niedziela, 15 stycznia 2023

Rozdział 67

 Narracja Isabelli

Przyglądając się mijającym nas widokom nie potrafiłam przestać się uśmiechać, ciesząc się, że znów jestem w Berlinie, choć nie powiem boli mnie myśl, że prawdopodobnie jest to jedna z moich ostatnich wizyt w Niemczech. Wiem, że pomimo świadomości zbliżającej się śmierci powinnam jednak trzymać się nadziei, że może jednak wydarzy się cud,ale jednak jakoś nie potrafię. Słysząc swoją ostatnią myśl pokręciłam głową wyrzucając ją z głowy. Nie mogę, nie chce teraz myśleć o tym. Chce poprostu cieszyć się tym wyjazdem i czerpać z niego tyle ile będę mogła

- Jak się czujesz? Może pojedziemy najpierw do lekarza by zrobił kontrolne USG? - słysząc słowa Chrisa spojrzałam się na niego kręcąc głową

- Czuję sie dobrze, więc narazie nie widzę potrzeby byśmy musieli jechać do szpitala, ale dzięki, że pytasz i gdy coś się działo to od razu dam ci znać - mówiąc nie odwróciłam roku od blondyna, który podziwał głową odwracając zaraz potem wzrok na szybę. Czując ukucie w klatce piersiowej znów spojrzałam się na szybę. Może i jakoś nasze relacje już nie są napięte jak ostatnio to jednak wiem, że on ma do mnie żal o to, że z nim zerwałam i cholernie boli mnie to, że on przeze mnie cierpi, ale nie wiem czy inne rozwiązanie tej sytuacji będzie lepsze. 

- Jesteśmy już na miejscu - powiedział kierowca zatrzymując auto pod hotelem i nie marnując ani sekundy wszyscy zaczęliśmy wychodzić z pojazdu biorąc chwile potem z bagażnika nasze bagaże

- Dobra, to wy tu poczekajcie, a ja pójdę nas zameldować i wziąć karty do pokoi - nie marnując ani chwili poszłam do recepcji wyciągając w między czasie z torebki dowód osobisty 

- Witam. Isabella Michaels. Mam z przyjaciółmi rezerwacje na moje nazwisko - recepcjonistka uśmiechając się wzięła ode mnie dowód od razu sprawdzając wskazane dane w komputerze

- Witam... Wszystko się zgadza... Proszę tutaj są karty do pokojów. Piętro 3, a numery są na kartach... Winda jest tam. Restauracja czynna jest do 24, a bar do 3 w nocy... Gdybyście państwo czegoś potrzebowali wystarczy zadzwonić... A tu jest kartka od państwa przyjaciela, który niedawno przyjechał i prosił o przekazanie jak tylko państwo przyjadą... - biorąc od recepcjonistki wszystkie rzeczy szybko rzuciłam jej uśmiech i mówiąc dziękuję poszłam do reszty, gdzie od razu dałam Jayowi karty do pokojów a sama otworzyłam kartkę jak nie mam od Iana

- Bello jak już będziesz to przyjdź od razu z Jayem do mnie, do pokoju 346. Ian - czytając wiadomość od przyjaciela spojrzałam się na Jaya, który podając mi kartę do pokoju pokiwał głową 

- Dobra to w takim razie Cayce skoro masz pokój z Bellą to weź jej rzeczy, a ty Chris weź moje, a my pójdziemy do Iana - rzucił Jay, na co pokiwałam głową chowając do torebki dowód i kartę

- To może nie będziemy się rozpakowywać… No co? Nie jesteśmy idiotami i zdajemy sobie sprawę, że Ian zaprasza nas do koncertów tylko ze względu na Bellę i Ann, a obecna sytuacja jest jaka jest… - powiedział Izzy, a ja piorunując go spojrzeniem pokręciłam głową 

- Nie denerwuj mnie Izzy tylko nie traćmy czasu i chodźmy na górę - nie dodając nic więcej pokierowałam się do windy. Gdy po chwili znaleźliśmy się na odpowiednim piętrze od razu podałam swoją walizkę Cayowi, po czym poszłam w stronę pokoju przyjaciela. Jay gdy tylko doszedł do mnie od razu zapukał do drzwi

- Cześć wam. Wchodźcie - nie musieliśmy długo czekać aż Ian otworzył drzwi gestem ręki dając znać byśmy weszli. Nim dobrze przekroczyłam próg pomieszczenia poczułam jak ktoś przytula się mocno do mnie

- Boże Bella powiedz jak się czujesz i jak się trzymasz? Jest coś w czym możemy ci pomóc? Jeśli potrzebujesz pieniędzy na leczenie to nie krępuj się tylko mów od razu - słysząc głos Eleny mimowolnie uśmiechnęłam się mocniej przytulając się do przyjaciółki 

- Lena bo zaraz udusisz Bellę/Elena daj jej usiąść zanim zarzucisz ją pytaniami - odsuwając się nieco od blondynki spojrzałam się na mówiącego Mattiego jednocześnie z Ianem i posłając im uśmiech rzuciłam szybkie cześć wam. Elena nie tracąc czasu pociągnęła mnie w stronę łóżka, na którym usiadłyśmy, a obok mnie usiadł Jay

- Dobra to zanim zaczniemy omawiać sprawy koncertu to powiedz Bella jak się czujesz, co mówią lekarze i czy nie potrzebujesz czegoś - jako pierwszy odezwał się Ian, a ja spoglądając na niego z trudem powstrzymałam się przed przekręceniem oczami, bo już powoli zaczynam mieć dość tego pytania jak się czuję

- Słuchajcie tylko blagam was nie pytajcie się mnie się co godzinę o to jak się czuję, bo wystarczy, że słyszę to pytanie cholernie często od Jaya, Chrisa, Richiego i swoich rodziców, więc błagam was przynajmniej wy nie pytajcie mnie się o to co chwilę, dobrze? ... Narazie czuje się dobrze, choć nie powiem by było kolorowo, ale wierzę, że będzie dobrze... Lekarze narazie są ostrożni co do rokowań, bo nie wiadomo jak rak rozwinie się w przeciągu tych kilku miesięcy, w których musimy czekać aż maleństwo się rozwinie... No i narazie niczego nie potrzebuje, ale dzięki za chęci i w razie czego zgłoszę się do was gdy będę potrzebowała pomocy - wzrokiem przebiegłam po przyjaciołach, którzy starając  się do mnie uśmiechnąć pokiwali głowami, a Elena wzięła mnie za ręke ściskając ją 

- Wybacz nam, my po prostu się martwimy o ciebie... Domyślamy się jak musisz się czuć w tej sytuacji i wiedz, że możesz na nas liczyć, więc nie krępuj się do nas dzwonić w jakiejkolwiek sprawie i o każdej porze - powiedziała siedzącą obok mnie Elena, a ja uśmiechając się przytuliłam się do niej dziękując w duchu za to, że mam takich przyjaciół 

- Dokładnie kochana i proszę nie zapominaj o tym dobrze? My zawsze będziemy cię wspierać, choć nie powiem, żebym popierał to, że zerwałaś z Chrisem, ale… - zaczął mówić Ian, a ja słysząc jego ostatnie słowa spiorunowałam go wzrokiem kręcąc przy tym głową

- Ale taką podjęłam decyzję i proszę byście ją uszanowali nie namawiając mnie do jej zmiany, dobrze?... I proszę skończmy ten temat, bo w przeciwnym razie wyjdę z stąd - rzuciłam natychmiast zerkając na przyjaciół, którzy albo pokiwali głowami albo nią kręcili

- Jasne Bells, ale wiedz, że my sądzimy, że postępujesz źle, ale to twoje życie i mimo wszystko pamiętaj, że masz w nas wsparcie - powiedział Matteo, na co posłałam mu blady uśmiech 

- Dobra to w takim razie powiedzcie mi czy macie jakieś wieści o Ann? Codziennie próbuje do niej dzwonić ale telefon jest wyłączony a na wszelkie wiadomości nie odpowiada... - powiedział po krótkiej chwili Ian, a ja patrząc się na niego pokręciłam głową

- Z Richiem wynajęliśmy detektywa, ale niestety nie wpadł na żadne informacje odnośnie jej miejsca pobytu... - słysząc jak Matteo rzuca przekleństwo po włosku urwałam spoglądając na niego 

- Kurde przecież ona nie mogła od tak rozpłynąć się w powietrzu... Boże co ona dobrego narobiła i gdzie się teraz podziewa... Cholera powinienem był się domyślić, że ta praca z Markiem ma drugie dno - rzucił natychmiast Ian kręcąc głową

- Ian nie obwiniaj się, bo to nie twoja winna... Nikt nie spodziewał się czegoś takiego po niej i nie przypuszczał, że dla zwykłej zemsty jest w stanie zrobić coś takiego nie licząc się z tym kogo zrani - rzucił Jay, a ja pokręciłam głową żałując,  że Ann musiała jego zranić 

- No jakby nie patrzeć wiedzieliśmy, że Ann ma wielki poniekąd słuszny żal od ojca... - rzucił kręcąc przy tym głową Matteo, a ja pokiwałam głową zgadzając się z nim,bo wiedzieliśmy, że relacje pomiędzy Anną a jej ojcem są napięte, a jednak nic nie zrobiliśmy by jakoś pomóc im je naprawić

- Tylko nie próbujcie rozgrzeszać jej za to co zrobiła chłopaki... - przerwał natychmiast Jay na co spiorunowałam go wzrokiem

- Jay do cholery tu nie chodzi o rozgrzeszenie Anastasii tylko my wiemy o tym, że żal jaki ona miała do ojca jest słuszny... I możesz mi wierzyć lub nie, ale jestem pewny, że nie wszystko z jej strony było udawane - powiedział Ian, a ja zerknęłam na Jaya, który kręcąc głową przekręcił oczami 

- Ja też tak uważam, bo przecież nie można tak dobrze udawać miłości Jay, a ta jej ucieczka jest tylko dowodem na to, że jest jej wstyd i jest jej źle że tak się to potoczyło - dodała natychmiast Elena, a ja pokiwałam głową zgadzając się z nią 

- Dlatego musimy mieć nadzieję, że pójdzie po rozum do głowy i odezwie się nas jak najszybciej... - powiedział Matteo, a ja pokiwałam głową też mając nadzieję, że Anastasia odezwie się i będę jeszcze miała okazję z nią porozmawiać, przytulić i poprosić by miała oko na moje maleństwo i Chrisa gdy już mnie nie będzie. Słysząc krótki dzwięk swojej komórki sięgnęłam bo telefon i widząc treść smsa ciężko westchnąłam kręcąc głową 

- Tylko nie mów, że któryś już zdążył coś nabroić bo nie ręczę za siebie - rzucił niby żartem Jay, na co od razu spiorunowałam go wzrokiem

- Chris napisał, że niespodziewanie przyjechała jego mama i ona chciałaby się ze mną zobaczyć - kręcąc głowa schowałam komórkę próbując nie wpaść w panikę. Niby wiedziałam, że prędzej czy później spotkam się z rodziną blondyna, ale nie przypuszczałam, że to może tak szybko się to stać

- Czyli jest jeszczej gorzej niż zrobienie wielkiej afery przez US5 - zaśmiał się Matteo, na co rzuciłam w niego poduszką

-Dobra najważniejsze rzeczy jakie chciałem natychmiast od was usłyszeć to usłyszałem, więc idźcie odpocząć po podróży. Gdyby coś się działo to wiecie gdzie nas szukać. Spotykamy się na kolacji po 20, a szczegóły koncertu zaraz wam prześlę na mejla - kiwając głową na słowa lana powoli wstałam żałując, że nie mogłam dłużej zostać by wydłużyć czas oczekiwania na spotkanie z mamą blondyna


Narracja Jaya

- O cześć stary... Jak widzę nie tylko my postanowiliśmy skorzystać z pięknego wieczoru i pójść na spacer - widząc podchodzących do mnie Iana z Eleną mimowolnie lekko uśmiechnąłem się do nich

- Aż szkoda było nie skusić się by przed spaniem nie pójść na spacer przy takich jesiennych widokach - powiedziałem patrząc się na przyjaciół, którzy pokiwali głowami 

- Dokładnie Jay. Zwłaszcza, że od jutra czeka nas mnóstwo pracy, więc trzeba korzystać z uroku tego miejsca póki można - rzuciła Elena, a ja znów pokiwałem głową 

- Jay a tak w ogóle to gratuluję akcji US5 profilaktycznie przeciw nowotworom. Sam nie pamiętam kiedy ostatnio byłem na zwykłym badaniu krwi a co dopiero mówić o jakiś szczegółowych badaniach... Elena tak samo... - powiedział lan. a ja lekko uśmiechając się pokiwałem głową. Ta. To tak naprawdę chyba jedyna dobra rzecz jaka wyniknęła z nowotworu Belli. Kampania jaką zrobiliśmy w mediach spłecznościowych dotyczącą zdrowia i profilaktyki naprawdę rozniosła się dużym echem i nawet mnie zaskoczyły jej efekty, nie wspominając już o ilości pozytywnych komentarzy, gdzie niektóre osoby pisały wprost, że dopiero teraz dzięki nam postanowili pójść na badania lub namówić na to inne osoby.

- A dziękuję, choć tak naprawdę gratulacje należą się Richiemu, bo to on na to wpad, a razem  wspólnie to zrealizowaliśmy, gdzie przy okazji sami porządnie zbadaliśmy się i cieszę się, że obydwoje postanowiliście wziąść się za siebie, bo jakby nie patrzeć zdrowie mamy jedno - rzuciłem od razu na co Ian i Elena pokiwali głowami 

- Chłopaki ja na chwilę was przeproszę, bo przypomniałam sobie o tym, że muszę zadzwonić by potwierdzić wywiad - Elena nie dodając nic więcej odeszła na bok, a ja z trudem powstrzymałem się przed przewróceniem oczami czując o co tak naprawdę chodzi w tym telefonie

- Jay, posłuchaj... domyślam sie jak musisz się czuć, ale pamiętaj, że jakbyś chciał pogadać to możesz na mnie liczyć i... kurde możesz sobie myśleć, że bronię Anastasię, ale naprawdę miała powody by chcieć się zemścić na Marku i nie wydaje mi się, że wszystko między wami było udawane... - ciężko wzdychając pokręciłem głową. No proszę jakby był wróżbitą i przewidział o czym brunet będzie chciał ze mną pogadać 

- Ian naprawdę proszę cię przestań... Nie chce o tym rozmawiać i proszę cię nie broń jej, bo nic nie usprawiedliwia tego co zrobiła i przepraszam cię bardzo ale przez to właśnie nie wierzę w prawdziwość tego co było pomiędzy nami... - Ian słysząc moje słowa pokręcił głową 

- Jay nie bronie jej, bo faktycznie źle zrobiła, tylko próbuje ci powiedzieć, że żal jaki miała do swego ojca był poniekąd słuszny, bo nie zdajesz sobie sprawy z tego jak Diana cierpiała gdy on raz za razem wybierał pracę zamiast rodziny, gdy musiała patrzeć jak ignorował talent własnej córki, jak błagała Marka by wrócił natychmiast do domu bo musi z nim porozmawiać o ważnej sprawie, która później okazała się jej śmiercią... No co? Wbrew temu co ludzie mówią Diana wiedziała o tym, że ma tętniaka, który w każdej chwili może pęknąć, ale ona chciała przed operacją porozmawiać z Markiem by uzgodnić ważne sprawy w razie jej ewentualnej śmierci, ale nie powiedziała przez telefon mu o tym, że jest chora. A ja przyłapałem ją na tym jak płacząc do słuchawki błagała Marka by przyjechał bo chce z nim porozmawiać, ale Mark z tego co wiem lakoniczne odpowiedział, że postara się ale nie obiecuję, a ja widząc jej płacz wymusiłem by powiedziała mi prawdę co się dzieje, więc stąd dowiedziałem się prawdy lecz nie udało mi namówić by natychmiast pojechała do szpitala na operacje a za to obiecałem jej, że Ana nie dowie się prawdy o jej chorobie zanim ona sama jej o tym powie i, że w razie jej śmierci zajmę się nią wspierając gdy będzie taka potrzeba... I właśnie przez to mój drogi nie wierzę, że wszystko między wami było udawane czy zrobione z premedytacją, bo ona na własne oczy widziała jak to jest żyć z złamanym sercem i kochać tą osobę - powiedział przyjaciel, a ja ciężko westchnąłem kręcąc głową. Zdaje sobie sprawę z tego, że Mark nie był idealnym ojcem i Anastasia mogła czuć do niego o to żal, ale jednak to nie zmienia faktu, że na początku chciała jedynie wyciągnąć ode mnie wiadomości do swoich artykułów i mam duże wątpliwości co do dalszych naszych wspólnych chwili 

- Ian ja wszystko jestem w stanie zrozumieć, ale... Anastasia poniekąd zdradziła mnie i prawie zniszczyła coś co sam zbudowałem i walczyłem oto, a do tego wszystkiego naprawdę ją pokochałem i nagle pojawiła się myśl, że to wszystko co było między nami było udawane... To jest tak skomplikowane, że sam już nie wiem czy chce to ogarnąć i po prostu robić swoje zostawiając za sobą Anastasię i to co zrobiła - rzuciłem patrząc się na Iana, który kiwając głową poklepał mnie po plecach

- Domyślam się, że to skomplikowane, ale szczerze mówiąc nie wiem czy naprawdę dobrym rozwiązaniem jest zignorować swoje uczucia i zostawić za sobą kogoś kogo się kocha... Tak czy siak pamiętaj, że jakbyś chciał pogadać czy coś innego to możesz na mnie liczyć... A teraz przepraszam cię bardzo, ale pójdę po swoją miłość i pójdziemy do hotelu, więc do jutra i miłych snów - przyjaciel nie czekając na moje słowa poszedł, a ja opierając się o barierkę spojrzałem się w stronę zachodzącego słońca. Cholera czemu to musi być tak skomplikowane. Naprawdę staram się zrozumieć postępowanie Anastasii, ale jednak boli mnie myśl, że ona poniekąd zdradziła mnie i wątpię czy kiedyś będę w stanie jej to wybaczyć. Po prostu muszę jakoś o niej zapomnieć i starać się iść do przodu. Tak chyba będzie najlepiej. 


1 komentarz:

Nita pisze...

Przepraszam że dopiero teraz ale sama mam dużo spraw na głowie .....

Rozdziały jak zawsze zajebiste!!!!! Nie wiem jak ty to robisz ze tak super piszesz..
Ehh Jay uparciuch dalej nie odpuszcza... mógłby w końcu postawić się w sytuacji Anny i zrozumieć ..
A ona do cholery też już powinna się odezwać :/ Chociażby do Belli...no kurcze

ehh mam ogromną nadzieję że Chris i Bella wrócą do siebie no bo to też patowa sytuacja i wcale nie jest im przez to rozstanie lżej tylko ciężej jeszcze... Iss powinna schować swoje przekonania do butów i pozwolić zaopiekować się Chrisowi nią i maleństwem...

Czekam na kolejny oczywiście !
Buziaki ;*******