Narracja Anastasii
Pierwsze promienia słońca wpadające do mego pokoju sprawiły, że otworzyłam oczy budząc się. Leniwie rozciągnęłam się spoglądając na okno za którym świeciło słońce. Szybko wstałam z łóżka od razu poszłam do kuchni gdzie zrobiłam sobie kawę, po czym jak zwykle gdy miałam na drugą zmianę do kawiarni usiadłam na parapecie patrząc się przez okno na budzących się do życia mieszkańców Nowego Orleanu. Szczerze mówiąc od razu pokochałam to miasto, które ma sobie jakąś magię pomimo tego, że nadal odbudowuje się po niszczycielskiej siłe żywiołu jaki zaatakował te miasto. Biorąc łyk kawy odruchowo zerknęłam na telefon znów walcząc z pokusą zrobienia sobie nowego profilu na portalach społecznościowych by zobaczyć co dzieje się u Belli i chłopaków. Wiem, że może ucieczka i wyłączenie telefonu z jednoczesnym oderwaniu się od portali społecznościowych oraz przyjaciół była złym pomysłem, ale jednak nie mogłam postąpić inaczej. Wiem, że zraniłam wszystkich a w szczególności Bellę oraz Jaya i zdaje sobie sprawę, że raczej nigdy mi tego nie wybaczą. Na samą myśl o nich poczułam jak do moich oczu napływają łzy. Nigdy nie wybaczę sobie, że tak ich zraniłam. Zniszczyłam wszystko i to dla jakieś pieprzonej zemsty. Boże jakie to głupie i naiwne. Szkoda tylko, że nie byłam taka mądra w chwili gdy zgadzam się na pisanie tych artykułów. Ocierając mokre policzki pokręciłam głową chcąc oczyścić ją z wszelkich myśli. Nikt ani nic nie zmieni tego co zrobiłam i wątpię czy dałoby się to naprawić, bo czy można odbudować zniszczone zaufanie? Słysząc swoją ostatnią myśl ciężko westchnęłam kręcąc głową. Prawda jest taka, że przez swoją głupotę straciłam wszystko i muszę się z tym pogodzi i nauczyć się żyć z tym cholernym bólem w klatce piersiowej, który czuje każdego dnia
***
Szybko idąc do kawiarni po raz kolejny zatrzymałam się przed plakatem mówiącym o wczorajszym koncercie chłopaków. Nie powiem gdzieś w głębi duszy miałam ochotę pójść na niego by choć tak znów ich zobaczyć, ale myśl, że może to będzie dość kameralny koncert skutecznie mnie zniechęciła, bo pomimo skrócenia włosów i zrobieniu grzywki bałam się, że ktoś od razu mnie rozpozna. Kręcąc głową by wyrzucić z głowy wszelkie myśli znów zaczęłam iść w stronę kawiarni. Kurde dlaczego to wszystko musi być tak skomplikowane
- Ana?… Ana… – słysząc znajomy dziecięcy głos w pierwszej chwili miałam wrażenie, że przesłyszałam się, że to nie możliwe by Elza była tutaj z bratem i rodzicami, a w drugiej moje serce odruchowo zaczęło szybciej bić i nie wiem czy przez strach czy przez ekscytację
- Elza poczekaj i nie wyrywaj się… ELZA… – gdy usłyszałam kolejny znajomy głos, zatrzymałam się i zaczęłam sama ze sobą walczyć, bo nie wiedziałam co powinnam zrobić, ale słysząc krzyk szybko odwróciłam się i widząc jak Elza wbiega na jezdnie pry czerwonym świetle od razu poczułam jak moje serce zaczęło szybciej bić, ale ignorując to wręcz z przyspieszeniem światła rzuciłam się do niej, widząc, że biegnąca za nią Veronica z Kevinem nie ma szans do niej dobiec zanim dojdzie do najgorszego. W ostatniej chwili dobierając do małej mocno ją objęłam i upadając na ziemię przeturlałam się z nią do bezpiecznego miejsca na chodniku
- Boże Elza mówiłam ci, żebyś na ulicy nie wyrywała mi się… – Vera praktycznie od razu wręcz wyrwała mi Elzę, która płacząc przytuliła się do swojej mamy, a ja powoli wstając wzięłam kilka głębokich oddechów by uspokoić nadal szybką pracę serca
- Psieprasam… Tylko zobacylam Anę… – słysząc słodki głos Elzy mimowolnie kąciki moich ust nieco uniosły się, jednocześnie zerknęłam na Veronice, która szokowana spojrzała się na mnie
- Cześć… – szepnęłam jedynie sama nie wiedząc co powinnam powiedzieć czy zrobić
- Anastasia?… Boże to na prawdę ty… Posłuchaj ja… dziękuję ci… Gdyby nie ty to… ja nie wie co by się stało – powiedziała nadal roztrzęsiona Vera, na co starałam się uśmiechnąć się pocieszająco
- Najważniejsze, że małej nic się nie stało… Ej już nie płacz kochanie. Wszystko jest dobrze. Powiedz mi jak mnie rozpoznałaś, co? – na początku mówiąc patrzyłam się prosto na Veronicę, ale później ukucnęłam przy siostrze i mówiąc zaczęłam ocierać jej mokre od łez policzki, gdzie mała słysząc moje pytanie uśmiechnęła się
- Przecież mówiłam, że moje serce jest magiczne – rzuciła jedynie Elza i do ręki wzięła breloczek, który dostałam od niej na urodziny i, który od tamtej pory wisi przy pasku torebki. Cicho się śmiejąc przytuliłam siostrę całując ją w głowę. Boże jak mi jej i Kevina brakowało
- Anastasio… – zaczęła mówić Vera, a ja spojrzałam się na nią ledwo powstrzymując by nie zapytać się jej jak ojciec
- Posłuchajcie powinniście chwilę ochłonąć po tym co się stało, więc co powiecie na sok i herbatę z dobrym ciachem?… – powiedziałam natychmiast na co Veronica pokiwała głową a Elza z Kevinem pisnęli radośnie na co wzięłam za rękę dzieciaki poszliśmy w stronę kawiarni, w której pracuje
- Usiądźcie tutaj a ja pójdę po picie i ciasto… – nie dodając nic więcej szybko podeszłam do lady, przy którym stał Nick
- Cześć Nick. Słuchaj ja zaraz cię zmianie, ale mógłbyś dać mi jedną herbatę, dwa soki jabłkowe i trzy kawałki szarlotki ma mój koszt… Później ci wszystko wyjaśnię – powiedziałam patrząc się na przyjaciela, który uśmiechając się do mnie pokiwał głową
- Cześć Anna. Jasne, już ci podaje – brunet szybko zaczął przygotowywać zamówienie, a ja siadając na hokeju spojrzałam się na swoje rodzeństwo i Veronice czując przy tym bolesny uścisk w klatce piersiowej. Szkoda, że przez swoją głupotę straciłam swoje rodzeństwo
- Trzymaj kochana – spoglądając na bruneta posłałam mu uśmiech, po czym wzięłam tace idąc do odpowiedniego stolika
- Proszę. Soki dla was, a dla ciebie herbata i szarotka na mój koszt… Jakbyście czegoś jeszcze chcieli to tylko powiedzcie… – mówiąc szybko położyłam tace na stole rozkładając przed każdym talerzyk z ciastkiem i szklankę z napojem
- A pójdziesz z nami do hotelu? Tata ucieszy się, bo tęskni za tobą… – słowa Kevina sprawiły, że niemalże natychmiast poczułam bolesny uścisk w klatce piersiowej i jak łzy napłynęły mi do oczu, jednocześnie ucieszyłam się, że ojciec żyje
- Wiecie mam do was prośbę. Nie możecie powiedzieć waszemu tacie, że mnie widzieliście. To musi być nasz sekret kochani. Kiedyś kiedy będziecie starsi to wytłumaczę wam to i wtedy dostaniecie ode mnie coś w nagrodę za trzymanie naszego sekretu. Dobrze? – mówiąc spojrzałam się na swoje rodzeństwo mając nadzieję, że rozumieją i nic nie powiedzą ojcu. Nie tracąc czasu przytuliłam siostrę i brata modląc się w duchu bym faktycznie miała za te kilkadziesiąt lat możliwość spotkania z nimi
- Anastasio posłuchaj… – spoglądając na mówiącą Veronicę pokręciłam głową
- Nie… Nie musisz mi dziękować za to co zrobiłam i także nie musisz mi przypominać, że powinnam trzymać się zda od was… Cześć… – nie dodając nic więcej niczym z przyspieszeniem światła popędziłam do głównej lady, gdzie otwierając klamrę otworzyłam uniosłam ladę przechodząc do środka
- Nick będę miała do ciebie prośbę… Wiem, że miałeś dziś zostać dłużej by się zająć papierami, ale widzisz tam jest druga żona mego ojca wraz z moim przyrodnim rodzeństwem i nasze relacje są bardzo napięte, więc może ja mogłabym za ciebie zająć się papierami a ty byś no obsługiwał lokal do czasu jak oni już sobie pójdą. Proszę cię… Aha i to co jeszcze zamówią biorę na swój rachunek – powiedziałam od razu patrząc się na przyjaciela, który lekko uśmiechając się pokiwał głową
- Jasne, nie ma sprawy – odpowiedział brunet, na co uśmiechnęłam się i nie tracąc czasu weszłam na zaplecze, gdzie gdy przekroczyłam gabinet Nicka mimowolnie po moich policzkach spłynęły łzy. Próbując wziąć się w garść szybko otarłam mokre policzki biorąc kilka głębokich oddechów. Nie powinnam płakać bo sama jestem sobie winna temu co się stało i muszę po prostu jakoś żyć dalej z tym cholernym bólem w klatce piersiowej, który odczuwam za każdym razem gdy myślę o osobach, które zraniłam.
***
- Ana… Nie chce ci przeszkadzać, ale dwaj mężczyźni chcą z tobą rozmawiać i mówią, że to sprawa życia i śmierci oraz, że ona dotyczy kogoś ci bliskiego – Nick wchodząc do pokoju od razu zaczął mówić, a ja spojrzałam się na niego i choć kompletnie nie wiedziałam o co chodzi wstałam idąc do głównej części kawiarni i natychmiast zamarłam widząc za ladą Richiego i mojego ojca
- Ana… – powiedzieli jednocześnie, gdzie blondyn przeskakując przez bladyn podszedł do mnie i przytulił mnie mocno
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę kochana… Możemy z tobą porozmawiać na osobności? To naprawdę jest ważne… – powiedział Cameron, a ja spojrzałam się na niego i na ojca sama nie wiedząc co mam teraz zrobić
- Ana a jaką mas dla nas niespodzianke? Nic nie mówilismy tacie, że tu jestes… To mama zadzwoniła do taty – nie powiem słysząc słowa Elzy mimowolnie uśmiechnęłam się ledwo powstrzymując śmiech
- Anastasio proszę porozmawiajmy… Nie wyjdę z stąd póki nie wysłuchasz mnie… Proszę… Błagam… – powiedział błagalnie ojciec, a ja patrzyłam się na niego sama nie wiedząc co powinnam zrobić
- Nick mamy jeszcze może lody? – nim skończyłam pytanie Elza z Kevinem natychmiast krzyknęli radośnie przez co mimowolnie tak jak pozostali cicho zaśmiałam się
- Jasne. Zaraz im przyniosę i może pokaże im jak przyrządzamy naszą specjalność czyli czekoladę – powiedział mój przyjaciel na co uśmiechając się do niego pokiwałam głową
- Chodźcie za mną – nie czekając na jakąkolwiek relację poszłam w stronę gabinetu Nicka czując jak z każdym krokiem moje serce zaczyna bić coraz szybciej, więc biorąc głęboki oddech stanęłam przy oknie nawet nie patrząc się na ojca i blondyna
- Słuchajcie… Jeśli chodzi o ewentualny pozew za te artykuły to… ja to rozumiem, ale nie mam dużej kasy na ewentualne odszkodowanie – szepnęłam po chwili czując jak do moich oczu napływają łzy
- Ana żadnego pozwu i żadnego odszkodowania nie będzie, choć od samego początku ciebie szukamy, bo tak po prostu zniknęłaś i nie było z tobą żadnego kontaktu… – zaczął mówić Richie, a ja spoglądając na niego pokręciłam głową
- Nie wiem czemu mnie szukaliście… Właśnie po to odcięłam się od wszystkiego byście mnie nie znaleźli… – niebieskooki słysząc moje słowa pokręcił głową
- Tak jak przeczuwałem… Nic nie wiesz o Belli… – rzucił Cameron, a ja spojrzałam się na niego pytająco, gdzie moje serce boleśnie zaczęło szybciej bić na samą myśl, że brunetce mogło się stać
- O czym ty mówisz? Co się stało Belli? – spytałam się natychmiast patrząc się na blondyna, który smutno skinął głową
- U Isabelli wykryto nowotwór… – niby zwykłe cztery słowa, a jednak raniły jakby właśnie blondyn wbił nóż w jakąkolwiek część mojego ciała
- Chryste tylko nie to… Boże nie… To ten sam, który miała ciocia, co?… Jakie są rokowania?… - czując, że nogi odmawiają mi posłuszeństwa usiadłam czując jak nowe łzy lecą po moich policzkach
- Niestety tak, a rokowania są niepewne… – słysząc słowa Richiego spojrzałam się na niego nie wierząc w to co powiedział
- Niepewne? Ale jak? Naprawdę jest aż tak źle? Nie mogą zastosować tego samego leczenia, które zastosowali u cioci? – mówiąc nie odwróciłam wzroku od blondyna, który podszedł do mnie i kucając przy mnie wziął mnie za rękę lekko ją ściskając, a drugą ręką ocierał mokry od łez policzek
- Rokowania są niepewne, bo Bella jest w ciąży a, że zdecydowała nie przerywać ciąży to z jakimkolwiek leczeniem trzeba czekać przynajmniej do momentu, w którym wszystkie najważniejsze organy dziecka będą już wykształcone… Niestety przy tym nie wiadomo jak do tego czasu rozwinie się nowotwór. A jeśli zdecyduje się na chemię po porodzie to może być już za późno na leczenie – słysząc słowa blondyna kręciłam głową nie wierząc w to co słyszę. Przecież to jest wręcz nierealne.
- Tylko nie to… Boże… Nawet nie chce myśleć jak ona musi się czuć… Nie dość, że musi walczyć z tym chorupskiem to i zapewne boi się o dziecko… – szepnęłam po chwili patrząc się na blondyna, który smutno skinął głową
- Szczerze? Jest nawet gorzej niż ci się wydaje… Ona zerwała z Chrisem by nie musiał patrzeć jak rak ją wyniszcza… Wszyscy próbowali z nią rozmawiać, ale ona jest uparta a dodatkowo nie chcemy by się denerwowała zbytnio… Aczkolwiek sądzimy, że wsparcie jej najlepszej przyjaciółki na pewno się jej przyda i może właśnie ty zdołasz przekonać ją do pogodzenia się z Chrisem i leczenia, bo podejrzewamy, że ze względu na ciążę nie będzie chciała brać chemii przed rozwiązaniem… Po prostu musisz z nami pojechać do Nowego Jorku… Jesteś jej potrzebna Ann… – nie powiem na początku nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć, bo nie widzi mi się powrót do Nowego Jorku po tym co zrobiłam, ale z drugiej strony Bella faktycznie mnie potrzebuje
- Dobrze… Polecę z wami… – szepnęłam, na co niebieskooki uśmiechając się przytulił mnie mocno
- Boże nawet nie zdajesz sobie jak się za tobą stęskniłem kochana… Aczkolwiek to nie znaczy, że nie dostaniesz po tyłku za te cholerne milczenie… Wszyscy się o ciebie martwiliśmy i szukaliśmy ciebie tu i w Niemczech, a nawet w Austrii… – słowa blondyna sprawiły, że mimowolnie kąciki moich ust nieco uniosły się. Odkąd wsiadłam w autobus do Nowego Orlenu czułam, że będą starali się mnie znaleźć, ale też wiem, że na pewno nie wszystkim te poszukiwania były na rękę
- Dobra to ja was teraz zostawię samych i kupię ci bilet… Swoją drogą to mieliśmy Mark naprawdę wielkiego nosa zostając jeden dzień dłużej w tym mieście – Richie całując mnie w głowę wstał i nie dodając nic więcej szybko wyszedł, a ja czując coraz mocniejsze uderzenia serca zerknęłam na ojca sama nie wiedząc co powiedzieć, od czego zacząć i czy w ogóle to ja powinnam zacząć rozmowę
- Wiem, że mnie nienawidzisz za to co zrobiłam… Naprawdę nie chciałam doprowadzić cię do zawału i cholernie żałuję, że do tego doszło… – szepnęłam patrząc się ze łzami w oczach na ojca, który także mając łzy w oczach po prostu podszedł do mnie i zwyczajnie przytulił mnie. Na początku kompletnie nie wiedziałam co mam powiedzieć, ale po krótkiej chwili mocniej się w niego wtuliłam wybuchając płaczem
- Już nie płacz kochanie… Posłuchaj… Ja ciebie nie nienawidzę i przenigdy o tym nie pomyślałem… Naprawdę cię kocham córeczko… Ja… Masz prawo być na mnie zła i nienawidzić mnie… Żałuję, że gdy był odpowiedni czas nie porozmawiałem z tobą… Zanim wyjaśnię ci pewne rzeczy to pokaże ci coś… – ojciec nic nie mówiąc wyciągnął z kieszeni komórkę, po czym coś w niej kliknął
- Może i film nie jest dobrej jakości, ale ma pewno zorientujesz się co to jest… – spoglądając na telefon ojca zamarłam nie mogąc uwierzyć, że właśnie widzę swój pierwszy występ jeszcze za wczasów szkolnych
- Nie wierzę, że masz to nagranie… Myślałam z mamą, że nie było ciebie tam… – szepnęłam patrząc się na ojca, który pokręcił głową
- Spóźniłem się i dlatego stałem na końcu… Wtedy gdy cię usłyszałem i zobaczyłem to zrozumiałem, że mam cudowną i wyjątkową córka, którą jako ojciec chce chronić… Gdy zaczęłaś mówić o tym, że chcesz być piosenkarką i występować na scenie to od razu wiedziałem, że muszę zrobić wszystko by do tego nie dopuścić, bo zdawałem sobie sprawę z tego jaki jest ten cholerny świat wobec takich młodych, ślicznych i utalentowanych dziewczyn, przez co po prostu cholernie bałem się, że nawet jeśli będę ciebie pilnował to i tak nie ochronie cię przed wieloma zagrożeniami, więc robiłem wszystko by zniechęcić ciebie do tego, ale nie zdawałem sobie sprawy z tego, że ranię ciebie tym i odsuwam cię od siebie... Sprawy z twoją mamą także zawaliłem koncertowo, ponieważ stawiałem pracę nad rodzinę. Uważałem, że wszystko lepiej zrobię, że muszę odciążyć Mikea ze względu na jego sytuację rodzinną, że im więcej zrobię tym więcej zarobię a przez to zapełnię wam lepsze życie, a do tego doszły kłopoty w firmie, ale nie zauważyłem, że przez to wszystko zaniedbuje żonę, córkę pomimo tego, że każdy próbował otworzyć mi oczy na to... Dopiero po śmierci Diany zdałem sobie sprawę z błędów jakie popełniłem, z tego jakim byłem głupcem, ale było już za późno. Może i fizycznie nie zdradziłem jej, ciebie ale można by rzecz, że zdradzałem was z pracą… Także masz Anastasio prawo mnie nienawidzić i naprawdę przepraszam ciebie, że nie byłem dobrym ojcem… Nie wiem czy jest szansa, ale może spróbujemy na nowo ułożyć relację między nami… Zależy mi na tym bardzo, ale... nie będę na ciebie naciskał i dam ci tyle czasu jeśli go potrzebujesz – nie mogąc przestać płakać patrzyłam się na również płaczącego ojca czując jak moje serce rozpada się na małe kawałki. Czuję, że on mówi prawdę i jest ze mną zupełnie szczery, ale czy naprawdę po tym wszystkim mamy szansę na to by odbudować nasze relacje?
- Nawet nie wiesz jak bardzo bym tego chciała tato i przepraszam cię – szepnęłam po krótkiej chwili na co tata uśmiechając się znów mnie mocno przytulił, a ja się w niego wtuliłam
- Najpiękniejszy obraz jaki w życiu widziałam… Przepraszam nie chciałam wam przeszkadzać, ale jeśli mamy zdążyć na samolot i jeszcze pojechać do Anny by się spakowała to powinniśmy już jechać – słysząc znajomy głos odsunęłam się od taty i widząc Veronica lekko uśmiechnęłam się do niej kiwając głową
- A tak w ogóle to przepraszam cię Anastasio za to co powiedziałam w szpitalu… Byłam wtedy załamana, wściekła i bałam się, że stracę Marka… Naprawdę cieszę się, że znalazłaś się i mam nadzieję, że znów z nami zamieszkasz… Będziemy z tego powodu bardzo szczęśliwi - powiedziała Veronica uśmiechając się do mnie przyjaźnie, na co odwzajemniłam gest
- Dziękuję bardzo… To miłe, ale nie wiem czy powinnam po tym co zrobiłam i nie chce się wam narzucać – szepnęłam na co ojciec spiorunował mnie wzrokiem a jego żona pokręciła głową
- Ana co się stało to się nie odstanie, ale wierzę pewnie jak Mark, że nie wszystko jest jeszcze stracone, więc po prostu zacznijmy wszystko od początku nie wracając już do przeszłości i na pewno nie będziesz się nam narzucać – nie powiem słowa brunetki sprawiły, że kąciki moich ust nieco uniosły się
- Co ty na to córeczko? – spytał się tata, a ja uśmiechając się do niego przytuliłam go. Może faktycznie nie wszystko jest stracone, ale i tak jak nie mam najtrudniejsze jest dopiero przede mną
1 komentarz:
No w końcu!!!!!! Nawet nie wiesz jak cieszy mnie ten rozdział!!!
W końcu się znalazła :D No i bardzo cieszę się że poleci z nimi...Bella będzie w 7 niebie w końcu, mam nadzieję że Ana jej przemówi do rozumu i wróci do Chrisa ...No i z niecierpliwością czekam na spotkanie Any z Jayam , mam tylko nadzieję że on zachowa się normalnie a nie jak buc!
Rozdział bomba <3
Czekam z niecierpliwością na nowy!
Buziaki ;****
Prześlij komentarz