Narracja Richiego
Powoli budząc się pod wpływem pierwszych promieni słonecznych wpadających do pomieszczenia powoli otworzyłem oczy i widząc, że jestem w pokoju gościnnym przyjaciół poczułem bolesny uścisk w klatce piersiowej. Nie żebym miał narzekać na warunki, bo u Jaya i Anny mieszka mi się bardzo dobrze, ale jednak co noc modle się aby jednak to wszystko co się stało było jedynie koszmarem i żebym obudził się przy Gregu, a w pokoju obok słodko spała Lily. Ale niestety gdy otwieram oczy wita mnie nowa szara rzeczywistość. Boże dlaczego to musiało się wydarzyć? Czy naprawdę tak miało się stać? Miałem poznać wspaniałego mężczyznę i po wielu trudach być z nim szczęśliwy, a potem stracić go przez to, że musiał wybierać pomiędzy mną a własną córką? Naprawdę tak chce mnie ukarać los za to, że na początku go odrzuciłem i poszedłem w alkohol? Czując napływające łzy do oczu przymknąłem je starając się głęboko oddychać. Nigdy nie będę miał za złe Gregowi, że wybrał Lily, bo to przecież jego córka, która po śmierci swojej mamy i dziadków potrzebuje kochającego ojca, choć zapewne ból jaki teraz odczuwam nigdy nie będzie mniejszy. Kocham tą dwójkę i właśnie to uczucie teraz będzie napędzało mnie do życia, a balsamem na tą wielką ranę będzie świadomość, że oboje są ze sobą szczęśliwi. O ile oczywiście dziś sąd oficjalnie przyzna mu prawa do Lily. No właśnie dziś ten ich koszmar jak mam nadzieję dobiegnie końca i wreszcie będą mogli być rodziną. Powoli otwierając oczy podniosłem się do pozycji siedzącej i zakrywając twarz dłońmi pozwoliłem kilku łzom spaść po moich policzkach, pozwalając sobie tym samym na chwilę słabości i by ból, który odczuwam wziął teraz górę nad zdrowym rozsądkiem, który mówił mi, że muszę jakoś trzymać się dla Georgea i Lily, aby im było nieco lżej. Biorąc po dłuższej chwili kilka głębokich oddechów szybko otarłem mokre od łez policzki, po czym szybko wstałem z łóżka zaczynając robić kilka przysiadów i pompek chcąc w ten sposób oczyścić umysł z wszelkich myśli. Gdy tylko poczułem nieco ulgi prędko biorąc czyste ciuchy poszedłem do łazienki by wykonać poranne czynności. Gdy tylko wyszedłem z łazienki od razu pokierowałem się do wyjścia z pokoju przybierając na twarz maskę, która mówiła, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- Cześć wam. A co tak ładnie pachnie? Starczy też dla mnie? - wchodząc do kuchni od razu poczułem przyjemne zapachy i widząc stojącego przy kuchence Jaya oraz siedzącą przy stole Anastasię, która robiła sałatkę lekko uśmiechnąłem się do nich, a oni spoglądając na mnie także uśmiechnęli się
- Cześć blondasie. No nie wiem, nie wiem… No jasne, że zjesz z nami i jak chcesz to możesz nawet pomóc, tzn. weź talerze i sztućce, a potem zrobić kawę… - słysząc słowa Jaya od razu pokiwałem głową, po czym nie tracąc czasu zacząłem nakrywać do stołu
- Słuchajcie mam do was prośbę. Nie jadę do sądu, więc czy możecie powiadomić mnie od razu jaki jest wynik rozprawy? Proszę… - biorąc głęboki oddech zacząłem mówić spoglądając po kolei na każdego z przyjaciół, gdzie Jay pokiwał głową, a Anastasia pokręciła głową, przez co spojrzałem się na nią pytająco
- Ja także nie jadę do sądu, więc to Jay będzie musiał dać nam znać czy Lily zostaje z Georgem - powiedziała od razu Ana, a ja od spiorunowałem ją wzrokiem
- Ann jeśli nie jedziesz tam by mnie pilnować czy coś to możesz być spokojna, bo nie zamierzam się upić ani niczego brać, choć zapewne do czasu wiadomości z sądu nie będę mógł usiedzieć w spokoju… - powiedziałem od razu na co przyjaciółka pokręciła głową
- Wiem o tym blondasie, ale... tak sobie pomyślałam, że zostanę w domu i dogonię papierkową robotę, a ty mógłbyś być tak miły i mi pomóc by to szybko zrobić... - szczerze mówiąc od razu wyczułem, że Ann nieco ściemnia, ale widząc jej maślane oczka nie mogłem powstrzymać lekko unoszących się kącików ust i pokręcenia głową, gdzie widząc jak palcem ręki daje mi znak bym do niej podszedł od razu to zrobiłem nieco nachylając się domyślając się, że może chodzić o coś czego nie powinien słyszeć Jay
- A tak po prawdzie to chciałabym abyś pokazał mi jakieś ładne miejsce, w które będę mogła zabrać Jaya na walentynki... Takie wiesz romantyczne i w ogóle... Ty niestety znasz lepiej Nowy Jork... - słysząc cichy blondynki mimowolnie szerzej się uśmiechnąłem ledwo powstrzymując się przed cichym śmiechem
- Kochanie przypominam ci, że ja tu jestem i, że mam bardzo dobry słuch, bo wszystko słyszę i od razu cię ostrzegam byś nic nie planowała na walentynki, bo wszystkim się zajmę… - słowa przyjaciela sprawiły, że nie wytrzymałem i od razu cicho się zaśmiałem a widok przekręcającej oczami przyjaciółki tylko wzmogło
- No i jest jeszcze mniej przyjemny powód tego, że nie jadę, a mianowicie boję się, że jak usłyszę wyrok to nie wytrzymam i zrobię coś mało eleganckiego, a że reakcja Izzyego też jest niepewna, więc wolę zostać i by Jay zajął się bardziej narwanym Izzym niż miałby ewentualnie uspakajać mnie - dodała po krótkiej chwili Anastasia, a ja pokiwałem głową rozumiejąc o czym dokładnie mówi. Co jak co, ale faktycznie reakcja blondynki i bruneta może być daleka od złej jeśli wyrok nie będzie po myśli wszystkich
- Jasne, rozumiem i z przyjemnością pomogę ci zająć się dokumentami byśmy tak mieli zajęte myśli - nie dodając nic więcej spojrzałem się na Ann puszczając jej oko, na co ona szerzej się uśmiechnęła kiwając głową
***
- Wiesz dziękuję ci, że wyciągnęłaś mnie z domu… Chyba właśnie tego dziś potrzebowałem - podając Anastasii gorącą czekoladę usiadłem obok niej, a ona lekko uśmiechając się pokiwała głową
- Nie ma za co. Ja też z przyjemnością wyszłam na spacer, bo już głowa bolała mnie od tych papierów… - kiwając głową nie mogłem powstrzymać lekko unoszących się kącików ust
- Masz może jakąś wiadomość od Jaya lub reszty? - spytałem się po krótkiej chwili zerkając na przyjaciółkę, która smutno pokręciła głową, przez co ciężko westchnąłem żałując, że zapomniałem ze sobą telefonu i mogę w żaden sposób napisać do kogoś odnośnie wyroku
- Wiem, że się denerwujesz, ale spokojnie… niekiedy brak wiadomości to dobra wiadomość… - kiwając nieznacznie głową znów ciężko westchnąłem spoglądając przed siebie i jak na złość mój wzrok zatrzymał się na parze kobiet, które trzymając między sobą małego chłopca wyraźnie uczyły go jeździć na łyżwach. Niemalże natychmiast poczułem nie tylko bolesny skurcz w klatce piersiowej i jak łzy napływają mi do oczu. Cholera dlaczego my nie mogliśmy mieć tego szczęścia i być ze sobą tworząc rodzinę z Lily? Czy ten cholerny ból, który teraz czuje kiedykolwiek będzie mniejszy?
- Richie… - nie minęło dużo czasu jak Ann przytuliła mnie mocno, a ja wziąłem kilka głębokich oddechów by uspokoić się
- Jest dobrze, tylko… po prostu teraz to bardzo boli… Wydawało mi się, że zawsze będzie między nami tak dobrze, że po początkach naszej znajomości, naszego związku nic nie jest w stanie nas zniszczyć… Ba… Po wydarzeniach grudniowych nawet coraz częściej myślałem by delikatnie zasugerować Gregowi, że chciałbym abyśmy w naszym związku poszli nieco dalej że tak powiem w sferze erotycznej… Ta… Jakoś tak wyszło, że my nigdy no wiesz… Zawsze nam wystarczały pocałunki, przytulenia myśląc, że mamy jeszcze czas na coś więcej i nawet myślałem by oświadczyć mu się… A teraz, co?... Nie mam nic prócz jednego wielkiego bólu, który będę odczuwał do końca swojego życia… Nigdy sobie nie wybaczę, że przez moją tą cholernie długą wewnętrzną walkę ze sobą by pogodzić się z swoją orientacją i walkę z nałogiem straciliśmy tyle wspólnego czasu… Pieprzony los… - przyjaciółka słysząc moje słowa mocniej mnie przytuliła delikatnie głaszcząc nie po plecach
- To jest naprawdę niesprawiedliwe blondynku i nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała sprawić aby to wszystko inaczej się potoczyło… Może to nie będzie jakieś duże pocieszenie, ale wiesz… może za parę lat gdy Lily podrośnie znów się zejdziecie… Prawdziwa miłość nigdy nie umiera i masz obok siebie tego przykłady… Tylko trzeba mieć nadzieję… - słysząc słowa przyjaciółki blado się do niej uśmiechnąłem. Ta. Może za parę lat znów się spotkamy i przynajmniej będziemy normalnie rozmawiać. O ile ewentualne terapie jakimi będzie poddawany Greg nie zmienią bezpowrotnie.
- Ta. Nadzieja. To chyba nasze ulubione zespołowe słowo ostatnio... Proszę porozmawiajmy o czymś milszym, np. czy masz pomysł na prezent na walentynki dla Jaya? - Niebieskooka słyszą moje słowa lekko uśmiechnęła się kiwając głową
- No jeśli liczyć seksowną bieliznę, której pewnie i tak nie założę, bo zdecyduje się na powtórzenie pomysłu Jaya czyli założę na siebie jedynie jakiś skąpy fartuszek... - nie powiem praktycznie natychmiast pokręciłem głową nie chcąc nawet sobie tego wyobrazić
- Stop... bez takich kochana... Może jesteście moim najlepszymi przyjaciółmi, a nawet rodzeństwem z innej matki, ale jednak nie chce sobie was wyobrażać mających jedynie na sobie fartuszki... - powiedziałem próbując zachować powagę, ale nie mogę powstrzymać unoszących się kącików ust, na co Ann cicho się zaśmiała
- Jasne, jasne... No więc oprócz tego mam jeszcze jedną rzecz a mianowicie płytę, a konkretnie mówiąc jedną z pierwszych płyt New Kids on the Block z autografami chłopaków… - powiedziała blondynka, a ja pokiwałem głową uśmiechając się do niej
- No kochana nie ma co najromantyczniejszy prezent dla fana boysbandów… On z pewnością będzie szczęśliwy - odpowiedziałem od razu na co tym razem to ona uśmiechnęła się kiwając głową
- A będę zbyt wścibska jak spytam czy rozmawiałeś z swoją mamą i z swoim tatą po tej sytuacji z sądu? - słysząc po chwili pytanie przyjaciółki od razu pokręciłem głową
- Z mamą nie rozmawiałem telefonicznie jedynie codziennie pisze jej wiadomości, że wszystko jest w porządku, a z jej mężem nie zamierzam już nigdy więcej rozmawiać i proszę nie poruszaj już tego tematu, bo nie chce o tym rozmawiać… Przepraszam… - nie dodając nic więcej szybko spuściłem wzrok. Nie powiem zdarzyło mi się nie raz pomyśleć o mamie, o człowieku, który dotychczas był moim ojcem i o tej całej sytuacji, gdzie dopadły mnie wątpliwości czy słusznie zrobiłem mówiąc to co leżało mi na sercu, ale chyba jednak musiałem to zrobić by nie dusić sobie tego i raz na zawsze rozmówić się z tym człowiekiem
- Jasne blondynku… Tylko proszę cię przemyśl to… Co jak co, ale ja doskonale wiem co się może stać jak się na spokojnie nie wyjaśni pewnych spraw z rodziną i nie chce byś ty później żałował, że zamiast spokojnej rozmowy wypowiedziałeś w gniewie kilka słów za dużo… - szepnęła Anastasia, na co zerkając na nią nic nie mówiąc skinąłem głową. Może ma racje, ale jakoś na razie nie wyobrażam sobie spokojnej rozmowy z mężem mojej mamy. Nie minęło dużo czasu jak oboje usłyszeliśmy dzwonek komórki przyjaciółki, przez co moje serce zaczęło szybciej bić. Gdy tylko blondynka wyjęła szybko telefon wziąłem głęboki oddech wstrzymując go. Boże spraw by to były dobre wieści, by Greg odzyskał swoją córkę
- Jaki wyrok?... Jak to mamy przyjechać wieczorem do twego klubu?... No dobrze, ale co z wyrokiem?... Ale dlaczego?... Jay do cholery chodź krótko tak albo nie… Boże uduszę cię… Na razie… - uważnie słuchając słów Anny próbowałem coś zrozumieć, ale za cholerę nie mogłem tego zrobić i widząc jej minę miałem wrażenie, że to co powiedział Jay także ją szokowało i jakby nie rozumiała tego co usłyszała
- I co? Błagam cię powiedz mi, bo zaraz dostanę chyba zawału… - rzuciłem natychmiast patrząc jak blondynka chowając telefon patrzy się na mnie nieodgadnionym spojrzeniem
- Nie wiem Richie… Jay powiedział, że mamy zjawić się wieczorem w jego klubie bo jak się nie zjawimy to sam po nas przyjdzie i pożałujemy… Podobno sędzia na początku utajnił wyrok i wyrzucił z sali wszystkich dziennikarzy i innych ludzi zostawiając na niej jedynie najbliższych obu stron… On nie chciał powiedzieć mi przez telefon co powiedział sędzia, bo mamy dowiedzieć się tego wieczorem w klubie… - nie mogąc uwierzyć w słowa przyjaciółki pokręciłem głową z niedowierzaniem
- On chyba sobie żartuje… Przecież wie co tu przeżywamy i co?... Cholera może zadzwoń do kogoś innego by powiedział co i jak… - mówiąc błagalnie patrzyłem się na blondynkę, która wzruszyła ramionami
- Nie wiem czy to ma sens blondasie… Mam wrażenie, że oni coś kombinują, a jeśli tak to nikt nie puści pary z ust… - powiedziała Ann, a ja znów z niedowierzaniem pokręciłem głową
- Cholera jasna by ich wzięła... Naprawę boję się tego co to może oznaczać... - szepnąłem cicho bojąc się pomyśleć co może to wszystko oznaczyć by nie urzeczywistnić tych złych myśli
***
- Czy tylko mi się zdaje, że to dość dziwne, że jest tu jakoś cicho i pusto? - gdy tylko powoli dochodziłem z Anastasią pod klub Jaya od razu zdziwiłem się, że jest tu jakoś za cicho i za pusto. Ann wzruszając ramionami podeszła do drwi od razu wskazując na kartkę, na której było napisane, że klub jest dziś zamknięty ze względu na prywatną imprezę, przez co ciężko westchnąłem kręcąc głową
- Wchodź do środka… Zaraz dowiemy się co jest grane… - blondynka nie marnując ani chwili otworzyła swoim kluczem drzwi jednocześnie gestem ręki dała mi znać bym wszedł do środka. Szybko biorąc głęboki oddech powoli wszedłem do środka i nie powiem z każdym krokiem czułem jak moje serce zaczęło szybciej bić. Gdy tylko zobaczyłem, że pomieszczenie oświetlone jest przez poustawiane po całym pomieszczeniu małe lampki oraz świeczki zamarłem nie mogąc zrobić kolejnego kroku i nie wiedząc co ty się dzieje. Nim zdążyłem odwrócić się w stronę Any usłyszałem muzykę, a zaraz potem znajomy głos, przez co nie wierząc w to co słyszę spojrzałem się na scenę i niemalże natychmiast moje serce boleśnie zatrzymało się na widok Georgea, który patrząc się na mnie jakby niby nic śpiewał naszą ulubioną piosenkę czyli "True colors". Cholera co tu się dzieje? Czy to dzieje się naprawdę? Cały czas patrząc się na ukochanego nie mogłem powstrzymać łez, które ciurkiem spadały po moich policzkach pod wpływem tego wszystkiego co tu się działo. Przecież to jest wręcz nierealne. Kiedy brunet nadal śpiewając szedł ze sceny idąc w moim kierunku i gdy delikatnie opuszkami palców przejechał po moim policzku ocierając go poczułem jak moich po moim ciele przechodzi znajomy gorący dreszcz i z trudem powstrzymałem się przed zamknięciem oczu. Greg ewidentnie z trudem powstrzymując w oczach łzy lekko uśmiechał się do mnie jednocześnie jeszcze bardziej przybliżył się do mnie stykając swoje czoło o moje czoło, przez co wstrzymałem oddech czując jak moje serce znów zaczęło szybciej bić pod wpływem jego zapachu i bijącego od niego ciepła, jednocześnie ostatnimi siłami powstrzymywałem się przed jakimkolwiek gestem
- George… Co tu się dzieje?... O co w tym wszystkim chodzi?... Co z wyrokiem?... - szepnąłem po krótkiej chwili nie odwracając wzroku od ukochanego, który lekko uśmiechnął się, po czym uklęknął przede mną
- Richie… Chris… odkąd tylko po raz pierwszy ciebie zobaczyłem od razu wyczułem, że jesteś wyjątkowo-wspaniałym mężczyzną, mającym w sobie wiele kolorów… Prawda jest taka, że zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia i choć doskonale wiemy, że nie od razu wsłuchałeś się w swoje prawdziwe wnętrze ani to co ci mówi serce to... jednak przez przeznaczenie zawsze znajdowaliśmy drogę do siebie... - słysząc słowa Grega nie mogąc powstrzymać spadających ciurkiem łez pokręciłem głową bojąc się do czego ta jego mowa może prowadzić
- Greg stop… po prostu przestań… Nie mów słów, które mają tak wielką wagę dla nas obojga… Proszę cię powiedz jedynie czy nasze zerwanie nie poszło na marne i odzyskałeś Lily… - kręcąc głową przerwałem brunetowi nie mogąc już dłużej słuchać jego słów, które były tak piękne, że nadawały się na mowę zaręczynową, a zarazem raniły niczym wbijane w klatkę piersiową sztylety, bo jednak nie byliśmy już ze sobą. Greg słysząc moje słowa lekko uśmiechnął się jednocześnie skinął głową
- Blondynku… Mój aniele… widzisz… sędzia oddał mi małą pod warunkiem, że zapewnię małej prawdziwy i kochający dom… razem z osobą, którą naprawdę kocham bez znaczenia kim ona jest… Tak… Dobrze słyszałeś… Posłuchaj… Ja wiem, że zawaliłem zrywając z tobą, ale… wydawało mi się, że jestem nad przepaścią, że tracę ją i… nie myśląc o tym co robię po prostu zerwałem z tobą wybierając córkę… Proszę wybacz mi to… Ja naprawdę cię kocham Chris całym swoim sercem… Jesteś moim wszystkim razem z Lily i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, bez was… Proszę cię zrób mi ten zaszczyt i zostań moim mężem… - nie mogą przestać płakać i próbując wziąć oddech patrzyłem się na Grega nie wierząc w to co usłyszałem. Czy to rzeczywiście się dzieje? Czy on naprawdę mi się oświadcza?
- Proszę wybacz tacie Gregowi i zostań moim drugą tatą… - nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć obok Grega pojawiła się Lily, która również klękając patrzyła się na mnie maślanymi oczkami. Nie mogąc powstrzymać unoszących się lekko kącików ust nieco niepewnie zrobiłem krok do przodu biorąc na ręce małą dziewczynkę od razu przytulając ją i całując w policzek
- Czy… ty zawsze musisz udowadniać to… że jesteś większym romantykiem?... - szepnąłem zerkając na Georgea, który cicho się zaśmiał kiwając głową
- Wiesz to nie moja wina, że... Tak działa na mnie twoja miłość i… że kocham cię najmocniej na świecie… - szepnął brunet przez co tym razem to ja cicho się zaśmiałem
- Richie weź już nie przedłużaj naszych i tego romantyka katuszy tylko powiedz tak i pocałuj go wreszcie… - słysząc głos Izzyego za sobą lekko uśmiechnąłem się, po czym przybliżając się do Grega ostrożnie by nie upuścić małej uklęknąłem
- Kocham cię George najmocniej na świecie… i ciebie księżniczko też… Tak…Z przyjemnością zostanę twoim mężem i twoim tatą… - nim usłyszałem głośne krzyki radości Greg dosłownie rzucił się na mnie delikatnie muskając moje usta swoimi, na co objąłem go oddając pocałunek z większą namiętnością ignorując przy tym krzyki radości i oklaski wszystkich zebranych w klubie
- Kocham cię mój blondyneczku… - słysząc cichy szept ukochanego szerzej uśmiechnąłem się
- Kocham cię mój bruneciku… - Greg szerzej się uśmiechając znów mnie pocałował, po czym powoli wstaliśmy, gdzie dodatkowo postawiłem na ziemi małą blondyneczkę i praktycznie od razu obok nas pojawili się nasi przyjaciele zaczynając nam gratulować, ale tak prawdę mówiąc nadal będąc w szoku co chwilę zerkałem na Grega i Lily nie wierząc, że to wszystko naprawdę się dzieje, że nie tylko znów jestem z Georgiem, ale że zaręczyliśmy się
- Dobra słuchajcie zaraz włączymy muzykę, więc zaczynamy zabawę, ale zanim to wypijmy zdrowie naszych narzeczonych… Chłopaki jeszcze raz dużo szczęścia i samych słonecznych dni… ZDROWIE… - gdy pojawiła się kelnerka podając nam kieliszki z jakimś trunkiem niepewnie zerknąłem na Jaya, który zaczynając mówić puścił mi oko nieco kiwając głową, przez co mimowolnie lekko uśmiechnąłem się, po czym gdy każdy powiedział ostatnie słowo podobnie jak oni uniosłem swój kieliszek, po czym napiłem się łyk wyczuwając owocowego szampana dla dzieci.
- Wiesz co? Chyba będziesz musiał mnie uszczypnąć, bo naprawdę nie wierzę, że to się dzieje naprawdę… - mówiąc spojrzałem się na Grega, który cicho się zaśmiał, po czym delikatnie przejeżdżając po opuszkami palców po moim policzku pocałował mnie w nos
- Szczerze? Ja też nie wierzę, ale to naprawdę się dzieje Chris… A co do szczypania to poczekaj aż pojedziemy do naszego domu i będziemy sami - cholera niby zupełnie niewinne słowa sprawiły, że praktycznie natychmiast przez moje ciało przeszedł gorący dreszcz, przez który szerzej uśmiechnąłem się
- Chris… Synku… - słysząc za sobą głos mamy zamarłem, ale po krótkiej chwili odwróciłem się i widząc swoją mamę oraz człowieka, którego jakiś czas temu nazywałem swoim ojcem i z mojego brata oraz Vanessę siostrę Georgea wstrzymałem oddech sam nie wiedząc co mam powiedzieć ani co zrobić, gdzie Bobby uśmiechając się szeroko do nas od razu przytulił mnie, a potem Grega
- Chłopaki bardzo wam gratuluje i pamiętaj George, że jak jeszcze raz wywiniesz podobny numer to gorzko tego pożałujesz, rozumiesz? Mam nadzieję mój nowy braciszku, że zrobisz wszystko by ten blondas był wreszcie szczęśliwy - nie powiem słysząc słowa brata mimowolnie szerzej się uśmiechnąłem z trudem powstrzymując cichy śmiech
- Możesz być spokojny Bobby, bo zamierzam zrobić wszystko aby uszczęśliwić tego mężczyznę - odpowiedział od razu Greg obejmując mnie ramieniem i całując w głowę
- Greg, Chris… Naprawdę nie wiecie jak się cieszę, że zaręczyliście się i oficjalnie zyskam drugiego brata… Mam nadzieję, że teraz będziecie tylko szczęśliwi… - Nessa od razu rzuciła się najpierw na swego brata a potem na mnie mocno się przytulając do każdego z nas
- Chłopcy przyjmijcie nasze gratulację… Mamy nadzieję, że będziecie zawsze szczęśliwi jak teraz… - mama nie tracąc czasu najpierw przytuliła się do mnie całując w policzek, a potem przytuliła i pocałowała Georgea
- Ja od siebie dodam, że naprawdę bardzo się cieszymy waszym szczęściem i… Chris chciałbym jutro z tobą porozmawiać i wyjawić ci wreszcie prawdę… Ty i Boby powinniście o czymś wiedzieć… Proszę… Błagam… - dodał szybko mąż mojej mamy, a ja patrzyłem się na niego sam nie wiedząc co powinienem mu odpowiedzieć ani czy coś zrobić
- Chris… Powinieneś wiedzieć, że on nie namawiał mnie na zerwanie z tobą, a wręcz zmył mi za to głowę... Uwierz mi, że naprawdę powinieneś porozmawiać ze swoim ojcem... Proszę cię... - spoglądając na ukochanego ciężko westchnąłem i biorąc głęboki oddech przymknąłem powieki próbując na szybko jakoś poskładać mętlik jaki mam teraz w głowie. Gdy wyczułem uścisk dłoni otworzyłem powieki i widząc pocieszająco-zachęcające spojrzenie Grega znów wziąłem głęboki oddech i kręcąc głową spojrzałem się na mamę i na jej męża
- Nie… Nie porozmawiamy jutro… Porozmawiamy dziś… - rzuciłem szybko nim zdołałem to dobrze przemyśleć
- Chris to chyba nie jest dobry pomysł abyście dziś ze sobą rozmawiali - Greg zaczynając mówić wziął mnie za rękę, a ja na niego spoglądając pokręciłem głową
- Synku dziś jest wasz dzień i powinniście się cieszyć oraz świętować, a rozmowa z tatą… - słysząc słowa mamy spojrzałem się na nią także kręcąc głową
- Nie… Niejako dziś zaczynam kolejny rozdział życia i chce w niego wejść bez jakiś niezamkniętych bądź nie wyjaśnionych spraw, więc… jeśli Greg uważa, że naprawdę powinienem porozmawiać z człowiekiem, którego uważałem za ojca to… albo porozmawiamy dziś albo w ogóle - rzuciłem szybko zerkając po kolei na każdego, gdzie Greg najpierw spojrzał się na męża mojej mamy, a potem na mnie, po czym ciężko westchnął kiwając głową
