niedziela, 27 czerwca 2021

40 rozdział

 Narracja Anastasii

- CHOLERA JASNA – słysząc wręcz krzyk Belli otworzyłam oczy i widząc jak wyraźnie wkurzona brunetka rzuca na łóżko komórkę siadając na sofie zakrywając przy tym rękami twarz szybko usiadłam zastanawiając się co już od samego rana ją tak zdenerwowało

- Czyżby okres się tobie spóźniał i będziesz musiała przekazać dobre wieści blondynkowi? – Isabell niemalże natychmiast słysząc moje słowa od razu odsuwając od twarzy ręce spiorunowała mnie wzrokiem mówiącym, że jeszcze jedno słowo a udusi mnie

- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne. Naprawdę boki zwijać Ana – brunetka nie dodając nic więcej znów zakryła buzię rękami, na co wręcz z prędkością światła wstałam z łóżka i podchodząc do przyjaciółki uklęknęłam przed nią natychmiast odsuwając jej ręce od buzi

- Bella weź głęboki oddech… A teraz na spokojnie powiedz mi co się stało, że jesteś tak wkurzona – mówiąc nie odwróciłam wzroku od przyjaciółki, która posłusznie wzięła głęboki oddech a następnie pokręciła głową

- Wyobraź sobie, że przed chwilą zadzwonił mój tata i oznajmił mi, że jednak nie dadzą rady z wujkiem czyli twoim tatą przyjechać na dzisiejszy występ chłopaków… Podobno coś pilnego ich obu zatrzymało... Rozumiesz to? BO JA ZA CHOLERĘ JASNĄ TEGO NIE ROZUMIEM… To oni wszytko ustalali i to oni powinni tu być aby wszystkiego dopilnować, a my być może dostałyśmy od nich jakieś ogólniki i niby to my mamy teraz wszystko kontrolować by było dobrze… Boże mam ochotę udusić własnego ojca… – nie marnując ani sekundy przytuliłam mocno brunetkę domyślając się, że właśnie tego potrzeba jej najbardziej. Szczerze mówiąc mogłam spodziewać się takiej akcji ze strony mego ojca, ale nie po wujku i w ogóle nie jestem zdziwiona reakcją przyjaciółki, która w pracy chce być ze wszystkich sił profesjonalistką. Po kilku minutach powoli nieco odsunęłam od siebie Is lekko-pocieszająco uśmiechając się do niej

- Posłuchaj mnie kochana… Rzeczywiście to nie fajnie, że żaden z naszych ojców nie przyjedzie na ten jakże ważny dla chłopaków występ, ale cóż to ich strata oraz problem i nie powinnaś się wściekać tylko wsiąść oddech, spiąć pośladki, wypiąć piersi do przodu robiąc najlepiej to co do ciebie należy... No co? Masz kolejną okazję by pokazać tym wszystkim pseudomenadzerom, z którymi do tej pory pracowałaś ile stracili nie dając ci możliwości rozwinięcia skrzydeł. W Niemczech pokazałaś już na co cię stać, więc teraz nadszedł czas byś tu pokazała co najlepsze... O chłopaków martwić się nie musisz, bo oni na pewno dadzą z siebie wszystko, a jeśli odpukać coś jednak pójdzie nie tak to zwali się to na naszych nieobecnych ojców… – Bells słysząc moje słowa lekko uśmiechając się mocno przytuliła się do mnie

- Boże co ja bym bez ciebie zrobiła kochana… Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo się cieszę, że jesteś tu ze mną… Masz rację. Muszę się uspokoić i po prostu dać z siebie wszystko… O matko. Na śmierć bym zapomniała, że to też jest twój wielki dzień. Pewnie się denerwujesz swoim występem, a ty od rana mnie uspakajasz zamiast odwrotnie… Przykro mi, że wujek nie zobaczy twego występu na żywo… – starają się posłać jak najlepszy uśmiech przyjaciółce pokiwałam głową próbując zachować pozory obojętności na to, że nie będzie mojego ojca na dzisiejszym występie

- Przestań Is. Jaki tam występ. To tylko jedna piosenka i nic więcej… No dobra. Może i trochę się denerwuje, ale to nie pierwszy czy zapewne nie ostatni występ, więc nie ma o co robić tyle szumu… A to, że nie będzie mojego ojca to cóż widocznie tak miało być i w ogóle jestem przyzwyczajona do tego, że zawsze kiedy mam występować to jemu coś pilnego wypada, więc nie będę przez to płakać – rzuciłam od razu na co brunetka pocieszająco się uśmiechnęła przytulając mnie przy tym

- Oj chyba sprawie Ianowi i Jayowi dobrą whisky za to, że sprawili, że wreszcie zaczęłaś śpiewać... Jeszcze chwila i zaczniesz szykować materiał na płytę – przekręcając oczy pod wpływem słów uśmiechniętej brunetki pokręciłam głową 

- Zobaczymy co będziesz mówiła po swoim pierwszym występie kochana… Zresztą jak widzę humor tobie wrócił czyli nie muszę iść po blondyna by pomógł ci kompleksowo rozluźnić się – Is kiedy tylko usłyszała moje słowa od razu delikatnie uderzyła mnie w ramię, na co zaśmiałam się 

- Błagam cię tylko nie mów, że byś nie chciała... Mam oczy kochana i widzę co się święci… Co prawda wolałabym abyś zainteresowała się kimś kto cię nie skrzywdził, ale nie chce stać na drodze prawdziwej miłości… Tylko pytanie zasadnicze jak naprawdę jest między wami, bo chemii nie brakuję… – mówiąc nie odwróciłam wzroku od Bella, która przewróciła oczami kręcąc głową

- Może i chemii nie brakuję, ale jednak nie doszliśmy aż tak daleko jak ty z Jayem… Wiesz niby chciałabym to zrobić, ale staramy się działać powoli i w ogóle tak szczerze mówiąc trochę się tego boję, że wtedy będzie już że tak powiem bez możliwości odwrotu, że znów oddam się mu bezkrytycznie a on ponownie mnie zrani roztrzaskując tym jeszcze raz moje serce… – powiedziała po krótkiej chwili przyjaciółka, na co pocieszająco uśmiechając się pokiwałam głową doskonale rozumiejąc to, że jest rozdarta, bo sama toczyłam wojnę z swoimi uczuciami do Jaya

- Nie chce ci nic radzić, bo sama nie wiem co byłoby dobre. Jednak pamiętaj, że co byś nie zrobiła to zawsze jestem obok ciebie i możesz być pewna, że w razie gdyby blondasek znów cię zranił to może już sobie kopać grób, bo zanim dorwie go twój tata to ja go pierwsza dopadnę i marny będzie jego los – Isabella niby próbowała mnie przestraszyć swoim mrożącym spojrzeniem, ale nie mogła ukryć lekko uniesionych kącików ust

- Dobra koniec gadania o mnie i pomówmy o tobie oraz Jayu, bo u was to przecież sprawa BARDZO rozwojowa, przez co jestem strasznie ciekawa jak jest między wami czy jesteście ze sobą – widząc szeroki uśmiech Is odruchowo przekręciłam oczami 

- Jak to powiedziałaś sprawa między nami jest rozwojowa… Jak wiesz raz na jakiś czas gdzieś wspólnie wychodzimy i zdarzają się nam pewne że tak powiem gorące dodatki do tych spotkań, ale nie jesteśmy razem i tak samo jak ty mam pewny chaos w głowie, bo szczerze mówiąc niby jest fajnie, pięknie lecz jednak gdzieś z tyłu głowy mam takie myśli czy jednak on udaje i jest taki sam jak ojciec… Wiem, że może to głupie, ale jednak taka jest prawda… Tak czy siak zobaczymy dokąd to wszytko zmierza – mówiąc nie oderwałam wzroku od brunetki, która ze zrozumieniem pokiwała głową. Szczerze mówiąc sama nie wiedziałam czy dobrze zrobiłam mówiąc to jej, ale nie chciałam jej w tej sprawie okłamywać, a poza tym czułam się lepiej móc głośno komuś o tym powiedzieć

- Rozumiem cię kochana, ale wiedz, że trzymam za was kciuki, bo naprawdę pasujecie do siebie idealnie i możesz mi wierzyć lub nie, ale znam na tyle długo Jaya by szczerze ci powiedzieć, że on na pewno jest fajnym facetem nie udającym nikogo ani niczego i jest dokładną męską wersją ciebie – nie potrafiąc powstrzymać lekko unoszących się ją kącików ust pokręciłam nieco głową przytulając się do przyjaciółki dziękując przy tym w myślach za to, że mam ją obok siebie

- No dobra. Czas się wyszykować… Ty idź pierwsza do łazienki, a ja pójdę po tobie – gdy tylko usłyszałam dzwonek swojej komórki oznaczający budzik odsuwając od Belli cicho westchnęłam przepraszająco na nią patrzeć, że muszę sprowadzić nas na ziemię. Widząc jak ciemnooka pokiwała głową szybko wstałam mając nadzieję, że dzisiejszy dzień szybko się skończy

***

- Chłopaki zanim zaczniemy jeść to musimy wam coś powiedzieć i mamy też dla was niespodziankę… – zaczynając mówić niepewnie wzrokiem przejechałam po chłopakach, którzy spojrzeli się nas pytająco

- Słuchajcie bardzo nam przykro, ale rano dzwonił mój tata i powiedział, że niestety nie dadzą rady z wujkiem Markiem przyjechać na wasz dzisiejszy występ, bo zatrzymały ich jakieś bardzo pilne sprawy – powiedziała szybko Bella, na co chłopaki szokowani patrzyli się na nią

- No bardzo szkoda, że jednak nie przyjadą… A wiecie może jak bardzo są to pilne sprawy i czy nie potrzebna im jakąś pomoc? – spoglądając na mówiącego Jaya od razu pokręciłam głową

- Niestety nie znam szczegółów, ale wydaje mi się, że gdyby potrzebna była naszym ojcom pomoc to powiedzieliby o tym – brunet słysząc odpowiedź Belli nic nie mówiąc pokiwał głową

- Najlepiej chłopaki pomożecie skupiając się występie… Zdajemy sobie sprawę z tego, że bardzo się denerwujecie, ale wierzymy, że dacie z siebie wszystko i, że pomimo tego, że raczej nie będzie zbyt dużo waszych fanek, które jak kiedyś na wasz widok będą piszczały, krzyczały jak to bardzo was kochają czy chciałby byście je zapłodnili bądź rzucały w waszą stronę bieliznę lub maskotki to wierzymy, że wasz występ będzie wspaniały – dodałam pospiesznie na co chłopaki cicho zaśmiali się kiwając głowami

- No chyba, że my zdecydujemy się coś wam rzucić na scenę – rzuciła Melinda uśmiechając się do Izzyego, który odwzajemniając uśmiech pocałował ją, a ja powoli pokręciłam głową nie wyobrażając sobie tego i tego jak kiedyś te szalone dziewczyny to robiły

- No dobra, a jaką to niespodziankę macie dla nas? – spytał się po krótkiej chwili Chris, a ja szeroko uśmiechnęłam się spoglądając na Bellę, która również uśmiechając się spojrzała się na wejście do hotelowej restauracji, w której akurat pojawili się najbliżsi chłopaków, którzy idąc za wzrokiem brunetki oraz gestem ręki odwrócili się tam swoje spojrzenia

- Mama/Nie wierzę/Mamo/Siostra – nie powiem słysząc jeden wielki wręcz krzyk chłopaków, którzy od razu rzucili się by uściskać swoich najbliższych mimowolnie cicho zaśmiałam się wstając z miejsca i nie mogąc oderwać wzroku od tego widoku nie mogłam powstrzymać szeroko unoszących się kącików ust jednocześnie wraz z Bellą i Mel podeszłyśmy do nich bliżej

- Ale jak to?/Co tu robicie?/Od kiedy tu jesteście?/Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś – uśmiechnięci chłopaki mówili jednocześnie wyraźnie będąc podekscytowani naszą niespodzianką

- Pomyślałyśmy, że będzie wam przyjemnie jak zaprosimy na wasz pierwszy Amerykanki mini koncert waszych bliskich… – powiedziała od razu uśmiechnięta Bella, na co chłopaki uśmiechając się pokiwali głowami

- Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszymy i dziękujemy wam, że o tym pomyślałyście, choć zapewne nie tylko ja żałuję, że jednak nie wszyscy mogli przyjechać – powiedział Jay tuląc do siebie swoją mamę i siostrę

- No niestety tak się jakoś złożyło, że żaden z waszych ojców nie mógł przylecieć z nami, ale prosili byśmy wam wszystkim przekazali, że bardzo was za to przepraszają, że trzymają za was kciuki i na pewno wieczorem obejrzą was cudowny występ w Internecie – powiedziała od razu mama Caycego, na co chłopaki jednocześnie pokiwali głowami 

- Naprawdę nie macie za co dziękować. Cieszymy się, że niespodzianka się podoba i tak w ogóle to ja nie chcę nikogo pospieszać, ale jeśli za moment nie zaczniemy śniadania to trzeba będzie się mocno spiąć by nie spóźnić się – mówiąc przepraszająco popatrzyłam się wszystkich, a oni kiwając głową idąc za gestem ręki Belli zaczęli iść w stronę w stronę bufetu szwedzkiego by wsiąść sobie śniadanie 

- Niespodzianka się udała, ale miejmy nadzieję, że obecność bliskich nie podziała na nich stresująco – szepnęła mi dyskretnie Isabella, na co rzucając jej uśmiech podkręciłam głową 

- Ty i strach o występ? Myślałam, że to ja jestem mistrzynią panikowania przed występami kochana… A tak na poważnie to będzie co ma być Is, ale jestem pewna, że chłopaki dadzą z siebie wszystko nawet gdyby gdzieś popełnili jakiś mały błąd – brunetka słysząc moje słowa cicho się zaśmiała kiwając głową, po czym obie dołączyliśmy do reszty

- Naprawdę dziękujemy za tą niespodziankę. Nawet nie wiesz ile to dla mnie i dla Chrisa znaczy... Niby człowiek jest w nieustannym kontakcie z rodziną, lecz nic nie zastąpi prawdziwego kontaktu, a o to w naszym przypadku jest bardzo trudno – słysząc w uchu cichy szept i czując znajome perfumy mimowolnie uśmiechnęłam się spoglądając na również uśmiechniętego Jaya

- Domyślam się tego, dlatego tym bardziej cieszę się, że choć waszym mamą i twojej siostrze udało się przylecieć na ten jakże ważny występ – powiedziałam patrząc się na bruneta, który szerzej uśmiechając się pokiwał głową

- A no właśnie powiedz mi jak się czujesz przed naszym występem? Bardziej denerwujesz się czy nie możesz już się go doczekać? – słysząc jego pytanie starając się w pełni szczerze uśmiechnąć wzruszyłam ramionami 

- Szczere? Po trochu się denerwuje i też nie mogę się go doczekać… Na razie wolę o tym nie myśleć i skupić się na czymś innym – ciemnooki od razu cicho się zaśmiał, na co uśmiechając się do niego gestem ręki wskazałam na ekspres do kawy pytając tym czy on też chce kawy, na co on skinął głową wskazując przy tym jajecznicę i widząc, że kiwam głową zaczął nakładać jej także dla mnie, a ja zrobiłam dla nas kawę. Gdy tylko usiedliśmy przy stole dyskretnie sięgnęłam po wibrującą komórkę i widząc od kogo nadeszła wiadomość od razu poczułam nieprzyjemny dreszcz

- Na miejscu czeka już na was niespodzianka i miejmy nadzieję, że będziesz miała co dopiąć do tekstu, który jeszcze dziś rzucimy. R. – starając się nie przewrócić oczami szybko schowałam komórkę czując po raz kolejny skurcz w sercu mówiący mi bym jak najszybciej to skończyłam nim to wszystko zajdzie za daleko.

- Wszystko dobrze? – słysząc głos Jaya od razu spojrzałam się na niego starając się posłać mu jak najszczerszy uśmiech na jaki było mnie w tamtym momencie stać 

- Tak, jasne. Nie mogę pozbyć się tylko natarczywych reklam. Naprawdę zaczyna mnie to wkurzać – nie dodając nic więcej szybko zaczęłam jeść mając nadzieje, że ciemnooki nie będzie drążył tematu jednocześnie starałam się nie myśleć o tym jaka to niespodzianka może na nas czekać.

***

- Wow. Nie myślałam, że będzie tyle osób – powiedziałam nie mogąc uwierzyć w tłum czekający na rozpoczęcie koncertu

- Miejmy nadzieję, że wśród nich są jacyś fani chłopaków bądź nasi chłopacy sposobają się im –rzuciła Bellla, na co pokiwałam głową 

- Będzie dobrze dziewczyny. Nie popadajmy w przedwczesny pesymizm, choć nawet jeśli chłopaki popełnią jakieś błędy to przecież to są pierwsze koty za płoty i następnym razem pójdzie im na pewno o wiele lepiej – dodała szybko Melinda, a ja uśmiechając się skinęłam głową zgadzając się z nią

- Dziewczyny jak coś to Yasmin właśnie kończy robić make-up Caycemu i praktycznie jesteśmy gotowi do występu – nie stąd ni zowąd obok nas pojawił się Jay, a ja słysząc jego słowa spoglądając na niego pokiwałam głową czując jak moje serce zaczęło szybciej bić na samą myśl o występie i nie wiem czy to z nerwów czy z ekscytacji 

- No proszę kogo moje piękne oczy widzą… Nawet w najstraszniejszym koszmarze nie spodziewałem się, że ponownie się spotkamy i wystąpimy na jednej scenie… – niemal natychmiast słysząc znajomy głos zamarłam nie mogąc uwierzyć, że on tu jest i jak nie mam jest tą niespodzianką, bo przecież pojawienie się na jednym koncercie zespołu i byłego członka tego zespołu, który notabene jest z tym zespołem skłócony to gotowy przepis na aferę 

- Vincent/Thomas – nie powiem widząc wręcz diabolicznie szeroki uśmiech Thomasa gdy tylko chłopaki wręcz jednocześnie z szokiem wypowiedzieli jego imię i nazwisko od razu poczułam jakieś dziwne nieprzyjemne dreszcze biegnące przez mój kręgosłup

- Ile to szczęśliwych lat się nie widzieliśmy co? Szkoda, że ta szczęśliwa liczba została przerwana akurat teraz i w tym momencie – powiedział Jay, na co Vince jeszcze szerzej uśmiechnął się

- Ta. Też się CIESZĘ, że was widzę… Czyżbyś była tą tajemniczą córką Marka? Anastasia, prawda? Wcale nie dziwię się, że twój ojciec ukrywał cię przez tyle lat, bo każdy trzymałby w ukryciu przed światem taki skarb… Ciekawe, że dopiero teraz postanowił cię ujawnić i zgadza się na to byś spotykała się z tym idiotą o siedmiu boleści… Przecież dla kariery można nawet przełknąć obrzydzenie i posuwać córeczkę przyjaciela, co nie Jay? – Tariq wręcz z przyspieszeniem światła podszedł do Thomasa 

- Jay/Stary/Nie warto sobie rąk brudzić takim śmieciem – chłopaki natychmiast doskoczyli do bruneta, a ja czując mocniejszą pracę serca stanęłam obok Jaya łapiąc go za ramię

- Jeszcze jedno słowo odnośnie Any bądź jedno spojrzenie na nią a nie ręczę za siebie Thomas – powiedział przez zęby brunet, a Vince słysząc jego słowa prowokująco uśmiechnął się

- Chyba lepiej będzie jak już sobie pójdziesz Vince – powiedziała szybko Bella, na co Thomas spojrzał się na nią kręcąc głową

- No proszę. Nasza słodka Bella… Jak widzę nadal gustujesz w blondynach którzy traktują cię jak drugi sort… Swoją drogą ciekawe czy gdybym przefarbował się na blond to czy byłabyś bardziej chętna niż tamtego wieczora… – słysząc słowa lubieżno-prowokująco uśmiechniętego Vicenta odruchowo spojrzałam się na Is, która szokowana patrząc się na młodego brunet dosłownie zbladła w oczach 

- Ty skurczybyku – nim mówiący Chris doszedł do Thomasa Jay od razu złapał blondyna stając tak by zagrodzić blondynowi dalszą drogę by nie zrobił czegoś co by pogorszyło sytuację, choć domyślam się, że i tak główny cel tego przedstawienia został już osiągnięty 

- Vincent albo sam pójdziesz do swojej garderoby lub z największą przyjemnością zasadzę ci takiego kopa w twoje cztery litery, że dosłownie wlecisz do swojej garderoby a w między czasie tak się poranisz, że twoja jakże kochana mamusia cię nie rozpozna – rzucił szybko Izzy, na co Vince rzucając nam zwycięski uśmiech pokręcił głową idąc gdzieś w swoim kierunku

- Wy jesteście US5? Wchodzicie zaraz po wchodzących właśnie na scenie zespole Flaming heart – kiwając głową na mówiącą do nas kobietę szybko wzięłam głęboki oddech mając nadzieję, że to będzie już koniec wszelkich niespodzianek na dziś

- Chłopaki idźcie jeszcze na chwilę do garderoby i ochłońcie przed występem – nie czekając na reakcje chłopaków zerknęłam na Bellę, która jak widziałam chciała coś powiedzieć do Chrisa, ale ten szybko poszedł do garderoby 

- Ty i Thomas? Naprawdę? – szokowana patrzyłam się na brunetkę, która zerkając na mnie od razu zakrywając rękami twarz pokręciła głową. No dobra niby wiedziałam od niej, że ten dupek nieudolnie próbuje się do niej zbliżyć na co ona stare go spławiała, ale nie wiedziałam, że jednak coś udało mu się ugrać z nią

- An… Naprawdę wystarczy mi, że czuje się tak jakby on wyznał, że zdradziłam Chrisa… Prawda jest taka, że on po prostu wykorzystał to, że byłam załamana po odejściu blondyna i nafaszerowana lekami po wyjściu ze szpitala… On po raz kolejny próbował dobrać się do mnie i z każdą odmową stawał się coraz nachalniejszy, ale w końcu pod wpływem jego słów i nie tylko w końcu zaczęłam poddawać się… – nie mogąc uwierzyć w słowa ciemnookiej pokręciłam głową czując narastającą we mnie złość

- Zatłukę gada – rzuciłam jedynie szybko odwracając się by prędko iść do Thomasa chcąc mu obić to i owo, ale niemalże natychmiast zderzyłam się z stojącym za mną Jayem, który położył ręce na moich ramionach 

- Spokojnie wojownicza księżniczko… On jej wtedy nic nie zrobił, bo na szczęście zostawiłem wtedy telefon w studiu i wróciłem po niego, przez co pomogłem Belli jednocześnie dając nauczkę Thomasowi, który od tamtego momentu jak zauważyłem raczej trzymał się z dala od Belli… On teraz chciał po prostu sprowokować Chrisa i nie musisz Is się bać o niego, bo zaraz mu wytłumaczę co tak naprawdę miał na myśli ten człowiek – powiedział od razu Jay na co kiwając głową cieszyłam się, że pomógł jej wtedy pokazując jednocześnie temu dupkowi gdzie jego miejsce

- Dzięki Jay, ale nie dość, że nie mamy czasu to lepiej będzie jak ja z nim na ten temat porozmawiam, ale później, bo teraz musimy skupić się na wytępię… I An przepraszam, że ci wcześniej o tym ci nie powiedziałam, ale wstydziłam się i chciałam o tym jak najszybciej zapomnieć – nie tracąc ani sekundy przytuliłam mocno do siebie przyjaciółkę, która odwzajemniła uścisk

- Ważne, że ten dupek wtedy dostał to na co zasłużył i niech spróbuje jeszcze raz sprowokować Chrisa bądź ponownie w jakikolwiek sposób dobierać się do ciebie to nie ręczę za siebie. Jednemu dupkowi już złamałam nos, więc mam wprawę w zajmowaniu się takimi beznadziejnymi przypadkami… A teraz leć moja najlepsza menadżerko na swoje miejsce i spotykamy się po występie – Isabell cicho się śmiejąc pocałowała mnie w policzek, po czym szybko poszła zostawiając mnie z Jayem

- Błagam cię, powiedz mi ale tak szczerze czemu mój ojciec z wujkiem wzięli takiego oto debila do zespołu? Przecież na metr czuć, że coś z nim jest nie tak, że jest za aniołkowaty i w ogóle – brunet słysząc moje słowa od razu cicho się zaśmiał kręcąc głową

- No cóż mieliśmy wtedy nóż na gardle, a on był drugi najlepszy, a pierwszym najlepszym był Biber, ale on wybrał solową karierę… – odpowiedział ciemnooki, a ja z niedowierzaniem pokręciłam głową

- Boże a ja myślałam, że to jedynie plotka o nim, ale tak czy siak jeden wart drugiego jak widzę… Naprawdę czasem mam wrażenie, że na świecie jest coraz mniej porządnych mężczyzn – rzuciłam na co Tariq znów cicho się zaśmiał 

- Czy ja wiem? Może tu raczej chodzi o to, żeby trafić na tego właściwego? Tak czy siak miejmy nadzieję, że ani ty ani Bella nie traficie więcej na takich typków, a może nawet już trafiłyście na te właściwe drugie połowy i są one obok was – lekko uśmiechając się do promiennie uśmiechniętego Jaya pokiwałam powoli głową starając się skupić na zbliżającym występie a nie na słowach Vincenta, że Tariq poprzez zainteresowanie moją osobą próbuje coś zyskać

Narracja Isabell

Biorąc głęboki oddech zapukałam do drzwi w duchu modląc się by jednak blondyn tak jak mówił był u siebie a nie u swojej mamy i siostry, które ze względu na poranny lot do Niemiec miały wcześniej położyć się

- Hej… Wybieram się na spacer przed snem i tak sobie pomyślałam czy może nie chciałbyś dołączyć? – kiedy tylko drzwi otworzyły się i w progu stanął blondyn lekko uśmiechając do niego zaczęłam mówić, a on słysząc moje słowa lekko uśmiechając się pokiwał głową

- Jasne. Z przyjemnością pójdę z tobą na spacer tylko założę buty oraz wezmę bluzę i będziemy mogli pójść – kiwając głową patrzyłam się na znikającego w głębi pomieszczenia blondyna, przy czym ponownie szybko wzięłam kilka głębokich oddechów. Kompletnie nie wiem jak mam z nim zacząć temat tego co powiedział Thomas i choć blondyn po występie nie dał mi odczuć by coś było nie tak między nami to jednak nie mogę pozbyć się tego cholernego uczucia bólu na samą myśl, że on myśli, że zrobiłam to z brunetem, co z drugiej strony jest śmieszne, bo ani nie powinnam tego czuć ani nie mam obowiązku tłumaczyć się przed blondynem

- Już jestem. Możemy iść – głos blondyna skutecznie sprowadził mnie na ziemię, przez co spoglądając na niego lekko uśmiechnęłam się kiwając głową, po czym pokierowaliśmy się do windy zjeżdżając chwilę potem na sam dół i kierując się w stronę wyjścia z hotelu

- Wiesz może uznasz mnie za mało obiektywną, ale wasz występ był najlepszy i możecie być z niego dumni. Nawet publiczność was polubiła i dobrze się bawiła… Aczkolwiek żałuję, że twoja mama i siostra nie mogą zostać dłużej, bo domyślam się jak bardzo za nimi tęsknisz – przesuwając ciszę zaczęłam mówić spoglądając na niebieskookiego, który lekko uśmiechając się pokiwał głową 

- Cieszę się, że tak sądzisz. Nie wiem czy był najlepszy, ale na pewno będziemy starali, będę starał się by kolejne były jeszcze lepsze… A co do mojej mamy i siostry to także żałuję, że muszą już wracać do domu, ale mimo wszystko cieszę się, że przyleciały choć na te kilkanaście godzin, bo rzeczywiście bardzo za nimi tęsknię pomimo tego, że codziennie do siebie dzwonimy… Swoją drogą to mam nadzieję, że mama nie wymęczyła cię pytaniami  i w ogóle… – uśmiechając się do blondyna pokręciłam głową

- Ależ skąd. Uwielbiam twoją mamę i zawsze dobrze mi się z nią rozmawia – odpowiedziałam natychmiast, na co blondyn szerzej uśmiechnął się

- Cieszę się… Bałem się, że też zostaniesz przez nią zbombardowana pytaniami na nasz temat, a nie chciałbym cię stawiać w niezręcznej sytuacji – nie mogąc powstrzymać unoszących się lekko kącików ust skinęłam głową rozumiejąc jego obawy, bo faktycznie jego mama zadała mi kilka pytań odnośnie blondyna, ale udało mi się dość dyplomatyczno-ogórnikowo na nie odpowiedzieć. Gdy już miałam coś powiedzieć poczułam w kieszeni spodni krótką wibracje, przez co szybko sięgnęłam po komórkę i widząc, że Ian przesłał mi link do jakiegoś artykułu na jakże moim ostatnio ulubionym portalu plotkarskim szybko kliknęłam czując jak moje serce zaczęło szybciej bić ma sama myśl co mogę tam przeczytać

- Boże… – kręcąc głową patrzyłam na główne zdjęcie przedstawiające nasze jakże cudowne spotkanie z Thomasem tracąc wszelką ochotę na przeczytanie tego artykułu domyślając się dokładnie jak jego autor opisał całą sytuację i koncert chłopaków. Chris nie tracąc ani sekundy wziął ode mnie telefon i widząc artykuł cicho westchnął kręcąc głową, po czym wyłączając ekran wsadził mi ją z powrotem do kieszeni, a następnie obejmując mnie poprowadził do pierwszej wolnej ławki, gdzie gdy tylko usiedliśmy od razu mocno mnie przytulił

- Ej Bellls, spójrz na mnie… Niestety zawsze znajdzie się ktoś kto będzie nas atakował, hejtował i faktycznie kiedyś to mnie bolało a także strasznie się tym przejmowałem, ale w pewnym momencie zrozumiałem, że to co jest najważniejsze to rodzina oraz zdrowie i o te rzeczy należy przede wszystkim się martwić i bać… Rozumiesz?… Naprawdę nie przejmuj się tym artykułem, bo ważne, że naszym fanom, rodziną i was się podobało, gdzie jestem przekonany, że An domyśliła się, że nasze jakże mile spotkanie z Thomasem może ujrzeć światła dziennego i wpadła na to jak możemy to skomentować a jak nie to na pewno zrobi to w ciągu kilku godzin i będzie wszystko dobrze – nie mogąc powstrzymać mechanicznie unoszących się kącików ust nieco skinęłam głową 

- A no właśnie… W kwestii Thomasa to muszę ci coś powiedzieć, wyjaśnić… Chris proszę nie przerywaj mi tylko mnie wysłuchaj… Ja wiem, że nie muszę tego robić, ale chcę byś coś wiedział… Chodzi o to, że… Między mną a nim nigdy do niczego nie doszło... On po prostu pewnego dnia po prostu wykorzystał to, że nadal przeżywałam twoje odejście i znów próbując się do mnie dobrać nie zważając na moje protesty nie tyle co stawał się coraz bardziej nachalniejszy co głośno wypowiadał moje obawy, że ponoć nigdy mnie kochałeś, że zdradzałeś mnie przy każdej okazji i pod tym wpływem przestając myśleć zaczęłam mu ulegać. Niby w ostatniej chwili pomógł mi Jay, ale i tak nadal jest mi wstyd za tamto… On od początku wziął mnie przez swoją mamuśkę na swój radar i obawiam się, że przy każdej okazji będzie próbował sprowokować cię czy mówić kłamstwa na nasz temat, więc proszę cię uwierz mi… – mówiąc nie odwróciłam wzroku od niebieskookiego, który patrząc się szokowany na mnie pokręcił z lekkim niedowierzaniem, a gdy skończyłam mówić chwycił obie moje dłonie lekko je ściskając, po czym złożył delikatny pocałunek na moim czole oraz czubku nosa

- Bella… Nie wiem co powiedzieć… To jasne, że ci ufam… Nie dziwię się, że mogłaś pomyśleć, że nie kocham cię, że mam kogoś na boku i nawet jeśli między tobą a Vincentem lub jakimkolwiek facetem dochodziło do czegoś poważniejszego to nie mogę ani nie mam żadnych pretensji do ciebie, bo miałaś do tego prawo po tym jak ciebie potraktowałem… Aczkolwiek uwierz mi, że nigdy cię nie zdradziłem, że zawsze byłaś, jesteś dla mnie ważna i przez to możesz być pewna, że do końca życia będę strasznie żałował, że bez wyjaśnienia zerwałem z tobą… Ba. Teraz nawet jeszcze żałuję, że nie przywaliłem temu dupkowi… Tak czy siak nawet nie zdajesz sobie sprawę ile to dla mnie znaczy, że pomimo tego kardynalnego błędu chcesz ze mną rozmawiać, spotykać się ze mną… – blondyn kończąc mówić delikatnie wierzchem dłoni przejechał po moim policzku sprawiając tym, że nie tylko kąciki moich ust nieco uniosły się, ale poczułam jak przez moje ciało przechodzi gorący dreszcz. Heine nie marnując ani sekundy delikatnie musnął swoimi słodkimi wargami moje, na co od razu zaczęłam oddawać pocałunek z większą namiętnością przelewając w ten pocałunek wszystkie swoje uczucia, a jednocześnie czułam poprzez ciepło rozlewające się po moim ciele wszystkie uczucia, które niebieskooki chciał mi przekazać poprzez ten pocałunek. Cholera, niech mnie piekło pochłonie ale nie potrafię już zaprzeczyć temu, że coraz bardziej pragnę blondyna a także tej małej myśli, że uczucie, które nas połączyło jak mam wrażenie odrodziło się na nowo, a wszystkie uczucia, które żywiłam do blondyna oraz, które starałam się zdusić w sobie teraz uderzają we mnie z podwójną mocą. Tylko czy to jest silniejsze od tego cholernego strachu przed ponownym zranieniem bądź innymi pokusami przewrotnego losu?

1 komentarz:

Madziusa pisze...

40 rozdział!!! ;D Idę jak burza hahaha

Ana i Is mają naprawdę piękną relację, niczym Lena i Ana u mnie *_*

O co chodzi z tymi ojcami xD Mark jest średni, Ana go nienawidzi... Mike też jak widać, nie jest wzorem do naśladowania xD ostatnio była wzmianka o ojcu Richiego... Kurczę, może oni się zmówili i będzie jakaś niespodzianka ;D

Ana kłamczucha!!! ;< zawsze zaczyna się od drobnych kłamstewek...

Co ten Vincent O_o

Bella i Chris... naprawdę mają ciężką przeszłość... nie wiem czy uda im się odbudować to co było pomimo tego co się wydarzyło... Ciekawe jak poprowadzisz dalej ich historię :) Lecę zatem czytać dalej.

Buziaki <3