piątek, 29 lipca 2022

Rozdział 60

 Narracja Anastasii

Z każdym miganiem kursora myszki czuję jak moje serce coraz boleśniej bije. Wiem, że za to co robię będę smażyła się w piekle i coraz bardziej obawiam się, że to będzie mój najmniejszy problem. Boże jaką ja jestem idiotką. Tak bardzo chciałam zemścić się na ojcu oraz zespole, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że nie tylko polubię chłopaków, ale i zakocham się w mężczyźnie, którego najbardziej na świecie nie chciałam znać. Ten kto powiedział, że zemsta jest słodka chyba w ogóle nie próbował tak naprawdę zemścić się. Ciężko wypuszczając powietrze kliknęłam wyślij czując jak moje serce rozpada się coraz bardziej. Odruchowo spojrzałam się za siebie i widząc słodko śpiącego Jay nieco szerzej uśmiechnęłam się czując przy tym bolesne ukucie w sercu. Gdyby ktoś pół roku temu powiedział mi, że zakocham się w Khanie to wyśmiałabym tą osobę, a teraz po prostu nie wyobrażam sobie życia bez niego. Cholera w życiu nie spodziewałam się, że zakocham się w nim oddając mu całkiem swoje serce i duszę. To takie nierealne, a jednak prawdziwe i niesamowite. Szkoda tylko, że nad tym naszym słodkim rajem wisi to co robię. Tak bardzo mi na nim zależy jak jeszcze na nikim innym, a jednak jestem zwykłą świnia, która go oszukuje i rani za jego plecami. Kurde czemu byłam wtedy taka głupia i zaślepiona nienawiścią do ojca? Muszę jak najszybciej znaleźć rozwiązanie z tej patowej sytuacji, bo nawet nie chce myśleć jak to się rozwinie dalej. Odwracając wzrok cicho westchnąłem, po czym nie tracąc ani sekundy szybko wstałam i biorąc z torby czyste rzeczy poszłam do łazienki, gdzie od razu zaczęłam wykonywać poranne czynności. Gdy po kilkunastu minutach wyszłam z pomieszczenia od razu zamarłam widząc Jaya patrzącego się mój laptop na którym wyświetlony był plik tekstowy. Cholera by to wzięła. Jak mogłam nie wylogować się czy nie zamknąć laptopa

- Musiałem pilnie skorzystać z komputera i dlatego postanowiłem skorzystać z twojego, ale zobaczyłem to oraz inne rzeczy… Ana błagam cię powiedz mi, że to nie jest to o czym myślę, że to jest jakaś pomyłka, którą mi wytłumaczysz – z każdym słowem Tariqa czułam jak moje serce boleśnie zaczęło szybciej bić 

- Jay ja… przepraszam cię… Zaraz ci to wytłumaczę…  – szepnęłam sama nie wiedząc co tak naprawdę powinnam mu powiedzieć

- Ann… Nie zaprzeczyłaś… CHOLERA NIE WIERZĘ… NAPRAWDĘ?… A.D. to ty?… – z każdym słowem Jaya, które później były wręcz wykrzyczane czułam jak moje serce boleśnie kurczy się, a do oczu podeszły łzy. Cholera niech to się okaże tylko złym snem

- Posłuchaj ja ci to wytłumaczę… – powiedziałam od razu patrząc się na bruneta, który z niedowierzaniem pokręcił głową

- Wytłumaczyć? Boże Ana co ty chcesz tłumaczyć co? – przerwał mi natychmiast ciemnooki 

- Jay ja wiem jak to zabrzmi, ale na początku chciałam się zemścić na ojcu i myślałam, że ten sposób będzie najlepszy oraz najbardziej go zabili, ale prawda jest taka, że polubiłam was i gdy chciałam się wycofać było już za późno… – rzuciłam szybko na jednym wydechu mając nadzieję, że to może jakoś pomóc w zrozumieniu mnie, ale widząc wściekło-zrozpaczony wzrok Jaya z każdą sekundą traciłam nadzieję

- ŻE CO? ROBISZ TO DLA JAKIEŚ PIEPRZONEJ ZEMSTY? CZY TY SIEBIE SŁYSZYSZ ANN?… Czy ty w ogóle pomyślałaś o tym ile osób przez to zranisz? Zdajesz sobie sprawę, że to mogło zniszczyć wytwórnie na którą wszyscy się złożyliśmy? – słysząc głośny wyrzut Tariqa spuściłam wzrok wiedząc doskonale, że miał rację. Nie myślałam na początku ile osób mogę zranić rykoszetem, a przecież jedną z takich osób jest Bella, którą na pewno nie chciałabym zranić, lecz niestety nieświadomie to zrobiłam

- Jeszcze pewnie to co było pomiędzy nami też było udawanie, co? – bolesna nuta w głosie mężczyzny spowodowała, że po moim policzku spłynęła łza

- Naprawdę? Zresztą czego się spodziewałem po tym co zobaczyłem… Mam nadzieję, że choć dobrze się bawiłaś… – rzekł brunet, na co spojrzałam się na niego kręcąc głową

- Jay to nie tak, bo może na początku rzeczywiście chodziło mi o to by wyciągnąć od ciebie informacje, ale potem... - tym razem to on pokręcił głową.

- ALE POTEM CO? NIE MA ŻADNEGO POTEM ANI ŻADNEGO ALE ANASTAZIO. TO CO ZROBIŁAŚ JEST NIEWYBACZALNE… Nawet nie zdajesz sobie sprawy co zrobiłaś dla jakieś popieprzonej zemsty… Nie chcę już ciebie słyszeć ani widzieć… Masz czas do jutra by powiedzieć swojemu ojcu prawdę o sobie w przeciwnym razie ja mu powiem prawdę i lepiej żebyś do tego czasu nie pokazywała się w studiu… A teraz masz 15 minut by wziąć wszystkie swoje rzeczy i wyjść z mego domu, bo w przeciwnym razie zadzwonię na policję zgłaszając włamanie – rzucił wściekły Tariq, po czym nie czekając na moją reakcję szybko wyszedł z pokoju, a ja nie mogąc już wytrzymać upadając na ziemię zaczęłam płakać czując jedną wielka niemoc. Cholera to nie tak to miało wyglądać. Po krótkiej chwili wycierając policzki szybki wstałam zbierając swoje rzeczy jakie tylko tu miałam. Gdy tylko zeszłam na dół od razu pokierowałam się do salonu, gdzie widząc ewidentnie załamanego bruneta, który opierał się rękami o kuchenny blat poczułam bolesne ukucie w sercu. Cholera jak mogłam przez swoją głupotę go zranić

- Jay wybacz mi… Ja naprawdę nie chciałam cię zranić… Pokocham cię i błagam cię daj mi jeszcze jedną szansę… – szepnęłam patrząc się na Tariqa, który spojrzał się na mnie że łzami w oczach kręcąc głową 

- Nie chce ciebie słyszeć ani widzieć. To co mówisz jest zwykłym kłamstwem dla mnie… Zresztą gratuluję ci, bo masz kolejny fantastyczny temat do artykułu… A nie, przepraszam… Przecież nagłówek, że Jay Khan po raz kolejny okazał się durniem z złamanym sercem i złamaną duszą się nie sprzeda, prawda? – czując coraz boleśniejsze ukucia w sercu pokręciłam głową 

- Jay błagam cię… – szepnęłam patrząc się na bruneta, który przymykając na chwilę oczy pokręcił głową

- Wyjdź w tej chwili z mego domu zanim wyjdę z siebie i albo coś ci zrobię lub wezwę policję – ocierając coraz bardziej mokre od łez policzki patrzyłam się jak Jay nic nie dodając odwrócił się do mnie plecami. Czując jak moje serce rozpada się na małe kawałeczki powoli pokierowałam się w stronę wyjścia z domu walcząc ze sobą by nie spojrzeć za siebie, bo wtedy widok jego załamanego jeszcze bardziej dobiłby mnie, przez co na pewno rozpadłabym się na jego oczach, a tego jednak bym nie chciała

***

- Proszę – słysząc głos mego ojca powoli otworzyłam drzwi i z coraz mocniej bijącym sercem weszłam do środka zamykając za sobą drzwi

- Cześć. Masz chwilę? Chce pogadać – ojciec od razu widząc mnie spojrzał się pytająco, a gdy usłyszał moje pytanie pokiwał głową wskazując na krzesło przed swoim biurkiem

- Jasne, usiądź – rzucił ojciec, na co nie ruszają się z miejsca pokręciłam głową

- Dzięki. Postoje… Chce pogadać… Chodzi o to, że… To ja jestem A.D. … To ja pisałam te wszystkie artykuły – szepnęłam patrząc się na ojca, który szokowany wstał kręcąc głową

- Ana o czym ty mówisz?… Nie, ja w to nie wierzę… Dlaczego? – powiedział od razu ojciec na co poczułam bolesny uścisk w klatce piersiowej. A więc przyszedł czas na wyrzucenie z siebie tego co od dawna tak bardzo mnie bolało

- Chciałam się na tobie zemścić za to, że zawsze zespół był dla ciebie ważniejszy niż mama i ja… Nie patrz się tak na mnie… Odkąd pamiętam zawsze byłeś tylko zajęty pracą i nic ciebie pozatym nie obchodziło... Nawet nie zliczę ile razy ci mówiłam o moich marzeniach, planach a ty tylko je ignorowałeś podcinając mi skrzydła, które tylko mama mi je leczyła i uczyła latać… Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego ile łez mama wylała przez ciebie, bo kochała cię a ty ją raniłeś przez swoja ignorancję, zdradę, a nawet prawdopodobnie doprowadziłeś do śmierci, bo wyobraź sobie, że na kilka godzin przed pęknięciem tego cholernego tętniaka mama po raz kolejny kłóciła się z tobą, że po raz kolejny ją zawiodłeś, że miałeś przylecieć do domu, ale sprawy zespołu i jego występy były najważniejsze. Za każdym razem gdy widziałam i słyszałam jej płacz mówiłam sobie jak bardzo cię nienawidzę zastanawiając się dlaczego tak nas traktujesz. Czy naprawdę nie kochasz nas, czy może po prostu nigdy w twoich oczach nie byłam dobra by mieć twoją uwagę i byłam nic nie znaczącym błędem młodości… Gdy tutaj leciałam to naprawdę chciałam z tobą porozmawiać o tym wszystkim, by spróbować jakoś na nowo nawiązać jakąś relacje między nami, ale jak zobaczyłam ciebie z twoją nową rodziną coś we mnie pękło i poczułam zazdrość z bólem, że nigdy nie traktowałeś tak mnie i mamę. Wtedy myślałam, że zemszczę się na tobie atakując to co też mocno kochasz czyli zespół a także ujawniając twoją prawdziwą twarz, ale nie spodziewałam się tego, że zaprzyjaźnię się z chłopakami i będę miała takie wyrzuty wobec nich… To tyle co chciałam ci powiedzieć. Nie chcę mówić, że jest mi przykro, bo to byłaby tylko w połowie prawda. Teraz możesz naprawdę zapomnieć o tym, że masz jeszcze jedną córkę… Żegnaj – czując pewną ulgę, że wyznałam wreszcie to co leżało mi na sercu nie czekając na jakąkolwiek reakcję że strony ojca szybko wybiegłam z pomieszczenia nie patrząc się za siebie. Kiedy tylko wybiegłam z budynku od razu pokierowałam się w stronę parku, gdzie praktycznie od razu siadając pod drzewem zaczęłam płakać czując jak moje serce rozpada się na miliony małych kawałków. Dlaczego? Kurde dlaczego byłam taką idiotką zgadzając się na to wszystko? Dlaczego przez swoją głupotę musiałam zranić mężczyznę, którego naprawdę pokochałam całym sercem? Czując spadające z nieba pierwsze krople deszczu odruchowo zerknęłam w niebo marząc by mama dała mi jakiś znak co powinnam zrobić, czy radę w jaki sposób ubłagać Jaya by wybaczył mi dając drugą szasnę. O ile w ogóle powinnam to zrobić, bo prawda jest taka, że nie zasługuje na niego, choć naprawdę pokochałam go całym sercem i całą duszą. 

Narracja Jaya

Czując jak po raz kolejny zalewała mnie złość powoli wszedłem do budynku studia mając nadzieję, że Anastasia posłucha mnie i nie zjawił się dziś w studiu, bo naprawdę nie ręczę za siebie. Boże przez małą myśl by mi nie przeszło to, że to ona jest A.D. i próbuje nam zaszkodzić, a dodatkowo rozkochać mnie w sobie dla osiągnięcia celu. Chryste dlaczego znów dałem się tak łatwo podejść? Naprawdę nie wierzę w to co się dzieje. Rozkochanie sobie mężczyzny dla zemsty. Co za śmieszny telenowski banał, który stał się w moim życiu prawdziwy. Gdyby ktoś powiedział mi, że tak to się skończy to wyśmiałbym go, bo przecież to wszystko było tak prawdziwe, że nie wierzę, że te wszystkie chwile były jedynie udawaną grą ze strony Anastasii. Gdy tylko wszedłem do windy prędko nacisnąłem odpowiedni guzik na panelu, po czym odruchowo przymknąłem oczy i niemalże natychmiast przed oczami zobaczyłem sceny z plaży na Sycylii. Boże dlaczego to wszystko okazało się zwykłym kłamstwem

- Cześć Jay. Wszystko dobrze? – słysząc znajomy głos otworzyłem oczy i spoglądając na mówiącego Caycego,  który akurat wszedł do windy z Izzym powoli skinąłem głową 

- Bywało lepiej Cay, ale nie chce o tym teraz gadać… – rzuciłem szybko na co brunet pokiwał głową nic nie mówiąc

- HEJ. SZYBKO. POTRZEBUJĘ  POMOCY – Gdy ledwo wyszedłem z windy od razu usłyszałem krzyk jak nie mam Richiego, przez co poszedłem w tamtym kierunku i natychmiast zamarłem widząc jak blondyn reanimował nieprzytomnego Marka

- O chorela/Boże Mark/Richie co robić? – rzuciłem jednocześnie z pozostałymi chłopakami, gdzie od razu podszedłem do Richiego

- Karetka jest już w drodze, ale niech jeden przyniesie z recepcji ARD, drugi niech poczeka na pogotowie, a trzeci niech zostanie tutaj na wypadek gdyby musiał mnie zastąpić – rzucił szybko Richie, na co od razu spoglądając na przyjaciół głową dałem in znać by to oni poszli i nie tracąc czasu podszedłem do blondyna klękając przed nieprzytomnym przyjacielem spoglądając przy tym na niebieskookiego, który uciskał klatkę piersiową Marka bez widocznego na twarzy cienia strachu, przerażenia a jedynie z widoczną determinacją

- Chryste/Mark/Boże – usłyszałem po krótkiej chwili kilka głosów, przez co spojrzałem się w tamtym kierunku i dostrzegając Mikea, Chrisa i Belle mimowolnie cicho westchnąłem mając nadzieję, że jednak wszystko skończy się dobrze. Cholera, co ja gadam. To musi skończyć się dobrze.

- Spokojnie. Karetka jest już w drodze, a pozostali chłopacy poszli na dół poczekać na nią i po jakieś urządzenie – powiedziałem szybko ponownie zerkając na reanimowanego przyjaciela mając wrażenie, że każda sekunda staje się godziną. 

- No dalej Mark walcz… Nie możesz tak zostawiać nas, swoich dzieci, Veronice… – szepnąłem widząc jak Richie po raz kolejny sprawdzając puls pokręcił głową i ponownie przystępując do uciskania klatki piersiowej 

- Przyprowadziliśmy posiłki – słysząc głos Caycego nim spojrzałem się na niego zobaczyłem jak do pomieszczenia wchodzą ratownicy, którzy natychmiast prosząc i odsunięcie szybko razem z blondynem kontynuowali reanimacje, na co zapewne tak jak pozostali patrzyłem przerażony. Cholera jasna niech to będzie tylko złym snem, z którego się niedługo obudzę 

- Dobra mamy go z powrotem. Dobra robota blondynie. Jak chcesz to możesz z  nami jechać, bo zabieramy go do naszego szpitala. Jakbyście powiadomili jego rodzinę to byłoby dobrze… –powiedział po dłuższej chwili jeden z ratowników, a ja oddychając z ulgą ochuchowo pokiwałem głową 

- Słuchajcie ustalcie między sobą kto jedzie do szpitala by nie robić tam tłumów, a ja pojadę po Liz i razem pojedziemy do Veranicę i ją przywiozę do szpitala, a El zostanie z dziećmi. Trzeba by też zadzwonić do Any – powiedział Mike ma co na początku pokiwałem głową, ale słysząc jego ostatnie słowa pokręciłem głową

- Nie Mike. Nie dzwonimy do Anastasii i później powiem ci dlaczego – rzuciłem szybko zerkając kątem oka na nadal nieprzytomnego przyjaciela, który był przenoszony na nosze mając cichą nadzieję, że obecny jego stan nie jest związany z  prawdziwą twarzą jego córki 

***

- Co z Markiem?/ Co z nim? – niemalże natychmiast widząc wychodzącego z sali Richiego niemalże jednocześnie z Chrisema i Bellą mówiąc wstałem mając nadzieję, że nie usłyszę żadnych złych wieści, ale mina blondyna raczej nie naprawiała mnie optymizmem 

- Nie jest zbyt dobrze, ale najpierw powiedz mi czy przyjechał już Mike z Veronicą? – patrząc się na blondyna pokręciłem głową 

- Co z nim? Żyje? – nim zdążyłem coś powiedzieć usłyszałem znajomy głos przez co spojrzałem się w tamtym kierunku i zobaczyłem biegnącą w naszym kierunku Veronice razem z Mikem 

- Spokojnie Ver. Żyje i zaraz… O właśnie to jest doktor Sperks i powie wszystko dokładnie… Panie doktorze to jest żona i przyjaciele pacjenta, tzn. Marka – ledwo blondyn zaczął mówić a drzwi do sali, w której leżał Mark otworzyły się i wyszedł w średnim wieku mężczyzna w białym kitlu

- Witam… Będę szczery stan Marka jest bardzo poważny. To był rozległy zawał serca i obecnie pacjent jest w stanie śpiączki farmakologicznej. Kiedy tylko ustabilizujemy stan Marka przeprowadzimy operacje na sercu… Jednak musicie wiedzieć, że stan Marka jest na tyle poważny, że w każdej chwili może dość do kolejnego zatrzymania akcji serca… – słysząc słowa lekarza od razu przeszedł przeze mnie zimny dreszcz. Cholera by to wzięła

- Ale wyjdzie z tego po tej operacji, tak?… Mogę go teraz zobaczyć – odruchowo objąłem płaczącą Veronice 

- Taką mamy nadzieję, ale nie chcę niczego obiecywać przed operacją. A wejść może na razie tylko pani i to za chwilę gdy dam pani znać… Gdybyście mieli państwo jeszcze jakieś pytania to proszę nie wahać się ich zadać, a teraz bardzo przepraszam – lekarz nie dodając nic więcej szybko wrócił na salę 

- No dobra możecie nam wyjaśnić od początku i konkretnie jak do tego doszło oraz dlaczego Ana może mieć coś z tym wspólnego – rzucił po krótkiej chwili Mike, a ja odruchowo zerknąłem na Richiego  i gestem głowy dałem mu znać by zaczął mówić jako pierwszy 

- Szczerze mówiąc nie wiem dokładnie co się zadziwiało, ale wiem, że ledwo wyszedłem z windy i dosłownie niczym torpeda wpadła na mnie Ana jakby w ogóle mnie nie widziała przez płacz. Nim zdążyłem się jej zapytać co się stało drzwi windy zamknęły się, więc odpuściłem mówiąc sobie, że jak nie jeszcze tu w studiu to w domu sobie z nią porozmawiam. Poszedłem po jakiś 5 minutach do gabinetu Marka by powiedzieć, że w przyszłym tygodniu będę musiał wyjść wcześniej i usłyszałem przez uchylone drzwi jak mówi zapewne do telefonu, że błaga kogoś by oddzwonił do niego, że chce porozmawiać, wyjaśnić, a potem jęk i huk, więc wszedłem do pokoju, a tam Mark leżał na ziemi, więc nie czekając przystąpiłem do akcji, czyli oceniłem stan a gdy zorientowałem się, że jego serce nie bije to zadzwoniłem po karetkę i zacząłem reanimację – powiedział szybko Richie, a ja słysząc jego słowa pokręciłem głową dusząc w sobie chęć mordu. Cholera, że ona doprowadziła do tego

- To wszystko wina Anastasii… Przez cholerny przypadek dowiedziałem się, że Ana jest A.D., że to ona pisała te wszystkie artykuły na nasz temat… – zacząłem powoli mówić 

- Że co?/Żartujesz?/Co ty mówisz? – szczerze mówiąc wcale nie byłem zdziwiony, że tak zareagowali i mi przerwali szokowani moimi słowami

- Uwierzcie mi, że chciałbym żartować, ale taka jest prawda… Widziałem i czytałem jej mejle do redakcji… Powiedziała mi, że chodziło jej o zemstę na Marku za to jak potraktował ją i jej mamę… Nadal nie mogę w to uwierzyć… Kazałem jej powiedzieć Markowi prawdę bo w przeciwnym razie ja to zrobię i jak przypuszczam powiedziała prawdę, co Marka dosłownie załamało… – dodałem pośpiesznie, na co jak zauważyłem niektórzy kręcili głowami z niedowierzaniem 

- Po prostu nie wierzę… Co za dziewucha… Jak tu się zjawi to nie wiem co jej zrobię… Boże a co jeśli przez nią on umrze? – rzuciła od razu załamana Veronica, na co stojący obok niej Mike mocno ją przytulił

- Nawet tak nie myśl, dobrze? Mark z tego wyjdzie i nie ma innego wyjścia… A co do Anny to też tak nie mów, bo sama wiesz jak to wtedy wszystko wyglądało, że ona ma prawo… – powiedział Mike, a ja pokręciłem głowa nie wierząc, że broni ją 

- Naprawdę bronisz ją? Przecież prawie zniszczyła zespół, doprowadziła Marka do zawału, rozumiesz, to? – Mike słysząc słowa żony Marka ciężko westchnął kręcąc głową 

- Boże wszystko przez ten wymyślony dług… – słysząc szeptane słowa przyjaciela spojrzałem się na niego pytająco zastanawiając się o co może mu chodzić  

- Tato o czym ty mówisz? – Bella jako pierwsza głośno zadała pytanie, które jak nie mam każdy sobie zadawał

- Zaprzyjaźnialiśmy się z Markiem praktycznie w dniu kiedy przyleciał z USA do Berlina, kiedy to uratowałem go przed pędzącym autem. Mark był mi tak wdzięczny, że powiedział mi, że ma wobec mnie dług, którego zapewne nigdy nie spłaci, ale będzie się starał… Gdy zaczęliśmy pracę w wytwórni i z wami to na początku mieliśmy dość sprawiedliwy podział pracy, ale potem gdy u mnie pojawiły się problemy rodzinne to Mark wykorzystując rzekomy dług jaki ma u mnie postanowił, że on będzie brał na siebie więcej pracy poza studiem, a ja będę się zajmował się jedynie papierkową robotą w studiu. Nie powiem na początku taki układ mi opowiadał, ale później widząc że przez to Mark zaniedbuje rodzinę próbowałem wraz Lizz przemówić mu do rozumu, że powinien zwolnić i zająć się żoną, córką lecz on był na to głuchy. Nie wiem czy zrobiłem wtedy wszystko co mogłem, ale żałuje, że nie próbowałem więcej. Dopiero gdy Diana umarła Mark zrozumiał swoje błędy, ale było już za późno... Dlatego rozumiem czemu Anastasia chciała się zemścić na Marku, choć nie popieram tego co zrobiła Ver – powiedział Mike, a ja pokręciłem głową nie wierząc w to co się właśnie dzieje

- Nie Mike. Ja wszystko niby rozumiem, ale nie to co ona zrobiło. Przykro mi – powiedziała szybko Veronica i nim ktoś się odezwał otworzyły się drzwi od sali i wyszedł z nich lekarz mówić krótko może pani wejść na co ona nie marnując czasu weszła tam 

- Ona ma racje Mike. Są rzeczy, których nie można wybaczyć bez względu na wszystko. Ja jej nigdy nie wybaczę – szepnąłem czując bolesne ukucie w klatce piersiowej. Cholera dlaczego znów musiałem pokochać niewłaściwą kobietę? Dlaczego po raz kolejny muszę czuć ten ból?

Brak komentarzy: