Narracja Jaya
Pierwsze promienia słoneczne wpadające do pokoju sprawiły, że powoli otworzyłem oczy budząc się i niemalże natychmiast gdy dostrzegając na zegarku godzinę cicho jęknąłem przekręcając się na drugą stronę marząc by znów zasnąć i obudzić się za dzień lub za miesiąc. Cholera niby powinienem sie cieszyć, że dziś jest ostatni dzień w roku i zarazem początek nowego roku, ale jednak nie potrafię. Dzisiejszy dzień a raczej noc będzie kolejną trudną przeprawą dla nas wszystkich, bo może i damy z siebie wszystko na koncercie to jednak obawiam się, że psychicznie może być krucho. Przymykając oczy odruchowo wziąłem głęboki oddech i pokręciłem głową by wyrzucić z niej wszelkie myśli. Może i będzie dziś bardzo ciężko, ale jednak muszę wierzyć, że jednak będzie już tylko lepiej i, że dzisiejszy koncert będzie, początkiem większych zmian, które nastąpią w ludziach. Słysząc dobrze znany dźwięk budzika otwierając oczy sięgnąłem po telefon wyłączając od razu budzik. Patrząc się na ustawione na tapecie zdjęcie z ślubu Chrisa i Belli zatrzymałem wzrok na siedzącej na wózku Anastasii czując ukucie w klatce piersiowej. Sam nie wiem czego się spodziewałem się po rozmowie z nią o ewentualnym nowym początku dla nas, bo tak naprawdę brałem pod uwagę każdą możliwość, ale jednak prawda jest taka, że czuję zawód, że zostaniemy jedynie przyjaciółmi. Na samo wspomnienie tamtej chwili znów poczułem ukucie w sercu. Nie wiem dlaczego ale nadal przed oczami mam łzy blondynki i wyraz jej oczu, które jak miałem wrażenie w pewnym momencie znów zaczęły błyszczeć, ale zaraz ten błysk zgasł zostawiając jedynie pustkę w błękitnych tęczówkach dziewczyny i łzy. Wiem, że przyjaźń też jest drogocenna zwłaszcza po tym co Anna zrobiła dla mnie, ale szczerze mówiąc nie wiem czy dam radę zapomnieć o tym co do niej czuję. Powoli podnosząc się do pozycji siedzącej ciężko westchnąłem, po czym wstałem z łóżka i kręcąc głową by wyrzucić z niej wszelkie myśli podszedłem do szafy, z której szybko wziąłem czyste cichy by zaraz potem wejść do łazienki
***
- Cześć brat. Chcesz jajecznicę? - od razu po przekroczeniu progu kuchni, uderzył mnie wręcz smakowity zapach i nie powiem wiedząc przy kuchence swego brata lekko uśmiechnąłem się
- Cześć Kam. Jasne. Jak zrobisz to z przyjemnością zjem za to mogę zrobić kawy jak chcesz - widząc jak brat kiwa głową nie tracąc ani chwili zacząłem robić mam kawy
- Dzięki - powiedziałem jednocześnie z bratem stawiając na blacie stołu kubki z kawa, a brat stawiał na stół talerze z jajecznicą
- Powiedz Tar czy podjąłeś decyzję odnośnie pozostania w zespole i udziału w programie? - słysząc słowa Kamrana wzruszyłem ramionami
- Szczerze? Odnośnie programu to raczej się zgodzę, a jeśli chodzi o zespół to odpowiedź na to dostaniesz prawdopodobnie dziś na koncercie - rzuciłem jedynie nie chcąc zdradzać bratu prawdy odnośnie mego odejścia z zespołu. Brat słysząc moją odpowiedź pokręcił głową lekko uśmiechając się
- Nie wiem co kombinujesz brat, ale liczę, że naprawdę wiesz co robisz... Na pewno mama się ucieszy, że znów będzie miała wszystkie dzieci przy sobie, gdyż nie wiem czy już wiesz, ale Yasmin postanowiła ostatecznie przeprowadzić się z Luisem do Berlina. Aczkolwiek nie wiem czy tata też będzie tak samo szczęśliwy, bo będzie miał nad głową trzy pilnującego go jak to sam nas nazwał harpie - mimowolnie słysząc słowa brata uśmiechnąłem się cicho śmiejesz się
- No a będę zbyt wścibski jak spytam jak pewna niebieskooka blondynka zareagowała na to, że zostajesz tutaj? Zostaje tutaj z tobą czy jednak będziecie osobno? - spytał się po chwili Kamran, a ja spojrzałem się na niego i kręcą głową ciężko westchnąłem domyślając się o kogo chodzi mojemu bratu
- Szczerze mówiąc to nie mam ochoty rozmawiać o niej i żeby zaspokoić twoją ciekawość to powiem ci tylko tyle, że jesteśmy przyjaciółmi i mi więcej... - rzuciłem na co brat patrząc się na mnie pokręcił głową
- Przyjaciółmi? Naprawdę? Nie wierzę w to stary... Wiem, że no ona trochę narobiła bigosu, ale jakby nie patrzeć to ona uratowała ci życie prawie tracąc własne, a ty w szpitalu prawie umarłeś na wieść, że ona prawdopodobnie umrze... Po prostu wy się kochacie i nie widzę was jako przyjaciół... - nie powiem słysząc ostatnie słowa brata poczułem ukucie w klatce piersiowej, ale robiąc dobrą minę do złej gry blado uśmiechnąłem się
- Kamran wszystko jest dobrze. Naprawdę nie musisz się martwić... A teraz proszę zmieńmy temat... - Kam słysząc moje słowa ciężko westchnął kręcąc głową
- Jak tam chcesz brat... - rzucił jedynie brat, a ja nawet na niego nie patrząc ani nic nie mówiąc wróciłem do jedzenia. Tak naprawdę też tego nie widzę, ale jest jak jest i chyba, lepiej by zwyczajnie nie było gorzej
***
- No wreszcie cię dopadłam Jay... Nie chciałam ci za bardzo przeszkadzać bo domyślam się jak bardzo jesteś zajęty, ale wiem, że zależało ci na tym... Swoją drogą mój ukochany kuzynie to ostatnia rzecz, którą zrobiłam tak na szybko dla ciebie... Ja nie robię fuszerki, a takie cacka nie robi się na już, tylko potrzeba trochę więcej czasu... Więc jak już będziesz chciał pierścionek zaręczynowy i obrączki to przynajmniej daj mi znać z 3 tygodnie wcześniej, dobrze? - nie powiem widzą i słysząc Mahdi uśmiechnąłem się do niej nie mogąc powstrzymać w pewnych momentach cichego śmiechu jednocześnie wziąłem od niej małe pudełeczko, które otworzyłem i widząc naszyjnik szerzej uśmiechnąłem się
- Kochana bardzo ci dziękuję. Jest przepiękny... No i przepraszam, że tak ostatnio mam do ciebie paląco nagłe prośby, ale... tak jakość to wychodzi... - brunetka słynąc moje słowa kręcąc głową cicho zaśmiała się
- Oj Jay, Jay... Cieszę się, że ci się podoba i jestem przekonana, że twojej Anastasii też się spodoba... No co?... Po tym co usłyszałam od Yasmin i po głównym elemencie wisiorka to domyślam się dla kogo on jest... Uważam, że nie mogłeś trafić na lepszą dziewczynę i walcz o nią Jay... A co do pierścionka i obrączek to ja mówiłam poważnie i już zaprojektowałam kilka błyskotek idealnie pasujących pod bransoletkę i naszyjnik, więc daj mi znać to prześlę ci projekty i wybierzesz co chcesz bym zrobiła, ale nie na wczoraj, rozumiano? - pomimo, że miałem ochotę nakrzyczeć na kuzynkę za jej słowa kręcąc głową schowałem do kieszeni pudełko, po czym przytuliłem się do niej
- Hej… Izzy zaraz będzie śpiewał... - słysząc znajomy głos Belli odsunąłem się od brunetki, po czym spoglądając na Is rzuciłem jej uśmiech, po czym kiwając głową poszedłem z nią do reszty stając przy samym wejściu na scenę, na której był Ian zapowiadając występ Izzyego w piosence Franza. Gdy tylko światła na scenie i dookoła niej zostały zaciemnione praktycznie natychmiast na głównym ekranie na scenie wyświetlony został filmik z dosłownie ostatniej próby Franza. Cholera kto by przypuszczał wtedy, że to są jego ostatnie minuty życia, że zaraz jego serce przestanie bić, a nasze na zawsze zostaną złamane. Zaczynając tak jak inni cicho śpiewać razem z Franzem patrzyłem się jak zaczarowany na to jak zgromadzona publiczność w milczeniu włączyła różne urządzenia dające światło, co naprawdę dawało magiczny efekt, przez który zapewne nie tylko ja miałem w oczach łzy. W momencie kiedy Izzy zaczął śpiewać drugą zwrotką zapaliły się światła, a publika jakby doskonale wiedziała co ma robić i śpiewała z brunetem, który jak widać miał idealnego nosa co do tego jak najlepiej oddać hołd zmarłemu przyjacielowi, który od kilkunastu dni jest już naszym aniołem stróżem. Starając się nie rozpłakać spojrzałem się obok patrząc się na zapłakaną Caroline, która była tulona przez Daniela. Cholera dlaczego to wszystko musiało zdarzyć się nam, im? Dlaczego w imię religii, przekonań ludzie zabijają, zadają cierpienia innym? Starając się nie rozpłakać przymknąłem oczy biorąc przy tym kilka głębokich oddechów. Kiedy piosenka dobiegła końca, a publiczność zaczęła bić brawo otworzyłem oczy biorąc kolejny głęboki oddech, jednocześnie spojrzałem się na Iana, który patrząc się na mnie skinął głową, na co biorąc od niego mikrofon również skinąłem głową dobrze wiedząc, że to jest ten moment, którego chyba obaj najbardziej się boimy. Gdy przyjaciel szedł na scenę odruchowo spojrzałem się na Anastasie czując w klatce piersiowej bolesny uścisk. W momencie gdy usłyszałem swoje imię i nazwisko wszedłem powoli na scenę biorąc przy tym głęboki oddech
- Dla mojego blondwłowego bodygarda, któremu zawdzięczam życie... - szepnąłem od razu i momentalnie gdy Ian zaczął grać na wiolonczeli upadłem na kolana zaczynają śpiewać swoją piosenkę Die Bodyguard, której tekst specjalnie zmieniłem pod Anastasię i do jej muzycznej wersji mojej piosenki. Czułem jak z każdym słowem ból o klatce piersiowej zwiększa natężenie, a do oczu napływają łzy, które wraz z słowami refrenu zaczęły spływać po moich policzkach, ale ignorując je śpiewałem dalej starając się przelać w to wszelkie uczucia jednocześnie nie mogłem zatrzymać pojawiających się przed oczami obrazów z tamtych chwil kiedy klęczałem i wspominając najlepsze chwile swego życia czekałem na śmierć, gdy Anna zasłoniła mnie swoim ciałem biorąc na siebie kulkę czy gdy potem w szpitalu myślałem, że ona umrze czy kiedy ona w rozpaczy wyznała, że wolałaby umrzeć. Boże dlaczego to musiało się stać? Czemu to musiało się wydarzyć akurat jej, nam? Gdy rozpoczęła się druga zwrotka wstając zerknąłem w stronę wejścia za kulisy na Anne, która zakrywając twarz ręką płakała, więc postarałem się lekko uśmiechnąć do niej. W momencie śpiewania ostatniego przejścia do ostatnich fraz refrenu kiwnąłem głową na Mattiego, który natychmiast zaczął prowadzić wózek w stronę sceny i nim szokowana blondynka zdążyła zareagować już była na scenie, gdzie ja nie tracąc ani sekundy uklęknąłem przy dziewczynie i łapiąc ją za rękę spojrzałem się na nią, a ona nadal płacząc patrzyła się na mnie i pomimo, że kręciła głową nie mogła ukryć swojego lekkiego uśmiechu na twarzy. Śpiewając patrzyłem się prosto w błękitne tęczówki blondynki, które pomimo, że były przepełnione łzami to jednak miałem wrażenie, że przebija się przez nie ten blask, w którym się zakochałem i dzięki któremu czułem ciepło, a moje serce szybciej biło. Kiedy piosenka dobiegła końca natychmiast mocno przytuliłem się do Anny i wraz odruchowo zaciągnąłem się jej zapachem od którego jestem chyba już uzależniony
- Naprawdę ci dziękuję za to co zrobiłaś... Uratowałaś mi życie kochana i... czy tego chcesz czy nie to ja mam u ciebie dług... dług życia i... pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć... - szepnąłem wprost do ucha blondynki, po czym kątem oka dostrzegłem Iana i nic więcej nie dodając wziąłem od niego duży bukiet kwiatów podając go nadal płaczącej Anastasii
- Boże Jay... Naprawdę ci dziękuję... ale naprawdę nie musiałeś... i nie masz żadnego długu... - szepnęła cicho Ann, na co lekko uśmiechając się co niej pokręciłem głową jednocześnie opuszkami palców otarłem jej mokre policzki
- Nie masz za co mi dziękować, ale ja mam kochana... Słyszysz te oklaski? One są dla ciebie... dla nich wszystkich, dla wszystkich przyjaciół, dla swojej rodziny, dla mojej rodziny, a już w szczególności dla mnie jest bohaterką a nie kaleką... Jesteś i będziesz wspaniałą kobieta, która dla najbliższych jest w stanie zrobić wszystko... - nie dodając nic więcej szybko wstałem i nie tracąc czasu zacząłem prowadzić wózek w kierunku kulis oddając scenę Ianowi, który zaczął zapowiadać kolejny występ
- Jay ma rację Silla... Zauważ, że gdy śpiewałaś to też publiczność wręcz owacyjnie zareagowała na ciebie... Chyba mimo wszystko fajnie występowało się na scenie co?... Bez ciebie nic tu nie będzie takie samo... - powiedział Ian na co pokiwałem głową zgadzając się z nim
- Powiedział to facet, który sam chce odejść z powodu bezpodstawnych wyrzutów... Słuchajcie ja... naprawdę jestem wam wdzięczna za wszystko… ale naprawdę nie wiem czy powinnam występować na scenie... nie wiem czy dam radę... i czy aby na pewno scena to wytrzyma... Aczkolwiek po co ja mam zostać skoro ty z Jayem odchodzicie, co? To bez was szlagierowa scena nie będzie istnieć... - powiedziała Anastasia patrząc się na mnie i na drugiego bruneta, który znacząco patrzył się na mnie
- No wiesz kochana nie wiem jak Jay, ale ja mogę zostać w zespole i nadal prowadzić koncerty, lecz pod warunkiem, że będziesz to robiła razem ze mną i innymi - rzucił natychmiast przyjaciel, na co z trudem powstrzymując uśmiech skinąłem głową
- Ja też mogę zostać w zespole - na co blondynka spojrzała się na nas po kolej
- To naprawdę to wszystko było ustawione, prawda? Zrobiliście to specjalnie, co? - spytała się od razu Silla, a ja patrząc się na nią i na drugiego bruneta wzruszyłem ramionami
- A ma to jakieś znaczenie? Chyba ważniejsze będzie to, że nadal będziemy robić to co kochamy z jeszcze większą mocą jak dotychczas... - powiedziałem patrząc się ma dziewczynę, która pokręciła głową
- Anastasio... powiem ci coś wprost i nie chce wywierać na ciebie presji, ale ja naprawdę cię potrzebuje... Elena jest w ciąży i jeśli zostanę to nie będę mógł poświęcać już tyle uwagi pracy, a że nie chce by coś ucierpiało to potrzebuje osoby, której w ciemno będę mógł nagle powierzyć jakieś duże zadania... Wiem, że mam też Mattiego i Roga, ale potrzebuje ciebie też... - dodał pospiesznie Ian, na co brunetka prychnęła kręcąc głową
- Ustawka? Szantaż? Ciekawe co jeszcze chłopcy wymyślicie... - słysząc słowa niebieskookiej mimowolnie uśmiechnąłem się
- Dla ciebie? Obawiam się, że w tym temacie nasza wyobraźnia nie zna granie... To jak kochana?... - Ann słysząc moje słowa ciężko westchnęła kiwając głową
- Jesteście niemożliwi, ale dobrze zgadzam się... Aczkolwiek pożałujecie tego co zrobiliście - nie powiem znów szeroko uśmiechnąłem się cicho śmiejąc się przy tym dobrze wiedząc, że to są tylko takie jej słowa, ale nic nie mówiąc po prostu przytuliłem ją mocno
***
- A teraz przed nami kolejny cudowny występ... Jest ich cztery i choć każda jest inna to wiele je łączy i razem stanowią wręcz ogniste połączenie... W piosence jednego z najlepszych niemieckich girlsbandów: Elena Achtis, Julia Deflemir, Isbella Michaels i Anastania Dollar oraz wspaniali panowie... - uśmiechając się na słowa Mattiego stanąłem za Anastasią, która uśmiechając się podała mi rękę. Gdy tylko znajoma muzyka od razu zacząłem tańczyć ostrożnie prowadzić brunetka. Melinda miała naprawdę nosa by poprosić znajomego tancerza, który takie jest na wózku o pomoc przy zrobieniu kilku choreografii dostosowanej do Ann. Swoją drogą dziewczyny chyba nie mogły wybrać lepszej piosenki, a przynajmniej akurat ta idealnie odzwierciedla to co czują. Cały czas patrząc się na blondynkę tańczyłem bardzo cicho śpiewałem tekst miłosnej ballady. W momencie kiedy nadeszła kwestia Anastasii oboje spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy i nie powiem miałem cholerne wrażenie, że każde wyśpiewywane przez nią słowa trafiają prosto do mego serca, a jej niebieskie tęczówki tak błyszczały, że wręcz sprawiały, że nie tylko było mi cieplej, ale także miałem wrażenie, że ona właśnie śpiewa mi prawdę, że nadal jest zakochana we mnie, że zawsze jestem w jej myślach, a jej serce choć jest złamane to jest prawdziwe i należy do mnie. Czując jak moje serce zaczęło szybciej bić nie odrywając wzroku od dziewczyny starałem się skupić na tańcu. Kiedy tylko piosenka dobiegła końca od razu przytuliłem się do blondynki całując ją w policzek
- Widzisz kochana? Kolejny dowód na to, że scena to jest twoje miejsce - nie dodając nic więcej szybko odsunąłem się od dziewczyny i zostawiając ją oraz pozostałe dziewczyny z Ianem na scenie wraz z Caycem i Chrisem poszliśmy za kulisy, gdzie od razu sięgnąłem po butelkę wody idąc na bok. Pijąc przezroczysty płyn odruchowo przymknąłem oczy przypominając sobie sytuacje sprzed chwili. Cholera wiem co widziałem w jej oczach i co czułem, ale przecież to jakieś szaleństwo skoro sama powiedziała mi, że nic do mnie nie czuję. Kurde, a jeśli tylko mi się wydaje i widzę tylko to co chciałbym zobaczyć? Kręcąc głową powoli otworzyłem oczy, po czym znów napiłem się wody. Kurde czy to może być bardziej skomplikowane i zagmatwane? Słuchać rozumu czy serca? Odruchowo sięgnąłem do kieszeni wyjmując z niej pudełeczko, które otworzyłem przyglądając się naszyjnikowi zatrzymując wzrok na zawieszce i nie powiem widząc wtopiony w kwiat pocisk poczułem bolesny uścisk w klatce piersiowej. Ta jedna mała metalowa rzecz decydowała o życiu lub śmierci. Mojej i Anastasii. Nadal dla mnie to jest takie nierealne, a jednak prawdziwe. Oboje w tamtym momencie otarliśmy się o śmierć, choć to blondynka była bliżej przejścia na drugą stronę gdy tak po prostu zasłoniła mnie. Czując napływające do oczu łzy przymknąłem powieki i niemalże natychmiast przed oczami stanęła mi scena gdy zamiast poczuć ból od postrzału poczułem jak ktoś mnie osłania i jak chwilę potem trzymałem raną dziewczynę w swoich ramionach patrząc się jak w jej oczach pojawiają się łzy a iskierki w jej tęczówkach, które wraz wyraźnie uwięzionymi w gardle słowami zaczęły gasnąć. Czując ostry ból w klatce otworzyłem oczy i pozwalają kilku łzom spaść wziąłem kilka głębokich oddechów
- Jay wszystko dobrze? - spoglądając na Jul kiwałem głową i posyłając jej lekki uśmiech schowałem pudełko do kieszeni
- Tak. Wszystko dobrze… Tylko… po prostu emocje wzięły w górę i… chyba właśnie coś sobie uświadomiłem przez co podjąłem jak nie mam najważniejszą decyzję w swoim życiu - szepnąłem patrząc się na stojącą obok mnie blondynką, która pokiwała głową blado uśmiechając się do mnie
- Ta... Nie tylko ciebie wzięło na głębsze rozważania życiowe... Chyba nie ma większej i najgorszej bitwy niż walka pomiędzy rozsądkiem a uczuciem... - słysząc słowa Julie smutno uśmiechnąłem się dobrze wiedząc, że ona też ma przecież nie mały dylemat dotyczący Caycego
- Ta... Dokładnie kochana... I trzeba być mądrym by wybrać dobrze... - przyjaciółka słysząc moje słowa cicho prychnęła kręcąc głową
- Jay... Ja słyszałam, że zostajesz na dłużej w Berlinie i... czy mimo wszystko... twoja oferta nadal jest aktualna? - powiedziała po krótkiej chwili Jul, a ja patrząc się na nią nieco szerzej uśmiechnąłem się
- No proszę, więc jednak zdecydowałaś się?... Caryca już wie? - Spytałem się od razu na co dziewczyna pokręciła głową
- Jeszcze się zastanawiam się i analizuje dokładnie wszystko, więc jeszcze nikt o tym nie wie… To wszystko jest po prostu tak skomplikowane, że nie już sama nie wiem jak mogę ten mętlik rozwiązać… - rzuciła smutno Julie na co blado się uśmiechając skinąłem głową
- Jasne, rozumiem… Przemyśl to dokładnie i pamiętaj, że moja propozycja zawsze będzie aktualna dla ciebie… - blondynka słysząc moje słowa rzuciła mi uśmiech i kiwając głową zrobiła kilka kroków do przodu, ale w pewnym momencie odwróciła się do mnie
- Jay jeśli chodzi o Anastasie to… posłuchaj… ona… wiesz jestem przekonana, że po dzisiejszym koncercie zrobi taką furorę, że może będzie jej potrzeba dobrego materiału na płytę, a ty jesteś najlepszy, więc mógłbyś napisać dla niej kilka piosenek i może jakiś ewentualny duet dla nas lub coś na kobiece trio albo kwartet kobiecy… - nie wiem dla dlaczego, ale w pierwszej chwili miałem wrażenie, że przyjaciółka chciała powiedzieć coś zupełnie innego, ale dając jej powiedzieć do końca uśmiechnąłem się kiwając głową
- Jasne. Z przyjemnością stworzę materiał na płytę dla Anny i dla ciebie też coś skomponuje… A teraz chodźmy do reszty … - nie dodając nic więcej objąłem ramieniem blondynkę wspólnie z nią idąc do pozostałych.
***
- Są piosenki do tańczenia, ale są też piosenki, które są nie tylko piękne, ale także mają głębsze przesłanie. Piosenka, którą zaraz usłyszymy na pewno należy do tej drugiej kategorii... Franz pisząc tą piosenkę dla tej cudownej kobiety raczej nie przypuszczał, że to będzie jego ostatnia piosenka, a jej przepiękne słowa będą jego swoistym testamentem... W piosence "Miłość i tak wygrywa" Anastasia Dollar - gdy tylko wzniosły się brawa i radosne okrzyki Ian szedł ze sceny, w blondynka biorąc głęboki oddech powoli wjechała na scenę. Może i od początku wiedziałem, że to nie będzie łatwy koncert, ale tak prawdę mówiąc właśnie tego momentu bałem się najbardziej ze względu na tą piosenkę i czy emocje nie wezmą górę nad Anną, która tak jak zakładałem wyraźnie jest zdenerwowana. Gdy muzyka zaczęła grać niebieskooka przymknęła oczy i zaczęła śpiewać, a Izzy z Mel zaczęli tańczyć. Nie powiem głos blondynki i wyśpiewywane przez nią słowa sprawiały, że moje serce po raz pierwszy zabiło mocniej nie z bólu a z ekscytacji jakby upewniało mnie, że podjęta przeze mnie decyzja jest słuszna i najlepsza. Nie mogąc powstrzymać unoszących się szeroko kącików ust spojrzałem sie na Daniela i wyłapując jego wzrok na sobie gestem głowy dałem mu znać by poszedł za mną, na co on marszcząc brwi niepewnie skinął głową, więc odszedłem na bok tak by nadal widzieć i słyszeć Annę, ale by inni nie mogli nas słyszeć
- Mam do ciebie kochany złoty interes, ale o szczegółach będę mógł ci powiedzieć gdy uda mi się to załatwić... Narazie chciałbym wiedzieć czy byłbyś chętny i zainteresowany dłuższymi pobytami w Berlinie... - szepnąłem zerkając na przyjaciela, który na początku patrzył się na mnie pytająco, lecz potem gdy jak nie mam zrozumiał moje słowa, a raczej ukryte ich znaczenie lekko uśmiechnął się
- No proszę... Czyżby Franz miał rację, że miłość zawsze wygrywa Khan?... Powiedźmy, że jestem zainteresowany i chętny, więc czekam na szczegóły tego złotego interesu - mimowolnie szerzej uśmiechając się skinąłem głową spoglądają na będącą na scenie Anastasie. Tak. Franz miał rację pisząc, że miłość zawsze wygrywa czy mówiąc, że tak naprawdę liczy się tylko miłość i to o nią należy walczyć. No a przede wszystkim naprawdę warto wsłuchiwać się w to co dyktuje serce
- Powiedzmy, że to o czym teraz mówimy pozostaje na razie między nami, dobrze? - uśmiechając się zerknąłem na Daniela, który szerzej uśmiechając się do mnie skinął głową, po czym przytulił mnie klepiąc po plecach
- Jasne, jasne moja Jayusinko... Słuchanie serca jest najlepszym wyborem na świecie i Jay... spraw by nasza Silla była szczęśliwa... - nie mogąc powstrzymać szeroko unoszących się kącików ust pokiwałem głową, po czym gdy przyjaciel odsunął się ode mnie znów spojrzałem się na Anastasię mają nadzieję, że Franz z góry pomoże mi w pełni zrealizować wymyślony na szybko plan i, że nowy rok mimo wszystko będzie dobry dla nas wszystkich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz