Narracja Anastasii
- Widząc twoją minę Domi to obawiam się, że z tej radości, że jedziesz do domu rozwalisz dach samolotu – mówiąc nie odwróciłam wzrok od wyraźnie zamyślonego przyjaciela, który słysząc moje słowa blado się uśmiechnął kręcąc głową
- Cieszę się bardzo, że jadę na Sycylię, tyle, że boję się, że wujek może wyskoczyć z jakąś niespodzianką, bo trochę się wkurzył, że doszło do naszych zaręczyn bez udziału rodzin, w tym bez prośby o jego zgodę na nasze małżeństwo jako głowy mojej rodziny i także nie był zachwycony tym, że na czas pobytu tutaj będziemy mieszkać w hotelu – powiedział Domenico, a ja starając się nie zaśmiać pokiwałam głową
- Oj przesadzasz kochanie… Może i na początku twój wujek był zły, ale jednak zaakceptował to i możesz być pewny, że jeszcze raz tylko tym razem osobiście jak się z nim zobaczę wytłumaczę mu dlaczego tak się stało i w razie czego jeszcze raz oświadczę się tobie przy obecności twojej rodziny – powiedział od razu Matteo patrząc się na swojego narzeczonego, który uśmiechając się skinął głową
- Mam nadzieję, że będzie dobrze, choć znając wujka nie zdziwię się gdyby zorganizował dla nas jakąś niespodziankę, z której będziemy cholernie szczęśliwi – tym razem kręcąc głową cicho się zaśmiałam wiedząc, faktycznie po Donie Francesso można spodziewać się praktycznie wszystkiego.
- Przestańmy lepiej zamartwiać się na zapas tylko lepiej spróbujmy cieszyć się tym, że zaraz lądujemy na naszej kochanej Sycylii – rzuciłam od razu dostrzegając to, że za chwilę będziemy lądować i nie tracąc czasu idąc za mówiącą akurat stewardesą zapięłam swój pas nie mogąc się doczekać momentu wylądowania. Kiedy tylko padło hasło, że można już rozpiąć się i kierować się do wyjścia praktycznie jak piorun odpięłam pas by zaraz potem również szybko pokierować się w stronę wyjścia z maszyny. Momentalnie po przekroczeniu progu drzwi czując powiew świeżego powietrza przymknęłam oczy biorąc głęboki wdech. Boże minęło już tyle lat od mojego pierwszego przyjazdu na Sycylię, ale nadal pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj i zawsze będę już wdzięczna Mattiemu, że pomimo moich oraz Belli protestów przywiózł nas tutaj byśmy mogły wyleczyć nasze sercowe rany
- Nawet nie myślałam, że aż tak bardzo stęskniłam się za tym miejscem… O kurde Ann czy ja dobrze widzę, że tam stoi Savio? – słysząc głos Belli od razu uśmiechnęłam się do niej, a potem zerknęłam w stronę, w którą ona spojrzała i dostrzegając znajomą postać szefa ochroniarzy Dona Francesco lekko uśmiechając się zerknęłam za siebie posyłając pocieszający uśmiech Domenicowi, który widząc mężczyznę i jego dużą świtę cicho westchnął kręcąc głową
- A nie mówiłem kochana? Dobra weźcie resztę i zatrzymajcie tutaj na płycie a ja idę pogadać z Savim by dowiedzieć się co i jak, bo widząc auta i ich ilość to śmiem przypuszczać, że raczej jedziemy z nimi – Dom nic więcej nie mówiąc szybko wyminął nas idąc razem z Mattim w stronę wspólnego przyjaciela. Pomimo tego ostrożnego schodzenia po schodach nie odwróciłam wzroku od mocno gestykulującego informatyka domyślając się, że on może mieć rację
- Wszystko dobrze? Z kim rozmawia Domecico, że aż kipi? – słysząc pytanie Jaya mimowolnie cicho się śmiejąc pokiwałam głową
- Prawdopodobnie wszystko jest dobrze. A Dom rozmawia z naszym wspólnym znajomym zapewne o propozycji nieodrzucenia złożonej przez wujka Domenica Dona Francesco – nie dodając nic więcej posłałam uśmiech Jayowi, który słysząc moje ostatnie słowami nieco zmarszczył brwi jednocześnie zobaczyłam kątem oka nieco szokowano-przestraszone miny Fransa i Daniela co sprawiło, że z trudem powstrzymałam śmiech, przy czym poczułam jak zapewne Bella uderzyła mnie łokciem w bok
- Oj chłopaki naprawdę film "Ojciec chrzestny" nie jest zdecydowanie najlepszym źródłem wiedzy o Sycylii a już na pewno oglądanie miejsc z tego filmu… Słuchajcie to co na pewno powinniście wiedzieć to to, że wujek Domenica jest takim nowoczesnym tradycjonalistą, tzn. idzie z duchem czasu, czyli zaakceptował w pełni, że jego jedyny bratanek jest homoseksualistą, ale jako tradycjonalista z pokolenia na pokolenie uważa, że jako najstarszy członek klanu jest głową rodziny, czyli jego słowo liczy się najbardziej, bez jego akceptacji nie podejmuje się jakiś bardzo ważnych decyzji i odnosi się do niego z wyraźnym szacunkiem… Aczkolwiek możecie być spokojni, bo Don Francesso jest naprawdę fajnym mężczyzną, bardzo kasiastym i przydomek Don używają nieliczne osoby, które robią z nim interesy dla pokreślenia jego miejsca w rodzinie – powiedziałam patrząc się na przyjaciół, którzy pokiwali głowami
- Słuchajcie nagle doszło do zmiany planów, a mianowicie mój wuj zaprosił nas do siebie, do swojego domu… Wiem, że to nie oczekiwane, ale mam nadzieję, że się zgodzicie, a raczej nie macie wyjścia, bo wuj źle przyjmuje odmowy. Tam są auta i możemy już siadać, a Pablo oraz Marcus zajmą się naszymi bagażami… – nie minęło dużo czasu jak obok nas pojawił się Domenico, który zaczynając mówić wskazał na samochody i stojących przy nich mężczyzn
- To miło z strony twojego wujka, ale czy jednak nie będziemy przeszkadzać, bo jednak jest nas trochę – odezwał się jako pierwszy Ian, a ja lekko uśmiechając się przekręciłam oczami
- Oj Ian wiesz mi, że wujek Francesso mógłby zaprosić dwa razy tyle osób a i tak zostało by jeszcze miejsca dla kilka osób… Zresztą zobaczycie jak dojedziemy do domu – nie mogąc powstrzymać cichego śmiechu pokiwałam głową i nie marnując ani sekundy zaczęłam iść w stronę samochodów
- Ciao Savio (Witaj Savio)… È bello vederti (Jak dobrze cię widzieć)… – nie mogąc się powstrzymać od razu przytuliłam się do barczystego bruneta, który uśmiechając się mocniej mnie objął całując mnie przy tym w głowę
- Ciao ragazze. Anche tu mi sei mancato (Witajcie dziewczynki. Ja też się za wami stęskniłem)… No i witam was wszystkich. Jestem Savio, a tam są Carlo, Alessio, Basillo i Emiliano. Jest jeszcze Pablo i Marcus, ale jak widzicie pakują akurat wasze bagaże. My was znamy więc nie musicie się nam przedstawiać się. Naprawdę miło nam was poznać. Mamy do podziału dla was sześć aut, więc podzielcie się i zapraszamy do aut – powiedział od razu po włosku ochroniarz gdy tylko odsunął się ode szybko przytulił Bellę, również całując ją w głowę, po czym spojrzał się na pozostałych i uśmiechając się szeroko do nich zaczął mówić po angielsku wskazując między czasie na wskazanych mężczyzn, a gdy skończył mówić wskazał na auta, więc nie tracąc czasu szybko uzgodniliśmy podział siadając zaraz potem do aut
- Ale tu pięknie/wow – nie powiem słysząc słowa przyjaciół mimowolnie szerzej uśmiecham się zgadzając się z nimi, bo gdzie nie spojrzeć się są przepiękne widoki, od których nie można oderwać wzroku
- O rzesz w mordę/O kurde/I to ma być dom? To przecież willa – cicho się śmiejąc się pokręciłam głową na reakcje siedzących z tyłu przyjaciół na widok domu Dona Francesso. Szczerze mówiąc sama widząc tą willę po raz pierwszy miałam taką samą reakcje i wcale się nie dziwię ich reakcji
- Ana czy my dobrze przyjechaliśmy? – spytał się cicho Ian gdy tylko wysiedliśmy z auta, a ja nie mogąc powstrzymać szeroko unoszących się kącików ust pokiwałam głową
- Słuchajcie Don Fransesco już na was czeka w domu, więc Domenico prowadź z dziewczynami swoich przyjaciół, a walizkami się nie martwcie, bo obiecuje, że wszystkie znajdą się we właściwych miejscach… Oh, e buona fortuna ragazzi (No i powodzenia chłopaki) – rzucił od razu Savio i mówiąc ostatnie słowa po włosku rzucił pocieszające spojrzenie Domenicowi i Mattiemu, co spowodowało, że spojrzałam się na Bellę, która przekręcając oczami pokręciła głową
- Dobra chodźcie za mną. Najpierw przedstawię was wujkowi, a potem oprowadzę was po posiadłości – próbując nie roześmiać się widząc jak Dom biorąc głęboki oddech przeżegnał się pokręciłam głową, po czym razem z innymi weszłam do willi kierując się do salonu
- Non credo. Cosa stai facendo qui (Nie wierzę. Co wy tu robicie?) – jako pierwszy odezwał się Matteo widząc w salonie swoją mamę, tatę i siostrę. Cholera Dom Francesco chyba naprawdę coś kombinuje skoro zaprosił rodzinę Mattiego
- Buongiorno figliolo… Anch'io sono felice di vederti (Ładnie nasz witasz synu... Ciebie też miło widzieć) – Matti nie marnując ani sekundy szybko podszedł do rodziny witając się z nimi
- Buongiorno, zio. Ciao Massimo… Sono felice di vederti ed è gentile da parte tua aver invitato a casa tua i genitori di Matteo ei nostri amici (Dzień dobry wuju. Witaj Massimo… Cieszę się, że was widzę i miło, że zaprosiłeś do swego domu rodziców Matteo i naszych przyjaciół). Pozwól, że przedstawienia ci… – zaczął mówi Domenico podchodząc do swego wujka witając się z nim, gdzie wymawiając ostatnie zdania już po angielsku odwróciłam się w naszą stronę, ale Don kiwając głową uniósł rękę więc brunet przestał mówić
- Domenico nie musisz mi przedstawiać swoich przyjaciół. Te dwie śliczne niewiasty znam aż nadto dobrze, a resztę znam z mediów, bo wbrew pozorom śledzę poczynania twego przyszłego męża. Tak czy siak bardzo miło mi was poznać i gościć w moich skromnych progach. Mam nadzieję, że pobyt tutaj minie wam miło i będziecie to miło wspominać. Aczkolwiek za to przedstawię wam mego najstarszego syna Massima, który jest odpowiedzialny za to by wam niczego nie brakowało i zarazem jest odpowiedzialny za przygotowania do ślubu mego ukochanego bratanka – słysząc początkowe słowa wuja bruneta mimowolnie uśmiechnęłam się zerkając nieco za siebie by spojrzeć na resztę przyjaciół, którzy również się uśmiechając pokiwali głowami. Gdy przedstawił stojącego obok niego wysokiego mężczyznę od razu musiałam nieco przygryź język by nie wydać z siebie żadnego dźwięki. Cholera niby widziałam jego zdjęcia, ale jednak zobaczenie Massima na żywo to zupełnie coś innego, gdzie kilkuletni pobyt w Stanach zjednoczonych zadziałał na jego korzyść, a powiedzieć, że ten facet jest przystojny to tak jakby nic nie powiedzieć. Ba. On mógłby bez strachu zmierzyć się z Jayem o to który z nich jest bardziej umięśniony i ma więcej sił, widząc, że z pewnością wygra. W momencie gdy usłyszałam ostatnie słowa Dona Fransesco od razu zerknęłam na Domenica, który z niedowierzaniem spojrzał się na swego wujka i na również szokowanego Mattiegoie
- Że co? Żartujesz sobie wujku? Oczywiście, że z Matteo zakładamy możliwość wzięcia ślubu czy zawarcia związku partnerskiego, ale… – odezwał się po krótkiej chwili Dom łapiąc za dłoń stającego obok niego Mattiego
- Ale nie ma żadnego ale mój chłopcze. Skoro się kochacie to na co chcecie czekać, co? Oczywiście może to nie będzie taki prawdziwy ślub, bo włoskie prawo jedynie zezwala na zawarcie związku partnerskiego, ale Mass na pewno sprawi przy jak nie mam pomocy waszych przyjaciół by uroczystość, która będzie za dwa dni była przepiękna… A teraz lepiej siadamy do stołu, bo wystygną te kuszące pyszności, a potem zanim pojedziecie z Massem i innymi do sklepu po potrzebne rzeczy chciałbym z wami chłopaki porozmawiać w gabinecie – Don Fransesco uważając, że skończył już dyskusje na ten temat ręką wskazał na drugą część salonu, w której był część jadalna i, z której faktycznie roznosiły się rozkoszne zapachy. Domenico patrząc się na swego wuja pokręcił głową z niedowierzaniem, ale Matteo nachylając się w jego stronę ewidentnie coś mu szepnął, bo ten lekko uśmiechając się pokiwał głową
- Ta. Chyba już wiemy dlaczego niektórzy mówią na niego Don i rozumiem już doskonale Doma dlaczego tak mało mówi o swojej rodzinie – próbując się nie zaśmiać na słowa Iana pokręciłam głową, po czym wszyscy usiedliśmy do stołu, gdzie dostrzegając na stole między innymi Ragù oraz Arancini szeroko uśmiechnęłam się
- Jay słyszałem, że razem z tatą prowadzicie włoską restauracje i że gotuje niczym prawdziwy włoski kucharz – odezwał się po dłuższej chwili Don Francesco, na co odruchowo zerknęłam na Jaya, który uśmiechając się pokiwał głową
- Tak. Prowadzimy z tatą małą knajpkę z włoskim jedzeniem, ale nie mi oceniać czy jedzenie jest dobre i czy lepsze niż we Włoszech, lecz nie chwaląc się zbytnio muszę powiedzieć, że klienci chwalą sobie potrawy zrobione przez mego tatę – odpowiedział szybko brunet, na co przekręciłam oczami
- Don Francesco proszę mi uwierzyć, że Jay w tej chwili jest bardzo skromny, bo jedzenie przyrządzone przez jego tatę są naprawdę bardzo dobre i nawet sam Jay doskonałe gotuje – nie dodając nic więcej ponownie zerknęłam na Jaya, który lekko uśmiechając się do mnie nieco przekręcił oczami
- Uwierz mi młodu człowieku, że czasem bycie skromnym jest wadą a nie zaletą… No a tak wracając do tematu restauracji to tak sobie pomyślałem, że mam kilka winnic i jeśli byś był zainteresowany to mógłbym raz miesiącu sprzedawać ci do restauracji kilkadziesiąt butelek bardzo dobrego wina – ewidentnie szokowany Tariq poruszył powiekami
- Wow. Bardzo dziękuję za propozycje panie Francesco. To bardzo miłe z pańskiej strony, ale nie wiem czy będzie nas stać na… – zaczął mówić ciemnooki, ale urwał gdy zauważył jak starszy mężczyzna uniósł rękę
- Spokojnie Jay. Wierze, że dogadamy się tak, że obie strony będą zadowolone – słysząc te słowa mimowolnie lekko uśmiechnęłam się
- Tylko chyba będziesz musiał papo poczekać na tą rozmowę do jutra, bo mamy przynajmniej do obiadu i kilka godzin po nim napięte plany, a po kolacji jedziemy do klubu na wieczór kawalerski obu panów – rzucił szybko Massimo, na co zerknęłam na niego pytająco
- Oj słodka dziewczynko chyba nie chcesz mi powiedzieć, że razem z swoimi ślicznymi przyjaciółkami potraficie bardzo szybko wybrać w sklepie stroje oraz w pełni wyszykować się na wieczór i na dużą uroczystość rodzinną, co? To zrozumiałe, że potrzebujecie jak to mówicie na robienie się na bóstwo trochę więcej czasu niż my mężczyźni. Plan na chwilę obecną jest taki, że zaraz po śniadaniu jedziemy na zakupy i wracamy do domu na obiad, a po nim przyjdą tutaj fryzjerki, makijażystki, kosmetyczki i będziecie mogli skorzystać z ich usług, a także w ramach alternatywy z naszego basenu, jacuzzi czy sauny bądź siłowni. No a po kolacji ruszamy w miasto do najlepszego klubu w miejsce by ci dwaj mogli po raz ostatni zaszaleć bez żalu – powiedział Mass posyłając mi uroczy uśmiech, na co sama szerzej uśmiechnęłam się do niego. No proszę jak drobiazgowo wszystko przygotował. A już myślałam, że tylko nasza słodka piątka na takie pomysły
***
- Ana lepiej uważaj, bo nasz włoski przyjaciel nie może odebrać wzroku od ciebie – słysząc ciche słowa Eleny nadal przekładając wieszaki z jednej strony na drugą dyskretnie zerknęłam za siebie i dostrzegając, że Massimo niby również szukając czegoś dla siebie wśród wielu ubrań spogląda na mnie mimowolnie lekko uśmiechnęłam się
- No cóż ma oczy by patrzeć to niech sobie patrzy. My chyba też możemy że tak powiem opczaić go z góry na dół – rzuciłam od razu wzruszając ramionami na co dziewczyny zaśmiały się
- Tylko wiesz kochana jest różnica między zwykłym opczajaniem a rozbieraniem kogoś wzrokiem, a Mass ewidentnie jest w tej drugiej kategorii, gdzie powinnaś jeszcze wiedzieć to, że może tego nie zauważyłaś, ale Jay też to widzi i morduje jego wzrokiem – odruchowo zerknęłam w drugą stronę i od razu dostrzegłam jak Khan niby był pogrążony w rozmowie z Ianem, ale jednak zerkał na Massima wciskając w niego wzrokiem błyskawice. No proszę czyżby przystojniaczek był zazdrosny?
- Dziewczyn błagam wam. Nawet jeśli Mass rozbiera mnie wzrokiem to nie znaczy, że ja robię to samo z nim, choć nie powiem facet jest mega przystojny i zapewne nie tylko mi zmiękły nogi na jego widok… Aczkolwiek jakby nie patrzeć to przecież jeden szybki numerek z przystojnym Włochem nie byłoby jakąś wielką tragedią zważając na to, że przecież jestem poszukującą miłości singielką… – dziewczyny słysząc moje słowa od razu pokręciły głowami
- Ta… Poszukującą miłości singielką, która od czasu do czasu ląduje w łóżku z facetem, w którym się zakochałam i boję się mu o tym powiedzieć, zdecydowanie lepiej brzmi i chyba lepiej, że właściwy brunet tego nie słyszał – powiedziała Andrea znacząco patrząc się na mnie
- Oj dziewczyny skoro Jay czeka z wyznaniem swoich uczuć na Bóg wie co, a Ana czeka też nie wiem czemu na jego pierwszy krok to niech przynajmniej utrze mu nosa samej dobrze bawiąc się przy tym. No co? Nie mam racji? Jako, że jedyne z was jesteśmy singielkami to możemy sobie zaszaleć w klubie wypatrując jakiś przystojnych Włochów – słysząc słowa Julie nie mogłam powstrzymać cichego śmiechu
- Nawet nie chce myśleć co z tego wyniknie i jaka będzie reakcja Caycego i Jaya – rzuciła jedynie Bella kręcąc głową na co znów się zaśmiałam kręcąc głową i nic nie mówiąc wróciłam do szukania odpowiedniej sukienki na ślub przyjaciół
- Ana tak sobie pomyślałam, że skoro większość najważniejszych rzeczy co do ślubu Mattiego i Domenica są już poustalane to może porwiemy Chrisa i Jaya na takie prywatne zwiedzanie okolicy tylko w naszym gronie, a resztę zostawimy pod bezpiecznym okien naszych przyszłych nowożeńców? – nie minęło dużo czasu jak usłyszałam cichy szept Belli, gdzie słysząc jej słowa mechanicznie wzrokiem odszukałam Jaya, który akurat rozmawiał z Chrisem, który pokazywał mu jakiś garnitur i niemalże natychmiast kąciki moich ust szerzej uniosły się
- Zabierzemy chłopaków na podwójną randkę? Podoba mi się ten pomysł kochana. Pokażemy chłopakom nasze miejsca na Sycylii i to, że my też potrafimy ich zaskoczyć. Jak wrócimy to musimy ustalić tylko co i jak… – nie dodając nic więcej pokazałam trzymaną akurat sukienkę, na co brunetka szeroko uśmiechnęła się i pokazała mi wyciągnięty ku górze kciuk, by zaraz potem wskazać mi przymierzalnie, na co kiwając głową poszłam w tamtym kierunku i od razu zabrałam się za przymierzenie sukienki
- Wyglądasz w niej przepięknie… Jakbym miał przed oczami najprawdziwszego anioła – słysząc znajomy głos od razu odwróciłam się i widząc stojącego w granatowym garniturze z promienno-uwodzicielskim uśmiechem Jaya pokręciłam głową nie mogąc ukryć uśmiechu na buzi
- Dziękuję. Ty również przystojniaczku w tym garniaku wyglądasz naprawdę seksownie… Mogę wiedzieć co ty tu w ogóle robisz skoro męskie przymierzalnie są po drugiej stronie? – Khan słysząc moje słowa początkowe słowa szerzej uśmiechnął, ale w momencie gdy padło pytanie robiąc pytającą minę wyjrzał nieco za kotarę by po kilku sekundach spojrzeć się na mnie z miną niewiniątka
- Upsss… Jakoś nie zauważyłem tego… Wybacz mi… Zresztą dla takiego widoku to naprawdę warto było się pomylić – mężczyzna nie marnując ani chwili wziął mnie za rękę okręcając wokół własnej osi, przez co nie mogłam powstrzymać cichego chichotu i pokręcenia głową kompletnie nie wierząc w jego zwykłą pomyłkę
- Niby wiem, że tak czy siak oboje będziemy na ślubie Mattiego oraz Domenica, ale czy zrobisz mi tą przyjemność i pójdziesz razem ze mną? – ciemnooki przyciskając mnie do swojej klatki piersiowej zaczął szeptać mi wprost do ucha, co wraz z uczuciem jak jego palce sunęły w dół wzdłuż mojej klatki piersiowej sprawiło, że przez moje ciało przeszedł gorący dreszcz podniecenia, który wzmógł się pod wpływem pocałunku jaki poczułam na szyi
- Chcę wiedzieć Khan co tu robisz? Już mi stąd spadaj i przypilnuj lepiej by chłopaki nie zaszaleli za bardzo kolorystycznie z garniturami i koszulami. Jakbym co to my wszystkie stawiamy na biel – ni stąd ni zowąd kotara odsunęła się i widząc w lustrze odbicie Eleny od razu odsunęłam się od Jaya próbując ze wszystkich sił ukryć uśmiech na twarzy
- Zabłądziłem niestety, ale już się zmywam i spokojnie. My zdecydowaliśmy się na granat a młoda para na klasyczną czerń, więc będzie idealnie – przyjaciółka słysząc jego słowa kręcąc głową przekręciła oczami, na co cicho się zaśmiałam a Khan puścił mi oko
- Jay zgadzam się – rzuciłam szybko widząc, że mężczyzna już kieruje się w swoją stronę, ale słysząc moje słowa zerknął na mnie posyłając mi kolejny promienno-uwodzicielski uśmiech
- Nawet nie będę próbowała tego komentować... Grajcie sobie dalej w kotka i myszkę. Ciekawe dokąd was to zaprowadzi… No a tak w ogóle to przepiękna sukienka. Idealnie dopasowana do ciebie – powiedziała po krótkiej chwili Elena, a ja nie mogąc powstrzymać unoszących się szerzej kącików ust pokręciłam głową
***
- Naprawdę nadal się na mnie zły za podpisanie tych dokumentów?… Dom proszę cię… Mówiłem ci, że podpisałem tą cholerną intercyzę by pokazać twemu wujowi, że kocham cię i nie zależy mi na twoich pieniądzach. Zrozum to… – pomimo słyszalnej głośno muzyki dało się usłyszeć słowa Mattiego skierowane do Domenica, który z zrezygnowaniem pokręcił głową
- Może i złość powoli mi odchodzi, ale szczerze mówiąc nadal nie wierzę, że w to co się dzieję, że bierzemy pojutrze ślub… – rzucił Dom, na co chyba wszyscy zaśmialiśmy się
- Ja też, ale nie martw się… Tak jak ci mówiłem dokładnie za rok weźmiemy ślub, który sami sobie zorganizujemy, choć nie powiem ślub na plaży nie brzmi źle – Matteo nie dodając nic więcej zerknął na mnie posyłając mi uśmiech, na co szerzej się uśmiechnęłam ciesząc się, że zaproponowane przeze mnie miejsce w zamian również urodziwego ogrodu w rezydencji Dona Francesso spodobała się chłopakom
- Nie wiem czy to będzie dla was jakieś pocieszenie, ale uważam, że twój wuj Dom mógłby z czystym sumieniem wystąpić w kolejnej części Ojca Chrzestnego… Swoją drogą to jesteście pewni, że on nie ma jakiś powiązań z czarnymi charakterami? – słowa Daniela sprawiły, że znów wszyscy zaśmialiśmy się głośno
- No proszę wreszcie znalazł się na ziemi ktoś kto straszy naszego Danielka – rzucił pośpiesznie Franz, na co znów wybuchnęliśmy głównym śmiechem, który zmógł się gdy Dal pokazał język Franowi
- Proszę oto drinki… – nie minęło dużo czasu jak do stolika podszedł Massimo trzymając w ręku tace z drinkami
- Dolcezza (słodka)… – nie powiem słysząc dość cichy szept Massa gdy kładł przede mną drinka sprawił, że mimowolnie uśmiechnęłam się do niego, a on również uśmiechnął się uwodzicielskiego
- O boże… Najmocniej cię przepraszam… Kompletnie nie wiem jak to zrobiłem… Czekaj zaraz pójdę po jakąś ścierkę czy chusteczki dla ciebie i po drugi drink – w momencie gdy Massimo chciał położyć przed siedzącym obok mnie Jayem szklankę ten tak się odwrócił w jego stronę, że łokciem uderzył w trzymaną w ręku szklankę tak, że praktycznie cała zawartość znalazła się na Włochu, przez co praktycznie od razu zakryłam twarz ręką kręcąc przy tym głową
- Nie no spoko. Nic się nie stało… Na szczęście na czarnym nic nie widać… Weź mój drink a ja pójdę po następny – Włoch nie tracąc ani sekundy poszedł ponownie w stronę baru i niemalże natychmiast ponownie wybuchneliśmy śmiechem, a ja dodatkowo pokręciłam głową patrząc się na robiącego minę niewiniątka Jaya
- No przestańcie. To był zwykły wypadek, no – powiedział od razu ledwo powstrzymujący śmiech Jay
- Oj jasne, jasne. Mów tak sobie, stary, ale prawdą jest to, że o swoją dziewczynę jednak trzeba walczyć na każdym kroku i bez względu na wszystko – odezwał się nadal rozbawiony Ian, a ja odruchowo przekręciłam oczami kręcąc głową
- Tylko wiesz Ian najważniejsza w tym sprawa jest taka, że trzeba pierwsze mieć dziewczynę by o nią walczyć – rzuciłam mimochodem wzruszając ramionami, na co wszyscy wydali z siebie jedno długie u, przy czym wiedziałam, że Jay już szykował się do odpowiedzi, ale zmienił zdanie gdy do stolika wrócił Massimo, który usiadł obok Mattiego
- Dobra kochani to może wypijmy za spotkanie i za zdrowie naszej cudownej młodej pary – odezwał się po krótkiej chwili Mass unosząc swój kieliszek do góry na co by wszyscy jednocześnie wzięliśmy swoje kieliszki i mówiąc zdrowie unieśliśmy je do góry by zaraz potem napić się łyk drinków
- Nie wiem jak wy, ale ja idę potańczyć… – powiedziała po krótkiej chwili Julie puszczając mi dyskretnie oko, na co cicho się śmiejąc pokiwałam głową, po czym obie ruszyłyśmy na parkiet zaczynając poruszać się w rytm grającej muzyki. Nie minęło dużo czasu jak pozostali do nas doszli, gdzie czując na swojej tali czyjeś ręce kątem oka dostrzegając Tariqa szerzej uśmiechnęłam się coraz bardziej śmielej tańczyć, a brunet wręcz ochoczo przyłączył się do mnie odnajdując nas wspólny rytm, który dostosowaliśmy do puszczanych piosenek
- Mogę poprosić panią do tańca? – po dłuższym czasie usłyszałam głos Massima, który uwodzicielsko uśmiechając się do mnie wyciągnął w moim kierunku rękę, na co Jay mocniej mnie do siebie przycisnął
- Obawiam się, że to będzie w chwili obecnej trudne, gdyż owa dama obiecała mi, że zatańczymy wspólnie do 300 piosenek, jakie będą od początku puszcze, więc… - Tariq wyrwał się jako pierwszy do odpowiedzi, a ja słysząc jego słowa z niedowierzaniem pokręciłam głową z trudem odsuwając się od niego
- Więc może łaskawie przypomnisz mi kiedy rzekomo coś takiego obiecywałam, co?… Tak właśnie myślałam… Jasna, że z tobą zatańczę i to nie jedną piosenkę – ignorując kompletnie Jaya chwyciłam za rękę Massa odchodząc z nim nieco dalej byśmy mogli w spokoju zatańczyć
- Dobrze, że twój chłopak nie ma mocy zabijania wzrokiem, bo obawiam się, że oboje bylibyśmy w tej chwili martwi – słowa Włocha sprawiły, że od razu cicho się zaśmiałam owijając ręce wokół jego szyji
- Cóż to jego problem. Nie jestem jego dziewczyną, więc mogę tańczyć z kim chce i kiedy chce, więc nie przejmuj się nim, a tańcem ze mną – Massimo uśmiechając się pokiwał głową, po czym okręcił mnie wokół własnej osi. Wychwytując pełne irytacji i wściekłości wzrok Jaya uśmiechnęłam się nieco triumfalnie i zaczęłam nie odważnie tańczyć nie wiedząc czy to przez wypity wcześniej alkohol czy chęć pokazania czegoś Khanowi
- Dzięki za tańce i przepraszam za niego – powiedziałam gdy tylko piosenka skończyła się na co Mass uśmiechając się pocałował mnie w policzek
- To ja ci dziękuję za te kilka tańców nie masz za co przepraszać. Na jego miejscu też byłbym zazdrosny gdyby kobieta, w której jestem zakochany tańczyła z innym – Massimo znów całując mnie w policzek odsunął się ode mnie, a ja nie mogąc powstrzymać unoszących się kącików ust zaczęłam iść w stronę naszej loży omijając przy tym Jaya
- Ana… Nie bądź zła, ja po prostu… – ciemnooki chwytając mnie za rękę zaczął mówić, na co prawie natychmiast wyrywając swoją dłoń pokręciłam głową słysząc jego słowa
- Co po prostu Khan?… Nie rozumiem kompletnie ciebie, wiesz, bo niby jesteś zazdrosny, ale nawet gdybym była twoją dziewczyną bądź nawet kimś więcej to nie oznacza, że jestem twoją własnością i mogę tańczyć z kim chce i kiedy chce… – rzuciłam natychmiast nie odwracając wzroku od bruneta, który kiwając głową przekręcił oczami
- Przepraszam cię… Po prostu bardzo, ale to bardzo mi się podobasz i prawda jest taka, że czuję do ciebie coś więcej niż przyjaźń przez co właśnie wariuje, bo bardzo bym chciał byś była moją dziewczyną… – nie powiem słowa wypowiedziane przez Tariqa niemal natychmiast sprawiły, że moje serce zaczęło szybciej bić. Cholera takiego obrotu spraw się nie spodziewałam
- Naprawdę uważasz, że to odpowiednie miejsce na takie wyznania i rozmowy?… Myślałam, że jesteś choć trochę romantykiem Jay… – nie dodając nic więcej szybko ominęłam bruneta idąc prosto do baru siadając na pierwszym wolnym hokerze
- Tequila – powiedziałam do barmana, który kiwając głową szybko przygotował trunek podając go chwilę potem wraz solą i limonką. Szybko pijąc drink pokręciłam głową chcąc w ten sposób choćby na małą chwilę oczyścić umysł z myśli o Khanie. Kurde czemu akurat to właśnie w nim musiałam się zakochać. Cholera prawda jest taka, że zabrnęłam w tym wszystkim za daleko i teraz nie mam jak z tego bagna wyjść ani jak je zmniejszyć by nie zranić jego. Boże jaka ja byłam i jestem głupia.
- Można się dosiąść do pani? – znajomy głos powrócił mnie na ziemię przez co zerknęłam na bok i widząc Iana lekko uśmiechnęłam się kiwając głową, na co on usiadł obok mnie pokazując przy tym na migi barmanowi by podał nam tequile
- Wiesz kochana, że w tym momencie igrasz z ogniem?… No co? Elena uświadomiła mi przed chwilą, że Jay to zodiakalny baran czyli ogień, co z kolei tłumaczy jego jak on to sam kiedyś ujął kosmaty charakterek – słowa przyjaciela sprawiły, że od razu razem z nim zaśmiałam się głośno, a gdy tylko barman postawił przed nami nasze zamówienie to od razu napiliśmy się
- No a tak już zupełnie poważnie to szczerze mówiąc wcale nie dziwię się, że brunet jest o ciebie cholernie zazdrosny, bo każdy jest zazdrosny o osobę, do której czuje coś więcej niż tylko zwykłą przyjaźń, gdzie nie wspominając już o tym, że ten Włoch jak mam wrażenie postanowił sobie za punkt honoru oczarowania każdej z was co i mnie wkurza… No co? Taka jest prawda i błagam cię nie udawaj, że nie widzisz tego jak Jay na ciebie patrzy czy, że nic do niego nie czujesz… – powiedział Ian, a ja od razu pokręciłam głową starając się ze wszystkich sił ukryć lekko unoszące się kąciki ust
- Ian proszę… To jest dość skomplikowane i to temat na naprawdę dłuższą rozmowę, na którą teraz nie mam sił ani chęci - brunet słysząc moje słowa cicho i ciężko westchnął kręcąc przy tym głową
- Szczerze? To wy sobie to komplikujecie i to przez własne obawy, bo on się boi odrzucenia i złamanego serca, a ty może i boisz się złamanego serca, lecz przede wszystkim obawiasz się, że Jay okaże się taki sam jak twój ojciec… Niby normalne obawy, ale czy naprawdę warto dla nich marnować to niezwykle uczucie? Zastanów się kochana nad tym i ewentualnie zrób coś póki nie jest jeszcze za późno… – blado się uśmiechając do przyjaciela skinęłam głową. Tak naprawdę już jest za późno i Ian kompletnie nie ma o tym pojęcia, gdzie nawet nie igram z ogniem a stoję na zamarzniętym morzu i już lód zaczął pode mną pękać. Prawda jest taka, że naprawdę zależy mi Jayu jak na nikim innym i wiem, że jak dowie się prawdy to najprawdopodobniej stracę go na zawsze. Cholera czy to naprawdę musi być tak bardzo skomplikowane i pogmatwane?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz