środa, 13 marca 2019

9 rozdział

Narracja Anastasii
- O dzień dobry. Nie spodziewałem się, że zobaczę cię jako pierwszą na nogach zawłaszcza, że wróciłaś późno i jak widzę nadal myślami krążysz wokół wczorajszego wieczoru – słysząc znajomy głos pokręciłam głową powracając myślami na ziemię jednocześnie spojrzałam się na ojca starając się choć nieco uśmiechnąć
- Cześć. Tak jakoś wyszło, że jestem pierwsza na nogach i wcale tak późno nie wróciłam a myślami krążę wokół wielu tematów, które przede wszystkim krążą wokół powrotu chłopaków na scenę. Aczkolwiek jakbyś zapomniał jestem już dorosła i nie musisz się o mnie martwić, a ja raczej nie muszę tobie się tłumaczyć dlaczego wróciłam o takiej a nie innej godzinie czy co robiłam – mówiąc nie odwróciłam wzroku od ojca, który siadając przy stole pokiwał głową. No dobra może i teraz przed ojczulkiem kręcę, bo faktycznie moje myśli krążyły wokół wczorajszego dnia. Może i nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego i praktycznie dzień z Jayem stanął jedynie pod znakiem rozmów dotyczących zespołu to jednak mimo wszystko było naprawdę miło
- Wiem o tym, że jesteś dorosła, ale to nie zmieni faktu, że jesteś moim dzieckiem i będę się martwił nawet jak będziesz miała swoje własne dzieci – słowa ojca spowodowały, że odruchowo mocniej zacisnęłam palce na trzymanym w ręku kubku mając wielką ochotę rozbić go na jego głowie
- Niby powinnam się cieszyć, że wreszcie TATUŚ zaczął mnie zauważyć, ale jednak jakoś nie potrafię… – niemalże natychmiast wycedziłam przez zęby, przy czym nie odwróciłam wzroku od ojca, który od razu pokręcił głową
- Anastasio posłuchaj mnie… To nie tak jak myślisz… – przerwał mi błyskawicznie tata, a ja odkładając kubek na blat pokręciłam głową jednocześnie podnosząc nieco drugą rękę czując coraz większe zdenerwowanie
- Nie. Nie chce z tobą rozmawiać na ten czy mamy temat, bo to nie ma najmniejszego sensu i nawet nie próbuj któregoś z nich zaczynać… Lepiej powiedz czy udało ci się coś załatwić z wujkiem Mikem w sprawie przyszłych występów chłopaków – starając się uspokoić nieco spuszczając wzrok ponownie wzięłam do ręki kubek z kawą biorąc łyk
- Tak. Udało się nam wstępnie załatwić kilka występów i być może uda się nam także załatwić im występu w Kanadzie, ale wszelkie szczegóły dopniemy dopiero gdy chłopcy oficjalnie ogłoszą, że wracają – odpowiedział od razu tata, na co starając się uśmiechnąć pokiwałam głową
- No to fajnie. Chłopaki na pewno się ucieszą gdy to usłyszą - nie dodając nic więcej odruchowo spojrzałam się na otwierające się drzwi i widząc biegnącą ku mi Elisę odruchowo nowo szybko ponownie odstawiłam kubek, po czym kucając przytuliłam do siebie siostrę
- Bobawis se ze mną. Plose – słodki głos małej spowodował, że mimowolnie cicho się zaśmiałam nie mogąc powstrzymać unoszących się szerzej kącików ust
- No jasne kochanie, że pobawię się z tobą tylko jak wrócę do domu bo zaraz wychodzę, dobrze?... Jej nie smuć się. Obiecuję ci, że jak tylko wrócę to pobawimy się w to co będziesz chciała, ok? - widząc słodko-smutną minkę dziewczynki mocniej ją przytuliłam całując w głowę. Boże jakoś przyzwyczaiłam się do myśli, że jestem jedynaczką, ale jednak odkąd tylko poznałam Kevina oraz Elisę to naprawdę pokochałam ich i tak naprawdę tylko oni są powodem dla którego jeszcze tutaj mieszkam
***
- Boże jak to fajnie jest wyrzucić chłopaka na siłownie a samej iść na długie i przyjemne zakupy z przyjaciółkami – powiedziała szeroko uśmiechnięta Melinda okładając na stolik trzymany w ręku filiżankę z kawą na co obie z Bellą od razu zaśmiałyśmy się
- No dobra korzystając z chwili odpoczynku między zakupami teraz kochana nie wymigasz się i opowiadaj jak to się stało, że usidłałaś największego flirciarza jakiego znam – słysząc słowa Isabell od razu spojrzałam się na siedzącą obok Melindę, która od razu cicho się zaśmiała kiwając głową
- Wszystko tak naprawdę zaczęło się gdy on przyszedł do mnie na rehabilitację po operacji kolana. Od razu jak tylko zobaczyłam go po raz pierwszy to wydał mi się takim pozytywnym świrusem, który pod swoimi mięśniami skrywa wielkie serce, przy czym jego świecące oczy zdradzały go, że jest także niezłym flirciarzem i jak mi się zdaje obydwoje w tamtym momencie wpadliśmy sobie w oko. Przez kolejne dni, tygodnie rozmawialiśmy o wszystkim i niczym, gdzie z każdym naszym spotkaniem Izz coraz bardziej zdobywał moje serce przez co sama nie wiem jak to się stało, że po prostu zakochaliśmy się w sobie i od dosłownie roku jesteśmy razem – powiedziała od razu uśmiechnięta Mel,  a ja nie odrywając wzroku od niej również uśmiechając się pokiwałam głową
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że jesteście ze sobą szczęśliwi, zwłaszcza że Izzy po tylu nieszczęściach właśnie na to zasługuje. W ogóle szczerze mówiąc bałam się, że on nigdy się nie zmieni i już do końca życia pozostanie flirciarzem, który nie będzie chciał się ustatkować – rzuciła szybko Bella patrząc się na mulatkę, która cicho się śmiejąc pokręciła głową
- Oj kochana Izzy raczej już na zawsze pozostanie flirciarzem i szczerze mówiąc właśnie przez to o mały włos byśmy w ogóle nie byli ze sobą, ale jednak uczucie wygrało, gdzie Izzy zaczął powściągać swój flirciarski temperament a ja nauczyłam się z jak być z takim temperamentnym mężczyzną. Aczkolwiek tak czy siak cieszę się, że z nim jestem i zgadzam się z tobą, że Iz zasługuje na wszystko co najlepsze – słowa mulatki spowodowały, że biorąc łyk kawy odruchowo pokręciłam głową nie wierząc, że Izzy będzie w stanie powściągnąć swój wybuchowy temperament
- Że co? Powiedz co takiego ten głupek zrobił. Oj już ja sobie z nim pogadam jutro to mu odechce się flirtowania – zaciekawiona spojrzałam się na choreografkę, która popijając swoją kawę przewróciła oczami
- Oj nie ma o czym gadać bo to była zwykła klasyka tzn. kiedy zaczęliśmy się spotkać ze sobą już tak na poważnie ale jeszcze bez wyznania sobie uczuć czy takiego  oficjalnego powiedzenia, że jesteśmy parą to raz z siostrą, która przyjechała do mnie w odwiedziny poszliśmy do klubu i los chciał, że natknęłyśmy się na Izza, który w najlepsze flirtował sobie z jakimiś dziewczynami. Nie powiem byłam na niego nieco zła co oddałam mu odczuć następnego dnia, ale jakoś dałam mu się udobruchać i ważne jest to, że jesteśmy teraz razem – odpowiedziała szybko Melinda, na co nieco się uśmiechając pokręciłam głową.
- No i to jest najważniejsze. Aczkolwiek nie wiem czy cię pocieszę, ale jak mi się zdaje każdy z facetów ma coś z flirciarza, kasanowy i wątpię czy kiedykolwiek będzie inaczej – Isabella słysząc moje słowa od razu przekręciła oczami
- Dobra kochane zmieńmy teraz temat na inny, np. pogadajmy o Belli i Chrisie. Wiem od Izzyego, że byliście ze sobą i naprawdę podziwiam cię, że pomimo rozstania potrafisz z nim pracować, bo ja chyba nie umiałabym pracować z byłym, przy czym obydwoje nie potraficie ukryć tego, że zerkacie na siebie ukradkiem… – słysząc słowa mulatki niemalże natychmiast spojrzałam nie na Is, która blado uśmiechając się nieco skinęła głową
- Oj nie ma o czym gadać. My po prostu przyjaźnimy się i nic więcej, choć faktycznie nie powiem dawne wspomnienia niekiedy wracają i to nie tylko te miłe, ale staram się skupić na tym co jest teraz i tu. A co do tego, że zerkam na niego to prawda jest taka, że zerkałam na wszystkich chłopaków a nie tylko na niego Mel. A tak w ogóle to lepszym tematem do rozmowy jest wczorajsze spotkanie Any z Jayem. Opowiadaj kochana co się tam działo – przyjaciółka nie dodając nic więcej szybko wzięła do ręki szklankę i biorąc łyk kawy spojrzała się na mnie, na co cicho westchnęła przekręcając oczami. Czułam, że prędzej czy później Bella spyta się mnie o to spotkanie z brunetem
- Czy ja wiem czy to taki lepszy temat? Tak prawdę mówiąc jedynie rozmawialiśmy na temat zespołu i niemieckich szlagierów, czyli jednym słowem mówiąc same nudy, choć nie powiem było miło, ale nic więcej się nie wydarzyło – powiedziałam od razu patrząc się na obie dziewczyny, które pokiwały głowami
- No właśnie kochana jeszcze się nic między wami nie wydarzyło ale kto wie co się wydarzy w przyszłość, bo widziałam jak nie raz lustrowałaś wzrokiem bruneta i jak on pożerał ciebie wzrokiem – słowa szeroko uśmiechniętej Isabell sprawiły, że niemalże natychmiast spiorunowałam ją spojrzeniem mówiącym chyba sobie teraz żartujesz
- Kochana możesz być pewna, że pomiędzy mną a Jayem nic nie będzie. Może i jest on przystojny oraz fajnie się z nim gada czy jest bardzo utalentowany, ale jednak jest strasznym pracoholikiem a dodatkowo czasem jego zachowanie pozostawia wiele do życzenia bo przez nie wydaje się, że jest kasanową i… w ogóle błagam was  skończymy już mówmy na ten temat. Powiedz mi lepiej Melindo bo jestem ciekawa jak to się stało, że tu jesteś choreografką chłopaków i jak Izzy nam powiedział prowadzisz zajęcia taneczne dla dzieci a z drugiej strony jesteś rehabilitantką – rzuciłam znacząco patrząc się na początku na Bellę by potem zerknąć na mulatkę, która szeroko uśmiechając się pokiwała głową
- Wiesz zdaje mi się, że każdy z chłopaków ma coś w sobie z pracoholika i z kasanowy, ale cóż taki ich urok, który wręcz hipnotyzują nas. A co do twego pytania to widzisz od dziecka kocham tańczyć i przez dłuższy czas szłam w tym kierunku, tzn. trenowałam taniec, gdzie tak jak Izzy już wam wspomniał byłam kilkukrotną mistrzynią tańców latynoametykańskich, lecz niestety przez poważną kontuzje nogi oraz kilkumiesięczną rehabilitację musiałam na dobre pożegnać się z marzeniami o dalszych konkursach tańca i wtedy postanowiłam, że zostanę rehabilitantką a, że nie przestałam kochać tańca to postanowiłam w klubie zorganizować zajęcia taneczne dla dzieci i młodzieży – powiedziała od razu szeroko uśmiechnięta Mel, a ja uśmiechając się do niej pokiwałam głową
Narracja Jaya
- Chłopaki powiedzcie mi czy naprawdę wierzycie, że nam się uda z tym pierwszym występem? Nie żebym się bał, ale po raz pierwszy tak naprawdę wejdziemy na żywca bez żadnych generalnych prób na scenie co oznacza, że wszystko może się wydarzyć a przecież ten występ jest najważniejszy ze wszystkich jakie do tej pory mieliśmy – pociągając w dół drążek spojrzałam się na mówiącego Izzyego kiwając głową
- No wiesz może i nasz występ będzie niestandardowy, ale o ile mnie pamięć nie myli to byliśmy już w gorszych sytuacjach, z których wychodziliśmy obroną ręką, więc wierzę że i tym razem się nam uda. Zresztą skoro Mark z Mikem również zgodzili się co do tego pomysłu to tak jak oni zaufajmy dziewczyną – powiedział od razu jako pierwszy Richie wzruszając ramionami, na co cicho się śmiejąc pokiwałam głową zgadzając się z nim, bo przecież zwycięsko wychodziliśmy już nie z jednej kiepskiej sytuacji
- Richie ma rację. Może i rzucamy się w ogień z tym pierwszym występem, ale kto nie ryzykuje nie wygrywa, co nie? A po za tym dzięki temu, że oglądaliśmy filmiki z poprzednich gal to wiemy jak dokładnie wygląda scena, przy czym dam Belli swój aparat i pokaże jej wcześniej jak dobrze robić zdjęcia przez co ona porobił zdjęcia podczas prób dzięki czemu jeśli trzeba będzie to w ostatniej chwili zmienimy coś w naszym układzie i tyle. No a jeśli coś się wydarzy to cóż widocznie tak miało być i przynajmniej będziemy mieli z czego się później pośmiać i opowiadać dzieciom czy wnukom – podobnie jak cała reszta od razu zaśmiałem się  pod wpływem słów Chrisa
- Słuchajcie, ja wiem, że może moja pierwsza reakcja na ten pomysł była jaka była, ale jednak muszę przyznać, że sam pomysł na nasz pierwszy występ jest nawet dobry i moim zdaniem tak naprawdę powinniśmy raczej martwic się tym jak na nasz występ zareagują fani i media, bo obawiam się, że ci ostatni mogą różnie napisać o naszym powrocie oraz występie, ale miejmy nadzieję, że nie będzie tak źle i dziewczyny nie będą musiały gasić wielkich pożarów a my tracić nerwów przez to – nie dodając nic więcej puszczając drążek schyliłem się po butelkę z wodą biorąc łyk
- No przynajmniej wiemy kto z przyjemnością zabawi się w strażaków i pomoże dziewczyną gasić te płomienie… No nie patrzcie się tak na mnie, bo nie da się nie zauważyć jak ty Chris patrzysz na Bellę jakbyś na nowo coś do niej poczuł, a tobie Jay najwyraźniej wpadła w oko nasza droga Anastasia, bo patrzysz się na nią jakbyś pożerał ją wzrokiem i nawet nie próbujcie obaj temu zaprzeczyć – rzucił niemalże natychmiast Punc na co od razu spojrzałem się na niego spod byka
- Bardzo śmieszne Izzy. Lepiej zajmij się swoją Melindą… – zaczął mówić jako pierwszy Chris, a ja pokiwałem głową zgadzając się z nim
- No co? Może powiecie, że nie mam racji? Zresztą ja wcale się wam nie dziwię bo obie dziewczyny są ładne choć nieskromnie mówiąc Melinda jest najpiękniejsza – słowa Izza spowodowały, że ponownie spiorunowałem go spojrzeniem
- Izzy ty lepiej zajmij się kręceniem a nie tworzeniem teorii spiskowych – powiedziałem patrząc się na przyjaciela, który przekręcając oczami przyspieszył kręcenie
- A tak w kwestii Melindy to nie powiem Lizzy szokowałeś mnie bardzo, bo nie spodziewałem się, że zwiążesz się z kimś tak na poważnie. Jeszcze się doczekamy, że jako pierwszy z nas ożenisz się i jako pierwszy zostaniesz ojcem – rzekł po chwili Richie a ja podobnie jak reszta cicho się śmiejąc pokiwałam głową zgadzając się z nim, a Izz natomiast kręcąc głową pokazał nam język
- Oj tam zaraz szokowałem. Ja po prostu zakochałem się z wzajemnością i tyle. A co do małżeństwa i rodzicielstwa to możecie być spokojny bo nie planujemy z Mel małżeństwa ani mieć dzieci – rzucił od razu Punc a ja spojrzałem się na niego nieco szokowany jego ostatnimi słowami
- Naprawdę? No wiesz wszystko może się z czasem zmienić, więc nigdy nie mów nigdy. A poza tym widziałem twoje zdjęcia z siostrzeńcem i jestem pewny, że byłbyś doskonałym ojcem – powiedział Chris patrząc się na bruneta, który uśmiechając się lekko skinął głową
- Dzięki stary, ale ja nie nadaje się na ojca, a bycie wujkiem to zupełnie inna para kaloszy, z której naprawdę bardzo się cieszę. A co do małżeństwa to jest ono zdecydowanie przereklamowane i tylko niszczy związek i miłość, więc dobrze jest jak jest – słowa Izzyego spowodowały, że uśmiechając się do niego mimowolnie pokręciłem głową mając nadzieje, że jednak on z czasem zmieni swoje nastawienie do rodzicielstwa i małżeństwa
- Jay jak zrobiłeś sobie przerwę to pomógłbyś mi z sztangą? – niemalże od razu spoglądając na Richiego pokiwałem głową jednocześnie szybko schodząc z urządzenia poszedłem za nim w odpowiednie miejsce
- Richie… jak jesteśmy teraz nieco sami a chłopaki nie słyszą nas za bardzo to powiedz mi, ale tak szczerze… jak się czujesz, jak się trzymasz, potrzebujesz jakieś pomocy… – mówiąc nieco nieskładnie i cicho niepewnie zerknąłem na blondyna, który spoglądając na mnie zabójczym wzrokiem cicho westchnął siadając na leżance
- Jay ja wiem, że się o mnie martwisz i jestem ci za to wdzięczny, lecz naprawdę nie musisz się niczego bać, bo teraz gdy jestem już po profesjonalnym leczeniu i obecnie jedynie chodzę na meetingi mam wrażenie, że wreszcie trzymam chorobę w garści, choć nie powiem czasami mam pokusę sięgnięcia po alkohol czy leki gdy boli mnie głowa, ale to jest zupełnie normalne i po prostu muszę nauczyć się z tym żyć, ponieważ to zostanie już ze mną do końca życia. A tak w ogóle to szczerze mówiąc jestem nareszcie prawdziwie szczęśliwy, co zapewne jest wynikiem tego, że jestem czysty, zakochany i czuję w sobie taką moc, że mógłbym nie tyle co chodzić po górach co je przenosić – widok szerokiego uśmiechu przyjaciela i jego błyszczących niebieskich oczu sprawił, że samemu kąciki ust szerzej uniosły się, przy czym nie mogłem nie zaśmiać się słysząc jego ostatnie słowa
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że jesteś szczęśliwy, bo jak nikt inny zasługujesz na to i mam nadzieję, że kiedyś poznam miłość twojego życia, która tak cię odmieniła, że dosłownie emanujesz szczęściem, które masz wypisane na twarzy. A co do obaw to wiesz jesteś moim przyszywanym młodszym bratem i zawsze będę się o ciebie bał czy chciał twego szczęścia – zaczynając mówić usiadłem obok blondyna, który uśmiechając się skinął głową
- Dzięki stary, ale ty również zasługujesz na to by być szczęśliwy, zwłaszcza za to co dla mnie zrobiłeś i kto wie czy właśnie los się do ciebie nie uśmiecha, bo jednak Izzy ma racje bo ja też zauważyłem, że Anasytasia raczej wpadła ci w oko. No i też mam nadzieję, że niedługo przedstawię wam miłość mego życia, ale na razie sam wiesz jak jest… – ostatnie słowa przyjaciela spowodowały, że pomimo uśmiechu na buzi pokręciłem energicznie głową domyślając się co ma na myśli
- Richie nie musisz kończyć, bo wiem o co ci chodzi i naprawdę nie musisz się z tym spieszyć, zawłaszcza jeśli masz jakieś obawy przed tym dniem. Mimo wszystko pamiętaj, że my wszyscy cię uwielbiamy i wątpię czy jest coś w stanie to zmienić. A co Ann to nie powiem nawet fajna z niej dziewczyna, jest bardzo ładna a także można z nią praktycznie o wszystkim pogadać i na pewno żaden chłopak nie nudziłby się przy niej, gdzie jednak mimo wszystko nie mogę zaprzeczyć temu, że jest w niej coś co przyciąga moją uwagę, lecz jak wiesz żeby powstał chleb potrzeba nie tylko wielu produktów ale także czasu – niebieskooki słysząc moje słowa cicho się zaśmiał kiwając głową, a ja nie mogłem powstrzymać nieco unoszących się kącików ust na samo wspomnienie blondynki. Fakt Ana jest bardzo piękna, wygadana i ewidentnie potrafi zrobić wszystko by było tak jak ona chce, ale mam jakieś dziwne wrażenie, że ona coś w sobie skrywa jakby chowała swoje oblicze byle nikt tego nie zobaczył
- Uwielbiacie mnie? No mój miły ja myślałem, że mnie kochacie. No a tak na serio to zobaczymy jak będzie, ale czuję w kościach, że prędzej czy później dojdzie do tego jakże wielkiego dnia poznania i nie powiem trochę się go boję, ale nie chce na razie o tym myśleć. A co do Anastazii to trzymam kciuki by wypieki były owocne – nie mogąc się nie zaśmiać lekko pięścią uderzyłem przyjaciela w ramię
- No bardzo śmieszne Cameron, po prostu boki zwijać… Dobra koniec gadania tylko bierzemy się do pracy a raczej do ćwiczeń – powiedziałem patrząc się Camerona, który szeroko uśmiechając się pokiwał głową

1 komentarz:

Madziusa pisze...

No i udało mi się poczytać następny rozdział :) Znowu te rozbudowane dialogi :O Naprawdę... jak Ty to robisz...

Fajnie, że można było coś poczytać z perspektywy Jaya :) Ciekawi mnie ukochana? a może ukochany Richiego :D Lecę czytać dalej!

Buziaki <3