Narracja Anastasii
- Bardzo dobrze Ann… Jak widzę trenowałaś… – słysząc słowa Savia przestając walić w worek zerknęłam na niego rzucając mu uśmiech
- Szczerze? Nie tak często jakbym chciała, ale tak czy siak twojej nauki się nie zapomina i co najważniejsze jest wyjątkowo pomocna – rzuciłam od razu, na co przyjaciel kiwając głową zaśmiał się
- Rozumiem, że sprałaś tego dupka bez jaj? – cicho się śmiejąc pokiwałam głową przypominając sobie ostatnie spotkanie z moim na szczęście byłym chłopakiem
- Żałuj, że tego nie widziałeś mój drogi. To był jeden celny strzał w sam środek nosa. A Jay przy okazji poprawił to – dodała szybko Bella, na co cicho się śmiejąc przekręciłam oczami
- No moje gratulacje Ann. Tak trzymaj i szczerze mówiąc strasznie żałuję, że tego nie widziałem dziewczynki i zazdroszczę temu twemu Jayowi, bo sam z przyjemnością bym temu debilowi obił to i owo – powiedział od razu Savio na co przekręcając oczami pokręciłam głową
- Tak po prawdzie nie na czego zazdrościć. Dupek dostał to na co zasłużył i tyle… Możemy dołączyć? – słysząc znajomy głos od razu spojrzałam się za siebie i widząc Jaya oraz Chrisa mimowolnie uśmiechnąłem się
- Jeśli dziewczyny nie mają nic przeciwko to nie widzę przeszkód. Tylko zachęcam byście zaczęli od krótkiej rozgrzewki, a my zrobimy sobie małą przerwę – rzucił natychmiast Sav, na co unikając wzroku Jaya pokiwałam głową, a Chris podszedł do brunetki całując ją
- Będziemy mogli później porozmawiać? – spytał się cicho Jay, a ja chcąc nie chcąc zerknęłam na niego lekko uśmiechnęłam się
- Jay mówiłam ci już, że nie powinniśmy wracać do tego co działo się w klubie… Rozumiem, że byłeś trochę nad wyrost zazdrosny, a to co no wyznałeś uznam za zwykły farst start i jeśli masz choć trochę oleju w głowie to wiesz co to oznacza… A teraz lepiej idź na bieżnię. Tylko chłopcy uważajcie, bo jak wiecie po śniadaniu zabieramy was gdzieś i nie chcemy najpierw zahaczać o szpital – nie dodając nic więcej puszczając oko Jayowi szybko odeszłam do ławki i biorąc z niej swoją butelkę z wodą, ale dostrzegając na komórce informację o nadejściu wiadomość szybko ją sięgnęłam czując jak moje serce zaczęło szybciej bić
- Nie ma moja droga opcji byś przestała natychmiast pracować. Lepiej zajmij się pisaniem. Zapewne pobyt na słonecznej Sycylii twórczo wpłynie na ciebie – z każdym czytanym w myślach słowem czułam jak złość zalewa moje ciało. Boże co ja sobie myślałam? Co mnie podkusiło, że zgodziłam się na to? Cholera i co ja mam teraz zrobić? Cholera prawda jest taka, że jestem zwykłą kretynką i nic tego nie zmieni.
- Ann wszystko dobrze? – głos Isabell skutecznie sprowadził mnie na kolana, przez co orientując się, że za mocno ściskam telefon zerknęłam na nią i blado się uśmiechając skinęłam głową
- Tak. Wszystko jest dobrze tylko dostaje te głupie wiadomości o ofertach specjalnych… Dobra ja zmykam na rower – widząc jak przyjaciółka niepewnie kiwa głową szybko biorąc słuchawki poszłam na rower, gdzie gdy tylko napiłam się wody włożyłam na uszy słuchawki i siadając na stacjonarny rower włączyłam swoją ulubioną playlistę. Słysząc w słuchawkach głos Jaya mimowolnie zerknęłam w jego stronę czując natychmiastowy ból w klatce piersiowej. Prawda jest taka, że zależy mi na nim tak bardzo jak na nikim innym i wiem, że jak jakimś cudem dowie się prawdy zranię go. Delikatnie potrząsając głową zerknęłam na Bellę, która szeroko uśmiechniętą rozmawiała z Chrisem i znów poczułam bolesny uścisk w lewej piersi na myśl, że dopiero teraz do mnie dotarło, że prawda zrani także ją. Kurde muszę jednak zrobić wszystko by jakoś wykaraskać się z tej przeklętej umowy lub liczyć, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw.
***
- Dziewczyny możecie w końcu zdradzić gdzie na zabrałyście i czy daleko jeszcze? Nie żebym narzekał, ale jeszcze chwilę i pomyśle, że specjalnie wywieźliście nas do lasu by ewentualnie nas wykorzystać do jakiś swoich niecnych celów - słysząc słowa Chrisa mimowolnie podobnie jak Bell głośno zaśmiałam się
- Wykorzystać do niecnych celów? To jest dobra myśl kochana, co? No a tak na poważnie zaraz dojdziemy na miejsce – powiedziała Bella, a ja nie przestawiając się uśmiechać pokiwałam głową
- No dobra chłopaki jesteśmy prawie, że na miejscu. Chcecie wybrać konkretne miejsce czy może my mamy to zrobić? - rzuciłam gdy znaleźliśmy się na wzgórzu, z którego był doskonały widok na morze
- O wow/Ale pięknie… – jednoczesne głosy mężczyzn sprawiły, że mimowolnie cicho zaśmiałam się tak jak Bella
- Rozumiem chłopaki, że kto pierwszy na dole ten wybiera miejsce? – spojrzałam się na przyjaciółkę, która spojrzała się na mnie znacząco, po czym nie marnując czasu obie zaczęłyśmy biec przed siebie w stronę plaży głośno się śmiejąc
- Zdajecie sobie, że to i tak był nieuczciwy wyścig ze względu na to, że my niesiemy bagaże? – rzucił Jay gdy tylko obaj z Chrisem dobiegli do nas, na co obie z Is uśmiechnięte przybiłyśmy ze sobą piątki
- No już nie narzekajcie tylko kładzie tu torby i wyjmijcie z nich koce oraz inne rzeczy - mężczyźni uśmiechając się pokręcili głowami, po czym zaczęli rozkładać na piasku koce, na które razem z Bellą kładłyśmy smakołyki przyrządzone przez Costanze
- Zdradzie nam dziewczyny skąd znacie to miejsce? – spytał się po dłuższej chwili Chris, na co nie przestając się uśmiechać spojrzałam się na również uśmiechniętą Bellę
- Ale chodzi ci o Sycylię czy o to konkretne miejsce? Bo to dwie różne historie – rzuciła od razu brunetka siadając obok swojego chłopaka, który nie tracąc czasu pocałował ją
- Sycylię odkryliśmy oczywiście dzięki Mattiemu oraz Domenicowi, którzy wręcz siłą nas zmusili to wyjazdu z nimi na Sycylię gdy obie byłyśmy jak to ujął Matti w sercowych dołkach i nie powiem mieli rację, bo obie dzięki im oraz temu miejscu odżyłyśmy a także nauczyłyśmy się tego i owego… A odnośnie tego miejsca to znalazłyśmy je obie gdy wspólnie biegałyśmy i od razu się zakochałyśmy w nim. Gdy powiedzieliśmy o tym miejscu Mattiemu to on powiedział, że faktycznie to miejsce jest przepiękne a zarazem omijane przez ludzi ze względu na plotkę krążącą w okolicy, że ta część plaży jest owiana jakąś krwawą klątwą, którą boją się mieszkańcy – powiedziałam od razu zerkając na obu mężczyzn, którzy popatrzyli a to na siebie a to na nas, przez co obie z Bellą wybuchnęłyśmy śmiechem
- Oj dziewczyny nie tak łatwo nas nastraszyć, ale trzeba przyznać, że nieźle ktoś to wymyślił rzucić taką plotkę by mieć kawałek plaży dla siebie – rzucił od razu Chris, na co uśmiechając się pokiwałam głową
- Dokładnie i dlatego moi mili cieszmy się tym widokiem, więc dziewczyny jak widzę mamy w koszyku krem do opalania czyli zdejmujecie niepotrzebne ciuchy a my was nasmarujemy – niemalże natychmiast razem z Is zaśmiałyśmy się z i nie tracąc czasu szybko zdjęłyśmy niepotrzebne rzeczy, po czym położyłyśmy się na brzuchach, a chłopaki praktycznie od razu zaczęli nas smarować kremem i nie powiem dotyk dłoni Jaya sprawił, że przez moje ciało przeszedł gorący dreszcz, ale pomimo szerzej unoszących się kącików ust starałam się że wszystkich sił by tego nie zauważył
- Nie wiem jak ty księżniczko ale ja ze względu na takie cudowne widoki trochę żałuję, że nie jesteśmy tutaj całkiem sami – cholerne szeptane mi wprost do ucha przez bruneta słowa sprawiły, że znów przez moje ciało przeszedł gorący dreszcz
- Jej co tam sobie szepczecie, co? Nie ładnie świntuszki jedne – rzuciła Bella, na co pokazałam jej język, a ona widząc to zaśmiała się
- Jak już chcecie wiedzieć to nie świntuszymy jak wy, a zwyczajnie mówię Annie, że mam nadzieję, że zostaniemy tu do zachodu słońca by zobaczyć go tutaj i ewentualnie porobić zdjęcia – słysząc słowa ciemnookiego musiałam mocno ugryźć się w język by nie parsknąć śmiechem. Chris z Is ewidentnie jakoś w to nie uwierzyli bo jedno pokręciło głową, a drugie przekręciło oczami
- Dobra może lepiej pogadajmy o czymś innym bo zaraz zapędzimy się za bardzo w tym temacie… Powiedz lepiej Jay jak tam rozmowa winiarska z naszym drogim Donem Francesco? – powiedziała po krótkiej chwili przyjaciółka jednocześnie siadając, gdzie nie dodając nic więcej zerknęła na Chrisa i biorąc od niego tubkę z kremem gestem ręki dała mu zna by odwrócił się. Zerkając na uśmiechniętego bruneta usiadłam i tak jak przyjaciółka wzięła wzięłam od niego kremem by go nasmarować
- Ja wiem, że to tylko przez was w ogóle do tego doszło, ale i tak jestem pozytywnie szokowany i szczęśliwy, bo praktycznie będę kupował naprawdę dobre oryginalne wino za grosze – słowa mężczyzny sprawiły, że natychmiast kąciki moich ust szerzej uniosły się
- No proszę… Cały Don… Uwielbia się rządzić, ale jednak dla przyjaciół czy przyjaciół swoich przyjaciół ma naprawdę wielkie serce – praktycznie od razu pokiwałam głową zgadzając się z słowami brunetki
- To może w takim razie skosztujemy tych włoskich specjałów wielkiego Dona – niebieskooki nie dodając nic więcej sięgnął do kosza po butelkę wina, po czym zaczął je otwierać, a Bella w tym czasie wyjęła kubki, do których on nalał czerwonej czerwono-słodkiej cieczy
- To wypijmy za miłość, szczęście, za zdrowie i by taka sielanka trwała wiecznie – gdy tylko zaczęliśmy brać kieliszki Jay odezwał się jako pierwszy, przez co uśmiechnięci unieśliśmy kieliszki i mówiąc zdrowie napiliśmy się wina. Isa wyraźnie chciała coś powiedzieć, ale słysząc dźwięk telefonu cicho westchnęła wyciągając telefon i spoglądając na wyświetlacz pokręciła głową
- Ta. Tata oczywiście wie kiedy najlepiej zadzwonić… No cześć tatuśku. Co tam słychać za wielką wodą?... To fajnie. A co u nas? A no właśnie korzystamy z pogody i chłoniemy naturalnie witaminę D… No co? Trzeba było tatusiu lecieć z nami to też byś z mamą korzystał z tych uroków… Naprawdę? To fantastycznie tato. A wujek Mark też będzie?… To fajnie. Przekaże to Ann i reszcie. Na pewno ucieszą się gdy to usłyszą… Jasne. Przekaże pozdrowienia i my też was pozdrawiamy oraz ślemy całusy…– słysząc urwane wypowiedzi brunetki starałam się nie wracać uwagi na jej słowa, choć nie powiem jestem nieco ciekawa co nasi ojcowie wymyślili i czy aby na pewno się ucieszę na te wieści
- Na samym początku przekazuje gorące uściski i pozdrowienia z deszczowego Nowego Jorku. Podobno nudno jest bez nas, ale jakoś się tam żyje… No a wiadomość dnia jest taka, że moi rodzice oraz twój tata z Veronicą i dzieciakami przylecą na koncert w Kolonii i zostaną z nami na nasz ostatni koncert w Berlinie. Fajnie nie?… O cholera Chirs przecież my jesteśmy umówieni, że… - początkowy entuzjazm Isabelli sprawił, że lekko uśmiechnęłam się, ale później widząc i słysząc przerażenie przyjaciółki, która spanikowana zerknęła na swojego chłopaka sprawił, że mimowolnie cicho zaśmiałam się
- Kochanie spokojnie… Mamy przecież duży dom, więc spokojnie twoi rodzice mogą razem z nami przenocować u mnie, tzn. u moich rodziców i to naprawdę nie będzie problem, a wręcz moja mama się ucieszy z tego powodu – powiedział szybko niebieskooka, na co brunetka spoglądając na niego dając mu buziaka, na co lekko uśmiechając się pokręciłam głową
- Nie wiem jak wy ale my idziemy do wody, co nie blondasie? – Bella nic nie dodając szybko wstała pociągając za sobą blondyna kierując się w stronę wody. Nie powiem widząc uśmiech i słysząc jej wręcz zaraźliwy śmiech sama nie mogę powstrzymać uśmiechu na twarzy. Cieszę się, że Is wreszcie jest szczęśliwa i mam wielka nadzieję, że tej szansy blondyn nie zmarnuje i zrobi wszystko by ciemnooka była szczęśliwa. Odruchowo zerknęła na Jaya, który również się uśmiechając robił przyjaciołom zdjęcie aparatem Chrisa i nie powiem pomimo unoszących się szerzej kącików moich ust na widok jego promienno-uroczego uśmiechu poczułam lekki ból w przyspieszającym pracy sercu
- Wiesz bruneciku nie wiem jak się ułoży, ale postaram się byśmy mogli tutaj przyjść sami… O ile nie boisz się krwawej klątwy – nim zdążyłam to przemyśleć słowa same wydostały się z moich ust. Tariq słysząc moje słowa spojrzał się na mnie rzucając mi uwodzicielsko-promienny uśmiech
- Non posso aspettare Principessa guerriera (Nie mogę się doczekać wojownicza księżniczko) - powiedział od razu ciemnooki, a ja szerzej uśmiechnęłam się i nic nie mówiąc zamykając oczy wygodnie ułożyłam się na kocyku wystawiając twarz ku słońcu
***
- Dzięki za naprawdę fajny dzień i liczę, że uda ci się zorganizować te nasze wspólne wyjście na plaże – słysząc słowa Jaya mimowolnie uśmiechnęłam się kiwając głową
- Cała przyjemność po naszej stronie. Cieszę się, że spodobała się wam wycieczka i jak mówiłam zobaczę co się da zrobić w sprawie naszego wspólnego wypadu. Aczkolwiek mogę ci zdradzić, że na pewno jeszcze tam pójdziemy tylko w większym gronie – powiedziałam patrząc się na bruneta, który uśmiechając się pokiwał głową
- Dobra, idę do siebie. Miłej nocy bruneciku – nie dodając nic więcej posłałam uśmiech ciemnookiemu, po czym weszłam do swego tymczasowego pokoju i gdy tylko zapaliłam światło zamarłam widząc, że cały pokój tonął w herbacianych różach. Domyślając się kto mógł być za to odpowiedzialny z coraz mocniej bijącym sercem zerknęłam na Jaya, który promienno-uwodzicielsko uśmiechał się patrząc się na mnie, przez co starając się ukryć pojawiający się na moich ustach uśmiech pokręciłam głową
- Może lepiej jak wejdziesz do środka i pogadamy w spokoju – rzuciłam od razu dostrzegając kątem oka, że na korytarzu stali wszyscy nasi przyjaciele, którzy patrząc się na nas szeroko uśmiechali się i nie tracąc czasu weszłam do środka przekręcając oczami. Ta, chyba nie powinno mnie dziwić, że oni o wszystkim wiedzą i jutro na pewno porozmawiam sobie z nimi na ten temat. Tariq gdy tylko zamknął za sobą drzwi wziął do ręki jedną z róż, po czym podszedł do mnie i delikatnie kwiatem przejechał po moim policzku
- Ana posłuchaj… Może i to dość przesadzone, ale pomyślałem, że może właśnie tak będzie idealnie, romantyczniej i zamaże wczorajsze wydarzenia… Widzisz… No bardzo mi się podobasz i może mi nie uwierzysz, ale nigdy nie czułem do żadnej kobiety z którą byłem to co czuje do ciebie… Ja po prostu zakochałem się w tobie i cholernie mi na tobie zależy… Bardzo bym był szczęśliwy gdybyś zechciała zostać moją dziewczyną… – No rzesz cholera jasna by to wzięła mnie, jego i to wszystko. Przez cały dzień robiłam wszystko by nie myśleć o wczorajszych wydarzeniach ani o tym, że Jay może chcieć ze mną porozmawiać prosząc żebym została jego dziewczyną aby nie wywoływać wilka z lasu a tu proszę cwany wilk a raczej słodki niedźwiedź i okazał się nie tylko cwany ale i także romantyczny. Tylko cholera co ja mam zrobić? Iść za głosem serca, które bije mocniej dla niego licząc przy tym, że prawda w ogóle nie wyjdzie na jaw, czy może iść za głosem rozumu i jak nie zakończyć raz na zawsze to co jest pomiędzy nami raniąc tym siebie oraz jego to może powiedzieć mu prawdę o tym co robię licząc na jego wyrozumiałość
- Posłuchaj jeśli potrzebujesz czasu… – cichy szept brunecika skutecznie sprowadził mnie na ziemię, przez co lekko uśmiechając się do niego pokręciłam energicznie głową
- Nie to nie tak… po prostu zaskoczyłeś mnie, bo nie spodziewałam się czegoś takiego pięknego i w ogóle jestem ciekawa jak udało ci się to zorganizować skoro przez cały dzień byłeś ze mną i Chrisem oraz Bellą – powiedziałam nie odwracając wzroku od ciemnookiego, który szerzej uśmiechnął się
- Cieszę się, że podoba ci się i kto mi pomógł pozostanie moją słodką tajemnicą - słysząc słowa bruneta mimowolnie cicho się zaśmiałam coś czując, że cisi pomocnicy Jaya mogą stać za drzwiami i próbować nas podsłuchać
- Posłuchaj Jay… ja naprawdę bardzo ci dziękuję i… Też nigdy nie czułam się tak jak przy tobie… Nie wiem jak to zrobiłeś, ale sprawiłeś, że zakochałam się w tobie i… będę szczęśliwa będąc twoją dziewczyną – powiedziałam po krótkiej chwili sama nie wiedząc czy podjęłam dobrą decyzję. Jay słysząc moje słowa szeroko uśmiechnął się i nic nie mówiąc delikatnie musnął moje usta
- Moja dziewczyna Anastasia… Ale pięknie do brzmi, prawda? - powiedział Tariq, na co lekko uśmiechając się pokręciłam głową
- Zdecydowanie lepiej brzmi mój ukochany chłopak Jay Grizzly TarKhan… Tylko wiesz może na razie zostawmy tą informację dla siebie, przyjaciół i rodziny, bo boję się, że ponownie zaatakuje jakaś twoja pseudo dziewczyna ze swoją mamą – brunet kręcąc głową nic nie mówiąc cicho się zaśmiałam, po czym znów mnie pocałował
- Mam coś dla ciebie i mam nadzieję, że spodoba ci się – nim zdążyłam oddać pocałunek ciemnooki odsunął się nieznacznie ode mnie, po czym wyjął z kieszeni łańcuszek na którym była zawieszka w kształcie nuty klucza wiolinowego, gdzie miał w miejscu dolnej kropki różowy diamencik, a na górnym wybrzuszeniu były litery A J
- Jest przepiękny… Możesz mi go założyć? – nie czekając na reakcję mężczyzny odwróciłam się do niego tyłem zbierając włosy do przodu, na co on od razu zawiesił mi łańcuszek, po czym nie tracąc czasu odwróciłam się twarzą do niego i nie tracąc ani sekundy wbiłam się w jego usta, a on mocniej mnie obejmując zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością. Oj będę się smażyć w piekle za to wszystko, ale mam nadzieję, że nie dojdzie do tego za prędko
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz