czwartek, 23 grudnia 2021

49 rozdział

Narracja Jaya

Powoli budząc się niechętnie otworzyłem oczy i po omacku sięgnąłem po dzwoniącą komórkę szybko wyłączając budzik. Cholera tego kto wymyślił budzik chyba mocno poniosła fantazja, by nie powiedzieć gorzej, bo to chyba jest zbrodnia, że te cholerne ustrojstwo obudziło mnie a raczej wyrwało mnie z snu, w którym główną rolę grała Anastasia. Na samą myśl o blondynce mimowolnie kąciki moich ust nieco uniosły się jednocześnie przymknąłem oczy próbując przywołać utracony sen, ale za to przed oczami stanęła mi uśmiechnięta postać niebieskookiej. Cholera kompletnie nie wiem co się ze mną dzieje, bo jeszcze nigdy żadna kobieta nie zawróciła mi tak w głowie jak ona ani nigdy nie czułem czegoś takiego przy żadnej jak przy niej. Już sam nie wiem czy to bardziej szaleństwo czy naprawdę zakochałem się w niej. Ta, coraz częściej myślę o tym, że naprawdę się niej zakochałem i pomimo, że z jednej strony ta świadomość wywołuje u mnie euforię to z drugiej strony napawa mnie niepewnością. Prawda jest taka, że niewątpliwie ciągnie nas do siebie, że ona podoba mi się pod każdym względem, a seks jest wręcz nie z tej ziemi, lecz nad tym wszystkim wisi to, że pomimo tego, że czuje, że dla niej to co jest pomiędzy nami też się wyjątkowe to nie wiem czy czuje to samo co ja, a także nie wiem czy nadal widzi we mnie kopię swego ojca, z którym raczej nie ma zbyt dobrych relacji. Ta. Chyba bardziej skomplikowane to być nie może, ale tak po prawdzie chyba nie chce tego teraz wszystkiego analizować skupiając się na tym co tu i teraz. Delikatnie kręcąc głową by wyrzucić z głowy wszelkie myśli poczułem jak zapewne Rocky wchodzi na mnie przez co otworzyłem oczy i widząc swego zwierzaka posyłając mu groźne spojrzenie nie mogłem jednak powstrzymać lekko unoszących się kącików ust

- I ty przeciwko mnie Brutusie?… No już wstaję, ale i tak musisz chwilę poczekać na jedzenie, no – Rocky jakby rozumiejąc moje słowa zaczynając coraz głośniej miauczeć rękami uderzył o moje ramię, przez co cicho się śmiejąc przyciągnąłem do siebie zwierzaka zaczynając go drapać za uchem co spowodowało, że ten zaczynając słodko miauczeć bardziej przytulił się do mnie. Gdy usłyszałem krótki dźwięk komórki sięgnąłem po nią i widząc, że to wiadomość od Kamrana kliknąłem na nią, a zaraz potem na przesłany przez niego link

- US5 i Musikleistung. Kto bardziej zyska a kto straci na wymuszonej trasie koncertowej – czytając nagłówek artykułu pokręciłem głową czując jak nagle ciśnienie we mnie się podnosi. Cholera ten tajemniczy A.D. coraz bardziej mnie denerwuje. Naprawdę nawet nie domyślam się kto to może być, ale mam nadzieję, że szybko tego się dowiem a wtedy porozmawiam sobie szczerze z tym kimś o jego wszystkich wymuszonych artykułach

***

- O cześć Jay. Myślałem, że tylko ja postanowiłem przyjść wcześniej i popracować… Nie wiem czy wiesz ale pojawił się kolejny artykuł od A.D. – wiedząc wchodzącego do pokoju Chrisa uśmiechałem się do niego, ale słysząc jego ostatnie słowa przestałem się uśmiechać kiwając głową

- Niestety o tym wiem… Jak przyjdzie Ana to powie nam czy i ewentualnie jak na to odpowiedzieć, ale wydaje mi się, że najlepiej będzie jak to po prostu zignorujemy, bo jednak to tylko opinia autora a nie jakieś konkretne zarzuty… No i w ogóle obawiam się, że niestety trochę racji ma, bo jakby nie patrzeć Ian z łatwością znalazłby zastępczy suport, a jednak wymyślił ta trasę z nami i innymi, choć znam go i wiem, że gdyby nie chciał tego zrobić to by tego nie zrobił, ale jednak… – mówiąc nie odwróciłem wzroku od przyjaciela, który patrząc się na mnie pokiwał głową

- Ale jednak mamy u niego dług wdzięczności, który możemy spłacić robiąc najlepsze show na jakie nas stać a nawet jeszcze bardziej – dopowiedział natychmiast Heine, a ja pokiwałem głową zgadzając się z nim

- Dokładnie stary – rzuciłem jedynie i już chciałem powrócić do testu piosenki, ale słysząc dźwięk otwieranych drzwi zerknąłem na nie i widząc wchodzącego Izzyego lekko uśmiechnąłem się do niego kiwając głową

- Cześć wam. Dobrze, że jesteście obaj i to sami, bo mam do was cholernie ważną sprawę z cyklu sprawa życia i śmierci – słowa bruneta sprawiły, że odruchowo zerknąłem na Chrisa, który patrząc się na niego pokręcił głową

- Jeśli to ma związek z pogodzeniem się przez ciebie z Mel to możesz sobie darować stary. Skoro naważyłeś piwa to sam go wypij… No co? Myślałeś, że Bella mi nie powie co ty robisz po pracy w studiu? Oj Izzy naprawdę nic się nie zmieniłeś – z trudem powstrzymując śmiech lekko skinąłem głową zerkając na Punca, który piorunował wzrokiem blondyna

- Lizzy ja zgadzam się z Chrisem. Ja także nie chce się mieszać w wasze sprawy a w szczególności gdy uważam, że Mel ma rację, że jest na ciebie wściekła… Tak Izzy… Może i rozumiem to, że chcesz realizować swoją pasję to jednak nie musiałeś okłamywać jej i ukrywać prawdę… Swoją drogą to jesteś pewny, że chcesz to zrobić i ryzykować występowanie na scenie? – mówiąc nie przestałem patrzeć na Lizzyego, który przekręcając oczami pokręcił głową

- Chłopaki wiem, że źle postąpiłem, ale wiedziałem jaką to wywoła reakcje i przez to wolałem to ukrywać… Zrozumcie to… Kocham westring i po prostu nie chce zejść z maty jako pokonamy jak ostatnio… To jeden jedyny raz i tyle chłopaki. Zrobię wszystko by nie mieć kontuzji i wygrać… Przysięgam wam, że jestem w jeszcze lepszej formie jak wtedy i bardziej zdeterminowany a to już połowa sukcesu… No a tak wracając do pierwotnego tematu sprawy do której do was przyszedłem to widzicie Mel nadal jest na mnie trochę zła. Niby próbuje wszystkiego by ją udobruchać, ale jednak to trochę trwa i tak sobie pomyślałem, że może jak zaproszę ją na randkę to odmówi mi wymijając się od tego byleby nie pójść ze mną lecz gdy dowie się, że razem z nami pójdziecie wy z Anastasią i Bellą to zgodzi się, więc co wy na to by pójść na potrójną randkę, tzn. kino i tańce w klubie Jaya? – powiedział szybko Izzy, a ja choć na początku nie mogłem się powstrzymać przed przewróceniem oczami to jednak gdy skończył mówić zerknąłem na Chrisa, który pytajaco patrzył się na mnie

- No sam pomysł randki nie jest zły i faktycznie może warto by gdzieś wyskoczyć na chwilę przerwy od tej pracy, ale zapomnij Lizzy by ktokolwiek z nas bardziej ci pomógł w sprawie Melindy. Naważyłeś piwa to teraz sam je wypij – powiedziałem patrząc się na młodszego bruneta, który uśmiechając się pokiwał głową

- Naprawdę wam dziękuję i nie martw się o nic, bo ja już postaram się dobrze by Mel wybaczyła mi to – rzucił natychmiast Izzy, na co pokiwałem głową

- Izzy ty naprawdę zacznij zastanawiać się nad tym co robisz, bo postępując tak dalej jesteś na dobrej drodze by stracić Mel, a ona jest naprawdę wspaniałą dziewczyną i nie zasługuje na złamane serce… A teraz pójdę do Any by dowiedzieć się co z dzisiejszym wieczorem – nie dodając nic więcej szybko wstałem idąc do gabinetu dziewczyny. Korzystając, że drzwi były uchylone zajrzałem i widząc jak blondynka uśmiechając się wącha zostawione przeze mnie dwie róże samemu kąciki ust uniosły się. Sam nie wiem skąd ten pomysł mi wpadł i czemu to regularnie robię, ale widok przepięknego uśmiechu dziewczyny jest temu wart

- Cześć Ana. Mogę wejść czy może przeszkadzam? – pukając w końcu niepewnie wszedłem do pomieszczenia, gdzie Anastasia widząc mnie szerzej uśmiechnęła się gestem ręki dając mi znać bym wszedł do środka

- Cześć Jay. Wchodź i nie przeszkadzasz mi… Dziękuję ci za róże. To naprawdę miłe, choć nie musisz tego robić – widząc ponownie promienny uśmiech na ustach niebieskookiej sam uśmiechałem się kiwając głową

- Nie masz za co dziękować. Cała przyjemność po mojej stronie. Cieszę się, że sprawiam ci przyjemność – odpowiedziałem szybko na co blondynka nie przestając się uśmiechać pokręciła głową

- Dobra, dobra… Mów co cię do mnie sprowadza. Jeśli chodzi o kolejny artykuł od A.D. to wiem o nim, ale moim zdaniem będzie najlepiej jak to po prostu przemilczymy robiąc swoje – rzuciła szybko Ana, a ja patrząc się na nią pokiwałem głową

- Szczerze mówiąc nie przyszedłem do ciebie w sprawie artykułu, choć jeśli chcesz wiedzieć to ja mam takie samo zdanie, że nie powinniśmy na niego odpowiadać, bo to jest tylko opinia autora, która może i jest jednostronna to ma do tego prawo… A przyszedłem do ciebie z propozycją dzisiejszego wypadu do kina i do mego klubu razem z Izzym i Mel oraz Chrisem i Bellą o ile ona się zgodzi – mówiąc nie oderwałem wzroku od blondynki, która słysząc ostatnie słowa pokręciła głową

- Przepraszam bardzo, ale nie zamierzam przykładać ręki do prób Izzyego w pogodzeniu się z Mel. Niech sam wypija piwo, które naważył… Aczkolwiek w innym przypadku z przyjemnością pójdę z tobą do kina – nie mogąc powstrzymać na początku cichego chichotu pokiwałem głową

- Uwierz mi, że ja też nie zamierzam mu pomagać i Izzy ma tego świadomość,  a to jest zwykle wyjście do kina i klubu z przyjaciółmi, więc mam nadzieję, że jednak zgodzisz się – rzuciłem szybko patrząc się na Anastasie, która uśmiechając się pokiwała głową

- Anastasio… O cześć Jay… Ana jak już będziesz mogła to możesz do mnie przyjść, bo mam ważną sprawę do ciebie dotyczącą weekendu – słysząc pukanie do drzwi zerknąłem w tamtym kierunku i widząc Marka uśmiechnąłem się do niego

- Tak właściwie to powiedziałem już co chciałem, więc zostawię was samych byście mogli pogadać – powiedziałem zerkając na koniec na Anastasie, która pokręciła energicznie głową

- Jay proszę cię zostań… Czy jest coś do zrobienia w weekend, bo mam plany razem z Jayem, więc nie za bardzo będę miała czas – powiedziała szybko, a ja zerknąłem na Marka mając cichą nadzieję, że to co powie nie zmieni naszych planów wspólnej wyprawy do Nowego Orlenu

- Kurczę… Słuchajcie ja bardzo was przepraszam, że być może pokrzyżuje wam plany, ale… ciocia Veronici jest w szpitalu w ciężkim stanie i ona chce do niej lecieć do Denver, ale że nie chcemy ciągnąc ze sobą Kevina i Elsy ze sobą to pomyśleliśmy, że może mogłabyś z nimi zostać… Jesteś naszą ostatnią deską ratunku – powiedział szybko przyjaciel patrząc się na a to na mnie, a to na blondynkę, która patrząc się na swego ojca pokręciła głową, a ja cicho westchnąłem czując, że powinienem zareagować w właściwy sposób, co na pewno nie spodoba się niebieskookiej

- Mark mógłbyś zostawić nas na chwilę samych? Chciałbym pogadać o tym z Anastasią i potem pogadamy z tobą dając ci odpowiedź – rzuciłem natychmiast zerkając najpierw na Anę, która posyła mi piorunujące spojrzenie, a potem na Marka, który kiwając głową szybko wyszedł z pokoju

- Nawet nie próbuj Khan. Rozumiem sytuację, ale mamy plany na weekend i nie zamierzam ich zmieniać… – pomimo piorunów, które oczy blondynki ściskały we mnie lekko uśmiechnąłem się podchodząc do niej, gdzie od razu opuszkami palców przejechałam po jej policzku odsuwając na bok kosmyk jej blond włosów, po czym delikatnie musnąłem jej wargi swoimi

- Uwierz mi wojownicza księżniczko, że ja też nie chce zmienić naszych planów na romantyczny weekend, ale cóż sytuacja raczej tego wymaga… Pojedziemy do Nowego Orleanu kiedy tylko będziemy mogli, a w ten weekend oboje zajmiemy się twoim rodzeństwem. Wezmę ze sobą Rockyego to dzieciaki oszaleją i będziemy mieli ich z głowy na jakiś czas, a dodatkowo przygotuje jakieś inne atrakcje dla dzieciaków, a ty jedynie do nas dołączysz jak będziesz chciała, gdzie obiecuję przygotować dla ciebie osobne atrakcje wieczorno-nocne… No i jak chcesz to mogę wziąć na siebie gotowanie, co jak wiesz uwielbiam robić, więc jednym słowem mówiąc będzie  fajnie – niebieskooka patrząc się na mnie nie potrafiła ukryć unoszących się nieco kącików ust jednocześnie delikatnie pokręciła głową

- Szczerze mówiąc nie wiem co jest bardziej kuszące te wieczorno-nocne atrakcje, które specjalnie dla mnie wymyślisz czy może widok ciebie w fartuszku przy garach – nie powiem słowa blondynki sprawiły, że od razu cicho zaśmiałem się kiwając głową

- No cóż pewnie bardziej dla ciebie kuszące byłoby gdybym gotował mając na sobie tylko fartuch, ale obawiam się, że to mogłoby mieć fatalny wpływ na psychikę Kevina czy Elsy gdyby któreś przyłapałoby mnie na tym – tym razem to Ana zaśmiała się, a ja słysząc jej śmiech szerzej uśmiechnąłem się, po czym nic nie mówiąc delikatnie pocałowałem ją, na co ona zaczęła oddawać pocałunek z większą namiętnością

***

- No proszę. Kto by się spodziewał, że tak się pokłócili a jednak gruchają do siebie że aż ogień leci – słysząc słowa Chrisa machinalnie zerknęłam na parkiet, na którym nadal Izzy z Mel tańczyli, gdzie oboje nie wyglądali jakby nadal byli ze sobą pokłóceni a raczej jakby szykowali się do gry wstępnej

- Wiesz blondasie mówi się, że miłość jest ślepa... Jak się kogoś kocha to chce się widzieć tylko te dobre rzeczy u niego… Tak czy siak mam nadzieję, że Izzy zmądrzeje, bo jest o krok przekroczenia granicy wytrzymałości Mel – powiedziała Anastasia a ja kiwając głową patrzyłem się na nią i nie umknęło mi to, że na początku Bell spiorunowała przyjaciółkę wzrokiem, a potem pokiwała głową

- Też mam taką nadzieję, ale zobaczymy jak będzie, bo znając Lizzyego wszystko może się zdarzyć… A tak w ogóle to wie ktoś z was z kim Punc będzie walczył? Ma jakieś szanse wygrać? – odezwała się po krótkiej chwili brunetka, na co pokręciłem głową

- Ja się tak wstępnie orientowałem i szczerze mówiąc wymiarowo są podobni do siebie, ale jak będzie to się okaże, bo jakby nie patrzeć to nieprzewidywalny sport i wszystko może się zdarzyć – biorąc łyk piwa od razu pokiwałem głową na słowa Chrisa zgadzając się z nim

- Miejmy nadzieję, że będzie dobrze i nie skończy się to jakąś kontuzją… A tak swoją drogą to idziemy na walkę wszyscy czy losujemy reprezentantów? – powiedziałem patrząc się na przyjaciół, którzy wzruszyli ramionami

- Mi tam wszystko jedno, bo i tak planuje pójść tam jako pierwsza pomoc medyczna, która zapewne będzie potrzebna – rzucił od razu Richie, a ja czując biegnący przez moje ciało nieprzyjemny dreszcz pokręciłem głową licząc, że jego słowa nie będą miały odzwierciedlenia

- Richie błagam cię nawet tak nie myśl i nie mów, dobrze? Trzymamy się tego, że wszystko się uda i będzie dobrze, ok? A co do pójścia na tą przeklętą walkę to nie wiem jak Ana, ale ja wbrew sobie pójdę by być wsparciem dla Mel, która zapewne pójdzie na nią… A teraz ja was wszystkich przeproszę, ale idę na parkiet. Idziesz blondasku ze mną? – Bella nie dodając nic więcej szybko wstała a Heine również wstał i obejmując brunetkę w tali poszli razem na parkiet, na co nie mogłem powstrzymać unoszących się kącików ust. Gdy tylko poczułem lekkie szturchnięcie w ramię zerknąłem na Anę, która uśmiechać się gestem głowy wskazała na Richiego i Grega, a ja kiwając głową wyjąłem z kieszeni spodni kopertę

- Chłopaki mamy sprawę do was, a mianowicie mieliśmy lecieć na weekend do Nowego Orlenu, ale niestety musieliśmy zmienić te plany, a że szkoda byłoby zmarnować biletów i rezerwacji to pomyśleliśmy, że może wy byście chcieli polecieć na taki romantyczny wypad we dwoje – zaczynając mówić spojrzałem się na Stringów, którzy słysząc moje słowa spojrzeli na siebie szokowani, gdzie Richie kiedy wziął ode mnie kopertę i sprawdził jej zawartość pokręcił głową z niedowierzaniem

- Słuchajcie to bardzo miłe, że o nas pomyśleliście, ale nie możemy przyjąć od was takiego prezentu… – zaczął mówić blondas, a ja piorunując go wzrokiem pokręciłem głową

- Nie ma blondasie żadnego ale, ani nie myślcie sobie, że oddacie nam kasę, rozumiesz? Pracą też martwić się nie musicie, bo gadałam z ojcem i o wszystkim wie, przez co macie jechać i dobrze się bawić – słysząc słowa Anastasi pokiwałem głową zerkając na chłopków, którzy uśmiechając się pokiwali głowami

- Naprawdę wam dziękujemy i nie mam pojęcia jak możemy się wam odwdzięczyć… Aczkolwiek zanim powiemy czy przyjmujemy te bilety to blondas najpierw sprawdzi czy ma wtedy dyżur w szpitalu – Richie kiwając głową szybko sięgnął po telefon coś na nim klikając

- No kochanie mamy szczęście. Jedziemy na weekendowy wypad i nie wiem jak ty, ale ja już się bardzo cieszę na to – szeroko uśmiechnięty Richie spojrzał się na swojego chłopaka, który również uśmiechając się pocałował go.

- Jay… Ja bardzo cię przepraszam, ale… Jak sam wiesz Stefana nie ma, a Thomas ledwo sobie radzi z tym tłumem, a że Sam siedzi nad papierkową robotą to może jako jedyny mający predyspozycje barmańskie mógłbyś mu pomóc? – ni stąd ni zowąd obok naszej loży pojawiła się Joanna, która zaczynając mówić przepraszająco-błagalnie patrzyła się na mnie gestem głowy wskazując na bar, przy którym jak zauważyłem kątem oka był niezły tłum, przez co cicho westchnąłem kiwając głową

- Przepraszam was, ale jak widzicie obowiązki czekają… Do zobaczenia później - nie dodając nic więcej szybko wstałem idąc do baru, gdzie od razu wszedłem za bar zerkając na Sama, który szybko nalewając piwa rzucił mi przepraszająco-wdzięczne spojrzenie

- Sam następnym razem nie bądź Samem samosią, który wszystko zrobi sam, ok? - widząc jak przyjaciel kiwa głową szybko wiążąc w pasie fartuch  zabrałem się do pracy pytając się pierwszą stojącą w zasięgu wzroku osobę co mu zrobić jej do picia a zaraz potem szykując odpowiedni drink

- Przystojniaczku mogę prosić o drinka – słysząc znajomy głos zerknąłem w tamtym kierunku i widząc promienno-uwodzicielsko uśmiechająca się do mnie Anastasię sam uśmiechnąłem się podchodząc do niej,  gdzie mimowolnie kciukiem przejechałam po dolnej wardze, którą akurat przygryzała

- Ależ oczywiście, że tak, tylko proszę mi powiedzieć czy ślicznotka ma chęć na jakieś konkretny czy wszystko jedno – rzuciłem od razu nie odwracając wzroku od brunetki, która nadal uśmiechając się wzruszyłam ramionami

- Zaskocz mnie bruneciku – nie marnując ani sekundy szybko zacząłem przygotowywać drinkach dla kobiety, gdzie raz na jakiś czas zerkałem na nią nie mogąc powstrzymać uśmiechu na buzi i ledwo powstrzymując się przed podejściem do niej by wbić się w jej słodkie usta, które teraz układały się w promienno-uwodzicielski uśmiech

- Proszę bardzo… A teraz poproszę o napiwek – stawiając przed Anną kieliszek wskazałem palcem wskazującym na policzek, na co ona przekręcając oczami nachyliła się by mnie pocałować a ja w ostatniej chwili odkręciłem głowę tak, że jej słodkie usta dotknęły moich warg i natychmiast pogłębiłem pocałunek

- Wiesz co przystojniaczku… W tym fartuszku tak ci do twarzy, że zastanawiam się, że może naprawdę powinnam wreszcie wykorzystać kolejne swoje życzenie z wygranej i poprosić byś przez jakiś czas chodził po domu mając tylko to na sobie – ciche słowa ciemnookiej sprawiły, że mimowolnie zaśmiałem się muskając jej wargi

- Jako honorowy mężczyzna nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć, że twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, ale musimy poczekać na odpowiedni moment… A teraz bardzo się przepraszam, ale muszę wrócić do pracy… – jeszcze raz szybko całując usta Anny, po czym wróciłem do pracy i choć zająłem się przygotowywaniem kolejnego drinka to jednak kątem oka zerkałem na nadal siedząca przy barze Anastasie. Nie chcę po raz kolejny analizować tego co w niej jest, że mnie ciągnie do niej, ale wiem, że jeszcze przy żadnej kobiecie tak się nie czułem i jeszcze żadna nie sprawiła, że na samą myśl o niej traciłem wszelkie myśli

1 komentarz:

Nita pisze...

Przepraszam że dopiero teraz kochana komentuje .

Rozdział jak zawsze BOMBA!!!! Wiesz jak poprawić mi humor <3

Kurcze Jay jest tak mega zakochany w Ann bo to już nie jest zauroczenie tylko widać po jego zachowaniu że ją kocha... tak bardzo mi się to podoba że aż boje się że coś się spierdoli...a coś czuję że A.D wszystko spieprzy :( :(

Oczywiście moje serce jest oddane Chrisowi i Bell i ogromnie cieszy mnie to że ich związek też coraz lepiej prosperuje <3

No i naszemu szalonemu Izzkowi znowu się upiekło :D Oby wygrał walkę i oby obyło się bez kontuzji!

Ehh trochę szkoda tego romantycznego weekendu, ale w sumie pilnowanie dzieciaków też może być ciekawe :D:D

Z niecierpliwością czekam na kolejny!
Buziaki ;*****