sobota, 29 marca 2025

Rozdział 106

 Narracja Richiego 

Pierwsze promienia słońca wpadające o pomieszczenia sprawiły, że otworzyłem oczy budząc się i zatrzymując wzrok na ramce z zdjęciem, na którym byłem razem z Gregiem i Lily mimowolnie szerzej uśmiechnąłem się. Boże naprawdę nie wierzę, że już za parę godzin poślubię Grega. Gdyby ktoś powiedział mi o tym kilkanaście lat temu to z pewnością wyśmiałbym tą osobę, bo wtedy zdecydowanie uznałbym to za niedorzeczne szaleństwo, ale prawda jest taka, że pokochałem Grega całym sobą i nie wyobrażam już sobie życia bez niego i Lily, która jak mam nadzieję już niedługo oficjalnie zostanie moją córką. Aczkolwiek nie powiem jedynie czego tak naprawdę żałuję to tego, że tak długo walczyłem sam ze sobą nie dopuszczając do siebie uczuć do Greorgea i, że przez moją chorobę i leczenie też straciliśmy trochę tak jakże cennego czasu. Słysząc w głowie ostatnią myśl od razu pokręciłem głową chcąc oczyścić ją z takich myśli. Można by powiedzieć, że dziś zaczynam nowy etap życia, który będę dzielił z miłością mego życia i nie mogę, nie chce patrzeć na przeszłość a muszę i chce myśleć o naszej wspólnej przyszłości. Słysząc za sobą cichy dźwięk otwieranych drzwi, a zaraz potem charakterystyczny dźwięk uderzania pazurami o panele mimowolnie uśmiechnąłem się zamykając oczy udając w ten sposób, że śpię. Nie minęło dużo czasu jak wyczułem jak Lily wchodząc na łóżku przytula się do mnie 

- Tatuś pobudka… Dziś jest ten wielki dzień… - gdy mała zaczęła potrząsać moim ramieniem powoli otworzyłem oczy jednocześnie szybkim ruchem odwróciłem się w stronę małej blondyneczki, która uśmiechając się cicho pisnęła co z kolei sprawiło, że Biszkopt szczekając wskoczył na łóżku jakby chciał obronić swoją małą panią 

- Witaj księżniczko i wiem, że dziś jest ten wielki dzień. Zdradzę ci kochanie, że ja też nie mogę się doczekać tego co się stanie… - powiedziałem od razu na co blondyneczka szeroko się uśmiechając pokiwała głową 

- Szkoda, że tata Greg musiał iść do hotelu… On pewnie też się denerwuje… - słysząc słowa Lily mimowolnie cicho się zaśmiałem kiwając głowa 

- Ja też żałuję, ale to była jedna noc kochanie i może obaj się denerwujemy, ale chyba wszystko będzie dobrze, co nie? - nie dodając nic więcej nie tracąc czasu zacząłem gilgotać blondyneczkę, która natychmiast zaczęła się śmiać próbując wyrwać mi się z uścisku, co powodowało, że sam szeroko się uśmiechając cicho się śmiałem, a Biszkop też uradowany szczekał próbując łapami trącając mnie jakby chciał tym pomóc Lily 

- Puk Puk… Jak widzę humor od rana jest a to bardzo dobrze… - gdy tylko usłyszałem pukanie spojrzałem się na drzwi i widząc w nich mówiącego Daniela posłałem mu uśmiech 

- Cześć… No wiesz zapowiada się fantastyczny i emocjonujący dzień… - Daniel słysząc moje słowa od razu cicho się zaśmiał kiwając głową 

-  A jakże by inaczej stary… Dziś wszystko będzie perfekcyjne i cudowne, a zaczniemy od śniadania, które szykuje twoja mama i nie pozwoliła sobie pomóc, a jednie prosiła bym cię obudził - nie przestawiają się uśmiechać wziąłem na ręce Lily i wstając razem z nią zacząłem kręcić się z nią, na co ona głośno się śmiejąc rozłożyła ręce udając samolot, co spowodowało, że sam cicho się zaśmiałem nie mogąc przestać się śmiać

- Dobra kochanie. Idź się umyć i ubrać... - gdy tylko postawiłem małą blondyneczkę na ziemi ta dała mi buziaka w policzek, po czym szybko pobiegła do swojego pokoju, a psiak poleciał za nią 

- Tacierzyństwo ci służy bigułeczko jak widzę - powiedział Daniel, a ja spoglądając na przyjaciela posłałem mu uśmiech 

- Szczerze? Nawet nie myślałem, że tak łatwo odnajdę się w tej roli, ale pokochałem Lily i naprawdę nie wyobrażam sobie już życia bez niej… - Daniel słysząc moje słowa od razu zaśmiał się kiwając głową

- Nawet nie wiesz jak my wszyscy cieszymy się, że tak się wam ułożyło i, że możemy z wami dzielić ten wasz szczególny dzień… Swoją drogą fajnie to wymyśleliście by podać prasie fałszywą datę ślubu by wszystkich wścibskich pismaków pstryknąć w nos… - nie mogąc nie uśmiechnąć się cicho się zaśmiałem 

- Wiesz od całego procesu prasa nie dawała nam spokoju, a od naszych zaręczyn i wygranego procesu to już w ogóle, więc to było jedyne w miarę rozsądne wyjście zaproponowane przez Ann… - rzuciłem od razu, na co brunet skinął głową 

- Posłuchaj… wiem, że to mało odpowiedni czas na takie pytania, ale razem z resztą "części niemieckiej" tej naszej dużej bandy zanim jutro pojedziemy do szpitala by odwiedzić Bellę i Mel to chcielibyśmy już zawczasu wiedzieć w jakim stanie są obie dziewczyny i czy jest coś co możemy dla nich zrobić - powiedział po krótkiej chwili Daniel, a ja patrząc się na niego ciężko westchnąłem 

- Wiesz… Mel dochodzi do siebie po operacji. Na szczęście dziecko żyje, ale zaraz po urodzeniu będzie potrzebowało jeszcze jednej operacji. W tym momencie trudno mówić o tym co będzie dalej, ale lekarze są dobrej myśli, więc i my tez powinniśmy być… A co do Belli to jak się domyślasz sprawa jest bardziej złożona. Ona mimo, że w miarę doszła do siebie po cesarce to nadal jeszcze trochę odczuwa skutki operacji, a dodatkowo trwa okres połogu i przez to lekarze wstrzymują się przed rozpoczęciem kolejnego etapu leczenia. Jak wiecie niestety pojawiły się przeżuty, a lekarze są ostrożni co do ewentualnych rokowań… Na razie co możemy zrobić dla obu dziewczyn to po prostu być przy nich i myśleć pozytywnie… - powiedziałem patrząc się na przyjaciela, który ciężko westchnął kiwając głową 

- Czyli inaczej mówiąc musimy trzymać nerwy na wodzy jak zobaczymy dziewczyny i naładować je jak najwięcej pozytywną energią - słysząc słowa bruneta cicho się zaśmiałem kiwając głową

- Tylko nie przesadźcie z tym trzymaniem nerwów na wodzy bo jednak też nie będzie za dobrze jak będziecie udawać, bo one to wyczują... - ciemnooki słysząc moje słowa skinął głową

- Daniel... A jak trzyma się Caroline? Potrzebuje czegoś? - spytałem się po kilku sekundach, na co Dal ciężko westchnął 

- Wiesz... Różnie bywa… Jak to sama mówi teraz uczy się na nowo żyć… Cierpi i tęskni za Franzem, ale stara się trzymać ze względu na dzieci… Na szczęście z Ianem namówiliśmy ją na wizytę u psychologa i z tego co wiem jest z nim w stałym kontakcie… Sama mi mówiła, że te rozmowy z tą psycholożką, studia, praca dużo jej dają, a przynajmniej nie pozwalają jej kompletnie załamać się… Z Ianem i Kamranem pomagamy jej gdy jest taka potrzeba, a ty po prostu dzwoń do niej tak bez okazji przy każdej wolnej chwili… - kiwając niepewnie głową poczułem bolesne ukucie w klatce piersiowej na samo wspomnienie przyjaciela i chwili jego odejścia. Cholera nie wiem czy kiedykolwiek uda się komukolwiek z nas zapomnieć o tamtym momencie i pogodzić z śmiercią Franza. To chyba jest nie realne i niemożliwe 

- Dobra nasza kochana blondwłosa bigułeczko idź się szykuj na swój wielki i wyjątkowy dzień… Dziś ty z Gregiem jesteście gwiazdami i tylko wy się dziś liczycie... - Daniel puszczając mi oko szybko wyszedł z pomieszczenia, a ja nie mogą powstrzymać lekko unoszących się kącików ust pokiwałem głową mając nadzieję, że dzisiejszy dzień naprawdę będzie wyjątkowy, niezapomniany i, że zmarły przyjaciel będzie duchem przy nas

***

-  Cześć blondasie i dzień dobry państwu. Wyglądasz seksownie w tym garniturze Cameron. Powiedz czy denerwujesz się? - słysząc znajomy głos odwróciłem się i widząc Anastasie uśmiechnąłem się do niej

- Cześć kochana. Dzięki i ty również wyglądasz przepięknie… A co do moich uczuć to przyznaje się denerwuje się, ale także nie mogę się doczekać rozpoczęcia uroczystości… Tak więc powiedz czy już zaczynamy  - Ana słysząc moje słowa od razu cicho się zaśmiała kiwając głową 

- Nie wiem czy ciebie to pocieszy, ale George ma tak samo… A co do rozpoczęcia uroczystości to spokojnie wszystko jest perfekcyjne i dopięte na ostatni guzik, więc… - tym razem to ja się cicho zaśmiałem żałując, że nie mogę zobaczyć teraz swojego ukochanego jednocześnie ucieszyłem się, że wszystko jest już gotowe

- Ale zanin zacznie się ta wyniosła uroczystość to mamy do ciebie i Grega pewną sprawę - słysząc głos Daniela spojrzałem się na niego i widząc jak za nim idzie Robert, George i Vanessa zmarszczyłem brwi czując jak moje serce przyspiesza rytm na samą myśl, że coś mogło się stać 

- Czy coś się stało? / Czy wyście powariowali? Przecież oni mieli się zobaczyć w momencie rozpoczęcia ceremonii. Teraz to im przyniesie pecha... - nie powiem słysząc wypowiedziane razem ze mną słowa mamy od razu mimowolnie przekręciłem oczami

- Spokojnie. Nic się nie stało i wiem, że może właśnie łamiemy jeden z ważnych ślubnych przesądów, ale mamy bardzo ważny powód, przez który ten przesąd się nie sprawdzi… Caroline jak wiecie nie zdecydowała się na przyjazd ze względu na ciążę przez co będzie z nami dzięki transmisji na naszej Messengerowej grupie i prosiła mnie oraz Roba byśmy przekazali w jej imieniu prezent od niej, gdzie zaznaczyła aby zrobić to dosłownie na chwilę przed samą ceremonią byście nie mieli czasu odmówić - marszcząc brwi spojrzałem się stającego obok mnie Grega i biorąc głęboki oddech wziąłem od Daniela kartkę, na której jak nie mam jest list od Caro

- Chłopaki. Na samym początku pragnę Was bardzo przeprosić za to, że nie mogę osobiście uczestniczyć w waszej cudownej ceremonii zaślubin, ale ze względu na ciążę jednak wolę nie ryzykować tak długiej podróży. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i przyjmiecie ode mnie wyjątkowy prezent ślubny. Te dwie złote obrączki były symbolem miłości mojej i Franza, która nas połączyła. Niestety okrutny los boleśnie zadrwił z nas. Moja i Franza miłość pomimo tragicznego rozdzielenia nigdy nie minie. Wiem, że zawsze będę go kochać, a on patrząc się góry będzie wysyłał miłość sprawiając, że zawsze będę czuła jego obecność. Jestem pewna, że on podzieliłby moje zdanie, że te dwa złote krążki pomimo tragicznej historii pierwszych właścicieli nadal powinny być symbolem miłości. Wiem, że na pewno macie już obrączki, ale skoro Franz dał tobie Richie swoją obrączkę by ciebie chroniła to niech robi to nadal. Niech teraz te dwie obrączki będą symbolem waszej miłości, a dodatkowo niech zaklęta w nich moja i Franza miłość niech was chronią i dodają sił gdy przyjdą ponure dni. Niech te przesiąknięte miłością amulety dodają wam sił i będą przypomnieniem, że miłość jest wieczna, że nigdy nie przemija. Mentalnie całuję was teraz i życzę wszystkiego co najlepsze. By więcej było słonecznych dni, a przy pochmurnych dniach niech szybko pojawił się kolorowa tęcza. Caroline, Anioł Franz, Emily i obecna pod sercem mamy mała gwiazdeczka. P.S. Wiem Śpiewajaca Bigułeczko, że nadal obwiniasz się o to, że nie dałeś rady pomóc Franzowi, więc błagam cię przestań to robić, bo oboje dobrze wiemy, że on nie miał szans, że pomimo wielkich chęci nie dałbyś rady go uratować w tamtym miejscu. Proszę cię zamknij już tamten rozdział i wejść w nowy z zupełnie nową kartą, którą zapełnisz szczęśliwymi chwilami z Gregiem i Lily. P.S.S. Oczywiście moją obrączkę trochę powiększyłam i mam nadzieję, że będzie na ciebie dobra Greg - z każdym czytanym słowem czułem jak do moich oczu napływa coraz więcej łez, które dopiero po przeczytaniu ostatniego zdania zaczęły spływać po moich policzkach jednocześnie czułem jak serce boleśnie obijało się o moją klatkę piersiową

- Boże… Nie... Po prostu nie... Zabierz je Dal... Nie możemy... - dopiero po dłuższej chwili odzyskałem głos i dostrzegając trzymane przez Daniela otwarte pudełeczko, w którym były obrączki od razu pokręciłem głową

- Richie zdajemy sobie sprawę z wagi tego prezentu, ale... - pomimo uczucia, że Greg bierze mnie za rękę i lekko ją ściska patrzyłem się na mówiącego Roberta nadal kręcąc głową

- Ale musicie go przyjąć chłopaki... To jest podarunek prosto z serca, a takich się nie odmawia... Moja i Franza miłosna historia została brutalnie przerwana, ale chce by symbol naszej miłości nadal był żywy i przyniósł kolejnej zakochanej parze szczęście, którego nam trochę zabrakło... Franz na pewno też by tego chciał… Dlatego proszę przyjmijcie te obrączki i najszczersze życzenia wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia… A tak nawiasem mówiąc to zdajecie sobie sprawę z tego, że kobiecie w ciąży nie powinno się odmawiać, bo to przynosi jej pecha, co nie? - słysząc znajomy głos spojrzałem się na Daniela, który trzymał w ręku komórkę, na ekranie której zobaczyłem Caroline i nie mogąc przestać płakać pokręciłem głową czując coraz mocniejszy uścisk w klatce piersiowej, a pod koniec jej wypowiedzi nie mogłem powstrzymać lekko unoszących się kącików ust. Czując jak stojący obok mnie George przytula mnie zerknąłem na niego, gdzie spoglądając w jego przepiękne i pełne łez oczy dostrzegłem to co chciałby powiedzieć

- Caro... Nie wiem co mam, co mamy powiedzieć... Ten prezent jest nie tylko najcenniejszy, ale i najwspanialszy jaki mogliśmy dostać... Obaj będziemy zaszczyceni nosząc te obrączki i… naprawdę bardzo ci za nie dziękujemy… Aczkolwiek bardzo żałujemy, że nie mogłaś sama osobiście nam ich dać, ale rozumiemy twoją decyzję i przesyłamy tobie i dzieciom całusy… - nie dodając nic więcej przez walkę ze łzami i zaciśniętym gardłem posłałem razem z Gregiem pocałunki w stronę ekranu, na co lekko uśmiechnięta brunetka, która także nie mogła powstrzymać łez zrobiła gest jakby łapała nasze pocałunki, a następnie sama przesłała nam pocałunki

- Słuchajcie, ja nie chce przerywać tej cudownej chwili, ale zaraz zaczynamy uroczystość… - od razu spoglądając na mówiącą Anastasię, która ocierała jak nie mam mokre od łez policzki lekko uśmiechnąłem się do niej kiwając głową 

- Jasne… W takim razie chłopaki do usłyszenia… - nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć szybko odezwała się Caroline i rozłączyła się, a ja odruchowo spojrzałam się na Grega, który przytulił mnie 

- Uszczypnij mnie mój blondasku, bo nie wierzę w to, że to dzieje się naprawdę… - słysząc w uchu cichy szept ukochanego nie mogłem powstrzymać unoszących się kącików ust jednocześnie cicho się zaśmiałem 

- A ty uszczypnij mnie George… Mimo, że to jest wręcz nierealne to taka jest prawda mój aniele… Zaraz zostaniemy małżeństwem… - powiedziałem od razu i nic nie mówiąc pocałowałem bruneta, który od razu zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością  

- Chłopaki już dość… Później będziecie się całować do woli, a teraz Greg szybko idź z chłopakami na swoje miejsce… - odsuwając się od siebie obaj cicho się zaśmialiśmy się, gdzie brunet pokiwał głową 

- Do zobaczenia za chwilę blondynku - George nie dodając nic więcej dał mi szybkiego całusa, po czym razem z Danielem, Robertem oraz Nessą i Ann wyszli, a ja wziąłem głęboki oddech by uspokoić szybką prace serca 

- Gotowy synku? - słysząc głos mamy spojrzałem się na nią i lekko uśmiechając się skinąłem głową

- Chyba bardziej nie będę… - rodzice i Boby słysząc moje słowa od razu cicho się zaśmiali 

- Chris… naprawdę z mamą bardzo cię kochamy i cieszymy się, że odnalazłeś swoje szczęście i pamiętaj, że co by się nie działo to zawsze możecie na nas liczyć - nie powiem słowa taty sprawiły, że mimowolnie szeroko uśmiechnąłem się 

- Dzięki tato - odpowiedziałem od razu na co rodziciel poklepał mnie po ramieniu

- Chodź brat czas cię zaobrączkować -  słysząc słowa brata od razu tak jak pozostali cicho się zaśmiałem, po czym wyszli z pomieszczenia kierując się w stronę ogrodu. Zatrzymując się w wyznaczonym miejscu wziąłem głęboki oddech by uspokoić szalejące nerwy. Gdy tylko dostrzegłem wychodzącego naprzeciwka Grega, jego siostrę i Lily mimowolnie szerzej uśmiechnąłem się. Bobby delikatnie klepiąc mnie po plecach podszedł do siostry Grega, która uśmiechając się do mnie puściła mi oko, po czym przyjmując ramię mego brata powoli zaczęli iść. Czując jak moje serce znów zaczęło szybciej bić patrzyłem się na uśmiechniętego Grega. Gdy tylko Ian zaczął grać na wiolonczeli marsz weselny Lily szeroko uśmiechnięta idąc zaczęła sypać płatki kwiatów, a ja z Gregiem podeszliśmy do siebie 

- Gotowy by zostać moim mężem? - cicho się spytałem na co posłała mi promienno-uwodzicielki uśmiech 

- Nawet nie wiesz jak bardzo - cicho się śmiejąc na odpowiedzieć ukochanego chwyciłem go pod ramię, po czym w takt muzyki pod rękę zaczęliśmy iść po kwiecistej ścieżce wyznaczonej przez Lily. Nie powiem z każdym krokiem czułem jak moje serce coraz mocniej bije i sam nie wiem czy to bardziej z ekscytacji czy z nerwów, ale mimo tego nie mogłem przestać się uśmiechać, a widząc uśmiechnięte twarze najbliższych nam osób jednak działało na mnie kojąco. Gdy tylko stanęliśmy przed stojącą Anastasią wziąłem głęboki oddech starając się w ten sposób zapanować nad nerwami 

- Moi mili… Zabraliśmy się tutaj by być świadkami połączenia węzłem małżeńskim dwóch bliźniaczych dusz, które musiały przejść długą drogę by mogły się odnaleźć… Miłość, to naprawdę niezwykłe uczucie, które nie zna wieku, narodowości, płci, choć czasem potrzebuje czasu by zakiełkować czy być zauważona… Obaj jesteście tego doskonałym przykładem na to… Połączyło wam to niezwykłe uczucie i choć potrzebowaliście czasu by w pełni oddać się temu uczuciu, oraz musieliście później pokonać wiele przeszkód to dziś stoicie tu chcąc ślubować sobie dozgonną miłość, która jak wszyscy tu zebrani wierzą, że z każdym dniem będzie tylko wzrastała w siłę… Zanim jednak wypowiecie swoje przysięgi i wymienicie się obrączkami to muszę spytać się czy ktoś tu z obecnych osób zna powód, dla którego ci mężczyźni nei mogą zawrzeć związku małżeńskiego? - nie powiem początkowe słowa przyjaciółki sprawiły, że z każdą sekundą kąciki moich ust uniosły się coraz szerzej, a gdy usłyszałem jej ostatnie słowa zamarłem nieco wstrzymując oddech bojąc się tego, że zaraz może coś nieoczekiwanego się wydarzyć i przez to, że cały czas przyłem się w błyszczące tęczówki Grega wiedziałem, że on czuję to napięcie

- Apsik… Jezu przepraszam… - słysząc dźwięk kichania odruchowo spojrzałem się w bok i widząc przepraszające spojrzenie Izza, a także jak Jay z Ianem patrząc się na niego kręcili głowami nie mogłem powstrzymać cichego śmiechu 

- No dobrze… W takim razie teraz wam zadam bardzo ważne pytanie… Georgeu Smorth czy chcesz dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński z Christopherem Stringini? - szerzej uśmiechając patrzyłem się na Grega, który również uśmiechał się kiwając głową

- Jeśli go kocham to chyba nie mam wyjścia, co?... Tzn. Tak - nie powiem początkowe słowa ukochanego, sprawiły, że tak jak wszyscy od razu zaśmiałem się 

- Christopherze Stringini czy chcesz dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński z Georgem Smorth? - spytała się po krótkiej chwili Ann, a ja nie odwracając wzroku od Grega wzroku nie mogłem powstrzymać szeroko unoszących się kącików ust jednocześnie musiałem zdusić w sobie chęć zaśmiania się widząc, że ukochany wstrzymał oddech jakby bał się mojej odpowiedzi 

- Przymusu miłości do tego mężczyzny w to nie liczymy, co?...Tzn. Tak. Biorę sobie Grega za męża - powiedziałem, na co wszyscy zaśmiali się, a Greg posyłając mi szeroki uśmiech pokręcił głową

- Panowie… teraz przed nami chyba najbardziej emocjonujący moment, a mianowicie czas na wasze przysięgi… Richie jak będziesz gotowy to zacznij… - kiwając głową na słowa przyjaciółki spojrzałem się na ukochanego biorąc przy tym głęboki oddech mając nadzieję, że pomimo nerwów uda mi się powiedzieć to co chciałbym powiedzieć. Brunet chyba wyczuwając moje napięcie i jak nie mam chcąc zapanować nad swoimi nerwami wziął mnie za ręce lekko je ściskając  

- Greg… Kochany… Tyle chciałbym ci powiedzieć, że nawet nie wiem od czego zacząć... Przepraszam... Naprawdę bardzo cię przepraszam, że musiałeś tyle na mnie czekać, że tak długo zajęło mi zaakceptowanie siebie, zaakceptowanie swoich uczuć do Ciebie… Przepraszam, że musiałeś być świadkiem moich najczarniejszych dni… A zarazem… Dziękuję ci… za to, że byłeś cierpliwy, że czekałeś na mnie wierząc w nas za nas dwoje… że byłeś przy mnie nawet gdy tego nie chciałem, a potrzebowałem tego… Oświadczając mi się śpiewałeś, że widzisz moje prawdziwe kolory i prawda jest taka, że to stało się tylko dzięki tobie, dzięki uczuciu którym mnie obdarowałeś poczułem w sobie niewyobrażalne siły, poczułem co to znaczy kochać i być kochanym... Nie mogę ci obiecać, że zawsze będzie cudownie i kolorowo, ale przysięgam ci, że zawsze będę cię kochał, że zawsze będę obok ciebie w zdrowiu, w chorobie, w dobrych i w złych chwilach… Przysięgam ci, że codziennie będę robił wszystko aby odwdzięczyć się tobie za to wszystko, byś czuł moją miłość… Byś wiedział, że masz moje serce, moją duszę… Wiedz że prawda jest taka, że jesteś całym moim światem i nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo cię kocham Greg i zawsze będę, nawet gdy będę po drugiej stronie… - nie mogąc powstrzymać spadających ciurkiem łez i łamiącego się głosu patrzyłem się w prosto w przepiękne tęczówki ukochanego, który również nie mogąc powstrzymać łez patrząc się na mnie lekko uśmiechał się i raz na jakich czas delikatnie ściskał mnie za trzymane ręce. Szczerze mówiąc nie wiem czy w końcu udało mi się mówić sensownie, ale wiem, że mówiłem to co dyktowało mi moje coraz mocniej bijące serce, które jednak biło właśnie do mężczyzny stojącego naprzeciw mnie. Gdy skończyłem mówić zerkając na również płaczącą Annę delikatnie skinąłem głową na znak, że już skończyłem jednocześnie lekko ścisnąłem ręce ukochanego 

- I jak mój kochany blondasku mam teraz po tobie mówić, co?... Posłuchaj… Na pewno nie masz za co mnie przepraszać ani za co dziękować, bo naprawdę nie masz za co… Wiesz od pierwszego naszego spotkania zwróciłeś mi w głowie, ale pomimo tego, że od razu mnie odrzuciłeś gdzieś w głębi serca i duszy czułem, że to nie koniec między nami, że jesteś wspaniałym mężczyzną, który po prostu jest zagubiony i potrzebuje zwykłego wsparcia i czasu... Z każdym naszym kolejnym spotkaniem miałem wrażenie, że zakochuje się w tobie coraz mocniej i choć serce z duszą kazały mi wierzyć, że kiedyś i ty się mnie zakochasz to tak naprawdę cholernie bałem się, że to nigdy się nie stanie lub, że cię stracę bezpowrotnie, a dziś… a  dziś jestem najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi, bo zostaniesz moim mężem... To ja ci dziękuję, że obdarzyłeś mnie swoją miłością, że… dałeś mi swoje serce, dusze… Kocham cię mój niebieskooki blondasie i…obiecuję ci, że będę robił wszystko aby nasza miłość z każdym dniem wrastała w siłę… Przysięgam ci, że gdy nadejdą te gorsze chwile, gdy będziesz widział u siebie więcej ciemnych kolorów to ja będę obok ciebie i nie tylko będąc przy tobie będę cię trzymał ale także zrobię wszystko byś znów zobaczył swoje prawdziwie przepiękne kolory… Kocham cię mój blondasku i naprawdę przyciągam ci, że będę z tobą na dobre i na złe, zdrowiu i w chorobie, ale nie mogę ci obiecać, że to będzie trwało do końca moich dni, bo… wiesz nie wiem czy obaj będziemy za naszą miłość smażyć się w piekle czy dostąpimy boskiego miłosierdzia i będziemy w raju z naszymi bliskimi, ale wiem, że gdziekolwiek będziemy po śmieci to nawet tam będę cię kochał i był z tobą... - ledwo powstrzymując łzy patrzyłem się na również wzruszonego ukochanego czując jak z każdym jego słowem moje serce biło coraz mocniej wysyłając do mojego organizmu wraz krwią i tlenem ciepło, które wręcz rozpalało mnie od środka dając mi cholerną pewność, że kocham tego mężczyznę i naprawdę nie wyobrażam sobie choćby sekundy bez niego. Obaj uśmiechając się do siebie mechanicznie lekko ścisnęliśmy swoje ręce, gdzie nie wiem jak George, ale ja ledwo powstrzymywałem się przed przytulenie go i pocałowaniem go 

- Chłopaki... Teraz przyszedł czas byście wymienili się obrączkami, które będą symbolem waszej miłości, wierności... - spoglądając na zaczynającą mówić Anastasię mimowolnie lekko uśmiechnąłem się do niej widząc na nie tylko uśmiech na jej twarzy, ale i łzy w oczach, przez co domyśliłem się, że zapewne pozostali także nie mogą powstrzymać łez wzruszenia. Gdy przyjaciółka wypowiedziała dalsze słowa odruchowo tak jak Greg pokiwałem głową, gdzie on po chwili odwrócił się do swojej siostry, od której wziął obrączkę, po czym odwracając się do mnie pocałował złoty krążek, a następnie włożył go na odpowiedni palec i nie powiem mimo unoszących się szerzej kącików ust poczułem ukucie w sercu na widok znajomej obrączki zmarłego przyjaciela. Biorąc głęboki oddech odwróciłem się do Bobbiego, który posyłając mi uśmiech podał mi obrączkę. Rzucając mu uśmiech wziąłem ją szybko odwracając się do Grega, po czym pocałowałem obrączkę, którą chwilę potem włożyłem na odpowiedni palec ukochanego 

- Kochani… Bardzo miło mi otworzyć wasz nowy wspólny rozdział ogłaszając was mężem i mężem… Możecie się teraz wreszcie pocałować… - nie mogąc powstrzymać unoszących się szeroko kącików ust na słowa blondynki nie tracąc ani sekundy przybliżyłem się do Grega, który również się uśmiechając delikatnie musnął moje usta, na co ja natychmiast zacząłem oddawać pocałunek z większą namiętnością, gdzie odruchowo przymknąłem powieki czując jak przez moje ciało przechodzi fala ciepła, która jak mijałem wrażenie usuwa na sam koniec podświadomości wszelkie mało szczęśliwe momenty związane z Gregiem zostawiając te dobre chwilę. Caroline i Ann mają rację. Dziś z Georgiem zaczynamy nowy wspólny rozdział życia i nie mogę, a raczej nie chce wspominać tego co było wcześniej, a muszę i chce skupić się na naszej wspólnej przyszłości

- Kocham cię mój mężu/Kochan cię mężulku... - gdy tylko obaj nieznacznie odsunęliśmy się od siebie równocześnie zaczęliśmy mówić, co sprawiło, że obaj cicho się zaśmialiśmy się, po czym znów pocałowałem swojego ukochanego ignorując przy tym głośne klaskanie i głośne okrzyki radości 

***

- Wiecie co? Chyba naprawdę powinniśmy na poważnie przemyśleć sprawę firmy organizującej przyjęcia skoro udało się zrobić kolejną fantastyczną imprezę... Wydaje mi się, że właśnie na zaręczynach i ślubach byśmy zarobili najwięcej... - słysząc słowa Daniela mimowolnie tak jak pozostali cicho się zaśmiałem odruchowo kiwając głową 

- No jakby tak na to spojrzeć to faktycznie mamy już doskonałą wprawę w organizacji imprez, więc może to rzeczywiście jakiś plan na emeryturę… - słysząc słowa Iana znów się zaśmiałem, a najgłośniej Daniel 

- Boże ty Ian i emerytura? Przepraszam cię, ale nie widzę tego stary… Ty nawet jako staruszek poruszający się o lasce będziesz prowadził koncerty i śpiewał… - Ian słysząc słowa roześmianego Dala nie tylko spiorunował go wzrokiem ale i rzucił w niego serwetką

- Oj Ian nie złość, bo wszyscy wiemy, że taka właśnie jest prawda - powiedział od razu Jay, na co znów cicho się śmiejąc pokiwałem głową

- Proszę odezwał się ten, który nie jest pracusiem… Uwierz mi kotku, że możesz z Ianem mierzyć o miano pracoholika roku - dodała swoje trzy grosze Anaastasia, a brunet słysząc jej słowa pomimo uśmiechu spiorunował ją wzrokiem 

- Oj Silla mogę chyba za nas obu powiedzieć, że obaj z Jayem z tym walczmy, gdzie ty z Eleną skutecznie nam pomagacie w odrywaniu się od pracy…  No a tak swoją drogą to moglibyśmy pomyśleć by do ślubów i zaręczyn dołączyć kinderbale, bo jakby nie patrzeć to nasza szalona ekipa powiększa się z każdym miesiącem z czego jestem zadowolony … - rzucił natychmiast przyjaciel, na co odruchowo cicho się śmiejąc pokiwałem głową zgadzając się z nim w obu sprawach 

- No to fajny pomysł zważając na to, że faktycznie wkrótce będzie nas zdecydowanie więcej… - Robert nie dodając nic więcej spojrzał się na Daniela, który lekko uśmiechając się przekręcił oczami, gdzie chyba tak jak inni patrzyłem się na chłopaków pytająco 

- Miałeś poczekać z tą wiadomością ty niecierpliwy tatuśku, no… No można by tak powiedzieć, że jesteśmy w ciąży, no… Widzicie co prawda o adopcji drugiego dziecka myśleliśmy już od dłuższego czasu, ale tragiczne grudniowe wydarzenia sprawiły, że doszliśmy do wniosku, że nie chcemy tracić czasu i już złożyliśmy odpowiednie dokumenty adopcyjne, więc machina ruszyła, a my czekamy na dalsze kroki postępowania i po cichu liczymy na to, że wszystko pójdzie w miarę szybko bez żadnych zbędnych nerwów - na początku gdy Daniel zaczął mówić uderzył w ramię swojego męża sprawiając, że wszyscy zaśmialiśmy się, ale gdy mówił dalej nie mogłem powstrzymać unoszących się szeroko kącików ust 

- Naprawdę?/To cudownie/Gratulacje - chyba wszyscy jednocześnie zaczęliśmy mówić, na co Daniel z Robertem szeroko się uśmiechając pokiwali głowami 

- Chłopaki my z Richiem z przyjemnością odwdzięczymy się za wasze wsparcie jakie nam daliście ostatnio, więc jakbyście czegoś potrzebowali to walcie do nas śmiało - powiedział natychmiast Greg, a ja pokiwałem głową zgadzając się z słowami mego męża

- Dokładnie chłopaki Greg ujął mi to z ust… Jakbyście potrzebowali jakieś pomocy to bez wahania dajcie nam znać - szybko dopowiedziałem, na co nasi przyjaciele uśmiechając się pokiwali głowami, gdzie Dal już chciał coś powiedzieć, ale do naszego stolika dobiegł Seth i Lily 

- Tatusiowie i wujkowie musimy poważnie porozmawiać… - Daniel słysząc powagę w głosie swojego synka skinął głową biorąc malca na kolana, a ja wziąłem na kolana Lily całując ją w policzek 

- W takim razie uważnie ciebie słuchamy - powiedział Daniel patrząc się na Setha, który pokiwał głową 

- Chodzi mi o to, że potrzebujemy z Lily telefonów, by mieć ze sobą kontakt, bo jak będziemy duzi to będziemy ze sobą i ożenimy się ze sobą… - niemalże natychmiast słysząc słowa malca musiałem przygryźć dolną wargę by nie wydać z siebie żadnego dźwięku, a mina Daniela i zachłyśnięcie się Grega, który akurat pił czy zduszony kaszlem śmiech Jaya wcale nie ułatwiał sytuacji

- Seth… No… Nie wiem co myślą o tym tatusiowie Lily, ale chyba tata Robert zgodzi się ze mną, że raczej oboje jesteście jeszcze za mali na telefony, ale… - zaczął mówić Daniel, a ja zerknąłem na Grega, który spoglądając na mnie niepewnie pokiwał głową 

- Ale tatusiowie my się  bardzo polubiliśmy… To, że wy jesteście gejami to chyba nie oznacza, że ja mam być z dziewczyną, a Seth z chłopakiem prawda? - nie powiem słowa Lily sprawiły, że kąciki moich ust szerzej uniosły się jednocześnie pocałowałem małą blondynkę w głowę 

- Oczywiście kochanie, że nie i bardzo się cieszymy, że oboje bardzo się polubiliście, ale wy naprawdę jesteście za mali na telefonu, ale za to… wspólnie uzgodnimy jak zapewnimy wam kontakt ze sobą, dobrze? - powiedziałem natychmiast mocniej przytulając do siebie dziewczynkę, która pocałowała mnie w policzek 

- Dokładnie kochani… Idźcie jeszcze pobawić się i potańczyć, a my wszystko uzgodnimy i później wam powiemy co ustaliliśmy, dobrze? - Lily kiwając głową najpierw pocałowała mnie w policzek, a następnie pocałowała Grega, po czym razem z Sethem pobiegli jak nie mam do pozostałych dzieciaków i niemalże natychmiast usłyszałem cichy śmiech, przez co od razu spojrzałem się na śmiejącego się Jaya i Iana kręcąc glową

- No faktycznie chłopaki jest z czego się śmiać… Zobaczymy jak to będzie gdy wasze dzieci przedstawią wam swoje pierwsze miłości - rzucił Daniel, na co pokiwałem głową zgadzając się z nim, gdzie szczerze mówiąc już oczami wyobraźni widziałem reakcje Jaya gdy jego dziecko przyprowadza do domu swoją miłość  

- Kochany my nie śmiejemy się z powodu tej wspaniałej pierwszej miłości, która połączyła tę dwójkę, ale z waszych min… - powiedział od razu Ian, na co odruchowo przekręciłem oczami 

- Dokładnie, a co do naszych dzieci to szczerze mówiąc moje dzieci będą miały zakaz randkowania przynajmniej do skończenia studiów i po odpowiednim sprawdzeniu danej osoby… No co kochanie? Ja mówię poważnie Ann. Nie pozwolę by nasze dzieci za wcześnie zaczęły się z kimś spotykać i by spotykały się z niewłaściwymi osobami - nie powiem słysząc słowa Jaya od razu się zaśmiałem, a reakcja Anny, która piorunując wzrokiem ukochanego uderzyła go w ramię 

- Już współczuje tym nieszczęśnikom i cieszę się, że Seth trafił na taką wspaniałą dziewczynę jak Lily i nie wiem jak wy, ale ja już się cieszę na myśl o tym, że być może zostaniemy rodziną - słysząc słowa Daniela mimowolnie kąciki moich ust szerzej uniosły się 

- Ja i zapewne Richie też nie moglibyśmy wymarzyć lepszego chłopaka od Setha i lepszych teściów, ale nie ma mowy o pierwszej randce przed 18, rozumiano? - rzucił Greg, a ja ledwo pod koniec powstrzymując się od śmiechu uśmiechając się pokiwałem głową, a Daniel biorąc szklankę uniósł ją do góry, przez co idąc za nim wzięliśmy swoje wykonując taki sam gest, po czym delikatnie stukając się kieliszkami wypiliśmy ich zawartość 

- Dobra Daniel chodź już lepiej - rzucił Jay, po czym razem z Danielem poszli w stronę sceny, przez co odruchowo spojrzałem się pytająco na Annę, która lekko się uśmiechając wzruszyła ramionami 

- Z najlepszymi życzeniami dla naszych nowożeńców - kiedy tylko usłyszałem słowa Jaya od razu spojrzałem się w tamtym kierunku i niemalże natychmiast kiedy usłyszałem pierwsze dźwięki Angels szerzej uśmiechnąłem się, po czym zerknąłem na Grega, który również uśmiechając się wyciągnął rękę, na co kiwając głową chwyciłem ją, po czym poszliśmy na parkiet zaczynając tańczyć do jednej z najpiękniejszej piosenki, którą tak naprawdę tylko Jay z Danielem mogli nam zaśpiewać 

***

- Powiedz mi kochanie, dlaczego w kościach czuje, że za tym, że rodzice z naszym rodzeństwem spędzają noc w hotelu zajmując się Lily ty stoisz? - słysząc słowa ukochanego gdy tylko wysiedliśmy z windy kierując się w stronę drzwi do naszego domu cicho się zaśmiałem kręcąc głową, ale nic nie mówiąc i nie tracąc czasu szybko otworzyłem drzwi czując jak moje serce zaczyna szybciej bić na myśl czy Gregowi spodoba się niespodzianka 

- Ej poczekaj chwilę… - nim zdołałem przekroczyć próg domu brunet chwycił mnie za ramię, po czym delikatnie pociągnął mnie do tyłu i nie dając mi czasu na jakąkolwiek reakcje jakby niby nic wziął mnie na ręce, przez co nie mogąc powstrzymać cichego śmiechu pokręciłem głową nie wierząc w to co on robi 

- Chyba nie myślałeś, że zapomnę o jednej tej jakże cudownej tradycji… - nadal się śmiejąc owinąłem ręce wokół szyi Grega, który posyłając mi uśmiech wszedł ze mną na rękach do środka, gdzie od razu zamarł widząc jak nie mam zapalone w pomieszczeniu światełka i porozrzucane płatki róż 

- Wiesz kotku może i pomysł byśmy mieli wolną chatą w noc poślubną wypłynął od rodziców, ale to był mój pomysł by nieco przystroić mieszkanie… Mam nadzieję, że ci się podoba… - zaczynając mówić patrzyłem się na swojego męża, który pomimo wymalowanego szoku na twarzy lekko uśmiechnął się, ale nic nie mówiąc wszedł ze mną do salonu, w którym gdy tylko mnie postawił na nogi praktycznie od razu wziął moją twarz w swoje ręce wbijając się namiętnie w moje usta, przez co natychmiast zacząłem oddawać pocałunek z większą namiętnością 

- Czy mi się podoba? Jest cudownie mój blondasku… Kocham cię mój mężu - powiedział po krótkiej chwili George, a ja szerzej uśmiechnąłem się 

- A ja kocham ciebie mężu i mam coś jeszcze dla ciebie… może to jest marny prezent ślubny, ale może ci się spodoba choć trochę… - nie dodając nic więcej szybko sięgnąłem przygotowane wcześniej pudełko, które podałem brunetowi, który od razu otworzył je wyjmując z niego związany kokardą mały stosik kopert 

- Widzisz… Jak byłem na odwyku to dostawałem każdy twój list i choć każdy przeczytałem to jednak nie miałem odwagi odpowiedzieć na choćby jeden i… tak sobie pomyślałem, że korzystając z mojego pamiętnika, który wtedy pisałem odpowiem na każdy twój list… przez co możemy lekko nagiąć prawdę, że zwyczajnie w świecie poczta nawaliła i moje listy po prostu szły do ciebie okrężną drogą… - Greg odkładając na bok pudełko podszedł do mnie znów wbijając się w moje usta

- Cholera ty nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham Chris… - słysząc słowa męża cicho się zaśmiałem kręcąc głową

- Oj mój mężu to ty nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo cię kocham i codziennie zamierzam ci to udowadniać… - nie dodając więcej pocałowałem Grega, który od razu zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością, gdzie jak miałem wrażenie obaj w ten pocałunek przelewaliśmy wszystkie swoje uczucia. Cholera naprawdę nie wiem czym sobie zasłużyłem na tego mężczyznę, ale skoro oboje się pokochaliśmy to naprawdę będę robił wszystko by nie tylko od czuł moją miłość, ale by także odwdzięczyć mu się za to, że to właśnie mnie pokochał. 

2 komentarze:

Nita pisze...

Piękny rozdział kochana!!! Magiczny taki... W końcu po tych wszystkich przykrych rzeczach które spotkały Richiego jak i całą ekipę w końcu zaczyna się układać! Piękny ślub a przy scenie z obrączkami ryczałam <3
Teraz trzymam kciuki za Belle przecież musi wyzdrowieć nooo... Dobrze że dzieciątko Mel przeżyło operację teraz tylko trzymam kciuki aby ciąża przebiegła dobrze i dziecko przeżyło drugą operacje!

Z niecierpliwością czekam na kolejny!
Buziaki ;****

Madziusa pisze...

Aż mi się przypomniał mój ślub :D Ani ja ani mąż nie spaliśmy osobno xD Normalnie razem, a potem z samego rana poszliśmy do spowiedzi hahaha :D Fajnie sobie tak powspominać :)

Ale do meritum... Uff, jak dobrze, że dziecko Mel i Izzyego przeżyło pierwszą operację... mam nadzieję, że kolejną też da radę...

No i wyjaśniała się zagadka kto to Franz :(

I kolejna ciąża xD Alikus u Ciebie to jakiś babybooom :D i jeszcze kolejna adopcja :D pięknie <3
(musiałam wstać do Młodej, ale już wracam do czytania :))

Pozdrawiam