Narracja Jaya
Słysząc dzwonek budzika powoli otworzyłem oczy i po omacku sięgnąłem po telefon wyłączając budzik samemu nie wiedząc czy bardziej jestem zły czy wdzięczny za przerwanie kolejnego snu z Anastasią w roli głównej. Ciężko wzdychając powoli podniosłem się do pozycji siedzącej zakrywając twarz rękami. Cholera pomimo tego, że minęło już trochę czasu od wyjazdu Ann to jednak nadal jestem cholernie zły na nią za to co zrobiła i jednocześnie nie potrafię o niej zapomnieć. Chryste czemu musiałem zakochać się właśnie w niej i nie zauważyć na czas tego że to była tylko jedna wielka gra z jej strony? Po raz kolejny miłość zaślepiła mnie i teraz znów zostałem sam z przysłowiowym złamanym sercem. Już sam nie wiem czy to karma czy nie, ale chyba miłość nie jest dla mnie, a przynajmniej mam dość jakikolwiek związków na kolejne najbliższe 10 lat. Kręcąc głową by oczyścić umysł z wszelkich myśli powoli wstałem kierując się do szafy, z której zacząłem wyjmować czyste ciuchy na dziś. Już miałem iść do łazienki, ale słysząc znajomy dźwięk komórki, więc szybko po nią sięgnąłem i widząc, że to Chris dzwoni mimowolnie uśmiechnąłem się
- No cześć stary. Co tam? Tylko nie mów, że dziś też ciebie i Belli nie będzie bo Mike was zabije i to dosłownie - rzuciłem na powitanie, ale słysząc z drugiej strony ciężkie westchnienie od razu domyśliłem się, że coś jest nie tak
- Cześć Jay. Mam próbę mógłbyś po mnie przyjechać, bo wczoraj się napiłem i nie wiem czy do końca już wytrzeźwiałem - słysząc słowa blondyna odruchowo pokręciłem głową nie wierząc, że tak zabalował
- Jasne, że mogę po ciebie przyjechać, ale jeśli masz kaca to może lepiej byś został w domu... - powiedziałem natychmiast zastanawiając się w jakim stanie musi być Bella skoro blondas nie chce ryzykować jazdy autem
- Dzięki Jay. W takim razie do zobaczenia - rzucił jedynie przyjaciel i nim zdążyłem coś powiedzieć on rozłączył się przez co kręcąc głową odłożyłem komórkę by chwilę potem iść do łazienki
***
- Posłuchaj Chris ja nie chcę się tobie narzucać i nie pytałem w aucie jak prosiłeś co się dzieje, ale widzę, że coś nie gra, więc jakbyś chciał z kimś pogadać lub zwyczajnie pójść z kimś na siłkę by tam choć na chwilę zapomnieć o wszystkim i tak wyrzucić z siebie negatywne myśli to jest do twojej dyspozycji - wchodząc do pokoju socjalnego od razu spojrzałem się na blondyna zmartwiony jego dziwnym zachowaniem, bo nigdy nie widziałem by był tak milczący i by aż tak na jego twarzy było widoczne zmartwienie przeradzające się wręcz w ból. Heine spojrzał się na mnie kiwając głową
- Dzięki Jay. Będę o tym pamiętał, choć ta siłownia brzmi dobrze... - powiedział Chris, a ja lekko uśmiechając się pokiwałem głową
- To w takim razie może pójdziemy dziś po próbie?... Super. Jakby coś mi wypadło to dam ci znać. A teraz chodźmy do sali - nie dodając nic więcej szybko wziąłem kubek z kawą, poczym poszedłem do sali, w której byli już wszyscy i od razu rzuciło mi się w oczy wyraz twarzy i oczu Belli, które także wyrażały ból a nawet oczy dodatkowo wyglądały jakby przez całą noc ona płakała, ale nic nie mówiąc usiadłem na swoim stałym miejscu
- Siadajcie już, bo mamy pewną sprawę do omówienia zanim zaczniemy próbę... - zaczął mówić Mike spoglądając na koniec na Bellę, która kiwając głową wzięła głęboki oddech
