Narracja Anastasii
- O cześć Cayce. Żyjesz? - zaczynając mówić podeszłam do przyjaciela, który spoglądając na mnie blado się uśmiechnął niepewnie kiwając głową
- Cześć... No jakoś żyje... Przepraszam cię za wczoraj. Nie wiem jak mogłem doprowadzić do tego stanu... Ja po prostu... - zaczął mówić Cay na co pocieszająco się do niego uśmiechając kiwnęłam głową
- Nie masz za co przepraszać. Na szczęście nic złego się nie stało... A tak w ogóle to czy dobrze cię zrozumiałam, że nie wyszło tobie z Jul? - Cayce słysząc moje słowa pokręcił głową
- Przepraszam cię, ale nie chce o tym rozmawiać Ann... To jest dla mnie skończony temat... -.powiedział od razu brunet, na co skinęłam głową
- Jasne, rozumiem... Jakbyś jednak chciał z kimś pogadać to pamiętaj, że zawsze możesz do mnie przyjść - Cayce smutno uśmiechając się do mnie skinął głową, po czym biorąc filiżankę z kawą odszedł idąc w stronę naszych stolików, na co ciężko westchnąłem kręcąc głową
- Cześć Ann... posłuchaj pewnie nie będziesz zbytnio zachwycona ale Bella znów ma poranne mdłości, więc jak narazie kursuje między łazienką a sypialnią przez co raczej dziś nie pojedzie z nami na próbę, ale spokojnie jak narazie nie dzieje się nic niepokojącego przez co sam staram się nie panikować... Aczkolwiek wiem, że może mnie zabijesz, ale zostanę z nią narazie i o ile się pojawię to będę tak na styk tylko na naszej próbie... Naprawdę bardzo cię przepraszam ale... - słysząc znajomy głos odwróciłam się w stronę Chrisa, który nieco zdenerwowany mówił szybko i nie powiem trochę jego słowa przeraziły mnie
- Ale nie ma żadnego ale i przepraszania Chris. Twoje miejsce jest przy Belli i to jest zrozumiałe... Weź może dla niej rumianek lub słabą herbatę i bądź przy niej tyle ile trzeba będzie a próbą się nie martw, bo damy sobie radę a jak będą jakieś poprawki do występu to damy ci znać, dobrze?... A teraz leć do niej i daj znać jakby coś się działo lub byście czegoś potrzebowali - powiedziałam od razu na co blondyn uśmiechając się przytulił mnie całując w policzek
- Dzięki kochana i oczywiście jakby co to dam znać co i jak - Chris nie dodając nic więcej szybko poleciał w stronę drzwi, a ja dostrzegając wchodzącą do restauracji Jul od razu odstawiając kubek poszłam w jej stronę uważnie się jej przyglądając Kurcze ona także nie wyglądała za dobrze, bo ewidentnie jej uśmiech był sztuczny i o ile dobrze widzę to ma zaczerwienione oczy od płaczu.
- Cześć. Możemy porozmawiać na osobności TERAZ? - blondynka ciężko wzdychając pokiwała głową, po czym poszliśmy do pustego korytarza
- Posłuchaj nie chce się wtrącać, ale martwię się... Wiem, że zbliżyliście się do siebie z Caycem, a on wczoraj upił się niemalże do nieprzytomności i jak widzę ty również nie wyglądasz za dobrze i chce wiedzieć czy wszystko jest w porządku... - patrząc się na przyjaciółkę zaczęłam mówić sama nie wiedząc jakich słów użyć by nie wyjść na wścibską
- Ann... Jest mi przykro, że wyszło jak wyszło, bo nie chciałam go zranić... Po prostu to jest skomplikowane i powinnam wcześniej przewidzieć niektóre sprawy a przynajmniej nie dopuścić do tego by sprawy między mną a nim zaszły tak daleko... - szepnęła po cichu Jul spuszczając wzrok
- Julie wiem co to skomplikowane sytuację i jakbyś chciała pogadać to wiesz gdzie mnie znaleźć... Nie wiem co między wami jest i co zaszło, ale znam cię i wiem, że świadomie na pewno nie chciałaś go zranić, a także jakoś nie chce mi się wierzyć, że nic do niego nie poczułaś a jedynie chodziło ci o przyswojową dobrą zabawę... - powiedziałam patrząc się na przyjaciółkę, która ciężko wzdychając pokręciła głową
- Anna... Szczerze? Może i świadomie nie chciałam go zranić, ale jednak mogłam się spodziewać, że oboje zakochamy się w sobie i, że mimo wszystko nic z tego nie wyjdzie... - blondynka nic więcej nie mówiąc ukucnęła zakrywając twarz rękami, a ja nic nie mówiąc również ukucnęłam przytulając do siebie przyjaciółkę
- Ej kochana co się dzieje? Skoro obydwoje zakochaliście się w sobie to dlaczego nic z tego miałoby nie być, co? - spytałam się od razu na co niebieskooka spojrzała się na mnie
- Bo związki na odległość nigdy się nie sprawdzają Ann... Ja między Niemcami a Francją a on między Niemcami a Stanami... Ja nie mogę z wami polecieć do Stanów, bo mam zespół, któremu jestem dłużna za to, że zostali ze mną gdy przeżywałam załamanie, a on ma w USA was, swoje życie i nie chce by dla mnie to wszystko rzucił... A najgorsze w tym, że nawet nie miałam odwagi powiedzieć mu, że też się w nim zakochałam tylko nie wiele myśląc okłamałam go, że nic do niego nie czuję... Boże jestem kompletną idiotką, która za złamanie jego serca będzie smażyła się w piekle, ale nie mogłam inaczej... - nie powiem słowa Jul mnie nieco szokowały, ale mimo wszystko przytuliłam ją starając się zrozumieć jej postępowanie
- Po prostu nie wierzę... Jedna w ogóle nie chce walczyć o wybaczenie faceta, którego kocha, a druga okłamuje swoją miłość życia... Czy wy oszalałyście? Macie przed sobą wspaniałych mężczyzn, którzy was pokochali a wy co robicie? Zamiast być z nimi to odrzucacie ich powodując, że wszyscy cierpią... Dosłownie brak mi słów... - słysząc za sobą znajomy głos uniosłem się zerkając za siebie i widząc Elenę, która wzrokiem ściskała na nas gromy pokręciłam głową
- Elena sama wiesz jaka jest prawda dotycząca mnie i Jaya, więc skończymy ten temat... A co do Jul i Caycego to faktycznie ona zrobiła głupotę, ale rozumiem ją, bo prawda jest taka, że gdy się kogoś naprawdę kocha to przede wszystkim myśli się o tej osobie i o jej dobru... - powiedziałam patrząc się na przyjaciółkę, która pokręciła głową
- Weźcie dziewczyny pójdźcie po rozum do głowy i zróbcie coś póki nie jest jeszcze za późno... Miłość to wielka moc, która sprawia cuda i naprawdę wiem o czym mówię... - Lena nie dodając nic więcej znacząco patrząc się na nas poszła w stronę restauracji, a ja spojrzałam się na Julie, która powoli wstawała
- Kochana Elena ma co do ciebie rację... Naprawę się zastanów nad szczerą rozmowę z Caycem, bo kto wie jak ona się potoczy i co razem nie wymyślicie - powiedziałam patrząc się na blondynkę, która blado się uśmiechając pokręciła głową
- Anna to ty masz co przemyśleć... Jay to naprawdę fajny facet i cholernie zakochany w tobie, więc cokolwiek zrobiłaś na pewno nie sprawiło, że odkochał się w tobie przez co pokaż mu jak bardzo go kochasz... - przekręcając oczami pokręciłam głową
- Nie rozmawiam na ten temat kochana... Przemyśl sobie sprawę z Caycem a ja idę... - nie dodając nic więcej szybko poszłam w kierunku restauracji
- Richie ja rozumiem, że ty masz tremę, ale już trochę przesadzasz... - słysząc głos i słowa Grega zatrzymałam się patrząc się na chłopaków, gdzie Richie pokręcił głową
- Naprawdę śmiej się że mnie, ale nie zmienię tego, że mam jakieś złe przeczucia... - rzucił Cameron na co pokręciłam głową
- Znów Richie twoje przeczucia? To mogę już cię uspokoi, że prawdopodobnie Chrisa nie będzie bo zostaje z Bellą, która zaznaje pełnych uroków ciąży, więc masz tu swego pecha i w nagrodę zaśpiewasz jego kwestię - szybko rzuciłam żartem, na co blondas przekręcił oczami wchodząc do restauracji
- Przepraszam za niego. W nocy miał jakiś straszny koszmar i od rana chodzi spanikowany oraz rozdrażniony - powiedział George na co lekko uśmiechając się kiwnęłam głową
- Jasne, rozumiem. Richie po prostu wszystko bierze bardziej do siebie - powiedziałam na co brunet cicho się zaśmiał
- Może i racja, ale szczerze mówiąc właśnie za to kocham go bardziej - tym razem to ja cicho się zaśmiałam szeroko się uśmiechając. Chłopaki naprawdę są kochani i nie powiem trochę im zazdroszczę, ale nie mogę i nie chce narzekać. Jest jak jest i najważniejsze by oni byli szczęśliwi.
***
- Chris mi napisał, że jest już w drodze, że Bella poczuła się lepiej a Greg poszedł do auta po obiektywy do aparatu... - spoglądając na mówiącego Richiego uśmiechnęłam się kiwając głową
- To dobrze, choć mówiłam blondynowi, żeby został z Bellą, ale cieszę się, że jej polepszyło się... - powiedziałam od razu i tym razem to blondyn uśmiechnął się kiwając głową i już otwierał usta by coś powiedzieć, ale zrezygnował gdy usłyszeliśmy dzwonek mojej komórki. Szybko sięgnęłam po nią i widząc na wyświetlaczu napis Chris nieco uśmiechnęłam się
- UCIEKAJCIE LUB SCHOWAJCIE SIĘ I TO JUŻ... Do hali wszedł jakiś facet z bronią zabijając strażnika... Greg dzwoni już po policję... Cholera Ann nie rozłączaj się, ROZUMIESZ? Schowaj telefon byśmy byli cały czas na łączączach... - nim cokolwiek powiedziałam usłyszałam wręcz krzyk przyjaciela, przez co od razu rozumiejąc, że nie żartuje spojrzałam się na stającego nie opodal Iana i niemalże w tym samym czasie usłyszałam krzyki zmieszane z odgłosami wystrzałów. Cholera niby nie raz widziałam taką akcję w filmach, ale jednak być jej rzeczywiście częścią to już coś innego. Czując buzującą we mnie adrenalinę ze strachem rozejrzałam się dookoła nie wierząc w to co się dzieje. Kurde to nie był jeden człowiek a kilkanaście osób, które zablokowały wszelkie drugi ucieczki spychając uciekających ludzi pod scenę główną. Dostrzegając, że Ian, Jay, Matteo i Franz postanowili ubezwładnić napastników postanowiłam im pomóc, ale nim ruszyłam poczułam jak ktoś pociągnął mnie za rękę
- Schowajcie się za filarami... Ja im pomogę... - nie czekając na reakcje Eleny ruszyłam do przodu, gdzie od razu rzuciłam się na plecy jednego z napastników, który mierzył się z Mattim. Pomimo efektu zaskoczenia i moich ciosą jakie zadawałam ten rzucił mnie na ziemię i gdy odwrócił się w moim kierunku szybko uniosłam się przywalając mu pięścią prosto w nos, na co ten się skrzywił a Matti to wykorzystał przyzwalając mu w żebra
- CISZA W TEJ CHWILI... Za moment jeśli nie przestaniecie uciekać i krzyczeć nacisnę ten guzik i nim ktokolwiek mrugnie okiem wylecicie w powietrze... Wszyscy w tej chwili pod ściany... - gdy tylko przez odgłosy zamieszania przebił się podniesiony głos od razu tam spojrzałam i dostrzegając dwóch mężczyzn, gdzie jeden miał na sobie pas, na którym były jak nie mam ładunki wybuchowe lub jej atrapy a drugi pokazał jakieś małe urządzenie, które jak zapewne jest zapalnikiem. Cholera to się nie dzieję naprawdę.
- Słuchajcie wszyscy... zachowajmy względny spokój i słuchajmy tego co mamy robić... Jestem Ian i niejako rządzę tu, więc czy możecie łaskawie powiedzieć czego od nas chcecie? Mam jakieś dziwne przeczucie, że policja już wie o tym co się tu dzieje i zaraz tu będą, więc... - czujesz jak moje serce bije coraz mocniej patrzyłam się na mówiącego Iana mając nadzieję, że to wszystko skończy się jak najszybciej i pozytywnie
- Więc usiądź i czekaj aż ktoś odezwie się do nas... - powiedział brunet, który trzymał zapalnik uśmiechając się przy tym złośliwie, na co zimny dreszcz przebiegł po moich plecach. Starając się nie okazywać strachu podeszłam do Iana, który przytulając do siebie Elenę pokręcił głową
- Możecie przynajmniej wypuścić wszystkie kobiety? Będzie to na pewno jakiś pozytywny gest w kierunku załatwienia pozytywnie całej sytuacji - rzucił Iam, na co ci mężczyźni prychnęli śmiejąc się
- Siadaj gogusiu i zamknij się lepiej, bo zaraz inaczej ze sobą porozmawiamy - rzucił kolejny z oprychów, a ja zauważyłam jak Elena pociągnęła swojego narzeczonego do tyłu, ale ten ani drgnął
- Ian bo pogorszysz sytuację... A chyba chcemy wyjść z tego cali, prawda? - powiedziałam patrząc się na przyjaciela, który ciężko westchnął kręcąc głową
- Obawiam się, że niestety chyba nie wszyscy wyjdziemy z tego cali... - słysząc słowa Franza od razu się na niego spojrzałam i dostrzegając, że trzymana na brzuchu jego ręka pokrywa się czerwienią niemalże natychmiast z mojego gardła wydostał się głośny jęk zdając sobie sprawę z tego, że to krew
- FRANZ - słysząc jeden wielki krzyk odruchowo tak jak inni pobiegłam w stronę przyjaciela, który jakby tracąc panowanie nad swoim ciałem pochylił się do przodu, ale podbiegający jako pierwszy Daniel chwycił go i trzymając powoli sam usiadł na ziemi umiejscawiając rannego przyjaciela tak by jego głową znajdowała się na jego nogach
- Spokojnie Franz... Już patrzę na to... Słuchajcie będę potrzebował czegoś do zatamowania krwi... Dzięki... - Richie niczym torpeda kucając obok bruneta zaczął się nim zajmować, a ja ledwo powstrzymując łzy patrzyłam się na to, choć nie powiem widząc jedną dużą ranę przyjaciela zrobiło mi się słabo. Kurde to się nie dzieje naprawdę
- Jest źle, co?.... Tylko nie oszukuj śpiewająca pigułeczko... - powiedział Franz, a Richie nic nie mówiąc trzymanym t-shirtem Rogera starał się tamować wydostającą się z rany krew, której jak miałam wrażenie było coraz więcej
- Franz... Rana jest bardzo poważna, nie wiem jakie narządy zostały uszkodzone i... zrobię co mogę, a ty postaraj się nic nie mówić i oszczędzaj siły... - rzucił szybko blondyn, a ja kucając chwyciłam rekę przyjaciela lekko ją ściskając
- Franz spokojnie... Wszystko się ułoży... - powiedział zapłakany Daniel, na co Franz blado się uśmiechnął kręcąc głową. Czując spadające po policzkach łzy spojrzałam się na blondyna, który jak zauważyłam mając łzy w oczach nieznacznie pokręcił głową
- Rog trzymaj mocno, dobrze?... - Cameron po krótkiej chwili spojrzał się na bruneta, który kiwając głową położył ręce na czerwonym od krwi materiale będącym na ranie muzyka. Blondyn odszedł paręnaście kroków w bok tak by Franz nie mógł go zobaczyć, po czym kucając schował twarz w dłonie. Czując jak moje serce jeszcze bardziej przyśpiesza pracę wstałam i razem z Ianem i Jayem podeszłam do niego bojąc się tego co mogę od niego usłyszeć
- Richie powiedz czego jeszcze potrzebujesz to może uda mi się to skołować... - zaczął mówić Ian, na co blondyn powoli wstając pokręcił głową
- Ja... nie mogę mu pomóc... Franz traci naprawdę dużo krwi i... zapewne zostały uszkodzone jakieś narządy... On powinien natychmiast znaleźć się w szpitalu, a tak to... ja nic nie mogę więcej zrobić... Po prostu nic... - słowa zrozpaczonego niebieskookiego jakby cięły moją duszę sprawiając, że czułam jak strach i ból dosłownie zalewa moje ciało. Cholera to nie możliwe. Franz nie może umrzeć. Nie on. Nie mogąc powstrzymać łez spojrzałam się w jego kierunku, gdzie zapłakany Daniel patrząc się na nas kątem oka jakby rozumiejąc to co się dzieje mocniej przytulił trzymanego w ramionach przyjaciela. Ocierając mokre policzki spojrzałam się na człowieka, który rządził tą zgrają bandytów wiedząc, że muszę coś zrobić by uratować przyjaciela. Kręcąc głową by nie zastanawiać się nad wszystkim podeszłam w tamtym kierunku
- Błagam… ja… zrobię wszystko co tylko będziecie chcieli, ale… pozwólcie zabrać go do szpitala... proszę... - szepnęłam mając nadzieję, że mają w sobie choć odrobinę serca
- NIE/ANNA/OSZALAŁAŚ - słysząc za sobą podniesione głosy przyjaciół ignorowałam je patrząc się na mężczyznę, który patrząc się na mnie uniósł brew do góry. Już chciałam coś dodać, ale poczułam jak ktoś łapie mnie i odciągając na bok przyciąga do siebie
- Zwariowałaś już do reszty?... Ja wiem, że chcesz mu pomóc jak wszyscy ale do cholery... przecież oni mogliby zażądać do ciebie dosłownie wszystkiego... Anna... - słysząc głos Jaya zerknęłam na niego kręcąc głową
- Zdaje sobie sprawę, ale... Franz... - zaczęłam mówić, ale płacz skutecznie odebrał mi możliwość mówienia
- Ale Franz nie zasługuje na to by umrzeć z świadomością, że cierpisz za niego... Anna to są jego ostatnie chwile i naprawdę powinien być otoczony wszystkimi przyjaciółmi.... Spójrz na niego Ann... Chodź do niego... - słysząc słowa Richiego na początku spojrzałam się na niego, a potem na Franza, który patrzył się na mnie ze łzami w oczach, w których także dostrzegam strach. Nic nie mówiąc odsunęłam się od Jaya i nie tracąc czasu podeszłam do przyjaciela, gdzie kucając wzięłam jego rękę, którą pocałowałam przykładając do swego policzka
- Nigdy... nie wybaczyłbym sobie... gdyby stała ci się krzywda... Wiesz Silla... Dziękuję ci.... dzięki tobie miałem rodzinę... Wam też dziękuję... Fajnie, że miałem takich przyjaciół a raczej rodzinę... Ej śpiewająca pigułeczko nie mazgaj się... To nie twoja wina i zrobiłeś wszystko co mogłeś... Nie chce umierać, ale widocznie tak musi być... Izzy pozostaniesz jedynym rockmanem w tej bandzie, więc nie zawiedź mnie, dobrze... Daniel ja nie mogłem sobie wyobrazić lepszego brata niż ty... Proszę pamiętajcie, że to co się tak naprawdę liczy to miłość i to o nią należy walczyć nawet za cenę zjedzenia własnej dumy... Mam jedną prośbę do was... - nie mogąc powstrzymać łez mocniej ścisnęłam rękę przyjaciela, który najpierw patrzył się na mnie a potem na również płaczącego Richiego, a następnie na także płaczącego Lizzyego, który słysząc jego słowa lekko uśmiechnął się. Daniel też słysząc jego słowa skierowane do niego uśmiechnął się
- Franz oszczędzaj siły... Wiem o co chcesz prosić i możesz być pewien, że zajmiemy się Caroline i Emily... - powiedział Ian, na co Franz lekko uśmiechnął się
- String weź tę obrączkę... jako jedyny z tęczowej bandy nie masz ochrony... a nie wiadomo co im chodzi po głowie i kogo później będą chcieli zabić... No weź i załóż... - piosenkarz ledwo mówiąc podniósł rękę w stronę blondyna, który na początku pokręcił głową, ale jednak po chwili pokiwał głową, po czym zdjął z jego palca złoty krążek by zaraz założyć go na swój palec.
- Dziękuję... Obiecuje, że oddam go Caro... gdy tylko z stąd wyjdziemy... - powiedział blondyn starając się uśmiechnąć do przyjaciela
- Powiedźcie jej, że ją zawsze będę kochać... - szepnął Fran, a ja odruchowo ścisnęłam trzymaną jego dłoń. Boże to takie niesprawiedliwe. Dlaczego to naprawdę musi się dziać
- Franz... Zamknij oczy... pomyśl sobie teraz, że jesteś na słonecznej Sycylii... Jesteście na plaży i trzymając w ramionach Caroline patrzycie jak Emily buduje zamek z piasku... Patrzysz się w przepiękne oczy Caro i bezgłośnie wyznajesz jej wszystkie swoje uczucia... Ona uśmiecha się i także bezgłośnie patrząc się prosto w twoje oczy mówi mi jak bardzo cię kocha... Uśmiechasz się do niej i przybliżając się do niej całujesz ją przelewając w ten pocałunek całą swoją miłość, wszystkie swoje uczucia... - nie mogąc zapanować nad spływającymi po policzkach łzami i drżącym głosem mówiłam mając nadzieje, że choć tak nieco ulżę przyjacielowi. Gdy kompletnie straciłam głos nachyliłam się delikatnie musnęłam jego usta mocniej ściskając jego rękę
- Kocham... - cicho szepnął Franz i niemalże natychmiast jego głowa opadła na bok, a uścisk jego ręki stał się słaby
- Franz... Richie musimy go reanimować... - szepnęłam patrząc się na blondyna, który przykładając palce do szyi bruneta pokręcił głową, na co od razu puściłam rękę przyjaciela i nachyliłam się złączając ręce na klatce piersiowej przyjaciela, ale ktoś położył ręce na moich rękach
- Ana... mi też jest ciężko, ale... Franz odszedł.... Nie damy rady przywrócić pracy jego serca... - szepnął blondyn, a ja wybuchnęłam płaczem przytulając się do przyjaciela
- Dozobaczenia przyjacielu... Trzymaj dla nas miejsca w niebiańskim chórze... i bądź zawsze obok nas... - słysząc słowa Iana pokręciłam głową nie wierząc, w to, że Franz nie żyje. To jest po prostu nie możliwe, bo przecież to jakby wczoraj spotkałam go przed budynkiem radia gdy chciał zostawić swoje demo
- WY... Naprawę tego chcieliście?... W imię czego, CO?... Wiary?... Udowodnienia kto jest lepszy?... On był najbardziej niewinną osobą z nas wszystkich.... Nigdy nie brał udziału w tej wojnie jaką prowadzicie... - nie wiem po jakim czasie dotarły do mnie słowa Izza, przez co spojrzałam się na niego i widząc, że mówiąc podchodził do tych idiotów poczułam jak moje serce zaczęło szybciej bić na samą myśl jak to może się skończyć
- Izzy... Wiem co czujesz, ale... bądź ponad to dla Franza... nie możemy pogorszać sytuacji... - powiedział Ian podchodząc z Jayem do bruneta, który patrząc się na nich pokręcił głową i już chciał coś powiedzieć, ale wyraźnie zrezygnował gdy rozniósł się charakterystyczny dźwięk komórki Iana
- Mogę?... Jestem przekonany, że to tak naprawdę telefon do was - rzucił Ian i powoli wyjął z kieszeni telefon komórkowy podając go temu dupkowi
- Tak?... To ty lepiej posłuchaj... Za godzinę macie dostarczyć samochód, 10 milionów euro i zwolnić z aresztu Mahdiego Selc, bo jeśli tego nie spełnicie będziemy potem co pół godziny zabijać po jednym z zakładników... Czekam na wiadomość... - czując jak przez moje ciało przechodzi zimny dreszcz pokręciłam głową nadal nie wierząc w to co się dzieje
- Oni i tak nas zabiją, co? - słysząc cichy Julie spojrzałam się na nią i odruchowo przysuwając się do niej objęłam ją ramieniem
- Może i to nie zabrzmi banalnie, ale w tym momencie jedynie co możemy to trzymać się tej cholernej nadziei, że jakoś z tego wyjdziemy, a najgorszym scenariuszu po prostu umrzemy razem dołączając do Franza - rzucił cicho Matteo
- Matti błagam... Naprawdę poczekajmy tą cholerną godzinę... Bez żadnego analizowania czy zbędnego gadania... - szepnął Ian i siadając obok wyraźnie roztrzęsionej Eleny objął ją ramieniem przytulając do siebie. Starając się jakoś opanować nadal szybką pracę serca przymknęłam oczy marząc by ten cały koszmar skończył się jak najszybciej i możliwie bez kolejnych tragedii.
***
- No dobrze moi mili... Minęła godzina i jak widać brak spełnienia pewnych warunków, więc… teraz wybierzemy parę osób i zobaczymy kto będzie miał szczęście a kto nie… - szyderczy śmiech tego przewodniczącego grupy arabskich zbirów sprawił, że po moich plecach przeszedł zimny dreszcz, ale starając się nie okazywać strachu spojrzałam się w tamtym kierunku patrząc jak on wskazuje na różne osoby, gdzie niektóre na początku ze łzami w oczach kręciły głowami zaczynając błagać o litość, ale zaraz obok nich pojawiła się prawa ręka tego gbura i zmuszał do tego by te osoby wstały i poszły na środek. Gdy tylko ten człowiek podszedł w naszym kierunku od razu moje serce zaczęło szybciej bić, gdzie szczerze mówiąc nie wiedziałam o co nam tak naprawdę się teraz modlić
- Ty... - widząc palec skierowany na Iana poczułam jak robi mi się słabo, ale mimo wszystko tak jak inni natychmiast wstałam patrząc się na przyjaciela, który całując ją w czoło roztrzęsioną Elenę coś jej szepnął, po czym poszedł do innych wybranych
- Nie wybieraj już więcej nikogo... Ja pójdę i wydaje mi się, że macie już wystarczająco dużo osób... - patrząc się na mówiącego Jaya pokręciłam głową nie wierząc, że dobrowolnie oddaje się im w ręce
- No proszę taki z ciebie odważny czy może chcesz być bohaterem co? - Brunet z kamienną twarzą patrzył się na tego człowieka, który drwiąco uśmiechał
- Wątpię czy ty to zrozumiesz... Ślepo walczycie w imię wiary, ale prawda jest taka, że... nie ma wygranych w tej wojnie a są sami jedynie przegrani, a wojnę wygra nie ten kto będzie lepszy a ten kto okaże się mądrzejszy w tym wszystkim... Dlatego wycofajcie się póki jeszcze możecie to zrobić... Co wam da zabicie kolejnej osoby... - powiedział Jay, a ja pokręciłam głową nie wierząc, że od tak prowokuje ich
- Nie odważny a głupi... Kim ty jesteś by mówić takie rzeczy co? Na twoim miejscu nie odzywałbym się.... Nic nie wiesz... - mówiąc ten człowiek szedł w stronę Jaya, który jak skała stał patrząc się na niego
- Tu akurat nie masz racji... W połowie jestem muzułmaninem i dzięki ojcu, który zapewne także jak wy wyznaje islam znam tą religię, choć nie jestem islamistą... zdecydowanie wolę myśleć, że po prostu jest jeden Bóg... - powiedział Jay, a tamten zaśmiał się
- Posłuchaj mnie ty gugusiu skoro wolałeś ich i wyprzeć się wiary swojego ojca to nie odzywaj się... Chyba, że zmądrzałeś... Masz jeszcze czas na zmianę decyzji po której jesteś stronie - Jay jakby nie wzruszony podszedł do Iana i reszty na co tamten człowiek prychnął kręcąc głową, a ja podeszłam do Eleny i Mattiego, który obejmował ją ramieniem
- Będziecie dobrze dziewczyny... Po prostu musi... - szepnął Matteo, a ja patrzyłam się jak przywódca tej bandy patrzy się na ustawionych w rzędzie wybranych ludzi, a następnie nożem po kolei wskazuje na każdą osobę jakby właśnie dokonywał cholernej wyliczanki, która miałaby się zakończyć czyjąś śmiercią.
- BOŻE NIE - momentalnie gdy nóż zatrzymał się na Ianie Elena krzycząc wyrwała się przyjacielowi i podbiegając do swojego narzeczonego patrząc się na naszych oprawców starała się zasłonić sobą swojego ukochanego
- Błagam was nie róbcie tego... kocham go... zabijając go możecie zabić także i mnie... ja bez niego nie przeżyje... ja i nasze dziecko, które mam pod swoim sercem... Proszę... - słysząc słowa blondynki że łzami w oczach pokręciłam głową z niedowierzaniem. Ian także już nie ukrywając łez spojrzał się szokowany na swoją ukochaną, którą pocałował dotykając przy tym jej jeszcze niewidocznego brzucha
- Miałam ci to powiedzieć podczas świąt... to miał być prezent, że wreszcie się nam udało i... - powiedziała Elena, a ja nie przestając płakać patrzyłam się jak przyjaciel tuli do siebie swoją ukochaną szepcząc jej coś do ucha, co chyba nie podobało się jej bo zaczęła kręcić głową
- Dość... - najwyraźniej nie wzruszony całą sytuację i wyraźnie wściekły lider tych bandytów zrobił krok w stronę trzymającej się w ramionach pary, ale Jay także zrobił szybki krok stając przed nimi
- Ja będę za niego... Chyba nie zrobi wam różnicy kogo zabijecie prawda? - słowa Jaya sprawiły, że zrobiło mi się słabo. Cholera tylko nie to
- Jay - odruchowo tak jak inni podeszłam bliżej nie odwracając wzroku od bruneta, który pocieszająco się uśmiechnął do nas
- Jest naprawdę dobrze... Choć szkoda, że to tak musi się skończyć... Nie rozwiązujcie zespołu tylko śpiewajcie dalej i... po prostu powiedźcie moim rodzicom, że dziękuję im za wszystko i, że... bardzo ich kocham... - nie mogąc powstrzymać łez patrzyłam się na mówiącego bruneta je wierząc, że to naprawdę się dzieję. Cholera dlaczego jeszcze nikt nam nie pomaga wyrwać się z tego miejsca. Kręcąc głową patrzyłam się jak Jay przytulając się do płaczącego Iana coś mu szepcze, na co ten pokręcił głową, ale po krótkiej chwili wyższy brunet odsunął się, po czym odszedł nieco dalej upadając na kolana. Czując jak moje szybko pracujące serce rozpada się na miliony kawałków pokręciłam głową i szybko ocierając mokre policzki wzięłam kilka głębokich oddechów. Kurde nie mogę dopuścić do jego śmierci. On nie może umrzeć. Szybko zrobiłam kilkanaście kroków do przodu nie odrywając wzroku od ciemnookiego, który mając zamknięte oczy zdawał się nie wykazywać żadnej emocji
- I co?... Nadal jesteś taki odważny?... - gdy kierownik tych bandytów przyłożył do szyi bruneta nóż ledwo zdusiłam w sobie jęk wydostający się z mojego gardła. Jeśli w ten sposób go zabiję to nie mam szans na uratowanie Tariqa
- Poczekaj... wiem, że dla was Jay, Tariq jest niewierny, zhańbiony, ale... on oddaje się w wasze ręce za przyjaciela... a raczej za osobę, która jest dla niego jak brat... i... zasługuje na lepszą śmierć niż uduszenie się własną krwią walcząc o oddech... Błagam... On teraz naprawdę pokazuje swoją odwagę i siłę miłości do swojego brata... Proszę... - z coraz mocniej bijącym sercem patrzyłam się na lidera tych islamistów, który najpierw spojrzał się na mnie, potem na nadal klęczącego bez żadnej reakcji Jaya, a następnie na swoich ludzi, którzy patrzyli się na swojego przywódcę, który po krótkiej chwili schował nóż wyjmując z kieszeni pistolet. Czując nieco ulgi wzięłam głęboki oddech przyglądając się uważnie dłoni tego dupka tak jak nauczył mnie tego Savio z Domeniciem. Widząc, że zbliża się odpowiedni moment szybko wzięłam głęboki oddech, po czym w myślach żegnając się z najbliższymi podbiegłam w stronę klęczącego Jaya i niemalże natychmiast wręcz rzucając się na niego poczułam w plecach paraliżujący ból, który jak miałam wrażenie wzmógł się pod wpływem słyszanych krzyków i opadających powiek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz