Narracja Isabell
Z coraz większym uśmiechem na buzi przyglądałam się wspaniałym widokom ciągnących się za oknem. Niby na pierwszy rzut oka nic tu się nie zmieniło od mojego ostatniego przyjazdu, ale jednak miałam wrażenie, że jest jednak piękniej. Ian nie mógł wybrać lepszego miejsca na pierwszy w tym roku szlagierowy koncert
- Jay mógłbyś tak zatrzymać się tu pod skocznią? Proszę – nie powiem widząc dobrze znaną mi skocznię szerszej uśmiechnęłam się i już chciałam prosić Jaya by zatrzymał się byśmy mogli tu wysiać i wyciągnąć na chwilę nogi po długiej podróży, ale również uśmiechnięta Ana uprzedziła mnie. Brunet kiwając głową wjechał na parking a gdy tylko zgasił silnik auta obie nie czekając wyszłyśmy z samochodu spoglądając na widok skoczni
- Boże jak bardzo brakowało mi tego miejsca… Zdążymy skoczyć na małą kawę? – słysząc cichy śmiech przyjaciółki spojrzałam się na nią samej z trudem powstrzymując uśmiech na buzi, jednocześnie kątem oka zobaczyłam, że chłopaki również wyszli z auta i przyglądali się słynnej skoczni
- Tak? A jednak nie przyjechałaś tu na ostatnie zawody by być świadkiem historycznego czynu, który raczej nie powtórzy się prędko… A co do kawy to chyba oczywiste, że tak czy siak idziemy na nią - powiedziała od razu Ana, a ja piorunując ją spojrzeniem nie mogłam powstrzymać lekko uniesionych kącików ust
- Sama wiesz, że nie mogłam się wtedy wyrwać z pracy i być tu parząc jak Kamil rozwala system wygrywając wszystkie cztery konkursy. No i ja też wątpię czy szybko znajdzie się ktoś kto również dokona tego kosmicznego wyczyny – fakt mimo, że strasznie żałuję, że nie było mnie na początku stycznia to jednak może dobrze się stało, że jednak nie udało mi się przyjechać że względu na moje relacje z Michim
- No proszę, proszę. Nie dość, że nie wierzy się w swojego co prawda byłego chłopaka ale jednak obecnego przyjaciela, to w dodatku nawet nie zadzwoni do niego, że jest w mieście i chciałaby skoczyć z nim na wyśmienitą kawę – znajomy głos sprawił, że wraz odruchowo unoszącymi się kącikami ust poczułam jak moje serce zaczyna szybciej bić i sama nie wiedziałam czy to z pozytywnego czy negatywnego powodu. Biorąc szybko wdech z wydechem szybko odwróciłam się w prawą stronę i widząc Michiego oraz Morgiego, gdzie ten pierwszy mając skrzyżowane ręce na piersi niby patrzył się na nas groźnie, ale nie mógł ukryć lekkiego uśmiechu na buzi
- Morgi/Michie – niemalże jednocześnie krzyczący z Aną obie wręcz biegiem rzuciłyśmy się na śmiejących chłopaków, gdzie od razu poczułam jak Michael mocno mnie obejmuje całując w policzek
- Boże nawet nie wiecie jak fajnie jest was widzieć… W ogóle co wy tu robicie i gdzie podziałeś swoją papużkę nierozłączkę Michie? Myślałam, że zaraz po zakończeniu sezonu będziecie mieli zgrupowanie podsumowujące sezon, a że ty będziesz na kolejnych zawodach lotniczych – rzuciła od razu Ana gdy obie odsunęliśmy się od chłopaków, którzy uśmiechając się pokiwali głowami
- Nie wiem jak Morgiemu, ale ja też jestem szczęśliwy widząc was, choć powinienem obrazić się za to, że żadna z was nie zadzwoniła do mnie, że będziecie w mieście. A co do naszej obecności tutaj to związek dał nam wolne do czasu znalezienia nowego trenera, więc korzystając z tego poprosiłem Thomasa by spojrzał na żywo na moje skoki i ocenił nad czym muszę jeszcze popracować czy co powinienem zmienić w swoich skokach, a Sfeff postanowił odpocząć w domu – powiedział szybko Michie patrząc się na mnie, na co skinęłam głową
- To chyba oczywiste, że ja też się cieszę, że was widzę, ale lepiej powiedźcie co wy tu robicie? – rzucił pospiesznie Thomas spoglądając a to na Anastazię a to na stojących za nami chłopaków, co spowodowało, że moje serce znów zaczęło szybciej bić. Cholera, dwóch byłych chłopaków razem w jednym miejscu? To chyba dobrze skończyć się nie może
- A przyjechaliśmy tu z tymi chłopakami na koncert, na którym będą śpiewać a Ana będzie go współprowadzić – mówiąc patrzyłam się na Michaela, który niby patrzył się na mnie, ale jak zauważyłam zerkał na Chrisa, który z kolei przyglądał się jemu
- A no właśnie. Chłopaki proszę poznajcie dwóch słynnych austriackich skoczków narciarskich, tzn. Thomas Morgenstern i Michael Heybock. Morgi, Michie poznajcie zespół US5, tzn. Jay Khan, Cayce Clayton, Izzy Gallegos, Richie Stringini i Chris Watrin – kiedy blondynka wymawiała imię Heinego odruchowo zerknęłam na Michiego, który szokowany spojrzał się na mnie, a potem na blondyna piorunując go spojrzeniem jakby chciał go zabić
- Chris Watrin? Ten Chris? – czując jak moje serce odruchowo znów przyspieszyło rytm sama kompletnie nie wiedząc co powiedzieć zerknęłam na przyjaciółkę mając nadzieję, że ona jakoś mi pomoże z tego wybrnąć, a ona patrzyła się na mnie ewidentnie próbując ukryć szeroki uśmiech
- No proszę czyżby w US5 już nastąpił wielki kryzys i próbujecie się ratować werbując do zespołu skoczków narciarskich? – znajomy głos sprawił, że czując wielką ulgę uśmiechnęłam się szeroko patrząc jak do nas podszedł Ian wraz Eleną, Rogerem, Emmą i Mattim
- No bardzo śmieszne Ian dosłownie boki zwijać. Thomas, Michael to jest Ian, jego narzeczona Elena, Roger, jego żona Emma i Matteo. Chłopaki są głównymi gospodarzami koncertu na którym będzieny śpiewać. Kochani pozwólcie, że przedstawię wam Tomasa Morgensterna i Michaela Hybocka, czyli dwóch znakomitych skoczków austriackich… Wogóle fajnie, że nie tylko my zdecydowaliśmy się przyjechać wcześniej i skorzystać z uroków przyrody – nie marnując ani sekundy szybko podeszłam do chłopaków i ich ukochanych witając się z nimi pocałunkiem w policzki, a zaraz po mnie to samo zrobiła reszta
- Bardzo miło nam jest was poznać osobiście chłopaki. Co prawda osobiście mało intensywnie interesuje się skokami narciarskimi, ale bardzo was podziwiam, bo nie wiem czy sam bym dał radę usiąść na tej belce i skoczyć. A co do naszej obecności to wiesz Ann tak jakoś spontanicznie postanowiliśmy przyjechać dzień wcześniej by właśnie móc na spokojnie nacieszyć oczy tymi wspaniałymi widokami i szczerze mówiąc domyśliłem się, że i wy to samo zróbcie jadąc pierwsze na skocznię, więc postanowiliśmy zrobić sobie spacer – rzucił Ian zaraz po tym jak przywitał się z skoczkami, a ja odruchowo zerknęłam na Anastazię tak jak ona nie mogąc powstrzymać uśmiechu na buzi. Co jak co, ale Ian faktycznie bardzo dobrze nas zna, czasem aż za dobrze
- Jak chcesz możesz się sam przekonać czy dasz radę usiąść na belce. Co prawda z Michaelem mieliśmy w planie trening, ale wydaje mi się, że chyba nic się nie stanie jak dziś zrobimy sobie wolne i pokażemy wam skocznię od tak zwanej kuchni – rzucił szybko Thomas a ja od razu zaczęłam w duchu się modlić by nikt nie przystał na tą jakże kuszącą propozycje skoczka
- Naprawdę zrobilibyście to? Nie wiem jak reszta, ale wydaje mi się, że przynajmniej nasza piątka z przyjemnością pojedzie tam na górę, ale nie chcemy sprawiać kłopotu czy żebyście przekładali coś pilnego – powiedział od razu Ian patrząc się a to na nas a to na skoczków, którzy uśmiechając się skinęli głowami
- To naprawdę żaden problem. PRZYJACIELE dziewczyn są naszymi PRZYJACIÓŁMI – słysząc wyraźny akcent w głosie Michiego przy słowie przyjaciele spojrzałam się na niego i widząc jego mrożący wzrok, który we mnie wbijał poczułam zimny dreszcze, który wręcz upewnił mnie, że raczej bez rozmowy z nim się nie obejdzie. Próbując zachować spokój zerknęłam błagalnie na Ane, która przepraszająco uśmiechnęła się
- Idziemy wszyscy. Chłopaki muszą bezapelacyjnie zobaczyć te wspaniałe widoki. Może niech Bella z Michaelem pójdą przodem, ja z Thomasie i Ianem pójdziemy tyłem, a reszta pójdzie w środku – rzuciła szybko Anastazia, na co odruchowo kiwnęłam głową zaczynając iść w odpowiednim kierunku
- Możesz powiedzieć mi co ci do łba strzeliło? Ja zdawałem sobie sprawę, że nadal go kochasz i jesteś pod jego wpływem, ale nie mogę uwierzyć, że byłaś taką kretynką wracając do niego po tym jak cię potraktował – cichy i ostry szept Michiego sprawił, że czując lekkie ukucie w sercu spojrzałam się na niego mając ochotę udusić go
- Posłuchaj mnie Michael… Ja wiem, że to przeze mnie nam nie wyszło, ale zdecydowaliśmy się zostać przyjaciółmi i pomimo tego, że jak nie mam przemawia przez ciebie troska to jednak nie masz prawa mówić do mnie takim tonem… Nie muszę ci się tłumaczyć, ale wiedz, że nie wróciłam do niego tylko po prostu razem pracujemy i tak jak my jesteśmy tylko przyjaciółmi… Naprawdę nie masz o co się bać czy wściekać i proszę cię zachowuj się w stosunku do Chrisa normalnie – szepcząc nie oderwałam wzroku od skoczka, który kręcąc głową cicho westchnął
- Możesz się wściekać, ale ja po prostu martwię się o ciebie Bello, bo wiem, że ból, który ci zadał stworzył w tobie pancerny mur za którym ukryłaś siebie, swoje emocje i przez który nie dopuszczałaś nikogo do siebie… W ogóle powiedz jeszcze raz, że to przez ciebie nam nie wyszło a naprawdę przyłożę ci w twój zgrabny tyłek, ponieważ prawda jest taka, że po prostu od początku bardziej byliśmy przyjaciółki niż parą i wcale nie żałuję, że tak się między nami potoczyło… Naprawdę Bello proszę cię bądź ostrożna, bo on znów może cię skrzywdzić, a ja naprawdę pragnę byś wreszcie była szczęśliwa – przekręcając oczami nie mogłam powstrzymać unoszących się lekko kącików ust, choć nie powiem poczułam lekkie ukucie w sercu słysząc jego początkowe słowa, którym nie mogłam zaprzeczyć. Zerwanie Chrisa ze mną jak mi się wydaje uruchomiło lawinę nieszczęść w moim życiu, przez którą wylałam nie jedną łzę a także zamknęłam się w sobie uciekając w pracę i tak naprawdę dopiero dzięki Michiemu zrozumiałam, że muszę coś zmienić, choć nie wszystkie zamierzenia udało mi się w pełni zrealizować
- O wow/O matko/Jaka wielka skocznia – słysząc z tyłu głosy chłopaków mimowolnie uśmiechając się lekko odkręciłam się do nich i jak na złość natrafiłam na wzrok Chrisa, który dosłownie lustrował mnie i Michiego wzrokiem, w którym jak mi się wydaje zobaczyłam przebłyski smutku. Starając się to zignorować odwróciłam się skupiając wzrok na podziwianie widoku skoczni. Kiedy tylko dotarliśmy na szczyt wieży nie mogąc się powstrzymać od razu pokierowałam się w stronę okien by zobaczyć znajomy widok gór
- O Chryste/Ale pięknie/Coś niesamowitego/Wow/Przepiękne widoki… – nie powiem głosy przyjaciół na widok ciągnących się za oknem widoków sprawiły, że kąciki moich ust szerzej uniosły się. Dokładnie tak samo zareagowałam gdy po raz pierwszy tu weszłam i nadal ten widok wywiera na mnie ogromne wrażenie
- No faktycznie te widoki robią wrażenie, ale mogę się założyć, że większe wrażenie zrobi na was widok z belki startowej… Aczkolwiek najpierw zapraszam was na coś ciepłego do picia i dobrego do jedzenia - pomimo pokiwania głową na słowa Morgiego nadal stałam przy oknie nie mogąc oderwać wzroku od widoku. Gdy tylko zorientowałam się, że ktoś stanął obok mnie zerknęłam w tamtym kierunku i widząc Chrisa mimowolnie moje serce zaczęło szybciej. Cholera niby nie powinnam czuć się źle z tym, że po naszym rozstaniu próbowałam z kimś się spotykać i nie muszę się mu z tego tłumaczyć, ale jednak nie mogę przestać czuć tego dyskomfortu z tym związanego
- Chris... Posłuchaj… – zaczęłam mówiąc spoglądając na Chrisa, który odwracając się do mnie twarzą pokręcił głową
- Bell nie musisz mi się tłumaczyć. Byłbym kompletnym idiotą zakładając z góry, że tak jak ja nikogo nie miałaś po naszym rozstaniu i nie ma w tym nic złego… Powiedz mi czy mogłabyś załatwić bym mógł porobić na zewnątrz kilka zdjęć, bo nie wiem czy potrzebna jest jakaś zgoda na to, a jednak fajnie byłoby mieć kilka wyjątkowych zdjęć z tego miejsca – rzucił szybko blondyn, a ja dostrzegając w jego ręku aparat skinęłam głową
- Myślę, że nie będzie z tym kłopotu, tylko czy dasz radę robić zdjęcia z swoim lękiem wysokości? – Heine słysząc moje pytanie lekko uśmiechnął się pokręcił głową
- Możesz być o to spokojna... Czasem przychodzi taki moment w życiu człowieka, w którym nagle zdaje sobie sprawę, że wszystkie jego lęki są w głowie i, że czasem szkoda marnować życie lękając się czegoś mało istotnego a jedynie czego trzeba się bać to tego, że zabraknie nam cennego czasu, który mamy – nie powiem słowa niebieskookiego sprawiły, że przez moje moje ciało mimowolnie przeszedł zimny dreszcz. Czułam, że za jego smutnym tonem głosu nie czaiła się tylko prawdziwość tych słów ale także coś co mówiło mi, że do tej prawdy doszedł na swoich mało przyjemnych doświadczeniach a nie czytając o niej
- Bells dobrze pamiętam, że pijesz cappuccino? – głos Michiego skutecznie sprowadził mnie na ziemię, przez co spojrzałam się na niego i widząc, że w ręku trzyma filiżankę z gorącym napojem wskazując wzrokiem na mnie skinęłam głową nieco uśmiechając się, po czym ponownie zerknęłam na Heinego ruchem głowy dając mu znać by razem z nami poszedł do reszty
***
- Boże Michie wy naprawdę jesteście nie możliwi… Szkoda tylko, że Ana pojechała z chłopakami zrobić ten tatuaż i nie mogła tego usłyszeć, ale możesz być pewny, że powtórzę jej to – nie mogąc powstrzymać śmiechu patrzyłam się na również śmiejącego się skoczka, który od jakiegoś dłuższego czasu opowiadał ciekawostki z skończonego niedawno sezonu
- Ja też tego żałuję, ale chyba bardziej tego, że w tym roku nie mogła z nami jechać tak jak wcześniej jako reporterka, choć może z drugiej strony może to dobrze, że nie widziała na żywo naszych marnych poczynań. Ten sezon to był jakiś koszmar i dobrze, że już się skończył – rzucił szybko Michie, a ja pocieszająco uśmiechając się do niego schwyciłam go za rękę lekko ściskając
- Michie nie masz co się przejmować. Jestem pewna, że w następnym sezonie pokażecie który zespół jest górą i kto wie może ty będziesz kolejnym skoczkiem dokonującym nie możliwego czyli wygrasz puchar czterech skoczni wygrywając wszystkie cztery konkursy… A co do Ann to uwierz mi kochany, że lepiej stało się, że radio znów nie wysłało jej za wami, bo jak oglądałyśmy olimpiadę, tzn. to coś co powinno być konkursem a było zwykłą parodią to bałam się, że ona z tej wściekłości rozwali mi telewizor, więc pomyśl sobie co by było gdyby ona była tam na miejscu... – Michael od razu słysząc moje ostatnie słowa zaczął się śmiać kręcąc głową
- Uwierz mi, że nie tylko ona miała ochotę komuś przywalić za to co się tam działo. To była masakra i do tej pory nie możemy pójść jak mogli do niej dopuścić niszcząc tą radość, która jest tylko raz na cztery lata – powiedział Michie na co pokiwałam głową rozumiejąc go
- A powiedz co u Monici? Jak się wam układa? – sama nie wiem czy powinnam w ogóle o to pytać, ale jednak ciekawość była większa od zdrowego rozsądku
- U Moni wszystko dobrze, tylko strasznie zalatana, gdzie z jednego pokazu leci na drugi, ale nie narzeka. A co do tego jak się nam układa to szczerze mówiąc chyba nigdy nie byłem tak szczęśliwy jak z nią. Fakt obydwoje dużo podróżujemy zawodowo, ale o dziwo obydwoje potrafimy znaleźć w tym szaleństwie czas dla siebie. Jak będę dziś z nią rozmawiał to pozdrowię ją od ciebie i Any – widok szczerego uśmiechu na buzi chłopaka sprawił, że samej kąciki ust szerzej uniosły się. Michie widząc to jeszcze szerzej uśmiechając się sięgnął do stojącej na podłodze swojej szklanki z colą, a ja sięgnęłam po telefon by sprawdzić czy Ann nie przesłała jakiego zdjęcia z studia tatuażu.
- Boże… Naprawdę bardzo cię przepraszam… Nie wiem jak to się stało… – gdy tylko wyczułam dziwne zimno spojrzałam się tam odkładając komórkę i widząc na białej bluzce duża plamę zerknęłam na Michiego, który krzywiąc się przepraszająco patrzył się na mnie
- Nie mogłeś mieć takiej prędkości na progu skoczni podczas walki o olimpijski medal, co? Albo nalać sobie jeszcze więcej? Lepiej módl się by ta plama zniknęła, bo to moja ulubiona bluzka – starając się brzmieć groźnie nie oderwałam wzroku od przyjaciela, który podając mi chusteczkę cicho się zaśmiał, co sprawiło, że nie mogłam powstrzymać lekkiego uśmiechu na buzi
- Oj Is, naprawdę cię przepraszam. Tak jakoś wyszło i nie udawaj, że jesteś oburzona, bo i tak wiem, że mnie kochasz przez co nic mi nie zrobisz – przekręcając oczy szybko wstałam i ściągając z siebie bluzkę zaczęłam iść w stronę nie rozpakowanej jeszcze walizki, ale słysząc pukanie do drzwi cicho westchnęłam odruchowo idąc do nich by sprawdzić kto to i czy to nie jest coś pilnego
- Hej... Chyba przyszedłem w nie porę... - widząc za nieco uchylonymi dziwami Chrisa zamarłam lekko przygrywając wargę
- O cześć… – w mgnieniu oka obok mnie pojawił się Michie, który nie mając na sobie koszulki i nieco opuszczone spodnie otworzył szerzej drzwi, a ja patrzyłam się na niego kompletnie oszołomiona. Próbując zachować spokój odruchowo zerknęłam na blondyna, który nieodgadnionym spojrzeniem patrzył się na skoczka, który akurat mocno mnie objął, na co niebieskooki zerknął na mnie
- Hej… Ja przyszedłem spytać czy nie chciałabyś pójść ze mną na spacer ale jak widzę przeszkadzam, więc cześć – Heine nie dodając nic więcej odwrócił się idąc w prawą stronę. Michi nie odsuwając się ode mnie lekko popchnął drzwi zamykając je tym sposobem, a ja niemalże natychmiast odsunęłam się od niego rzucając mu wściekłe spojrzenie
- Co do cholery miało znaczyć Michie? Do reszty ci odbiło? – chłopak niewinnie uśmiechając się do mnie poprawił spodnie, po czym założył na siebie koszulkę
- Po prostu postanowiłem pokazać twemu byłemu jakim był kretynem zrywając z tobą i co dzięki temu stracił – nie wierząc w słowa przyjaciela pokręciłam głową mając wielką ochotę udusić go gołymi rękami
- Czy ty jesteś mądry? Zdajesz sobie sprawę z tego co on mógł pomyśleć? Michie nie przeczę, że on mnie nie zranił zrywając ze mną, ale był chory i to nim kierowało, a ty nie znasz go na tyle by móc go oceniać i nie miałeś prawa tego robić… – zaczynając mówić nie oderwałam wzroku od skoczka, który pokręcił głową z niedowierzaniem
- Pomyślał to co sobie pomyślał. Przynajmniej teraz ma nad czym myśleć… Fakt może nie mam prawa go oceniać i współczuję mu, ale prawda jest taka, że okazał się zwykłym tchórzem, który w momencie próby postanowił zwiać niż przyznać się ukochanej osobie, że jest chody i potrzebuje jej wsparcia... Bella możesz się na mnie wściekać, ale ja chcę twego szczęścia, a temu facetowi po prostu źle patrzę z oczu i boję się, że jak znów mu zaufasz to zrani cię – łagodny ton głosu skoczka pod koniec wypowiedzi sprawił, że złość nieco odpłynęła ze mnie, choć nadal miałam ochotę coś mu zrobić
- Michael rozumiem to, że się o mnie martwisz, ale naprawdę nie musisz o mnie się bać. Dam sobie doskonale radę – powiedziałam od razu, na co Michael nieco uśmiechając się skinął głową
- Dobra będę już szedł. Dam ci znać ile będziemy potrzebować wejściówek na koncert. Powodzenia na próbach. Pa – Michów nachylając się pocałował mnie w policzek, a ja nie marnując czasu szybko wyjęłam z walizki czystą bluzkę, po czym założyłam ją wychodząc chwilę potem z pokoju. Kompletnie nie myśląc co robię prędko zjechałam na parter hotelu od razu kierując się w stronę recepcji
- Dobry wieczór czy wie może pani w którą stronę poszedł ten przystojny blondyn, który ze mną przyjechał? – recepcjonistka słysząc moje pytanie od razu uśmiechając się pokiwała głową
- Tak. Poszedł w prawą stronę, ale nie powiedział gdzie dokładnie idzie i kiedy wróci – kiwając głową szybko rzuciłam słowo dziękuję i nie marnując czasu wyszłam z hotelu idąc w wskazanym kierunku mając nadzieję, że blondyn daleko nie odszedł. Gdy tylko zauważyłam niebieskookiego zamarłam sama nie wiedząc czy to co robię jest naprawdę właściwie czy aby przypadkiem Ana z Michie nie mają racji i powinnam ograniczyć moje kontakty z blondynem do wszelkiego minimum zaczynając wreszcie tak naprawdę żyć. Wbrew zdrowemu rozsądkowi patrzyłam się jak zahipnotyzowana na robiącego zdjęcia niebieskookiego nie mogąc przy tym powstrzymać unoszących się kącików ust. Uwielbiałam patrzeć na to jak fotografuje, na tę jego koncentrację by zrobić idealne zdjęcie i teraz też to dostrzegłam, choć także nie mogłam nie zauważyć jego poważno-smutnej miny, która spowodowała, że poczułam ukucie w sercu. Dostrzegając, że odwracający się blondyn zauważył mnie zastygając w miejscu szybko przełknęłam ślinę zdając sobie sprawę, że na ucieczkę jest już za późno, więc biorąc kilka oddechów na odwagę podeszłam do niego sama nie wiedząc co powinnam mu powiedzieć
- Hej… Mam nadzieję, że nie przeszkadzam i, że twoja propozycja spaceru nadal jest aktualna… – zaczęłam mówić nie odwracając wzroku z Heinego, który lekko uśmiechnął się
- Ty nigdy nie przeszkadzasz, a propozycja jest jak najbardziej aktualna o ile naprawdę tego chcesz i nie musisz szybko wracać do swojego przyjaciela – powiedział szybko Chris, a ja odruchowo skinęłam głową
- Chris… Naprawdę bardzo cię przepraszam za tamtą niby dwuznaczną sytuacje… Michie ma dość osobliwe poczucie humoru… A między mną a nim jest tylko przyjaźń… – wiem, że niby nie powinnam mu się tłumaczyć, ale jednak czułam, że powinnam to zrobić by nie pomyślał sobie czegoś nie odpowiedniego. Blondyn słysząc moje słowa kiwając głową nieco uśmiechnął się
- Bells naprawdę nie musisz mi się tłumaczyć ani za nic przepraszać… – przerwał mi od razu Heine zaczynając mówić, ale na chwilę przerwał i jak miałam wrażenie chciał jeszcze coś dodać lecz nic nie mówiąc zamknął buzię gestem ręki wskazał przed siebie dając mi tym samym znać byśmy zaczęli iść, więc nie drążąc tematu zaczęłam iść podziwiając widoki
- A zdradzisz mi coś na temat tego chóru, który prowadziłeś? Bo jestem tego ciekawa – przerywając panującą od dłużej chwili ciszę zadałam pytanie, które już dawno chciałam mu je zadać, ale jakoś przy każdej rozmowie dotyczącej tego co robił po odejściu z zespołu nie wiedziałam czy powinnam je zadać czy nie uzna mnie za wścibską. Niebieskooki słysząc moje słowa uśmiechając się promienie kiwnął głową
- Szczerze mówiąc wszystko zaczęło się zupełnie przypadkiem. Byłem w kościele i ksiądz Henry powiedział mi, że miejski dom kultury poszukuje kogoś kto będzie prowadził zajęcia muzyczne dla dzieci, młodzieżą z różnymi niepełnosprawnościami i uważa, że nadawałbym się do tej roli idealnie. Na początku nie byłem pewny co do tego, bo nie miałem żadnych doświadczeń w tej materii, ale jednak zgodziłem się pójść tam na próbę. Jak się później okazało to najlepsze co mogło mnie wtedy spotkać. Od pierwszej minuty te dzieci dotknęły mego serca pokazując, że pomimo swoich chorób, zaburzeń potrafiły zachować swoją niewinność, radość życia. Niby to te godzinne zajęcia muzyczne były dla nich terapią ale tak naprawdę to te dzieci pomogły mi na nowo nauczyć się śmiać i uśmiechać. One dosłownie zarażały swoim uśmiechem, optymizmem, radością. Tak samo wyszło, że z tych zajęć muzycznych stworzyliśmy chór. Niestety przez zamknięcie domu kultury oraz przez to, że kilkoro dzieci przeprowadzało się do innych miast musieliśmy zakończyć nasze zajęcia muzyczne i działalność naszego chóru – powiedział od razu Chris, a ja nie mogłam oderwać wzroku od jego promiennego uśmiechu i błyszczących niebieskich tęczówek
- Cieszę się, że pracowałeś tam, bo wyobrażam sobie ile to znaczyło dla tych dzieci i strasznie żałuję, że nie mogłam być na tych zajęciach ani posłuchać tego najwspanialszego chóru oraz, że on się rozpadł – Niebieskooki słysząc moje słowa tylko szerszej uśmiechając się kiwnął głową
- Co prawda mam kilka nagrań przesłanych przez rodziców, więc jak będziesz chciała to mogę ci je puścić, lecz też żałuję, że nie mogłaś zobaczyć ich na żywo… W ogóle… Szczerze mówiąc… Nie raz trzymałem telefon by zadzwonić do ciebie, lecz gdy układałem w głowie to co chciałbym ci powiedzieć to wydawało mi się to mdłe, niedobre i w końcu rezygnowałem myśląc, że chyba nie powinienem załatwić takiej rozmowy przez telefon… – próbując ukryć to, że jego słowa wywołały lekkie ukucie w sercu spojrzałam przed siebie podziwiając zachodzące słońce starając się nie myśleć czy dobrze się stało, że nie zadzwonił czy nie, choć szczerze mówiąc jakaś cząstka mnie przez długi czas pragnęła tego by on dał choć mały znak życia i nie raz zastanawiam się co by było gdyby on nagle zadzwonił do mnie czy pojawił się pod moimi drzwiami
- Wiesz chyba nie mógłbym mieć na zdjęciu lepszego połączenia niż przepiękna kobieta na tle zachodzącego słońca w górach. To będzie moje najlepsze i najładniejsze zdjęcie jakie zrobię – słowa blondyna sprawiły, że mimowolnie spojrzałam się na niego i widząc jak robi mi zdjęcie mimowolnie uśmiechnęłam się kręcąc głową
- Lepiej nie fotografuj mnie a skup się na fotografowaniu tych cudnych widoków, bo to one są najpiękniejsze i bezcenne – mówiąc nie oderwałam wzroku od mężczyzny, który lekko uśmiechając się pokręcił głową
- Oj Bella, Bella. Nic się nie zmieniłaś. Możesz nie lubić tego jak robię ci zdjęcia, ale ja uwielbiam cię fotografować, ponieważ jesteś taka naturalna i fotogeniczna. No i owszem widoki cudne i też warte sfotografowania, przez co z przyjemnością połączę obie rzeczy… A teraz moja miła proszę o twój najpiękniejszy uśmiech – widząc promienny uśmiech niebieskookiego samej kąciki ust szerzej uniosły się, a on nie tracąc czasu zaczął robić zdjęcia, a po paru chwilach nadal uśmiechając się odsunął aparat i przekładając go na bok przybliżył się do mnie
- Nawet nie zdajesz sobie jak bardzo brakowało mi widoku twojego uśmiechu i blaski twoich czekoladowych oczu… Niby nie raz widziałem je w wyobraźni przypominając sobie nasze wspólne chwile, ale to tylko ochłap nie oddający rzeczywistości… – czując coraz mocniej bijące serce nie mogłam poderwać wzroku od blondyna, który delikatnie przejeżdżając opuszkami palców po moim policzku założył za ucho kosmyk włosów sprawiając tym, że poczułam przebiegający po moim ciele ciepły dreszcz docierający do każdej komórki mojego ciała. Jak zahipnotyzowana patrząc się w błyszczące tęczówki odruchowo lekko przygryzłam dolną wargę próbując zmusić się by odsunąć się od niego zanim stanie się coś czego nie będzie można cofnąć, ale jednak stałam w miejscu i dostrzegając przybliżającą się w moim kierunku twarz chłopaka odruchowo przybliżyłam swoją twarz do niego. Kiedy tylko poczułam jego wargi na swoich niemalże natychmiast poczułam znajome a zarazem dawno zapomniane ciepło przez co machinalnie przymknęłam oczy otwierając nieco szerzej usta. Chris nie marnując ani sekundy od razu pogłębił pocałunek, a ja bez reszty mu się oddałam. Z każdą chwilą miałam wrażenie, że te kłębiące się we mnie ciepło z przyspieszeniem światła rozrasta się do niepoczytalnego rozmiaru tworząc teraz jedną wielką erupcję, gdzie wszystkie skrywane oraz zapomniane uczucia złączyły się jedno powodując, że miałam jakieś dziwne uczucie, że nie tylko rany na sercu oraz duszy zabliźniają się, ale i, że wreszcie paradoksalnie oddycham świeżym powietrzem, a równocześnie czułam jego podobne uczucia przekazywane poprzez ten pocałunek. Cholera w życiu bym nie przypuszczała, że tak bardzo tęskniłam za jego pocałunkiem, za tą słodkością i zarazem delikatnością. Gdy wyczułam, że blondyn bardzo powoli odsuwa się ode mnie łapczywie łapiąc oddech niespiesznie otworzyłam oczy i lekkim niepokojem zerknęłam na niebieskookiego, który patrzył się mnie wzrokiem, który jak mi się wydaje z jednej strony przepełniony był szczęściem a z drugiej jakby widziałam lęk
- Isabell… Bella… Ja… Może wyjdę teraz na zupełnego idiotę i możesz nawet dać mi z liścia, ale... Nie chcę i nie mogę przeprosić cię za ten pocałunek, bo… zwyczajnie w świecie nie żałuję, że to się stało... Ja... Pragnąłem cię pocałować i znów poczuć tę słodycz… – szepnął Heine, a ja patrzyłam się na niego nie mogąc powstrzymać unoszących się lekko kącików ust
- Szczerze mówiąc byłabym zawiedziona gdybyś przeprosił… Jakaś cząstka mnie niewytłumaczalnie też pragnęła tego pocałunku, by przypomnieć sobie to i owo – czując jak policzki robią mi się gorące nieco spuściłam głowę by tego nie zauważył, ale po krótkiej chwili poczułam jak blondyn delikatnie łapiąc mnie za podbródek unosi moją głowę tak, że chcąc nie chcąc musiałam spojrzeć w jego błyszczące błękitne tęczówki
- Boże… Nawet nie zdajesz sobie sprawę z tego jak bardzo żałuję, że tak zawaliłem sprawę między nami, że zniszczyłem to co nas połączyło… Nigdy sobie tego nie wybaczę – cichy szept blondyna sprawił, że przez moje ciało przebiegł zimny dreszcz, który od razu przerodził się w fale ciepła gdy tylko wyczułam opuszki jego palców na swoim policzku
- Uwierz mi, że ja też żałuję, że tak się między nami potoczyło, ale chyba nie ma po co roztrząsać przeszłości i myśleć o tym by było gdyby bo przecież to i tak nic nie zmieni, a zdecydowanie lepiej skupić się na tym co tu i teraz – nie dodając nic więcej czując bolesne ukucie w sercu nieco spuściłam wzrok nie chcąc by blondyn zobaczył w moich oczach bólu i pojedynczych kropel łez wdzierającej się do oczu. Cholera minęło tyle lat a jednak nadal to wszystko potwornie boli i wątpię czy kiedyś będzie choć trochę lżej czy przestanę zastanawiać się co by było gdyby. Gdy tylko wyczułam jak Chris obejmuje mnie ramieniem niemalże natychmiast poczułam znajome mrowienie na skórze i ciepło. Starając się głęboko oddychać odruchowo zerknęłam w niebo mając nadzieję, że zobaczę na jednej z chmur mojego małego aniołka. Naszego małego aniołka.
Narracja Chrisa
Opierając głowę o kolana cicho westchnąłem zamykając oczy nadal nie mogąc choć w jakieś małej części ułożyć chaosu panującego w mojej głowie. Cholera nadal nie dociera do mnie, że naprawdę pocałowałem Isabell. Z jednej strony nie żałuję tego, bo chciałem ją pocałować by znów poczuć tą delikatność i słodkość jej warg, a z drugiej sam nie wiem czy dobrze się stało, że doszło do tego że względu na to co zrobiłem. Na samo wspomnienie pocałunku mimowolnie kąciki moich ust nieco uniosły się. Nie myślałem, że tak bardzo mi tego brakowało, że znów poczuje ciarki na skórze i ciepło, które tylko czułem przy niej. To było tak cudowne, że aż nierealne. Niby Bella powiedziała, że też pragnęła tego pocałunku, ale jednak nie wiem czy on znaczył na dla niej tyle samo, czy też czuła to co kiedyś przy naszych pocałunkach i te ciarki przechodzące przez nasze ciała gdy tylko stykaliśmy się choćby najmniejszą częścią ciała. Boże o czym ja myślę. Przecież po tym co zrobiłem nie mam prawa w ogóle myśleć o niej jako o kobiecie, z którą chciałbym związać resztę swojego życia pomimo tego, że zapewne już na zawsze jakaś cząstka mojego serca i mojej duszy będzie właśnie do niej należała. A może właśnie dlatego wtedy nie umarłem?
- Chris… Wszystko dobrze? – kiedy usłyszałem głos Jaya oraz poczułem na ramieniu jak nie mam jego rękę otworzyłem oczy i podnosząc głowę spojrzałem się na niego lekko kiwając głową
- Tak, wszystko dobrze… Po prostu musiałem odpłynąć myślami… Mówiłeś coś może do mnie? – mówiąc nie oderwałem wzroku od przyjaciela, który lekko uśmiechając się kiwnął głową
- No faktycznie odpłynąłeś myślami i to bardzo głęboko, bo nawet nie słyszałeś swego telefonu jak dzwonił ani tego jak ci mówiłem, że jeśli chcesz to łazienka jest już wolna… Słuchaj ja tam nie wnikam ani nie namawiam cię na zwierzenia, ale pamiętaj, że jakbyś chciał z kimś pogadać to zawsze możesz do mnie przyjść – powiedział szybko brunet opierając się o ścianę, przy czym nie umknęło mi jego wnikliwo-martwiące spojrzenie
- Wierzysz, że istnieje coś takiego jak przeznaczenie? Myślisz, że można dać drugą szansę osobie, którą się kiedyś bardzo kochało a która mocno cię zraniła? – nim zdążyłem to przemyśleć wypowiedziałem szybko słowa patrząc się przyjaciela, który uśmiechając się lekko usiadł obok mnie na parapecie
- A więc chodzi o Belle. Nie żebym był jakoś szczególnie zaskoczony, bo przeczuwałem, że znów może być coś między wami... Jak to się mówi stara miłość nierdzewnie… Co do odpowiedzi na twoje na twoje pierwsze pytanie to osobiście wierzę, że istnieje przeznaczenie, że Bóg określił dla każdego jakiś plan, tylko my nie dostrzegamy go czy nie zgadzamy się z pewnymi rzeczami, które jednak po coś nam się przydarzają. A jeśli chodzi o drugie pytanie to już sprawa jest mocno skomplikowana, bo każdy człowiek widzi inaczej sprawę drugich szans w związkach. Ja na przykład ich nie uznaje, ponieważ jeśli dziewczyna mnie zrani to naruszy moje zaufanie, a według mnie bez pełnego zaufania nie można stworzyć szczęśliwego związku i nie ma dla mnie znaczenia czy to będzie coś małego jak kłamstwo czy coś dużego jak zdrada. Aczkolwiek ty oczywiście myślisz o Isabell, ale nie jestem w stanie ci powiedzieć czy ona byłaby skłonna dać ci drugą szansę, więc tego to już sam musisz się dowiedzieć od niej – kiwając głową cicho westchnąłem sam nie wiedząc czy w ogóle powinienem starać się o ewentualne danie mi drugiej szansy
- Chcesz mojej rady?… Nie spiesz się stary i wykorzystaj to, że jesteście przyjaciółmi, tzn. zaproś ją do kina, na spacer, do teatru jako przyjaciele i wyczuj, obserwuj jej reakcje czy to dla niej tylko przyjacielskie spotkania czy jednak znaczą dla niej coś więcej… Aczkolwiek mam do ciebie wielką prośbę, a mianowicie postaraj się nie zranić jej więcej, bo następnym razem może to się skończyć wielką tragedią, której potem nie da się naprawić… No nie patrz się tak na mnie, bo mówię prawdę. Ty próbowałeś się zabić i jak nie mam do tego raczej przyczyniły się wyrzuty sumienia, a ona… Nie wiem czy powinienem ci o tym mówić, ale… Tylko zachowaj to dla siebie, dobrze?… Chodzi o to, że na kilkanaście dni przed naszym wyjazdem do Japonii na koncerty ona trafiła do szpitala. Mike powiedział, że chodzi o sprawy kobiece i nie wnikaliśmy w szczegóły. Potem spotkałem się z nią i nie dostrzegłem żadnych widocznych śladów które świadczyłyby o tym, że jednak próbowała odebrać sobie życie, ale mogła przecież wziąć jakieś leki, lecz wierzę, że to były kobiece sprawy i tyle. Aczkolwiek tak czy siak po waszym rozstaniu przez bardzo długi czas ona była dosłownie wrakiem człowieka cierpiącym po rozstaniu z miłością swego życia – patrzyłem się na ciemnookiego kompletnie szokowany jego ostatnimi słowami. Kurde nawet przez myśl mi nie przyszło to, że ona mogłaby próbować popełnić samobójstwo. Swoją drogą to byłby ciekawy zbieg okoliczności, że być może obydwoje w jednym czasie postanowiliśmy odebrać sobie życie
- Możesz być spokojny stary, bo ostatnie czego chce to znów ją zranić i możesz być pewny, że na pewno będę działał przemyślanie a także nie zrobię czegoś czego ona by nie chciała… A teraz koniec o mnie tylko mów jak to jest między tobą a Anastasią, bo z chłopakami zauważyliśmy, że dosłownie pożerasz ją wzrokiem – chcąc choć na chwilę oderwać myśli od Belli zmieniłem temat, a Jay słysząc moje słowa uśmiechając się pokręcił głową
- Oj chyba będę musiał pogadać z dziewczynami nad jakimiś zadaniami dla was, bo chyba bardzo się nudzicie, skoro zajmujecie się plotkowaniem jak baby z magla… A tak na poważnie to między nami nic nie ma oprócz zwykłej przyjaźni, choć… No nie mogę zaprzeczyć temu, że Ana jest niezwykle piękną oraz mądrą kobietą, która jak mam wrażenie, ze wszystkich sił stara się być twardą kobietą a tak na prawdę jest bardzo wrażliwa i no nie powiem jest w niej coś co mnie przyciąga, lecz jak będzie to pokaże czas – nie powiem widząc uśmiech na buzi przyjaciela i błysk w jego oczach sam nie mogłem powstrzymać unoszących się szeroko kącików ust, choć miałem wrażenie, że nie mówi wszystkiego i już miałem otworzyć buzię by spytać się o jakieś szczegóły, ale słysząc krótki dźwięk a zaraz potem dźwięk otwieranych drzwi zrezygnowałem spoglądając w tamtym kierunku i widząc uśmiechniętego Richiego, który widząc nas zastygł w miejscu spojrzałem się na niego pytająco zastanawiając się gdzie był do tej pory
- O hej… Myślałem, że już śpicie… – rzucił nieco nieskładnie blondyn, na co przekręciłem oczami zatrzymując wzrok na brunecie, który szeroko uśmiechając się skinął głową jakby nie zmartwiło go to, że blondyn wrócił po 1 nocy
- A tak sobie siedzimy i gadamy o wszystkim i o niczym. A zdradzisz skąd wracasz taki szczęśliwy o takiej później porze? – rzuciłem od razu i również szybko poczułem lekkie uderzenie w kolano, na co spojrzałem się na Jaya, który spiorunował mnie wzrokiem mówiącym bym się zamknął
- Możesz być spokojny Chris. Byłem na spacerze i tak po prostu zwyczajnie w świecie straciłem rachubę czasu. A teraz jak mi pozwolicie to pójdę skorzystać z łazienki – powiedział Richie uśmiechając się do mnie, po czym podszedł do swojej walizki, a ja zerknęłam na bruneta, który szeroko uśmiechając się kiwnął głową
- Mamy nadzieję, że spacer był BARDZO UDANY – rzucił od razu Tariq, a ja widząc jego uśmiech i jak znacząco patrzy się na blondyna sam uśmiechnąłem się rozumiejąc już o co dokładnie chodzi z tym spacerem
- Był bardzo udany Jay – Cameron nie dodając nic więcej wszedł do łazienki, a ja zerknęłam na ciemnookiego, który nadal mając szeroko uniesione kąciki ust ponownie kiwnął głową
- No i po co ta cała konspiracja? Nie łatwiej było powiedzieć, że do Richiego przyleciała jego dziewczyna? W ogóle jak to jest, że ty o tym wiesz a także być może widziałeś ją, a my nie? To musi być naprawdę jakaś wyjątkowa piękność, bo blondas robi z tego taką tajemnice jakby bał się, że któryś z nas mógłby mu ją odbić, co byłoby dużo prawdopodobne ze strony Izzyego, ale ona ma Mel – Jay słysząc moje ostatnie słowa zaczął głośno się śmiać kręcąc głową
- Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać… Przede wszystkim Chris miej trochę do niego zaufania. Ja wiem, że wszyscy martwimy się o jego problem, ale taka nadmierna troska też nie jest za dobra… A co twojego pytania to Richie prosił mnie o wszelką dyskrecję w tej sprawie i zamierzam tego dotrzymać stary. Jak blondyn będzie gotowy to sam wam przedstawi miłość swego życia, a wtedy zrozumiesz moją reakcję… A teraz ja cię przepraszam, ale idę spać, więc dobranoc i niech przyśni się tobie Isabell – powiedział po krótkiej chwili Jay, po czym pokierował się do swego łóżka, a ja nie mogąc powstrzymać unoszących się lekko kącików ust skinąłem głową mając wielką nadzieję, że i tej nocy przyśni mi się Bella
- Jasne, rozumiem stary… Tobie też miłej nocy i niech tobie przyśni się Anastasia – nie dodając nic więcej szybko zerknąłem w czarne niebo licząc na to, że choćby na chwilę zobaczę mojego małego aniołka, dzięki któremu tak naprawdę tu jestem by podpowiedział mi co powinienem zrobić, czy też to co chciałbym zrobić jest dobre i właściwe
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
Specjalna dedykacja dla Nity :-) :* <3
2 komentarze:
OMG!!!!!! Normalnie kopara mi opadłą jak to czytałam.. do tej pory nie mogę się pozbierać!
To był tak przecudowny rozdział że serio brak mi słów.
Zacznę od tego że Bell ma na prawdę wspaniałych przyjaciół wokół siebie, to nieocenione mieć takich ludzi wokół siebie.
No no ale jak ci skoczkowie namieszali haha xD
Ale z jednej strony to dobrze, Chris w końcu zobaczył co stracił, i co mógł stracić przez samobójstwo...
Ale wracając do tego pocałunku o mamusiu to było przepiękne.. aż samej serducho mi biło..
PIĘKNIE!!!!!!!!!!
Mam tylko nadzieję że nic nie popsuje ich relacji i pomału odbudują związek bo przecież łączy ich miłość a to najważniejsze <3
Z niecierpliwością czekam na następny!
Buziaki ;*
O_o Mój Thomas?! i Michelin?! Razem... z US5!? To mi się chyba śni hahahahaha xD Ala! Ty to masz fantazję hahahaha ;D
Oj widać, że Is bardzo ciągnie do Chrisa... ten pocałunek... chyba wyrządził więcej szkód niż powinien... i ten Aniołek... czy ja dobrze myślę, że Bella była w ciąży :O
Przeznaczenie... aż mi się mój blog o US5 przypomniał... destiny <3 Ja wierzę! Nic nie dzieje się przez przypadek!
Po tym co powiedział Jay "sprawy kobiece" jestem pewna, że Isabel była w ciąży :O Boże... jak Chris się o tym dowie... że straciła dziecko, bo od niej odszedł... Aż nie chcę sobie wyobrażać tego jak zareaguje :O
I znowu ten Richie i jego tajemnicza partnerka albo partner xD Nie wiem czemu ciągle mi się wydaje, że on jest gejem xD
Spróbuję poczytać dalej :) Może mój Morgi się jeszcze pojawi *_*
Pozdrawiam!
Prześlij komentarz