- Słuchajcie... W najbliższym czasie będziemy musieli nieco zmodyfikować prace wytwórni i ma poważnie zastanowić się nad zatrudnieniem nowych menadżerów, producentów bądź asystentów... - zaczęła mówić Is, a ja spojrzałem się na nią pytająco zastanawiając się co tu się dzieje
- Tylko nie mów, że odchodzisz Bella... Watrin coś ty znów zamalował, co? - rzucił natychmiast Izzy a ja odruchowo zerknąłem na blondyna, który piorunując wzrokiem przyjaciela pokręcił głową
- Wyobraź sobie stary, że tym razem to nie ja zawiniłam. To Bella ze mną zerwała redukując mnie tylko i wyłącznie do roli ojca naszego dziecka - powiedział wściekły Chris, a ja szokowany jego słowami spojrzałem się na brunetkę i jej ojca, który pokręcili głowami
- Że co?/Jesteś w ciąży?/Chris uspokój się - niemalże natychmiast po pomieszczeniu rozniosły się jednocześnie głosu przyjaciół, a ja szokowany patrzyłem się na a to na Bellę a na to Chrisa czując, że naprawdę coś tu nie gra i nie chodzi o ciążę
- Tak. Jestem w ciąży i rozstałam się z Chrisem, ale nie to jest istotne w tej sprawie
... Chodzi o to, że mam raka i nie wiadomo jak długo będę w stanie pracować - no dobra spodziewałem się jakieś bomby ale, nie tego, że będzie to wręcz bomba atomowa
- O cholera/O kurwa/A jakie są rokowaniach. Co mówi wogole lekarz - znów jednocześne głosy chłopaków rozniosły się po sali, a ja kręcąc głową próbowałem wygonić wspomnienia sprzed kilku lat gdy to dowiedziałem się, że tata ma raka.
- Zdecydowałam się urodzić dziecko przez co z jakimkolwiek leczeniem muszę poczekać aż do momentu, w którym dziecko będzie na tyle duże, że chemia mu nie zaszkodzi lub do porodu, ale w obu przypadkach nie wiadomo jak rozwinie się rak... Tak czy siak muszę czekać i dopóki mam siły będę pracowała ale nie wiadomo jak długo taki stan się utrzyma, więc dobrze by było gdybyście pomyśleli o zatrudnieniu kogoś do pomocy... A teraz jeśli pozwolicie pójdę do siebie bo mam dużo pracy - Isabella nic więcej nie dodając wyszła z pomieszczenia, a ja odruchowo spojrzałem się na Chrisa który spuścił głowę jakby próbował ukryć spadające po jego policzki kilka łez
- Ale chwila. Ja chyba zmieniłem się w tępą blondynkę, bo czegoś tu nie rozumiem... Bella i Chris przecież się kochali, teraz będziecie mieli dziecko a w dodatku ona jest chora i potrzebuje naszego a w szczególności twojego wsparcia, więc czemu się rozstaliliście? - jako pierwszy odezwał się Izzy, na co zerknęłam a to na Mikea to na Chrisa
- W takim razie jest nas dwóch stary, bo ja też nie rozumiem czemu ona ze mną zerwała... Ja wiem, że ona się boi i ja też, ale nic do niej nie dociera... Mówi, że żekomo tak jest lepiej i tyle... - odezwał się załamany Heine, a ja pokręciłem z niedowierzaniem głową. Cholera no to się porobiło
- Chris mówiłem ci, że ona potrzebuje czasu... Zobaczysz, że prędzej czy później ona sama do ciebie przyjdzie i ułoży się między wami - powiedział Mike, a ja pokręciłem głową doskonale wiedząc, że to wcale nie jest proste i Mike powinien o tym doskonale widzieć
- Może ja pójdę porozmawiać z Bellą. Nie wiem czy coś wskóram, ale na pewno dodam jej wiary, że nie jest sama w tej trudnej dla siebie sytuacji - nie dodając nic więcej szybko wstałem kierując się w stronę gabinetu brunetki. Widząc nieco uchylone drzwi zajrzałem i dostrzegając jak Is głaszcząc się po brzuchu patrzy się na widok za oknem cicho coś mówiąc mimowolnie lekko uśmiechnąłem się czując bolesne ukucie w sercu. Kurde czemu to ją musiało spotkać i to właśnie teraz gdy tak dobrze układało się jej z Chrisem
- Hej. Mogę? Nie chce ci przeszkadzać jak jesteś zajęta - nie tracąc czasu zaczynając mówić powoli wszedłem do gabinetu, gdzie Bella ocierając mokre policzki od łez lekko uśmiechnęła się kiwając głową
- Jasne. Wchodź Jay... Wiem, że to może głupie, ale wierzę, że maleństwo mnie słyszy... - powiedziała Isabella a ja uśmiechając się pokręciłem głową siadając na kanapie
- Ej nie przepraszaj za taką rzecz, bo to jest naturalna rzecz. Powinnaś jeszcze puszczać maleństwu muzykę - Is słysząc moje słowa uśmiechnęła się siadając obok mnie
- Jay jeśli przyszedłeś do mnie w sprawie Chrisa to sobie daruj. Ja wiem, że złamałam mu serce, że kocham go, ale po prostu tak będzie lepiej, a przynajmniej nie będzie musiał patrzeć jak umieram - czując ukucie w klatce piersiowej chwyciłem przyjaciółkę za rękę lekko ją ściskając
- Chciałem spytać się jak się trzymasz i czy czegoś nie potrzebujesz, ale chyba bardziej głupszego pytania w tej chwili nie mógłbym zadać... Wiem, że dla ciebie to koniec świata i nie tylko dla ciebie, ale nie zapominaj, że masz obok siebie osoby które chcą ciebie wspierać i nie otrącaj ich, dobrze? - powiedziałem patrząc się na Bellę, która pokiwała głową
- Wiem o tym Jay, że mam was i mogę na was liczyć, ale jednak sam wiesz jak jest gdy nagle ktoś z twoich najbliższych nagle ma raka... Strach, brak nadziei, ból... A dodatko a raczej przede wszystkim boje się o moje maleństwo, bo wiem, że nie przeżyje śmierci drugiego dziecka ani myśli, że przez moją chorobę samo jest chore - rzekła, na co spojrzałem się na nią pytająco zastanawiając się czy dobrze usłyszałem jej słowa
- Niedługo po tym jak Chris zerwał ze mną i odszedł z zespołu poroniłam Jay i o tym wiedziały tylko moja mama i Anna, więc sam rozumiesz czemu teraz bardziej boję się o dziecko - nie marnując ani sekundy natychmiast przytuliłem brunetkę strasznie żałując, że już musiała tyle przejść
- Nawet nie wiesz jak mi przykro kochana, ale czy nawet przez to na pewno chcesz od tak odejść od mężczyzny którego kochasz? Ja wiem, że się boisz i nie będę cię do niczego namawiał czy zmuszał, ale naprawdę się zastanów czy chcesz przez strach zniszczyć i zdusić to wspaniałe uczucie, które was połączyło i przerwało próbę czasu, dobrze? No i obiecuję porozmawiać z Chrisem, by dał ci czas i by starał się hamować swoje emocję, bo jestem przekonany, że tak samo jak ty jest przerażony i boi się o ciebie oraz wasze maleństwo - Isabella słysząc moje słowa lekko uśmiechnęła się
- Dziękuję ci - przyjaciółka szepcząc przytulia się do mnie, na co od razu mocno ją objąłem
- Pamiętaj też, że gdybyś czegoś potrzebowała czy nawet się wygadać się komuś to możesz na mnie liczyć i to o każdej porze dnia i nocy, dobrze? - brunetka słysząc moje słowa pokiwała głową
- Dzięki Jay. Będę o tym pamiętała... Aczkolwiek jest pewna sprawa, choć nie wiem czy mogę cię o to prosić... Nie wiem czy uda się nam znaleźć Anastasię ale wierzę, że się uda i chciałabym cię prosić byś jak ona już się pojawi porozmawiał z nią, wyjaśnił wszystko... - powiedziała Isabella, a ja pokręciłem głową przekręcając oczami. Tylko ona mogła wpaść na taką prośbę
- Bella faktycznie nie powinnaś prosić mnie o coś takiego... Ja wiem, że Ann jest twoją przyjaciółką, ale to nie zmienia faktu, że nie wybacze jej tego co zrobiła i nie istotne z jakich pobudek to zrodziła... - zacząłem mówić, na co Is pokręciła głową
- Jay, ale kochasz ją, a ona ciebie i to jest niezaprzeczalne, bo nigdy nie uwierzę, że wszystko między wami było udawane. Widziałam jak patrzycie na siebie i zapewniam cię, że Ann nigdy nie byłaby w stanie aż tak udawać miłości... - przerwała mi natychmiast przyjaciółka, a ja znów potrąciłem głowa
- Przygarnął kocioł garnkowi kochana... Ty kochasz Chrisa i zwyczajnie odrzucasz go ze względu na swoje obawy... - powedziałem natychmiast na co ona piorunując mnie wzrokiem pokręciła głową
- Naprawdę Jay? To są dwie różne sprawy... Ja jestem chora, umrę i właśnie dlatego nie jestem już z nim by nie musiał na to patrzeć i tuląc lub opowiadając o mnie dziecku wspominał moje ostatnie chwile… Ty z Anną za to macie całe życie przed sobą i nie chce byście zmarnowali tego co was połączyło Jay, bo wasza miłość jest prawdziwa… Proszę uwierz mi i naprawdę się nad tym zastanów - widząc łzy w oczach przyjaciółki od razu znów mocno ją przytuliłem zaczynając gładzić ją po włosach
- Jedynie co mogę ci obiecać to tylko tyle, że się zastanowię, ale ty za to nie mów o umieraniu, bo mocno wierzę, że wygrasz tą najcięższą walkę i nie pozwalam ci myśleć inaczej, rozumiesz? Musisz myśleć pozytywnie i o tym, że masz dla kogo żyć - mówiąc spojrzałem się na Bellę, która spoglądając na mnie skineła głową, ale wraz jej pełnych łez i smutku oczu był mi tak znany, że od razu znów poczułem bolemy uścisk w klatce piersiowej, bo ten sam wyraz oczu miał mój tata gdy na początku wogóle nie chciał podać się leczeniu i nawet nie chce myśleć co jeśli ona też przez wzgląd na dziecko odmówi leczenia
-Dobra kochana wracam do reszty, bo zaraz twój tata mnie udusi, że tam mnie nie ma... Pamiętaj, że jakbyś potrzebowała pomocy czy pogadać to zawsze możesz na mnie liczyć - całując w głowę przyjaciółkę szybko wstałem wychodząc z pokoju wyczuwając, że dalsza rozmowa o zmianie jej postępowaniu w tej chwili nie ma sensu, a jedynie może doprowadzić do streów, a tego jednak Bella musi unikać. Cholera muszę pogadać z Richiem i to jak najszybciej
- O proszę. Chyba ściągnąłem cię myślami stary, bo chciałem pogadać o Belli... - nie powiem widząc wychodzącego z łazienki Richiego uśmiechnąłem się, a on słysząc moje słowa pokiwał głową
- Posłuchaj domyślam się co chodzi ci po głowie i sam w pierwszym odruchu chciałem zadzwonić do szpitala i spytać się czy jest możliwość bym przeniósł się z kardiologii na onkologie by być bliżej Belli gdy będzie miała chemie, ale to jednak nie jest dobry bo jechak jest dużo racji w tym, żeby nie leczyć swoich bliskich - powiedział niebieskooki na co pokręciłem głowę
- Pudło przyjacielu bo nie o tym chciałem porozmawiać. Ba, nawet przez myśl mi to nie przyszło bo po tym co spotkało moją siostrę uważam, że faktycznie lekarze i pielęgniarze nie powini leczyć swoich bliskich. Moja sprawa dotyczy tego, że czy nie masz lub czy mógłbyś załatwić namiar na dobrego psychologa onkologicznego? - Cameron słysząc moje słowa ciężko westchnął kiwając głową
- Wydaje mi się, że faktycznie jej i Chrisowi przydałoby się takie spotkanie... Nigdy nie wiedziałem go tak załamanego... Bella pewnie też wcale nie czuje się lepiej tylko maskuje to... - powiedział Richie a ja pokręciłem głową
- Maskuje? Richie z nią jest dużo gorzej niż z Chrisem, bo nie dość, że dusi w sobie wszelkie emocje to według moich doświadczeń z moim tatą to niestety obawiam się, że ona ze względu na ciążę nie będzie chciała poddać się leczeniu przed porodem - blondyn słysząc moje słowa pokręcił z niedowierzaniem głową
- Cholera Jay nie możemy jej na to pozwolić, rozumiesz? Ja wiem, że ona boi się o swoje dziecko, ale jeśli będzie czekała z jakimkolwiek leczeniem do końca ciąży a nawet do końca połogu to wtedy może być już za późno na leczenie raka i ona umrze, rozumiesz? - ciężko wzdychając pokiwałem głową doskonale zdając sobie z tego sprawę
- Wiem o tym i dlatego wydaje mi się, że jest potrzebna rozmowa z psychologiem w odpowiednim momencie... No i nie możemy powiedzieć ani Mikeowi ani Chrisowi o przypuszczeniach odnośnie leczenia, bo nawet nie chce myśleć jak oni zareagują na tą wiadomość - przyjaciel przekręcając oczami pokręcił głową
- Szczerze? nawet nie chce być wtedy w pobliżu, bo to będzie jak bomba atomowa... - nie mogąc się powstrzymać cicho się zaśmiałem
- A powiedz mi jak idą poszukiwania Anastasii? Bo tak sobie pomyślałem, że może Bella może potrzebować jej wsparcia jako przyjaciółki, siostry... - spytałem się Richiego, który pokręcił głową
- Niestety detektyw jak narazie nie znalazł żadnych jej śladów oprócz tego, że w dniu kiedy wiedzieliśmy ją ostatni raz podjęła z konta gotówkę i tyle... Aczkolwiek Chris już dodał na swoje profile w mediach społecznościowych informacje o chorobie Is oraz jej ciąży, więc miejmy nadzieję, że Anna ją przeczyta i sama zdecyduje się skontaktować z nami, z nią... - kiwając głową znów ciężko westchnąłem mając nadzieję, że faktycznie to coś da
- Jasne. Jak będziesz coś wiedział to daj znać od razu. A teraz lepiej już chodźmy na próbę, bo zaraz Mike nas udusi za to gadanie - blondyn cicho się śmiejąc pokiwał głową, po czym oboje weszliśmy do odpowiedniego pomieszczenia
***
- Naprawdę myślisz, że to ma sens? - spytał się Chris, a ja pokiwałem głową
- Wiem, że to nie rozwiąże twoich problemów, ale przynajmniej dzięki temu dasz upust wszelkim emocją a nie będziesz je w sobie tłamsił, bo to jest najgorsze... Sam wiem po sobie, że po takim treningu czułem się nieco lepiej i jakby naładowany nową energią do dalszej pomocy w walce z tym cholerstwem... No dawaj... Na początku dwa szybkie jedna i druga ręka, potem raz prawy, znów dwa szybkie jedna i druga ręka,.a potem raz lewy i od nowa - Chris pokiwał głową, po czym jeszcze raz sprawdził włożone na ręce rękawice i biorąc głęboki oddech zaczął uderzać w trzymany przeze mnie worek treningowy.
- Dobra przerwa... Chris już DOŚĆ... - blondyn ewidentnie z każdą chwilą działał coraz bardziej mocniej i szybciej uderzać, a bo jego minie widać, że w każdy cios dawał coraz więcej energii. Gdy zapowiedziałem przerwę blondyn jeszcze bardziej szybciej i agresywniej zaczął dawać ciocy, przez co musiałem nieco podnieść głos odsuwając się nieco z workiem na co blondyn padł na kolana i zakrywając twarz rękami zaczął płakać, a ja widząc to niemalże natychmiast poczułam bolesny uścisk w klatce piersiowej. Cholera czemu to musiało właśnie na nich spaść. Nic nie mówiąc usidłem obok przyjaciela klepiąc go po ramieniu
- Jay ja tak się boję, że ją, ich stracę... Kocham ją a ona nawet nie chce bym był przy niej... To jakiś koszmar... Nie przeżyje jeśli stracę ją lub nasze drugie dziecko... - odezwał się rozpaczony blondyn, a ja z trudem powstrzymując łzy objąłem przyjaciela zastanawiając się co mogę mu powiedzieć by jakoś podnieść go na duchu, bo w tej chwili nie wydaje się, że takowe słowa istnieją.
- Przeżywałem coś podobnego gdy tata zachorował i on nie chciał na początku podać się leczeniu... Wtedy gdy lekarz wyznał mi, że są już przeżuty i nie wiadomo czy na pewno chemia zadziała przez co muszę być gotowy na wszystko to tak byłem szokowany, zrozpaczony, że w pierwszej chwili próbowałem sobie przypomnieć co tata mówił mi o pogrzebach w wierze muzułmańskiej i dopiero po chwili walnąłem się w łeb mówiąc sobie, że o czym ja do cholery myślę, że muszę myśleć o tym jak ojca ratować a nie o jego śmierci... Więc jak sam widzisz strach, myśli o śmierci są zupełnie normalne w takiej chwili tylko nie możesz im się poddać, co niestety jest dość trudne... Wiem, że to zabrzmi beznadziejnie, ale musisz trzymać się nadziei, że się ułoży i ładować swoje siły by w odpowiednim momencie wspierać Bellę, bo jestem przekonany, że prędzej czy później ona przyjdzie do ciebie byś ją wspierał tak jak powinieneś... - szepnąłem patrząc się na przyjaciela, który spojrzał się na mnie kiwając głową
- Ta... Nie poddawać się czarnym myślą i trzymać się nadziei jest cholernie trudno i nie wiem czy jest to w pełni możliwe stary... Czuję się jakbym był w jakimś obłędzie, z którego nie widzę wyjścia... Nie wiem skąd mam brać te siły czy nadzieję skoro ona nie chce mego wsparcia i oddeszła ode mnie, a strach o jej życie dosłownie mnie paraliżuje i chce mi się krzyczeć, płakać... - szepnął po chwili Chris, a ja ze smutkiem pokiwałem głową żałając, że nie mogę bardziej mu pomóc
- Wydaje mi się, że te siły i nadzieję najbardziej możesz czerpać właśnie z miłości... Może to oklepane, ale jednak miłość jest silną mocą i nie jeden cud stał się dzięki niej... - blondyn patrząc się na mnie pokiwał głowa
- To prawda stary... Mam nadzieję, że nam obu przydarzy się ten cud, bo tak nieco zmieniając temat muszę ci przyznać, że ewidentnie widać to, że tęsknisz za Aną a zarazem nadal jesteś na nią wściekły za to co zrobiła... - słysząc słowa przyjaciela ciężko westchnąłem kręcąc głową. Szczerze mówiąc nie mam najmniejszej ochoty gadać o niej, ale z drugiej strony może będzie mi lżej wyrzucając siebie to wszystko a przy okazji może zmiana tematu Chrisowi wyjdzie na dobre
- Szczerze? To jest tak skomplikowane, że już sam się w tym gubię... Naprawdę się w niej zakochałem a ona tak mnie oszukała... Czuje się tak jakby ona naprawdę mnie zdradziła i nie potrafię o niej zapomnieć... A teraz pomimo tego, że chciałbym aby wróciła dla Belli to jednak nie chciałbym jej już nigdy widzieć choć paradoksalnie myśl o ponownym spotkaniu mnie boli... - powiedziałem patrząc się na Heinego, który prychając pokręcił głową
- Ta... Miłość... Niby proste uczucie, które każdy chce zaznać a jednak jak się coś pieprzy to boli jak cholera... I gdzie tu jest jej sens stary... - tym razem to ja prychnąłem kiwając głową
- Ta... Żyć z nią ze złamanym sercem jest niedobrze, lecz bez niej życie wogole nie ma sensu... - rzuciłem nieodrywając wzroku od niebieskookiego, który pokiwał głową
- To co powiesz na wspólny sparing dwóch facetów ze złamanymi sercami? - spytał się po krótkiej chwili Heine, a ja kiwając głową wstałem podając rękę przyjacielowi, który łapiącją wstał. Szybko zakładając rękawice spojrzałem się na Chrisa i ciężko wzdychając pokręciłem głową. Boże czemu choć raz wszystko nie może pójść po naszej myśli i to bez trzymania się pieprzonej nadziei, że będzie dobrze. No i czemu do cholery miłość musi być tak skomplikowana i bolesna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz