niedziela, 18 lipca 2021

41 rozdział

 Narracja Anastasii

Słysząc dzwonek komórki budząc się niechętnie otworzyłam oczy sięgając po nią po omacku i widząc, że to połączenie wideo od Iana przekręcając oczami nacisnęłam na zielony przycisk starając się przy tym powstrzymać wielką chęć nawrzeszczenia na przyjaciela za to, że mnie obudził o tak nie ludzkiej porze.

- Sto lat, sto lat, sto lat, sto lat niech nam żyje nam… Hej… Sto lat, sto lat, sto lat, sto lat niech nam żyje nam… Hej… Niech żyje nam… Niech żyje... Niech żyje nam… W zdrowiu, szczęściu, pomyślności niech nam żyje nam… A kto? Nasza Ana… – śpiew i widok przyjaciół sprawił, że nie potrafiłam powstrzymać szeroko unoszących się kącików ust

- Hej wam… Bardzo dziękuję… Nawet nie wiecie jak fajnie jest was widzieć… Przepraszam za mój wygląd i strój, ale właśnie mnie obudziliście… Matti nie wiem czy zdążyłeś przeczytać moje życzenia, więc jakby co jeszcze raz życzę ci wszystkiego najlepszego mój kochany bliźniaku. Żałuję, że znów nic nie wyszło z naszych planów wspólnej imprezy urodzinowej – zaczynając mówić szybko podniosłam się do pozycji siedzącej, gdzie słysząc śmiech przyjaciół jeszcze szerzej uśmiechnęłam się gdzie zatrzymałam wzrok na Mattim, który uśmiechając się pokiwał głową

- Kochana nie przepraszaj nas za swój strój, bo właśnie o to chodziło. Chcieliśmy jako pierwsi złożyć ci życzenia… – zaczął mówić Ian na co pokiwałam głową

- No właśnie kochana. Dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności… – przerwał natychmiast przyjacielowi Roger, na co ten spiorunował go wzrokiem, a ja cicho się zaśmiałam 

- Spełnienia najskrytszych marzeń, samych sukcesów w życiu zawodowym… – szybko dodał swoje trzy grosze szeroko uśmiechnięty Matteo, a widząc jak Ian przekręca oczami szerzej się uśmiechnęłam nie wierząc, że to nie było ustalone

- A także w sprawach sercowych – dorzuciła szybko uśmiechnięta Elena puszczając mi oczko, na co od razu zaśmiałam się, a widząc jak Ian unosząc brew do góry patrzy się pytająco na mnie i na swoją narzeczoną 

- Wiecie co? Więcej już z wami czegoś takiego nie zrobię. Nie dość, że przerywają człowiekowi to nie dają mu dojść do głosu… No a tak wracając do właściwego tematu to oczywiście przyłączam się do życzeń i od siebie dodam to, że życzę ci by codzienne na twojej angielskiej twarzy gościł uśmiech… Co do ewentualnej wspólnej imprezy urodzinowej to cóż w tym roku się nie udało, więc może za rok się uda, ale tak czy siak odbijemy to sobie jak z resztą będziesz w Niemczech… A tak w ogóle to czy dobrze wnioskuję, że jest coś czego ja nie wiem a wy wiecie? – ostatnie słowa przyjaciela sprawiły, że przekręciłam oczami nie mogąc jednak powstrzymać lekko unoszących się kącików ust 

- To już pozostanie między nami Ian i w ogóle to naprawdę bardzo wam dziękuję kochani za życzenia. A teraz opowiadajcie szybko co tam u was słychać – powiedziałam natychmiast patrząc się na przyjaciela, który pokręcił głową 

- Może ja zacznę od tego kochana, że bardzo dziękuję ci za życzenia, bo je przeczytałem  i są cudowne… A co słychać u nas? To zależy gdzie ucho przystawić kochana… Łączymy karierę zespołową z karierami solowymi oraz z życiem prywatnym i chyba jak nie mam każdy z nas ledwo już zibi, ale ja nie narzekam. Dobrze jest jak jest... Boże na śmierć bym zapomniał, że masz pozdrowienia i ucałowania od Domenica – powiedział Matti, na co szerzej uśmiechając się pokiwałam głową

- U mnie też wszystko w porządku, choć jedynie na co mogę narzekać to brak czasu… Najważniejsze, że dzieciaki zdrowo rosną co chwilę wystawiając nasze nerwy na ciężkie próby – słysząc słowa Rogera od razu cicho się zaśmiałam domyślając się, że przy trójce dzieci to ma z Emmą nie małe urwanie głowy

- Kochana ty tak to nie zmieniaj tematu, bo to tylko dowodzi, że jednak coś jest na rzeczy… Domyślam się o kogo może chodzić, ale wiem, że to nie odpowiedni czas na taką rozmowę, więc pogadamy o tym jak się spotkamy… A no właśnie mów kochana co tam słychać za wielką wodą. Jak idą prace nad płytą i nad waszym występem u mnie? Widzieliśmy wasze koncerty, które transmitowałyście na żywo i powiem ci kochana, że chłopaki naprawdę dają radę, a same występy są nawet fajne choć szkoda, że nie możecie liczyć na wielkie grono fanów, ale jak tylko przyjedziecie do Niemiec to od razu przygotujcie się na wielki bum ze strony fanów, bo naprawdę po wydaniu przez chłopaków solowych singli oraz zespołowego to wszyscy tutaj dosłownie oszaleli na waszym punkcie, gdzie nie wspomnę o tym co się dzieje teraz gdy wydałaś z Jayem singla… A propos tego to chciałbym cię lojalnie uprzedzić, że na naszym koncercie oczywiście będziecie musieli ją zaśpiewać i tak sobie pomyślałem, że może tak przy okazji zaprezentujecie wspólnie jeszcze coś innego, np. coś z Dirty dancing czy Glee – ostatnie słowa przyjaciela sprawiły, że niemalże natychmiast spiorunował go wzrokiem żałując, że nie jest obok bym mogła choć szturchnąć go

- Kochany nie przeginaj dobrze? To, że raz się zgodziłam to nie znaczy, że za każdym razem będę się zgadzała i będę szła tą drogą, bo to mój drogi był jedno singlowy wyskok. Rozumiesz?… No a tak odnośnie chłopaków to dziękuję w ich imieniu i obiecuję im przekazać wasze słowa oraz to, że w Niemczech robią furorę. Obecnie intensywnie pracują nad nowymi piosenkami i urozmaicaniem swoich występów by były jeszcze lepsze. Natomiast w kwestii naszych występów u ciebie na koncercie to można by rzecz, że wszystko jest już dopinane na ostatnie guziki, gdzie chłopaki już nie mogą doczekać sie tych występów… – powiedziałam patrząc się na patrząc się na przyjaciół, którzy słysząc moje początkowe słowa pokręcili głowami, a na końcu uśmiechnęli się szeroko 

- Naprawdę ktoś powinien cię porządnie przełożyć przez kolana i sprać te twoje cztery litery by w ten sposób wlać ci trochę oleju do głowy, ale tym zajmujemy się jak przylecisz – rzucił od razu Matteo, na co przekręcając oczami pokręciłam głową

- Kochana nie kręć głową i nie przekręcaj swoimi oczkami, bo oni mówią prawdę. Jak tylko przylecisz z chłopakami do Niemiec to bądź przygotowana na to, że zabiorę cię do studia i razem nagramy ta piosenkę, którą mi przesłałaś, bo czuć w niej ciebie oraz twoje uczucia przez co to jest nawet nakazane byś to ty ją zaśpiewała i nagrała, ale skoro mi go dałaś to z przyjemnością nagram tą piosenkę razem z tobą. No i chyba nie muszę mówić, że nie przyjmuje żadnej odnowy – dodała szybko Elena uśmiechając się przyjaźnie, a ja próbując nie spiorunować ją spojrzeniem pokręciłam głową 

- Wiecie co? Jesteście OKROPNI i NIE MOŻLIWI… Naprawdę jeszcze jedno słowo od kogoś z was odnośnie mego śpiewania a nie tylko przestanę się do was odzywać co zaszyję się tak, że mnie nie znajdziecie i wcale nie żartuje – rzuciłam ostro patrząc się na przyjaciół, którzy albo pokręcili głowami lub przekręcili oczami

- Dobra na razie koniec tematu, ale wrócimy do niego w odpowiednim czasie kochana… Powiedz lepiej jakie masz plany na dzisiejszy dzień, bo domyślam się, że zapewne szykuje się jakaś szalona impreza – słysząc słowa Iana lekko uśmiechając się pokręciła głową

- No niestety nie mam jakiś szalonych planów przez napięty grafik, ale planuje przynajmniej zaprosić wszystkich do klubu na jakiegoś drinka i tańce… A wy zapewne szykujecie jakąś imprezkę, skoro jesteście w takim gronie – odpowiedziałam od razu na co przyjaciele pokiwali głowami cicho się śmiejąc

- No wyobraź sobie, że też niestety nie mamy jak hucznie świętować urodzin Matteo, bo właśnie szykujemy się do koncertu, więc jak się spotkamy to wtedy urządzimy wielką imprezkę – mimowolnie słysząc słowa bruneta cicho się zaśmiałam 

- Trzymam cię za słowo kochany i powodzenia... Dobra nie zatrzymuje już was, bo pewnie się już spieszycie… Jak będziesz Ian miał już jakiś wstępny scenariusz naszego koncertu to prześlij mi od razu – powiedziałam patrząc się na koniec na Iana, który uśmiechając się pokiwał głową

- Szczerze mówiąc wstępny scenariusz już mam napisany, więc jak tylko go jeszcze raz przejrzę tak dla pewności to go wyślę ci i Belli… A teraz mówimy do usłyszenia, bo wołają nas na próbę i jeszcze raz wszystkiego najlepszego kochana – nim zdążyłam coś powiedzieć zobaczyłam na czarne tło, przez co szybko blokując komórkę chciałam ją odłożyć na szafkę nocną, ale widząc na niej zakrytą filiżankę jak nie mam z kawą oraz małym bukietem kwiatów szerzej się uśmiechnęłam i odkładając na bok telefon sięgnęłam bo leżąca przy wazonie kartkę

- Wszystkiego najlepszego nasza kochana solenizantko. Musieliśmy wcześniej wyjść, więc jedziesz dziś sama do pracy. Na stole zostawiliśmy ci kawę, a w kuchni, tzn. w lodówce jak chcesz masz sałatkę. Do zobaczenia. Całusy. Rich i Greg – czytając wiadomość od blondyna szerzej uśmiechnęłam się i nim zdążyłam sięgnąć po kawę komórka znów wydała z siebie krótki dźwięk, więc sięgnęłam po nią i widząc, że to wiadomość od ojca marszcząc nieco brwi szybko otworzyłam ją

- Wszystkiego najlepszego córeczko. Życzę ci spełnienia najskrytszych marzeń i dużo zdrowia, szczęścia. Jak się zobaczymy to złoże ci osobiście jeszcze raz życzenia. Zamiast do studia przyjedź do hotelu Flower Phov. Tam dowiesz się co i jak. Do zobaczenia. Kocham cię. Tata – czytając po cichu wiadomość pokręciłam lekko głową z niedowierzaniem, że ojciec w ogóle pamiętał o moich urodzinach. Szybko wychodząc z szoku odpisałam mu, że dziękuję za życzenia i czy powinnam znać jakieś szczegóły tej nagłej zmiany dzisiejszych planów, po czym widząc, że mam jeszcze chwilę czasu zanim zadzwoni budzik szybko napisałam do Melindy życzenia urodzinowe wraz zapytaniem czy ma już jakieś plany urodzinowe czy miałaby dziś lub weekend czas by wyskoczyć do klubu by świętować nasze święto

***

- O cześć Mel… Nie spodziewałam się, że już teraz się zobaczymy… Jeszcze raz wszystkiego najlepszego kochana. Mam dla ciebie prezent, ale jest w aucie, więc dam ci później – nie powiem widząc przy wejściu do hotelu Melindę szerzej uśmiechnęłam się, gdzie od razu zaczynając mówić przytuliłam się do mulatki całując ją w policzek na przywitanie. 

- Cześć współsolenizantko… Ja także jeszcze raz życzę ci wszystkiego najlepszego i także mam coś dla ciebie, ale z wiadomych względów również dam ci później… A co do mojej obecności tutaj to powiem ci szczerze, że również się ciebie nie spodziewałam się ciebie tu zobaczyć, bo jak wczoraj Izz dosłownie rygorystycznie bez podawania szczegółów kazał mi wziąć wolne w pracy i tu przyjechać byłam przekonana, że coś szykuje dla mnie dlatego rano napisałam ci, że później odpisze ci w sprawie ewentualnego wyjścia do klubu, lecz teraz to jestem w nie małym szoku i nie wiem co o tym myśleć – patrząc się na uśmiechniętą mulatkę pokiwałam głową zastanawiając się o co tu chodzi

- Witam kochane solenizantki… Tak przeczuwałam, że zobaczę się tu z wami obiema… Kochane wszystkiego najlepszego.  Dużo zdrowia, szczęścia i wiele cierpliwości do pewnych dwóch brunetów –  podchodząca do nas szeroko uśmiechnięta Bella od razu podeszła do każdej i witając się z nami pocałunkami w policzek dała nam małe torebki, gdzie gdy tylko usłyszałam ostatnie je słowa pomimo uśmiechu na buzi nieco spiorunowałam ją wzrokiem 

- Bardzo dziękujemy – powiedziałam jednocześnie z Mel, na co ona szeroko uśmiechnęła się kiwając głową

- Wiesz może gdzie są chłopaki i co my tu konkretnie robimy? Bo nigdzie ich tu nie widzę a dodatkowo Izzy nie odbiera moich połączeń ani nie odpisuje na moje wiadomości – brunetka słysząc słowa mulatki od razu zmarszczyła brwi pytająco na nas spoglądając 

- Naprawdę ich tu nie ma? Dziwne. Tata rano powiedział mi, że mam tu przyjechać i, że na miejscu dowiem się co i jak – powiedziała od razu Is na co od razu spojrzałam się na nią podejrzliwie sama nie wiedząc czy aby na pewno nic nie wie 

- Wiem, że to dziwne, ale mówię prawdę… Chociaż…Czułam, że jednak coś kombinują… W tamtym tygodniu jak spytałam się naszych ojców i Jaya z Izzym czy coś zorganizujemy w ramach waszych urodzin, to tata od razu zgasił mój entuzjazm mówiąc, że mamy dużo pracy by myśleć o imprezach, więc nie poruszałam więcej tego tematu, choć nie powiem trudno było mi uwierzyć, że tak po prostu chcą olać wasze urodziny… Zresztą chyba nie ma co tu gdybać tylko chodźmy do środka bo tam na pewno dowiemy się co jest grane – przekręcając oczami pokręciłam głową, ale nic nie mówiąc weszłam za dziewczynami do środka hotelu zastanawiając się do kogo by tu podejść by spytać się co tu jest grane 

- Dzień dobry. Właśnie miałam do pań podchodzić. Jestem Marie i zanim panie zaprowadzę we właściwe miejsce to mam tu coś dla pań. Proszę to przeczytać i zaraz wrócę do pań – ni stąd ni zowąd przed nami pojawiła się szeroko uśmiechnięta blondynka i gdy tylko podała Belli kopertę odeszła na bok zostawiając nas w kompletnym osłupieniu 

- Nasze kochane dziewczynki. W ramach prezentu urodzinowego i podziękowań za waszą jakże cenno-trudną pracę ufundowaliśmy wam dzień w spa. Bawcie się dobrze i do zobaczenia wieczorem. Wasi kochani chłopacy – nie mogąc powstrzymać lekko unoszących się kącików ust niepewnie kiwając głową zerknęłam na dziewczyny, które również wyraźnie szokowane uśmiechały się 

- No szczerze mówiąc nie spodziewałam się czegoś takiego od nich, ale to naprawdę fajny prezent urodzinowy, choć nie powiem znając zaborczość Izzyego to możemy tylko pomarzyć by w ramach relaksu i dobrej zabawy zaszyć oko na jakiś przystojniakach nie wspominając już o robieniu masażu przez takiego przystojniaka – niemalże natychmiast z Bellą zaczęłyśmy głośno się śmiać, na co mulatka pomimo uśmiechu na buzi nieco spiorunowała nas spojrzeniem 

- Kochana ja tam nie chce cię dołować, ale to, że ty masz oficjalnie chłopaka to nie znaczy, że my nie będziemy mieć tego szczęścia i jakiś przystojniak zrobi nam masaż – powiedziała szybko Is patrząc się na Mel, która pokręciła głową, a ja nią pokiwałam

- Obie jesteście ślepe jeśli nie widzicie jak Jay z Chrisem na was patrzą przez co mogę się założyć, że obaj z radością przystali na jakże genialny pomysł by zajmowały się nami tylko kobiety – wiedząc idącą ku nam Marie pokręciłam głową nie wierząc, że chłopaki mogliby aż tak się posunąć w tym swoim planie 

***

- Wiecie co? Chłopaki naprawdę się postarali z tym prezentem dla nas  i nie miałabym nic przeciwko by regularnie właśnie tak dziękowali nam za pomoc… Powinnyśmy przynajmniej raz w miesiącu tu przychodzić by powtórzyć te wszystkie zabiegi – powiedziała Bella na co spoglądając na nią przez ramię Stelli, która właśnie robiła mi manicure cicho zaśmiałam się kiwając głową

- Zgadzam się z tobą Bells i oficjalnie zarządzam to, że regularnie raz w miesiącu robimy sobie babski dzień, a chłopaki niech tylko spróbują później narzekać, że ich portfele uszczupliły się trochę… – słysząc słowa Mel od razu razem z Is głośno zaśmiałyśmy się przy jednoczesnym kiwaniem głową

- Swoją drogą Ann tak bardzo broniłaś się na początku przed pracą z chłopakami, ale chyba jednak nie jest aż tak źle, co?  Przyznaj, że miałam rację mówiąc, że to będzie nasza najlepsza praca – dostrzegając szeroki uśmiech na twarzy brunetki przekręciłam oczami nie mogąc powstrzymać lekko unoszących się kącików ust 

- No źle nie jest kochana i miałaś nieco racji, bo nawet jest fajnie, a czemu się broniłam przed pracą z chłopakami to sama doskonale o tym wiesz Is – ciemnooka słysząc moje słowa od razu się zaśmiała

- No ba. Oczywiście, że wiem i chyba jednak powinnam zagrać w jakieś loterii skoro miałam rację, że praca z chłopakami ci się spodoba i zaiskrzy pomiędzy tobą a jednym z powodów twoich oporów przed pracą w wytwórni… Kochana twój wzrok mnie nie zabije, więc sobie daruj, bo sama wiesz, że mówię prawdę... A tak na poważnie to może pomówmy o tym pierwszym i najważniejszym powodzie twojej niechęci pracy z chłopakami. Nadal nie pogadałaś i nie chcesz gadać z swoim ojcem? – słysząc słowa przyjaciółki na początku spiorunowałam ją spojrzeniem, a pod koniec jej wypowiedzi pokiwałam głową

- Jest jak jest Bells i nie chce o tym gadać – rzuciłam jedynie starając się zachować wszelką obojętność. Przyjaciółka słysząc moje słowa smutno pokiwała głową 

- Jasne. Zrobisz jak będziesz uważała, ale przemyśl to jeszcze, bo może jednak warto wreszcie wyrzucić z serca, duszy czy też z wątroby to co najbardziej ciąży i jest bolesne by przestać to dusić w sobie oraz rozpocząć nowy rozdział – blado się uśmiechając kiwnęłam głową dobrze wiedząc, że może i ma ona rację, ale jednak nie wiem czy taka rozmowa rzeczywiście miałaby głębszy sens 

- Wiesz Anna ja wiem jaki potrafi być zdradziecki czas, więc naprawdę przemyśl to póki masz taką możliwość, bo potem może być już za późno i będziesz żałowała – dodała szybko mulatka i już miałam coś powiedzieć, ale widząc podchodzącą do nas Marie zrezygnowałam spoglądając na nią 

- Dziewczyny wyglądacie szałowo… Wasi przystojniacy padną jak was zobaczą… Jak już skończycie i pójdziecie do szatni to tam czeka coś na każdą z was… Swoją drogą to nawet trochę wam zazdroszczę, bo ja to mogę pomarzyć by mój chłopak zrobił mi aż taką wielką niespodziankę, ale cóż i tak go kocham – słowa blondynki sprawiły, że mimowolnie tak jak pozostałe dziewczyny cicho zaśmiałam się 

- Faceci to niestety małe dzieci i trzeba im niestety mówić wprost to czego się chce, bo w przeciwnym razie nie domyślają się czego byśmy chcieli i nie pomagają nawet zakamuflowane znaki dymne – rzuciła szybko Melinda, na co znów zaśmiałyśmy się 

- Oj co prawda to prawda… Dobra dziewczyny ja zmykam do kolejnej klientki, więc mówię do zobaczenia – uśmiechnięta kiwając głową jednoczenie z pozostałymi dziewczynami powiedziałam do zobaczenia. Gdy tylko kosmetyczki skończyły nam robić manicure od razu poszłyśmy do szatni, gdzie natychmiast w oczy rzuciły się nam wiszące na trzech szafkach należących na nas trzy czarne pokrowce, a pod nimi na podłodze pudełko od butów a na nich koperta 

- Uszczypnijcie mnie, bo nie wierzę… Nie dość, że oni ufundowali nam dzień spa to jeszcze kupili nam stroje i to jak widzę nie byle jakie a raczej nie byle skąd – spoglądając na szokowano-uśmiechniętą Belle wskazującą na widoczne na pokrowcu logo sama nieco uśmiechnęłam się kiwając głową i nic nie mówiąc otworzyłam swój pokrowiec, gdzie od razu zamarłam widząc przepiękną srebrną sukienkę, która zawiązywała się na szyi i na pierwszy rzut miałam wrażenie, że raczej ledwo sięgała do kolan

- Wiecie co? Szkoda, że Shakespear już nie żyje, bo miałabym dla niego idealny tekst do ewentualnej drugiej części Hamleta, a mianowicie udusić ukochanego za to, że wybrał właśnie taką kieckę czy zacałować go na śmierć za te wszystkie niespodzianki? Oto jest pytanie – słysząc słowa mulatki cicho się śmiejąc spojrzałam się na nią i widząc jak przykłada do siebie czerwoną sukienkę, która jak mi się wydawało na pierwszy rzut oka zdecydowanie więcej odkrywała niż zakrywała razem z Bellą głośniej zaśmiałyśmy się kręcąc głowami. No tak, po Izzym można było spodziewać się takiej akcji. 

- No cóż kochana. Sukienka nawet ładna i znając Izzyego przy jej wyborze raczej kierował się tym by jak najszybciej oraz jak najłatwiej się jej pozbyć… Dobra zobaczmy co dalej przyszykowali dla nas chłopacy – rzuciła Is biorąc z pudełka swoją kopertę, a ja wzięłam swoją szybko ją otwierając

- Moja przepiękna księżniczko. Mam nadzieję, że niespodzianka się udała i jak dotąd dobrze się bawisz mając cały czas szeroki uśmiech na twarzy. Chcąc podtrzymać twój dobry humor i jeszcze huczniej świętować twoje urodziny zapraszam cię na najlepszą imprezę w twoim życiu do najlepszego klubu w Nowym Jorku. Czekam z niecierpliwością. Całusy. Jay – nie mogąc powstrzymać unoszących się kącików ust pokręciłam głową z lekkim niedowierzaniem, bo w życiu bym się czegoś takiego nie spodziewałam, choć nie powiem to naprawdę miłe 

***

- Czy tylko nie się wydaje to dziwnie, że jest tu jakoś za cicho? – spoglądając na mówiącą Mel wzruszyłam ramionami podchodząc do wejścia do klubu Jaya, gdzie od razu widząc na drzwiach kartkę, że dziś klub zamknięty cicho się zaśmiałam kręcąc głową. Szczerze mówiąc od początku przeczytania listu od Jaya przeczuwałam, że może specjalnie dla nas zamknąć klub 

- Masz już Mel odpowiedź na swoje pytanie… Co jak co, ale chłopaki jak już coś robią to robią to z pełnym zaangażowaniem bez pół środków… Dobra dziewczyny gotowe za kolejne atrakcje?… Wchodzimy – powiedziała szybko Bella spoglądając na koniec na każdą z nas, po czym powoli otworzyła drzwi, a ja nie mogłam powstrzymać unoszących się lekko kącików ust

- NIESPODZIANKA – gdy tylko przekroczyliśmy próg klubu światła natychmiast zapaliły się światła jednocześnie usłyszałyśmy chóralny krzyk niespodzianka, co sprawiło, że kąciki moich ust szerzej uniosły się 

- Mama, Mia? Boże nie wierzę… Izzy zabije cię jak Boga kocham – słysząc głos mulatki mimowolnie zaśmiałam się nie mogąc oderwać wzroku od podchodzącego do mnie ojca i Veronicę

- Wszystkiego najlepszego córeczko... Oboje życzymy ci dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności… – zaczął mówić ojciec, na co starając się nadal zachować uśmiech a twarzy skinęłam głową

 - A także spełnienia marzeń oraz uśmiechu na co dzień… A to taki skromny prezent od nas. Mam nadzieję, że spodoba się tobie – dopowiedziała szybko Vera, na co spoglądając na nią pokiwałam głową biorąc od niej torebkę, a od ojca bukiet kwiatów

- Bardzo wam dziękuję. To miłe, choć naprawdę nie musieliście… – zaczęłam mówić, ale przerwałam czując jak Elisa przytula się do mnie 

- Wszystkiego najlepszego Ana… To dla ciebie... Podoba ci sie? – kucając pocałowałam małą w głowę biorąc od niej laurkę

- Szczerze? To jest najpiękniejszy prezent jaki dostałam… Jest przepiękna… O dziękuję Kevin… – praktycznie od razu obok nas pojawił się mój brat, który mówiąc szybko wszystkiego najlepszego podał mi kwiaty, które ledwo wzięłam 

- Daj. Pomogę ci. Mam nadzieję, że Jay przygotował dużo wazonów czy słoików – Bella puszczając mi oko wzięła ode mnie kwiaty, a ja uśmiechając się do niej powoli wstałam 

- Jeszcze raz w swoim imieniu i jak przypuszczam w imieniu Melindy bardzo dziękujemy… Żadna z nas nie spodziewała się takich niespodzianek od was – powiedziałam patrząc się najpierw na przyjaciół, a potem na uśmiechniętą mulatkę, którą obejmował ramieniem Izzy a ona przytulała do siebie jak nie mam swoją siostrę 

- Dokładnie. Ana wprost wyjęła mi to z ust. Naprawdę bardzo wam dziękujemy za ten dzień pełen niespodzianek – powiedziała szybko Mel zerkając na Lizzyego, który uśmiechając się pocałował ją w czoło

- Nie macie dziewczyny za co wam dziękować. Wiedzieliśmy, że pomysł chłopaków wam się spodoba oraz, że to będzie najlepszy prezent urodzinowy i zarazem dziękujący was za to co do tej pory zrobiliście, bo prawda jest taka, że gdyby nie wy, to nawet nie chce o tym myśleć. No i nie w sposób tu nie wspomnieć o tym, że wyglądacie przepięknie – spoglądając na mówiącego wujka nie mogłam powstrzymać unoszących się kącików ust 

- Dobra dziewczyny zaraz zapewne każdy z nas będzie składał wam życzenia, ale zanim do tego dojdzie to… – zaczął mówić Jay, ale urywając zerknął na wejście na zaplecze jednocześnie wskazał ręką na drzwi, które po krótkiej chwili otworzyły się i z pomieszczenia wyszedł Richie ciągnąc przed sobą metalowy wózek na którym był duży czekoladowy tort, na którym paliły się dwie świeczki, jedna w kształcie balerinek, a druga w kształcie mikrofonu 

 - Happy Birthday to You. Happy Birthday to You. Happy Birthday Dear Ana and Mel. Happy Birthday to You – chóralny śpiew wszystkich sprawił, że nie mogąc powstrzymać szeroko unoszących się kącików ust powoli tak jak mulatka podeszłam do tortu 

- Dziewczyny pomyślcie sobie teraz życzenia i zdmuchnijcie świeczki – kiwając głową na słowa Richiego tak jak zawsze robię przy zdmuchiwaniu świeczek zamknęłam oczy wymawiając w myślach życzenie, a po chwili otwierając czy zerknęłam na Mel, która uśmiechając się do mnie skinęła głową, na co zrobiłam to samo, po czym obie jednocześnie zdmuchnęliśmy świecki, które nas symbolizowały, na co pozostali zaczęli gwizdać i bić brawo 

***

- Mogę poprosić do tańca? – widząc jak uśmiech Richiego poszerza się powstrzymując się przed przekręceniem oczami zerknęłam na Jaya i kiwając głową podałam mu rękę idąc z nim na parkiet, gdzie on od razu delikatnie objął mnie bardziej przysuwając do siebie, a ja owinęłam ręce wokół jego szyi

- Nie wiem czy już ci to mówiłem, ale wyglądasz przepięknie Anastasio – słysząc słowa promiennie uśmiechniętego bruneta mimowolnie cicho zaśmiałam się kiwając głową

- Co prawda mówiłeś mi to dziś nie raz, ale dzięki. Jak to się mówi komplementów nigdy dość, a najwyżej po prostu popadnę w samozachwyt – tym razem to ciemnooki zaśmiał się, co sprawiło, że szerzej się uśmiechnęłam

- A już zupełnie poważnie to naprawdę bardzo dziękuję ci za cały dzisiejszy dzień, za prezenty. Za wszystko… Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam tak udane urodziny – Tariq słysząc moje słowa szerzej uśmiechnął się kiwając głową 

- Naprawdę nie masz za co mi dziękować… Cieszę się, że niespodzianki w pełni się udały i, że trafiłem z rozmiarem, bo nie powiem obawiałem się czy trafię w twój gust oraz rozmiar... Szkoda tylko, że Mark z Mikem i Lis oraz Verą szybko się tak zmyli z imprezki, ale cóż… – próbując nie parsknać śmiechem mimowolnie przekręciłam oczami 

- Szczerze mówiąc ja to w ogóle jestem zdziwiona, że ojciec choć na chwilę się tu pojawił zważając na to, że bardzo często w dniu moich urodzin był mocno zajęty, a przynajmniej tak było aż do śmierci mamy – rzuciłam szybko, po czym nic więcej nie dodając mocniej przytulając się do bruneta położyłam głowę na jego ramieniu starając się nie zagłębiać w wspomnienie gdy już jako dziecko zrozumiałam co tak dla taty najbardziej się liczy kiedy to ja czekałam aż tata wróci do domu bym mogła mu podziękować za przepiękną lalkę, która od niego dostałam na urodziny, a zamiast tego usłyszałam jak mama wyrzuca tacie, że zapomniał o moich urodzinach, na co on zaczął przepraszać obiecując, że jutro gdzieś mnie zabierze i kupi mi jakiś prezent urodzinowy

- Ana nie rób tego teraz. Nie zagłębiaj się dziś w te nie miłe wspomnienia. Nie pozwól by one zniszczyły ci dzisiejszy dzień… Dobrze?… Posłuchaj może znam twego ojca nie od dziś, ale jakbyś chciała komuś się wygadać, wyżalić to z przyjemnością cię wysłucham, bo jestem dobrym słuchaczem i na pewno nie będę oceniał a będę obiektywny – słowa Tariqa sprawiły, że od razu spojrzałam prosto w jego błyszczące ciemne tęczówki nie mogąc powstrzymać unoszących się lekko kącików ust

- No proszę, proszę… Nie dość, że jesteś wyrzeźbiony niczym Adonis, jesteś dobry w TE klocki, kupujesz kobiecie kwiaty czy prezenty, masz doskonały gust i oko w sprawie ubrań to jeszcze umiesz słuchać… Gdyby nie ten kosmaty charakterek to powiedziałabym, że jesteś ideałem, w którym nie pozostaje nic innego jak tylko zakochać się oddając ci serce i duszę – melodyjny śmiech ciemnookiego, sprawił, że mimowolnie szerzej uśmiechnęłam się

- Wiesz kochana podobno połączenie kosmatego charakterku z boskim wyglądem jest wręcz u mężczyzn wskazane i właśnie tacy są masowo wyszukiwani przez kobiety – od razu słysząc słowa mężczyzny cicho się zaśmiałam, a widok jego cudownego promienno-uwodzicielskiego uśmiechu oraz błysku w oczach zaśmiałam się głośniej 

- A skąd niby masz pewność, że jestem w tej grupie kobiet? Może poszukuje księcia na białym koniu, który porwie mnie do swego królestwa – mówiąc nie odwróciłam wzroku od Jaya, który od razu spojrzał się na mnie wzorkiem mówiący, że chyba sobie żartuje lub chce zrobić z niego głupka

- Ja po prostu takie rzeczy wiem księżniczko – Tariq nie dodając nic więcej delikatnie musnął swoimi słodkimi ustami moje wargi, na co praktycznie od razu zaczęłam oddawać pocałunek z większą namiętnością, przez co przez moje ciało od razu zaczął przechodzić gorący dreszcz. Cholera może i faktycznie bardzo mi się podoba, ale ten jego kosmaty charakterek nie jest skutecznym odstraszaczem, który przy okazji jak mam wrażenie jest magnezem, przez który ciągnie mnie do niego bardziej, ale czy naprawdę mogłabym zakochać się w Jayu? Czy to wszystko właśnie do tego zmierza?

2 komentarze:

Nita pisze...

W końcu jestem kochana... Na początku bardzo przepraszam że dopiero teraz...
Nadrobiłam wszystkie rozdziały i jestem pod ogromnym wrażeniem tego co tam się działo...
Najbardziej oczywiście podobały mi się sceny miłosne Jaya i Ann no i oczywiści Chris i Bella ahh cudownie że małymi kroczkami odbudowują to co kiedyś się zburzyło... Z ogromną niecierpliwością czekam aż powiedzą sobie wszystko szczerze i oczuwiście będą szczęśliwi ze sobą... Mam również nadzieję że Ana przestanie robić to co robi za nim to się wyda i będzie kicha :( niech zajmię się brunecikiem i naprawą relacji z ojcem :D <3 ... Bo co do bruneta to na odległość czuć że oni są w sobie zakochani... W ogóle niesamoqita była ta historia miłosna Richiego smutna ale grunt że dobrze się skończyło <3 Co do Vinca to wrrrr debil!!!! Powinien wyłapać w zęby od Chrisa albo od samej Belli !!!!

Czekam oczywiście na nowy!!
Buziaki ;*

Madziusa pisze...

A jednak znalazłam czas na kolejny :D Kolacja w piekarniku, więc umilam sobie czas :) Tak sobie czytam, czytam i to co mówią dziewczyny ma sens... Czas, to jedyne czego nam brakuje w życiu bo wszystko inne można kupić hmmm niech Ana to przemyśli zanim będzie za późno :P

No fajny, fajny ten rozdział :) Też bym chciała takie urodziny :D Aż jestem ciekawa co będzie dalej, bo zapowiedziałaś rozdział dla Belli i Chrisa... i jeszcze te chusteczki :O Może uda mi się dziś... ale, piekarnik wzywa więc nie wiem :P

Do poczytania <3