Narracja Chrisa
Słysząc dzwoniący budzik powoli otworzyłem oczy i widząc wtuloną we mnie Bellę, która również właśnie się budziła uśmiechnąłem się całując ją w głowę
- Dzień dobry kwiatuszku – Is słysząc moje słowa od razu uśmiechnęła się delikatnie musnęła moje wargi
- Cześć bondasku. Błagam cię powiedz mi, że dziś jest niedziela i możemy dłużej poleżeć i poleniuchować – słowa brunetki sprawiły, że cicho się zaśmiałem mocniej ją obejmując i całując w głowę
- Oj uwierz mi, że bardzo bym chciał, ale niestety do weekendu zostało jeszcze kilka dni i tak po prawdzie musimy powoli wstawać, bo Mel nas zabije jak się spóźnimy – powiedziałem, na co Bells ciężko westchnęła
-A możesz mi choć obiecać miły wieczór jak wrócimy do domu? – nie mogąc powstrzymać uśmiechu na twarzy sugestywnie poruszałem brwiami
- Marzy ci się kotku powtórka z wczoraj? No ja nie mam nic przeciw – nie dodając nic więcej odkręciłem się tak, że leżałem na ciemnookiej i nie tracąc czasu pocałowałem ją, a ona oddała pocałunek z większą namiętnością.
- Dobra lepiej skończmy to i wstawajmy, bo za moment to w ogóle nie wyjdziemy z łóżka – rzuciła po krótkiej chwili Bella i tym razem to ja ciężko westchnąłem kręcąc głową
- Ty to kochanie potrafisz jak nikt inny sprowadzić mnie na ziemię – Is słysząc moje słowa od razu zaśmiała dając mi całusa
- Do usług kochanie - widząc niewinny uśmiech na twarzy kobiety sam szerzej uśmiechnąłem się
- Dobra to ty idź do łazienki, a ja pójdę zrobić nam śniadanie – nie oddajesz nic więcej szybko wstałem z łóżka, jednocześnie kątem oka zobaczyłem jak brunetka sprawdza telefon i widząc na jej twarzy zawód kręcąc głowa szybko ubierając bokserki wyszedłem z pokoju idąc do kuchni. Kurde staram się jakoś to wszystko zrozumieć, ale jednak jestem wściekły na Ann za to co zrobiła, a widok załamanej Belli i załamanego Jaya tylko to wzmacnia. Chcąc oczyścić umysł z wszelkich myśli o Anastasii pokręciłem głową i od razu zająłem się przygotowaniem śniadania.
- Bella śniadanie na stole – powiedziałem w miarę głośno by brunetka mnie usłyszała, ale nie słysząc żadnej jej reakcji ani nie widząc by ona szła poszedłem do pokoju i od razu zamarłem widząc jak Bells siedząc na łóżku owinięta ręcznikiem płakała
- Is się stało? – odzyskując mowę szybko podszedłem do ukochanej, gdzie klękając przed nią złapałem ją za ręce. Ona spoglądając na mnie od razu się do mnie przytuliła
- Chris ja… wyczułam u siebie guza… rozumiesz? – jej ciche słowo sprawiły, że zamarłem nie wiedząc co powiedzieć. Cholera tylko nie to. Jeśli do jej odkrycia dodamy zdrowotną historie rodzinną to może oznaczać tylko jedno, lecz mam nadzieję, że jednak tym razem się mylę
- Isabelle posłuchaj mnie… To jeszcze nie oznacza, że masz raka, bo to może być łagodna zmiana, rozumiesz?… Zadzwoń do lekarza i powiedz mu, że musi jeszcze dziś cię przyjąć, dobrze?… Ja zadzwonię do twego taty, że nie będzie nas i zrobię kawę na wynos, a ty po tym jak zadzwonisz ubierz się i spakuj profilaktycznie najpotrzebniejsze rzeczy, dobrze? – zachowując powagę i opanowanie mówiłem spokojnie patrząc się na brunetkę, która kiwała jedynie głową. Nie tracąc ani sekundy szybko pocałowałem ukochaną w czoło powoli wstając
- Chris tylko proszę cię nie mów na razie prawdy tacie… Nie chce by niepotrzebnie denerwował się – kiwając głową wziąłem telefon i wychodząc z pomieszczenia wybrałem numer przyjaciela
- Cześć Mike… Słuchaj wiem, że nas zabijesz za to, ale nie pojawimy się dziś z Bellą na próbie – rzuciłem szybko gdy usłyszałem dźwięk odbierania połączenia
- Słucham?… Chris nawet tak nie żartuj rozumiesz?… Ja rozumiem, że kochacie się z Bellą i chcecie jak najwięcej czasu być ze sobą, ale to nie jest najlepszy czas na romantyczne wypady – rzucił natychmiast Mike, a ja odruchowo pokręciłem głową
- Mike uwierzy mi, że zdecydowanie bardziej wolałbym wybierać się na romantyczny wypad, ale tu chodzi o sprawę bardziej poważniejszą i jak będę mógł to wtedy ci powiem co się dzieje. A teraz muszę kończyć. Dam ci poniżej znać ile nas nie będzie. Cześć – nie dodając nic więcej szybko rozłączyłem się
- Chris… Doktor Smith przyjmie mnie od razu, ale… Może pojadę sama a ty pojedź ma próbę… – słysząc za sobą cichy głos Belli od razu się odwróciłem i dostrzegając kolejne łzy w jej oczach przytuliłem ją mocno do siebie samemu starając się nie rozpłakać wyczuwając jak ona drży
- Is są sprawy ważne i ważniejsze, a ta sprawa tak jak ty jest priorytetem, rozumiesz?… W tym momencie mam w dupie pracę i to czy twemu tacie to się podoba, przez co jak chce to może mnie zwolnić… Moje miejsce jest przy tobie i zamierzam być z tobą do czasu twego wyjścia ze szpitala, rozumiesz? – powiedziałem zerkając na brunetkę, która nieśmiało uśmiechnęła się kiwając głową
- Dziękuję ci… – szepnęła ciemnooka, a ja lekko uśmiechając się pocałowałem ją czoło
- Nie masz za co mi dziękować kwiatuszku… Kocham cię i możesz być pewna, że co by się nie działo zawsze będę przy tobie – jeszcze raz mocniej przytuliłem mocno ukochaną starając się nie rozpaść, bo jednak muszę być teraz wsparciem dla niej.
***
Mocniej tuląc do siebie brunetkę pocałowałem ją w głowę sam nie wiedząc czy chce by czas leciał szybciej czy się zatrzymał. Czekanie na wyniki badań jest zdecydowanie jedną z najgorszych chwil w szpitalu. Zwłaszcza jeśli te wyniki zważają na twoim życiu. Szczerze mówiąc nawet nie wiem czy mam odwagę modlić się do Boga by oszczędził mam tego doświadczenia w postaci nowotworu czy by sprawił, że faktycznie Bell była w ciąży i to właśnie jej objawy nas zaalarmowały. To jest wszystko takie nierealne, ale prawdziwie, a widok nadal załamanej Isabell sprawia, że z każdą sekundę czuje się oraz bardziej bezsilny, gdzie jedynie co mogę to po prostu być przy niej i albo ją tulić albo trzymać za rękę
- Isabell mam twoje wyniki, ale pójdziemy na jeszcze jedno badanie. Ciebie też zapraszam, bo możesz być przy tym obecny – słysząc znajomy głos lekarza od razu obydwoje wstaliśmy, a jego słowa sprawiły, że obydwoje spojrzeliśmy się na siebie, po czym poszliśmy za nim. Nie powiem widząc, że wchodzimy na oddział ginekologiczny moje serce zaczęło szybciej bić, ale odruchowo lekko ścisnąłem trzymaną w ręku dłoń brunetki starając się nie robić sobie jakiejkolwiek nadziei by nie kusić losu.
- Zapraszam – powoli weszliśmy do gabinetu, w którym młoda lekarka widząc nas lekko uśmiechnęła się
- Dzień dobry. Nazywam się Dorothy Milight. Doktor Smith wprowadził mnie w temat i poprosił bym zbadała cię Isabelle, więc proszę idź tam i przygotuj się do badania, a jak będzie gotowa to daj znać – Is puszczając moją rękę poszła w wskazane miejsce, a ja chcąc uspokoić nerwy wziąłem kilka głębokich oddechów
- Już – słysząc po krótkiej chwili głos Isabell od razu poszedłem tam zajmując miejsce z drugiej strony fotela ginekologicznego, na którym siedziała Bella i praktycznie od razu znów ścisnąłem jej rękę sam nie wiedząc czy bardziej chcąc jej dodać otuchy czy w ten sposób zająć myśli by nie skupiać się na tym w jakiej pozycji ona musi siedzieć nawet jeśli chodzi o jakieś głupie badanie. Kiedy lekarka zaczęła badanie spojrzałem się na Belle, która była wpatrzona była w monitor
- Proszę to nasze maleństwo. To jest 7-8 tydzień i jak na razie mogę powiedzieć, że dziecko rozwija się prawidłowo – idąc za głosem lekarki spojrzałem się na monitor skupiając wzrok na małym punkcie który wskazywała lekarka
- Chris… – odruchowo słysząc głos Belli ścisnąłem jej rękę nie mogąc przy tym oderwać wzroku od monitora. Cholera będę ojcem. O nie. Ja już jestem ojcem i właśnie patrzę na moją małą księżniczkę lub mojego małego księcia.
- To jest ten sam rak, który miała moja mama, prawda? – słowa brunetki skutecznie sprowadziły mnie na ziemię, przez co najpierw spojrzałem się na nią a potem na lekarza. Ona płakała, a pomimo tego że na twarzy lekarza gościł lekki uśmiech to jednak wzrok mówił coś innego. Kurde to chyba nie dzieje się naprawdę. Bella jest w ciąży i jednocześnie ma raka?
- Spokojnie Isabello. Zaraz na spokojnie porozmawiamy a teraz wytrzyj się i ubierz a my zaczekamy na ciebie w drugim pomieszczeniu – ponownie ściskając rękę Is pocałowałem ją w głowę, po czym za lekarzami poszedłem do pierwszego pomieszczenia, gdzie od razu usiadłem na krześle zakrywając twarz dłońmi. Cholera jasna. To jest po prostu niemożliwe. Będę miał dziecko z najcudowniejszą kobietą na świecie, a ona nie dość że będzie odczuwać skutki ciąży to będzie musiała zmierzyć się z najgorszym i nieprzewidywalnym przeciwnikiem
- Może chcesz jakieś środek na uspokojenie lub coś do picia – słysząc głos lekarza i czując na ramieniu czyiś dotyk spojrzałem się na niego i nie mogąc powstrzymać kilku łez, które zaczęły spływać po moim policzku pokręciłem głową. Kiedy po krótkiej chwili zobaczyłem idącą Bellę od razu wstałem tuląc ją do siebie
- Nie usunę naszego dziecka nawet za cenę mego życia, więc proszę dajcie mi coś na wzmocnienie organizmu bym mogła donosić ciążę – powiedziała Is, a ja mocniej ją przytuliłem czując jak ktoś właśnie uderzał kijem moją głowę.
- Proszę usiądźcie i posłuchajcie nas – odruchowo kiwając głową obydwoje usiedliśmy na krzesłach
- Wstępne wyniki badań wskazują na to, że niestety guzek który wyczułaś jest złośliwy, a znając historię zdrowotną twojej rodziny to zakładam że jest takiego samego charakteru, który zaatakował twoją mamę, ciocie i babcie. Nie powiem ciąża pomimo wielkiego szczęścia trochę komplikuje sprawę, ale spokojnie… Razem z Dorothy mamy już doświadczenie w prowadzeniu leczenia pacjentek, które podczas ciąży musiały zmierzyć się z rakiem… Na ten moment oboje macie do przedyskutowania 3 opcje dalszego postępowania. Pierwsza jest taka, że przerywamy ciążę i podejmiesz właściwe leczenie. Druga opcja jest taka, że decydujesz się donosić ciążę i rozpoczynasz w jej trakcie leczenie, tzn. w 5 miesiącu ciąży jeśli wszelkie badania twoje i dziecka będą dobre to będziesz dostawała specjalnie zindywidualizowaną dawkę chemii. Od razu mogę was uprzedzić, że nie wiemy jak nowotwór rozwinie się w czasie naszego czekania na odpowiedni czas na podanie chemii oraz jak wtedy zareaguje nowotwór. Trzecim wariantem jest to, że z wszelkim leczeniem nowotworu czekamy aż do rozwiązania ciąży lecz tutaj zachodzi poważna obawa, że rak będzie już bardzo zaawansowany i, że będzie za późno na jakiekolwiek leczenie… Ja wiem, że to trudna decyzja, więc poważnie zastanówcie się nad dalszym postępowaniem. Uprzedzając wasze pytania mogę wam powiedzieć, że wszystkie kobiety, które urodziły dzieci lecząc się w trakcie ciąży onkologicznie urodziły zdrowe dzieci, ale nie możemy dać stu procentowej gwarancji, że i w waszym przypadku tez tak będzie. Tutaj daje wam wizytówkę jednej z takich pacjentek, która po urodzeniu i wygraniu walki z rakiem otworzyła z mężem i innymi kobietami fundacje wspierającą kobiety w walce z nowotworami w czasie ciąży. Może warto byście skontaktowali się z nią i porozmawiali o tym co was czeka. A co do dalszego naszego działania to zaraz weźmiemy cię na oddział i jeszcze dziś zrobimy biopsję by określić konkretny charakter guza i ustalić konkretne leczenie jeśli się na nie zdecydujecie – niby słuchałem tego co mówi lekarz, ale miałem wrażenie, że dociera do mnie co trzecie słowo. Kurde to jest takie nierzeczywiste. Zamiast cieszyć się, że zostaniemy rodzicami musimy podjąć decyzję, która zaważa na życiu Belli i naszego dziecka. Przecież to nierealne, ale cholera prawdziwe.
- Na pewno nie usunę ciąży… To na pewno nie wchodzi w rachubę, więc poczekamy do tego 5 miesiąca, a co dalej to wtedy zobaczymy… A za kontakt z fundacją dziękujemy. Na pewno się przyda… A czy biopsja jest bezpieczna dla dziecka? – jako pierwsza odezwała się Bella, a ja odruchowo chwyciłem ją za rękę lekko ściskając. Szczerze mówiąc niby nie pytała się mnie o zdanie, ale jednak chyba też nie chciałbym by ona usunęła ciążę, skoro jest jakaś mała szansa na to, że obydwoje z tego wyjdą zdrowi
- Spokojnie. Zrobimy wszystko by zapewnić pełne bezpieczeństwo, gdzie na wszelki wypadek zostaniesz do jutra – powiedział lekarz, na co odruchowo pokiwałem głową
- Założę ci teraz kartę ciąży. Z tego co widzę w twoje dokumentacji medycznej to nie jest to twoja pierwsza ciąża… – powiedziała lekarka, a ja słysząc jej słowa spojrzałem się na Is myśląc, że przesłyszałem się
- Jak to to nie jest pierwsza ciąża? – tym razem to Bella spoglądając na mnie ścisnęła mnie za rękę, a jej mina i łzy w oczach mówiły same za siebie
- Chris… ja bardzo cię przepraszam, że tak się dowiadujesz… Obiecuje, że później ci to wszystko wytłumaczę… Tak. Byłam w ciąży ale poroniłam w jakimś 8 czy 10 tygodniu ciąży. To było w sierpniu 2008 roku. Lekarka nie powiedziała konkretnie dlaczego poroniłam, bo stwierdziła, że ma tym etapie ciąży ciężko stwierdzić takie rzeczy, że mogło mieć na to upływ duży stres, który w tamtym czasie odczuwałam ale nie wykluczała, że dziecko mogło mieć wadę, która spowodowała poronienie – kurde jeśli przed chwilą wydawało mi się, że sytuacja jest nierealna to teraz cholera mam uczucie, że jestem w cholernym matriksie. Bella była ze mną w ciąży i poroniła. Straciła nasze dziecko i to pewnie z mojego powodu. Nie, nie, nie. Po prostu to jakiś pieprzony koszmar.
- Rozumiem i spokojnie. Obecna ciąża jest podwyższonego ryzyka, oznacza to, że po prostu musisz na siebie szczególnie uważać, unikać w miarę możliwości stresu. Dodatkowo tu masz moją wizytówkę i gdyby coś niepokojącego się działo lub wyczuła, że coś jest nie tak natychmiast do mnie dzwonisz i przyjeżdżasz do szpitala, rozumiesz? Naprawdę nie miej żadnych oporów tylko dzwonisz, przyjeżdżasz do szpitala, a ja zajmuje się tobą, dobrze? – Isbella biorąc od lekarki kartkę pokiwała głową, a ja starają się głęboko oddychać próbowałem nie wybuchnąć złością i płaczem przez tą całą sytuacje.
- Zanim pójdę na sale mogę na chwilę wyjść i przewietrzyć się? – spytała się po chwili brunetka, na co lekarz pokiwał głową
- Nie widzę problemu… Może dokończymy resztę później, skoro i tak najważniejsze dane mamy w systemie, a Bella zostaje z nami do jutra... Tylko wrócicie za 30 minut – nie marnując czasu szybko wstaliśmy, po czym wyszliśmy z pomieszczenia kierując się do wyjścia ze szpitala. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg budynku od razu wziąłem głęboki oddech chcąc się uspokoić i oczyścić umysł z jednego wielkiego chaosu, który czułem. Bella ma raka, jest w ciąży, poroniła kilkanaście lat wcześniej. Cholera to jakiś pieprzony żart losu. Czując jak brunetka znów drży mocniej ją objąłem i całując w głowę skierowałem się w stronę parku, gdzie usiedliśmy na pierwszej wolnej ławce
- Chris ja naprawdę bardzo cię przepraszam… O tym, że jestem w ciąży zorientowałam jakieś półtora tygodnia przed twoim ostatnim występem w zespole, a na kilka dni przed nim byłam u lekarza, który potwierdził ciążę. Byłam szokowana, załamana, ale już kocham nasze maleństwo i wiedziałam, że co by się nie działo urodzę i wychowam dziecko… Chciałam ci powiedzieć o dziecku po twoim powrocie do Berlina, ale jak wiesz zamiast twojego powrotu przyszła wiadomość, że odszedłeś… Byłam wtedy załamana. Próbowałam się dodzwonić do ciebie i Evy, ale żadne z was nie odbierało… Mama z Ann widząc jak któryś raz z kolei z rana wymiotuję domyśliły się prawdy. Obie zaoferowały pomoc i powiedziały, że naprawdę muszę się z tobą skontaktować byś miał świadomość, że jesteś ojcem. Tego feralnego dnia od rana źle się czułam, ale myślałam, że to wina stresu i rozpaczy za tobą. Próbowałam jeszcze raz się z tobą kontaktować, ale z każdą minutą ból brzucha tylko się zmagał. Gdy już miałam dzwonić do Evy zwijając się z bólu zaczęłam powoli tracić przytomność i gdy dotknęłam brzucha zobaczyłam krew. Anna widząc co się dzieje od razu zawołała moją mamę i zadzwoniła po karetkę, a ja zanim straciłam przytomność poprosiłam by ratowali dziecko… Gdy ocknęłam się w szpitalu widząc minie mamy od razu domyśliłam się prawdy i zaczęłam płakać czując jak moje serce rozpada się na jeszcze mniejsze kawałki… Jak już mówiłam lekarka nie była w stanie powiedzieć mi dlaczego straciłam ciążę... O tym że byłam w ciąży i poroniłam wiedziały tylko moja mama i Ann. Nie powiedzieliśmy prawdy tacie, bo zadawalałyśmy sobie sprawę z tego, że gdyby dowiedział się prawdy od razu dośpiewałby sobie, że wiedziałeś o ciąży tylko stchórzyłeś… Kiedy wróciłam do domu byłam dosłowne wrakiem człowieka i nie potrafiłam jakoś zacząć żyć. Na zmianę obwiniałam ciebie i siebie nie mogąc pogodzić się z tym, że straciłam nasze maleństwo… W pewnym momencie po prostu postanowiłam zabić się by nie czuć już tego cholernego bólu w klatce piersiowej i być przy naszym dziecku. Do tej pory pamiętam moment, w którym z zamkniętymi oczami wspominałam nasze wspólne chwilę jednocześnie przybliżając w stronę klatki piersiowej nóż. Wtedy nagle pojawiła się Ann i wyrwała mi nóż ratując moje życie... Na początku byłam na nią wściekła, ale później ona z mamą a potem z Mattim pomogli mi stanąć na nowo na nogi, choć ból w sercu wcale nie zmniejszył się… Dlatego właśnie tak bronię Ann, bo jest moją siostrą z wyboru i zawdzięczam jej życie Chris… Ja przepraszam cię blondasku za to, że nie powiedziałam ci wcześniej o tym, ale na początku nie wiedziałam jak się rozwinie między nami a potem gdy usłyszałam twoją historię to uznałam, że nie powiem ci o tym, bo wiedziałam, że to i tak nie zmieni przeszłości, a dodatkowo nie chciałam byś czuł się winny… Wybacz mi, że pozwoliłam naszemu maleństwu umrzeć… – z każdym słowem Isaelli czułem jak coraz mocniejszy uścisk w sercu nie mogąc przy tym powstrzymać łez, które ciurkiem zaczęły spływać po moich policzkach. Gdy usłyszałem ostatnie słowa brunetki od razu wstałem i klękając przed nią wziąłem ją za rękę a drugą dotknęłem jej mokry od łez policzek delikatnie ocierając go
- Kochanie… Kwiatuszku posłuchaj mnie… ja nie mam czego ci wybaczyć… To ty wybacz mi, że nie było mnie wtedy gdy najbardziej mnie potrzebowałaś, gdy traciłaś naszego aniołka... Powinienem być wtedy przy tobie a przynajmniej choć raz odebrać twój telefon… – nie mogąc wydusić z siebie więcej słów przytuliłem ją do siebie i przymykając oczy pozwoliłem łzą lecieć po moich policzkach. Boże dlaczego to musiało się wydarzyć i dlaczego to się dzieje. Straciłem już jednego aniołka i nie mogę stracić drugiego maleństwa ani Belli. Słysząc w głowie swoją myśl powoli otworzyłem oczy powoli odsuwając się od niej
- Ej proszę postaraj się uspokoić. Teraz nie możesz się denerwować, wiesz kochanie?… Ja wiem, że ci ciężko, ale musimy dać radę. Mamy siebie i naszych przyjaciół, a dodatkowo mamy naszego małego aniołka czuwającego nad nami, więc zrobimy wszystko by było dobrze. Rozumiesz kwiatuszku? – mówiąc patrzyłem się na ciemnooką, która kiwając głową otarła swoje mokre policzki
- Wiem o tym… ale... tak bardzo się boję Chris… – szepnęła Bella, a ja starając się już powstrzymać płacz pokiwałam głową
- Ja też się boje kochanie… Ale nie możemy się temu poddać a myśleć pozytywnie… Przynajmniej musimy to zrobić dla naszego maleństwa, które masz pod swoim sercem – nie dodając nic więcej odruchowo położyłem rękę na jej jeszcze nie widocznym brzuchu, ona lekko uśmiechając się położyła swoją dłoń na mojej
- Szczerze? Nie mogę uwierzyć, że będziemy mieli dziecko, ale bardzo się cieszę z tego powodu – szepnęła Bella, a ja uśmiechając się przytuliłem ją całując w głowę
- Też się cieszę kochanie, że będziemy mieć dziecko i jestem przekonany, że nasze maleństwo już jest silnym wojownikiem tak jak jego mama a to w połączeniu z wsparciem naszego pierwszego aniołka sprawi, że razem to przetrwamy i wyjdziemy z tego silni – szepnąłem i nie tracąc ani sekundy pocałowałem Is przelewając wszystkie swoje uczucia mając nadzieję, że naprawdę wszystko jakoś się ułoży.
1 komentarz:
No nieeeeee!!! Jak mogłaś mi to zrobić :(
To normalnie słodko gorzki rozdział .
Mega się cieszę z tego że Bella jest w ciąży i że Chrs dowiedział się prawdy no i że tak zareagował. On jest taki słodi ahhh <3 Kocham <3
Ale ten rak :( No nie :( Po co on tutaj :(
Mam ogromną nadzieję że jednak mimo komplikacji wszystko jednak będzie dobrze !
A co do Ann to mogłaby się w końcu kurde odezwać !
Czekam na kolejny!
Buziaki ;****
Prześlij komentarz