Narracja Anastasii
- O dzień dobry. Nie spodziewałem się, że zobaczę
cię jako pierwszą na nogach zawłaszcza, że wróciłaś późno i jak widzę nadal
myślami krążysz wokół wczorajszego wieczoru – słysząc znajomy głos pokręciłam
głową powracając myślami na ziemię jednocześnie spojrzałam się na ojca starając
się choć nieco uśmiechnąć
- Cześć. Tak jakoś wyszło, że jestem
pierwsza na nogach i wcale tak późno nie wróciłam a myślami krążę wokół wielu
tematów, które przede wszystkim krążą wokół powrotu chłopaków na scenę.
Aczkolwiek jakbyś zapomniał jestem już dorosła i nie musisz się o mnie martwić,
a ja raczej nie muszę tobie się tłumaczyć dlaczego wróciłam o takiej a nie
innej godzinie czy co robiłam – mówiąc nie odwróciłam wzroku od ojca, który
siadając przy stole pokiwał głową. No dobra może i teraz przed ojczulkiem
kręcę, bo faktycznie moje myśli krążyły wokół wczorajszego dnia. Może i nie
wydarzyło się nic nadzwyczajnego i praktycznie dzień z Jayem stanął jedynie pod
znakiem rozmów dotyczących zespołu to jednak mimo wszystko było naprawdę miło
- Wiem o tym, że jesteś dorosła, ale to
nie zmieni faktu, że jesteś moim dzieckiem i będę się martwił nawet jak
będziesz miała swoje własne dzieci – słowa ojca spowodowały, że odruchowo
mocniej zacisnęłam palce na trzymanym w ręku kubku mając wielką ochotę rozbić
go na jego głowie
- Niby powinnam się cieszyć, że wreszcie
TATUŚ zaczął mnie zauważyć, ale jednak jakoś nie potrafię… – niemalże natychmiast
wycedziłam przez zęby, przy czym nie odwróciłam wzroku od ojca, który od razu
pokręcił głową
- Anastasio posłuchaj mnie… To nie tak jak
myślisz… – przerwał mi błyskawicznie tata, a ja odkładając kubek na blat
pokręciłam głową jednocześnie podnosząc nieco drugą rękę czując coraz większe
zdenerwowanie
- Nie. Nie chce z tobą rozmawiać na ten
czy mamy temat, bo to nie ma najmniejszego sensu i nawet nie próbuj któregoś z
nich zaczynać… Lepiej powiedz czy udało ci się coś załatwić z wujkiem Mikem w
sprawie przyszłych występów chłopaków – starając się uspokoić nieco spuszczając
wzrok ponownie wzięłam do ręki kubek z kawą biorąc łyk
- Tak. Udało się nam wstępnie załatwić
kilka występów i być może uda się nam także załatwić im występu w Kanadzie, ale
wszelkie szczegóły dopniemy dopiero gdy chłopcy oficjalnie ogłoszą, że wracają
– odpowiedział od razu tata, na co starając się uśmiechnąć pokiwałam głową
- No to fajnie. Chłopaki na pewno się
ucieszą gdy to usłyszą - nie dodając nic więcej odruchowo spojrzałam się na
otwierające się drzwi i widząc biegnącą ku mi Elisę odruchowo nowo szybko
ponownie odstawiłam kubek, po czym kucając przytuliłam do siebie siostrę
- Bobawis se ze mną. Plose – słodki głos
małej spowodował, że mimowolnie cicho się zaśmiałam nie mogąc powstrzymać
unoszących się szerzej kącików ust
- No jasne kochanie, że pobawię się z tobą
tylko jak wrócę do domu bo zaraz wychodzę, dobrze?... Jej nie smuć się.
Obiecuję ci, że jak tylko wrócę to pobawimy się w to co będziesz chciała, ok? -
widząc słodko-smutną minkę dziewczynki mocniej ją przytuliłam całując w głowę.
