Narracja Isabell
Pierwsze promienia słońca wpadające do sypialni sprawiły, że powoli otworzyłam oczy budząc się, ale mocniej przytulając się do Chrisa przymknęłam oczy marząc by znów zasnąć. O tak, chyba o niczym tak nie marzę jak zasnąć i obudzić się dopiero gdy skończy się to całe szaleństwo związane z Anastasią. Cholera by to wzięła. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że ona jest wściekła na ojca, ale jednak nie spodziewałam się tego, że zechce się zemścić i to w dodatku w taki sposób. Wcale nie dziwię się, że chłopaki są na nią źli i najchętniej posłaliby ją w diabły, ale ja jednak nie potrafię jej winić choć nie powiem gdzieś nadal czuję do niej mały żal. Szkoda tylko, że Ana zamiast zostać i spróbować naprawić to co zniszczyła wybrała ucieczkę i zerwanie z nami wszelkiego kontaktu. Dobrze, że przy tym wszystkim jest choć jedną pozytywna rzecz, że wujek na szczęście powoli dochodzi do siebie, choć nadal jest załamany całą sprawą i ku zdziwieniu wszystkich od swego przebudzenia chce rozmawiać z Aną i codziennie dzwoni do mnie z pytaniem czy mam jakieś wieści o niej. Ponownie otwierając oczy delikatnie odkręciłam się sięgając chwilę potem po komórkę. Widząc, brak nowych wiadomości i jakichkolwiek nieodebranych połączeń cicho westchnęłam odkładając komórkę jednocześnie zaczęłam głębiej oddychać czując jak robi mi się coraz bardziej niedobrze. Cholera Ana gdzie jesteś i czemu nie dajesz znaku życia?
- Znów nic? Naprawdę podziwiam cię kochanie, że masz chęci i siły na to… Ana po prostu zrobiła co chciała i zwyczajnie dała dyla mając ciebie gdzieś – słysząc słowa jeszcze lekko zaspanego Chrisa spojrzałam się na niego kręcąc głową
- Tobie też dzień dobry kochanie. Cieszę się, że od samego rana masz dobry humor – Heine słysząc moje słowa od razu przekręcając oczami uniósł się i lekko pocałował mnie
- Bella nie bądź zła… Ja po prostu martwię się o ciebie, bo widzę ile ta sytuacja ciebie kosztuje. Nie wspominając już o tym, że nie wiem dlaczego po tym co Ann zrobiła razem z Markiem szukacie z nią kontaktów – powiedział blondas, a ja pokręciłam głową
- Chris ja to rozumiem, że się martwisz i dodatkowo jesteś wściekły na nią, ale zrozum, że my martwimy się o nią i, że skoro Mark chce z nią rozmawiać po tym wszystkim to coś znaczy prawda? Zresztą ona jest dla mnie jak siostra i zawsze będę ją wspierała, gdzie prawda jest taka, że wiele jej zawdzięczam, bo gdyby nie ona to nie byłoby mnie tutaj i to dosłownie, więc proszę cię zaufaj mi i nie bocz się już – rzuciłam szybko patrząc się na blondyna, który pokiwał głową
- Dobra kochanie zmieńmy temat i powiedz mi co powiesz na kino i kolacje wieczorem? – od razu słysząc słowa niebieskookiego szerzej uśmiechnęłam się kiwając głową
- Z przyjemnością blondasku – nie dodając nic więcej pocałowałam go, na co on od razu zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością
***
- Cześć tato. My z Chrisem już jesteśmy jakby co i jakbyś potrzebował pomocy to daj znać – powiedziałam wchodząc do gabinetu taty, który widząc mnie lekko uśmiechnął się kiwając głową
- Cześć kochanie. Jak narazie sobie radzę ale trzeba jednak będzie zastanawiać się jak podzielić pracę dopóki Mark nie będzie w stanie wrócić do pracy a Anna nie wróci – słysząc słowa ojca od razu pokiwałam głową zgadzając się z nim
- A jak się czuje? Potrzebuje czegoś? – tata słysząc moje pytania od razu lekko uśmiechając się pokręcił głową
- Marudzi, że chciałby już wrócić do pracy, ale jednak nadal jest słaby i martwi się brakiem wiadomości od Any – kręcąc głową cicho westchnęłam. Cholera jeszcze tego brakuje by wujek znów wylądował w szpitalu
- Mam nadzieję, że szybko odnajdziemy Ann a przynajmniej da jakikolwiek znak życia… – gdy tylko usłyszałam dzwonek swego telefonu od razu szybko mówiąc przepraszam wyszłam na korytarz i wyciągnęłam dzwoniącą komórkę, na wyświetlaczu której widniało zdjęcie Mattea
- Cześć Matii. Masz może jakieś wieści o Ann? – lekko przymykając oczy cicho zaczęłam się modlić by przyjaciel miał dla mnie jakieś dobre wiadomości w sprawie blondynki
- Cześć Bell. Przykro mi ale z Ianem nie mamy żadnych wieści o Ann jak i od niej samej – czując jak ostatnia deska ratunku właśnie pęka ciężko westchnęłam ignorując nasilający się ból w klatce piersiowej i odruch wymiotny
- Ej tylko mi się nie załamuj dobrze? Znając Ann ukryła się dobrze mając wyrzuty sumienia, ale wierzę, że prędzej czy później odnajdziemy ją… A tak w ogóle to wiesz Is jak to się mówi, że najciemniej jest pod latarnią i tak sobie z Ianem pomyślałem, że idąc tym tropem założyć, że Ann nadal jest w Stanach. Tam jest łatwiej wtopić się w tłum niż pojechać gdzieś gdzie ktoś mógłby z łatwością znaleźć, więc może warto byście przemyśleli to by zatrudnić jakiegoś miejscowego detektywa jeśli nie chcecie jej szukać poprzez portale społecznościowe by nie robić szumu – znów ciężko wzdychając odruchowo pokiwałam głową zgadzając się z ostatnimi słowami przyjaciela
- Szczerze mówiąc coraz częściej o tym myślę i chyba tak właśnie zrobimy Matti, ale tak czy siak dziękuję wam, że jej szukaliście – powiedziałam szybko i dostrzegając wychodzącego z windy Richiego gestem ręki dałam mu znać by zaczekał
- Nie masz za co dziękować Bell. Przykro mi, że nie mam dla was lepszych wiadomości. Jak będziesz coś wiedziała to daj mi znać, a jak my czegoś się dowiemy to także damy was znać – rzucił Matteo, na co odruchowo skinęłam głową
-Jasne. Dzięki Matti. Słuchaj muszę kończyć. Zdzwonimy się – nie dodając nic więcej szybko rozłączyła się zerkając na Richiego, który pytająco patrzył się na mnie
- Cześć. Masz jakieś wieści o Ann? – spytał się blondyn, a ja pokręciłam głową
- Niestety Matteo z Ianem nie znaleźli jakikolwiek śladów Ann. Oni podejrzewają, że ona może być tu gdzieś w Stanach i po prostu dobrze się ukryła – powiedziałam od razu na co przyjaciel pokiwał powoli głową
- Cholera no... Szczerze mówiąc czułem to, ale jednak trzymałem się nadziei, że może pojechała do Niemiec czy Austrii… No nic chyba jednak trzeba będzie wynająć detektywa… – zgadzając się z blondynem pokiwałam głową.
- Naprawdę chcecie ją znaleźć po tym wszystkim co zrobiła?… Nie rozumiem was ani Marka – słysząc słowa podchodzącego do nas Izzyego od razu spiorunowałam go wzrokiem
- Izzy proszę cię nie zaczynaj i pomysł zanim coś powiesz… – zaczął mówić Cameron, na co brunet pokręcił głową
- Izzy ja rozumie, że możesz być wściekły na Anastasie, ale prawda jest taka, że wyświadczyła ci przysługę ujawniając prawdę o twoim związku z Mel… No co? Może powiesz mi, że nie mam racji, co? Zobacz, że niby ze strachu tak bardzo nie chciałeś ujawniać prawdy o sobie i Mel, ale nie pomyślałeś nawet jak ona z tym się czuje czy nie spytałeś się jej co ona o tym sądzi… A poza tym sam wiesz, że Markowi strasznie zależy na rozmowie z nią, więc musisz to uszanować i nam zaufać – powiedziałam szybko, na co Lizzy pokręcił głową przekręcając oczami
- Dobra ja idę zrobić nam kawy – dodałam po krótkiej chwili i nie czekając na reakcję chłopaków poszłam do odpowiedniego pomieszczenia, w którym od razu na widok Jaya poczułam ukucie w sercu. Pomimo tego, że on starał się trzymać po odkryciu prawdy o Ann to jednak widziałam, że nadal cierpi i mocno przeżywa to co się stało
- Cześć Jay. Co tam? Pomóc ci? – brunet spoglądając na mnie lekko uśmiechnął się kręcąc głową
- Cześć. U mnie po staremu byleby nie było gorzej. A co do pomocy to poradzę sobie, więc dzięki – Jay nie dodając nic więcej posłał mi uśmiech, na co też uśmiechnęłam się kiwając głową
- Jay ja domyślam się co musisz czuć, więc jakbyś chciał pogadać to pamiętaj, że zawsze możesz do mnie przyjść – powiedziałam patrząc się na bruneta, który od razu pokręcił głową
- Bella dzięki ale nie ma takiej potrzeby, bo nie chce o tym gadać ani o tym myśleć, ok? – rzucił ostro ciemnooki, a ja nic nie mówiąc skinęłam głową wychodząc z pomieszczenia lecz na chwilę nieco odwróciłam się by zerknąć na przyjaciela i znów poczułam ukucie w klatce piersiowej widząc jak smutny Jay opierając się rękami kręcił głową. Cholera naprawdę zanim wyściskam Annę jak ją tylko zobaczę to uduszę ją za to, że złamała mu serce.
***
- Wiesz to był naprawdę fajny pomysł z tym kinem i kolacją, więc dziękuję ci – kiedy tylko przekroczyłam próg domu praktycznie od razu przytuliłam się do blondyna muskając jego usta, na co on obejmując mnie mocniej oddał pocałunek z większą namiętnością
- Cała przyjemność po mojej stronie kochanie. Obiecuję, że postaram się częściej gdzieś cię zabierać. A teraz skoro jesteśmy po kolacji to co powiesz na wspólny prysznic – słysząc słowa niebieskookiego szerzej uśmiechnęłam się
- Panie Watrin czyżby czytał mi pan w myślach? – spytałam się natychmiast, na co on promienno-uwodzicielsko uśmiechnął się
- Pani Me... ja mam wiele umiejętności i zaraz niektóre ci pokażę – Heine nie dodając nic więcej wziął mnie na ręce niosąc do naszego pokoju, gdzie od razu wszedł do łazienki i stawiając mnie na nogi wbił się w moje usta, na co oddając pocałunek owinęłam ręce wokół jego szyj. Nie minęło dużo czasu jak obydwoje jednocześnie zaczęliśmy pozbywać się swoich rzeczy, przez co w niekrótkim czasie znaleźliśmy się w kabinie prysznicowej, gdzie Chris od razu włączył wodę, a ja odruchowo przygryzłam wargę czując wzrastające podniecenie. Heine nie tracąc ani chwili szybko namydlił myjkę po czym zaczął mnie myć. Odruchowo przymknęłam oczy delektując się dotykiem blondyna, który na początku jak nie mam specjalnie omijał strategiczne miejsca
- Chris… – szepnęłam po krótkiej chwili, na co on cicho się zaśmiał
- Jaka moja dziewczynka jest niecierpliwa ale za to taka przepiękna, seksowna… – nie powiem słysząc ostatnie słowa blondyna nie mogła powstrzymać unoszących się kącików ust jednocześnie poczułam jak przez moje ciało przeszedł dreszcz rozkoszy, który nabrał na sile w momencie gdy poczułam jego usta na jedynym sutku a na drugim palce, przez co natychmiast z mojego gardła wydostał się cichy jęk czując jak przez moje ciało przechodzi fala ciepła. Po kilku minutach poczułam jak niebieskooki wsadził palce do mojej kobiecości od razu zaczynając nimi poruszać, co sprawiło, że głośniej krzyknęłam z rozkoszy, która powoli obezwładniała moje ciało. Nie minęło dużo czasu jak zaczęłam dochodzić przez co blondas przyspieszył swoje ruchy doprowadzając mnie na sam szczyt ekstazy. Ciężko łapiąc oddech powoli otworzyłam oczy i uśmiechając się do niego wbiłam się w jego usta, a zaraz potem odwróciłam nas tak, że teraz to on stał przyszpilony do ściany
- Teraz moja kolej misiu – nie dodając nic więcej zaczęłam namydlać ukochanego powoli schodząc w dół. Gdy dotarłam do jego męskości od razu wzięłam ją do ust zaczynając ja ssać i lizać co spowodowało, że z gardła mężczyzny zaczęły się wydostawać jęki rozkoszy. Przyspieszając swoje ruchy nie mogłam oderwać wzroku od Heinego. Może to dziwne, ale uwielbiam patrzyć na niego gdy doprowadzam go na skraju ekstazy.
- Is… Zaraz dojdę… – słysząc nieco zachrypnięty głos Chrisa odruchowo przyspieszyłam swoje ruchy, przez co po krótkiej chwili poczułam jak ciepło-słonawy nektar spływa mi do gardła.
- Cholera Bells to… Dosłownie zwariuję przez ciebie kochanie – słysząc słowa blondyna mimowolnie unosząc się cicho zaśmiałam się.
- Wiesz mogłabym powiedzieć dokładnie to samo… – nie oddając nic więcej pocałowałam Heinego, który od razu zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością. Po krótkiej chwili mężczyzna szybkim ruchem odwrócił mnie do siebie tyłem łapiąc mnie za biodra, wiec odruchowo bardziej się wypięłam, na co niebieskooki stanowczym a zarazem delikatnym ruchem wszedł we mnie, przez co z mojego gardła wydostał się jęk, który z każdym przyspieszającym ruchem mojego mężczyzny wzrastał na sile i idealnie zgrywał się jego jękami, gdzie czułam jak przez moje ciało przechodzi tsunami rozkoszy, które rozryczało moje ciało na małe kawałki, które on skutecznie składał sprawiając tym samym, że byłam nienasycona nim i pragnęłam więcej. Chris jakby czytał mi w myślach zaczął zataczać koła wokół mojej łechtaczki co sprawiło, że po krótkim czasie w moim ciele wybuch wulkan gorąca, który tylko wzmógł się pod wpływem uczucia że on również doszedł. Gdy wyczułam, że opadam z sił blondyn wychodząc ze mnie objął mnie mocno, a ja przymykając oczy wtuliłam się w niego próbując wyrównać galopujący oddech. Cholera czy to w ogóle jest możliwe by dwie osoby były aż tak idealnie dobrane do siebie? Kurde on jest moim narkotykiem, którego ciągle mi mało.
- Kocham cię – powiedziałam jednocześnie z niebieskookim, na co obydwoje zaśmialiśmy się, po czym on nie tracąc ani sekundy delikatnie musnął moje usta, a ja od razu zaczęłam oddawać pocałunek marząc by ta chwilą trwała wiecznie
1 komentarz:
Rozdział jak zawsze zajebisty!!!!!! Uwielbiam <3
Ehh gdzie jest Ann :( Tak mi jej szkoda żre masakra...
A Jay wrrrr!!! Nie ma prawa się tak zachowywać, owszem może być zły ale jeśli ją kochał to do cholery niech w kocu zmieni swoje podejście bo masakra!!!
Ahh Chris :* Mój kochany Chris...Jaki on jest wspaniały!!!!
Ta scena na końcu uff gorąco <3 Oby już zawsze byli tak szcześliwi!
Czekam z niecierpliwością na następny!
Buziaki ;****
Prześlij komentarz