niedziela, 28 sierpnia 2022

Rozdział 61

 Narracja Anastasii

- Co z moim ojcem? Żyje? – wbiegając na odpowiednie piętro od razu podbiegłam do przyjaciół, którzy szokowano-wściekłym wzrokiem patrzyli się na mnie, co sprawiło, że poczułam ukucie w sercu. Wiedziałam, że jak Jay powie im prawdę to tak będzie, ale jechali musiałam tu się pojawić

- Naprawdę masz szczelność po tym wszystkim tu się pojawić? Mało ci? – jako pierwszy odezwał się Izzzy, który dosłownie wzrokiem wciskał we mnie gromy 

- Izzy uspokój się. Dobrze wiesz, że Ana powinna tu być – odezwała się szybko Bello, a ja wbiłam wzrok w ziemię nie mając odwagi spojrzeć się na nią.

- Co ty tu robisz? Mało ci tego co zrobiłaś?… Przez ciebie i twoje chore zagrywki Mark walczy o życie... Tego chciałaś? To właśnie chciałaś osiągnąć? – słysząc znajomo-załamy głos spojrzałam się za siebie i widząc zapłakaną Veronicę poczułam kolejny ból w klatce piersiowej jednocześnie samej do oczu napłynęły łzy

- Ja naprawdę nie chciałam by tak wyszło… Przepraszam… – szepnęłam tracąc przy tym panowanie nad głosem

- Wyjdź z stąd… Opuść ten szpital póki panuje nad sobą… – rzuciła Ver, a ja spuszczając wzrok pokiwałam głową

- Ver przestań. Anastasia może i źle postąpiła, ale ma prawo tu być i na pewno ty nie masz prawa jej wyrzucać – słysząc słowa wujka zerknęłam na niego kręcąc głową

- Wujku nie… Veronica ma racje… Nie powinnam tu być… Przepraszam – nie dodając nic więcej szybko odwróciłam się zaczynając biec w jakimś nieznanym mi kierunku. Gdy w końcu się zatrzymałam od razu upadłam na kolana zaczynając głośno płakać. Boże dlaczego to musiało się stać? Przez myśl mi nie przeszło, że może coś takiego się wydarzyć i teraz nie na znaczenia, że tego nie chciałam czy, że mam wyrzuty sumienia z tego powodu. Przeze mnie ojciec miał zawał i nic tego nie zmieni. Jestem kompletną idiotką i jeśli ojciec umrze to nigdy sobie tego nie wybaczę.

- Hej. Mogę się dosiąść? – słysząc znajomy głos zerknęłam w tamtym kierunku i dostrzegając Richiego i George'a nieco szokowana wzruszyłam ramionami

- Naprawdę chcecie tracić czas dla jakiej głupiej idiotki?… Jeśli chcecie powiedzieć kilka słodkich epitetów na moją osobę to cóż doskonale wiem że jestem dwulicową świnią, która nie powinna się mam pokazywać na oczy już nigdy więcej… – nie dodając nic więcej siadając oparłam się o ścianę i opierając głowę o kolana znów zaczęłam płakać. Nie minęło dużo czasu jak poczułam, że któryś z chłopaków obejmuje mnie kładąc moja głowę na swoim ramieniu. Nie powiem na początku byłam szokowana i od razu chciałam się odsunąć, ale czując mocny ucisk domyśliłam się, że raczej nie mam szans, więc po prostu odwzajemniłam uścisk.

- Chłopaki ja naprawdę bardzo was przepraszam… Nie chciałam by tak wyszło... Nie wiedziałam o tym, że ktoś za wami chodzi i robi zdjęcia. Dopiero gdy dostałam wasze zdjęcia dowiedziałem się, że ktoś oprócz mnie zajmuje się wami i na początku próbowałam namówić szefa, żeby zostawić te zdjęcia w spokoju, ale powiedział, że jak nie ja to ktoś inny napisze artykuł do tych zdjęć, więc przynajmniej wywalczyłam te dwa dni… Ja naprawdę bardzo was przepraszam… – szepnęłam, na co blondyn mocniej mnie objął

- Już spokojnie Ann… Mike z Bellą trochę nam opowiadali i no rozumiemy dlaczego masz żal do Marka, choć nie powiem by chęć zemsty byłaby czymś dobrym… A co do nas i do tych zdjęć to szczerze mówiąc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo prawda jest taka, że gdyby te nie te zdjęcia to nie wiem czy i kiedy wyznałbym prawdę o sobie i o nas, a tak to dokonałem coming outu i to była najlepsza decyzja jaką podjąłem, bo nigdy nie byłem szczęśliwszy jak teraz – powiedział Richie delikatnie ocierając moje policzki 

- A ja nie mam nic do dodania oprócz tego Ann, że widzimy, że żałujesz tego co zrobiłaś i to ważne. Zobaczysz, że inni też to dostrzegą gdy już emocje opadną i jakoś wtedy się ułoży. Jestem tego pewny – dodał szybko Greg, a ja spojrzałam się na niego żałując, że jego optymizm nie udzielał mi się, bo jakoś nie wierzę, że wszystko się jakoś ułoży

- Richie powiedz mi ale tak szczerze jaki jest stan mego ojca i jakie ma rokowania? – zadając pytania spojrzałam się na niebieskookiego, który ciężko westchnął 

- Stan twego taty jest bardzo poważny. Zawał był bardzo rozległy i dzięki praktycznie natychmiastowej reanimacji żyje, ale nie jest do końca stabilny, przez co operacja stanowi duże ryzyko lecz bez niej twój tata na pewno by nie przeżył. Tak czy siak nie pozostaje nam w tym momencie czekać i modlić się by wszystko poszło dobrze bez żadnych komplikacji w trakcie oraz po operacji – powiedział po krótkiej chwili Cameron, a ja zakrywając twarz dłońmi znów zaczęłam płakać. Boże dlaczego przez swoją głupotę i chęć zemsty doprowadziłam do tego.

- Jeśli on umrze to ja… – szepnęłam po chwili, ale urwałam gdy Richie odsunął moje ręce od twarzy zmuszając bym spojrzała na niego

- Nawet tak nie mów, rozumiesz? Musimy myśleć, że wszystko będzie dobrze i tego się trzymać, dobrze? – blondyn nie dodając nic więcej mocno mnie przytulił, a ja wtuliłam się niego mając nadzieję, że jego słowa się sprawdzą i rzeczywiście wszystko z ojcem skończy się dobrze

- Chłopaki czy możecie zostawić nas same? – słysząc znajomy głos przyjaciółki odsunęłam się od blondyna wbijając wzrok w podłogę bo nie miałam odwagi spojrzeć się na Belle

- Jasne. Jak będzie już po operacji to damy wam znać – powiedział szybko Richie i powoli wstał, a ja nadal patrzyłam się w podłogę

- Bella ja… – zaczęłam po dłuższej chwili gdy wyczułam, że przyjaciółka siada obok mnie, ale łzy zapanowały nad moim głosem 

- Ana posłuchaj mnie… Ja wiem jak to wszystko wyglądało, wiem co czułaś, że masz prawo mieć żal do swego ojca, ale czy mszcząc się choć raz pomyślałaś, że przy tym możesz zniszczyć moją pracę? Ana… – szepnęła Bella, a ja nie mogąc powstrzymać łez pokręciłam głową 

- Is ja naprawdę bardzo cię przepraszam… Nie myślałam o konsekwencjach tego… Myślałam, że zemszczę się na nim pokazując  prawdę, że te wszystkie dawne afery to jego sprawka oraz mieszając trochę w zespole poprzez różne artykuły… – powiedziałam zerkając na przyjaciółkę, która objęła mnie kręcąc głową

- Oj kochana żebyś tylko znała naprawdę całą prawdę o tamtych czasach to nie wiem czy to nie dobiłoby cię – szepnęła brunetka, a ja spojrzałam się na nią pytająco

- O czym ty mówisz Bella?… Jej powiedz mi proszę… – Is słysząc moje słowa cicho westchnęła kręcąc głową

- Chris na krótko przed wakacyjną trasą powiedział mi o pewnych rzeczach i chciałam ci o tym powiedzieć po powrocie… Chodzi o to, że nasi ojcowie tak jak chłopaki są ofiarami tego całego syfu, który narobił Lou… Ta… Gdy wyszły na jaw jego machlojki i poszedł do aresztu a potem do więzienia to do naszych ojców jako jego wspólników przyszło wiele osób które żądały od nich spłaty zadłużeń jakie miał wobec nich Lou. Nasi ojcowie byli w tej sprawie w stałym kontakcie z prawnikami, ale nie przewidzieli, że niektóre osoby sprzedały długi windykatorą spod ciemnej gwiazdy i grozili naszym ojcom wykorzystując nawet nas i nasze mamy do zastraszenia... Nasi ojcowie z Jayem, którego jako jedynego powiadomili o całej sytuacji na początku starali się samodzielnie jakoś to załatwić, ale że nie dali radę to poszli do prezesa wytwórni z prośbą o pożyczkę na poczet przyszłej płyty i trasy ale on na początku odmówił, a kilka dni później gdy nasi ojcowie zaczęli tracić nadzieję na to, że uda im się z tego wyjść to prezes wytwórni zaproponował kupno 51% udziałów w zespole... Ta, dobrze usłyszała i oni odmówili domyślając się co może się stać jak do tego dojdzie, ale jednak nasi ojcowie powiedzieli chłopakom o wszystkim i o propozycji wytwórni… Oczywiście nikomu nie podobał się ten pomysł, ale jednak wizja szybkiego zakończenia działalności zespołu była dla chłopaków najstraszniejsza i wspólnie podjęli decyzję o podpisaniu tej umowy… Gdy to się stało to praktycznie od razu zaczęły się te różne afery w prasie i wręcz mordercze tempo narzucone przez wytwórnię. Oczywiście nasi ojcowie próbowali coś zrobić, ale nie mieli większego prawa głosu i to wytwórnia decydowała o wszystkim... Nikt nikomu nic nie powiedział, bo w umowie była wzmianka o wysokiej każe pieniężnej jeśli ktoś trzeci dowie się o treści umowy… To jest cała prawda Ana… – powiedziała Isabella, a ja zakryłam twarz dłońmi nie wierząc, że jestem taką tępą idiotką. Czując po chwili jak przyjaciółka mnie obejmuje odruchowo położyłam głowę na jej ramieniu

- Naprawdę cię przepraszam Is… Nie chciałam by tak wyszło… – szepnęłam po chwili zerkając na brunetkę, która daleko uśmiechnęła się 

- No już dobrze… Powiedz lepiej czy masz plany naprawczy i czy mogę ci jakoś pomóc?… No co? Przecież to logiczne, że pomogę ci w ramach swoich możliwości naprawić relacje z chłopakami choć nie powiem będzie ciężko zwłaszcza z Jayem – szokowana patrzyłam się na Bells nie wierząc w to co usłyszałam

- Ej nie podoba mi się ta mina… Chyba nie chcesz uciec bez słowa jak tchórz i choćby próby przeproszenia i naprawy, co? To nie jest dobre rozwiązanie Ana – dodała po chwili ciemnooka, a ja nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Wyjazd w tym momencie jest raczej najlepszym rozwiązaniem. Tylko pytanie gdzie pojechać.

***

- Chyba ci mówiłam, że masz tu się nie pokazywać – czując ukucie w sercu powoli szłam starając się przy tym powstrzymać napływające do oczu łzy

- Vel przestanie wreszcie. Ana ma prawo tu być i szczerze mówiąc cieszę się, że tu jest – rzucił natychmiast wujek, na co posłałam mu blady uśmiech

- Wiem, że jest już po operacji i… proszę pozwól mi wejść do niego na chwilę. Dosłownie na 5 minut. Będziesz mogła być przy tym... Proszę cię… - szepnęłam zerkając na Veronicę, która na początku pokręciła głową, lecz wujek wziął ją za rękę i jak nie mam ścisnął ją

- Masz dosłownie kilka minut, a potem po prostu wyjdź i nie wracaj – kiwając głową szybko weszłam do sali ojca i natychmiast poczułam tępy ból w klatce piersiowej na widok leżącego na szpitalnym łóżku ojca, który był podłączony do różnych maszyn. Nie mogąc powstrzymać łez podeszła do łóżka i siadając na krześle chwyciłam delikatnie rękę ojca lekko ją ściskając

- Wiem, że zawaliłam i przepraszam za to… Niby chciałam się zemścić za to jak zraniłeś mnie i mamę, że być może nigdy nas nie kochałeś, ale nie chciałam doprowadzić do czegoś takiego… Musisz walczyć słyszysz? Masz dwójkę wspaniałych dzieci, które potrzebują cię i Veronicę… Musisz dla nich żyć… – z każdym szeptanyn słowem czułam jak nie tylko coraz mocniejszy uścisk w klatce piersiowej ale jak coraz więcej łez spływa po moich policzkach. Boże dlaczego pozwoliłam by zemsta mnie zaślepiła

- Gdybyś tylko zechciała z nim porozmawiać to byś znała całą prawdę… Mark może i popełnił kilka błędów, ale zawsze kochał ciebie oraz twoją mamę i nigdy was nie zdradził… Połączyła nas zwykła pijacka wpadka, którą zaliczyliśmy po śmierci Diany, gdy twój ojciec przeżywał śmierć swojej żony i to, że jego córka wyrzuciła go z domu… Mark zawsze o tobie myślał i nie powiem czasem ciążyło mi to, że oprócz nas i dzieci jesteś ty oraz Diana, ale dla miłości byłam to stanie przełknąć żyć z nim z świadomością, że zawsze będę tą drugą, a moje dzieci będę na drugim miejscu za tobą… Aczkolwiek od teraz z tym koniec Annastasio. Zniknij z naszego życia i nie wracaj więcej – powiedziała Veronica, a ja nic nie mówiąc po prostu wstałam kierując się w stronę wyjścia z sali. Gdy tylko wyszłam na korytarz od razu wzrokiem spotkałam się z Jayem i natychmiast znów poczułam bolesne ukucie w sercu widząc w jego oczach złość i ból

- Jay proszę cię porozmawiajmy… Ja naprawdę przepraszam… – szepnęłam, na co brunet pokręcił energicznie głową

- Przepraszasz? Ana błagam cię przestań i po prostu wyjdź, bo nie chce ciebie widzieć ani słyszeć, rozumiesz? Nie chcę ciebie znać – rzucił wściekły Jay, a ja poczułam znów do oczu podeszły mi łzy.

- Jay przestań… – słysząc głos Richiego mimowolnie pokręciłam głową szybko ocierając policzki i nie mogąc wydusić z siebie słowa po prostu pobiegłam do schodów wybiegając chwilę potem z budynku szpitala biegnąc gdzieś przed siebie. Nie wiem po jakim czasie zatrzymując się oparłam się o drzewo i upadając na kolana znów wybuchnęłam płaczem tracąc ostatnie resztki nadziei. Zniszczyłam wszystko na czym tak naprawdę mi zależało przez swoją głupotę i wiem, że co bym nie zrobiła tego już w żaden sposób nie naprawie. 

1 komentarz:

Nita pisze...

No nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!

Po prostu siedzę i rycze...normalnie wyje :(
A zarazem jestem zła... Jay spoko może być wściekły ale skoro ją kocha to do cholery niech się opanuję i ją zrozumie też!
Veronica nie ma prawa jej tak mówić bo to jej ojciec a ona jest żoną ale i tak obcą babą po prostu!
Cieszę się że chociaż Bella i Richie są dalej jej przyjaciółmi, chociaż oni pokazali się z dobrej strony.

Jejku tak strasznie szkoda mi Ann :( Ale z drugiej strony kurde już dawno powinna wyznać prawdę ehhh...

Mam ogromną nadzieję że jej ojciec wyjdzie z tego i że w końcu oni jej wszyscy wybaczą a co najważniejsze Jay do niej wróci...

Czekam z niecierpliwością na kolejny!!!

Buziaki ;*