Boże jakoś przyzwyczaiłam się do myśli, że jestem jedynaczką, ale jednak odkąd
tylko poznałam Kevina oraz Elisę to naprawdę pokochałam ich i tak naprawdę
tylko oni są powodem dla którego jeszcze tutaj mieszkam
***
- Boże jak to fajnie jest wyrzucić
chłopaka na siłownie a samej iść na długie i przyjemne zakupy z przyjaciółkami
– powiedziała szeroko uśmiechnięta Melinda okładając na stolik trzymany w ręku
filiżankę z kawą na co obie z Bellą od razu zaśmiałyśmy się
- No dobra korzystając z chwili odpoczynku
między zakupami teraz kochana nie wymigasz się i opowiadaj jak to się stało, że
usidłałaś największego flirciarza jakiego znam – słysząc słowa Isabell od razu
spojrzałam się na siedzącą obok Melindę, która od razu cicho się zaśmiała
kiwając głową
- Wszystko tak naprawdę zaczęło się gdy on
przyszedł do mnie na rehabilitację po operacji kolana. Od razu jak tylko
zobaczyłam go po raz pierwszy to wydał mi się takim pozytywnym świrusem, który
pod swoimi mięśniami skrywa wielkie serce, przy czym jego świecące oczy
zdradzały go, że jest także niezłym flirciarzem i jak mi się zdaje obydwoje w
tamtym momencie wpadliśmy sobie w oko. Przez kolejne dni, tygodnie
rozmawialiśmy o wszystkim i niczym, gdzie z każdym naszym spotkaniem Izz coraz
bardziej zdobywał moje serce przez co sama nie wiem jak to się stało, że po
prostu zakochaliśmy się w sobie i od dosłownie roku jesteśmy razem – powiedziała
od razu uśmiechnięta Mel, a ja nie
odrywając wzroku od niej również uśmiechając się pokiwałam głową
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę,
że jesteście ze sobą szczęśliwi, zwłaszcza że Izzy po tylu nieszczęściach
właśnie na to zasługuje. W ogóle szczerze mówiąc bałam się, że on nigdy się nie
zmieni i już do końca życia pozostanie flirciarzem, który nie będzie chciał się
ustatkować – rzuciła szybko Bella patrząc się na mulatkę, która cicho się
śmiejąc pokręciła głową
- Oj kochana Izzy raczej już na zawsze
pozostanie flirciarzem i szczerze mówiąc właśnie przez to o mały włos byśmy w
ogóle nie byli ze sobą, ale jednak uczucie wygrało, gdzie Izzy zaczął
powściągać swój flirciarski temperament a ja nauczyłam się z jak być z takim
temperamentnym mężczyzną. Aczkolwiek tak czy siak cieszę się, że z nim jestem i
zgadzam się z tobą, że Iz zasługuje na wszystko co najlepsze – słowa mulatki
spowodowały, że biorąc łyk kawy odruchowo pokręciłam głową nie wierząc, że Izzy
będzie w stanie powściągnąć swój wybuchowy temperament
- Że co? Powiedz co takiego ten głupek
zrobił. Oj już ja sobie z nim pogadam jutro to mu odechce się flirtowania –
zaciekawiona spojrzałam się na choreografkę, która popijając swoją kawę
przewróciła oczami
- Oj nie ma o czym gadać bo to była zwykła
klasyka tzn. kiedy zaczęliśmy się spotkać ze sobą już tak na poważnie ale
jeszcze bez wyznania sobie uczuć czy takiego
oficjalnego powiedzenia, że jesteśmy parą to raz z siostrą, która
przyjechała do mnie w odwiedziny poszliśmy do klubu i los chciał, że natknęłyśmy
się na Izza, który w najlepsze flirtował sobie z jakimiś dziewczynami. Nie
powiem byłam na niego nieco zła co oddałam mu odczuć następnego dnia, ale jakoś
dałam mu się udobruchać i ważne jest to, że jesteśmy teraz razem –
odpowiedziała szybko Melinda, na co nieco się uśmiechając pokręciłam głową.
- No i to jest najważniejsze. Aczkolwiek
nie wiem czy cię pocieszę, ale jak mi się zdaje każdy z facetów ma coś z
flirciarza, kasanowy i wątpię czy kiedykolwiek będzie inaczej – Isabella
słysząc moje słowa od razu przekręciła oczami
- Dobra kochane zmieńmy teraz temat na
inny, np. pogadajmy o Belli i Chrisie. Wiem od Izzyego, że byliście ze sobą i naprawdę
podziwiam cię, że pomimo rozstania potrafisz z nim pracować, bo ja chyba nie
umiałabym pracować z byłym, przy czym obydwoje nie potraficie ukryć tego, że
zerkacie na siebie ukradkiem… – słysząc słowa mulatki niemalże natychmiast
spojrzałam nie na Is, która blado uśmiechając się nieco skinęła głową
- Oj nie ma o czym gadać. My po prostu
przyjaźnimy się i nic więcej, choć faktycznie nie powiem dawne wspomnienia
niekiedy wracają i to nie tylko te miłe, ale staram się skupić na tym co jest teraz
i tu. A co do tego, że zerkam na niego to prawda jest taka, że zerkałam na
wszystkich chłopaków a nie tylko na niego Mel. A tak w ogóle to lepszym tematem
do rozmowy jest wczorajsze spotkanie Any z Jayem. Opowiadaj kochana co się tam
działo – przyjaciółka nie dodając nic więcej szybko wzięła do ręki szklankę i biorąc
łyk kawy spojrzała się na mnie, na co cicho westchnęła przekręcając oczami.
Czułam, że prędzej czy później Bella spyta się mnie o to spotkanie z brunetem
- Czy ja wiem czy to taki lepszy temat? Tak
prawdę mówiąc jedynie rozmawialiśmy na temat zespołu i niemieckich szlagierów,
czyli jednym słowem mówiąc same nudy, choć nie powiem było miło, ale nic więcej
się nie wydarzyło – powiedziałam od razu patrząc się na obie dziewczyny, które
pokiwały głowami
- No właśnie kochana jeszcze się nic
między wami nie wydarzyło ale kto wie co się wydarzy w przyszłość, bo widziałam
jak nie raz lustrowałaś wzrokiem bruneta i jak on pożerał ciebie wzrokiem –
słowa szeroko uśmiechniętej Isabell sprawiły, że niemalże natychmiast
spiorunowałam ją spojrzeniem mówiącym chyba sobie teraz żartujesz
- Kochana możesz być pewna, że pomiędzy
mną a Jayem nic nie będzie. Może i jest on przystojny oraz fajnie się z nim
gada czy jest bardzo utalentowany, ale jednak jest strasznym pracoholikiem a
dodatkowo czasem jego zachowanie pozostawia wiele do życzenia bo przez nie
wydaje się, że jest kasanową i… w ogóle błagam was skończymy już mówmy na ten temat. Powiedz mi lepiej
Melindo bo jestem ciekawa jak to się stało, że tu jesteś choreografką chłopaków
i jak Izzy nam powiedział prowadzisz zajęcia taneczne dla dzieci a z drugiej
strony jesteś rehabilitantką – rzuciłam znacząco patrząc się na początku na
Bellę by potem zerknąć na mulatkę, która szeroko uśmiechając się pokiwała głową
- Wiesz zdaje mi się, że każdy z chłopaków
ma coś w sobie z pracoholika i z kasanowy, ale cóż taki ich urok, który wręcz
hipnotyzują nas. A co do twego pytania to widzisz od dziecka kocham tańczyć i
przez dłuższy czas szłam w tym kierunku, tzn. trenowałam taniec, gdzie tak jak Izzy
już wam wspomniał byłam kilkukrotną mistrzynią tańców latynoametykańskich, lecz
niestety przez poważną kontuzje nogi oraz kilkumiesięczną rehabilitację
musiałam na dobre pożegnać się z marzeniami o dalszych konkursach tańca i wtedy
postanowiłam, że zostanę rehabilitantką a, że nie przestałam kochać tańca to
postanowiłam w klubie zorganizować zajęcia taneczne dla dzieci i młodzieży – powiedziała
od razu szeroko uśmiechnięta Mel, a ja uśmiechając się do niej pokiwałam głową
Narracja Jaya
- Chłopaki powiedzcie mi czy naprawdę
wierzycie, że nam się uda z tym pierwszym występem? Nie żebym się bał, ale po
raz pierwszy tak naprawdę wejdziemy na żywca bez żadnych generalnych prób na
scenie co oznacza, że wszystko może się wydarzyć a przecież ten występ jest
najważniejszy ze wszystkich jakie do tej pory mieliśmy – pociągając w dół
drążek spojrzałam się na mówiącego Izzyego kiwając głową
- No wiesz może i nasz występ będzie
niestandardowy, ale o ile mnie pamięć nie myli to byliśmy już w gorszych
sytuacjach, z których wychodziliśmy obroną ręką, więc wierzę że i tym razem się
nam uda. Zresztą skoro Mark z Mikem również zgodzili się co do tego pomysłu to
tak jak oni zaufajmy dziewczyną – powiedział od razu jako pierwszy Richie
wzruszając ramionami, na co cicho się śmiejąc pokiwałam głową zgadzając się z
nim, bo przecież zwycięsko wychodziliśmy już nie z jednej kiepskiej sytuacji
- Richie ma rację. Może i rzucamy się w
ogień z tym pierwszym występem, ale kto nie ryzykuje nie wygrywa, co nie? A po
za tym dzięki temu, że oglądaliśmy filmiki z poprzednich gal to wiemy jak
dokładnie wygląda scena, przy czym dam Belli swój aparat i pokaże jej wcześniej
jak dobrze robić zdjęcia przez co ona porobił zdjęcia podczas prób dzięki czemu
jeśli trzeba będzie to w ostatniej chwili zmienimy coś w naszym układzie i
tyle. No a jeśli coś się wydarzy to cóż widocznie tak miało być i przynajmniej
będziemy mieli z czego się później pośmiać i opowiadać dzieciom czy wnukom – podobnie
jak cała reszta od razu zaśmiałem się pod
wpływem słów Chrisa
- Słuchajcie, ja wiem, że może moja pierwsza reakcja na ten pomysł była jaka była, ale jednak muszę przyznać, że sam pomysł na nasz
pierwszy występ jest nawet dobry i moim zdaniem tak naprawdę powinniśmy raczej martwic się tym jak na nasz występ zareagują fani i media, bo obawiam się, że ci
ostatni mogą różnie napisać o naszym powrocie oraz występie, ale miejmy nadzieję,
że nie będzie tak źle i dziewczyny nie będą musiały gasić wielkich pożarów a my
tracić nerwów przez to – nie dodając nic więcej puszczając drążek schyliłem się
po butelkę z wodą biorąc łyk
- No przynajmniej wiemy kto z
przyjemnością zabawi się w strażaków i pomoże dziewczyną gasić te płomienie… No
nie patrzcie się tak na mnie, bo nie da się nie zauważyć jak ty Chris patrzysz
na Bellę jakbyś na nowo coś do niej poczuł, a tobie Jay najwyraźniej wpadła w
oko nasza droga Anastasia, bo patrzysz się na nią jakbyś pożerał ją wzrokiem i
nawet nie próbujcie obaj temu zaprzeczyć – rzucił niemalże natychmiast Punc na
co od razu spojrzałem się na niego spod byka
- Bardzo śmieszne Izzy. Lepiej zajmij się
swoją Melindą… – zaczął mówić jako pierwszy Chris, a ja pokiwałem głową
zgadzając się z nim
- No co? Może powiecie, że nie mam racji?
Zresztą ja wcale się wam nie dziwię bo obie dziewczyny są ładne choć
nieskromnie mówiąc Melinda jest najpiękniejsza – słowa Izza spowodowały, że
ponownie spiorunowałem go spojrzeniem
- Izzy ty lepiej zajmij się kręceniem a
nie tworzeniem teorii spiskowych – powiedziałem patrząc się na przyjaciela,
który przekręcając oczami przyspieszył kręcenie
- A tak w kwestii Melindy to nie powiem
Lizzy szokowałeś mnie bardzo, bo nie spodziewałem się, że zwiążesz się z kimś
tak na poważnie. Jeszcze się doczekamy, że jako pierwszy z nas ożenisz się i
jako pierwszy zostaniesz ojcem – rzekł po chwili Richie a ja podobnie jak
reszta cicho się śmiejąc pokiwałam głową zgadzając się z nim, a Izz natomiast
kręcąc głową pokazał nam język
- Oj tam zaraz szokowałem. Ja po prostu
zakochałem się z wzajemnością i tyle. A co do małżeństwa i rodzicielstwa to
możecie być spokojny bo nie planujemy z Mel małżeństwa ani mieć dzieci – rzucił
od razu Punc a ja spojrzałem się na niego nieco szokowany jego ostatnimi
słowami
- Naprawdę? No wiesz wszystko może się z
czasem zmienić, więc nigdy nie mów nigdy. A poza tym widziałem twoje zdjęcia z
siostrzeńcem i jestem pewny, że byłbyś doskonałym ojcem – powiedział Chris
patrząc się na bruneta, który uśmiechając się lekko skinął głową
- Dzięki stary, ale ja nie nadaje się na
ojca, a bycie wujkiem to zupełnie inna para kaloszy, z której naprawdę bardzo
się cieszę. A co do małżeństwa to jest ono zdecydowanie przereklamowane i tylko
niszczy związek i miłość, więc dobrze jest jak jest – słowa Izzyego spowodowały,
że uśmiechając się do niego mimowolnie pokręciłem głową mając nadzieje, że
jednak on z czasem zmieni swoje nastawienie do rodzicielstwa i małżeństwa
- Jay jak zrobiłeś sobie przerwę to
pomógłbyś mi z sztangą? – niemalże od razu spoglądając na Richiego pokiwałem
głową jednocześnie szybko schodząc z urządzenia poszedłem za nim w odpowiednie
miejsce
- Richie… jak jesteśmy teraz nieco sami a
chłopaki nie słyszą nas za bardzo to powiedz mi, ale tak szczerze… jak się
czujesz, jak się trzymasz, potrzebujesz jakieś pomocy… – mówiąc nieco
nieskładnie i cicho niepewnie zerknąłem na blondyna, który spoglądając na mnie
zabójczym wzrokiem cicho westchnął siadając na leżance
- Jay ja wiem, że się o mnie martwisz i
jestem ci za to wdzięczny, lecz naprawdę nie musisz się niczego bać, bo teraz
gdy jestem już po profesjonalnym leczeniu i obecnie jedynie chodzę na meetingi
mam wrażenie, że wreszcie trzymam chorobę w garści, choć nie powiem czasami mam
pokusę sięgnięcia po alkohol czy leki gdy boli mnie głowa, ale to jest zupełnie
normalne i po prostu muszę nauczyć się z tym żyć, ponieważ to zostanie już ze
mną do końca życia. A tak w ogóle to szczerze mówiąc jestem nareszcie
prawdziwie szczęśliwy, co zapewne jest wynikiem tego, że jestem czysty,
zakochany i czuję w sobie taką moc, że mógłbym nie tyle co chodzić po górach co
je przenosić – widok szerokiego uśmiechu przyjaciela i jego błyszczących
niebieskich oczu sprawił, że samemu kąciki ust szerzej uniosły się, przy czym
nie mogłem nie zaśmiać się słysząc jego ostatnie słowa
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę,
że jesteś szczęśliwy, bo jak nikt inny zasługujesz na to i mam nadzieję, że
kiedyś poznam miłość twojego życia, która tak cię odmieniła, że dosłownie
emanujesz szczęściem, które masz wypisane na twarzy. A co do obaw to wiesz
jesteś moim przyszywanym młodszym bratem i zawsze będę się o ciebie bał czy
chciał twego szczęścia – zaczynając mówić usiadłem obok blondyna, który
uśmiechając się skinął głową
- Dzięki stary, ale ty również zasługujesz
na to by być szczęśliwy, zwłaszcza za to co dla mnie zrobiłeś i kto wie czy
właśnie los się do ciebie nie uśmiecha, bo jednak Izzy ma racje bo ja też
zauważyłem, że Anasytasia raczej wpadła ci w oko. No i też mam nadzieję, że
niedługo przedstawię wam miłość mego życia, ale na razie sam wiesz jak jest… – ostatnie
słowa przyjaciela spowodowały, że pomimo uśmiechu na buzi pokręciłem
energicznie głową domyślając się co ma na myśli
- Richie nie musisz kończyć, bo wiem o co
ci chodzi i naprawdę nie musisz się z tym spieszyć, zawłaszcza jeśli masz
jakieś obawy przed tym dniem. Mimo wszystko pamiętaj, że my wszyscy cię
uwielbiamy i wątpię czy jest coś w stanie to zmienić. A co Ann to nie powiem
nawet fajna z niej dziewczyna, jest bardzo ładna a także można z nią
praktycznie o wszystkim pogadać i na pewno żaden chłopak nie nudziłby się przy
niej, gdzie jednak mimo wszystko nie mogę zaprzeczyć temu, że jest w niej coś
co przyciąga moją uwagę, lecz jak wiesz żeby powstał chleb potrzeba nie tylko
wielu produktów ale także czasu – niebieskooki słysząc moje słowa cicho się
zaśmiał kiwając głową, a ja nie mogłem powstrzymać nieco unoszących się kącików
ust na samo wspomnienie blondynki. Fakt Ana jest bardzo piękna, wygadana i
ewidentnie potrafi zrobić wszystko by było tak jak ona chce, ale mam jakieś
dziwne wrażenie, że ona coś w sobie skrywa jakby chowała swoje oblicze byle
nikt tego nie zobaczył
- Uwielbiacie mnie? No mój miły ja
myślałem, że mnie kochacie. No a tak na serio to zobaczymy jak będzie, ale
czuję w kościach, że prędzej czy później dojdzie do tego jakże wielkiego dnia
poznania i nie powiem trochę się go boję, ale nie chce na razie o tym myśleć. A
co do Anastazii to trzymam kciuki by wypieki były owocne – nie mogąc się nie
zaśmiać lekko pięścią uderzyłem przyjaciela w ramię
- No bardzo śmieszne Cameron, po prostu
boki zwijać… Dobra koniec gadania tylko bierzemy się do pracy a raczej do ćwiczeń
– powiedziałem patrząc się Camerona, który szeroko uśmiechając się pokiwał
głową
1 komentarz:
No i udało mi się poczytać następny rozdział :) Znowu te rozbudowane dialogi :O Naprawdę... jak Ty to robisz...
Fajnie, że można było coś poczytać z perspektywy Jaya :) Ciekawi mnie ukochana? a może ukochany Richiego :D Lecę czytać dalej!
Buziaki <3
Prześlij komentarz