Narracja Anastasii
- Cześć Bella… Dzwonił do mnie wczoraj wieczorem Ian z gorącą prośbą byśmy z chłopakami dołączyli poprzez połączenie internetowe do wywiadu o naszej trasie koncertowej. Wstępnie się zgodziłam, ale Ian ma jeszcze dziś mi dać znać o której konkretnie przewidują początek wywiadu by Greg mógł wszystko na czas ustawić, choć pewne jest to, że skoro to będzie program "Dzień Dobry Niemcy" to niestety będzie to między 24 a 3 w nocy naszego czasu – wchodząc do gabinetu przyjaciółki od razu posłałam jej szeroki uśmiech i widząc jak ona uśmiechając się do mnie gestem ręki daje znać bym weszła zaczęłam mówić, na co ona pokiwała głową
- Cześć kochana. No jeśli uda się Gregowi wszystko ustawić byśmy wzięli udział w tym wywiadzie to ja jestem za, tylko faktycznie ta godzina może być zabójcza, ale nie takie rzeczy się już robiło, więc przeżyjemy i ewentualnie zrobimy tutaj imprezkę do białego rana, co ty na to? – nie mogąc powstrzymać cichego śmiechu pokiwałam głową siadając naprzeciw przyjaciółki
- No fakt nic nie przebije rosyjskiej próby generalnej zaczynającej się o 3 nad ranem, co?… – Is słysząc moje słowa od razu cicho zaśmiała się kręcąc głową
- Błagam cię nie przypominaj mi tego Ann… Pomimo tego, że byłam wtedy nastolatką to słysząc od mamy, że tata jedzie z chłopakami do Rosji na występ od razu wyczułam, że to zły pomysł i jak doskonale wiemy moje przeczucia okazały się prorocze – tym razem to ja zaśmiałam się kręcąc głową przypominając sobie krąg pechowych wydarzeń z wyprawy do Rosji
- Ta… Ewidentnie zimny rosyjski klimat nie posłużył chłopakom, więc nic dziwnego, że potem ojciec pojechał z nimi na słoneczo-gorącą Majorkę by jakoś odstresowali się tylko w męskim gronie po tych wydarzeniach – rzuciłam od razu na co brunetka przekręcając oczami pokręciła głową
- O ile dobrze pamiętam to było jakoś pod koniec roku szkolnego, więc nie za bardzo mogłyśmy wtedy pojechać razem z mamami tam z nimi – odpowiedziała Bella, na co tym razem to ja przekręcając oczami pokręciłam głową
- No tak, bo przecież świat by się zawalił gdyby dwie największe kujonki na ziemi wcześniej rozpoczęły wakacje… Dobra tam lepiej zmieńmy temat, bo nie chce mi się już nawet o tym myśleć – przyjaciółka słysząc mojej słowa od razu cicho się zaśmiała, na co kąciki moich ust odruchowo uniosły się
- Może faktycznie zdecydowanie lepiej skupić się na czymś innym, jak np. nasza trasa koncertowa, bo z kolei do mnie dzwonił Franz i uprzejmie uprzedził, że wraz z Izzym zabrali się za przeróbki piosenek klasyki rockowej… Ta… Miałam chyba dokładnie taką samą minę jak ty jak to usłyszałam, ale spokojnie kochana ponoć mają to zrobić ze smakiem – nie powiem słysząc słowa ciemnookiej spojrzałam się na nią szokowana
- Szczerze mówiąc to w tym momencie to nie wiem czy bardziej jestem ciekawa tego co z tego wyjdzie czy jednak bardziej boję się co z tego może wyniknąć… Tak czy siak mam nadzieję, że rozwaga naszego romantycznego rockmana poskromi impulsywność naszego zapaśniczego śpiewaka – rzuciłam od razu patrząc się na przyjaciółkę
- A no właśnie w kwestii Izza to powiedz mi czy jedziesz z nami na jego walkę? – spytała się Isabella, a ja skinęłam głową
- Fakt nie bardzo mi się widzi oglądanie jak faceci obijają sobie to i owo, ale skoro obiecałam Mel, że przyjdę to będę tam licząc, że skończy się to szybko i na korzyść Izza – powiedziałam od razu na co brunetka pokiwała głową
- Dokładnie kochana i miejmy nadzieję, że to nie skończy się żadną kontuzją Lizzyego, bo w przeciwnym razie nim my z Mel dopijemy jego to Ian nas zabije za to, że nie pojedziemy z nim i resztą w trasę, gdyż znając życie chłopaki bez Izzyego raczej nigdzie nie pojadą – powiedziała Bella, a ja znów pokiwałam głową wiedząc, że ma rację
- Cześć dziewczyny… Możemy wejść? - słysząc pukanie do drzwi spojrzałam się w tamtym kierunku i widząc w progu Jaya z Chrisem machinalnie uśmiechnęłam się
- Jasne chłopaki wchodzicie i mówcie co tam sprowadza was do nas – rzuciła natychmiast Is, a chłopaki weszli do środka, gdzie Chris podszedł do Beli całując ją w policzek a Jay podszedł do mnie również całując mnie w policzek
- A sprowadza nas to, że chcemy się przywitać z naszymi pięknymi paniami i życzyć im miłego dnia oraz wręczyć im to – nim Jay wypowiedział ostatnie słowa podał mi schowaną za sobą czerwoną różę składając przy tym całusa na moich ustach, przy czym kątem oka spostrzegłam, że blondas dał taką samą różę brunetce
- Bardzo wam dziękujemy chłopcy – mówiąc patrzyłam się na bruneta i widząc jego uroczy uśmiech sama lekko uśmiechnęłam się do niego
- A proszę bardzo kochane i… No jest jeszcze jeden powód naszego przyjścia, a mianowicie wczoraj zostaliśmy z Jayem dłużej w studiu i tak się jakoś stało, że napisaliśmy piosenkę, która według nas mogłaby być naszym nowym singlem – Chris nic więcej nie dodając położył kartkę przed Bellą, która uśmiechając się do blondasa ustawiła kartkę tak byśmy obie mogły przeczytać zapisane na niej słowa. Nie powiem z każdym czytanym słowem kąciki moich ust szerzej unosiły się. Niby to zwykła piosenka o miłości, których na świecie jest już wiele, a jednak jest w niej coś magicznego, gdzie jak miałam wrażenie, że obaj mężczyźni oddali w niej swojej serce i duszę
- Chłopaki… Dosłownie mowę mi odebrało… Zrobiliście kawał dobrej roboty. Ta piosenka jest przepiękna i według mnie wręcz musicie ja nagrać… – powiedziała jako pierwsza Isabella, a ja patrząc się na chłopaków pokiwałem głową zgadzając się z nią
- Zgadzam się z Bellą, więc nie mam nic do dodania… No może oprócz tego, że jestem pewna, że pozostali chłopacy także będą chcieli by ona została waszym nowym singlem – dopowiedziałam nie odwracając wzroku od chłopaków, którzy szeroko uśmiechając się pokiwali głowami
***
- IZZY ZGODZIŁEŚ SIĘ NA TĄ ZMIANĘ? CZY ZDAJESZ SOBIE SPRAWĘ, ŻE TO SZALEŃSTWO? – niczym huragan do garderoby Izza wpadła Melinda, która wciekłym wzrokiem patrzyła się na swojego chłopaka, który podchodząc do niej pokiwał głową, a ja nie rozumieją słów przyjaciółki zerknęłam na Jaya, który patrząc się na mnie wzruszył ramionami
- Mel nie masz czego panikować. Takie zmiany zawodników w ostatniej chwili są normalne i wszystko jest ok – rzucił od razu Izzy kładąc ręce na ramionach brunetki, która słysząc jego słowa pokręciła energicznie głową rzucając z ramion dłonie chłopaka
- NIE MAM CZEGO PANIKOWAĆ? POGRZAŁO CIĘ JUŻ DO RESZTY GALLEGOS? TEN FACET JEST WIĘKSZY OD CIEBIE, MA WIĘKSZĄ MASĘ CIAŁA I ŚMIESZ MI MÓWIĆ, ŻE TO WPORZĄDKU I ZGODZIŁEŚ SIĘ NA TO? – wściekła Mel nadal wręcz krzycząc na Lizzyego uderzyła go w lewy bok
- Mel możesz powiedzieć na spokojnie o co chodzi, bo my nie bardzo wiemy o co chodzi – powiedział Jay, a ja patrzyłam się na mulatkę, która patrząc się na najstarszego bruneta pokręciła głową
- Chodzi o to, że zawodnik z którym miałem dziś się zmierzyć zachorował i dostałem nowego przeciwnika – odpowiedział jedynie Punc wzruszając ramionami
- Zapomniałeś powiedzieć mój drogi, że ten facet jest od ciebie dużo większy… Izzy do jasnej cholery jak mogłeś się na to zgodzić?… Błagam cię wycofaj się z tego póki możesz… Uwierz mi, że nikt z nas nie będzie miał do ciebie o to pretensji ani uważał cię za tchórza – mówiła błagalnie przyjaciółka patrząc się na swojego ukochanego, który przepraszająco patrząc się na nią pokręcił głową
- Mel nie zamierzam się wycofać z walki i proszę cię nie denerwuj się… – rzucił natychmiast Izzy na co jego dziewczyna od razu energicznie pokręciła głową
- CZY TY NIE ROZUMIESZ, ŻE BOJĘ SIĘ O CIEBIE KRETYNIE… Do cholery kocham cię i nie chce byś znów doznał jakieś kontuzji, która wyeliminuje cię na zawsze z występowania na scenie… Zrozum, że naprawdę chce dobrze dla ciebie i nie chciałabym kazać ci wybierać… – Lizzy nie pozwalając dokończyć Melindzie łapiąc w swoje ręce jej twarz pocałował ją
- Rozumiem to Mel i proszę cię nie kończ a także nie każ mi wybierać, bo ja naprawdę kocham cię i nie zrezygnuje z tej walki… To ty zrozum, że chce choćby po raz ostatni wejść na ring i zejść z niego niepokonany – powiedział Punc, na co ciemnooka kręcąc głową odsunęła się od ukochanego
- Izzy musimy już iść… – odruchowo zerknęłam na wejście i widząc trenerkę Izza zerknęłam na niego, a on spojrzał na nią kiwając głową, po czym znów zerknął na swoją dziewczynę, która pokręciła głową
- Przykro mi Izzy, ale nie zamierzam na to patrzeć… Powodzenia… – Mel nie dodając nic więcej wybiegła z garderoby, a ja dostrzegając znaczące spojrzenie Belli natychmiast razem z nią wybiegłam za mulatką. Nie powiem widząc ją siedzącą na schodach z zakrytą rękami twarzą od razu zrobiło mi się jej żal. Nie marnując ani sekundy obie z Is usiadłyśmy po bokach mulatki od razu ją mocno przytulając
- Wiem, że jestem kompletną idiotką i, że może powinnam stąd wyjść oraz raz na zawsze o nim zapomnieć… – słysząc w głosie przyjaciółki rozpacz machinalnie mocniej ją przytuliłam
- Kochana na pewno nie jesteś idiotką tylko zakochana w facecie, który ma dość męskie pasje… Nie patrz się tak na mnie bo mam rację, a jak już chcesz się licytować, to obawiam się, że to ja wygrywam niechlubnym konkursie na idiotkę roku, bo byłam tak ślepo zakochana w Peterze, że nie wierzyłam Belli i Mattiemu gdy mówi mi, że on mnie oszukuje oraz zdradza i dopiero nakrycie go na zdradzie oraz mocne spotkanie z jego pięścią oraz nogą sprawiło, że otworzyłam oczy… No taka jest właśnie miłość. To wspaniałe uczucie, które sprawia, że jesteśmy szczęśliwe, cierpimy gdy jesteśmy zranione przez tych tępaków, ale przede wszystkim sprawia, że jesteśmy silniejsze niż nie jeden napakowany młokos… Tak czy siak Mel obawiam się, że może i zbytnio ci nie pomożemy na ten twój konflikt wewnętrzny, ale pamiętaj, że co byś nie postanowiła zawsze możesz na nas liczyć – mówiąc nie odwróciłam wzrok od brunetki, która lekko uśmiechając się pokiwała głową tak jak również uśmiechnięta Bella, gdzie tak ja położyła swoją głowę na ramieniu mulatki, która lekko ścisnęła moją rękę i jak nie mam brunetki także.
- Mel może jednak zdecydujesz się choć na chwilę tam pójść i pokażesz mu się? Ja wiem, że może ci się nie podobać to co on robi, ale kochacie się i to może mu pomóc, bo nie powiem nie idzie mu za dobrze a twój widok może dodać mu sił… – nie wiem po jakim czasie ciszę przerwał głos Jaya, a ja najpierw zerknęłam na niego, a potem na Melindę, która patrzyła się na niego, a po chwili szybko wstała i wręcz biegiem poszła w stronę głównej areny. Nie marnując ani sekundy razem z Bellą i Jayem poszliśmy za nią. Nie powiem widząc leżącego na macie Izzyego od razu wzdrygam się czując nieprzyjemny dreszcz biegnący po plecach. Izzy jak na zawołanie spojrzał się w naszą stronę i uśmiechając się na widok Melindy jakby dostał nowej energii odepchnął nachylającego się przeciwnika zaczynając go atakować. Niemalże natychmiast wraz z spuszczeniem wzroku na widok walki poczułam jak Jay mnie obejmuje, na co odruchowo wtuliłam się w niego chowając twarz w zgłębieniu jego szyi by nie widzieć walki.
***
- Wiesz przystniaczku miałeś nosa, że pogoda się zmieni i będziemy mogli pojęć do domu spacerem… W ogóle to naprawdę cholernie się cieszę, że Izzy wygrał i nie skończyło się to żadną kontuzją, ale w kontekście sportowym to jednak zostanę przy swoich ulubionych skokach narciarskich i piłce nożnej – obejmujący mnie ramieniem Jay od razu cicho się zaśmiał kiwając głową
- Szczerze? Jest nas w tej sprawie dwoje, choć zamiast skoków zdecydowanie wolę tenis… A co do spaceru to cóż cieszę się, że miałem nosa w tej sprawie – powiedział od razu brunet na co uśmiechnęłam się kiwając głową.
- O ile dobrze pamiętam to gdzieś nawet czytałam, że grałeś zawodowo w tenisa i jesteś w tym naprawdę dobry – mówiąc nie odwróciłam wzroku od bruneta, który patrząc się na mnie zrobił krzywą minę
- Grałem w tenisa to fakt i faktycznie ponoć dobrze mi szło, ale niestety pomimo moich chęci i zachęty ze strony nauczycieli nie grałem zawodowo ze względu finansowych, ale cieszę się, że tak wyszło – widząc promienny uśmiech na twarzy ciemnookiego samej kąciki ust lekko uniosły się
- Wiesz słyszałem to co powiedziałeś Mel i według mnie też nie jesteś idiotką. Dla mnie w związku idiotą jest ta osoba, która nie docenia tego, co ta druga osoba dawała. Długo do tego dochodziłem jak i stwierdzenia, że kochać kogoś bardziej nie jest grzechem. No i możesz mi uwierzyć, że z własnego doświadczenia wiem, że karma wraca do człowieka w kwestii związkowej – rzucił po krótkiej chwili Tariq, a ja spoglądając na niego blado się uśmiechnęłam
- Może i racja, ale jednak i tak człowiek chyba w takich sytuacjach nie pozbędzie się myślenia, że jest winny, że mógł zrobić coś więcej czy, że mógł to zauważyć wcześniej… No a co do powracającej karmy to cóż słyszałam i czytałam o twoich krótkich podbojach miłosnych… – kończąc mówić posłałam niewinny uśmiech brunecikowy, który blado uśmiechając się pokręcił głową
- Chyba powinnaś doskonale wiedzieć, że nie zawsze to co się słyszy czy czyta jest prawdą i, że nie każdej informacji jest choćby małe ziarno prawdy – odpowiedział natychmiast mężczyzna na co pokiwałam głową
- To może zdradzisz mi jaka jest prawda?… Oczywiście nie chce na ciebie naciskać czy coś tylko tak po prostu jestem ciekawa – ciemnooki nic nie mówiąc pociągnął mnie w stronę najbliższej ławki
- Jak już ci wspominałem z Leną zaczęło się psuć wraz narastającymi problemami w zespole. Ja zajmowałem się swoją pracą, ona swoją i coraz częściej mijaliśmy się i kłóciliśmy się o brak czasu drugiej osoby. Gdy ja zostałem z zespołem w Stanach a ona wróciła do Berlina by przygotować się do bycia w jury w Austriackim programie o modelkach to postanowiłem zakończyć nasz związek by każde z nas mogło bez żaru rozpocząć nowe życie i jak wiesz nie zrobiłem tego w dość eleganckiej formie i chyba właśnie przez to los postanowił opłacić mi się… Z Indirą było tak, że od początku zauroczyła mnie swoją pewnością siebie. Była jedną z pierwszych osób, które stanęły po mojej stronie gdy Sara zaczęła atakować mnie, że jestem gejem, że proponowałem jej udawany związek by zajść daleko w programie. Z każdym dniem zbliżaliśmy się siebie i sprawiła, że byłem w niej coraz mocniej zauroczony. Gdy wróciliśmy z dżungli od razu uderzyły nas plotki na nasz temat, gdzie oboje byliśmy wstrząśnięci skalą hejtu na nasze osoby i tym jak prasa nas pilnowała byle tylko mieć jaką sensację na nasz temat. Ta dość napięta sytuacja niestety w pewnym momencie odbiła się na naszych relacjach, tzn. zaczęliśmy się kłócić czy spotykać się rzadziej. Nasz związek zakończył się w momencie gdy przyłapałem ją jak moim gabinecie w moim ówczesnym klubie dosłownie ujeżdżała barmana… Tak, dobrze usłyszałaś i daj mi dokończyć a potem będziesz zadawała ewentualne pytania, dobrze?... Kilka lat później byłem z Lindy. Na początku układało nam się cudowanie i nie czuliśmy dyskomfortu z powodu różnicy wieku między nami. Przysłowiowy gwoździem do końca naszego związku okazały się moje problemy zdrowotne. Gdy trafiłem do szpitala to ona akurat była w Paryżu na sesji fotograficznej i nie mogła wcześniej przylecieć, bo jak ona mi powiedziała nie wzięli ze sobą zastępczej modelki. Po wyjściu ze szpitala przypadkiem wpadłem na jej przyjaciółkę z agencji modelek i to od niej dowiedziałem się prawdy, a mianowicie tego, że na sesję poleciała także modelka zastępcza, ale to Lindy nie chciała wcześniej wróci. Słysząc to byłem szokowany i mocno skołowany, bo z jednej strony rozumiałem, że to była jej praca z której nie chciała rezygnować, ale z drugiej byłem ją rozczarowany, bo gdybym był na jej miejscu rzuciłbym wszystko byle by tylko być przy ukochanej w chwili gdy ta walczy o życie w szpitalu, nie wspominając już o tym jak bardzo pragnąłem by ona była wtedy obok mnie. Przez dłuższy czas udawałem, że nie znam prawdy zastanawiając się co powinienem z tym zrobić. Później jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy rozmawiać o wspólnej przyszłości i wyszło na to, że obie wizję dość znacząco się różnią, gdzie dopiero w bardzo dalekiej drodze jakoś się ze sobą łączą, choć też nawet nie tak jak oboje byśmy chcieli, więc oboje postanowiliśmy bez żalu i zbędnych wyrzutów rozstać się… Jak widzisz czasem prawda jest zupełnie inna niż inni ją opisują, że czasem łatwo jest wmówić komuś coś, że właśnie tak było zachowując prawdę i jednocześnie widzisz, że karma powraca i jestem przekonany, że prędzej czy później Peter także zapłaci za to co ci zrobił – nie powiem słysząc słowa patrzyłam się na niego szokowana nie mogąc w nie uwierzyć, choć czułam, że mówi prawdę, że w tym momencie jest ze mną zupełnie szczery
- Szczerze mówiąc nie spodziewałam się czegoś takiego... Zdajesz sobie sprawę z tego, że gdybyś od początku powiedział prawdę o końcu związku z Indirą to wszystko potoczyłoby się inaczej, wszyscy postrzegaliby i pisali inaczej – powiedziałam patrząc się na bruneta, który lekko uśmiechając się pokręcił głową
- Niby tak, ale nigdy nie byłem i nie jestem fanem publicznego prania brudów, więc postanowiłem tak to załatwić i mimo wszystko nie żałuję tego… Dobrze jest jak jest. Jak to powiedziałaś miłość a raczej złamane serce sprawiło, że jestem silniejszy i wolę skupić się na tym co mam tu i teraz – powiedział Jay, a ja nie mogąc oderwać od niego wzroku pokiwałam głową, na co on również uśmiechnął się i nic więcej nie dodając nachylił się delikatnie muskając moje wargi, a ja odruchowo owijając ręce wokół jego szyi zaczęłam oddawać pocałunek z większą namiętnością całkowicie oddając mu się
1 komentarz:
Kochana rozdział jak zawsze BOMBA! Akurat przed dentystą taka chwila relaksu <3
Ale powiem Ci że bałam się o Izzyego tak że masakra, na całe szczęście wygrał i nic mu się nie stało co jest najważniejsze! A co do Mel to doskonale ją rozumiem...mój facet uwielbia motory i też nie raz kłóciliśmy się o to bo się boję...
Co do Jaya to wow to jego szczere wyznanie, jestem pełna podziwu.. tylko kurcze tak bardzo bym chciała żeby Ann też była w pełni szczera, bo te kłamstwa wszystko zepsują :( :(
Z niecierpliwością czekam na kolejny!
Buziaki ;****
Prześlij komentarz