sobota, 20 stycznia 2024

Rozdział 80

Narracja Anastasii

- Cześć kochana. Jak się dziś czujesz? Tata cię pozdrawia i przesyła ci coś dobrego na ząb... Tu masz pyszności na śniadanie, a resztę dam ci później na obiad - gdy do pomieszczenia weszła Yasmin od raz się na nią spojrzałam i posyłając jej lekki uśmiech szybko uniosłam się do pozycji siedzącej 

- Hej Yas. Nie jest źle, choć bywało lepiej... Jak możesz to podziękuj w moim imieniu swemu tacie za te pyszne cudowności, choć tak po prawdzie powinnam ich unikać i przejść na stałą dietę by choć tak trzymać linie - brunetka słysząc moje słowa kładąc pojemnik z jedzeniem cicho się zaśmiała 

- Z jednej strony rozumiem twoje obawy, bo faktycznie tata doskonale gotuje, że aż ślinka leci z buzi, ale z drugiej strony to jak będziesz regularnie ćwiczyć jak Thomas ci wczoraj pokazał to nie powinnaś niczego się obawiać... Słuchaj ja lecę na dyżur, ale będę do ciebie zaglądała w między czasie i na pewno przyjdę na świeże ploteczki na obiad... O jak widzę masz już towarzystwo. Cześć chłopaki i dozobaczenia - Yasmin nie dodając nic więcej posłała mi uśmiech, po czym szybko wyszła mijając się w progu z wchodzącymi do mnie Richiem i Gregiem, którzy przywitali się z nią mówiąc krótkie cześć

- Cześć chłopaki. Jak widzę dziś to wy macie poranny dyżur przy mnie... - Stringowie uśmiechając się do mnie podeszli i po kolei przywitali się całując mnie w policzek 

- Oj zaraz tam dyżur... No my po prostu przyszliśmy do naszej cudownej przyjaciółki w odwiedziny przed ciężką pracą i tak przy okazji jej pomóc - powiedział uśmiechnięty George, na co samej kąciki ust lekko uniosły się. Szczerze mówiąc po mojej akcji sprzed kilku nocy nie dziwię się, że chłopaki wraz Mattim i Domem objęli mnie szerszą ochroną

- Wiem chłopaki i naprawdę wam za to dziękuję... no i dziękuję, że nie powiedzieliście nikomu o tej mojej nocnej akcji sprzed kilku nocy... - zaczynając mówić patrzyłam się na chłopaków, którzy lekko uśmiechając się pokiwali głowami 

- Nie masz za co nam dziękować kochana... Domyślamy się jak musisz się czuć i to raczej to normalne, że gdzieś w głębi siebie żałujesz, że nie umarłaś… Ważne, że czujesz już się lepiej i, że starasz się powoli wrócić do życia… - powiedział od razu Greg na co spoglądając na niego lekko uśmiechnęłam się 

- Dokładnie Ann… Wiemy, że ci ciężko i zapewne jeszcze przez dłuższy czas tak będzie, ale nie możesz się poddawać i musisz wierzyć, że z każdym dniem będzie już tylko lepiej… No a tak w ogóle w kwestii dalszych kroków naprzód to może jednak zdecydujesz się na rozmowę z psychologiem i na wystąpienie w koncercie? Wiesz od dziś zaczynają się próby do koncertu i jakbyś jednak chciała na nie pojechać i wystąpić to mogę załatwić ci przepustkę ze szpitala… - słyszą ostatnie słowa blondyna od razu patrząc się na niego pokręciłam głową 

- Nie zmieniłam zdania Cameron i narazie nie skorzystam z pomocy psychologa ano nie wystąpię na koncercie, ale dzięki za propozycję i tak w ogóle to jak już jesteś tak chętny do załatwienia mi wyjścia ze szpitala to może załatwisz mi nie przepustkę a normalne wyjście ze szpitala, bo jeszcze kilka dni tu spędzę a zwariuje - ostatnie moje słowa spowodowały, że chłopaki zaśmiali się 

- Z tego co wiem mają ci robić jeszcze jakieś badania, więc jak przyjdą wyniki to wtedy pogadamy z lekarzami, a teraz kochana koniec gadania tylko jak chcesz to pomogę pójść do łazienki - rzucił natychmiast Richie, na co pokiwałam głową mając nadzieję, że wyniki będą na tyle dobre, że wreszcie mnie z stąd wypiszą 

***

- Tak, wiem… Mój braciszek potrafi być szalonym człowiekiem, choć nie przyzna się do tego i trzyma tą stronę bardzo głęboko w sobie… No i proszę kilka małych rodzinnych historyjek o Tariqu i już się śmiejesz… - z trudem powstrzymując cichy śmiech pokiwałam głową cały czas patrzą się na Yasmin, która uśmiechała się do mnie 

- Faktycznie Jay potrafi był szalony i szkoda, że czasem za często bardziej wychodzi z niego ta bardziej strona profesjonalisty… No i się uśmiecham, bo słysząc takie historię nie mogę się powstrzymać… - tym razem to Yas się zaśmiała i już miała coś powiedzieć, ale obie usłyszałyśmy dźwięk jej komórki, przez co ona nic nie mówią po nią sięgnęła patrząc się na jej ekran 

- No nie wierzę… Szalony?... O nie… Mój brachol jest cholernym i skończonym kretynem… - zburzona brunetka odkładają pojemnik z jedzeniem szybko wstała i coś klikając w komórce przyłożyła ją sobie do ucha 

- No jasne teraz ten kretyn nie obiera pieprzonego telefonu… Boże czemu on musi być głupszy niż wszystkie na świecie konstytucja przewidują, co?... - pytająco patrzyłam się na Yasmin, która nerwowo chodziła po pomieszczeniu kręcąc przy tym energicznie głową 

- Yasmin o co chodzi? - spytałam się patrząc się na dziewczynę, która patrząc się na mnie usiadła i ciężko westchnęła kręcą głową 

- Chodzi o to, że mój brat jest bez mózgowym kretynem… Jay właśnie ogłosił, że odchodzi z zespołu i kończy karierę muzyczną - wypowiedziane przez brunetkę słowa sprawiły, że zamarłam nie wierząc, że one naprawdę padły

- Żeby było wesoło to Ian też ogłosił, że odchodzi z zespołu i, że nie tylko kończy karierę muzyczną ale i, że to będzie ostatni koncert jaki poprowadzi - dodała szybko Yas, a ja patrzyłam się na nią szokowana 

- Czekaj, że co? Oni naprawdę to zrobili? Ale to nie możliwe… - brunetka kiwając głową coś kliknęła na komórce, którą po chwili mi oddała. Gdy wzięłam urządzenie do ręki spojrzałam się na nią i widząc, że przyjaciółka nastawiła na portalu jakiś filmik włączyłam go i z każdą minutą oraz z każdym słowem chłopaków czułam coraz mocniejszy uścisk w klatce piersiowej

- Oni zwariowali… Oni nie mogą tak odejść… Tato słyszałeś to?... Jay z Ianem kompletnie oszaleli… - podając komórkę właścicielce spojrzałam się na wchodzącego do sali, który patrząc się na mnie smutno pokiwał głową 

- Niestety to prawda… Mike dzwonił do mnie przed chwilą i powiedział mi o zaskakującym oświadczeniu chłopaków… Podobno w hali panuje teraz jeden wielki chaos. Chłopaki próbują jakoś wpłynąć na nich, ale z marnym skutkiem, gdzie już podobno członkowie obu zespołów głośno powiedzieli, że w takim razie to koniec obu zespołów… - powiedział tata, a ja zakrywając twarz dłońmi pokręciłam głową. Cholera to jakiś śmieszny koszmar. Co im strzeliło do tych kapuścianych głów 

- Już ja sobie z nimi porozmawiam… - biorąc kilka głębokich oddechów sięgnęłam po komórkę wybierając numer Iana mając nadzieje, że odbierze i uda mi się coś w ten sposób wskórać 

- Cześć Silla. Domyślam się, że już wiesz o mojej oraz Jaya decyzji i zapewne chcesz o tym pogadać, ale bardzo cię przepraszam lecz nie mamy teraz czasu na miłe rozmówki…. Postaramy się wpaść do ciebie jutro wieczorem, bo mamy dużo roboty… Na razie - nim zdołałam wydusić z siebie choćby jedno słowo usłyszałam dźwięk rozłączania połączenia

- Cholera jasna zatłukę go… - rzuciłam wściekła wybierając natychmiast numer Mattiego i czekając na odebranie przez niego połączenia zaczęłam w myślach liczyć do 10 by uspokoić się 

- Błagam cię Matti powiedz mi, że to jakiś pieprzony żart i, że tym dwóm brunetom nie odbiło już do reszty - rzuciłam niemalże natychmiast gdy tylko usłyszałam dźwięk odbierania połączenia 

- Uwierz mi, że bardzo bym chciał, ale niestety prawda jest taka, że obaj, tzn. jeden po drugim ogłosili, że odchodzą ze sceny muzycznej i tyle. Próbowaliśmy z nimi rozmawiać, ale krzyczą na nas i nam grożą… Zastanawiamy się nad tym co możemy zrobić by przywrócić im rozum i to jak najszybciej,  bo jak na razie pomysłu strajku czy bojkotu koncertu raczej nie chcemy wprowadzać w życie… - powiedział Matteo, a ja ciężko westchnęłam nie wierząc w to co się dzieje 

- Cholera by to wzięła… Też próbowałam rozmawiać z Ianem, ale ten mnie spuścił na drzewo i nie wiem co teraz, ale nie można pozwolić by odeszli… - powiedziałam zastanawiając się co mogę zrobić by pomóc przyjaciołom 

- Wiem kochana, ale wiesz, że obaj potrafią być uparci jak osły, więc nie wiem czy damy radę ich przekonać do zmiany decyzji, choć szkoda, żeby tak to wszystko się zakończyło, bo niestety ich odejście oznacza koniec obu zespołów… - słysząc słowa przyjaciela pokręciłam głową dobrze wiedząc, ze to nie może się tak skończyć 

- Nie wiem Matteo co ale trzeba coś zrobić… Pomyślę nad tym i jak na coś wpadnę to dam ci znać… - nie dodając nic więcej rozłączyłam się i zaraz gdy odłożyłam komórkę zakryłam twarz dłońmi głośno krzyknęłam czując jak do moich oczu napływają łzy. Cholera to nie dzieje się naprawdę 

- Tato oni nie mogą odejść… Musimy coś zrobić… - szepnęłam po chwili patrząc się na ojca, który smutno patrząc się na mnie pokiwał głową 

- Wiem o tym Anastasio, ale nie wiem co można by zrobić... - powiedział tata, a ja wzięłam kilka głębokich oddechów

- Wiesz Ann... Obawiam się, że mój brachor jak już na coś się uprze to nie ma przebacz, ale i nawet tata nie wpłynie na niego, ale... nie wiem... ale wydaje mi się, że jest tylko jedna osoba która może na niego wpłynąć... na niego i Iana... Tą osobą jesteś ty Ana... - powiedziała po krótkiej chwili Yasmin, a ja spojrzałam się na nią sama nie wiedząc co mam powiedzieć

- Porozmawiać z nimi mogę i chyba muszę to zrobić, ale Ian już mi zapowiedział, że może wpadnie do mnie jutro dopiero wieczorem, a to jednak trzeba załatwić jak najszybciej... - szepnęłam cicho i odruchowo zerknęłam na stojący wózek czując jak moje serce zaczęło szybciej bić na samą myśl co powinna zrobić, ale nie wiem czy mam na to odwagę. Przymykając oczy wzięłam kilka głębokich oddechów

- Yasmin możesz załatwić kilku godzinną przepustkę ze szpitala, a ty tato mógłbyś mnie zawieść do hali w której są próby? - otwierając oczy zerknęłam na tatę i przyjaciółkę, którzy pokiwali głowami 

- Oczywiście, że cię zawiozę, ale czy jesteś tego pewna? - spytał się od razu rodziciel, na co niepewnie skinęłam głową 

- Pewna może nie jestem tato, ale wiem, że muszę to zrobić i to jak najszybciej zanim nie będzie już dla nich odwrotu - powiedziałam na co ojciec pokiwał głową, a Yasmin również kiwając głową szybko wyszła, a ja ponownie wzięłam kilka głębokich oddechów mając nadzieję, że uda mi się przekonać tych dwóch brunetów do zmiany decyzji 

***

- Chłopaki do jasnej cholery zrozumcie, że to co zrobiliście jest czystą głupotą… Naprawdę zastanówcie się nad tym póki nie jest za późno na wycofanie się z tego - powoli jadąc korytarzem usłyszałam podniesiony glos Izzyego. Czując jak moje serce z każdą sekundą bije coraz mocniej zatrzymałam się przed progiem wejścia do głównej części hali i wzięłam głęboki oddech dając ręką znać tacie, że wszystko jest dobrze

- Izzy przestań już… Nie zmienię swego zdania na ten temat… - rzucił niemalże natychmiast Jay na co odruchowo pokręciłam głową 

- Chłopaki czy wy zdajecie sobie sprawę z tego co zrobiliście? Tu nawet nie chodzi o fanów czy o kariery, ale o to, że to wpływa też na nas, na waszych przyjaciół… My was potrzebujemy do cholery… Zwłaszcza teraz gdy jesteśmy w kompletnej rozsypce po tym co się stało… - usłyszałam głos Mattiego i już miałam przekroczyć próg, ale jednak nie miałam odwagi by to zrobić 

- Słuchajcie możemy was prosić, błagać jeśli chcecie… Ba. Możemy urządzić strajk lub bojkot koncertu jeśli to pomoże… Ale do cholery przestańcie już się wygłupiać… Bez was wszystko się zawali… Franz gdy to widzi to przeklina was… - słysząc głos Daniela pokręciłam głową, po czym biorąc głęboki oddech powoli wjechałam do głównego pomieszczenia 

- Obawiam się Daniel, że za łagodnie powiedziałeś… Franz gdyby był to by zasadził im kopa w ich zgrabne tyłki tak, że przez tydzień by nie usiedli - powiedziałam cały czas patrząc się na Iana i Jaya, którzy spojrzeli się na mnie z nieodgadnionymi wyrazami twarzy 

- Ana/Anastasia - mimowolnie słysząc krzyk przyjaciół na mój widok lekko uśmiechnęłam się i praktycznie natychmiast wszyscy rzucili się na mnie tuląc i całując na zmianę 

- Dobra, bo zaraz udusicie Anę - usłyszałam za sobą głos ojca, na co tak jak pozostali cicho się zaśmiałam zerkając na Jaya i Iana, którzy patrząc się na mnie bez emocji podeszli do mnie 

- Cześć Silla. Fajnie, że jednak wpadłaś do nas… Zdajesz sobie sprawę, że Franz nie tylko nam by dokopał? - powiedział Ian, a ja patrząc się na niego pokręciłam głową 

- Możecie mi łaskawie wyjaśnić co wam odbiło? Ja wiem, że jest wam ciężko po tym co się stało, ale to co zrobiliście to jakieś idioctwo… Niby czemu czujecie się winni, co? Ty Ian zrobiłeś wszystko co mogłeś by zapewnić nam bezpieczeństwo i nie mogłeś przewidzieć, że ktoś tu wpadnie atakując nas. A co do ciebie Jay to naprawdę to nie twoja wina, że wylądowałam na wózku, bo to była moja decyzja, że cię osłoniłam własnym ciałem i liczyłam się z każdą konsekwencją tej decyzji, choć prawdę mówiąc myślałam, że umrę, ale jak widać los z mamą chcieli bym tak zapłaciła za to jak zraniłam ciebie, tatę i pozostałych… Tak czy siak nie możecie zrezygnować  przez jakieś bzdurne i nieuzasadnione wyrzuty… - mówiąc wzrokiem przebiegałam raz po jednym a raz po drugim brunecie, gdzie obaj patrzyli się na mnie niewzruszeni 

- Ann jak sama powiedziałaś jest nam ciężko i każdy z nas radzi sobie z tym wszystkim jak umie. Ty znalazłaś swój sposób, my z Jayem znaleźliśmy swój sposób… - zaczął mówić Ian, na co pokręciłam głową

- I przede wszystkim nie powinnaś myśleć o tym, że twoja niepełnosprawność jest karą za to co zrobiłaś… Może i dla ciebie nasze wyrzuty są nieuzasadnione, ale to nie zmienia faktu, że naprawdę jest nam ciężko po tym wszystkim… - dodał Jay, a ja patrząc się na niego pokręciłam głową 

- Ja wszystko rozumiem, ale do cholery wy rezygnujecie z czegoś co jest waszym całym życiem… Nie możecie tego zrobić… A przynajmniej nie pod wpływem takich silnych emocji… Chłopaki proszę was… - powiedziałam patrząc się raz na jednego a raz na drugiego bruneta 

- Tak? No proszę kochana mówisz o tym, że rezygnujemy z czegoś co jest całym naszym życiem, że działamy pod wpływem silnych emocji, a co ty robisz? Robisz dokładnie to samo nawet nie próbując iść do przodu, a chcesz byśmy to my zrobili. Czy to jest w porządku? - rzucił starszy brunet, a ja znów pokręciłam głową nie wierząc, że to powiedział 

- Ian co cholery to są dwie rożne sprawy… MNIE OGRANICZA TEN CHOLERNY WÓZEK, A WAS CHOLERA JASNA WIE CO… Chwila… Wy pajace jedne… To wszystko było zaplanowane bym się tu pojawia co?... Czy wy naprawdę nie rozumiecie, że ja nawet jakbym chciała wejść na scenę to nie mogę? Że niepełnosprawność kole ludzi w oczy i zniszczę swoją obecnością to na co tak ciężko pracujecie?... Chłopaki oprzytomnijcie i pójdźcie po rozum do głowy - czując jak moje serce znów zaczęło szybciej bić wzięłam głęboki oddech nie mogąc uwierzyć, że ci dwa dopuścili się takiego numeru 

- Po pierwsze kochana to nie było zaplanowane. Po prostu tak wyszło, że obaj zrobiliśmy to samo… Po drugie to ty nie rozumiesz, że pewne ograniczenia są w twojej głowie Silla. Może i do tej pory osoby niepełnosprawne nie brały zbyt aktywnego udziału w życiu medialny, ale może właśnie nadszedł czas by dzięki tobie to zmienić tylko musisz tego chcieć a nie wymigiwać się jakimiś bzdurnymi i nieuzasadnionymi wymówkami… - powiedział natychmiast Jay na co zerkając na niego prychnęłam kręcąc głową 

- Po trzecie kochana dobrze by było byś to ty poszła po rozum do głowy, bo gadasz głupoty wynikające z twoich obaw, co niby zrozumiałe, ale zrozum Ann, że twoja obecność na tym koncercie nie będzie kolec oczów ludzi a będzie jasnym przesłaniem twojej siły, naszej siły, że razem możemy to wszystko przetrwać, że razem jesteśmy silniejsi… Po czwarte to może i Franz by nam dokopał za nasze zachowanie, ale jestem pewny, że widząc teraz ciebie też jest wściekły i załamany, że akurat ty, najsilniejsza z nas wszystkich tak się zachowuje… A po piąte nie wiem jak Jay, ale może tak samo jak ja się zastanowi nad ewentualną zmianą decyzji o odejściu jak ty dasz mi, nam przykład na to jak należy iść do przodu… - dodał swoje dwa grosze Ian, a ja przymknęłam oczy czując napływające do nich łzy 

- Wam chyba naprawdę odbiło już do reszty… To jest zwykły szantaż… Nie przyszło wam na myśl, że może ja tak po prostu nie chce już występować?... Chłopaki proszę was… - szepnęłam nawet nie zerkając na chłopaków, ale czując jak ktoś bierze mnie za rękę otworzyłam oczy i od razu zatopiłam się w czekoladowych tęczówkach Jaya

- To nie szantaż Silla… Dla nas wszystkich to wszystko jest cholernie trudne i... my po prostu wierzymy, że tylko razem możemy przejść przez to cholerne piekło... By oni nie wygrali i by zobaczyli, że nie zniszczyli wszystkiego... Ale cholernie boli nas myśl, że jeden z naszych przyjaciół stał się naszym aniołem stróżem, a druga ważna dla nas osoba cierpi żałując, że nie umarła... My po prostu chcielibyśmy aby powoli wszystko wróciło do jakieś normy, ale możemy to zrobić tylko razem... Razem nie tylko jesteśmy silniejsi, ale wspólnie możemy leczyć nasze rany... A ty jesteś naprawdę silną kobietą i właśnie twojej siły potrzebujemy by przerwać to wszystko i iść dalej... Uwierz w to la mia principessa guerriera... - nie mogąc przestać płakać patrzyłam się na Jaya, który również nie mogąc powstrzymać łez delikatnie opuszkami palców przejechał po moich mokrych od łez policzkach ocierając je 

- Jay ma rację kochana... Bez ciebie to nie będzie to samo i przecież wiem, że też tego chcesz, no... Już nie wspominając, że kobietą w ciąży się nie odmawiał, prawda dziewczyny? - odrzuciła swoje trzy grosze kucająca obok mnie Bella błagająco na mnie patrząc 

- Dokładnie kochana i mam coś dla ciebie co sprawi, że na pewno zmienisz zdanie... Znalazłam to w rzeczach Franza. Pewnie chciał ci to dać na gwiazdką i chciałam ci to dać dziś w szpitalu, ale skoro już się widzimy to proszę... - Caroline nie dodając nic więcej podała mi małą kopertę i dostrzegając na niej charakterystyczny styl pisma Franza zamarłam

- Dla Anastasii. Mojej gwiazdki, która mnie oświetliła . Niech teraz ten blask oświeci ci serce i doda siły do walki o tego którego kochasz - z coraz mocniej bijcącym sercem otworzyłam koperty i gdy wyjęłam z niej dwie kartki od razu widząc co to jest poczułam jak do moich oczu napływają łzy, które biurkiem zaczęły lecieć po moich policzkach pod wpływem czytanych słów piosenki

- "Miłość zwycięży wszystko"?... No nie a to skubany lis... Brawo Franz... Sillo chciałaś kopa to proszę cię uprzejmie... Teraz po prostu musisz wystąpić i zaśpiewać tą piosenkę - słysząc słowa Iana spojrzałam się na niego kręcąc głową

- Nie, nie mogę... - szepnąłam patrząc się na przyjaciół na co oni pokręcili głowami

- Ana nie możesz... tylko musisz to zrobić... Dla niego... Można by powiedzieć, że historia zatoczyła koło... To ty jako pierwsza zwróciłaś na niego uwagę pomagając w rozwinięciu kariery i to właśnie tobie napisał swoją ostatnią piosenkę... Naprawdę musisz zaśpiewać tą piosenkę biorąc sobie do serca słowa dedykacji oraz piosenki i nie proszę cię o to a błagam cię... Jak nie dla tej dwójki kretynów to dla Franza i jego spokojnej duszy... - powiedziała Caro, a ja przymykając oczy po prostu rozpłakałam się i praktycznie natychmiast poczułam jak Jay mocno mnie przytula głaszcząc po głowie

- Juz dobrze kochana... Jesteśmy przy tobie... - słysząc w uchu szept bruneta mocniej wtuliłam się w niego starając się wchłonąć jak najwięcej jego ciepła i zapachu, których tak mi brakowało przez ostatni czasz a od czego byłam tak po prawdzie jakby uzależniona. 

- Naprawdę zostaniecie jak zaśpiewam? - niechętnie odsuwając się od bruneta zerknęłam na niego, a on lekko uśmiechając się znów opuszkami palców otarł moje mokre policzki

- Tak jak Ian mogę się wtedy zastanowić... Nic nie obiecuję, ale na pewno się zastanowię - szepnął Tariq, na co niepewnie kiwnęłam głową

- Dobra to jak mamy ustalone, że wy zostajecie, bo zakładam, że presja nie tylko Anastasii ale i fanów, którzy w necie już szaleją, skuteczne was usadzi na scenie muzycznej na długie lata, to w taki razie to Jayuś załatw swoimi kontaktami na dziś dłuższe wolne Anie, a ty Ian z Bellą wprowadźcie Sillę w temat naszego koncertu - zarządził Matteo na co skinęłam głową 

- A od kiedy ty się tak rządzisz, co? - spytał się niby poważnie Ian, ale nie udało mi się ukryć uśmiechu na twarzy

- Od kiedy ty straciłeś rozum, przez co o ile dobrze usłyszałem zostałeś wyrzucony z narzeczeńskiej sypialni - słowa Mattiego sprawiły, że mimowolnie tak jak reszta cicho się zaśmiałam, a Ian pokazał Włochowi język 

- Słuchajcie kochani koniec tego dobrego bo mamy naprawdę mało czasu a roboty dużo... - powiedział Richie, a ja biorąc głęboki oddech skinęłam głową 

- Jesteś tego pewna? Nie musisz tego robić jeśli nie jesteś pewna i nie martw się o chłopakowi... - powiedział tata, a ja patrząc się na niego pokiwałam głową, choć we wnętrzu naprawdę nie byłam pewna czy dobrze robię

- Tak. Jestem pewna - nie dodając nic więcej posłałam tacie lekko uśmiech mając nadzieję, że naprawdę chłopaki zostaną i, że wszystko jakoś powoli się dobrze ułoży, że faktycznie ten koncert będzie początkiem powrotu do przynajmniej minimalnej normalności

Brak komentarzy: