Narracja Isabell
Powoli otwierając oczy starałam się nie jęknąć pod uczuciem ciężkości jak czułam w całym moim ciele. Starając się odzyskać ostrość widzenia powoli rozejrzałam się po pomieszczeniu ignorując pikanie maszyn. Widząc śpiących na kanapach rodziców od razu poczułam jak łzy napłynęły mi do oczu, ale Skupiłam wzrok na Chrisie, który spał trzymając głowę na moich kolanach trzymał mnie za rękę
- Chris… – ledwo wymawiając imię mężczyzny trudnością położyłam rękę na jego głowie. Blondyn natychmiast budząc się lekko uśmiechnął się spoglądając na mnie swoimi zaczerwionymi niebieskimi oczami, które były teraz przepełnione łzami, bólem, rozpaczą a także miłością, ciepłem
- Cześć kwiatuszku… Nic nie mów. Nie trać sił… Jestem tu i twoi rodzice także. Mam ich obudzić? – słysząc pytanie blondyna odruchowo ponownie zerknęłam na swoich rodziców pokręciłam głową. Chris kiwając głową nachylił się i pocałował mnie w czoło, a ja odruchowo w zaciągnęłam się jego zapachem. Nie wiem dlaczego ale mam cholerne wrażenie, że to są moje ostatnie chwile i, że po raz ostatni patrzę na mojego ziemskiego anioła
- Koochaam cię Chriiss – szepnęłam nie mogąc powstrzymać kilku spadających łez. Blondyn lekko się uśmiechając również nie mógł powstrzymać łez
- Ja ciebie też kocham i to bardziej kwiatuszku – szepcząc niebieskooki wziął moją rękę i całując ją przyłożył ja sobie do policzka
- Przyytuul mniiee proszeę – z trudem wymawiając każdą głoskę patrzyłam się na blondyna, który po krótkiej chwili wahania pokiwał głową, po czym szybko wstał i ostrożnie kładąc się obok mnie objął całując mnie w głowę, a ja wtuliłam się w niego starając się powstrzymać łzy. Może i wszystko mnie bolało to jednak w jego ramionach ból zamienił się w ciepło, które dawało mi poczucie błogości i bezpieczeństwa. Niby marzyłam o takiej właśnie śmieci, by umrzeć w ramionach ukochanego, ale szkoda że przyszła ona tak zdecydowanie za szybko
- Koochaam waass… – wymawiając ostatnie słowa przymknęłam oczy mając wrażenie, że unoszę się opuszczając ciało przy akompaniamencie pisku maszyn połączonym z głośnym szlochem Chrisa, który mówił, że zawsze będzie mnie kochał
Otwierając oczy szybko uniosłam się do pozycji siedzącej biorąc przy tym głęboki oddech. Machinalnie zerknęłam na bok i widząc słodko śpiącego blondyna wypuściła oddech. Cholera to był tylko sen, ale bardzo realny. No właśnie niby zwykły sen, ale czy aby rzeczywiście tak jest skoro mówi się, że sny mogą pokazywać przyszłość. Na samą myśl odruchowo zakryła twarz rękami starając się nie jęknąć. A więc umrę. Słysząc tą małą myśl od razu do oczu napłynęły mi łzy. Niby w kościach czułam od początku, że umrę, ale jednak zobaczyć to nawet we śnie to nie to samo. Szkoda tylko, że nie wiem co z naszym dzieckiem. Ocierając mokre policzki odruchowo ponownie zerknęłam na Chrisa i natychmiast przypomniałam sobie wyraz jego twarzy że snu. Nigdy nie widziałam u niego wymalowanej na twarzy takiej rozpaczy, którą widziałam na żywo u mego ojca, gdy tak samo jak Chris z mego snu tulił mamę gdy ta walczyła z rakiem. Przywołanie tamtych wspomnień sprawiło, że niemalże natychmiast poczułam bolesny uścisk w klatce piersiowej. Boże ja nie chcę i nie mogę dopuścić do tego by on cierpiał patrząc jak uchodzi ze mnie życie. On na to po prostu nie zasługuje. Powinien pamiętać tylko nasze dobre i cudowne chwilę, a nie mieć przed oczami moje ostatnie miesiące, chwile. Nie mogąc przestać płakać po cichu wstałam z łóżka i zapalając w komórce latarkę by nie obudzić Chisa usiadłam przy stoliku biorąc kartkę i długopis. Cholera wiem, że to co właśnie chce zrobić jest złe, ale po prostu nie mam innego wyjścia. Tak po prostu będzie lepiej, choć na pewno nam obojgu pękną serca. Boże co za popierany los. Kilkanaście lat temu to on podjął taką decyzję, za którą miałam od niego wielki żal, a teraz to ja niejako opuszczam go z troski o niego. Rzucając jeszcze raz spojrzenie na mojego anioła otarłam mokre policzki, po czym zaczęłam pisać mając nadzieje, że on to rozumie i zaakceptuje mój wybór.
Narracja Chrisa
Pierwsze promienia słoneczne wpadające do sypialni obudziły mnie, ale nie otwierając oczu przewróciłem się na znak marząc by znów zasnąć i obudzić się dopiero za jakieś rok gdy będzie już po wszystkim, kiedy to nasza gwiazdka będzie już z nami, a Is będzie zdrowa. Boże nadal nie mogę uwierzyć w to, że będę ojcem a Bella ma raka. To naprawdę jest nierealne, ale niestety prawdziwe i muszę robić wszystko by być dla niej wsparciem. Powoli otworzyłem oczy spoglądając w bok i od razu zmarszczyłem brwi nie widząc Beli, a jedynie kartkę papieru. Szybko podnosząc się do pozycji siedzącej wziąłem ją do ręki czując w kościach, że to o przeczytam nie spodoba mi się.
Mój niebieskooki aniele.
Nawet nie zdajesz sobie sprawy, z tego jak bardzo teraz boli mnie serce, ale wiem, że nie mogę postąpić inaczej. Pewnie uznasz, że to może jakaś zemsta z mojej strony za to co ty zrobiłeś kilkanaście lat wcześniej, ale prawda jest taka, że to los sprawił, że to się dzieje.
Chce byś wiedział, że kocham cię najmocniej na świecie i to właśnie to uczucie sprawia, że teraz musimy się rozstać. Wiem, że teraz pewnie mnie nienawidzisz bo łamie tobie serce. które pewnie już tak san krwawi jak moje, ale uwierz mi, że tak po prostu będzie dla nas lepiej. Sama muszę zmierzyć się z nierównym przeciemkiem a ty musisz przygotować się do najprawdopodobniej samotnego ojcostwa. Wiem, że oba zadania są trudne, ale musimy się ich podjąć czerpiąc siłę z uczucia, jakie nas połączyło i jakie nas wypełnia oraz wspomnień naszych wspólnych chwil.
Wiem, że jestem trzóchem nie wyznajesz ci tego owbiście, ale udaje sobie sprawę, że gdybym spojrzała w twoje błękinoszone tęczówki nie umiałabym wydusić z siebie słowa.
Dziękuję ci mój kochany aniele za każde słowo Kocham cie, za każdy odbierający oddech pocałunek, za każdą chwili gdy zabierałeś mnie w otchłań rozkazy. Żałuję, że nie było nam dane przeżyć więcej wspólnych chwil, których było wiele a jednak tak mało.
Proszę cię nie próbuj mnie przekonywać do zmiany decyzji, bo jej nie zmienię.
Od tego momentu jesteś dla mnie tylko ojcem mego dziecka oraz znajomym z pracy i tylko w tych sprawach będziemy się porozumiewać.
Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz i proszę pamiętaj, że zawsze będziesz w moim sercu. Nawet gdy przestanie ono bić.
Twoja na wieki
Isabella
Z każdym czytanym słowem czułem coraz mocniejszy ból w klatce piersiowej. Nie wierząc w zapisanym literom przeczytałem słowa listu jeszcze raz ignorując napływające do oczu łzy. To się po prostu nie dzieje naprawdę. Bella nie mogła od tak mnie zostawić. To jest niemożliwe. Szybko ocierając mokre policzki sięgnąłem po telefon wybierając numer brunetki mając nadzieję że albo usłyszę dzwonek tutaj i to wszystko okaże się jednym nieśmiesznym żartem lub ona odbierze i na spokojnie że sobą porozmawiamy
- Cholera – głośno przeklinając szybko wstałem podchodząc do szafy, z której szybko wyjąłem rzeczy do ubrania się. Kurde ale miałem twardy sen skoro nie zorientowałem się, że ona obudziła się i wzięła z szafy swoje rzeczy. Kręcąc głową nie tracąc ani sekundy pędem wybiegłem z mieszkania kierując się do auta
- Gdzie pojechałaś Is… – szepcząc sam do siebie włożyłem kluczyki do stacyjki zastanawiając się gdzie mam jechać, ale zdecydowałem się pojechać do jak nie mam nieoczywistego miejsca czyli do jej rodziców licząc że tam ona będzie i będziemy mogli porozmawiać. Po jakiś 10 minutach zaparkowałem pod znanym budynkiem, po czym szybko poszedłem do niego, gdzie dzięki miłej starszej pani wszedłem do budynku od razu kierując się na odpowiednio piętro. Gdy tylko stanęłam pod odpowiednimi drzwiami od razu wziąłem głęboki oddech zapukałem do drzwi mając wielką nadzieję, że ktoś mi otworzy i powie mi, że znajdę tu Bellę
- Cześć Mike… Błagam cię powiedz mi, że jest u was Isabella – powiedziałem szybko spostrzegając przez lekko uchylone i zablokowane przez łańcuch w zamku drzwiach na Mikea, który z pochmurną miną kiwnął głową
- Witaj Chris… Bella jest tutaj, ale nie chce ciebie widzieć, a my obiecaliśmy jej że ciebie nie puścimy więc… – słysząc słowa przyjaciela pokręciłem głową nie mogąc w nie uwierzyć
- Słucham? Nawet tak sobie nie żartuj Mike tylko mnie wpuść, bo naprawdę chce, muszę z nią porozmawiać, ROZUMIESZ TO? – rzuciłem natychmiast wręcz wykrzykując ostatnie słowa
- Chris uspokój się proszę. Ja rozumiem twoje zdenerwowanie, złość, ale ona powiedziała, że zerwała z tobą i nie chce z tobą rozmawiać jeśli nie musi… Obiecaliśmy jej, że nie wpuścimy cię jeśli nie będzie chciała – patrząc się na menadżera pokręciłem głową nie wierząc, że to dzieje się naprawdę
- Mike do cholery chyba nie zamierzasz jej słuchać… Sam przecież wiesz, że ona teraz najbardziej mnie potrzebuje… Proszę cię wpuść mnie… BELLA SŁYSZYSZ MNIE? POROZMAWIAJMY… BŁAGAM CIĘ – niemal wykrzykując ostatnie słowa czułem jak po moich policzkach spływają łzy. Przyjaciel ciężko westchnął kręcąc przy tym głową
- Chris naprawdę mi przykro… Wiem doskonale, że ona teraz bardzo potrzebuje naszego wsparcia, ale musimy jej dać czas. Ona musi najpierw sama sobie w to wszystko poukładać i wiem co mówię, bo Lizz też była wtedy tak samo uparta i załamana… – powiedział brunet na co energicznie pokręciłem głową
- Mike ja to rozumiem, ale kocham ją i chce przy niej być, wspierać ją zwłaszcza teraz gdy najbardziej tego potrzebuje… Błagam cię zrozum mnie… Nie odejdę z stąd dopóki z nią nie porozmawiam i nic ani nikt mnie nie powstrzyma… – szepnąłem coraz bardziej załamany głosem nie starając się już powstrzymać lecących ciurkiem łez
- Chris rozumiem cię, ale zrozum też mnie… Nie mogę złamać danego jej słowa... Ona cię kocha, ale po prostu potrzebuje czasu… Wybacz mi… – menadżer posyłając mi smutny wzrok i smutny uśmiech zamknął drzwi, a ja razu chwyciłem za klamkę bezskutecznie ją ciągnąć by otworzyć drzwi. Boże to naprawdę nie dzieje się naprawdę
- Bella słyszysz mnie? Nie odejdę póki nie porozmawiamy… Kocham cię… – bezmyślnie waląc rękami drzwi powoli upadłem na kolana nie mogąc przestać płakać. Dlaczego to wszystko musi się dziać. Czemu nie możemy być wreszcie szczęśliwi
Narracja Isabelli
- Bella choć na obiad – słysząc słowa wchodzącej do pokoju mamy spojrzałam się na nią i kiwając głową odłożyłam książkę na szafkę nocną, po czym nic nie mówiąc poszłam za nią do salonu, gdzie od razu usiadłam przy stole
- On nadal tam siedzi Lizz. Wygląda niczym wrak człowieka – powiedział tata, a ja domyślając się o kim mówi spuściłam wzrok mając nadzieję, że to uchroni mnie przed wściekło-współczującym spojrzeniem ojca. Wiem, że może i postąpiłam źle zrywając z Chrisem, że zraniłam tym siebie i jego, ale nie mogłam inaczej postąpić.
- Boże jedyny siedzi już tyle godzin… Dobra koniec tej szopki… Bella ja staram się zrozumieć cię, ale kochasz go i nie możesz go tak traktować… Mike już idziesz po niego i zapraszasz go na obiad… Bello nie rób takiej miny, bo dobrze wiesz, że tak trzeba i żadne protesty tego nie zmienią. Jak nie będziesz chciała z nim rozmawiać to nie. Tata go uprzedzi, że ma z tobą nie rozmawiać i tyle, rozumiesz? – powiedział stanowczo mamą, na co błagalnie spojrzałam się na nią by tego nie robiła, ale ona machnęła ręką na mnie patrząc się znacząco na ojca, który lekko uśmiechając się skinął głową idąc do drzwi, na co wstałam chcąc iść do pokoju by tam przeczekać obecność blondyna
- Ani mi się wasz stąd wychodzić Isabello Michels. Jeśli źle się czujesz to pojedziemy do szpitala, a w przeciwnym wypadku zjesz z nami wspólnie obiad – ciężko wzdychając z powrotem usiadłam na krześle spuszczając wzrok.
- Witam. Dziękuję za zaproszenie – słysząc lekko zachrypnięty głos blondyna ledwo powstrzymałam się przed spojrzeniem się na niego
- Nie ma za co Chris. Idź do łazienki jak chcesz i szybko wracaj – powiedziała mama, a ja odruchowo kątem oka zerknęłam na blondyna, który pokiwał głową idąc w stronę odpowiedniego pomieszczenia. Nie marnując ani chwili szybko nałożyłam sobie zupę starając się nie patrzeć na siadającego chwilę później naprzeciw mnie niebieskookiego blondyna
- Wiesz Chris rozmawiałem z Jayem o twoich piosenkach i jemu też się spodobały, więc nie ma przeszkód by je nagrać i dać je na reedycje płyty o ile ty się zgodzisz – powiedział po dłuższej chwili tata, a ja nawet nie zerkając na blondyna jadłam zupę
- Cieszę się, że się spodobały… Nie widzę przeszkód by je dać na płytę o ile zostanie dopisane obok moje nazwiska jeszcze jedno jako współautora – rzucił jedynie Heine, a ja starając się jeść zupę nawet nie zerknęłam na niego
- Słuchajcie wiem, że sytuacja jest gorsza niż trudna, ale błagam was panowie przynajmniej przy obiedzie nie rozmawiajcie o pracy… Powiedz mi lepiej Chris co u twoich rodziców słychać? – powiedziała rodzicielka, na co spiorunowałam ją wzrokiem, bo zdecydowanie wolałabym ciszę od słuchania rozmów moich rodziców z blondynem
- Jak narzazie wszystko dobrze… Cieszą się, że zostaną dziadkami i oferują swoją natychmiastową pomoc – odpowiedział natychmiast blondyn
- To dobrze, że wszystko u nich dobrze… Ważne by byli zdrowi… Pozdrów ich od nas jak będziesz z nimi rozmawiał – rzekła od razu mama
- Mike jak już wszyscy zjedli to zabierz talerze, a ja przyniosę drugie danie – ojciec słysząc słowa mamy od razu wziął puste talerze, a ja czując na sobie spojrzenie niebieskookiego zaczęłam w duchu modlić się by on nie rozpoczął ze mną rozmowy. Na szczęście rodzice szybko wrócili przez co zaczęliśmy jeść drugie danie
- Dziękuję za obiad. Pójdę już do siebie – kiedy w dość ekspresowym tempie zjadłam szybko wstałam z zamiarem pójścia do pokoju
- Bella zaczekaj proszę… Wiem, że mam nic do ciebie nie mówić ani o nic nie pytać, ale ja tak nie mogę... Naprawdę to tak ma teraz wyglądać między nami, że nawet nie patrzysz się na mnie i traktujesz mnie jak obcą osobę?… Is kocham cię i chce być z tobą. Chce cię do jasnej cholery wspierać gdy najbardziej tego potrzebujesz rozumiesz? Wiem, że się boisz i może cię teraz oświecę, ale ja też się boję, ale chce być przy tobie i walczyć razem z tobą… Bella proszę… Naprawdę cię kocham… – chcąc nie chcąc odruchowo spojrzałam się na Chrisa i pod wpływem jego słów poczułam jak do moich oczu napłynęły łzy
- Chris uwierz mi, że naprawdę tak będzie najlepiej… Proszę cię nie wracajmy już do tego… Ja zdaje sobie sprawę, że jest ci ciężko tak samo jak mi ale z czasem na pewno będzie ci lżej… Proszę cię nie naciskaj bo ja zdania nie zmienię Chris… Przykro mi… – szepnęłam nie mogąc powstrzymać spadających po moich policzkach łez
- Tak będzie lepiej? Będzie lżej? Bella czy ty siebie słyszysz? Cholera kocham cię rozumiesz?… Nic nie będzie lepiej ani lżej, bo kocham cię i chce z tobą być… Wiem i nie chce cię do niczego zmuszać ale wiedz, że jeśli teraz powiesz, że między nami to naprawdę koniec to nie będzie już możliwości zmiany decyzji… To będzie naprawdę koniec Isabello – czując jak kawałki mego serca rozpadają się na jeszcze mniejsza kawałki spuściłam wzrok bijąc się z myślami czy aby naprawdę dobrze robię
- Christoph przykro mi… – szepnęłam nawet nie mając odwagi spojrzeć na blondyna i praktycznie biegiem ruszyłam do swego pokoju, gdzie od razu wybuchając płaczem rzuciłam się na łóżko. Boże dlaczego to musi tak bardzo boleć, dlaczego to ja musiałam zniszczyć naszą miłość
- Córeczko… – słysząc cichy głos mamy oderwałam głowę od poduszki spoglądając na rodzicielkę, która od razu usiadła na łóżku, a ja natychmiast przytuliłam się do niej
- Wiem, że… może źle robię, ale ja… po prostu nie mogę inaczej… – mama słysząc mój szept od razu mocno mnie obejmując zaczęła gładzić mnie po włosach
- Kochanie ja doskonale wiem co czujesz bo też w pierwszym momencie po tym jak usłyszałam o chorobie byłam załamana i również na początku nie chciałam byś z tatą patrzyli jak walczę z tym cholernym nierównym przeciwnikiem, ale prawda jest taka, że właśnie wasze wsparcie dodawało mi sił do walki, choć bolało mnie to, że musicie patrzeć jak cierpię czy to, że widzę w waszych oczach ból i łzy… Domyślam się, że oprócz strachu o własne życie tak naprawdę najbardziej boisz o maleństwo jakie masz pod sercem, ale kochanie według mnie mimo wszystko nie powinnaś odrzucać wsparcia człowieka, którego kochasz całym sercem i pozwolić by strach zniszczył to czego nie zniszczył czas kochanie… Proszę cię zastanów się póki masz jeszcze szansę zmienić decyzję… – przymykając oczy mocniej wtuliłam się rodzicielkę nie wiedząc co mam jej powiedzieć. Wiem, że ma rację, że nie mogę pozwolić by wszelkie obawy mną kierowały bo kocham Chrisa i chce z nim być a także chce by on mnie wspierał, ale jednak mocniejsza jest świadomość tego, że umrę i pragnienie by on nie musiał tego widzieć. Wiem, że jeszcze mogę zmienić decyzję, tylko pytanie brzmi która z tych opcji jest tą lepszą i mniej bolesną?
1 komentarz:
Rozdział wspaniały jak zawsze ale do cholery Is podjęła najbardziej głupią decyzję jaką tylko mogła :/
Ciąża i choroba to najgorszy czas na rozstania. To ją jeszcze bardziej osłabi. Poza tym dziecko odczuwa wszystkie emocje matki i co teraz nie będzie czuło miłości ojca...no bez sensu...
Mam nadzieję że Bella przemyśli to i wróci do Chrisa bo dla niego to też ruch poniżej pasa...
Oj te dziewczyny w tym opowiadaniu robią sobie same wszystko pod górkę ..
Czekam z niecierpliwością na następny <3
Buzikai ;****
Prześlij komentarz