sobota, 10 lutego 2024

Rozdział 81

Narracja Jaya


-  Może jakieś ostatnie słowo? - próbując normalnie oddychać patrzyłem się na swojego kata w myślach odrzucając go różnymi mniej kulturalnymi epitetami. Widząc jak ten człowiek unosi broń wziąłem głęboki oddech i przymykając oczy zacząłem myśleć o mojej rodzinie czekając aż padnie jeden celny strzał pozbawiający mnie życia. W chwili gdy usłyszałem charakterystyczny dźwięk wystrzału praktycznie natychmiast wyczułem jak ktoś staje przede mną, przez co praktycznie od razu otworzyłem oczy i zamarłem widząc upadającą Anastasię. Nie tracąc ani chwili złapałem ją układając ostrożnie na ziemi 

- An... Po co to zrobiłaś?... Spokojnie... Niedługo przyjdzie pomoc... Wytrzymaj Silla... Będzie dobrze... - mówiąc położyłem ręce na ranie dziewczyny, z której leciało coraz więcej krwi. Blondynka kręcąc głową położyła rękę na mojej ręce

- Nie Jay... Jest dobrze... Nawet nie boli, wiesz?... Proszę cię wybacz mi... Nie chciałam cię zranić... - szepnęła dziewczyna, a ja z trudem powstrzymując łzy pokręciłem głową

- Nic nie mów... Później będzie ma to czas... - szepnąłem na co blondynka pokręciła głową 

- Kocham cię Jay - szepnęła Anastasia i przymknęła oczy, a ja poczułem jak moje serce boleśnie rozpada się na małe kawałeczki


- NIE! - gwałtownie podnosząc się łapczywie zacząłem brać oddechy. Dostrzegając, że jestem w łóżku w domu rodziców zakrywając twarz dłońmi wziąłem kilka głębokich oddechów. Cholera te sny chyba mnie zabiją. Biorąc kolejny głęboki oddech opuściłem ręce, po czym szybko wstałem idąc do kuchni, gdzie od razu malałem sobie szklankę wody. Siadając przy stole ciężko westchnąłem kręcąc głową poczułem nieprzyjemne pieczenie w klatce piersiowej. Cholera dlaczego to naprawdę musiało się wydarzyć? Dlaczego Anastasia i Caroline muszą najbardziej cierpieć przez to co się stało?

- Nie możesz spać? - słysząc znajomy szept spojrzałem się na wejście do kuchni i widząc tatę skinąłem głową, 

- Przepraszam nie chciałem cię obudzić... - szepnąłem ciesząc się, że mama z siostrą są na dyżurze w szpitalu, a brat u jakieś dziewczyny. Ojciec kiwając głową ciężko westchnął, po czym sam sobie nalał wody siadając chwile potem obok mnie

- Tariq... . Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo jest mi przykro, że to wszystko spotkało ciebie i twoich przyjaciół... Nie wiem jak mógłbym tobie, wam pomóc, bo domyślam się, że zapewne nie tylko ty masz koszmary po tym ataku... - szepnął tata, a ja blado się uśmiechając do niego skinąłem głową 

- Tato spokojnie... Na pewno z czasem będzie lżej... To po prostu teraz jest zbyt świeże i... w ogóle człowiek ma od tego wszystkiego nie mały mętlik w głowie... - powiedziałem patrząc się na ojca, który pijąc wodę pokiwał głową

- Niech zgadnę synu, czyżby chodziło ci o Anastasię? - spytał się a raczej stwierdził rodziciel, na co ciężko westchnąłem kiwając głową 

- Ta. Jakby sytuacja nie była już i tak skomplikowana to jak na złość skomplikowała się jeszcze bardziej powodując jeszcze większy mętlik w głowie - szepnąłem będąc zupełnie szczery z tatą. Sprawa z Aną przed atakiem była łagodnie mówiąc skomplikowane gdzie rozum walczył z sercem, a teraz mam wrażenie, że w obu tych organach mam papkę, której nie potrafię poskładać do jednej kupy

- Szczerze? Doskonale cię rozumiem synu, bo sam kilkanaście lat temu byłem u podobnej sytuacji... Widzisz to jest rodzaj tej historii, której raczej nie opowiada się przy niedzielnym obiadku i o której chce się jak najszybciej zapomnieć, ale może ona pomoże ci... To było kilkadziesiąt lat temu kiedy twoja mama wróciła z twoim rodzeństwem do Anglii, a my obaj zostaliśmy w Niemczech to na początku mieliśmy wypracowany jakiś schemat funkcjonowania naszej rodziny i on dobrze funkcjonował, lecz w pewnym momencie coś zaczęło się psuć, tzn. rozmowy z twoją mamą stawały się krótsze lub któreś z nas nie mogło przylecieć od tego drugiego... Pewnym momencie przyleciała w tajemnicy przed nami tylko Evelyn i płacząc wyznała mi, że mnie zdradziła, że to była jedna bezmyślna noc. Byłem załamany i wstrząśnięty. Nie mogłem uwierzyć, że do tego doszło. Kochałem twoją mamę a ona zdradziła mnie z jakimś lekarzyną... Nie chciałem wtedy widzieć ani rozmawiać z twoją mamą i robiłem wszystko byle tylko tego nie robić o ile to nie było konieczne... Kompletnie nie wiedziałem co mam zrobić, bo rozum walczył z serem, a wiadomości jakie dostawałem od twojej mamy, w których błagała o wybaczenie i zapewniała o swojej miłości do mnie niestety nie poprawiały sytuacji... Gdy przyleciała z twoim rodzeństwem do Berlina zagryzłem zęby i próbowałem przed tobą i bliźniakami udawać, że wszystko jest w porządku, choć daleko było do tego... Wszystko się zmieniło gdy Yasmin miała wypadek na placu zabaw, na który was zabrałem... Niby wam pilnowałem, ale jednak jak może pamiętasz Yas tak nie fortunnie spadła, że złamała rękę oraz miała wstrząśnienie mózgu i właśnie w szpitalu po kolejnej kłótni z twoją mamą po prostu wyprani z wszelkich emocji zaczęliśmy na spokojnie zupełnie ze sobą szczerzy rozmawiać... Nie powiem ta rozmowa oboje nas bolała, ale jednak była nam zupełnie potrzebna, byśmy mogli zrobić jakieś kroki na przód... Zaczęliśmy z Evelyn na nowo uczyć się porozumiewać, tak jakby na nowo poznawać się... W końcu postanowiłem dać twojej mamie szansę, byśmy mogli zacząć na nowo z zupełnie czystą kartą bez wspominania przeszłości i szczerze mówiąc nigdy nie żałowałem tej decyzji... Zrobisz jak będziesz chciał synu, ale czasem naprawdę warto dawać drugą szansę zwłaszcza gdy naprawdę kocha się tą osobę... - słuchając tatę cały czas patrzyłem się na niego nie wierząc, że taka historia naprawdę spotkała moich rodziców, bo naprawdę nie zauważyłem wtedy, że było źle pomiędzy nimi i cholernie się cieszę, że jednak przetrwali ten potworny kryzys

- Wow... Nie powiem jestem mega szokowany, bo nie spodziewałem się czegoś takiego i dzięki tato, że opowiedziałeś mi tą historię... Swoją drogą to ciekawa że jakoś przy tym gdy naprawdę zostałem zdradzony to ani ty ani mama nie opowiedzieliście mi o tym... - palnąłem natychmiast nawet nie za bardzo myśląc skoro wspomniałem o mojej byłej dziewczynie. Tata słysząc moje słowa blado się uśmiechnął kiwając głową 

- Wiesz jak już wspomniałem to nie jest historia, z którą trzeba się dzielić na prawo i na lewo, gdzie oboje z Evelyn podjęliśmy decyzję, że nigdy wam o niej nie opowiemy lecz no zawsze musi być jakiś wyjątek od reguły... Widzisz synu opowiedziałem ci tą historię teraz byś podjął mądrą decyzję przy tym natłoku myśli i uczuć... Nie zrobiłem tego wcześniej bo będąc z tobą szczery to muszę ci powiedzieć, że Indira nie wzbudzała mego zaufania i uważam, że nie zasługiwała na ciebie, ale Anastasia pomimo, że jedynie okłamała ciebie to wydaje się naprawdę wyjątkową kobietą, która jak pokazała chroni własnym ciałem osoby na których jej zależy i nie wspomnę tu o tym, że ona patrzy się na ciebie jak ja patrzę na twoją mamę a jak Indira nigdy nie patrzyła się na ciebie - nie powiem słowa ojca sprawiły, że mimowolnie kąciki moich ust nieco uniosły się 

- Dzięki tato, że mi o tym wszystkim opowiedziałeś... Na pewno będę miał to na uwadze gdy będę starał się ogarnąć ten mętlik i podjazd jakąś klarowną decyzję... A teraz lepiej dopijmy wodę i chodźmy jeszcze spać - nie dodając nic więcej napiłem się wody mając nadzieję, że faktycznie uda nam się zasnąć

***

- Halo ziemia do Jaya - uczucie klepania po ramieniu i znajomy głos skutecznie sprowadziło mnie na ziemię przez co odwróciłem się i widząc za sobą Iana lekko uśmiechnąłem się 

- No hej. Co tam? - spytałem się od razu na co przyjaciel pokręcił głową

- Stary zamiast tak gapić się na Anastasię to umów się z nią, wyznaj miłość, a potem już w domu że tak się wyrażę przypieczętujcie swój powrót - rzucił brunet na co od razu od razu spiorunowałem go spojrzeniem kręcąc głową

- Ha, ha, ha. Dosłownie boki zwijać stary… - Ian słysząc moje słowa pokręcił głową przekręcając oczami 

- No boki zwijać Jay… Stary rozumiem, że nadal możesz mieć żal do Anastasii o to co zrobiła, ale sam widzisz, że ona tego strasznie żałuje… No i nie chce być gburem, ale tak dla odświeżenia pamięci to przypomnę ci, że ona uratowała ci życie i mógłbyś przez to spojrzeć się na nią bardziej przychylnym okiem idąc tym samym za głosem swego serca, które bije dla niej - powiedział przyjaciel, a ja ciężko westchnąłem kręcąc głową 

- Ian naprawdę to wszystko jest bardzo skomplikowane i nie musisz mi przypominać  oczywistych rzeczy, bo uwierz mi wystarczy, że na nią spojrzę i od razu wiem dlaczego siedzi na tym wózku... A teraz lepiej wróćmy do pracy - rzuciłem natychmiast

- Wiem o tym i przepraszam ale... po prostu wiem, że się kochacie i chce byście oboje byli szczęśliwi... Sam przyznaj, że ostatnio każdy z nas aż boleśnie doświadczył świadomości, że to czego nie mamy w nadmiarze to przeklęty czas i... zwyczajnie nie warto go marnować stary... - posyłając przyjacielowi blado uśmiech kiwnąłem głową zgadzając się jego ostatnimi słowami, bo prawda jest taka, że nie wiemy ile mamy czasu na ziemi i nie możemy marnować ani sekundy a jedynie cieszyć się każdą chwilą

- Dobra to tak zmieniając temat to szukałeś mnie specjalnie czy może chcesz tak sobie pogadać? - Ian słysząc moje słowa pokręcił głową 

- Chciałem ci powiedzieć, że przesłuchałem naszą wspólną piosenkę i naprawdę mi się podoba w tej ostatecznej wersji. Coś czuję, że piosenka zostanie hitem... Musimy teraz tylko nagrać jakiś klipy do niego i będzie jeszcze fajniej... - słysząc słowa przyjaciela mimowolnie lekko uśmiechnąłem do niego 

- Cieszę się, że i tobie też się spodoba, choć to czy nasz wspólny a zarazem ostatni singiel w naszych karierach będzie hitem to się okaże - rzuciłem znacząco zerkając znacząco na bruneta, który ledwo utrzymując poważną minę skinął głową

- Jak jeszcze któryś z was wspomni o odejściu to nie ręczę za siebie chłopaki... Naprawdę myślałem, że już wam przeszły te bzdury - ni stąd ni zowąd pojawił się Izzy, a ja słysząc jego słowa mimowolnie pokręciłem głową i już miałem coś powiedzieć, ale usłyszałem dzwonek swojej komórki, przez co szybko po nią sięgnąłem klikając zielony przysiek

- Jay Khan. Słucham - zaczynając mówić nieco odszedłem na bok mając nadzieję, że to to nie kolejny namolny dziennikarz

- Dzień dobry Jay z tej strony Sven Zeit. Główny producent program The Voice. Poznaliśmy się podczas twoich zdjęć próbnych... Chciałem ci powiedzieć, że razem z pozostałymi osobami z produkcji zdecydowaliśmy, że będziesz najlepszy w roli trenera... O ile nadal jesteś tym zainteresowany pomimo ogłoszenia o odejściu z życia muzycznego... Aha i rozmawialiśmy też z Leną Grecke i ona powiedziała, że z jej strony nie będzie żadnych problemów z związku z waszą wspólną przeszłością - usłyszałem znajomy głos w słuchawce, a ja pokręciłem głową nie wierząc w to co usłyszałem

- Wow... Szczerze mówiąc nie spodziewałem się tego...  Tak. Nadal jestem zainteresowany byciem częścią tego programu, ale jakbym mógłbym prosić o kilka dni na podjęcie ostatecznej decyzji - powiedziałem od razu 

- Jasne Jay. Spokojnie. Umówmy się tak, że wstępne podpiszemy umowę zaraz po nowy roku, a jeśli coś się u ciebie zmieni to po prostu zadzwoń... A i wyślę ci na mejla umowę byś ją przeczytał i napisze kiedy byśmy się spotkali na jej podpisanie - słysząc słowa producenta programu odruchowo pokiwałem głową 

- Jasne. Dzięki za to i... naprawdę dziękuję za szansę... W takim razie ja czekam na mejla i do usłyszenia - powiedziałem od razu 

- Do zobaczenia Jay i nie ma za co - nie tracąc czasu rozłączyłem połączenie i chowając telefon odwróciłem się nadal nie wierząc w to co przed chwilą usłyszałem

- Jay wszystko dobrze? Stało się coś? Bo chyba dobrze mi się wydaję, że zbladłeś, co nie chłopaki? - spoglądając na podjeżdżającą Anastasię wziąłem głęboki oddech niepewnie kiwnąłem głową 

- Tak... tzn. nie... tylko... Nie mówiłem o tym, bo nie wiedziałem czy się uda... przed atakiem byłem na wstępnych nagraniach do The Voice jako juror, trener i... właśnie do mnie zadzwonili, że dostałem tą robotę i w najbliższym sezonie będę trenerem... - powiedziałem patrząc się na blondynkę, która uśmiechając się do mnie kiwnęła głową

- Naprawdę? To fantastycznie Jay. Moje gratulacje... - spoglądając na mówiącego Iana uśmiechnąłem się do niego 

- Czyli jednak to koniec US5... - szepnął Izzy na co od razu spiorunowałem go spojrzeniem

- Izzy co ty mówisz? Jay na pewno nie odejdzie z zespołu a to, że zostanie w Berlinie nie oznacza, że zostawi nas na lodzie, bo przecież tu jest filia naszego studia przez co on może nagrywać tu swoje partie a potem się je połączy z waszymi. A w kwestii koncertów to jak będą jakieś ważne występy w USA to Jay przyleci jak nie będzie to kolidowało z sprawami programu prawda Jay? - powiedziała natychmiast Anastasia, na co Izzy niepewnie skinął głową

- Co prawda jeszcze nie podjąłem decyzji odnośnie tego czy zostaję w zespole, ale w razie czego to faktycznie Izz będę tu nagrywał potem to połączę z waszymi nagraniami i w razem czego przy dobrych możliwościach będę przylatywał do Stanów na występy - Anastasia słysząc moje pierwsze słowa od razu przekręciła oczami co wywołało, że kąciki moich ust nieco uniosły się

- No i fajnie... Moje gratulacje stary tak w ogóle... No a zmieniając temat to mogę was wszystkich prosić na chwilę do garderoby... Chciałbym pogadać i teraz lepiej nie pytajcie o co chodzi tylko chodźcie - nie stąd zowąd pojawił się Chris, który wręcz błagalnie patrzył się na nas. Pytająco patrząc się na przyjaciela skinąłem głową, po czym powoli razem z innymi poszedłem za blondasem 

- Naprawdę ci gratuluję Jay... Cieszę się, że ci się udało i spełnisz swoje marzenie - słysząc głos Anny spojrzałem się na nią uśmiechając się do niej 

- Dzięki - nic więcej nie dodając spojrzałem się przed siebie zastanawiając się czy ja też aby na pewno naprawdę się cieszę z tej szansy. Z jednej strony to na pewno, ale z drugiej czuje jakiś dziwny smutek i ścisk w środku. Kręcąc głową wziąłem głęboki oddech, po czym wszedłem do naszej garderoby, w której jak się okazało był Mike, Elizabeth oraz Caroline i Elena

- No dobra Chris mów o co chodzi, widząc kogo to przeprowadziłeś to zaczynam się obawiać - rzucił jako pierwszy Mike, a ja spojrzałem się na Heinego, który biorąc głęboki oddech kiwnął głową, po czym wyjął z kieszeni dwa czerwone pudełeczka, które otworzył przez co wszyscy mogliśmy zobaczyć jak nie mam pierścionek zaręczynowy i dwie obrączki 

- Zanim cokolwiek powiecie to wysłuchajcie mnie... Otóż... Kocham najbardziej na świecie Belle i po prostu nie wyobrażam sobie życia bez niej... Odkład wiemy, że walczymy z nierównym przeciwnikiem mam świadomość, że tak naprawdę walczymy też z czasem, a... ostatnia sytuacją tylko jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie możemy marnować ani chwili i... choć wiem, że mamy żałobę to... tak sobie pomysłem, że... jeśli Caroline i wy nie mielibyście nic przeciwko to wykorzystując to, że są tu całe nasze rodziny i nasi przyjaciele... chciałbym oświadczyć się Isabell i tego samego dnia wziąć z nią ślub... - powiedział nieco zdenerwowany Chris, a ja nie mogłem powstrzymać nieco unosząc się kącików ust

- Wiem, że Franz na pewno nie miałby nic przeciwko, a wręcz byłby szczęśliwy, więc blondasie zrób wszystko abyście byli szczęśliwi i pamiętaj, że jakbyście czegoś potrzebowali to możecie na mnie liczyć - jako pierwsza odezwała się Caroline blado uśmiechając się do niebieskookiego, który lekko uśmiechając się skinął głową

- Chris... tylko proszę cię o jedno nie skrzywdź naszej córki bo wtedy ja nie ręczę za siebie, rozumiesz? A tak to będziemy bardzo szczęśliwi jak oficjalnie będziesz częścią naszej rodziny synu - słowa Mike sprawiły, że podobnie jak resztą cicho się zaśmiałem a Chris szczerze szeroko się uśmiechając pokiwał głową

- Rozumiem, że my tu jesteśmy w charakterze ciała doradztwo-organizującego tak?... To w takim razie powiedz co do tej pory wymyśliłeś na ten jakże wielki dzień - powiedział Ian, a ja nie mogłem powstrzymać się przed cichym śmiechem

- Wiesz Ian właśnie wpadłem na doskonały pomysł na biznes dla naszej dwójki po nowym roku jak już zejdziemy że sceny muzycznej otóż co powiesz na firmę organizacją wszelkiego rodzaju przyjęcia skoro szykujemy kolejną imprezę oświadczynowo-ślubną - rzuciłem patrząc się na bruneta, który słysząc moje słowa szerszej się uśmiechnął 

- Chyba was pogięło/Oszaleliście - słysząc jednocześnie głos Anastasii i Eleny obaj się zaśmialiśmy przybijając sobie piątki. Kurczę to chyba naprawdę dobry pomysł

***

- Witaj Jay... - gdy tylko usłyszałem dość znajomy głos odwróciłem się i widząc znajomą blondynkę, która uśmiechając się do mnie ściągnęła okulary sam uśmiechnąłem się nie wierząc, że ją widzę 

- Lena? O Boże, cześć kochana... Dawno się nie widzieliśmy... Co tu robisz? I co u ciebie słychać? - mówiąc podszedłem do blondynki i przytulając się do niej pocałowałem ją w policzek

- Tak sobie pomyślałam, że przyjdę do ciebie pogadać i strzeliłam, że o tej godzinie będziesz w restauracji u ojca... - powiedziała Leną, a ja uśmiechając się pokiwałem głową

- No miałaś szczęście, bo właśnie szedłem do domu rodziców, więc co powiesz na spacer? - Lena posyłając mi uśmiech kiwnęła głową przez co ręką wskazałem byśmy zaczęli iść

- Jay... Słyszałam o tym co się stało i przykro mi, że musiało to spotkać ciebie oraz twoich przyjaciół i przyjmij moje kondolencje z powodu śmierci przyjaciela... Naprawdę nie wyobrażam sobie jak musisz się czuć... Powiedz mi jak się czuje twoja przyjaciółka i jak ty się trzymasz?... - słysząc słowa blondynki blado się do niej uśmiechnąłem 

- Dzięki... Nie jest łatwo i nawet największemu wrogowi nie życzę by przeżywał to samo... Niby staramy się iść do przodu właśnie dla Franza i innych ofiar, ale to jest trudne, a myśl, że inne bliskie osoby cierpią przez to wszystko nie polepsza tego faktu... Anastasia jak zapewne wiesz dzięki uratowaniu mi życia prawdopodobnie już do końca życia będzie sparaliżowana i niestety przez to psychicznie nie jest najlepiej i nadal próbuje się z tym pogodzić, choć to nie jest łatwe, ale my staramy się jej pomóc... -  mówiąc nie oderwałem wzroku od blondynki, która mając smutną minę pokiwała głową

- Naprawdę jest przykro Jay. Domyślam się, że powrót do normalności po tym wszystkim wcale nie jest czymś prostym... Domyślam się też, że tobie i Anastasii to tym bardziej trudniej i nawet nie chce myśleć co ona musi teraz przeżywać... Dobrze, że ma wsparcie w rodzinie i w przyjaciołach, a przede wszystkim w tobie, bo z tego co słyszałam to jesteście dość blisko siebie... Przepraszam to nie moja sprawa... tylko po prostu cieszę się, że jesteś szczęśliwy i mam nadzieję, że ta tragedia tego nie zmieni - powiedziała Lena a ja blado się do niej uśmiechając pokręciłem głową

- Wiesz... Tak po prawdzie to moja relacja z Aną to długa historia i nie wie czy taka szczęśliwa... A teraz lepiej powiedz mi co u ciebie i o czym chcesz pogadać... - powiedziałem patrząc się na byłą dziewczynę, która blado się uśmiechając skinęła głową

- U mnie wszystko dobrze... Jak wiesz jestem współprowadzącą programu The Voice, jestem szczeliwie zakochana, zdarza się, że prowadzę pokazy mody, działam to tu to tam... No a tak co do naszego dzisiejszego spotkania to doszły mnie słuchy, że będziemy razem pracować. Wiesz cieszę się z tego powodu i możesz być pewny, że to co było pomiędzy nami jest dla mnie pomimo trudnego zakończenia miłą przeszłością i chce byś wiedział, że z moje strony zaczynamy od białej kartki bez patrzenia w wstecz - nie powiem słysząc słowa dziewczyny mimowolnie uśmiechnąłem się do niej 

- Bardzo się cieszę, że u ciebie wszystko dobrze. Co do wspólnej pracy to na razie nie jest ostatecznie powiedziane, że ją przyjmę, ale wiedz, że to na pewno nie ma nic wspólnego z tobą, z nami tylko po prostu muszę to przemyśleć sobie dokładnie… - odpowiedziałem natychmiast na co niebieskooka lekko się uśmiechając pokiwała głową

- Jasne, rozumiem, że to nie jest łatwa decyzja i musisz ją przegadać z Anastasią, zwłaszcza że ogłosiłeś, że kończysz karierę muzyczną, co jak nie tylko dla mnie jest wielkim szokiem, bo nie wyobrażam sobie ciebie bez muzyki - nie powiem słysząc słowa dziewczyny od razu cicho się zaśmiałem 

- No mam w głowie pewien mętlik w głowie, który po prostu muszę wreszcie ułożyć i tak w ogóle to Anastasia nie jest moją dziewczyną, choć faktycznie spotykaliśmy się przez pewien czas, ale jak mam wrażenie w sprawach sercowych to los odpłaca mi się raczej za to jak potoczyło się między nami i nie mam w tej sferze szczęścia - blondynka słysząc moje słowa zrobiła wielkie oczy kręcąc głową 

- Wow. No tego się nie spodziewałam… Nie wiem co zaszło pomiędzy wami, ale widziałam wasze zdjęcia i razem wyglądaliście na szczęśliwych oraz na zakochanych, a dodatkowo teraz ona uratowała ci życie… - słysząc słowa niebieskookiej ciężko westchnąłem kręcąc głową 

- No właśnie to muszę przede wszystkim poukładać sobie w głowie… Wiesz niby miłość nie sługa, ale jeden moment może sprawić, że na tym uczuciu pojawiają się rysy, które kładą się na tym właśnie uczuciu i potem trudno jest to wszystko posklejać… - rzuciłem praktycznie natychmiast, na co tym razem to ona ciężko westchnęła kiwając głową 

- No faktycznie sytuacja nie fajna, ale wydaje mi się, że prawdziwe a zarazem szczere uczucie jest w stanie przezwyciężyć wszystko… Tylko trzeba w to uwierzyć Jay i walczyć o miłość, bo o to zawsze trzeba walczyć i wierzyć - zerkając na Lenę skinąłem głową sam nie wiedząc co mam powiedzieć i co zrobić. Niby wszyscy generalnie mówią mi to samo, ale jednak naprawdę nie wiem czy naprawdę powinienem dać nam drugą szansę czy może zgodzić się na propozycje marzeń. Cholera dlaczego to wszystko musi być tak skomplikowane i pogmatwane? 

1 komentarz:

Nita pisze...

Jejku w końcu znalazłam chwilę na czytanie tego wspaniałego opowiadania, nawet nie wiesz jak bardzo za tym tęskniłam ❤❤❤❤ Twoje rozdziały to życie ❤ są wspaniałe ✨😍...
Ale Jay 🤣🙈 Boże jaki uparty osioł z niego... Jemu chyba łopatologicznie trzeba wytłumaczyć że ma być z Aną... Zrobiłam co zrobiła ale bez przesady już bruneciku.. Uratowała cię do cholery!
Oby w końcu poszedł po rozum do głowy tym bardziej że każdy mu to gada..

Jejku Chris mój słodziak oświadczy się i ślub 😍😍
Nie mogę się doczekać.

Czekam na kolejny!
Buziaki 😘😘😘