Narracja Anastasi
Czując narastający gniew patrzyłam się na szybko zmieniające się liczby oznaczające mijające piętra żałując, że raczej nie mam szans bym mogła się w niej zatrzasnąć byle tylko nie widzieć się z tym dupkiem. Ta. Doskonale wiem, że Jay na pewno od razu jak mnie zobaczy będzie się kajał przepraszając za to, że zapomniał o naszej randce i szczerze mówiąc mam wielką ochotę przywalić mu wyładowując tym samym narastający gniew. Cholera niech go weźmie. W życiu nie pokaże mu jak bardzo mnie tym zranił, po pomimo prawdziwych pobudek przez które chciałam się z nim spotkać to jednak w głębi serca chciałam go bliżej poznać mając w sobie małą iskierkę nadziei na to, że jednak jest inny niż mój ojciec, a jednak okazał się być takim samym człowiekiem. Słysząc charakterystyczny dźwięk windy oznajmujący, że jestem na danym piętrze szybko wzięłam głęboki oddech i gdy metalowe drzwi od razu się odsunęły a ja zobaczyłam stojącego naprzeciw opartego o ścianę Jaya mimowolnie przekręciłam oczami starając się opanować nerwy. Khan widząc mnie natychmiast odsunął się od ściany i robiąc krok w moją stronę wyciągnął za siebie bukiet czerwonych róż, na co starając się go zignorować wyszłam winy idąc w prawą stronę
- Ana… Ja naprawdę bardzo cię przepraszam… Kompletnie nie wiem jak mogłem zapomnieć o tym, że jestem z tobą umówiony… Proszę wybacz mi i daj mi szansę naprawy – zaczął mówić Jay blokując mi drogę, na co niechętnie spojrzałam się na niego i widząc na jego twarzy przepraszająco-niewinny uśmiech poczułam jak nowa fala złości zalewa moje ciało
- Napisałam ci wczoraj chyba wyraźnie gdzie masz sobie wsadzić swoje przeprosiny… Dałam ci do jasnej ciasnej szansę, a ty ją zmarnowałeś i nie zamierzam dawać kolejnej… A teraz z łaski swojej przepuść mnie bo naprawdę źle to się dla ciebie skończy – starając się opanować próbowałam wyraźnie wymawiać każde słowo by wreszcie dotarły do bruneta, który patrzył się na mnie przepraszająco nie zamierzając zejść mi z drogi
- Anastasia wiem, że masz prawo być na mnie zła, ale posłuchaj mnie… Izzy poprosił mnie o przysługę, bo nie chciał zawieść twego ojca a miał rocznicową randkę z Mel, więc się zgodziłem i tak się wciągnąłem w te papierki, że nie spostrzegłem się na zegarek… Uwierz mi, że chciałem przyjść… Proszę daj mi kolejną szansę… – powiedział nieco desperacko Jay, a ja od razu podkręciłam głową
- Masz rację mam prawo być zła i jestem zła na ciebie. Nie dam ci kolejnej szansy, bo nie widzę sensu jej dawania tobie… – nie dodając nic więcej szybko minęłam ciemnookiego idąc do swojego gabinetu i gdy tylko otworzyłam drzwi zamarłam widząc jak pomieszczenie dosłownie tonęło w różnorodnych kwiatach, od różnokolorowych róż po różnokolorowych tulipanów. Nie powiem kąciki moich ust powoli zaczęły się unosić pod wpływem tego widoku i przepięknej woni unoszącej się po pokoju, ale lekko zagryzając dolną wargę odwróciłam się do Jaya wbijając w niego lodowate spojrzenie, którego nawet nie ocieplił błagalny wzrok ciemnookiego
- Nie powiem oryginalnie, ale zdecydowanie taniej by cię wyniosło kupienie biletów do ogrodu botanicznego niż zrobienie go w moim gabinecie… Masz 20 minut by pozbyć się tego wszystkiego z mojego gabinetu i mało mnie obchodzi co z tym zrobisz… – nie dodając nic więcej odwróciłam się i widząc Belle wraz z naszymi ojcami, która patrząc się na mnie pocieszająco-współczująco gestem głowy wskazała na stojącego z mną bruneta, na co blado się do niej uśmiechając podkręciłam głową
- Bella mogę na chwilę wejść do twego gabinetu? Jay musi coś zrobić w moim gabinecie – widząc jak przyjaciółka kiwa głową nie marnując czasu szybko tam poszłam, gdzie od razu usiadłam na kanapie przy stoliku
- Wszystko w porządku? Chcesz o tym pogadać? – słysząc głos Isabelli spojrzałam się na starając się najszczerzej uśmiechnąć się do niej
- Tak i nie, tzn. wszystko jest w porządku, ale nie chcę o tym gadać tylko wsiąść się do pracy i nie myśleć o nim… – rzuciłam od razu patrząc się na przyjaciółkę, która kiwając głową usiadła obok mnie
- Pamiętaj, że jakby co to zawsze możesz mi się wygadać… – zaczęła mówić Bella, ale urwała słysząc otwierające się drzwi, przez które weszli nasi ojcowie
- Chcemy wiedzieć czemu Jay z Chrisem i Izzym wynoszą kwiaty z gabinetu Anastasii? – widząc pytające spojrzenie wujka przybierając obojętną minę jakby niby nic wzruszyłam ramionami
- Nie czy chcemy wiedzieć Mike tylko dziewczyny powiedźcie co się dzieje i to już. To z Jayem byłaś wczoraj umówiona, tak? Powiedział czy zrobił coś nie tak? Tak czy siak ja już sobie z nim zaraz pogadam – słysząc słowa ojca spojrzałam się niego spod byka nie wierząc w to co słyszę
- TATO PRZESTAŃ… Może nie zauważyłeś, ale jestem już dorosła i niestety czas, w którym mogłeś straszyć chłopaków z którymi się umawiam już dawno minął. Nie musisz wiedzieć z kim się spotykam ani co z kim robiłam, bo to nie jest twój interes i nie życzę sobie byś wypytywał mnie ani nikogo o te sprawy, rozumiesz? – rzuciłam natychmiast patrząc się wściekła na ojca, który badawczo przyglądając mi się pokręcił głową.
- Anastasio posłuchaj mnie… – zaczął mówić mój ojciec, a ja starając się opanować nerwy podkręciłam głową
- Wujku naprawdę wszystko jest dobrze i nie masz o co się martwić… A teraz zdecydowanie lepiej będzie jak zajmiemy się pracą, bo trochę jej mamy, prawda? No właśnie może tato z wujkiem przygotować studio a my z Aną zaraz do was dołączymy – powiedziała szybko Bella patrząc się na naszych ojców, gdzie wujek Mike cicho westchnął i pociągając nieco za rękaw marynarki mego ojca obaj wyszli z pokoju, a ja z wdzięcznością spojrzałam się na przyjaciółkę mówiąc bez głośnie dziękuję, na co ona uśmiechając się pokiwała głową
- Nie ma za co kochana… Widzę, że pomiędzy tobą a wujkiem Markiem nadal krzywe kruchy… Rozmawiałaś z nim czy nadal robisz wszystko byłe tylko uniknąć tego? – słysząc słowa brunetki cicho westchnęłam kręcąc głową
- Nie zmieniłam zdania w tym temacie i nie zamierzam z nim rozmawiać na tematy związane z przeszłością kochana… Niby chce zgrywać teraz dobrego tatusia, ale zdecydowanie za późno to się stało… Błagam cię porozmawiajmy choć na małą chwilę o czymś innym, np. o twojej randce z blondynem – mówiąc nie odwróciłam wzroku od przyjaciółki, która słysząc moje słowa na początku podkręciła głową a na koniec pomimo lekkiego piorunującego spojrzenia nie mogła ukryć pojawiającego się uśmiechu na buzi
- No było naprawdę fajnie jak za dawnych czasów… Wiesz dużo pośmialiśmy się, pogadaliśmy o niektórych dawnych sprawach, o tym co będzie teraz, o jego mieszkaniu – powiedziała Isabella, a ja patrzyłam się na nią szokowana mając nadzieję, że nie stało się to co przyszło mi do głowy
- Mam nadzieję, że nie zaproponował ci wspólnego mieszkania… No co? Ja się tylko martwię o ciebie, bo widzę, że coraz bardziej lecisz do niego jak ta ćma do ognia i boję się, że on znów złamie ci serce – brunetka słysząc moje słowa przekręcając oczami cicho westchnęła kręcąc przy tym głową
- Ana ja to wiem, że się o mnie martwisz i bardzo ci za to dziękuję, ale naprawdę nie masz o co kochana… A co do mieszkania to Chris jedynie poprosił mnie bym pomogła mu je umeblować i przy okazji zapowiedział, że w przyszły piątek robi parapetówkę – starając się szczerze uśmiechnąć do przyjaciółki pokiwałam głową dobrze wiedząc, że po tym zobaczyłam jak nóź trzymamy w jej ręku zmierza w stronę klatki piersiowej nigdy nie przestanę o nią się martwić. Lekko wzdrygając się od tego wspomnienia spuściłam wzrok wyjmując szybko z torebki tablet. Nie minęła nawet dobra minuta jak ktoś zapukał i otworzył drzwi
- No nie wierzę. Chyba to zapisze w kalendarzu i ogłoszę w mediach, że Izzy Gallegos nauczył się wreszcie pukać do drzwi. Tylko jeszcze fajnie by było gdybyś wchodził gdy usłyszysz takie magiczne słowo: proszę – rzuciła natychmiast Is widząc wchodzącego do pomieszczenia Izzyego, który pokazał jej język
- Naprawdę nadal masz zamiar mi wypominać to, że przyłapałem cię i Watrina na miłosno-gorących igraszkach? To nie moja wina, że akurat Mike, tzn. twój ojciec, który najwyraźniej wyczuł sytuację kazał mi go zawołać i po za tym w takich sytuacjach to się wyłącza telefon i zamyka drzwi na wszystkie spusty by nikt nie przeszkadzał kochana… A tak w ogóle to ja do Ann… Jay prosił bym przekazał ci, że twój gabinet jest już czysty i posłuchaj… To moja wina, że Jay nie przyszedł na randkę z tobą, bo poprosiłem go o pomoc z dokumentami, gdyż miałem rocznicową randkę z Mel a nie chciałem nawalić przed Markiem oraz Mikem i jak widać wprowadziłem przyjaciela w kłopoty… – zaczął mówić Izzy a ja słysząc jego pierwsze zdania zerknęłam na brunetkę, która przekręcając oczami nie mogła ukryć lekkich rumieńców pojawiających się na policzkach, przez co pokręciłam głową nawet nie chcąc się domyślać na czym dokładnie Punc przyłapał ją z blondynem, ale gdy usłyszałam dalszą część jego wypowiedzi spojrzałam się na niego nieco spod byka
- Izzy nie musisz się tłumaczyć, bo ja rozumiem, że Jay chciał ci pomóc, lecz to nie zwolniło go z myślenia i naprawdę nie chce już o tym rozmawiać, więc jak nie masz nic do dodania to idź do reszty byś nie miał prawdziwych kłopotów – mówiąc nie oderwałam wzroku od ciemnookiego, który kiwając głową szybko wyszedł z pokoju, a ja biorąc tablet i torebkę wstałam kierując się do wyjścia
- Długo zamierzasz się złościć na Jaya? Ja wiem, że to co zrobił jest niewybaczalne, ale jednak pomagał przyjacielowi i wątpię czy jakikolwiek inny facet na przeprosiny tak by się wykosztował i wykupił dosłownie z dwie kwiaciarnie dekorując tymi kwiatami gabinet przepraszającej osoby – rzuciła szybko Bella, a ja zerkając na nią wzruszyłam ramionami
- Szczerze? Może i złość na niego już minęła, ale jednak wątpię czy znów się z nim umówię. Nie z typem pracoholika przypominającego mi ojca lecz niech się stara chłopczyk… Zobaczymy co jeszcze jest w stanie wymyślić – nie dodając nic więcej szybko mrugnęłam do przyjaciółki i nie marnując czasu szybko poszłam do swojego gabinetu. Gdy tylko przekroczyłam próg pomieszczenie znów poczułam przepiękną woń kwiatów, ale starając się to ignorować prędko podeszłam do okna otwierając je położyłam niedbale na ziemi torebkę i gdy odwróciłam się w stronę biurka zamarłam dostrzegając na nim jedną herbacianą różę i kopertę. Czując jak moje odruchowo zaczęło szybciej bić odruchowo sięgnęłam po kwiat zaciągając się jego przepięknym zapachem, po czym idąc za ciekawością sięgnęłam po kopertę i wyczuwając, że jest tam coś więcej niż list usiadłam wysypując zawartość koperty na biurko. Nie powiem widząc znajomą bransoletkę znów zamarłam nie wierząc w temu co widzę. Nie marnując ani sekundy szybko sięgnęłam do torebki szukając w niej swojej bransoletki
- Cholera, ale jak? – szepnęłam nie mogąc znaleźć swojej zguby i odkładając torebkę sięgnęłam po kartkę dołączoną do listu mając nadzieję, że tam znajdę jakieś wyjaśniania czemu moja bransoletka znalazła się u brunetka
- Ano... Wiem, że zawaliłem na całej linii i masz prawo mnie znienawidzić i nawet nie odzywać się do mnie, ale mam nadzieję, że za jakiś czas znów spojrzysz na mnie przychylnym okiem... Miałem ten drobiazg oddać ci podczas kolacji. Tak. To twoja bransoletka. Gdy wkładając ją do torebki to przez nieuwagę zamiast do środka to ona znów upadła na podłogę, więc postanowiłem wziąść ją by pokazać ją mojej siostrze ciotecznej, która zajmuje się projektowaniem a także robieniem biżuterii aby spróbowała ją naprawić i jak widzisz udało się jej. Mam gorącą nadzieję, że podoba się tobie... Całusy. Jay. P.S. Wiem, że chciałaś iść z Bellą na ten musical tylko nie było już biletów na pierwsze występy, więc proszę bardzo. Miłego oglądania i słuchania. Aha żeby nie było nie przyjmuje zwrotów – nie powiem czytając wiadomość mimowolnie kąciki moich ust nieco uniosły się przy czym odruchowo jeszcze raz zerknęłam na trzymaną w ręku błyskotkę i widząc, że tam gdzie była zerwana jest teraz wisząca zawieszka w kształcie gitary szerzej uśmiechnęłam się. Gdy dotarłam do końca listu machinalnie sięgnęłam do leżących na biurku dwóch mniejszych karteczek, które wypadły z listu i widząc, że to naprawdę są bilety na musical o zespole Quinn podkręciłam głową nie wierząc w to co widzę.
- Boże co ja mam z tym brunetem – nie marnując ani sekundy szybko wyjęłam z kieszeni komórkę pisząc do Jaya by natychmiast do mnie przyszedł, po czym odkładając komórkę ponownie zerknęłam na bilety kręcąc głową. Gdy tylko usłyszałam pukanie szybko wzięłam głęboki oddech
- Proszę… Wejdź proszę i usiądź… Chce pogadać o… – widząc wchodzącego do pomieszczenia Jaya od razu mówiąc wskazałam mu fotel przy stoliku i gdy ledwo usiadłam obok bruneta usłyszałam dźwięk swojej komórki, więc szybko wstałam podchodzą do biurka i kiedy zobaczyłam na wyświetlaczu zdjęcie Franza mimowolnie uśmiechnęłam się
- No cześć mój ukochany rockowy romantyku. Posłuchaj czy mogę oddzwonić do ciebie za chwilę, bo… – powiedziałam od razu odbierając połączenie i nie powiem słysząc śmiech przyjaciela mimowolnie kąciki moich ust uniosły się.
- A witam serdecznie moją ukochaną dziennikarkę i autorkę znakomitych tekstów piosenek… Posłuchaj dzwonie w bardzo pilnej sprawie, ale zanim przejdę do konkretów to mam ogromną prośbę, a mianowicie czy mogłabyś dyskretnie poprosić Jaya by wyszedł z tobą do jakiegoś cichego miejsca, bo ta sprawa jest do waszej dwójki – słysząc słowa Franza pytająco zerknęłam na Jaya i nie marnując ani sekundy zbierając z biurka potrzebne mi rzeczy znów usiadłam na swoim poprzednim miejscu
- Tak się właśnie składa, że Tariq jest u mnie w gabinecie, więc przełączam na głośno mówiący by on też słuchał – nie dodając nic więcej szybko włączając odpowiedni przycisk położyłam komórkę na stole zastanawiając się o co może chodzić przyjacielowi
- Ulala… Jay już od samego rana na dywaniku u pani menadżer?… Aż się boję spytać co takiego kochany przeskrobałeś czy ewentualnie nie przeszkodziłem wam w małym co nieco – z trudem zachowując powagę przekręciłam oczami zerkając na bruneta, który kręcąc głową nieco uśmiechnął się
- Cześć gitarowy dowcipnisiu w niczym nam nie przeszkadzasz i to czy coś przeskrobałem to może kiedyś ci powiem… Lepiej powiedz co tam słychać u ciebie i w jakiej sprawie dzwonisz do nas – rzucił natychmiast Jay, a ja słysząc cichu śmiech Franza sama mimowolnie lekko uśmiechnęłam się
- Rozumiem. Czyli sprawa ma gruby kaliber i nie chcesz się chwalić… Aczkolwiek tak czy siak z was to wyciągnę bo czuję w kościach, że to jakaś super historia... No dobra a tak już przechodząc do konkretów to jak wiecie szykuje nową płytę i niby mam już ją gotową, ale jak sami wiecie czasem bywa tak, że wena nagle spływa na człowieka dzięki czemu powstaje super hit i właśnie tak się stało w moim przypadku, bo napisałem super tekst, ale niestety wena tak jak szybko przyszła tak szybko odeszła przez co mam duże trudności w skomponowaniu odpowiedniej muzyki, więc… Mam do was ogromną prośbę… Ja wiem, że sami macie teraz urwanie głowy, ale może spróbowalibyście skomponować muzykę do tej piosenki?… Jesteście w tym najlepsi i jesteście moją ostatnią deską ratunku… – powiedział Franz, a spojrzałam się na Tariqa, który kiwając głową patrzył się na mnie pytająco jakby chciał przez to przekazać bym to ja zdecydowała
- No spróbować możemy, czemu nie. Tylko musisz przesłać nam jeszcze dziś tekst i powiedz na kiedy potrzebujesz tej muzyki – powiedziałam od razu zerkając na siedzącego naprzeciw mnie brunetowi, który znów pokiwał głową
- Naprawdę będę wam dozgonnie wdzięczny i waszym dłużnikiem jeśli dacie radę. Tekst zaraz wam prześlę a co do daty to tak po prawdzie potrzebuje muzyki na tak zwane wczoraj, ale co powiecie na półtora tygodnia? – Jay słysząc ostatnie słowa naszego przyjaciela od razu zagwizdał kręcąc głową
- No kochany już się bałem, że naprawdę potrzebujesz tego na wczoraj i będziemy musieliśmy z Anastasią nockę przez ciebie zarywać, ale jak dajesz nam tyle czasu to spokojnie skomponujemy ci muzykę w sobotę między obiadem a kolacją… – nie powiem słysząc słowa szeroko uśmiechniętego ciemnookiego mimowolnie tak jak Franz zaśmiałam się
- Oj dobra, dobra Jay… Co prawda jesteście moją ostatnią deską ratunku to jednak nie można zaprzeczyć temu, że jesteście najlepsi i wiem, że dacie radę skomponować fantastyczną piosenkę nawet w ciągu jednego dnia – nie mogąc przestać się uśmiechać nieco przekręciłam oczami
- Proszę cię Franz nie słódź nam już, bo zaraz wylądujemy z Tariqiem w szpitalu z cukrzycą. Prześlij nam zaraz tekst a my zrobimy wszystko co w naszej mocy i będziemy z tobą w kontrakcie – rzuciłam szybko i słysząc cichy śmiech przyjaciela mimowolnie szerzej uśmiechnęłam się
- Kochana ja mówię tylko prawdę… Naprawdę bardzo wam dziękuję. Jesteście kochani i niezastąpieni… Dobra nie przeszkadzam wam już. Miłej pracy i dousłyszenia – kiedy tylko usłyszałam dźwięk zakończenia połączenia sięgnęłam szybko po komórkę blokując ją, po czym odkładając urządzenie zerknęłam na Jaya, który pytająco patrzył się na mnie
- Ana ja naprawdę bardzo cię przepraszam za to, że nie przyszedłem… Gdy Izzy poprosił mnie o pomoc to na początku myślałem, że dam radę zrobić to na czas i zwyczajnie w świecie wciągając się w pracę nie spoglądałem na zegarek zapominając o bożym świecie… Nigdy to mi się nie zdarzyło… Naprawdę uwierz mi, że bardzo się cieszyłem na naszą randkę i pragnąc by wszystko było perfekcyjne po raz pierwszy raz w życiu zaplanowałem randkę w drobnych szczegółach, bo nigdy tego nie robiłem idąc na kompletny spontan… – zaczął mówić Tariq przepraszająco spoglądając na mnie, a ja starając się nie okazać żadnych emocji pokiwałam powoli głową
- Jay ja naprawdę rozumiem, że chciałeś pomóc Izzyemu i to jest ok, ale nie jest już w porządku to, że nawet do mnie nie zadzwoniłeś czy nie napisałeś, że jesteś w pracy, bo wtedy może przyjechałabym do ciebie pomagając ci byśmy choć tak spędzili zaplanowany wspólnie wieczór, ponieważ ja też cieszyłam się na to, ale wyszło jak wyszło i nie ma co do tego wracać… Posłuchaj ja bardzo dziękuję ci za bransoletkę. Myślałam, że gdzieś ją zgubiłam, a tu taka naprawdę wielka i miła niespodzianka. Podoba mi się jej nowa osłona, ale nie musiałeś tego robić i jeśli jestem ci coś za nią winna… – zaczynając mówiąc nie odwróciłam wzroku od bruneta, który słysząc moje słowa lekko uśmiechnął, ale gdy usłyszał moje ostatnie słowa pokręcił głową
- Rzeczywiście nie musiałem, ale bardzo chciałem i po prostu to zrobiłem, a ty nie musisz nic mi oddawać. Cieszę się, że bardzo ci się podoba. Gdy Mahi do mnie zadzwoniła, że tylko tak może ją naprawić to poprosiłem by wzięła zawieszkę z gitarą, bo uznałem, że wiąże się ona z twoimi pasjami i nada bransoletce jeszcze głębszy wymiar – nie powiem słowa uśmiechniętego ciemnookiego sprawiły, że mimowolnie kąciki moich ust nieco uniosły się, gdzie odruchowo sięgnęłam po bransoletkę ponownie spoglądając w jego błyszczące ciemne tęczówki
- Wydaje mi się, że nie mogłeś wybrać lepiej i rzeczywiście gitara pasuje do niej… Może skoro miałeś dać mi ją wczoraj to przynajmniej założysz mi ją? – nim zdążam ugryźć się w język wypowiadam słowa nie odrywając wzroku od mężczyzny, który szerzej się uśmiechając kiwnął głową i nie marnując ani sekundy wziął ode mnie bransoletkę powoli zakładając mi ją, gdzie nie powiem uczucie jego dotyku sprawiło, że przez moje ciało przechodził miły i gorący dreszcz, który wzmógł się kiedy tylko Jay pocałował mnie w rękę. Cholera by to wzięła, że właśnie ten facet potrafi wywoływać samym delikatnym dotykiem takie uczucia we mnie i nawet nie chce próbować zastanawiać się co to oznacza
- Dziękuję… Jay co do biletów to także bardzo ci za nie dziękuję i pomimo wielkiej chęci skorzystania z nich to ja nie mogę ich przyjąć… – odzyskując rozum szybko sięgnęłam po bilety podając je brunetowi, który unosząc nieco ręce pokręcił głową
- Musisz je przyjąć, bo ja nie przyjmuje żadnych zwrotów… No nie patrz się tak na mnie, ponieważ mówię jak najbardziej poważnie i nawet nie chce słyszeć więcej sprzeciwu… Myślałem, że pójdziemy tam razem na drugą randkę, ale cóż, jeśli nie zechcesz dać mi drugiej szansy to po prostu pójdź może z Bellą i baw się dobrze… Nie wiem jak ty, ale uważam, że na tym powinniśmy skończyć ten temat i wrócić do reszty zanim staniemy się obiektem plotek i pseudodomysłów – przekręcając oczami pokręciłam głową nie potrafiąc powstrzymać unoszących się nieco kącików ust na widok promienno-cwaniackiego uśmiechu pojawiającego się na twarzy Tariqa
- Jay ja naprawdę nie mogę przyjść tych biletów, więc je weź i to nie tak, że nie chce dać ci drugą szansę… po prostu nie chce zagłębiać się w znajomość z facetem, który przez pracę zapomina o mnie, o całym boże świecie… Wystarczy mi, że widziałam to jak mama musiała coś takiego znosić przy ojcu i nie chce tego samego dla siebie… a ty pokazałeś mi dobitnie, że aż za bardzo przypominasz mi ojca i zwyczajnie w świecie raczej wole byśmy po prostu byli znajomymi z pracy, niż by nasza znajomość wyszła za bardzo poza pracę – mówiąc nie oderwałam wzroku od ciemnookiego, który powoli pokiwał głową
- Ana bilety są twoje i nawet nie próbuj więcej protestować… Ja rozumiem twoje podejście, ale uwierz mi, że to było pierwsze i ostatnie moje takie potknięcie, gdzie od dłuższego czasu to praca nie stanowi dla mnie centrum mego życia… Tak czy siak mam nadzieję, że jednak skusisz się dać mi kolejną szansę bym mógł dobitnie pokazać ci, że jednak nie jestem kopią twego ojca i kto wie może będę próbował coś zrobić by tak się stało… Dobra jak widzę jesteś dziś wyjątkowo rozchwytywana, więc zmykam i jak dostaniesz tekst od Franza to daj mi znać to wtedy umówimy się jakoś – nim zdążyłam coś powiedzieć brunet szybko wyszedł z mojego gabinetu, a ja kręcąc głową nadal mając przed oczami rzucony mi przed chwilą przez ciemnookiego czarująco-uwodzicielski uśmiech sięgnęłam po komórkę i gdy zobaczyłam adresata oraz treść wiadomości uśmiech, który miałam na buzi natychmiast zniknął a zamiast tego cicho westchnęłam kręcąc głową. Cholera sama nie wiem czemu zamiast czuć pełną satysfakcję czuję jakieś wyrzuty, które wręcz krzyczą, że to co robię jest złe i powinnam jak najszybciej to zakończyć. No i czemu jasnej ciasnej ten piekielny brunet tak na mnie działa, że jedno jego spojrzenie i jeden uśmiech a ja czuję jak mięknął mi nogi przy jednoczesnym zrobieniu się mokro tam na dole.
***
- Wiesz kochana miałaś fantastyczny pomysł z tym wypadem do klubu. Tylko przykro mi, że z randki we dwoje zrobiło się wyjście grupowe – starając się namówić głośno spojrzałam się na Bellę, która uśmiechając się podkręciłam głową
- Ja mam zawsze fajne pomysły kochana i jak widzisz jest on bardzo udany, więc nie ma co narzekać. Szkoda tylko, że Richie musiał jechać do szpitala na dyżur a Jay siedzi dosłownie obok zawalony papierkową robotą – kiwając głową odruchowo zerknęłam na drzwi prowadzące do dalszych pomieszczeń klubu w tym jak nie mam także do gabinetu Jaya, który odkąd tu jesteśmy ani razu nam się nie pokazał. Walcząc z myślą, że chciałabym aby się pojawił spojrzałam się na stojących przy barze naszych chłopaków, którzy cierpliwie czekali w kolejne po kolejne dla nas drink
- Ana naprawdę jest mi przykro, że nie jako przeze mnie i Izzyego twoja randka z Jayem nie wypaliła… Nie mogę uwierzyć, że Jay tak po prostu olał cię zapominając o randce… – zaczęła mówić Mel, na co posyłając jej blady uśmiech pokręciłam głową
- Ok przestań Mel. Było, minęło i nie ma sensu wracać do tego, tylko lepiej skupić się na tym co tu i teraz – przerwałam natychmiast mulatce, która lekko uśmiechając się pokiwała głową
- Otóż to. Skoro Jay nie wykorzystał swojej szansy to jego strata… Same zobaczcie ile tu jest przystojnego towaru, który aż się prosi by go schrupać. No co? Sama mi nie raz mówiłaś, że przecież od jednego niezobowiązującego razu świat się nie zawali, prawda? Choć nie powiem Jay jest jednak wyjątkowym ciachem, więc czemu nie spróbować za jakiś czas połączyć tych rzeczy kochana – nie mogąc przestać się śmiać ze słów Belli, pokręciłam głową nie poznając przyjaciółki
- Nie wiem gdzie się podziała moja Bella, ale na pewno pani ma już dość alkoholu – zaśmiałam się odsuwając akurat stawianą przed nią przez Chrisa szklankę, na co ona nieco spiorunowała mnie spojrzeniem, a blondas popatrzył się na mnie pytająco
- Ej Ana to wcale nie jest głupi pomysł. Sama zobacz ile facetów patrzy w naszą stronę i tylko czeka na dobrą okazję by do nas zagadać – rzuciła natychmiast mulatka i znacząco spoglądając na mnie gestem głowy skinęła w stronę baru
- Kochanie ja ci przypominam, że jestem twoim chłopakiem i, że jestem tu obok przez co to na mnie powinnaś patrzeć a nie na jakiś innych facetów czy gadać z nimi – Izzy nie marnując ani sekundy jeszcze bardziej przyciągnął do siebie dziewczynę całując ją, na co przekręcając nieco oczami sięgnęłam po kieliszek popijając łyk drinka
- Dobra. Nie wiem jak wy, ale ja idę tańczyć – nie dodając nic więcej szybko wstałam idąc na parkiet, gdzie od razu wtapiając w tańczący tłum zaczęłam poruszać się do rytmu muzyki. Nie minęło dużo czasu jak przede mną pojawił się jakiś nieznany mi przystojny brunet, który posyłał mi pytajaco-zachęcajacy uśmiech. No może rzeczywiście pomysł Belli wcale nie jest głupi i naprawdę powinnam po prostu kompletnie wyluzując dobrze się zabawić. Nim zdążyłam cokolwiek zrobić poczułam jak jakieś silne ramiona okręcając się wokół mojej tali zaczynając przy tym nieco kołysać moimi biodrami przez co natychmiast odruchowo z całej siły nastąpiłam temu komuś na palce u nogi i słysząc cichy jęk przy jednoczesnym rozróżnieniu uścisku ramion odwróciłam się szybko chcąc temu komis przyłożyć, ale widząc, że tym kimś jest Jay podkręciłam głową nie wierząc, że to naprawdę on
- Czyś ty już do reszty zgłupiał Khan? Naprawdę masz szczęście, że tylko to zrobiłam bo umiem o wiele więcej i mogło nie skończyć się to dla ciebie dobrze – rzuciłam od razu nie odwracając się od bruneta, który lekko uśmiechając się pokiwał głową
- Przepraszam nie chciałem cię nastraszyć tylko zatańczyć z tobą i tak jakoś… Zresztą nie przeczę, że należało mieć się to za naszą randkę… – słysząc słowa Jaya cicho westchnęłam kręcąc głową
- Oj nie bocz się, bo nic się przecież nie stało i chodź tu do mnie – dodał pospiesznie ciemnooki i nie czekając na moją reakcję wykorzystując to, że zaczęła grać wolniejsza piosenka przyciągnął mnie do siebie delikatnie obejmując mnie, na co od razu próbowałam się od niego odsunąć, ale jednak brunet silnie mnie trzymał. Postanawiając nie robić afery cicho westchnąłem i nic nie mówiąc starając się nie patrzeć mu prosto w oczy rzuciłam ręce na jego ramiona co on skrzętnie wykorzystał jeszcze bardziej przysuwając mnie do siebie
- Wiesz przepiękne i seksownie wyglądasz – słysząc słowa Tariqa sprawiły, że mimowolnie spojrzałam się na niego i niemalże natychmiast poczułam jak błyszczące ciemne tęczówki chłopaka z promiennym uśmiechem hipnotyzowały powodując, że przez moje ciało przeszedł miły gorący dreszcz podniecenia. Naprawdę nie rozumiem czemu akurat przy nim muszę tak się czuć
- Dzięki. Ty również świetnie się prezentujesz i nawet nie myśl sobie, że tymi czułymi słówkami coś zdziałasz, bo ja ich nie kupuje – szepnęłam nie odwracając wzroku z Jaya, który lekko się uśmiechając cicho zaśmiał się
- No co ty nie powiesz? A już myślałem, że jedno słowo z jednym uśmiechem i będziesz tylko moja – mimowolnie słysząc słowa mężczyzny cicho zaśmiałam się kręcąc głową, na co kąciki jego ust szerzej uniosły się, a ja nie mogłam oderwać wzroku od jego promienno-uwodzielskiego uśmiechu. Może i jestem głupia, ale jednak nie mogę zaprzeczyć temu, że on ma w sobie coś, co przyciąga mnie do niego i wcale nie jestem z tego powodu zadowolona, bo zbyt mocno przypomina mi mego ojca, choć z drugiej strony może jednak pomysł Belli wcale nie jest taki głupi. Niby chciałam dzięki tej nieszczęsnej randce wyciągnąć jakieś informacje, ale może warto zrobić jeszcze jedno podejście i zwyczajnie w świecie porządnie zabawić się z Jayem.
2 komentarze:
ZAJEBISTY!!!!!!!!!!!! Boże jak ja uwielbiam Twoje opowiadania <3 <3 <3
Jejku Jay postarał się i to mocno, jestem dumna z niego :D
No ale reakcja Ann hahaha mistrzostwo po prostu.
W sumie dobrze zrobiła, nie może być taka łatwa... ale z drugiej strony liczę na to że szybko się pogodzą i w końcu coś z tego będzie <3
Ehh liczę też na to że relacja Ann i jej ojca poprawi się..
Sama wiem co to znaczy :(
Ojcowie i córki trudny temat....
I oczywiście czekam na Chrisa i Belle ahhh...<3
Buziaki kochana ;****
No i poszłam od razu do kolejnego rozdziału, żeby zobaczyć czy Ana spotkała się ze swoim mózgiem i co czytam... "...po pomimo prawdziwych pobudek przez które chciałam się z nim spotkać to jednak w głębi serca chciałam go bliżej poznać..." No co za hipokrytka!! Aż cofnęłam się do poprzedniego rozdziału, żeby odnaleźć fragment, który mnie zastanowił... "...No może i w dużej mierze w tym samym wyjściu chodzi mi o wyciągnięcie z Jaya jakiś ciekawych informacji..." I mimo, że dawno czytałam rozdział 29... to wiem, że Ana coś kombinuje... i totalnie mi się to nie podoba!!!! Ja wiem Alikus, że piszemy po to aby w czytelnikach wywoływać emocje :D Ale dlaczego cholera jasna one muszą być takie negatywne?! Pewnie nie to było Twoim zamiarem, ale... Anastasii się chyba ode mnie dostanie... drażni mnie dziewczyna i... może upłynąć sporo wody zanim zmienię o niej zdanie :( Czytam dalej... dam jej szansę, mimo że ona sama tej szansy Jayowi dać póki co nie chce...
"...że po tym zobaczyłam jak nóź trzymamy w jej ręku zmierza w stronę klatki piersiowej nigdy nie przestanę o nią się martwić." Święty Panie! :O
Dobra, trochę się wyjaśniło dlaczego Ana tak emocjonalnie zareagowała na małą wpadkę Jaya... Ale Jay to nie jej ojciec... I kompletnie nie usprawiedliwia jej co ona tam po kryjomu wyczynia!!! Potańczyli, niby wszystko ładnie, pięknie, ale... Idę do następnego rozdziału zobaczyć co się wydarzy :)
Buziaki :*
Prześlij komentarz