powiedziała brunetka, na co znów pokręciłam głową 

- Nie. Wystarczy, że ty mu oddasz… A tak w ogóle to nawet dobrze się stało, że się widzimy, bo mam do ciebie sprawę i miałam do ciebie rano dzwonić byś nie miała za wiele czasu na odmowę… Chodzi mi o to czy nadal z Luisem szukasz mieszkania w Berlinie? Bo widzisz tak pomyślałam, że szkoda by moje mieszkanie stało puste gdy jestem przez dłuższy czas w Stanach, a że nie chciałabym oddawać go w niepewne ręce, więc może byłabyś zainteresowana wynajmem za rozsądną cenę? - brunetka słysząc moje najpierw patrzyła się na mnie szokowana, ale potem szerzej uśmiechnęła się 

- Jezu naprawdę? Boże Ann oczywiście, że tak… O Jezu dzięki. Obiecuje, że będziemy wspaniałymi i bezkłopotliwymi wynajemcami - entuzjazm brunetki sprawił, że samej kąciki ust szerzej uniosły się, a gdy tylko siostra Jaya przytuliła się do mnie cicho się zaśmiałam mocniej ją obejmując 

- Nie masz za co mi dziękować. Jeśli chcesz to jutro wpadnij do mnie to pokaże ci co gdzie co jest - powiedziałam gdy tylko Yas odsunęła się ode mnie szeroko uśmiechając się do mnie 

- Naprawdę ci dziękuję. Jeśli ci pasuje to może wpadniemy z Luisem po 12? - uśmiechając się do brunetki pokiwałam głową 

- Jasne. W takim razie będę na was czekała, więc dozobaczenia - nie dodając nic więcej jeszcze raz rzuciłam uśmiech Yas po czym odwróciłam wózek by zacząć jechać w stronę domu 

- Ann poczekaj… Ja… Wiem, że kochasz mego brata i, że po tym wszystkim co się stało jest ci cholernie ciężko, ale… proszę cię powiedz mu to co do niego czujesz i dajcie sobie szansę… Kochacie się i przez to jesteście silniejsi co z kolei sprawi, że razem dacie radę ze wszystkim… Skoro nawet kuli i fanatycznym idiotom nie udało się was zabić to może to znak by czas słuchać swego serca… Przecież sama śpiewałaś nie tak dawno, że miłość i tak wygrywa… - Yasmin niemalże natychmiast chwyciła mnie za rękę przez co stanęłam i nie powiem z każdym jej słowem czułam nie tylko uścisk w klatce piersiowej, ale i jak do oczu napływają łzy, ale zdusiłam to w sobie i pokręciłam głową 

- Yasmin…  Twój brat jest najwspanialszym człowiekiem i jestem pewna, że niedługo spotka go szczęście na jakie zasługuje… Wiem, że chcesz dobrze dla swego brata, ale… jak wiesz nie wszystko jest takie proste jak byśmy chcieli… Jesteśmy przyjaciółmi i naprawdę tak jest dobrze Yas… - powiedziałam ledwo się powstrzymując przed powiedzeniem, że czasem miłość nie wystarcza do tego by być ze sobą, że czasem trzeba z miłości pozwolić odejść tej drugiej połówce by była ona szczęśliwa. Yasmin słysząc moje słowa ciężko westchnęła kręcąc głową 

- Oboje jesteście uparci jak te osły, ale róbcie jak chcecie… Tylko potem nie płaczcie, że jesteście sami i nieszczęśliwi, dobrze?... A teraz chodź to odprowadzę cię do domu… - blado się uśmiechając do brunetki skinęłam głową, na co ona również się uśmiechając stanęła za mną zaczynając pchać wózek do przodu, a ja wzięłam głęboki oddech starając się nie myśleć o tym jak bardzo kocham Jaya i jak pomimo pragnienia by był szczęśliwy będę cierpiała widząc go z kimś innym. 

Brak komentarzy: