niedziela, 21 maja 2023

Rozdział 71

 Narracja Anastasii

- Cześć kochana. Co tam słychać? Jak widzę też postanowiłaś skorzystać z ostatnich ładnych jesiennych dni. Szkoda, że nie zadzwoniłaś do mnie to razem byśmy poszli biegać, tzn. my oboje byśmy biegali, bo ten to tyko fotki strzela - widząc w parku Richiego i Grega mimowolnie uśmiechnęłam się 

- Cześć chłopaki. No można powiedzieć, że to była spontaniczna decyzja podjęta ze względu na brak możliwości zaśnięcia po wcześniejszej pobudce, ale obiecuję, że następnym razem na pewno do ciebie zadzwonię, bo teraz tak naprawdę kieruje się w stronę domu  -  rzuciłam od razu patrząc się na przyjaciół, którzy pokiwali głowami uśmiechając się do mnie 

- To w takim razie następnym razem zadzwoń do nas w sprawie porannego joggingu, a teraz chodź to odprowadzimy cię do domu, bo my też powoli zbieramy się do domu by nie spóźnić się na trening u Mel - rzucił George, na co pokiwałam głową zaczynając z nimi iść w stronę wyjścia z parku

- Nie chce cię ciągnąć za język, lecz gdybyś chciała pogadać o swoim pierwszym spotkaniu z Jayem to pamiętaj, że jesteśmy obok i zawsze cię wysłuchamy oraz doradzimy w razie czego - powiedział po krótkiej chwili Richie, a ja spojrzałam się na niego sama nie wiedząc czy chce o tym mówić

- Jak widzisz jakoś to przeżyłam a to już coś zważając na moje przewinienia wobec niego - rzuciłam niby żartem, na co Cameron przekręcił oczami a Greg cicho się zaśmiał

- No faktycznie to sukces na miarę lotu na Mars lub Wenus kochana... - tym razem to ja cicho się zaśmiałam kręcąc głową

- Wiecie tak naprawdę to nie ma o czym gadać... Nie spodziewałam się innej reakcji Jaya... Jak dla mnie to i tak sukces, że zgodził się bym znów zaczęła pracować w wytwórni, więc nie pozostaje mi nic innego jak nauczyć się żyć z świadomością, że zraniłam Jaya i zniszczyłam wszystko to co nas połączyło, a także muszę mieć nadzieję, że wkrótce on znów będzie szczęśliwy - szepnęłam nie patrząc się na chłopaków by nie odkryli jak bolą mnie wypowiedziane słowa

- Ale że co? Chcesz tak po prostu odpuścić? Przecież to nie w twoim stylu i tak w ogóle to powinnaś pamiętać, że tak naprawdę są dwie rzeczy o które warto i trzeba walczyć czyli o rodzinę i miłość - rzucił natychmiast Cameron, a ja pokręciłam głową przekręcając oczami 

- Zgadzam się bezapelacyjnie z Richiem kochana... Jay i może jest zraniony, a także czuje się zdradzony, ale widać po nim to, że cię nadal kocha i jeśli ty nadal go kocham to nie powinnaś tak łatwo zrezygnować z niego i z tego uczucia... Ba. Nie wiem czy taka rada coś ci da, ale z własnego doświadczenia wiem, że jeśli drzwi są zabarykadowane i nie można przez nie wejść to trzeba wejść oknem, lecz jeśli i one są zaryglowane to poczekaj aż pojawi się jakakolwiek możliwość wejścia. A przetwarzając to na normalny język to po prostu daj na razie Jayowi czas by mógł na nowo przyzwyczaić się do twojej obecności, a ty w tym czasie po prostu czekaj, bądź obok niego i nie narzucaj się, a gdy pojawi się odpowiednia okazja to zacznij walczyć o niego... Uwierz mi, że to w długiej mierze może za procentować kochana - Greg zaczynając mówić patrzył się na mnie by potem na początku zerknąć na Richiego, a potem znów na mnie. Wiedziałam, że mówi na podstawie własnej relacje z Richiem i pomimo, że w ich przypadku wszystko dobrze się skończyło to nie wiem czy w moim będzie tak samo.

- Dzięki za radę Greg. Zastanowię się, ale naprawdę nie wiem czy nie lepiej będzie zostawić to tak jak jest i błagam was zmieńmy już temat, dobrze? - powiedziałam patrząc się na chłopaków, którzy pokiwali głowami 

- Jasne. Jak chcesz, ale pamiętaj, że nie odpuścimy i na pewno wrócimy do tej rozmowy w nieco większym kręgu, bo jak nie mam Bella też pewnie chciałaby pogadać z tobą na ten temat - ledwo powstrzymując lekko unoszące się kąciki ust przekręciłam oczami 

- A no właśnie powiedz mi czy będziesz miał blondasie możliwość dowiedzenia się z pierwszej ręki jak wyniki Belli? Ona próbowała wczoraj dobrze grać, ale wiem, że się bardzo stresowała tymi dzisiejszymi badaniami i teraz ten stres i mi się udzielił - mówiąc patrzyłam się na blondyna, który pokręcił głową

- Aż takich chodów nie mam niestety i dodatkowo mi jako bliskiemu przyjacielowi pacjentki nie udzielą żadnych informacji bez wyraźnej zgody Belli... Jednakże moja znajoma co jest pielęgniarką na oddziale patologii ciąży ma dziś ranny dyżur i obiecała mi, że gdyby musiała przyjąć Isabelle na oddział to da mi znać, więc jak będzie realizował się ten gorszy scenariusz to będziemy o tym w miarę szybko wiedzieć. Aczkolwiek bądźmy dobrej myśli - kiwając głową na słowa blondyna poczułam ukucie w sercu. Cholera oby do tego nie doszło, bo Bella wtedy na pewno się załamie 

- Staram się blondasie, ale jednak strasznie się boję o nią i o dziecko - szepnęłam próbując odgonić z mózgu wszelkie czarne scenariusze

- Wiem i ja też się boję, ale pomimo naszych obaw i świadomości, że zmagamy się z nieprzewidywalnym przeciwnikiem to jednak musimy być wsparciem dla Is i Chrisa... - słysząc słowa blondyna zerknęłam na niego kiwając głową

- Dobra kochani to ja może z innej beczki, tzn. kiedy robimy baby shower i czy namawiamy ich na tortowo-balonowe odkrycie płci dziecka - powiedział po krótkiej chwili Greg, a ja uśmiechając się pokiwałam głową

- Z imprezą może poczekajmy na badania genetyczne dziecka by widzieć czy dziecko jest zdrowe. A co do płci to spytamy się ich przed badaniem bo te badanie także wykaże płeć dziecka... - stwierdził Richie na co kiwnęłam głową

- Zgadzam się z Richiem. Impreza będzie ale chwilę poczekajmy aż będziemy mieć pewność, że wszystko jest dobrze... A teraz powiedźcie czy jesteście gotowi na trening, bo Mer ostrzegała, że na najbliższym treningu ostro się za nas weźmie - powiedział Gregor, a ja lekko uśmiechając się skinęłam głową mają nadzieję, że jednak nie będzie tak źle

***

- Cześć Mel. Mogę na chwilę? - brunetka spoglądając na mnie skinęła głową przez co powoli weszłam do jej gabinetu

- Mel posłuchaj mnie... Ja bardzo ciebie przepraszam za ten artykuł, że ujawniłam twój związek z Izzym... Nie powinnam była tego robić i obiecuję, że więcej nie będzie już moich artykułów na stronie tego szmatławca... - zaczynając mówić patrzyłam się na mulatkę, która podchodząc do mnie pokręciła głową

- No nie powiem, byłam na ciebie bardzo wściekła za ten artykuł, ale byłabym kłamcą gdybym nie powiedziała, że ułożyło mi gdy on się pojawił, bo tak prawdę mówiąc ciążyło mi trochę te całe ukrywanie, lecz nie chciałam mówić o tym Izzyemu i proszę cię niech to zostanie między nami, dobrze?... No i mam nadzieję, że naprawdę więcej już nie popełnisz tego błędu...  A tak w ogóle to nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że wróciłaś - powiedziała Mel przytulając się do mnie, a ja odwzajemniając gest lekko uśmiechnęłam się czując jak kamień spada nie serca, bo nie chciałam by nasze relacje były napięte 

- Cześć dziewczyny. Przepraszam za spóźnienie - słysząc znajomy głos od razu odsunęłam się od mulatki by spojrzeć się na wejście i widząc Bellę szerzej uśmiechnęłam się

- Hej. Mów co powiedział lekarz - rzuciłam natychmiast, na co przyjaciółka przekręciła oczami przyjmując z kieszeni  jakąś karteczki, którą okazało się zdjęcie USG

- Jak na razie odpukać wszystko jest dobrze, tzn. maleństwo zdrowo się rozwija, a nowotwór stoi w miejscu... Wyniki mam w miarę dobre i wstępnie dostałam zgodę na wyjazd do Berlina... - uważnie słuchując brunetkę patrzyłam na zdjęcie maleństwa nie mogąc powstrzymać unoszących się kącików ust

- Boże ale śliczne maleństwo. Aniołku rośnij szybko i zdrowo, rozumiesz? - jako pierwsza odezwała się Mel dotykając przy tym brzucha Belli, która słysząc jej słowa cicho się zaśmiała

- Kochana bierz w obroty Izza i zróbcie sobie też takie śliczne maleństwo - powiedziała Is, a uśmiech mulatki natychmiast znikł

- Obawiam się, że to jest niemożliwe... - zaczęła smutno Melinda, a ja od razu wyczułam, że to raczej nie jest temat na który chce rozmawiać 

- Bella a tak zmieniając temat to naprawdę chcesz jechać z nami do Niemiec? Może zastanów się nad tym, bo nie warto ryzykować, a ja dam sobie radę, gdzie na miejscu będzie Ian i pomoże mi w razie czego... - rzuciłam szybko chcąc zmienić temat, na inny bardziej palący. Przyjaciółka słynąc moje słowa od razu spiorunowała mnie wzrokiem

- To miłe, że się o mnie martwisz, ale możesz być spokojna... Chce pojechać do Niemiec i jeśli wyniki przed samym wyjazdem będą dobre to nie będzie żadnych przeciwwskazań do tego bym poleciała... Uwierz mi, że nie będę ryzykowała jeśli będzie coś groziło maleństwu, ale póki mam zielone światło planuje wyjazd do Berlina i koniec kropka - powiedziała natychmiast Bella, a ja starając się uśmiechnąć skinęłam głową mając nadzieję, że wszystko będzie dobrze

- Dobra dziewczyny. Na idę na salę, a wy przebierajcie się... - Melinda nie dodając nic więcej rzucając nam uśmiech wyszła z szatni, a ja zerknęłam na Bellę kiwając głową

- Bella nie złość się na mnie, bo po prostu martwię się o ciebie i maleństwo... Aczkolwiek jeśli polecisz z nami Niemiec to będę bardzo szczęśliwa - Bella słysząc moje słowa uśmiechając się przytuliła mnie

- Wiem kochana, że się martwisz i proszę choć ty nie panikuj dobrze? Wystarczy mi, że mieszkam z nadopiekuńczym blondynem - słysząc słowa brunetki praktycznie od razu wybuchnęłam śmiechem, przez co ona spiorunowała mnie wzrokiem

- No jasne śmiej się, ale naprawdę pomimo tego, że zdaje sobie sprawę z tego, że jestem chora będąc w ciąży to jednak powoli wkurza mnie wasza nadopiekuńczość i to, że staracie się być przy mnie wielką oazą spokoju... Póki nie dzieje się nic złego chce by wszystko było w miarę normalnie - przestając się śmiać patrzyłam się na mówiącą przyjaciółka, po czym lekko uśmiechając się przytuliłam się do niej

- Jasne kochana.... Pamiętaj, że w razie czego możesz zawsze na mnie liczyć, dobrze? - to słynąc moje słowa uśmiechnęła się kiwając głową

- O cześć Isabelle... Rozumiem, że skoro tu jesteś to masz zielone światło na ćwiczenia, tak?... Doskonale, w takim razie przebieraj się i czekam na ciebie na sali - słysząc męski głos spojrzałam się w stronę drzwi i zobaczyłam przystojnego bruneta, który patrzył się na Belle, która z kolei patrząc się  na niego uśmiechnęła się kiwając do niego głową

- Cześć John. Daj mi z 5 minut i przyjdę na salę - brunet kiwając głową szybko poszedł, a ja spojrzałam się pytająco na przyjaciółkę, która uśmiechając się wzruszyła ramionami 

- No co? Postanowiłam nieco zmodyfikować moją aktywność fizyczną na bardziej skierowaną do kobiet w ciąży i właśnie John na prośbę Mel został moim trenerem - rzuciła mimochodem Bella, a ja pokręciłam głową

- I ty śmiesz twierdzić, że blondas jest nadopiekuńczy? Kochana on jest zazdrosny i wcale się nie dziwię, bo twój trener to niezłe ciacho - Is słysząc moje słowa przekręciła oczami kręcąc przy tym głową

- Ty lepiej zajmij się swoim ciachem, bo jeszcze jakaś laska weźmie ci je sprzed nosa - tym razem to ja przekręciłam oczami kręcąc głową

- Dobra koniec tematu facetów tylko przebierajmy się - rzuciłam szybko patrząc się na brunetkę, która pokiwała głową, po czym obie zaczęłyśmy się przebierać

***

- Cześć kochanie. Jak tam próba? - gdy ledwo weszłam do kuchni od razu usłyszałam głos taty, przez co spoglądając na niego uśmiechnęłam się kiwając głową

- Nawet dobrze, choć męcząco... Wstępnie mamy już ustalone show na występy w Niemczech, więc pozostaje je ćwiczyć... Chłopaki są zdeterminowani by dać jak najlepsze występy... - powiedziałam patrząc się na ojca, który pokiwał głową

- To dobrze. Cieszę się, że wszystko idzie po naszej myśli i szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać aż zobaczę na żywo efekty tej pracy... No nie patrz się tak na mnie, bo razem z Veronicą podjęliśmy decyzję, że pojedziemy z wami do Berlina i może zostaniemy tam do nowego roku - powiedział tata, a ja na początku byłam w szoku, ale po chwili uśmiechnęłam się do taty

- To naprawdę fajny pomysł. Chłopaki ucieszą się, że lecimy wszyscy razem do Niemiec, bo jak na razie Bella ma zielone światło na wyjazd i wujek też powiedział, że leci z nami do Berlina - rzuciłam od razu na co ojciec uśmiechnął się kiwając głową 

- A jak ona się czuje? Potrzebuję czegoś? - słysząc słowa rodziciela pokręciłam głową 

- Odpukać jak na razie czuje się dobrze i nie potrzebuje niczego prócz siły do nadopiekuńczego chłopaka i bardzo troskliwych przyjaciół - ojciec słysząc moje słowa cicho się zaśmiał, a ja w tym czasie nastawiłam wodę w czajniku na herbatę

- A zdradzisz mi jak twoje relacje z Jayem? Dogadujecie się? - spytał się po krótkiej chwili tata, a ja spojrzałam się na niego sama nie wiedząc co mam powiedzieć

- Tolerujemy się i staramy się jakoś ze sobą pracować... Po prostu jesteśmy znajomymi z pracy i tyle... - odpowiedziałam praktycznie natychmiast nawet nie patrząc się na ojca 

- Rozumiem i domyślam się, że dla was to dość trudna sytuacja zwłaszcza, że jak nie mam mimo wszystko nadal się kochacie i jeśli chcesz to mogę porozmawiać z Jayem... - słysząc słowa taty natychmiast energicznie pokręciłam głową 

- Tato proszę cię nie rób tego... Jay ma prawo mnie nienawidzić i nie ma znaczenia czy kochamy się czy nie... Zraniłam go i teraz za to płace, a ja chce jego szczęścia i tylko to się liczy, więc zostaw to tak jak jest, dobrze?... A teraz jak pozwolisz to pójdę do siebie bo mam trochę papierkowej roboty - nie dodając nic więcej poszłam do swego pokoju nie chcąc więcej rozmawiać z ojcem na temat Jaya. Szybko wyjmując z torebki tablet usiadłam do stolika i gdy tylko zobaczyłam tapetę poczułam ukucie w sercu na widok zdjęcia, na którym byłam razem z Jayem. Wiem, że powinnam zmienić tapetę, ale jednak nie mam serca by to zrobić. Prawda jest taka, że może i nadal kocham Jaya to jednak bardziej od bycia z nim pragnę by był szczęśliwy nawet gdyby miał je zaznać u boku innej kobiety. Nie wiem czy dobrze postępuje odpuszczając nawet nie próbując walczyć o wybaczenie Tariqa, ale po prostu czuję, że muszę tak zrobić, że tak będzie lepiej choć to sprawia, że słusznie cierpię za swój błąd

Brak komentarzy: