niedziela, 16 marca 2025

Rozdział 104

 Narracja Anastsii 

- Właśnie tego było mi dziś potrzeba… Kolacja, wino, wspólna relaksacyjna kąpiel… - opierając głowę o bark Jaya przymknęłam oczy delektując się tą chwilą, jednocześnie wzięłam kilka głębokich oddechów wdychając zapach olejków do kąpieli i palących się świec 

- Wiem kochanie, że od walentynek nie mieliśmy za wiele czasu na randki czy takie chwilę, ale obiecuję poprawę w tej kwestii… - mimowolnie uśmiechając się otworzyłam oczy spoglądając od razu na ukochanego

- Najważniejsze, że sprawy z nową wytwórnią zmierzają ku końcowi Jay i wiesz może właśnie przez ten pęd potrafimy docenić takie chwile jak ta... Aczkolwiek nie będę zła jak one jednak będą częściej... - Jay uśmiechając się pocałował mnie, przez co od razu zaczęłam oddawać pocałunek z większą namiętnością 

- A tak w ogóle to kochanie ja wiem, że do moich urodzin zostało jeszcze z jakieś 3 tygodnie, ale chce cię już teraz uprzedzić, żebyś nie planowała z resztą jakieś niespodziankowej imprezy, bo jakoś nie mając wielkiej ochoty na jakieś duże świętowanie to sam zorganizuje małą imprezkę dla wszystkich w klubie, dobrze? I nawet nie próbuj mnie przekonywać, bo nie zmienię zdania… - słysząc po krótkiej chwili słowa ukochanego przekręciłam oczami kręcąc głową

- Jak chcesz, ale nie zapominaj, że mamy już doskonałą wprawę w organizowaniu imprez, więc jeszcze się zastanów… - tym razem to ciemnooki cicho się zaśmiał kręcąc głową 

- Oj wiem o tym i właśnie dlatego wolę sam zorganizować imprezę - nie mogąc wytrzymać cicho zaśmiałam się, na co ciemnooki uwodzicielsko-promiennie uśmiechając się pocałował mnie w szyję jednocześnie rękami zaczął błądzić po moich ramionach i barkach, co sprawiło, że kąciki moich ust szerzej uniosły się. W momencie gdy poczułam aksamitne wargi na ranie po postrzale niemalże natychmiast spięłam się spoglądając na ukochanego, który rzucił mi pocieszająco-uwodzicielski uśmiech

- Domyślam się, że może czasem cię boli i może myślisz o tej bliźnie jak o czymś brzydkim, ale dla mnie to najpiękniejszy ślad miłości… - słysząc słowa Tariqa nie tylko jeszcze szczerzej uśmiechnęłam się, ale poczułam jak przez moje ciało przechodzi fala ciepła

- Wiesz myślałam o tym by zrobić tam tatuaż by jakoś zakryć tą bliznę lub by była częścią tatuażu… Myślisz, że gdybym poprosiła Izzyego to zaprojektowałby tatuaż, a twój znajomy z Berlina zgodziłby się zrobić go? - spytałam się po krótkiej chwili na co ciemnooki od razu pokiwał głową 

- Jestem pewny, że obaj się zgodzą, gdzie mogę się założyć, że na pewno będzie fantastyczny i  może przy okazji ja też zrobię sobie nowy tatuaż, tylko musze się zastanowić jaki konkretnie - nic nie mówiąc uśmiechając się pokiwałam głową przymykając przy tym oczy. Nie minęło dużo czasu jak wyczułam palce ukochanego na swojej łechtaczce i jednocześnie jego usta na szyj, przez co mimowolnie cicho jęknęłam czując przy tym jak przez moje ciało przechodzi fala ciepła. Po krótkiej chwili jak nie mam palce drugiej ręki bruneta zaczęły bawić się moim lewym sutkiem, co spowodowało, że niemalże jeszcze głośniej zaczęłam jęczeć i wić się pod wpływem przyjemności, która przejmowała kontrolę nad moim ciałem 

- Wiesz co kochanie? Chyba już czas wyjść z wanny i iść grzecznie do łóżka… - nim osiągnęłam szczyt kumulującej się rozkoszy Jay wymawiając powoli wprost do mego ucha słowa powoli odsunął ode mnie obie ręce, a ja otwierając oczy spojrzałam się szokowana na niego, na co ciemnooki cicho się śmiejąc pocałował mnie w głowę, po czym powoli wstał wychodząc z wanny 

- Ej… No wiesz co?... Jesteś niemożliwy ty cholerny bruneciku… - Tariq słysząc moje słowa od razu cicho się zaśmiał delikatnie muskając moje usta 

- Oj wiem la mia dolce principessa guerriera (moja słodka wojownicza księżniczko)… Zaraz pokaże ci jaki to ze mnie niemożliwy cholerny brunecik, gdy dojdziesz na moim języku lub na moich palcach a potem na moim penisie… - lekko przygryzając wargę by ukryć uśmiech patrzyłam się na ukochanego, który uwodzicielsko uśmiechając się znów mnie pocałował, po czym wziął mnie na ręce wyciągając z wanny, gdzie od razu postawił mnie na podłogę, a następnie wziął z wieszaka mój ręcznik zaczynając dokładnie mnie wycierać, gdzie nie umknął mi jego złakniono-uwodzicielski wzrok, który wraz z uczuciem jego dotyku spowodowało, że przez moje ciało przechodziła fala gorąca. 

- Pozwól, że teraz ja się tobą zajmę… - nie dodając nic więcej sięgnęła po drugi ręcznik i nie marnując czasu zaczęłam wycierać ramiona bruneta, który uwodzicielsko uśmiechał się do mnie, przez co gdy powoli wchodziłam na niższe części ciała niewinnie spoglądając na ukochanego lekko przygryzłam swoją lekka wargę, na co ten doskonale odgadując moje intencje zachęcająco-uwodzicielsko uśmiechnął się. Biorąc głęboki wdech powoli zaczęłam opadać na kolana, ale nim zdołałam ugiąć kolana poczułam w nogach ból, przez co mimowolnie nieco skrzywiłam się, na co brunecik natychmiast łapiąc za ramiona pociągnął mnie do góry, gdzie od razu delikatnie pocałował mnie w głowę 

- Ej kochanie… Nie rób takiej miny,, dobrze?… Wiem co chciałaś zrobić i uwierz mi, że widok ciebie przed sobą na kolanach mającą w swoich słodkich ustach mego penisa jest jednym z moich ulubionych widoków, bo wiedz, że najbardziej uwielbiam twój widok gdy doprowadzam cię do orgazmu, ale Ann… oboje wiemy, że pomimo dużych postępów jakie robisz to nie jeszcze trochę pracy przed tobą i proszę cię nie załamuj się, bo znając ciebie jestem pewny, że prędzej czy później dopniesz swego, choć mam nadzieję, że nie będziesz tego przyspieszała… A teraz pozwól, że odpowiednio zajmę się tobą kończąc to co zacząłem w wannie - brunet nie czekając na jakąkolwiek moją reakcje wziął ode mnie ręcznik rzucając gdzieś na bok, a następnie wziął mnie na ręce wychodząc ze mną z łazienki, gdzie gdy tylko weszliśmy do sypialni on delikatnie położył mnie na łóżku, po czym sam na nie wchodząc nachylając się nade mną delikatnie musnął moje usta

- Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham Anastasio - wyszeptał ciemnooki i nie odrywając swoich ust od mojego ciała zaczął schodzić z coraz niżej, gdzie jego dłonie błądziły po moim ciele. Gdy poczułam jego usta na swojej kobiecości, a ręce na piersiach głośno jęknęłam czując jak znów przez moje ciało zaczyna przechodzić fala ciepła, która z każdym przyspieszającym ruchem tylko zwiększała swoje natężenie. Przymykając oczy w pełni oddając się przejmującej nade mną kontrolę rozkoszy odruchowo położyłam ręce na głowie bruneta by ten nawet nie próbował odsunąć się ode mnie. Gdy tylko wyczułam nadchodzący orgazm Jay włożył do mojego rozgrzanego wnętrza palce przez co po krótkiej chwili przez moje ciało przeszło tsunami rozkoszy, która rozlewała się do każdej komórki ciała. Biorąc głęboki oddech powoli otworzyłam oczy spoglądając na Tariqa, który uwodzicielsko patrzył się na mnie i nie tracąc czasu wszedł we mnie jednym ruchem, przez co natychmiast jęknęłam wyginając się w łuk. Ciemnooki od razu nadając szybkie tempo pchnięć wbił się w moje usta, a ja błądząc rękami po jego plecach oddałam pocałunek z większą namiętnością

- Cholera... Wiesz jednak nie wiem co jest lepsze... te uczucie gdy odchodzisz na moim języku lub palcach czy te uczucia gdy zaciskasz się na moim członku... - wraz z słowami bruneta nie tylko kąciki moich ust uniosły się, ale znów przez moje ciało przechodziła fala rozkoszy, którą jak widziałam w czekoladowych oczach bruneta też on czuł, gdzie z każdym jego przyspieszającymi ruchami miałam wrażenie, że ta fala tylko wzrasta na silę. Nasze ciała nie tylko były rozgrzane do wszelkiej możliwej granicy czy spragnione siebie ale we właściwym momencie odpowiednio zsynchronizowały się dopełniając tą wielką rozkosz. Gdy tylko czekoladowooki opadł obok mnie na łóżku obydwoje próbowaliśmy wyrównać nasze oddechy. Spojrzałam się na Jaya, który uśmiechając się objął mnie ramieniem, przez co mocniej się w niego wtulając położyłam głowę na jego piersi. 

- Kocham cię bruneciku - szepnęłam, na co on  pocałował mnie w głowę 

- Wiem o tym La mia principessa guerriera, ale… widzisz ja kocham ciebie o wiele mocniej i bardziej - słysząc słowa brunecika mimowolnie szerzej uśmiechnęłam się, jednocześnie przymknęłam oczy delektując się tą chwilą, bijącym od ciemnookiego ciepłem i wsłuchując się w rytm bijącego serca bruneta.

***

- Chryste co się dzieje... - ledwo wybudzając się pod wpływem dzwoniącego telefonu po omacku sięgnęłam po telefon i otwierając jedno oko nie patrząc się kto dzwoni o tej drakońskiej porze nacisnęłam zieloną słuchawkę przykładają aparat do ucha 

- Cześć. Przepraszam, że dzwonię o ten porze, ale domyślam się, że chciałabyś od razu o tym wiedzieć i przyjechać szybko do szpitala... Jakąś chwilę temu Chris przywiózł Bellę do szpitala i teraz trwa cesarskie cięcie... - ostatnie słowa Richiego sprawiły, że natychmiast szeroko otworzyłam oczy podnosząc się do pozycji siedzącej

- Że co? Jak to Bella jest w szpitalu i ma cesarske? Co się stało? Przecież chyba miała mieć cesarkę za jakieś 3 tygodnie... - z każdym wypowiadanym słowem czułam jak moje serce zaczęło szybciej bić, gdzie Jay słysząc moje słowa jak burza wstał zapalając światło 

- To nie jest na telefon... Dzwoniłem już do Mikea i mają z Liz przyjechać jak najszybciej, ale pomyślałem też o was, bo... z Chrisem jest kiepsko... Kompletnie się załamał i dobrze by było gdybyście wy też przyjechali... Jesteśmy na 5 piętrze, pod salami operacyjnymi… - czując coraz większy strach spojrzałam się na Jaya, który bezgłośnie powiedział jedziemy, po czym wstał podchodząc do szafy

- Dzięki za telefon blondasie. My już się zbieramy i będziemy jak najszybciej, ale jakby coś się działo to dzwoń od razu - nie czekając na reakcję przyjaciela szybko rozłączyłam się, po czym prędko wstałam i kulejąc podeszłam do szafy biorąc jakieś ciuchy 

- Dasz sobie radę?... Dobrze, to w takim razie pójdę zrobić do termosów kawę bo to będzie długa noc... - słysząc słowa ukochanego niepewnie skinęłam głowa czując jak moich oczu napływają łzy

- Jay... boję się... - szepnęłam na co brunet podszedł do mnie i przytulając pocałował w głowę 

- Ja też się boję, ale… Bella już jest pod jak najlepszą opieką i… musimy wierzyć że wszystko będzie dobrze… - szepnął brunet, na co skinęłam głową, po czym znów mnie pocałował, a następnie wyszedł z pomieszczenia, a ja szybko zaczęłam ubierać się. Gdy kiedy wreszcie ruszyliśmy do szpitala odruchowo sprawdziłam telefon, ale nie widząc żadnych nowych wiadomości ciężko westchnęłam kręcąc głową. Niby chyba dobrze, bo brak wiadomości to też jest dobra wiadomość, ale jednak nie mogłam opanować narastającego strachu o życie Belli i bliźniaków. Biorąc głęboki oddech pokręciłam głową nie chcąc dopuścić do głowy jakiegokolwiek czarnego scenariusza. Po prostu musi być wszystko dobrze. Kiedy w ekspresowym tempie dotarliśmy pod szpital Jay szybko pomógł mi wysiąść z auta i usiąść na wózek, po czym od razu pokierowaliśmy się w stronę wejścia do budynku kierując się w stronę 

- Cześć/Cześć - widząc przed windą wujka z ciocią postarałam się lekko-pocieszająco uśmiechnąć  choć w klatce piersiowej poczułam nieprzyjemny uścisk

- Dobrze, że jesteście... - szepnął wujek Mike, na co rzucając mu blady uśmiech chwyciłam rękę cioci, którą lekko ścisnęłam chcąc w ten sposób powiedzieć, że jestem obok niej. Powoli wjeżdżając do windy czułam jak z każdą sekundą moje serce zaczynało coraz szybciej bić. Nie powiem niby krótka jazda windą dłużyła się w nieskończoność. Gdy tylko wreszcie znaleźliśmy się na odpowiednim piętrze szybko wyjechałam z windy i dostrzegając w oddali blondynów wzięłam głęboki oddech, po czym pokierowałam się z innymi tam. Richie dostrzegając nas od razu wstał wychodząc nam naprzeciw

- Co się stało?/Co z Bellą i dziećmi? - Richie słysząc nasze pytania blado się uśmiechnął kiwając głową

- Zacznę od początku... Chris mówił, że od rana wszystko było dobrze, ale od wieczora Bella wyczuła, że  ruchy dzieci są mniejsze jak dotąd, ale starała się nie panikować... Jednak w nocy zaczęła czuć coraz mocniejszy ból i jak to ujął Chris Bella wyznała mu, że ma wrażenie, że dzieci kopią albo dziecko tak kopie, że ma wrażenie jakby chciało, chcieli wyskoczyć z brzucha lub zaalarmować, że dzieje się coś złego... Chris oczywiście natychmiast ją tu przywiózł, a ona była z każdą sekundą na granicy utraty przytomności. Gdy pomagał wyjść z auta Belli zauważył, że ona krwawiła... Na szczęście dyżur miała lekarka Belli, więc od razu zaczęła ją badać i widząc, że nie może wyczuć pulsu jednego z dzieci i, że doszło do odklejenia łożyska to zarządziła natychmiastową cesarkę... Operacją jeszcze trwa i... tak naprawdę trwa walka o życie całej trójki... - z każdym słowem przyjaciela poczułam jak nie tylko do moich oczu napływają łzy, ale i coraz mocniejszy uścisk na klatce piersiowej. Słysząc wybuch płaczu cioci spojrzałam się na Chrisa, który chował twarz w dłoniach delikatnie chwiejąc się do przodu. Starając się wziąć głęboki oddech podjechałam do niego, gdzie od razu delikatnie położyłam rękę na jego ramieniu, na co on spojrzał się na mnie, a ja widząc jego czerwone pełne łez oczy znów poczułam bolesny uścisk w klatce piersiowej i nic nie mówiąc przytuliłam przyjaciela, na co ten mocno mnie objął, przez co nie mogąc powstrzymać łez zaczęłam gładzić go po plecach. 

- Ann... - słysząc szept spojrzałam się za siebie i widząc jak Richie gestem głowy daje mi znać bym podeszła do niego i Jaya skinęłam głową, po czym odsuwając się od Heinego podeszłam do drugiego blondyna i bruneta

- Ann... Posłuchaj... Ja wiem, że oficjalnie to twój samolot, ale... tak sobie pomyślałem, że skoro i tak rodzice Chrisa mieli przylecieć za jakieś dwa tygodnia to... może w ten sytuacji udałoby się aby wcześniej przylecieli twoim samolotem, bo wątpię by udało im się tak w krótkim czasie przebukować bilety lub znaleźć miejsce na najbliższy lot do Stanów... - powiedział niebieskooko, na co od razu  pokiwałam głową 

- Jasne, że tak... Tylko to musi załatwić Jay, bo on ma numer telefonu do tych wszystkich ludzi z tym związanych i nie mam telefonu do rodziców Chrisa... - powiedziałam natychmiast spoglądając na Jaya, który skinął głową

- Nie ma problemu. Zaraz się tym zajmę... - rzekł szybko Jay, na co blondyn lekko uśmiechając się pokiwał głową

- Super dzięki. Jak zdobędę numer rodziców Chrisa to wam prześlę... Słuchajcie ja muszę iść na SOR, więc dajcie znać od razu jak lekarze wyjdą i powiedzą co i jak... - przyjaciel nie dodając nic więcej szybko poszedł w swoim kierunku, a ja ponownie podjechałam do Chrisa obok którego wiedział wujek z ciocią

- Dzięki, że przyjechaliście... - szepnął Heine, a ja rzucając mu blady uśmiech znów go przytuliłam

- Nie masz za co dziękować blondasie… To normalne, że tu jesteśmy i możesz na nas liczyć w każdej chwili… - szepnęłam, na co blondas nic nie mówiąc mocniej się do przytulił 

- Cześć wam. Jak widzę zdążyłem na czas… - słysząc znajomy głos spojrzałam się w tamtym kierunku i widząc Grega nieco zmarszczyłam brwi ze zdziwienia, choć nieco uśmiechnęłam się 

- Cześć co tu robisz? - jako pierwszy odezwał się Jay, na co Greg podszedł do Chrisa i przytulając go delikatnie poklepał po plecach 

- Jak Cameron do mnie zadzwonił to po prostu musiałem tutaj przyjechać… Wy wspieraliście mnie gdy walczyłem o Lily, więc przynajmniej tak mogę odwdzięczyć się wam za pomoc… Lily spokojnie śpi w dyżurce pielęgniarek, więc mogę tu z wami być… Wiecie pomyślałem, że Bella od razu jak się obudzi będzie chciała zobaczyć się z dziećmi, ale że zapewne ona będzie musiała przez jakiś leżeć w łóżku, a dzieci będą musiały być w inkubatorach to może porobię od razu bardziej profesjonalne zdjęcia dzieciom by móc je pokazać od razu Belli … - nie powiem słowa przyjaciela sprawiły, że mimowolnie kąciki moich ust szerzej uniosły się 

- Dziękuję… Naprawdę dziękuję… - powiedział po krótkiej chwili Chris, a ja wzięłam go za rękę lekko ją ściskając 

- Greg to naprawdę fajny pomysł i dziękujemy… - dopowiedział szybko wujek Mike, a ja zerknęłam na drzwi do sali operacyjnej mając nadzieję, że szybko czegoś się dowiemy i, że będą to tylko dobre wiadomości 

***

- Pani doktor co z Bellą i dziećmi? - gdy tylko drzwi do sali operacyjnej otworzyły się i w momencie wyjścia przez nie lekarki wszyscy wręcz z prędkością światła podeszliśmy do niej, gdzie lekarka słysząc dwa pytania na początku ciężko westchnęła, a potem wzięła głęboki oddech

- Najważniejszą sprawą jest to, że cała trójka żyje… Bella zostanie zaraz przewieziona na salę pooperacyjną i niedługo powinna się obudzić, ale na razie nie może wstawać. Sama operacja przebiegła bez komplikacji i przez zaplanowaną jej rozległość Bella będzie potrzebowała czasu by dojść do siebie… Jeśli chodzi o dzieci to oczywiście oboje są wcześniakami i są w inkubatorach, w których będą przez dłuższy czas, bo ich stan jest poważny i tak naprawdę wszystko może się zdarzyć. Jednakże chłopiec jest w lepszym stanie niż dziewczynka. Ona niestety była owinięta pępowiną i musieliśmy ją reanimować. Na szczęście mała jest tak jak jej mama wojowniczką, ale prawda jest taka, że jej stan na ten moment jest bardzo krytyczny i najbliższe godziny będą decydujące - nie powiem z każdym słowem lekarki poczułam jak nie tylko do moich oczu napływają łzy, ale jak i moje serce zaczęło boleśnie szybciej bić. Boże tylko nie to. Nie możemy stracić małej Rose. 

- Czy możemy zobaczyć dzieci i Bellę? - spytał się Chris na co lekarka pokiwała głową 

- Tak, tylko proszę nie wszyscy na raz w jednym pomieszczeniu, tzn. niech kilka osób pójdzie do Belli a reszta do dzieci, a potem będziecie się wymieniać i prosiłabym aby na razie dawkować umiarkowanie informację Belli odnośnie dzieci - kiwając głową zerknęłam na Chrisa, który także pokiwał głową

- To może my z Jayem pójdziemy do Belli, a wy idźcie do dzieci, a gdy Bella się budzi to zamienimy się - zaproponowałam od razu patrząc się na pozostałych, gdzie Greg z Chrisem pokiwali głowami 

- Kochanie ty idź do naszych wnuków, a ja pójdę najpierw do Belli, dobrze? - wujek słysząc słowa cioci pokiwał głową, po czym pocałował ją w głowę 

- W takim razie ja zaprowadzę was do dzieci a Sara zaprowadzi was do Belli - kiwając głową spojrzałam się na wychodzącą z sali drugą lekarkę, która kiwając głową gestem ręki wskazała kierunek, w którym mamy iść, przez co od razu ruszyliśmy za nią. Gdy tylko przekroczyłam próg sali przyjaciółki od razu poczułam ukucie w klatce piersiowej na widok śpiącej bladej Is. Biorąc głęboki oddech podjechałam do łóżka gdzie od razu złapałem swoją przyszywaną siostrę za rękę. Kiedy usłyszałam w komórce krótki dzwięk nadejścia wiadomości od razu po nią sięgnęłam, otwierając po chwili wiadomość od Grega i praktycznie od razu widząc zdjęcie bliźniaków zamarłam czując jak do moich oczu napływają łzy 

- Jay, ciociu zobaczcie... - szepnęłam pokazując im nadesłane przed chwilą zdjęcia małych Watrinów

- O Boże... Jakie piękne i takie małe... Jezu moje biedactwa ile mają w sobie rurek? - słowa cioci sprawiły, że choć na początku kąciki moich ust nieco uniosły się to jednak poczułam bolesny skurcz w klatce piersiowej, bo faktycznie dzieci są prześliczne, ale jednak widok takich małych istotek podłączonych do tylu urządzeń boli, a świadomość, że walczą o życie jeszcze bardziej bolała

- Masz rację Lizz… Dzieci są przepiękne i faktycznie może boli nas widok tych podłączonych maszyn, ale one są teraz im potrzebne i jestem pewny, że na pewno nic ich nie boli, a także tego, że tak jak ich rodzice są wojownikami i tak łatwo się poddadzą… - powiedział Jay, a ja lekko się uśmiechając zerknęłam na Bellę, która wyraźnie powoli zaczęła się budzić, przez co praktycznie natychmiast przybliżyłam się do niej i biorą ją za rękę lekko ją ścisnęłam 

- Bells spokojnie… Miałaś cesarskie cięcie i teraz  musisz przez jakiś czas leżeć i nie robić gwałtownych ruchów… - Is gdy tylko otworzyła oczy niepewnie rozejrzała się gdzie jest, ale gdy tylko dotknęła swojego brzucha od razu wyraźnie ze łzami w oczach spojrzała się na mnie, przez co od razu zaczęłam ją uspokajać

- Co z dziećmi?... - spytała się natychmiast przerażona przyjaciółka, przez co od razu ustawiłam telefon tak by ona mogła zobaczyć zdjęcie dzieci 

- Spokojnie Is… Dzieci są wcześniakami i muszą na razie być w inkubatorach… Zobacz jakie one są piękne kochana… O proszę Greg przesyła kolejne zdjęcia… To jest twoja córeczka, a to jest twój synek… - Isabell nie mogąc przestać płakać lekko uśmiechnęła się dotykając palcami zdjęcia swoich dzieci

- Boże… Moje śliczne maleństwa… Tak bardzo chciałabym pójść do nich i zobaczyć je na żywo by je dotknąć... - szepnęła przyjaciółka, a ja walcząc z wdzierającymi do oczu łzami pokręciłam głową 

- Kochanie na razie musisz leżeć... Teraz przy dzieciach jest Chris z Georgem i nie musisz się martwić... Pójdziesz do nich jak tylko dostaniesz zgodę... Musisz po operacji dojść do siebie by mieć siły do tych dwóch aniołków - powiedziała natychmiast ciocia, na co kiwając głowa kliknęłam połączenie wideo z przyjacielem

- Ciocia ma rację Is… Leż spokojnie i popatrz na ekran… Cześć Greg. Jest tu ktoś kto chciałby przywitać się z dziećmi… - widząc twarz przyjaciela lekko uśmiechnęłam się, po czym skierowałam telefon na Bellę

- Cześć kochana. Moje gratulację. Macie z Chrisem śliczne i waleczne dzieci… Zobacz kochana tu masz swojego synka, który stał się oczkiem w głowie dumnego dziadka, a tu masz swoją córeczkę, która jak widać już się stała córeczką tatusia… Chris zobacz kto się obudził… - fotograf od razu pokazał dzieci w inkubatorach, gdzie przy chłopcu wstał wujek, a przy dziewczynce stał Chris, który po cichu coś śpiewał, ale gdy usłyszał słowa bruneta od razu spojrzał się i widząc na ekranie Bellę uśmiechnął się 

- Cześć mój kwiatuszku… Mamy wspaniałe dzieci wiesz?... Posłuchaj zaraz do ciebie przyjdę i… - zaczął mówić blondyn, na co Bells od razu zaczęła kręcić głowa 

- Nie Chris… Proszę cię bądź na razie przy dzieciach, dobrze? Niech wyczują, że mają obok siebie choć jednego rodzica… Przyjedziesz do mnie rano dobrze? - niebieskooki słysząc słowa swojej żony niepewnie skinął głową

- Dobrze kochanie. Przyjdę do ciebie rano, a teraz zostanę z naszymi dziećmi i… Bell… nawet nie wiesz jak bardzo dziękuję ci za te nasze aniołki… Kocham cię… - słowa przyjaciela sprawiły, że mimowolnie wraz wdzierającymi do oczu łzami kąciki moich ust nieco uniosły się 

- Ja też ci za nie dziękuję i też cię kocham mój blondyneczku… Jakby coś się działo to dzwoń od razu, dobrze? - blondyn lekko uśmiechając się skinął głową, po czym rozłączył połączenie, a ja opuściłam komórkę i biorąc za rękę przyjaciółkę lekko ją ścisnęłam 

- Pójdę do lekarze, bo może będzie chciał ciebie zbadać… - ciocia nie dodając nic więcej pocałowała Bells w głowę, po czym szybko wyszła z sali, a ja spojrzałam się na ciemnooką, która ocierała mokre od łez policzki

- Boże tak bardzo bym chciała zobaczyć osobiście dzieci i je przytulić… - nie powiem słowa moje przyszywanej siostry niemalże natychmiast do moich oczu napłynęły łzy 

- Isabell… Uwierz mi, że gdybyśmy mogli to zabralibyśmy cię do dzieci, ale na razie musisz leżeć… Jak tylko lekarz da zgodę to od razu ciebie zaprowadzimy do dzieci… A teraz naprawdę musisz nabierać siły i korzystać z ostatnich chwil spokoju, bo jak wrócisz z dziećmi do domu to raczej trudno będzie o taką chwilę… - zaczynając mówić Jay podszedł z drugiej strony łóżka do Is od razu biorąc ją za rękę, gdzie ona słysząc jego słowa blado uśmiechnęła się 

- Szczerze? Chyba wolę już nie mieć w domu spokoju, ale mieć pewność, że będę przy dzieciach przez długie lata… A tak to ja… - gdy usłyszałam słowa przyjaciółki od razu pokręciłam głową

- Bell wiem, że to wszystko jest trudne, ale teraz dostałaś od losu dodatkowe siły, które teraz musisz w sobie uruchomić, a one na pewno pomogą ci w walce z tych cholernym przeciwnikiem... - rzucił natychmiast Tariq, na co odruchowo pokiwałam głową

- Jay ma rację kochana, ale na razie postaraj się o tym nie myśleć tylko ładuj siły, których będziesz potrzebowała… - szybko dopowiedziałam dbając o to by nie powiedzieć czegoś czego nie powinnam 

- Posłuchaj swoich przyjaciół Isabello, bo mają rację, ale zanim pójdziesz spać to pozwól, że cię zbadam, dobrze? - gdy tylko usłyszałam głos lekarki od razu odruchowo ścisnęłam nadal trzymaną rękę przyjaciółki, po czym z Jayem opuściliśmy pomieszczenie, gdzie kiedy znaleźliśmy się poza salą po moich policzkach spłynęło kilka łez. Chryste jeśli mała Rose umrze to Bellę to dobije, a ona przecież sama mierzy się z śmiertelnym wrogiem

- Silla… Wiem co czujesz, bo sam mam ochotę płakać, ale w tym momencie ostatnie co możemy zrobić to właśnie płakać… Nie wiem czy to normalne czy to jakieś moje słodko-pobożne marzenia czy przeczucie wysłane przez Franza, ale... po prostu czuje, że wszystko będzie dobrze... tylko musimy w to uwierzyć i być wsparciem dla Belli, Chrisa i dzieci... - zaczynając mówić Jay kucnął przede mną delikatnie ocierając przy tym moje mokre od łez policzki. Kiwając głową pociągnąłem do siebie bruneta, przytulając go, na co on mocniej mnie objął. Cholera naprawdę mam nadzieję, że ma rację, że Franz czując nad nami nie zabierze do siebie małej Rose i, że pomoże Belli wygrać walkę z tą cholerną chorobą.

2 komentarze:

Nita pisze...

Na początku masz normalnie zjębke że mnie nie poinformowałaś o nowych rozdziałach :P Ale z drugiej strony miałam więcej do czytania :D

Zacznę od sytuacji z Richiem... jak on z nim zerwał to myślałam że wybuchnę ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło i sąd okazał się ludzki, chwała mu za to!

Wracając do Jaya i Al oni są tacy uroczy :D normalnie dopasowani do siebie w 1000%

No ale teraz mój Chrisek i Bell... Ja pierniczę zawału dostanę przy tych twoich rozdziałach kochana!
Bardzo się cieszę że wszyscy przeżyli cesarkę ale tak strasznie marwię się o malutką :( Nie daj jej umrzeć i Belli oczywiście też... Daj im pożyć szczęśliwie xD

Rozdziały oczywiście wspaniałe!
Z niecierpliwością czekam na następny!
Buziaki ;***

Madziusa pisze...

Rana po postrzale :O czy ja dobrze przeczytałam... Boże... co się tu zadziało?! O_o

Bella w ciąży... rodzi... :O ale skoro miała mieć cesarkę za 3 tygodnie co ciąża powinna być donoszona... prawda?!
Bliźniaki ?! *_* A teraz znowu mam ciarki!!! Odklejenie łożyska to chyba najgorsze co może spotkać kobietę w ciąży ;(

Kto to jest Franz... Ja zdecydowanie za dużo rozdziałów przeoczyłam :(

Oj Alikus... rollercoster emocji w tym rozdziale :D Ale lubię takie :D

Pozdrawiam <3