Narracja Anastasii
Pierwsze promienia słoneczne wpadające do pomieszczenia sprawiły, że leniwie otworzyłam oczy budząc się. Przewracając się na plecy ponownie przymknęłam oczy ciesząc się, że jestem już w domu, choć zdecydowanie bardziej wolałabym być już w Stanach. Słysząc znajomy dźwięk powiadomienia powoli otwierając oczy sięgnęłam po komórkę i widząc, że to wiadomość od Belli powoli podniosłam się do pozycji siedzącej, po czym kliknęłam w wiadomość
- Cześć. Nie zabij nas, ale będziemy godzinę później niż ustaliliśmy… Aha i dla swego zdrowia psychicznego nie zaglądaj na razie na portale społecznościowe, bo huczą w hurtowych ilościach zdjęcia z pogrzebu Franza… - czytając pierwsze słowa wiadomości nie mogłam powstrzymać unoszących się kącików ust, które niemalże natychmiast opadły pod wpływem dalszej treści wiadomości. Cholera niby była nawet nie prośba a wręcz nasze błaganie by żaden dziennikarz, który pojawi się na pogrzebie nie robił zdjęć i ich nie upubliczniał, ale jak widać mieli to gdzieś. Przymykając oczy pokręciłam głową i niemalże natychmiast przed oczami stanęły mi sceny z wczoraj, z pogrzebu Franza. Niby sama uroczystość była przepiękna o ile mogła być w takiej sytuacji i nawet pogoda nam sprzyjała a jednak nikt nie mógł powstrzymać łez, a widok zrozpaczonej Caroline tylko bardziej dobijał i potęgował wielką niemoc. Cholera dlaczego to musiało się zdarzyć? Czemu akurat on musiał umrzeć zostawiając pustkę i rozpacz? Czując napływające do oczu łzy otworzyłam je i kręcąc głową wzięłam kilka głębokich oddechów by uspokoić się. Wiem, że faktycznie my wszyscy musimy jakoś zacząć iść naprzód właśnie przede wszystkim dla Franza, bo on właśnie tego by chciał, ale jednak to jest cholernie trudne. Biorąc kolejny głęboki oddech szybko odpisałam przyjaciółce, po czym jednak wbrew zdrowemu rozsądkowi weszłam na jeden z moich portali społecznościowych i niemalże natychmiast zaatakowały mnie zdjęcia z pogrzebu przyjaciela na portalach społecznościowych różnych gazet oraz udostępnianie przez różne osoby. Kręcąc głową już miałam wyjść z aplikacji ale moją uwagę przykuł nagłówek udostępnionego przez kogoś artykułu na fanowskiej grupie US5, który głosił, że Jay Khan wraca do swojej byłej dziewczyny. Czując jak moje serce zaczęło boleśnie szybciej bić kliknęłam w link i widząc zdjęcia Jaya z Leną zamarłam. Niby zdjęcia nie pokazują niczego konkretnego, ale jednak widać, że oboje się do siebie czule uśmiechają, rzucają ukradkowe spojrzenia czy przytulają lub całują się w policzki i nie powiem z każdym oglądanym zdjęciem czułam coraz mocniejsze ukucia w sercu. No dobra prawda jest taka, że nadal kocham Jaya, ale jedną złą decyzja zniszczyłam to uczucie, przez co straciłam go, a on słusznie znienawidził mnie. Dobrze, że teraz układa sobie na nowo życie miłosne, choć nie powiem widok jego z inną kobietą boli, ale jestem sama sobie wina i zasłużyłam sobie na to. Po prostu muszę na nowo nauczyć się żyć i radzić sobie z tym cholernym bólem starając się cieszyć, z tego, że on jest szczęśliwy
- Cześć. Zrobiłam ci kawę... Jej co jest... Oh... - gdy tylko usłyszałam głos powoli wchodzącej do pokoju Veronici szybko odłożyłam komórkę zaczynając ocierać mokre policzki, ale i tak Vera zobaczyła, że płakałam bo gdy odłożyła kubek z kawą na nocny stolik usiadła na łóżku i łapiąc mnie za rękę lekko ją ścisnęła, gdzie kątem oka zobaczyłam, że dostrzegła co jest na komórce bo pocieszająco spojrzała się na mnie
- Nic mi nie jest... tylko... po prostu coś wpadło mi do oka - powiedziałam na co żona mojego taty kiwając głową przytuliła mnie
- Domyślam się co albo raczej kto wpadł ci do oka, ale... wiesz nie chce się wtrącać, ale przypuszczam o co może chodzić więc jeśli chciałabyś się komuś wygadać to wiedz, że jestem obok i zawsze ciebie wysłucham... czasem łatwiej porozmawiać zwłaszcza o sprawach sercowych z osobą trzecią, która spojrzy na sprawę zupełnie neutralnie... - powiedziała od razu Veronica, na co pokręciłam głową
- Tak naprawdę nie ma o czym rozmawiać... Jay na nowo jest zakochany i będzie spełniał swoje marzenia, a ja uczę się na nowo żyć, czyli wszyscy jesteśmy szczęśliwi i tyle... - szepnęłam od razu na co blondynka pokręciła głową
- Czy aby na pewno wszyscy są szczęśliwi? Kochasz Jaya i z tego co mi się wydaje on też nadal cię kocha... No nie patrz się tak mnie i nie próbuj zaprzeczać, bo to widać po was... - słowa blondynki sprawiły, że niepewnie pokręciłam głową czując jak nowe łzy napływają do oczu
- Ver wiesz przecież, że to nie jest takie proste jakby się wydawało... - żona taty niemalże natychmiast mocno mnie przytuliła całując w głowę
- Domyślam się, że chodzi o to co się stało w przeszłości a nie o te zdjęcia, które po prostu pokazują raczej relacje przyjacielską, co?... Posłuchaj mnie... To zupełnie normalne, że Jay może czuć się zraniony po tym co się stało i mieć obawy przed daniem drugiej szansy co w połączeniu z tym co do ciebie czuję sprawiała, że czuje się rozdarty, ale wydaje mi się, że po ostatnich wydarzeniach nieco zmienia swój ogląd na waszą relacje i może warto porozmawiać z nim i na spokojnie przegadać to co do siebie czujecie... - patrząc się na kobietę nieco się od niej odsuwając pokręciłam głową
- Nie... Rozmowa nic nie da... Prawda jest taka, że Jay zasługuje na wszystko co najlepsze, a ja tym nie jestem... Może gdyby były inne okoliczności, ale teraz to jest to niemożliwe... On nie zasługuje by być z kaleką, która będzie kulą u nogi... - szepnęłam co Veronica spiorunowała mnie wzrokiem
- Anastasio przestań w tej chwili... Ja wiem, że masz prawo mieć takie myśli, ale jeśli jeszcze raz usłyszę od ciebie, że jesteś kaleką lub kulą u nogi to poproszę któregoś z chłopaków by sprali ci tyłek... Jesteś wspaniałą kobietą i nie ma znaczenia czy jeździsz na wózku czy nie... Może i teraz potrzebujesz pomocy, ale sama zobacz, że z każdym dniem i każdą rehabilitacją robisz postępy... Jay przede wszystkim zasługuje na kogoś kto będzie go szczerze kochał, a ty właśnie tak go kochasz i naprawdę powinnaś z nim porozmawiać - rzuciła natychmiast Veronica znacząco na mnie patrząc, na co ciężko westchnęłam przekręcając oczami
- Ana snieg pada... Ulepimy dzis bałwana, prawda? - nim zdążyłam coś powiedzieć do pokoju niczym torpeda wpadła Elsa i wesoło krzycząc weszła na moje łóżko zaczynając skakać, co sprawiło, że obie z Verą zaczęliśmy się śmiać
- Oj nie wiem czy na lepienie bałwana starczy śniegu, ale może uda się przeprowadzić tobie i Kevinowi bitwę na śnieżki, a ja będę sędzią - powiedziała patrząc się na siostrę, która krzycząc tak zaczęła jeszcze bardziej skakać
- Ale zanim pójdziecie na bitwę to co powiecie dziewczyny na pieczenie pierników? Pomyślałyśmy z Elizabeth, że jednak to tak nie wypada pójść na wigilię do Zulfa i Evelyn pustymi rękami, więc ja postanowiłam zrobić coś słodkiego, a Lizz ma zrobić jakieś sałatki - pomimo uśmiechu na twarzy i kiwania głową poczułam szybsze bicie serca na samą myśl o wigilii, którą dla nas wszystkich postanowił zorganizować w swojej restauracji tata Jaya, na co wszyscy przystali i jednocześnie zaczęli się kłócić o to co kto przyniesie by pan Zulf nie musiał wszystkiego robić sam, na co z kolei nie zgadza się tata Jaya przez co powstało błędne koło, a ja sama nie wiedziałam czy bardziej cieszę się na myśl o wspólnej wigilii z rodziną i przyjaciółmi czy bardziej stresuje się tym, że w tym roku moje ulubione święto nie będzie miało radosnej atmosfery.
- Tak. Będziemy robić piernicki – Elsa znów zaczęła radośnie piszczeć i skacząc do góry upadła na łózko przytulając się do mnie, co sprawiło, że szerzej się uśmiechając objęłam ją mocno całując w głowę
- To w takim razie ty księżniczko idziesz obudzić tatę i brata, a ty słońce wypij kawę, a ja pójdę zrobić śniadanie. Masz jakieś szczególne życzenia? - nim w jaki sposób zareagowałam Elsa pocałowała mnie, po czym szybko wstała wychodząc z pokoju
- Jakiś specjalnych zachcianek nie mam, więc zjem to co wszyscy - Veronica rzucając mi uśmiech pokiwała głową, po czym wstała kierując się w stronę drzwi
- Anastasio... Naprawdę się zastanów nad rozmową z Jayem i wyznaniem tego co do niego czujesz... W przeciwnym razie możesz bezpowrotnie stracić coś najpiękniejszego i niezwykłego na świecie... - żona taty nic nie oddając wyszła z pokoju, a ja opadłam na poduszki i przymykając oczy ciężko westchnęłam. Zdaje sobie sprawę, że Veronica może mieć rację i powinnam zawalczyć o Jaya i o jego uczucie, ale jednak w obecnej sytuacji to nie chce by Jay był w związku, w którym sam więcej daje niż dostaje i musi cały czas dostosowywać się do tej osoby. On naprawdę zasługuje na to by być w końcu w pełni szczęśliwy i spełniał swoje marzenia, a ja niestety tego nie mogę mu zapewnić.
***
- Cześć kochana... Słyszeliśmy, że zwyciężyłaś z Markiem w śnieżnej bitwie z dwoma najgroźniejszymi na świecie przeciwnikami... Nasze gratulacje... - gdy do pokoju weszła Bella z Chrisem podnosząc się na ramionach pokazałam jej język, na co oboje siadając na łóżku zaczęli się śmiać
- Możecie się śmiać, ale żałujcie, że nie przyjechaliście wcześniej by dołączyć do nas... Powiedz lepiej kochana jak się trzymasz po wczorajszym - powiedziałam patrząc się na przyjaciółkę, która lekko uśmiechając się pokiwała głową
- Nie powiem poranek może i łatwy nie był przez wczorajszy dzień, ale jest już nieco lepiej... Ja jak ty się trzymasz? - powiedziała Isabell, na co niepewnie skinęłam głową
- Bywało lepiej, ale nie jest najgorzej... Ważne, że ty i maleństwo trzymacie się... Z tego co słyszałam od Mattiego to Ian wariuje ze względu na szalejące necie zdjęciach i być może jutro na próbie może być z nim ciężko - Chris słysząc moje słowa od razu prychnął kręcąc głową
- Dziwisz się? Ian już na cmentarzu chciał pokazać tym pismakom gdzie ich miejsce i ledwo z Jayem i Mattim go uspokoiliśmy by nie robił dodatkowego widowiska... A teraz zmieńmy temat, tzn. tak pomyśleliśmy z Bellą by może w ramach prezentu pod choinkę zakupimy naszym rodzicom wyjazd do SPA do Aspen, gdzie przy okazji zabiegów mogliby pojeździć na nartach, a dzieciaki wspólnie się zaopiekujemy w tym czasie - słysząc słowa blondyna uśmiechnęłam się kiwając głową
- Jak dla mnie to super pomysł, więc rezerwuj jak najszybciej bilety... Oby parą przyda się takie małe wolne... - rzuciłam patrząc się na przyjaciół, którzy pokiwali głowami
- Słuchajcie pójdę po coś do picia. Też chcecie? - spytała się po chwili Bella na co nie mogła powstrzymać lekko unoszących się kącików ust ciesząc się, że nie musiałam sama szukać pretekstu by w delikatny sposób pozbyć się jej na chwilę bym mogła pogadać z Chrisem
- Ja poproszę kawę/herbatę jeśli mogę prosić - powiedziałam jednocześnie z Chrisem na co brunetka uśmiechając się pokiwała głową, po czym wyszła z pokoju
- Dobra mów szybko czy udało ci się załatwić księdza i miejsce? - spytałam się natychmiast, na co niebieskooki uśmiechając się pokiwał głową
- Tak. Ksiądz Martin zgodził się udzielić nam ślubu. Udało mi się też załatwić miejsce w ogrodzie. Jay załatwił z swoim tatą restaurację, więc ważne rzeczy mamy już załatwione, ale... najbardziej boję się o najważniejszą rzecz, czyli, że Bella nie będzie chciała się zgodzić lub, że znów hormony wezmą w górę tak jak dziś w nocy... - rzekł Chris, a ja pokiwałam głową
- Dobrze, że się udało tamto załatwić... A co do Belli to no faktycznie jej reakcja jest niewiadomą, ale możesz być pewny, że przekonamy ją... Aczkolwiek lepiej nie wspominaj głośno o jej ciążowych hormonach, bo wtedy to mój drogi to nawet siłą nie zmusisz ją do ślubu - Chris słyszeć moje słowa spiorunował mnie wzrokiem kręcąc głową
- Błagam cię z jednej strony żałuję, że żaden facet nie napisał poradnika jak poradzić sobie z ciążowymi hormonami i humorkami żony, ale z drugiej wcale się nie dziwię, że nie ma czegoś takiego, bo to byłoby jego ostatnie dzieło literackie w jego życiu - z trudem powstrzymując cichy chichot pokręciłam głową
- Niech zgadnę pewnie zaczęły się zachcianki, co? - Heine słysząc moje słowa ciężko westchnął kiwając głową
- Wiesz gdyby to były same zachcianki, to byłoby dobrze, ale w połączeniu z hormonami stanowi wręcz zabójczy kaliber... Wyobraź sobie, że dziś w nocy budzę się gdy, bo czuje i słyszę, że Belle się wierci oraz cicho płacze i pytam się jej co się dzieje czy nie potrzebuje lekarza. Ona mówi, że nie, że płacze, bo ma chęć na hamburgera a przecież jest wegetarianką. Ja na to ja pocałowała i powiedziałem, żeby nie nie martwiła, że ja to załatwię i pojechałem do Maka bo jedzenie. Kiedy wróciłem dałem jej to i po raz pierwszy widziałem by ktoś z takim smakiem jadł hamburgera i byłem szczęśliwy, że sprawiłem jej przyjemność. Gdy Is skończyła jeść to po chwili znów zaczęła płakać, bo miała wyrzuty, że wbrew nowej diecie zjadła mięso... Rozumiem to? Dosłownie błędne koło... - niewytrzymujący zaczęłam głośno się śmiać wyobrażając sobie bezradną minę blondyna jaką wtedy raczej miał
- Przyniosłam... Nie no powiedziałeś jej?... - gdy do pomieszczenia weszła Bella od razu spróbowałam zatuszować śmiech, ale przyjaciółka znacząco się na mnie spojrzała, przez co jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać
- Nie bądź zła, ja po prostu wolałem uprzedzić Ann , że zaczęłaś mieć swoje specjalne życzenia i może być tak, że będę musiał przerwać nasza lekcje śpiewu bym mógł spełnić twoje życzenie... A po za tym zobacz jak Ana się śmieje. Chyba warto dla takiego widoku opowiedzieć jej o naszych nocnych wydarzeniach - bronił się Heine, a ja starając się uspokoić śmiech pokiwałam głową
- Kochana to dobrze, że masz zachcianki bo to oznacza, że maleństwo dobre się rozwija i powinnaś spełniać każde jego życzenie żywieniowe... No a teraz dawaj tą herbatę, bo chce mi się pić - puszczając dyskretnie oko blondynowi patrzyłam się na przyjaciółkę, która kręcąc głową podała mi kubek z herbatą
- Niby nasz rację, ale już mam wrażenie, że przytyłam z 5 kilo i nie mam co na siebie włożyć... Nie wspominając już o tym, że nie powinnam jeść mięsa - przyjaciółka robiąc nieco obrażalsko-smutną minę usiadła, a ja niemalże natychmiast lekko przygryzłam dolną wargę by nie roześmiać się
- Kochanie ty wiesz, że cię kocham i jak okaże się, że przybędzie ciebie to ja będę miał więcej twojego cudownego ciała do kochania - powiedział Chris i obejmując swoją ukochaną pocałował ją w głowę
- A ja może zaradzę coś na cichy, bo co powiesz na to byśmy po wizycie u kosmetyczki poszły na szalone zakupy? Dziewczyn nie powinny mieć coś przeciwko temu - brunetka słysząc moje słowa lekko się uśmiechając pokiwała głową
- Oj przepraszam... Musze odebrać. Mama dzwoni... Trzymajcie kciuki, bo zapewne będę musiał wysłuchiwać tego, że nie ma co na siebie włożyć czy, że gotuje coś na wigilię i według niej to i tak będzie mało... - obie z ciemnooką od razu zaśmialiśmy się, gdzie gdy tylko Heine wyszedł Bella usiadła obok mnie łapiąc przy moją rękę
- No a teraz bez żadnej ściemy czy słodzenia kochana mów mi jak się tak naprawdę trzymasz i czy potrzebujesz czegoś? - słysząc słowa Is blado się do niej uśmiechnęłam wzruszając ramionami
- Szczerze? Różnie bywa... Raz jest dobrze, a raz mam strasznego doła... Nie wiem czy kiedyś to się w ogóle zmieni, ale przynajmniej jakoś się próbuje iść do przodu... - Bella słysząc moje słowa od razu mnie objęła ranieniem mocno przytulając do siebie
- Domyślam się, że lekko nie jest, ale wierzę, że będzie tylko lepiej... Zresztą co ja gadam... Po prostu musi być dobrze... Tylko musisz w to uwierzyć... A tak w ogóle to nie chce wyjść na niegrzeczna, ale to są twoje słowa, które nie tak dawno skierowałaś do mnie więc weź je sobie do serca kochana w swojej sprawie - ledwo powstrzymując lekko unoszące się kąciki ust patrząc się na przyjaciółkę pokręciłam głową
- No popatrz jaka się mądra zrobiłaś no? A jak to się zerwało z swoim blondwłosym księciem to gdzie się miało rozum, co?... - niby robiłam wszystko by brzmieć poważnie i ostro, ale i tak obie cicho zaczęliśmy się śmiać
- Szczerze? Kocham Chrisa, cieszę się, że go mam przy sobie, ale... jak sobie pomyślę, że być może umrę to naprawdę mnie skręca i to nie na samą myśl o samej śmieci, lecz na myśl, że zostawię jego, nasze maleństwo, rodziców, przyjaciół w rozpaczy... - słowa przyjaciółki sprawiły, że do moich oczu napłynęły łzy i nie tracąc czasu mocno przytuliłam ją
- Wiem kochana, że możesz się tak czuć, ale naprawdę nie możesz się poddawać, rozumiesz?... Musisz walczyć i mieć tak jak my nadzieję, że wszystko się ułoży... Tylko musisz w to uwierzyć... - również zapłakana Bella słysząc moje słowa lekko uśmiechnęła się kiwając głową, a ja w tym czasie otarłam jej mokre od łez policzki
- No dobra... Lepiej zmieńmy temat, bo zaraz tylko będziemy płakać i smędzić... Powiedz mi lepiej czy dobrze mi się wydaję czy twój bohaterski czyn sprawił, że twoje relację z Jayem nie tylko się polepszyły, ale i na nowo kiełkują? - powiedziała Bella, a ja słysząc jej ostatnie słowa spiorunowałam ją spojrzeniem
- Może i nasze relacje polepszyły się przez fakt, że uratowałam mi życie to jednak nie oznacza, że wrócimy do siebie... Za dużo się stało by mogło być jak dawniej - rzuciłam, na co przyjaciółka pokręciła głową
- Ale dlaczego skoro się kochacie? To co zrobiłaś nie tylko było heroiczne ale i zdecydowanie ugruntowało ci grunt pod waszą wspaniałą przyszłością tylko musisz teraz powoli stawiać fundamenty pod to... Chwilę tylko nie mów mi że chodzi tu o dzisiejszy artykuł, bo to tylko nic nie znaczące wymysły pismaków... - rzuciła natychmiast Bella na co pokręciłam głową
- Bella nie chce o tym rozmawiać... Dla mnie to temat zamknięty i nie chce do tego wracać ani tego analizować... Rozumiesz?... - Is słysząc moje słowa ciężko westchnęła przekręcając oczami
- Jesteś najbardziej upartą i niemożliwą kobietą jaką znam... Niszczysz sobie życie na własne życzenie... - słysząc słowa ciemnookiej tym razem to ja przekręciłam oczami. Może i według niej niszczą sobie życie, ale czuję i wiem, że tak będzie po prostu najlepiej, że najlepsze co mogę zrobić dla Jaya to dać mu wolność by znalazł prawdziwe szczęście
- Tak jak przypuszczałem mama z siostrą szykują jedzenia do pułku wojska i jęczą, że nie mają na o siebie włożyć, bo jednak mimo sytuacji nie chcą zrobić nam obciachu... Naprawdę nie wiem jak tata i John z nimi wytrzymują… Tak czy siak macie pozdrowienia i zapewnienie, że jeden mój telefon a rodzina Watrin od razu przyjedzie z pomocą… No faktycznie kochanie jest z czego się śmiać… Poczekajmy na to jak moja mama przyleci do nas by pomóc ci po porodzie i zobaczmy kto wtedy będzie się śmiać… No dobra koniec tej gadaniny tylko bierzmy się do roboty, bo mam was przypilnować byście wreszcie zrobiły kolejność występów - słysząc początkowy monolog wchodzącego do pokoju Heinego sprawił, że obie z Is zaśmiałyśmy się, co on skwitował piorunującym spojrzeniem, na co Bella pokazała mu język, co wywołało u mnie jeszcze większy śmiech, ale słysząc ostatnie słowa blondasa uspokajając się kiwnęłam głową uśmiechając się do blondyna
- Ty kochanie jak nikt inny unie sprowadzić człowieka na ziemię - Chris słysząc słowa brunetki tak jak ja zaśmiał się i nie marnując ani chwili pociągnął ją za nogi przybliżając ja do siebie, po czym pocałował ją szepcząc do niej chwilę wcześniej, że wieczorem za to sprawi, że będzie w niebie. Nie powiem może i na ten słodki widok poczułam lekkie ukucie zazdrości, ale jednak bardziej się cieszę, że przyjaciółka jest wreszcie szczęśliwa z swoim księciem z bajki i mam nadzieję, że to będzie trwało jak wiecznie, a przynajmniej, że choroba nie zabierze im siebie oraz tego niezwykłego uczucia jakim się darzą
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz