niedziela, 12 marca 2023

Rozdział 69

 Narracja Anastasii

Stojąc pod dobrze znanymi drzwiami czułam jak moje serce bije coraz mocniej. Wiem, że to i tak nie jest najtrudniejsza część mojego powrotu do Nowego Jorku, ale jednak cholernie boję się spotkania z przyjaciółką. Może i nie mam czego się bać ale jednak wiem, że ją zraniłam i nie chciałabym aby to co zrobiłam jednak do głębi zniszczyło naszą siostrzaną przyjaźń. Biorąc głęboki oddech zapukałam do drzwi sama nie wiedząc kogo chciałabym pierwsze zobaczyć

- Cześć ciociu - ciocia widząc mnie od razu zrobiła wielkie oczy, ale po krótkiej chwili uśmiechnęła się i dosłownie rzuciła się na mnie mocno przytulając mnie do siebie

- Boże kochanie nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że cię widzę... Gdzieś ty była, co? Martwiliśmy się o ciebie... Niech tylko Bella cię zobaczy... - słowa cioci sprawiły, że mimowolnie kąciki moich ust uniosły się

- Anastasia? O Boże dziecko... - nim zdążyłam coś powiedzieć zaraz obok nas pojawił wujek Mike, który również mocno mnie przytulił

- Cześć wujku. Mogę wejść? - szepnęłam na co wujek pociągnął mnie do środka

- Powiedz Ann czego się napijesz? Może chcesz coś zjeść? - spytała się ciocia na co na początku pokiwałam głową

- Z przyjemnością napije się herbaty - powiedziałam patrząc się na ciocie, która pokiwała głową idąc do kuchni, a my weszliśmy do salonu, gdzie usiedliśmy na sofie

- Wujku ja bardzo cię przepraszam za to co robiłam... Chciałam zemścić się na ojcu i nie myślałam o tym ile osób przy tym zranię... - wujek słysząc moje sława pocieszająco uśmiechając się od mnie znów przytulił mocno

- Wiem kochanie i żałuję, że wcześniej nic nie robiłem byście z Markiem ze sobą porozmawiali, ale chciałem dać wam czas i myślałem, że porozmawiacie ze sobą bez żadnej pomocy osoby zewnątrz... Tak czy siak nie mam do ciebie żalu i mam nadzieję, że teraz dogadasz się z Markiem i wrócisz do pracy w wytwórni - powiedział wujek, na co lekko uśmiechnęłam się kiwają głową

- Dzięki wujek... Też mam nadzieje, że moje relacje z tatą teraz będą lepsze, a co do pracy w wytwórni to się jeszcze okaże... - powiedziałam patrząc się na wujka i który lekko uśmiechając się pokiwał głową 

- Proszę herbata dla was... To opowiadaj kochanie gdzie się ukryłaś... Tak bardzo się o ciebie z Maikiem martwiliśmy - Ciocia wchodząc do salonu położyła tace z kubkami na stolik, a ja uśmiechnęłam się do niej

-  Ciociu wszystko opowiem, ale pierwsze pójdę do Belli, bo jak nie mam jest u siebie, prawda? - ciocia uśmiechając się do mnie pokiwała głową

- Tak. Po śniadaniu chciała się jeszcze położyć, ale idź do niej... Na pewno się ucieszy widząc ciebie - nie tracąc czasu szybko poszłam do pokoju brunetki, gdzie biorąc głęboki oddech zapukałam 

- Mamo wszystko mam i nic nie potrzebuje, a także dobrze się czuje - słysząc głos Belli lekko uśmiechnęłam się powoli naciskając na klamkę i wchodząc do środka

- A masz czas na spotkanie z dawną przyjaciółką? - Bella leżąc na łóżku uniosła głowę i widząc mnie patrzyła się na mnie jakby nie wierzyła, że mnie widzi

- Boże nie wierzę... Anastasia?... Naprawdę tu jesteś? - czując napływające łzy do oczu skinęłam głową wchodząc głębiej do pokoju, na co brunetka stała i od razu mocno mnie przytuliła, a ja mocniej ja tuląc zaczęłam płakać 

- Gdzieś ty była wariatko, co? Czemu nie odbierałaś od nas telefonów, co?... Kurde nawet nie wiesz jak wielką ochotę mam ci przywalić, ale cholera tak bardzo się za na tobą stęskniłam... Obiecaj, że już nigdy więcej nie zrobisz czegoś takiego - Bella niczym karabin maszynowy wypowiadała kolejne słowa, a ja ocierając policzki pokiwałam głową jednocześnie pociągnęłam Is w stronę łóżka na którym usiadłyśmy

- Obiecuję ci kochana... Wiem, że masz ochotę mi porządnie przyłożyć za te artykuły za które pewnie mnie nienawidzisz tak jak pozostali, ale właśnie przez to musiałam zniknąć... Nie mogę sobie darować, że przez zemstę zraniłam tyle osób... - szepnęłam patrząc się na przyjaciółkę, która lekko uśmiechając się pokręciła głową

- Głupia mówiłam ci, że nie mam ci tego za złe, bo rozumiem dlaczego to zrobiłaś choć nie akceptuje i pomogę ci w naprawie tego wszystkiego... Ale co się stało to się nie odstanie. Ważne, że już jesteś i nawet nie wiesz jak mi ciebie brakowało... - z trudem powstrzymując łzy przytuliłam przyjaciółkę całując ją w głowę

- Powiedz lepiej jak się czujesz? Czy potrzebujesz czegoś? - Bella słysząc moje słowa lekko uśmiechając się wzięła moją rękę kładąc ją na swoim już lekko zaokrąglonym brzuchu

- Wiesz różnie bywa, ale najważniejsze, że maleństwo rośnie jak na drożdżach... Słyszysz i czujesz aniołku to twoja ciocia Anna - nie potrafiąc przestać się uśmiechać i powstrzymać spadające po moim policzkach łzy położyłam drugą rękę na jej brzuchu

- Cześć kochanie. Tu twoja ciocia, która będzie cię rozpieszczać... Musisz szybko i zdrowo rosnąć, rozumiesz? No i pamiętaj, że kochany ciebie - Bella od razu cicho się zaśmiała 

- Powiedz co konkretnie ale tak szczerze co mówią lekarze, co z leczeniem? - spytałam się Beli, która wzruszając ramionami pokręciła głową

- Jak na razie musimy czekać na to żeby wszystkie narządy dziecka będą w pełni ukształtowane by potem podjąć jakiekolwiek leczenie, ale… Anna ja tak się boję o dziecko i nie wiem czy chce w ogóle podejmować takie duże ryzyko skoro i tak umrę… - widząc, że Bella nie może przestać płakać mocno ją przytuliłam czując jak samej do oczu napływają łzy. Cholera dlaczego to musiało wpaść właśnie na nią po tym co już ją spotkało

- Is ja wiem, że nie jest ci łatwo, że się boisz, ale nie możesz się poddać już na początku walki… Jak nie dla siebie czy Chrisa to właśnie dla swego aniołka, którego masz pod sercem… Może i nie wiadomo jak to się skończy, ale musisz walczyć dla swego dziecka… Oczywiście nie wspomnę tu o twoich przyjaciołach, którzy nigdy nie pogodzą z tym, że umarłaś nawet nie próbując walczyć… Ja na pewno się z tym nigdy nie pogodzę kochana… - szepnęłam patrząc się na przyjaciółkę, która mocniej się do mnie przytuliła 

- Wiem o tym ale… Po prostu tak bardzo się tego wszystkiego boję… Staram się myśleć pozytywnie, ale… To takie cholernie trudne... - kiwając głową delikatnie zaczęłam gładzić brunetką po włosach mając nadzieję, że uspokoi się 

- Wiem Bells, ale nie możesz przez to otrącać osób, które chcą cię wspierać i bardzo cię kochają... No co? Myślisz, że nie dowiedziałam się o tym, że zerwałaś z Chrisem? To najgłupsza rzecz jaką zrobiłaś wiesz?... - przyjaciółka słysząc moje słowa powoli odsunęła się ode mnie i ocierając mokre policzki pokręciła głową

- Ana proszę cię nie zaczynaj... Zrobiłam to co uważałam za słuszne... I nie chce o tym gadać... - szepnęła Bella, a ja pokręciłam głową

- Słuszne? Bella naprawdę powinnaś się zastanowić bo to na pewno nie było słuszne ani mądre... - mówiąc patrzyłam się na przyjaciółkę, która przekręciła oczami kręcąc głową

- Lepiej powiedz mi kiedy wracasz do pracy do studia - powiedziała Isabella, na co wzruszyłam ramionami

- Szczerze mówiąc to nie wiem co z mają pracę tam... z jednej strony chce wrócić i wam pomóc, ale zdaje sobie sprawę, że nie każdy może być z mojego pojawienia się szczęśliwy i chyba dobrym pomysłem byłoby to, żebym powiedziała kilka słów a potem żebyście wy przedyskutowali mój powrót i zagłosowali... Tak chyba będzie najuczciwiej, sprawiedliwiej i zgodzę się z każdym wynikiem - odpowiedziałam patrząc się na przyjaciółkę, która pokiwała głową

- Jestem pewna, że wszystko dobrze się ułoży i znów będziesz z nami pracować... Zobaczysz... - starając się posłać brunetce szczery uśmiech znów ją przytuliłam. Słysząc dzwonek swojej komórki sięgnęłam do kieszeni i widząc, że to Richie mimowolnie lekko uśmiechnęłam się odbierając połączenie

- Cześć. Wiem, że miałem cię odebrać od Belli, ale w szpitalu pojawi się Chris i... - słysząc ostatnie słowa od razu spojrzałam się na przyjaciółkę 

- Chris jest w szpitalu? Co się stało? - rzuciłam natychmiast jednocześnie zauważyłam jak Is spięła się badawczo przyglądając mi się 

- Miał mały wypadek na siłowni, ale czekamy na wyniki badań, więc nie wiem kiedy dokładnie będę mógł cię odebrać - patrząc się na przyjaciółkę lekko przygryzłam dolną wargę zastanawiając się czy szalony pomysł jaki wpadł mi właśnie do głowy się uda, bo to, że to będzie kolejnym moim stopniem do piekła wiedziałam na pewno

- Richie jak najszybciej przyjadę do was... Boże niech tylko z tego wyjdzie... - powiedziałam na co Bella wstała patrząc się na mnie pytająco

- Co? Spokojnie nic mu nie będzie, więc nie musisz przyjeżdżać - słysząc słowa blondyna mimowolnie pokiwałam głową

- Richie przyjadę jak najszybciej. Może Bella będzie chciała też przyjechać, więc daj znać gdzie będziecie - nie dodając nic więcej szybko rozłączyłam się 

- Co się stało? Co z Chrisem? - spytała się natychmiast Bella, a ja patrząc się na nią pokręciłam głową

- Nie wiem. Richie mówił jakoś nie składnię, że Chris miał wypadek i lekarze się nim zajmują... Zamówię taksówkę i pojadę tam... Dam ci znać co i jak, chyba że pojedziesz tam ze mną... - mówiąc nie odwróciłam wzroku od przyjaciółki, która że łzami w oczach pokręciła głową

- Nie wiem czy powinna... ale... Boże jak to coś poważnego?... Ana on nie może umrzeć... - nic nie mówiąc mocno przytuliłam ją 

- Zrobisz jak będziesz chciała ale może jednak warto byśmy tam obie pojechały... - widząc jak brunetka po krótkiej chwili kiwa głową lekko uśmiechnęłam się

- To zbieraj się szybko i wiesz co może lepiej na razie nie mówić twemu tacie o tym, że Chris jest w szpitalu... Zadzwonimy do niego jak już będziemy mieć jakieś pełne informacje, dobrze? - widząc, że Is, znów kiwa głową szybko wstałam, po czym obie wyszliśmy z jej pokoju 

- Wujku pojedziemy z Is do sklepu. Kupimy coś na babski wieczór. Wrócimy jak najszybciej - rzuciłam na co wujek pokiwał głowa, a my szybko wyszliśmy z domu. No dobra widząc zmartwiono-rozpacznoną minę przyjaciółki miałam ochotę powiedzieć jej, że nic jej blondasowi nie jest, ale kurde nie ma innego wyjścia by ona z nim porozmawiała i zrozumiała jak bardzo jej zależy na tym mężczyźnie

*** 

- Na pewno jesteśmy na odpowiednim piętrze? - spytała się Bella, a ja pokiwałam głową i już chciałam coś powiedzieć, ale widząc wyłaniających się za rogu Richiego z Chrisem stanęłam zerkając na Belle, która również stanęła patrząc się na swojego blondyna

- Cześć... Słyszałam, że jesteś w szpitalu i chciałam zobaczyć co z tobą, ale jak widzę wszystko jest dobrze... - Isabella nic więcej nie mówiąc rzuciła mi szybkie piorunujące spojrzenie i już chciała odwróci się w stronę windy, ale od razu złapałam ją za rękę doskonale wiedzą, że to może być ostatnią taka idealna szansa na pogodzenie ich ze sobą 

- Bella posłuchaj... Naprawdę nic nie rozumiesz?... Przyjechałaś tutaj niczym na skrzydłach tylko dlatego, że bałaś się, że coś może mu być, bo kochasz go tak mocno... Bella zrozum to w końcu... Właśnie robisz mniej więcej to co on zrobił kilkanaście lat wcześniej... Bo tak bardzo się kochacie... Rozumiesz?... Ja wiem, że się boisz czy, że nie chcesz go ranić widokiem tego jak cierpisz walcząc o życie, że uważasz, że właśnie tak jest dobrze, ale... spójrz na niego i powiedz sama sobie czy tak właśnie jest lepiej?... Dla mnie jego podkrążone oczy, w których są łzy, mówią dla mnie coś zupełnie innego kochana... Jestem pewna, że on nigdy sobie nie wybaczy tego, że nie był przy tobie gdy tego najbardziej potrzebowałaś... Kochasz go od pierwszego wejrzenia i nawet to, że on z tobą zerwał nie zniszczyło tego uczucia, a nawet śmiem twierdzić, że być może umocniło się przez to... A ty teraz przez strach chcesz to wszystko zniszczyć... Bella może i nie wiemy jak to wszystko dalej się potoczy, ale czy naprawdę chcesz tracić czas samej czy wykorzystać z razem z nim każdą minutę?... Proszę cię kochana posłuchaj swego serca a nie rozumu... - nie dodając nic więcej spojrzałam się na Chrisa i powoli odchodząc gestem głowy dałam mu znać by podszedł do Is. On nie tracąc ani sekundy przytulił ją mocno do siebie, a ona na początku po prostu stała, ale po chwili odwzajemniła gest, a ja mimowolnie lekko uśmiechając się zerknęłam na Richiego, który również uśmiechał się 

- Chodź. Zostawmy ich samych... Będziemy w dyżurce jakbyście nas szukali - rzucił po chwili Cameron na co kiwając głową poszłam za nim wchodząc jak zauważyłam do dzięki Bogu pustej dyżurki pielęgniarek 

- Chcesz kawę, herbatę czy może wodę? - spytał się blondas, na co pokręciłem głową

- Dzięki, ale nie... Powiedz mi lepiej czy jest coś co powinnam wiedzieć przed moją jutrzejszą wizytą w studiu oprócz tego, że nie wszyscy będą szczęśliwi widząc mnie? - powiedziałam patrząc się na Richiego, który blado się uśmiechając pokręcił głową

- No Izzy jeszcze trochę jest zły na ciebie, że ujawniłaś prawdę o jego związku, ale utemperowałem go wraz z Bellą, że gdyby nie ty to bóg wie kiedy ogłosiłby, że ma dziewczynę i, że nie pomyślał, że takie ukrywanie się jest przykre dla Mel… Ona z kolei nic nie mówiła czy jest zła na ciebie czy nie, więc będziesz musiała sama z nią o tym pogadać… Natomiast sprawa z Jayem jest zupełnie inna, tzn. mamy wrażenie, że mamy do czynienia z dwoma różnymi Jayami w jednym ciele, bo z jednej strony no on jest na ciebie cholernie wściekły i to aż bije w oczy, ale z drugiej strony ewidentnie nadal coś do ciebie czuje, przez co sam ze sobą walczy i za bardzo nie chce o tym gadać… No i obawiam się, że to właśnie z nim będzie trudniej, ale wierzę w jego zdrowy rozsadek i, że pogodzicie się tak jak Chris z Bellą - słysząc ostatnie słowa niebieskookiego od razu pokręciłam głową dobrze wiedząc, że to raczej jest nie możliwe, że doszczętnie zniszczyłam wszystko co łączyło mnie i bruneta

- Richie obawiam się, że między nami wszystko jest już skończone, że za bardzo go zraniłam i nie ma czego ratować czy naprawiać… - szepnęłam na co blondas kręcąc głową usiadł obok mnie 

- Kochana tylko śmierć kończy wszystko… Jeśli nadal się kochacie to jest szansa dla was… Nie przekręcaj mi tutaj oczami, bo wiesz, że mam rację… Prawdziwa i szczera miłość jest w stanie przezwyciężyć każdą przeszkodę… Może i teraz wydaje ci się to nie realne, ale wydaje mi się, że jeśli naprawdę kochasz Jaya to po prostu uzbrój się w cierpliwość i walcz o to by odzyskać jego zaufanie pokazując mu to jak bardzo ci na nim zależy, a on to na pewno po walce ze sobą dostrzeże i da ci szansę… - powiedział Cameron, a ja lekko uśmiechając się pokręciłam głową

- Żeby to było jeszcze takie proste jak pięknie brzmi blondasie… Niby nadzieję, zawsze trzeba mieć, ale w tym wypadku nie chce jej sobie robić, więc proszę cię zmieńmy temat - nim Richie coś powiedział usłyszeliśmy krótki dźwięk komórki, na co on sięgnął po nią do kieszeni i gdy spojrzał się na wyświetlacz uśmiechnął się 

- No proszę… Nasze gołąbki właśnie wyfrunęły i proszą byśmy na nich nie czekali… Czemu mnie to nie dziwi? Ja wiedziałem, że tak się to skończy jak weźmiesz sprawy w swoje ręce kochana i raz dwa będzie wszystko pozamiatane… Teraz tylko patrzeć jak ty z Khanem się pogodzicie i nie wiem dlaczego ale znając was to czuje, że to będzie dość wybuchowe i spektakularne… - słysząc słowa niebieskookiego powoli wstając pokręciłam głową przekręcając przy tym oczami 

- Dobra wróżbicie Richardzie jak nie masz już dyżuru to odwieść mnie do domu bym mogła  psychicznie nastawić się na jutro, bo ja przewiduje, że jutrzejszy dzień będzie cholernie długi i ciężki - Cameron cicho się śmiejąc wstał i obejmując mnie ramieniem zaczęliśmy iść w stronę wyjścia. O tak. Co by nie powiedzieć jutrzejszy dzień będzie najgorszy i nawet nie chce myśleć jaka będzie reakcja chłopaków a w szczególności Jaya na mój widok. 

Brak komentarzy: