sobota, 30 marca 2024

Rozdział 84

 Narracja Anastasii

- No cześć kochana. Jeszcze jesteś nie gotowa? - gdy wraz Eleną i Melindą wtargnęłam do pokoju Belli spoglądając na nią lekko uśmiechnęłam się, ale widząc nie gotową przyjaciółkę pokręciłam głową

- Cześć dziewczyny... Mam nadzieję, że nie obrazicie się na mnie, ale szczerze mówiąc nie chce mi się dziś nigdzie wychodzić skoro nie mamy dziś żadnych prób... I w ogóle to dlaczego tak się wystroiłyście? - zaczęła mówić Is na co druga blondynka i Mel pokręciły głowami

- Kochana nie ma mowy byś z nami nie poszła. Jeśli źle się czujesz to jedziemy o razu do szpitala... A co do naszych strojów to chyba nie przestępstwo ubrać się wyjątkowo na wypad z przyjaciółkami? - rzuciła Mel, na co Bells pokręciła głową, a ja nie mogłam powstrzymać unoszących się kącików ust

- Is nie kręć głową tylko ubieraj się w tą niebieską sukienkę, którą ostatnio kupiłaś - brunetka słysząc słowa naszej przyjaciółki pokręciła głową i nic nie mówiąc wzięła wieszak z sukienką, po czym poszła do łazienki

- Myślicie, że nas zabije jak dowie się co jest grane? - spytała się cicho po chwili Mel z trudem ukrywając na twarzy uśmiech, na co obie z drugą blondynką zaśmiałyśmy się

- Wiecie zabić to może nie, ale być może na początku będzie krzyczeć... Aczkolwiek chyba nie powinnyśmy tym się przejmować tylko robić swoje - powiedziała Elena wzruszając ramionami, na co znów z mulatką zaśmialiśmy się, choć prawda jest taka, że może wcale nie będzie nam do śmiechu gdyby nie Bella się zaparła i nie chciała zostać żoną Chrisa 

- A możecie mi choć powiedzieć gdzie mnie zabieracie? - spytała się od razu po wyjściu z łazienki Isabell, a ja tak jak pozostałe dziewczyny pokręciłam głową

- Zobaczysz w swoim czasie - powiedziałam jednocześnie z dziewczynami, na co również wszystkie zaśmialiśmy się

- Nie wiem  co kombinujecie, ale powoli zaczynam się tego bać... - patrząc się na przyjaciółkę lekko uśmiechnęłam się kręcąc głową 

- Jak jesteś już gotowa do wyjścia to chodź - tym razem to Bella pokręciła głową i szybko biorąc torebkę poszła do wyjścia z pokoju 

- I módlmy się teraz by wszystko poszło zgodnie z planem... - szepnęła Mel, a ja mimowolnie cicho się zaśmiałam mając nadzieję, że faktycznie wszystko się uda jak planujemy i, że brunetka powie te sakramentalne tak 

***

- No dobra możecie mi wreszcie wytłumaczyć dlaczego jesteśmy w ogrodzie botanicznym?... Co tu się dzieje? - pytała się Isabell, a ja z trudem powstrzymując uśmiech nawet na nią nie zerkając jechałam dalej starając się skupić na otaczających nas kwiatach i roślinności. Chris miał wielkie szczęście i fajny pomysł by to właśnie w tym miejscu wszystko zorganizować i chyba nawet nie chce się domyślać jakim cudem to mu się udało

- Może właśnie zaraz dostaniesz odpowiedź na swoje pytania, więc idź proszę przodem tą ścieżką... - powiedziała Elena wskazując na zrobioną z płatków kwiatów ścieżkę. Bella szokowana spojrzała się na nas a potem na ścieżkę, lecz po krótkiej chwili kręcąc głową stanęła na ścieżce, po czym zaczęła iść. Nie ukrywając uśmiechu zerknęłam na pozostałe przyjaciółki, po czym zaczęłyśmy iść za brunetką czując jak serce zaczyna szybciej bić z ekscytacji i strachu przed reakcją Is. Gdy powoli podchodziłyśmy do końca ścieżki Isabell zamarła widząc po obu bokach wszystkich przyjaciół, swoich i blondyna rodziców, a na samym przodzie Chrisa, który ubrany w smoking uśmiechał się do swojej ukochanej

- Co?... Chris?... Co tu się dzieje?... - spytała się po krótkiej chwili Bella, na co Chris szerzej uśmiechając zaczął iść w jej kierunku, a ja odruchowo zjechałam na bok stając obok swojego taty, a dziewczyny podeszły do swoich mężczyzn. kiedy blondas doszedł do brunetki od razu pocałował ją w czoło i w usta, po czym biorąc ją za ręce opadł na kolana

- Isabell... Bells... Kwiatuszku... Odkąd tylko ciebie po raz pierwszy zobaczyłem od razu wyczułem, że mam przed sobą niezwykłą kobietę... W momencie gdy pierwszy raz pocałowałem cię to moje serce zaczynając szybciej bić sprawiło, że praktycznie natychmiast zakochałem się w tobie... W twoich błyszczących ciemnych oczach, w twoim promiennym uśmiechu, a w szczególności w twoim szczerozłotym sercu...Wiem, że w pewnym momencie naszego życia popełniłem najgorszy błąd, za który zapłaciliśmy oboje wysoką cenę, ale... prawda jest taka, że nigdy nie przestałem cię kochać... Gdy dałaś mi szansę bym mógł naprawić swój błąd byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi... A teraz gdy musimy zmierzyć się z tą cholernie najgorszą chorobą i zarazem czekamy na przyjście na świat naszego aniołka to pomimo, że czuje strach to jestem też paradoksalnie szczęśliwy i pewny, że razem damy radę... Razem w ramię ramię pokonamy te choróbsko i będziemy razem szczęśliwi szli wspólnie przez resztę życia... Isabello Michaels czy zrobisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną... Tu i dziś... Nie chce czekać na coś co i tak stanie się w przyszłości... Kocham cię Bello i niczego tak nie pragnę jak tego byś została moją żoną... - chyba nie było w tej chwili osoby, która nie miała w oczach łez od słów Chrisa. Bella chyba nawet nie próbując powstrzymać spadających po policzkach łez zakryła usta dłonią i pokręciła z niedowierzaniem głową 

- Chris... Kocham cię... Ale… nie... nie mogę... - brunetka nie dodając nic więcej szybko odwróciła się zaczynając biec, a ja poczułam bolesny uścisk w klatce piersiowej 

- Ja od niej pójdę... - szybko powiedziałam widząc jak Heine zrywa się chcąc zapewne pobiec za ukochaną, po czym nie tracąc czasu szybko pojechałam za przyjaciółką

- Bella proszę zaczekaj... - powiedziałam głośno bojąc się, że nie złapie brunetki, która słysząc moje słowa zatrzymała się i patrząc się na mnie pokręciła głową

- Ann... Kocham go, ale... Ja nie mogę wyjść za niego za mąż... ja przecież umieram... - z trudem powstrzymując łzy podjechałam do przyjaciółki biorąc ją za rękę żałując, że nie mogę normalnie ją przytulić 

- Is... Rozumiem twoje obawy, ale... no właśnie kochasz go całym sercem i całą sobą... On jest miłością twojego życia i zobacz, że nawet czas nie zniszczył waszego uczucia... Twoje serce i dusza należą do tego blondwłosego księcia, który od początku pisany jest tobie... Kochasz go i tylko to się liczy, rozumiesz?... Nie możesz pozwolić by strach zaważył na waszej miłości i pomyśl o tym jak będzie jak wygrasz z tym choróbskiem... Ja swoją szanse na miłość straciłam przez swoją głupotę, więc nie popełnij tego błędu i posłuchaj swego serca... - mówiąc nie oderwałam wzroku od przyjaciółki, która ze łzami w oczach mocno mnie przytuliła

- A zdajesz sobie sprawę z tego, że twój książę czeka na znak od ciebie? Ty także posłuchaj swego serca kochana... Obie możemy być szczęśliwe... - słysząc ciche słowa przyjaciółki blado się do niej uśmiechnęłam i kątem oka dostrzegając podchodzącego do nas Chrisa bardziej odsunęłam się i podałam niebieskookiemu rękę brunetki, która od razu wtuliła się w swojego ukochanego, który natychmiast ją objął i całując w głowę zaczął coś jej szeptać wprost do ucha. Nie powiem patrząc się na nich nie potrafiłam powstrzymać unoszących się lekko kącików ust jednocześnie ukucia w klatce piersiowej. Cholera dlaczego to wszystko musi być tak skomplikowane, bolesne? Czemu choć ona nie może być w pełni szczęśliwa i być z swoim księciem z bajki bez obaw o to co przyniesie przyszłość? Po krótkiej chwili gdy Heine całując w głowę brunetkę nieznacznie odsunął się od niej, na co ona pokiwała głową, po czym blondyn uklęknął przed nią nadal trzymając ją za ręce

- Isabello Michaels kocham cię najmocniej na świecie... Czy zrobisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - słysząc po raz kolejny te jakże ważne pytania znów uśmiechnęłam się patrząc się jak przyjaciółka ze łzami w oczach kiwa głową mówiąc ciche tak, na co niebieskooki uśmiechając się podniósł się by pocałować swoją ukochaną, która owinęła ręce wokół jego szyi, jednocześnie niemalże natychmiast rozniosły się oklaski i krzyki radości. 

- Dobra kochani. Oczywiście bardzo wam gratulujemy i cieszymy się, że zaraz weźmiecie ślub, ale... teraz Chris z swoją rodziną i chłopakami wróćcie na poprzednie miejsca, a my porywamy na małą chwilę Belle by poprawić to i owo... - powiedziała po krótkiej chwili Elena, na co brunetka odsuwając się od blondyna spojrzała się na nią pytająco 

- Domyślam się, że to nie będzie mała chwila, ale spokojnie... zaczekamy tyle ile trzeba będzie - rzucił natychmiast Chris, po czym dając szybkiego całusa Belli odszedł w stronę, w której ścieżka się kończyła, a Lenka wzięła za ręką Belle prowadząc ją w przeciwnym kierunku

- Naprawdę kochana nawet nie wiesz jak bardzo się cieszymy, że zgodziłaś się na ślub z Chrisem... Jesteśmy pewne, że wszystko dobrze się ułoży i naprawdę będziecie długo szczęśliwi aż będziecie się nudzić... No a to jest taki nasz wspólny przedślubny prezent od nas dla ciebie - zaczynając mówić Emma przytuliła się do Belli, po czym odsuwając się od niej ręką wskazała na trzymany przez Caroline pokrowiec i praktycznie natychmiast brunetka dostrzegając na nim logo zakryła twarz dłońmi jednocześnie niepewnie podeszła do niego i gdy go otworzyła nieco odsłaniając suknię zamarła i kręcąc głową zrobiła krok do tyłu

- Dziewczyny... Ale jak?... Nie mogę uwierzyć... Ja nie mogę jej przyjąć... - cichy szept Is sprawił, że mimowolnie cicho się zaśmiałam nie mogąc powstrzymać szeroko unoszących się kącików ust

- Kochana powiedzmy, że odwiedziny w salonie sukien ślubnych miało drugie dno... No i faktycznie nie możesz a wręcz musisz ją przyjąć od nas... Po pierwsze kobietą w ciąży się nie odmawia, a po drugie przypomnij sobie jak cudownie w niej wyglądałaś i wyobraź sobie minę blondasa jak cię w niej zobaczy - powiedziała Elena na co brunetka uśmiechając się pokręciła głową

- Kochana nie trać czasu tylko już szybko się przebieraj by twój książę nie czekał za długo na ciebie - Is słysząc moje słowa posłała mi uśmiech, po czym podeszła do mnie mocno się przytulając

- Ale będziesz moją druhną, prawda? - słysząc pytanie przyjaciółki szerszej uśmiechnęłam się kiwając głową

- Z największą przyjemnością kochana... A teraz już nie trać czasu tylko idź się przebierz - brunetka nie marnując czasu znów mnie przytuliła, po czym szybko poszła z dziewczynami nieco w bok by się ubrać w suknię ślubną. Gdy po kilkunastu minutach wróciła od razu szeroko uśmiechnęłam się widząc ją uśmiechniętą w białej sukni, w której wyglądała niczym księżniczka, a stojący obok nas Greg od razu zaczął robić zdjęcia.  

- Boże... Bello... - Bella słysząc cichy szloch swojej mamy od razu posyłając jej i swemu tacie uśmiech podeszła do nich przytulając się do nich

- Proszę postarajcie się nie płakać, bo zaraz ja znów zacznę płakać... - słysząc słowa Is mimowolnie cicho się zaśmiałam 

- Żeby to było takie proste kochanie... Boże moja mała córeczka wychodzi za mąż... - słowa wujka spowodowały, że znów zaśmiałam się głośno tak jak pozostałe dziewczyny

- Nie mogę w to uwierzyć, ale choć boję się to jednak jestem szczęśliwa... - powiedziała Isabella, na co jej rodzice pocałowali ją o głowę

- Bello mamy dla ciebie jeszcze kilka niezbędnych drobiazgów... - zaczęła mówić Emma, na co kiwając głową sięgnęłam za tył wózka, biorąc wiszącą na rączce torebkę 

- Ja mam dla ciebie coś pożyczonego, a mianowicie naszyjnik mojej mamy - powiedziałam od razu podając torebkę przyjaciółce, która szokowana pokręciła głową niepewnie biorąc ją przy tym 

- Coś niebieskiego na szczęście ode mnie - dodała szybko Mel podając ciemnookiej srebrną bransoletkę z niebieskim kamieniami, którą od razu założyła na rękę

- Ja mam dla ciebie coś nowego czyli prześliczny bukiecik róż - Julie nie dodając nic więcej podała Is bukiecik białych i różowych róż

- A ja mam coś starego... Miałam ten welon gdy brałam ślub z twoim tatą, więc... pomyślałam, że skoro mi przyniósł szczęście to i może przyniesie tobie, wam - Isabella nie wytrzymując znów zaczynając płakać przytuliła się do również płaczącej swojej mamy 

- Kochane nie płaczcie... Bo zaraz wszystkie zaczniemy płakać i co wtedy? - słysząc słowa Eleny podobnie jak pozostali cicho się zaśmiałam, gdzie blondynka od razu pomogła brunetce w założeniu naszyjnika i welonu

- Gotowa by zostać panią Watrin? - spytałam się po krótkiej chwili patrząc się na przyjaciółkę, która biorąc głęboki oddech niepewnie skinęła głową 

- Chyba nigdy nie będę do końca na to gotowa, ale chodźmy już... A tak w ogóle to... Dziewczyny dziękuję za to wszystko, choć nie wiem czy nie powinnam się obrazić na was za to, że zrobiłyście to wszystko w tajemnicy - słowa panny młodej spowodowały, że znów wszyscy zaśmialiśmy się 

- Oj tam zamiast gadania to po prostu nas przytul - rzuciła Em, na co tym razem Bella się zaśmiała, po czym przytuliła się do każdej z nas 

- Dobra jak Greg już udokumentował tą część dzisiejszego dnia to chodźmy już - dziewczyny kiwając głową wraz z ciocią poszły na swoje miejsca, a wujek podszedł do brunetki i biorąc ja za ręce pocałował ją w czołowo co sprawiło, że kąciki moich ust szerzej uniosły się 

- Gotowa? - słysząc za sobą znajomy głos spojrzałam się za siebie i widząc uśmiechającego się do mnie Izzyego uśmiechnęłam się do niego kiwając głową, po czym brunet zaczął prowadzić mój wózek w stronę początku ścieżki. Kiedy stanęliśmy już na swoich miejscach Ian rzucając nam uśmiech zaczął na wiolonczeli grać marsz weselny i wszystkich wzrok skierował się na początek ścieżki, na której znalazła się Bella oraz trzymający ją pod ramię wujkiem i razem w rytm muzyki zaczęli iść. Odruchowo spojrzałam się na blondyna, który widząc swoją ukochaną szerzej się uśmiechnął nie mogąc oderwać od niej wzroku. Gdy tylko panna młoda doszła do swojego ukochanego jej tata podał jemu rękę mówiąc bardzo cicho do niego, na co brunetka spiorunowała swojego ojca wzrokiem, a niebieskooki uśmiechając się skinął głową również mówiąc kilka słów, co sprawiło, że wujek uśmiechnął się do niego i poklepał go po plecach, po czym znów pocałował ciemnooką w czoło, a następnie odszedł stając obok swojej żony, a brunetka odwróciła się do mnie i posyłając mi uśmiech podała mi trzymamy bukiet, który przyjęłam również posyłając jej uśmiech. Isabell biorąc głęboki oddech spojrzała się na księdza, który również uśmiechając się zaczął tą cudowną uroczystość połączenia dwóch bratnich dusz. 

***

- Na pewno dasz sobie radę? Może jednak zostaniesz jeszcze trochę? - patrząc się na tatę lekko uśmiechnęłam się i na początku pokiwałem głową, a zaraz potem pokręciłam głową

- Tato spokojnie. Weź Verę do tańca i dobrze wykorzystajcie wolny wieczór... Ja dopije drinka i wrócę taksówką do domu. Jeśli to ma ciebie uspokoić to jak tylko wrócę do domu to od razu napiszę ci... No już weź Ver do tańca, bo zaraz straci na tańcach z Caycem wszystkie siły - tata rzucając mi uśmiech pocałował mnie w czoło, po czym poszedł na parkiet. Biorąc łyk drinka spojrzałam się na parkiet zatrzymując wzrok na młodej parze i mimowolnie kąciki moich ust nieco uniosły się jednocześnie poczułam uścisk w klatce piersiowej. Nie powiem bardzo się cieszę że moja przyszywana siostra jest szczęśliwa z swoim blondasem i mam nadzieję, że to szczęście ich nie opuści, ale z drugiej strony trochę im zazdroszczę, bo wiem, że przez własną głupotę straciłam szansę na bycie z mężczyzną, którego pokochałam całym sercem

- Hej... Czy ja dobrze słyszałem od Marka, że zaraz stąd się zmywasz? Tak po cichu i bez tańca ze mną? Chyba obrażę się na ciebie... - słysząc znajomy głos Richiego spojrzałam się na niego posyłając mu blady uśmiech

- Wiesz blondasku gdyby nie okoliczności i ta kareta to z pewnością powalczyłabym o bycie vice królową parkietu - blondyn słynąc moje sława cicho się zaśmiał kiwając głową

- Nadal możesz nicą być kochana... No co?... Chodź to się przekonasz... No weź zaufaj mi... Tylko jeden taniec Ann... - podejrzliwie patrząc się na przyjaciela pokręciłam niepewnie głową, na co on spojrzał się na mnie błagalnie, przez co cicho westchnęłam kiwając głową, a Cameron praktycznie natychmiast szerzej uśmiechnął się i zaczął prowadzić wózek w stronę parkietu, ale zatrzymał się z boku stając po chwili naprzeciw mnie

- A teraz mocno schwyć się mnie za szyję - kręcąc głową owinęłam ręcę wokół szyj mężczyzny, który mocno objął mnie w tali, po czym uniósł mnie stawiając moje nogi na swoich i ostrożnie zaczął iść w stronę środka parkietu 

- Dzięki Richie, choć to szaleństwo i niepotrzebne... - szepnęłam starając się nie zwracać uwagi na to, że zapewne teraz wszyscy patrzyli się na nas

- Nie dziękuj Ann... Dzisiejszy dzień ma być dla nas wszystkich odskocznią od tej szarej rzeczywistości i mamy świętować ślub Chrisa i Belli, więc to logiczne, że w takim razie nikt na te parę godzin nie może siedzieć sam przy stole i mieć na twarzy sztuczny uśmiech... No i proszę oto przepiękny uśmiech mojej kochanej Anastasii... Wiesz choć to przyznam niechętnie, ale chyba naprawdę myśl chłopaków by zająć się organizacją imprez po zakończeniu karier jest nawet całkiem fajny i logiczny zważając na to, że to kolejna nasza impreza, którą zrobiliśmy w naprawdę krótkim czasie... - nie mogąc przestać się uśmiechać patrzyłam się na również uśmiechniętego przyjaciela i nie potrafiłam pod koniec jego wypowiedzi cicho się zaśmiać 

- No faktycznie pomijając wszelkie okoliczności to trzeba przyznać, że udała się nam kolejna szalona impreza i chyba szykuje się kolejna bo podobno Ian aktywniej szykuje się do ślubu z Eleną - niebieskooki słysząc moje słowa lekko uśmiechnął się kiwając głową 

- Odbijamy blondasie - słysząc za sobą znajomy głos zamarłam bojąc się nawet zerknąć za siebie czy faktycznie to on za mną stoi. Richie patrząc się za mnie szerzej uśmiechnął się 

- Jasne Jay... Tylko wiesz co stań tu obok mnie i wtedy ci przekaże nasz skarb... - rzucił natychmiast niebieskooki nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć rzucając mi przy tym uśmiech. Jay nie tracąc czasu stanął obok blondasa, który z łatwością uniósł mnie podając Jayowi, który od razu chwycił mnie w talii, a ja chcąc nie chcąc owinęłam ręce wokół jego szyi, a żeby jeszcze było śmieszniej to akurat z głośników zaczęła lecieć jedna z moich ulubionych romantycznych piosenek. Próbując zapanować nad bolesnymi skurczami serca wzięłam głęboki oddech patrząc się w przepiękne czekoladowo-błyszczące tęczówki uśmiechniętego mężczyzny

- Wiesz, chyba naprawdę jestem skończonym idiotą... - szepnął cicho Jay na co spojrzałam się na niego pytająco nie wiedząc o co mu chodzi 

- Jestem idiotą, bo jakość wcześniej nie powiedziałem ci o tym jak przepięknie wyglądasz - nie powiem słysząc słowa bruneta sprawiły, że mimowolnie kąciki moich ust szerzej uniosły się 

- Dziękuję...Ty również wyglądasz niczego sobie w tym garniturze - odpowiedziałam od razu i wręcz odruchowo mocniej przytulając się do niego położyłam głowę na jego ramieniu. Przymykają oczy zaciągnęłam się zapachem i ciepłem bijącym od Jaya i niemalże natychmiast musiałam zacisnąć powieki by powstrzymać napływające do oczu łzy. Cholera tak mi tego brakowało. Niby to nic takiego, takie zwykłe proste rzeczy, ale jednak prawda jest taka, że uzależniłam się od jego zapachu, od tego ciepła bijącego od niego, a także od dotyku jego skóry, który powodował, że przez moje ciało przechodził gorący dreszcz. Boże dlaczego musiałam być taką idiotką i zniszczyć to wszystko. Wiem, że może mogłabym zawalczyć o niego, ale zdaje sobie sprawę, że po tym co zrobiłam wcześniej nie zasługuje na niego i nawet to, że uratowałem mu życie nie zmyje swoich przewinień. Biorąc głęboki oddech nieznacznie podrzuciłam głowa by wyrzucić z niej wszelkie myśli i po prostu cieszyć się tą chwilą. Chwilą, która będzie w jakimś stopniu balsamem na moje roztrzaskane kawałki serca

- Wiesz z przyjemnością zatańczyłbym z tobą jeszcze, ale... chodźmy na chwilę w bardziej ustrojone miejsce... Chciałbym z tobą porozmawiać... - Gdy tylko muzyka się skończyła niechętnie otworzyłam oczy spoglądając na Jaya, który zaczynając mówić pocałował mnie w głowę, po czym wziął nie na ręce i zaprowadził do wózka, na którym mnie posadził, a następnie zaczął go pchać jadąc w kierunku części ogrodowej. Gdy po krótkiej chwili zatrzymał się klękając po kilku sekundach przede mną 

- Anastasio... Ann... Mam coś dla ciebie... Miałem dać ci ją wcześniej, ale trochę przedłużył się czas jej realizacji, ale... zresztą samo zobacz... - Jay nie dodając nic więcej sięgnął po coś do kieszeni i po chwili wyjął woreczek, z którego wyciągnął srebrną bransoletkę na której były różne koraliki wśród których było serce z cyrkonii oraz litery A oraz J, które też były z cyrkonii 

- Jay... - szepnęłam nie wiedząc co powinnam powiedzieć

- Ann... Posłuchaj... To jest tylko taki niewinny prezent ode mnie dla ciebie i nawet nie próbuj protestować - brunet nie czekając na moją reakcje wziął moją rękę i wsunął na nią bransoletkę 

- Dziękuję Jay, choć naprawdę nie musiałeś - spoglądając na ciemnookiego posłałam mu śmiech, na co on również uśmiechnął się

- Jest jeszcze coś... Proszę tylko wysłuchaj mnie do końca, dobrze?... Jak zapewne każdy z nas ostatnią bardziej myślę o życiu i to nie tak, że ostatnie wydarzenia miały jakiś wpływ na moje decyzje... Chodzi o to, że odkąd tylko wróciłaś to we mnie kłóciły się dwie rację, bo z jednej strony byłem na ciebie wściekły za to co zrobiłaś, a z drugiej strony było to, że zakochałem się w tobie... To wszystko powodowało, że miałem w głowie jeden wielki mętlik, który nie potrafiłem uporządkować... To co stało się ostatnio sprawiło, że zdałem sobie sprawę że tak naprawdę to czego nie mamy to czas i... nie należy marnować go a za to powinno słuchać się swego serca... Ann... Nie chce wywierać na ciebie jakiejkolwiek presji ani byś pomyślała, że w ten sposób chce się  jakoś odwdzięczyć lub robię to przez jakieś wyrzuty... Ja po prostu chce byś wiedziała, że zależy mi na tobie i to bardzo... Jeśli byś chciała to ja chciałbym zacząć od nowa z tobą... - nie powiem z każdym słowem bruneta czułam jak moje serce biło coraz mocniej, a jego ostatnie słowa sprawiły, że moje serce zatrzymało się boleśnie rozpadając na miliony kawałków. Cholera jasna. Marzyłam o tym jak o niczym innym. Tylko dlaczego to musiało nastąpić akurat teraz? Boże kocham tego mężczyznę i pragnę z nim być, ale teraz, w mojej nowej sytuacji nie mogę być z nim. On jest naprawdę najcudowniejszym mężczyzną na ziemi i zasługuje na wszystko co najlepsze, a ja tym niestety nie jestem

- Jay... Ja... - szepcząc patrzyłam się na bruneta kompletnie i na jego błyszczące czekoladowe oczy nie wiedząc co powinnam mu powiedzieć. Jay cały czas patrząc się na mnie lekko uśmiechnął się i jakby niby nic wierzchem dłoni przejechał po moim policzku sprawiając, że przez moje ciało przeszedł gorący dreszcz

- Ann... La mia principessa guerriera... Nie czuj, że chce na ciebie coś wywierać... Ja tylko chciałem powiedzieć ci o tym co czuję... i, że chciałbym dać nam drugą szansę... O ile ty tego chcesz... - czując napływające do oczu łzy niepewnie pokręciłam głową czując jak kawałki serca zaczynają boleśnie kłóć moją klatkę piersiową i moją duszę

- Jay jesteś cudownym mężczyzną o szczerozłotym sercu... ale... bardzo ciebie przepraszam... ale... po prostu nie czuje już tego co czułam wcześniej do ciebie i... jedynie co mogę ci teraz zaoferować to przyjaźń... przykro mi... - z każdym słowem czułam jak coraz mocniej zaciska mi się gardło, a moje wnętrze boleśnie rozpada się na małe kawałki, a widok zawodu w tracących blasku oczach bruneta tylko te uczucia wzmacniał

- Hej nie masz czego płakać... rozumiem to... i... przyjaźń też będzie ważna dla mnie... - szepnął Jay delikatnie ocierając moje mokre od łez policzki i nie dodając nic więcej przytulił mnie. Cholera dlaczego to tak musi być

- Jay Chris cię... ale chyba przychodzę w nieodpowiednim momencie... - gdy tylko usłyszeliśmy znajomy głos od razu odsunęliśmy się od siebie z Jayem, gdzie ja od razu jeszcze raz otarłam oczy i policzki by Matteo nie widział, że płakałam 

- Nie, jest ok... Idź Jay, ja jeszcze tu chwilę pobędę... - szepnęłam spoglądając na Jaya, który powoli się podnosząc niepewnie skinął głową, a ja spuściłam wzrok starając się wziąć kilka głębokich oddechów

- Ann... Stało się coś?... Mam nadzieję, że nie przerwałem wam w czymś ważnym... - słysząc słowa Mattiego spojrzałam się na niego kręcąc głową 

- Wszystko jest dobrze, tylko... po prostu... między mną a Jayem właśnie wszystko się skończyło... - szepcząc zerknęłam na prawą dłoń i niemalże natychmiast poczułam jak bransoletka od bruneta ciąży mi jakby była wykonana ze szczerego złota 

- Anastasia co ty zrobiłaś?... - spytał się Matti, a ja czując napływające do oczu łzy wzruszyłam ramionami

- Nic... Po prostu powiedziałam mu prawdę... ale nie wiem czy oboje będziemy w stanie przyjaźnić się po tym wszystkim... - Matteo słysząc moje słowa pokręcił głową kucając przede mną 

- Ale powiedziałaś mu prawdę o tym co do niego czujesz czy może taką prawdy, która według ciebie była najlepsza? - spytał się przyjaciel, a ja pokręciłam głową

- A ma to jakieś znaczenie? Dobrze jest jak jest Matti... - powiedziałam patrząc się na przyjaciela, który z niedowierzaniem pokręcił głową

- Czyś ty już co reszty oszalała? Nie wiem kto w tym momencie jest większym idiotą czy ty czy Jay? Jak mogłaś odrzucić jego skoro go kochasz, co? Boże dziewczyno ja z tobą nie wytrzymam - Włoch energicznie wstał i zaczynając wręcz krzyczeć kręcił głową 

- Matteo przestań do cholery... Powiedziałam mu prawdę i nie oszalałam... Nie drąż Matti... Naprawdę jest dobrze... - rzuciłam patrząc się na przyjaciela, który z rezygnacją pokręcił głową

- Te ne pentirai davvero… (Naprawdę będziesz tego jeszcze żałować…) - słysząc słowa Mattiego przymknęłam oczy pozwalając kilku łzom spaść. Może i faktycznie kiedyś będę żałowała tego co zrobiłam, ale jednak wiem, że tak po prostu będzie najlepiej. Gdy po krótkiej chwili wyczułam jak zapewne Matteo przytula mnie od razu odwzajemniłam gest wtulając się w przyjaciela

- Proszę cię zastanów się kochana póki nie jest za późno... Nie zmarnuj swojej szansy na szczęście - szepnął przyjaciel, a ja tylko mocniej się u niego wtuliłam doskonale zadając sobie sprawę z tego, że szansę na szczęście straciłam już dawna i to przez własną głupotę, a teraz tylko za to płace. Szkoda tylko, że cena jest taka duża i wręcz wieczna.

- Hej. Przeszkadzam? Chciałabym pogadać z Anną zanim pójdę z Chrisem - kiedy usłyszałam głos przyjaciółki od razu odsunęłam się od przyjaciela i spoglądając na brunetkę posłałam jej uśmiech, a Włoch kiwając głową posłał mi uśmiech z znaczącym spojrzeniem, po czym poszedł zostawiając nas same 

- Jeszcze raz dziękuję, że zorganizowałaś z pozostałymi tą niespodziankę… To był najwspanialszy dzień w moim życiu… Wiesz wspólnie z Chrisem zdecydowaliśmy, że nie będziemy bawić się w rzucanie bukietu ani krawatu tylko po prostu damy osobom, którym będziemy chcieli dać… Więc… To dla ciebie kochana i zanim cokolwiek powiesz to pamiętaj, że nie możesz mi odmówić, bo jestem w ciąży, mam raka, jestem twoją najlepszą przyjaciółką, a przede wszystkim jestem twoją najukochańszą siostrą, która kocha cię i marzy by być na twoim ślubie, z twoim księciem z bajki… Wiem, wiem kochana… Nie będę ci po raz kolejny suszyła głowy, tylko proszę cię posłuchaj swego serca kochana… Tylko tyle i aż tyle siostrzyczko… A te kwiaty niech będą nie tylko symbolem tego, że będziesz przyszłą panną młodą, ale i niech będą talizmanem, który przyniesie ci szczęście… - powiedziała Bella, a ja pomimo lekko unoszących się kącików ust nie mogłam powstrzymać łez. Nie mogąc wydusić z siebie słowa gestem ręki dałam jej znać by przybliżyła się do mnie i nic nie mówiąc po prostu przytuliłam przyjaciółkę. Cholera tak bardzo się cieszę, że ją mam i naprawdę nie rozumiem dlaczego akurat ona musi mierzyć się z tą najgorszą chorobą, ale wiem, że muszę wierzyć w to, że szybko wygra walkę z tym choróbskiem i, że los sprawi, że choć ona będzie w pełni szczęśliwa razem z blondasem i maleństwem

Brak komentarzy: