sobota, 28 listopada 2020

30 rozdział

 Narracja Isabell

- O cześć tatuś… I tak. Właśnie tego mi potrzeba by zacząć dzień… Naprawdę tato? Ja wiem, że niby powinniśmy przeczytać te wszystkie komentarze, ale żeby tak od samego rana? Od tego tylko można dostać wrzodów żołądka i na dzień dobry popsuć sobie humor – gdy tylko weszłam do kuchni od razu podeszłam do taty całując go w policzek, po czym posyłając mu uśmiech szybko wzięłam jego kubek biorąc łyk kawy jednocześnie mimowolnie zerknąłem na to co akurat czyta i widząc komentarze pod wczorajszym artykule o związku Izzyego kręcąc głową usiadłam obok ojca, który pomimo tego, że starał się posłać mi karcące spojrzenie nie mógł powstrzymać pojawiającego się na jego buzi lekkiego uśmiechu

- Wrzodów żołądka to można dostać od częstego picia kawy na czczo moja miła a to mego humoru na pewno nie popsuję, bo przeczuwałem, że mogą pojawić się łagodnie mówiąc nie miłe komentarze odnoszące się do wydarzeń z przeszłości, ale pocieszające jest to, że jest ich zdecydowanie mniej niż tych pozytywnych – mimowolnie słysząc ostatnie słowa tata uśmiechnęłam się kiwając głową 

- Masz rację. Najważniejsze, że fani w dużej mierze dobrze przyjęli wiadomość, że Izzy ma dziewczynę i dobrze, że Punc oficjalnie to potwierdził. Teraz ważne by nasz plan odnośnie promocji wypalił i sprzedaż singli była wysoka – powiedziałam patrząc się na tatę, który uśmiechając się pokiwał głową

- Tato a tak w ogóle to… Ja wiem, że coś przede mną oraz Aną ukrywacie i boimy się bardzo, że dawne sprawy mogą w każdej chwili niespodziewanie wypłynąć na powierzchnię, więc może dobrze by było gdyby tata w wolnej chwili dokładnie opowiedział mi o dawnej pracy z chłopakami – biorąc szybko głęboki oddech zaczęłam mówić wyrzucając wreszcie z siebie to co już dawno chciałam poruszyć ale albo brakowało mi odwagi lub nie było odpowiedniego momentu na to. Tata słysząc moje słowa od razu badawczo mi się przyjrzał i kręcąc po krótkiej chwili głową cicho westchnął

- Isabell… Musisz zrozumieć, że pewne sprawy są bardzo skomplikowane i głęboko zakopane przez co nie warto wracać dawnych rzeczy jeśli nie ma takiej wyraźnej potrzeby… Uwierz mi, że tamte sprawy nigdy nie wyjdą na światło dzienne i nie musisz się o nic martwić, a skup się na tym co tu i teraz… Naprawdę zaufaj mi słońce i nie dociekaj, bo to nikomu nie wyjdzie na dobre – rzucił ojciec, a ja patrzyłam na niego sama nie wiedząc co mam powiedzieć ani co myśleć. Wiedziałam, że wcześniej nie zawsze było kolorowo i są pewne sprawy, o których tata nie mógł mówić otwarcie, bo jak nie wiązały go umowy to po prostu nie miał wpływu na to co pseudo dziennikarze piszą

- Otworzę… – nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć usłyszałam dzwonek do drzwi przez co odruchowo szybko wstałam by je otworzyć, ale słysząc głos mamy machinalnie kiwając głową podeszłam do lodówki wyjmując z niej sałatkę 

- Czy mi się dobrze wydaję czy ty jesteś na jakieś diecie, bo jak zauważyłem ostatnio jakoś przeważnie zjadasz same sałatki starając się unikać mięsa? Nie chcę się wtrącać, ale według mnie nie potrzebujesz żadnych diet, bo dobre wyglądasz i nie chce byś popadła w anoreksję czy bulimię – powiedział tata przyglądając mi się badawczo, na co nieco piorunując go spojrzeniem lekko uśmiechnęłam się kręcąc głową

- Spokojnie tato nie grozi mi ani jedno ani drugie. Ja po prostu postanowiłam zacząć lepiej i zdrowiej się odżywiać. Dobrze zbilansowana dieta to podstawa pozytywnego nastawienia do świat i dobrego samopoczucia tato – rzuciłam od razu, na co tata uśmiechając się pokręcił głową

- Jakie ładne kwiaty mamo. Od kogo one są? – powiedziałam widząc wchodzącą do kuchni mamę, która w rękach trzymała duży bukiet kwiatów

- Owszem są ładne, ale to ty musisz mi powiedzieć od kogo one są, ponieważ one są dla ciebie kochanie – słysząc słowa mamy mimowolnie uśmiechając się odkładają na stół pudełko wzięłam od mamy bukiet kwiatów odruchowo zaciągnęłam się ich przecudnym zapachem, przy czym nie potrafiłam powstrzymać szeroko unoszących się kącików ust na samą myśl od kogo one mogą być, bo tylko on doskonale wie, że uwielbiam lilię

- Czy ja o czymś nie wiem skarbie? Masz jakiegoś cichego adoratora i nic o nim nie mówisz? Zaproś może go na obiad czy kolację do nas byśmy mogli go poznać – słysząc słowa taty od razu  spiorunowałam go spojrzeniem

- Mike wydaje mi się, że obydwoje znamy tego adoratora, prawda skarbie? – widząc znaczący wzrok mamy i jej promienny uśmiech sama uśmiechnęłam się 

- Że co? Chyba nie mówicie poważnie? Te kwiaty są od Chrisa? Wróciliście do siebie?… Tak czy siak ja już sobie z nim porozmawiam dziś poważnie – rzucił natychmiast ojciec na co od razu przekręciłam oczami kręcąc głową

- Tato przestań dobrze? Może i to kwiaty od Chrisa ale nie wróciliśmy do siebie. To po prostu miły gest i tyle – powiedziałam od razu i nie marnując czasu wsadziłam kwiaty do podanego przez mamę wazonu biorąc go ostrożnie od niej 

- Ja się po prostu martwię o ciebie skarbie, bo nie chce byś znów cierpiała przez niego... No nie patrzcie się tak obie na mnie, bo może i ufam Chrisowi widząc, że wydoroślał, zmądrzał to jednak zwyczajnie w świecie boję się, że znów cię zranił i to raczej nigdy się zmieni ponieważ jesteś moją kochaną córeczką – tata nie dodając nic więcej podszedł do mnie całując w głowę, na co nie mogłam powstrzymać unoszących się kącików ust

- Tati dziękuję, że się o mnie martwisz, ale uwierz mi, że wszystko w jak najlepszym porządku, gdzie jestem bardzo ostrożna, a gdyby coś się działo to od razu powiem o tym, dobrze? A teraz tatusiu jak tak bardzo się martwisz to niech tata zrobi mi kawę, bym mogła rozbudzić bo nie chciałabym usnąć w pracy, ponieważ mam strasznie wymagających i sztywnych szefów – puszczając oczko ojcu szybko poszłam do swojego pokoju, gdzie gdy tylko położyłam na biurku wazon z kwiatami wyjęłam z nich dołączoną karteczkę 

- Mam nadzieję, że sprawiłem, że od samego rana na twojej twarzy gości uśmiech. Chris. P.S.: Co powiesz na kino, kolację i spacer dziś? – nie mogąc powstrzymać unoszących się szeroko kącików ust cicho się zaśmiałam, po czym nie marnując ani sekundy sięgnęłam po komórkę wybierając właściwy numer 

- Cześć Chris… Bardzo dziękuję ci za kwiaty. Są naprawdę przepiękne, ale nie musiałeś ich przesyłać. A co do twojej propozycji na wieczór to nie wiem czy nie lepiej przełożyć to na jutro, tj. na piątek – zaczęłam mówić szybko gdy tylko usłyszałam dźwięk odbieranej komórki, przy czym nie mogłam oderwać wzroku od przepięknych kwiatów

- Cześć Bella. Może i nie musiałem, ale chciałem sprawić ci przyjemność i strasznie żałuję, że nie mogę zobaczyć twojego uśmiechu, który jak nie mam masz teraz na buzi… A co do zaproszenia to tak pomyślałem, że zabiorę cię dziś na taką sporadyczną randkę do kina a jutro pójdziemy do klubu Jaya potańczyć, ale jak chcesz to możemy iść jutro… W ogóle jak chcesz to nie musimy tego nazywać randką tylko zwykłym wyjściem dwójki przyjaciół – nie powiem słysząc na koniec zakłopotanie w głosie blondyna cicho zaśmiałam się żałując tego, że nie mogę zobaczyć jego speszonej miny 

- Chris z przyjemnością pójdę z tobą dziś na randkę a jutro do klubu Jaya… Słuchaj będę kończyła bo ktoś dobija się do mojego pokoju, więc do zobaczenia w pracy. Pa – powiedziałam nie mogąc powstrzymać unoszących się szeroko kącików ust, ale gdy usłyszałam pukanie do drzwi szybko zakończyłam połączenie spoglądając na nieco uchylające się drzwi i widząc za nimi mamę ręką dałam jej znać by weszła do pokoju

- Kochanie ja nie chcę się wtrącać… Ja domyślam się, że pojawienie się Chrisa spowodowało, że powróciły wszystkie wspomnienia nawet te mniej miłe i wiem doskonale jak boli strata dziecka… i po prostu nie chce byś zrobiła coś pod wpływem nagłych emocji, byś zrobiła coś tylko po to by odzyskać… – słysząc słowa mamy od razu spiorunowałam ją spojrzeniem kręcąc energicznie głową siadając obok niej na łóżku

- Mamo proszę cię przestań… Rzeczywiście gdy tylko zobaczyłam Chrisa wszystko do mnie powróciło, ale możesz być pewna, że nie działam pod wpływem tamtych chwil… To co było już nie wróci i jak sama mi mówiłaś nie mogę żyć przeszłością a muszę skupić się nad tym co tu i teraz mino tego bólu, który już zawsze będę czuła w sercu… – szepnęłam patrząc się na rodzicielkę, która pocieszająco uśmiechając się do mnie skinęła głową i obejmując mnie mocniej pocałowała mnie w głowę, co spowodowało, że pomimo bolesnego skurczu w sercu lekko uśmiechnęłam się 

- Nawet nie wiesz jak bardzo pragnę tego byś była szczęśliwa i kto wie… Może to właśnie Christoph jest twoim rycerzem tylko pisana wam była taka nieco kręta droga… A tatą się nie martw kochanie, bo ja się nim zajmę – słysząc słowa mamy mimowolnie szerzej uśmiechając się pocałował mamę w policzek.

Narracja Aleksandrii

- Ale slicna – słysząc słodki głos powoli odwróciłam się odkładając na blat stołu tusz do rzęs i widząc w drzwiach Elzę i Kevina mimowolnie lekko uśmiechnęłam się 

- Idziesz na randkę tak jak mama z tatą? – słysząc słowa brata dałam znać jemu i małej brunetce by weszli do środka, gdzie od razu chwyciłam mała Elsę sadzając ją na swoich kolanach

- A skąd ty wiesz co to randka i, że wasza mama chodzi na nią z tatą, co? O jak widzę masz dobble – mówiąc spojrzałam się na Kevina i nie mogąc się powstrzymać zaczęłam łaskotać swoją siostrę, która od razu zaczęła się śmiać i wyrywać mi się 

- Wiem, bo tata mi powiedział i jak na wyjść z mamą to mama też się tak ładnie ubiera i długo się maluję. A karty mam bo chcemy z tobą zagrać – powiedział Kevin, a ja mimowolnie cicho się śmiejąc pokiwałam głową 

- No niestety ja zaraz wychodzę, ale jutro może znajdę chwilę to wtedy zagramy, dobrze? Przecież muszę się odegrać za poprzednią grę, w której mnie ograliście – nie powiem słysząc śmiech rodzeństwa sama uśmiechnęłam się szeroko 

- Dzieciaki dajcie Anastasii przygotować się do wyjścia… No już idźcie do pokoju, a ja zaraz do was przyjdę to pogramy razem – ni stąd nie zowąd w moim pokoju pojawiła się Veronica, a ja uśmiechając się lekko pocałowałam w policzek Elsę, po czym puściłam ją, a ona szybko razem z bratem wyszła z pomieszczenia

- Cieszę się, że od razu złapaliście wspólny język. Kevin z Elsą ewidentnie pokochali cię i będą bardzo smutni jak wyprowadzisz się… Wiem, że zrobisz jak będziesz uważała, ale pamiętaj, że nie musisz się stąd wyprowadzać, że tutaj zawsze znajdzie się dla ciebie miejsce – powiedziała Vera przyjaźnie uśmiechając się do mnie, na co starając się lekko uśmiechnąć pokiwałam głową

- Uwierz mi, że ja też ich bardzo pokochałam i naprawdę cieszę się, że ich mam. A jeśli chodzi o moją wyprowadzkę to chyba tak będzie lepiej, ale dzięki… – rzuciłam szybko patrząc się jak żona mojego ojca pokiwała głową 

- Anastasio ja wiem, że sytuacja nie jest łatwa i w ogóle, a ja nie chciałabym się wtrącać, ale może naprawdę powinnaś porozmawiać szczerze z swoim ojcem… On naprawdę cię kocha i chciałby… – zaczęła mówić Veronica, a ja od razu energicznie pokręciłam głową czując jak złość zaczyna we mnie narastać

- Posłuchaj gdybym chciała pogadać z ojcem o tym co było to już dawno bym to zrobiła i nie chce na ten temat mówić a w szczególności z tobą… – mówiąc starałam się hamować by nie powiedzieć czegoś za dużo 

- A o czym tak rozmawiacie? Pięknie wyglądasz Anastasio. Będę zbyt wścibski jak spytam się dokąd i z kim idziesz? – nim żona mojego ojca zdążyła coś powiedzieć w drzwiach pojawił się właśnie mój ojciec, gdzie słysząc jego słowa odruchowo przekręciłam oczami 

- Jestem dorosła i nie muszę się tłumaczyć z kim oraz gdzie idę, a teraz bardzo was przepraszam, ale chciałabym zostać sama – nie dodając nic więcej szybko odwróciłam się z powrotem w stronę lusterka ponownie zaczynając nakładać tusz na rzęsy. Gdy tylko usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi prędko wstałam idąc do łazienki i stając przed lustrem po raz kolejny przyjrzałam się swemu odbiciu zastanawiając się czy nie za seksownie się ubrałam. No może i w dużej mierze w tym samym wyjściu chodzi mi o wyciągnięcie z Jaya jakiś ciekawych informacji, ale jednak nie mogę zaprzeczyć temu, że jakaś cząstka mnie nie może oprzeć się temu, że Jay jest wyjątkowo przystojnym facetem i chciałabym go poznać bliżej przez co teraz wręcz z ekscytacją nie mogę doczekać się momentu, w którym się spotkamy. 

***

- Anastasia? Cześć kochana. Nie spodziewałam się ciebie tu. Na kogo czekasz? Znam tego przystojniaczka dla którego tak się prześlicznie wystroiłaś? – słysząc znajomy głos szybko odwróciłam się i widząc Chrisa oraz Bellę, która podchodząc do mnie by pocałować mnie w policzek przytuliła się do mnie, a zaraz po niej to samo zrobił blondyn mimowolnie lekko uśmiechnęłam się, choć nie powiem wcale nie cieszył mnie widok stojącego obok przyjaciółki blondasa

- Cześć wam. Ja też wcale się was tu nie spodziewałam. Myślałam, że tylko Jay jest miłośnikiem chodzenia w tygodniu do kina – powiedziałam patrząc się na brunetkę, która nieco zdziwiona szeroko uśmiechnęła się 

- Naprawdę umówiłaś się z Jayem? Dziwnie, bo nic nie wspomniał o tym gdy… A zresztą skoro się umówił z tobą to na pewno przyjdzie – zaczął mówić Heine, jednak gdy zorientował się, że chyba mówi za dużo urwał i starając się szczerze uśmiechnąć zerknął na wejście do kina

- Jay nie wspomniał o tym gdy co Chris? Nie patrz się tak tylko mów – rzuciła szybko Bella patrząc się na niebieskookiego, który cicho westchnął kiwając głową, a ja od razu wyczułam, że raczej nie spodoba mi się to co usłyszę 

- Jay robiąc przysługę Izzymu wziął za niego papierkową robotę, której trochę było, ale on jest w tym już tak wprawiony, że na pewno poradzi sobie z nią szybko i przyjdzie tu – wyszeptał blondyn przepraszająco-pocieszająco uśmiechając się do mnie, na co nieco uśmiechając się pokiwałam głową 

- Właśnie Chris, Jay na pewno przyjdzie skoro się umówił. Idź może kupić naszej czwórce bilety, a my poczekamy tu na niego i dołączymy zaraz do ciebie – powiedziała od razu moja przyjaciółka patrząc się na blondyna, który pokiwał głową 

- Kup bilety tylko dla siebie i Belli, bo my z Jayem mamy już bilety na Miłość w operze – od razu powiedziałam również zerkając na niebieskookiego, który uśmiechając znów jeszcze raz pokiwał głową, po czym wszedł do kina

- Jay?/Chris? – powiedziałam jednocześnie razem z Bellą i obie równocześnie zaczęliśmy się śmiać 

- No proszę kto by się spodziewał, że pójdziesz na randkę z Jayem… Powinnam się na ciebie śmiertelnie obrazić, że nic mi o tym nie powiedziałaś – nie powiem widząc niby groźny wzrok przyjaciółki i delikatny uśmiech na jej buzi odruchowo przekręciłam oczami z trudem powstrzymując unoszące się lekko kąciki ust

- No weź to tylko zwykły wypad do kina dwójki przyjaciół i nic więcej… No i ja także mogę obrazić się za to, że nic nie powiedziałaś, że idziesz na randkę z Chrisem… Mam tylko nadzieję, że wiesz co robisz i przynajmniej od razu nie dasz się cała na tacy blondynowi – powiedziałam patrząc się na brunetkę, która zabijając mnie wzrokiem delikatnie uderzyła mnie ręką w ramię

- Ana ja wiem, że się martwisz, ale naprawdę jestem ostrożna i proszę zaufaj mu… On się zmienił tak samo jak ja i obydwoje jesteśmy mądrzejsi o tamte wydarzenia, przez co nie popełnimy tych samych błędów… – rzekła od razu Isabella, ale urwała gdy tylko usłyszałyśmy dźwięk jej telefonu i nie kończąc sięgnęła po niego, gdzie chwilę potem spojrzała się na mnie pytająco-pocieszającym, przez które wiedziałam kto to pisze 

- Idź do Chrisa a ja poczekam na Jaya. Jak nie spotykamy się w kinie to umówmy się, że spotkamy się po seansie tutaj i pójdziemy razem coś zjeść – przyjaciółka słysząc moje słowa lekko uśmiechając się pokiwała głową, po czym mocno przytuliła mnie i po krótkiej chwili odsuwając się ode mnie weszła do kina. Gdy tylko jej postać zniknęła mi z oczu wyciągnęłam komórkę i widząc, że do seansu zostało niecałe 10 minut nie zastanawiają się wybrałam numer bruneta mając nadzieję, że odbierze i powie, że jest w drodze

- Cześć Anastasio. Co tam? – gdy tylko usłyszałam nazbyt łagodny ton głosu Jaya od razu poczułam jak przez moje plecy przechodzi zimny dreszcz

- Cześć. Tak dzwonię do ciebie. Co porabiasz? – starając się zachować normalny rok głosu rozejrzałam się dookoła siebie mając nadzieję, że zauważę bruneta, ale jednak nigdzie go nie było

- Akurat jestem w studiu i kończę papierkową robotę, a ty co… O jasna cholera… Byliśmy dziś umówieni na kino… Na śmierć o tym zapomniałem… Ana posłuchaj ja już tu wszystko sprzątam, więc góra za 20 minut będę tam i pójdziemy na pierwszy lepszy film jaki będzie, dobrze? – czując jak złość się we mnie zbiera mocniej ścisnęłam komórkę kręcąc głową

- Nie rób sobie kłopotu Jay, bo właśnie idę z stąd przestając robić z siebie durną idiotkę czekającą na Bóg wie kogo… Nie dzwoń do mnie ani nie przychodź do domu, bo nie chce ciebie ani słyszeć ani widzieć… Dzięki za miły wieczór… Cześć – nie dodając nic więcej szybko rozłączyłam się i z trudem hamując złość oraz łzy prędko chowając dzwoniącą komórkę do torebki zaczęłam iść w stronę domu. Gdy tylko znalazłam się w central parku usiadłam na pierwszej wolnej ławce i starając się opanować złość starałam się głęboko oddychać. Boże co ja sobie myślałam. Chyba miałam niedotlenienie mózgu dopuszczając do siebie myśl, że Tariq może jednak jest inny, że to co piszą o nim w mediach jest zwykłym wymysłem. Słysząc kolejny raz dźwięk komórki sięgnęłam po nią i widząc, że to po raz kolejny dzwoni Jay kręcąc głową odruchowo ścisnęłam komórkę. Już ja pokaże temu cholernemu klonowi ojca gdzie pieprz rośnie. 

Narracja Chrisa

- Masz może jakąś wiadomość od Jaya lub Any? Bo nie dostrzegam ich nigdzie i nie mam żadnej wiadomości, przez co nie wiem czy mamy poczekać na nich czy idziemy sami coś zjeść – słysząc słowa Isabelli szybko sięgnąłem po komórkę i dostrzegając wiadomość od Jaya pokiwałem głową, ale czytając, że zawalił sprawę zapominając o randce z Anastasią cicho westchnąłem kręcąc głową

- Ta… Łagodnie mówiąc Jayowi i Annie plany nieco się zmieniły przez co idziemy sami – zaczynając mówić szybko pisze do przyjaciela, że ma lekko mówiąc przejechane i ma czego żałować, bo blondynka naprawdę wystroiła się dla niego. Kiedy kończę spoglądam na brunetkę, która z niedowierzaniem kręci głową 

- Że co proszę? Jay olał Anę? O niech tylko ja go dorwę jako pierwsza to sam święty turecki mu nie pomoże. Nawet nie chcę myśleć co teraz myśli o nim Ana. Napiszę do niej czy chce bym do niej przyjechała. Rozumiesz prawda? – powiedziała szybko Bella spoglądając na mnie na koniec przepraszająco na co lekko uśmiechnąłem się kiwając głową

- Jasne, że rozumiem i uwierz mi, że mi też nie podoba się to co zrobił Jay – nie dodając nic więcej zerknąłem na wibrującą komórkę i widząc wiadomość od bruneta, który pisał bym lepiej się zamknął i nie dobijał leżącego cicho zaśmiałem się kręcąc głową jednocześnie chowając komórkę do kieszeni spodni

- No dobra, możemy iść coś zjeść. Ana jak na razie nie potrzebuję babskiej reanimacji, ale jak się domyślam jest cholernie wciekła na Jaya i obawiam się, że nawet gdyby on kupił jej z tysiąc kwiatów na przeprosiny to i tak ona nie da mu drugiej szansy – rzuciła po krótkiej chwili brunetka, na co spojrzałem się na nią pytająco

- Babska reanimacja? A cóż to takiego? Nie słyszałem nigdy o tej nowoczesnej metodzie usta usta – spytałem się patrząc się ciemnooką, która cicho zaśmiała się kręcąc głową przez co sam nie mogłem powstrzymać unoszących się kącików ust

- Widzisz mój drogi wy w chwilach załamania sercowego raczycie się czystą, piwem i jakimś filmem akcji ewentualnie filmem porno, a my z Ann w takich chwilach łączymy lody z winem i dobrymi komediami romantycznymi, co nazwałyśmy babską reanimacją – nie mogąc powstrzymać cichego śmiechu pokiwałem głową 

- Bardzo fajne i oryginalne… Bella jak chcesz jechać do Anastasi to po prostu jedź do niej, a kolację przełożymy na jutro bądź sobotę – powiedziałem patrząc się na brunetkę, która uśmiechając się podkręciła głową 

- Ana da mi znać jak będę jej potrzebna i tak w ogóle to nie chce przekładać tej kolacji z tobą – widząc znajomy blask w tęczówkach dziewczyny szerzej uśmiechnąłem się kiwając głową

- W takim razie zapraszam – nie dodając nic więcej podałem Belli swoje ramię, na co ona uśmiechając się przyjęła je i nie marnując ani sekundy wyszliśmy z kina kierując się w stronę Central Parku. Nie powiem uwielbiam spacerować wieczorami a to, że znów obok siebie mam Belle tylko zwiększa moje szczęście. Że też musiałem tak kretyńsko postąpić, lecz niech mnie cholera weźmie ale nie wiem czy gdybym miał możliwość postąpiłbym inaczej pokazując jej jak bardzo jestem słaby. Starając się odpędzić źle myśli szybko wziąłem głęboki oddech spoglądając na widoki a chwilę potem uśmiechając się szeroko zerknąłem na brunetkę, która również się uśmiechając zerkała na mnie 

- Wiesz właśnie przypomniałem sobie jak kiedyś spacerowaliśmy sobie i nagle znikąd pojawiły się moje fanki, a ty jakby niby nic wzięłaś mnie za rękę zaczynając biec jak najdalej… – zacząłem mówić, ale słysząc melodyjny śmiech dziewczyny sam zacząłem się śmiać. Kurczę mino, że od tamtych wydarzeń minęło już tyle lat mam wrażenie, że wydarzyły się wczoraj

- No to było szalone, ale chyba nie mniej od tego co robiliśmy później, nieprawdaż? – nie przestawiając się śmiać pokiwałem głową przypominając sobie jak ukryliśmy się pobliskim klubie, gdzie w pod wpływem chwili zamknęliśmy się w łazience uprawiając najdzikszy seks w moim życiu, przez co niemalże natychmiast poczułem jak przez moje ciało przechodzi gorący dreszcz podniecenia docierający nawet do mego członka, który jak miałem wrażenie wyraźnie dał sygnał, że nie miałby nic przeciwko powtórzeniu tego

- To jest jedna z moich ulubionych naszych randek, do której bardzo często wracam myślami – odpowiedziałem natychmiast patrząc się promiennie uśmiechającą się brunetkę

- A która jest na samym szczycie ulubionych twoich randek?… Nie musisz odpowiadać jeśli nie chcesz – widząc jak nieco speszona spuszcza wzrok zatrzymałem się i odkręcając ją tak, że staliśmy do siebie twarzami delikatnie złapałem ją za podbródek podnosząc jednocześnie jej głowę by spojrzała mi prosto w oczy, po czym również delikatnie zakładając za ucho spadający kosmyk jej brązowych włosów opuszkami palców przejechałam po jej policzku

- Na pierwszym miejscu jest randka, po której zamian za to co miałaś najcenniejszego sprawiłem, że zostać prawdziwą kobietą – szepnęłam nie odrywając wzroku od Belli, która niewinnie uśmiechając się nie potrafiła ukryć pojawiających się lekkich rumieńców. Sam nie mogąc przestać się uśmiechać delikatnie nachyliłem się ku niej i nic nie mówiąc delikatnie musnąłem jej malinowe wargi, na co ona od razu zaczęła oddawać pocałunek z większą namiętnością. Niemalże natychmiast przymknąłem oczy rozkoszując się rozchodzącym się po ciele ciepłem, które wręcz paliło mnie jakby tym błagało by to trwało jak najdłużej i bym nie wypuszczał z rąk tego ciemnowłosego skarba. Wraz ostatnią myślą moje serce zaczęło szybciej bić. Kurde czy to w ogóle możliwe, że naprawdę znów zaczynam coś czuć do brunetki lub, że to wspaniałe uczucie, które nas połączyło nigdy nie umarło. A może to właśnie miał na myśli ten aniołek mówiąc mi, że muszę wrócić na ziemię, bo ktoś na mnie czeka i mnie potrzebuję. Próbując wyłączyć myślenie starałem się za pomocą tego pocałunku po raz kolejny przekazać ciemnookiej jak bardzo przepraszam ją za to co wcześniej zrobiłem i jak bardzo pragnę tego pocałunku. Gdy nam obojgu zabrakło tchu oderwałem się od niej otwierając oczy i dostrzegając w jej brązowych oczach znajome iskierki szczęścia, ciepła szerzej uśmiechnąłem się składając na jej czole pocałunek. 

- Chodźmy już do tej restauracji, bo zaraz rozpada się na dobre – szepnęła po krótkiej chwili Isabell gdy tylko pierwsze krople deszczu zaczęły na nas padać, a ja kiwając głową wziąłem ją za rękę zaczynając biec przed siebie wchodząc chwilę potem do pierwszej lepszej restauracji

- Wiesz co? Ty zdecyduj co będziemy jedli. Zdam się na ciebie – podnosząc wzrok znak menu na brunetkę patrząc się na nią pytającym spojrzeniem, a ona kiwając głową uśmiechnęła się 

- Ok, ale naprawdę nie musisz. To, że ja jestem wegetarianinem to nie znaczy, że… – zacząłem mówić nie odwracając wzroku z Belli, która pokiwała głową 

- Wiem o tym Chris, ale z przyjemnością zjem to co ty zamówisz. Nawet jak to będzie zwykle tofu, które swoją drogą nawet jest całkiem smaczne – rzuciła od razu dziewczyna, a ja spojrzałem się na nią szokowany jej wyznaniem, bo nie spodziewałem się tego

- Naprawdę jadłaś tufu? Bardzo fajne, ale musisz spróbować moich potraw to wtedy zobaczysz jak naprawdę dobrze smakuję tofu – powiedziałem z pewnością głosie, na co ona cicho się śmiejąc pokiwała głową

- No widzisz postanowiłam nieco zbilansować swoją dietę i tak jakoś z czystej ciekawości zjadłam go… No i z przyjemnością zjem coś przygotowanego przez ciebie – kiwając głową zerknąłem znów na menu widząc jak do stolika podchodzi do nas kelnerka

- Poprosimy dwa razy ryż z warzywami gotowanymi na parze i dwie lampki wina czerwonego pół słodkiego – nie dodając nic więcej spojrzałem się kelnerkę, która kiwając głową poszła z zamówieniem, a ja znów spojrzałem się na Isabellę 

- Posłuchaj a tak a propos mego gotowania to widzisz… Kupiłem tu dość niedawno mieszkanie i przydałoby się go wreszcie porządnie umeblować, tylko… ja kompletnie nie mam do tego głowy, więc tak sobie myślę, że może gdybyś miała chęć i czas to mogłabyś pomoc mi w umeblowaniu domu, a przy okazji mógłbym coś upichcić dobrego dla nas… – powiedziałem patrząc się na dziewczynę, która robiąc nieco szerokie oczy uśmiechnęła się lekko

- Kupiłeś mieszkanie? Myślałam, że wynajmujesz coś tu, a tu taka fajna niespodzianka… Posłuchaj ja z przyjemnością ci pomogę umeblować dom tylko powinnam pierwsze zobaczyć go by wiedzieć o nim to i owo… W ogóle można by połączyć gotowanie z jakąś domówką, co? Chłopaki nie wybaczyliby ci gdybyś nie zorganizował jej – powiedziała od razu Bella, na co dam uśmiechając się powoli pokiwałem głową mając w niej trochę inne plany, bo może i planowałem parapetówkę, ale jednak pierwsze chciałbym zrobić tam mniejszą imprezę tylko dla dwóch osób

- Proszę. Życzę smacznego – nie stąd nie zowąd pojawiła się kelnerką stawiając przed nami nasze zamówienie, a ja zerkając na nią bez słowa skinąłem głową, po czym gdy oddaliła się spojrzałem się na Isabell 

- Smacznego kochana/Smacznego Chris – nim zdążyłem ugryźć się w język z mojego gardła wydostały się tamte słowa przy jednoczesnym mówieniu Belli, która słysząc moje słowa bez słowa uśmiechnęła lekko i kiwając głową zaczęła jeść, więc idąc w jej ślady także zacząłem jeść 

- Wiesz wracając do tego co powiedziałaś to widzisz ostatnio przez długi czas szukałem swego miejsca na ziemi i dopiero tu poczułem coś wyjątkowego, co podpowiedziało mi, że to miejsce może być moim niebem na ziemi a, że akurat natrafiłem na dobrą ofertę to biorąc to za dobry omen wziąłem kredyt i kupiłem to mieszkanie… Widzisz tak sobie pomyślałem, że możemy pójść na zakupy w sobotę i do środy wszystko umeblować, gdyż parapetówkę to owszem planuje ją, ale dopiero z czwartku na piątek, bo wiem, że będziemy się denerwować premierami naszych singli i chyba dobrze by było gdybyśmy wtedy było razem… A co do oglądania mieszkania to prześlę ci zdjęcia byś mogła zobaczyć jak to wygląda – rzuciłem po krótkiej chwili zerkając na brunetkę, która spoglądając na mnie obdarzyła mnie promiennym uśmiechem

- Mam nadzieję, że tak właśnie będzie i Nowy Jork okaże się tym twoim niebem na ziemi… A co do planów zakupowo-dekoratorskich to mi jak najbardziej pasują, więc jesteśmy umówieni na sobotę… Jeśli chodzi o parapetówkę to szczerze mówiąc sama chciałam zorganizować nocne party u mnie, bo doskonale wiem jak bardzo będziecie się wtedy denerwować, więc możemy zrealizować twój plan. Chłopaki na pewno się ucieszą – natychmiastowe słowa Belli sprawiły, że mimowolnie kąciki moich ust szerzej uniosły się. Oj tak, czuję w głębi serca, że Nowy Jork będzie moim miejscem dzięki pewnej brunetce o błyszczących ciemnych oczach. A przynajmniej taką mam nadzieję

2 komentarze:

Nita pisze...

Hej kochana ;*

Na początku bardzo Cię przepraszam że dopiero teraz....

Ale wracając do rozdziału to normalnie zbieram szczękę z podłogi!!!!!

Ten rozdział chyba był dla mnie bo ahhhh dużo Chrisa i Belli <3 Kocham i uwielbiam!!!!

Ale hola hola Bella była w ciąży ??!!! Chcę więcej!!!!!

Blondas tak słodko postąpił z tymi kwiatami i randką i ten ich pocałunek ahhh rozpływam się!
Już nie mogę się doczekać aż sami będą u niego w mieszkaniu :D <3

No ale nasz Jayuś ojjj dał ciała ehhh
Szkoda mi Ann bo doskonale wiem jak musiała się czuć :(
Pojebani faceci!!!!!

Lecę czytac kolejny <3

Madziusa pisze...

Wiedziałam, że Bella była w ciąży... Oj aż szkoda mi Chrisa jak się chłopak o tym dowie... To może być cios :(
Strasznie oschła dla ojca i swojej Macochy? ta Ana... może powinna nieco wyluzować? :/
Przed przeczytaniem rozdziału, a po przeczytaniu komentarza Nity zastanawiałam się co takiego nabroił Jay... i? Jestem szczerze zdumiona, że Ana tak histerycznie zareagowała na jego niepamięć o randce... No chłopak zajął się robotą. Czy to musiał być aż taki powód żeby zmieszać go z błotem? Nie sądzę... Ana ma minusa :/

"A może to właśnie miał na myśli ten aniołek mówiąc mi, że muszę wrócić na ziemię, bo ktoś na mnie czeka i mnie potrzebuję." OMG O_o

Oj Alikus... mam nadzieję, że Ana ochłonie jednak i nie zrobi nic głupiego względem Jaya...

Pozdrawiam :*