- Pójdę do Jaya poprosić go by udostępnił nam na chwilę swój gabinet, a ty mogłabyś się zająć Lily, dobrze?… - brunet nic nie dodając widząc jak jego siostra kiwa głową poszedł do naszego przyjaciela, a ja przymknąłem oczy zaczynając głęboko oddychać by w ten sposób uspokoić coraz szybszą pracę serca
- Chodźmy… - gdy po krótkiej chwili usłyszałem głos Georgea otworzyłem oczy i nic nie mówiąc poszedłem za nim, a kątem oka zobaczyłem, że za mną idzie Bobby, mama z swoim mężem. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg gabinetu przyjaciela od razu usiedliśmy z Gregiem i Bobbym na fotelach, a mama z człowiekiem, którego uważałem wcześniej za ojca usiedli na kanapie naprzeciw nas, gdzie mama wzięła siedzącego obok siebie mężczyznę za rękę, a Greg wziął mnie za rękę lekko ją ściskając, przez co wziąłem szybko głęboki oddech czekając aż ktoś zacznie mówić
- Kompletnie nie wiem od czego zacząć… Wydawało mi się, że może i byłem bardzo stanowczym ojcem, ale, że wiecie przy tym o tym, że was kocham… Dopiero po tym co mi powiedziałeś Chris zdałem sobie sprawę z błędów jakie popełniłem… Zawsze was kochałem, kocham i po prostu starałem się abyście mieli wszystko, byście wyrośli na wspaniałych mężczyzn… Chris ja nie chciałem byś wchodził w showbiznes byś za wszelką cenę został jak ja prawnikiem, ale ze względu na to, że bałem się o ciebie, że to ciebie zniszczy… Teraz myślę o tym, że może gdybym wtedy zamiast namawiać a wręcz wymuszać na ciebie rezygnacje z tego co kochasz to tak jak teraz szczerze porozmawiał i bardziej ci pomógł to może nie doszłoby do wielu rzeczy… Nawet nie wiesz jak strasznie się czuję z myślą, że myślisz, że nie kocham cię, że się wstydzę ciebie czy, że nie jestem z ciebie dumny… Synku odkąd po raz pierwszy zobaczyłem ciebie na scenie jestem dumny z ciebie i z każdym twoim występem ta duma tylko wzrastała w sile, lecz teraz strasznie żałuję, że nigdy ci o tym nie mówiłem oraz nie okazywałem ci tego… Gdy zorientowałem się, że masz problem z alkoholem też nie popisałem się, bo zamiast ci porządnie pomóc to uciekałem w pracę robiąc ci na każdym kroku jakieś bezsensowne wymówki, jednocześnie w myślach biczowałem się, że nie potrafię ci pomóc… Nigdy sobie tego nie wybaczę a w szczególności już tego jak zareagowałem na to gdy was zobaczyłem jak się całujecie… Nie byłem wtedy sobą… Przeżywałem śmierć własnej matki, mój syn znów zaczął pić, a dodatkowo właśnie widzę syna w dwuznacznej sytuacji z mężczyzną… Naprawdę bardzo żałuję, że wtedy tak zareagowałem, ale… paradoksalnie dzięki temu co się stało wtedy szybko lekarze odpowiednio mnie zdiagnozowali… - uważnie słuchając człowieka, którego do niedawna nazywałem swoim ojcem patrzyłem się na niego i niech mnie piorun trzaśnie, ale cholera jasna czułem w środku, że on naprawdę mówi szczerze, że żałuję tego jak się potoczyły relację między nami, lecz nie powiem boli mnie przy tym myśl, że jakoś do tej pory nie mieliśmy odwagi by szczerze ze sobą porozmawiać. W momencie gdy mężczyzna urwał wypowiedź uniósł swoją lewą rękę, a ja marszcząc brwi nie rozumiejąc jego ostatnich słów patrzyłem się na jego dłoń i niemalże natychmiast zamarłem widząc jak ona drży
- Tato jesteś chory? Co ci jest? - kilkukrotnie pomrugałem oczami mając nadzieję, że to co widzę tylko mi się wydaje, ale jak na złość widziałem to samo, a słowa brata tylko utwierdziły mnie w tym, że on też to widzi. Drżenie rąk? Diagnoza lekarska? O. Jasna. Cholera.
- Zwyrodnienia kręgosłupa? Drżenie samoistne? Stwardnienie rozsiane? Parkinson? - biorąc głęboki oddech zacząłem wymieniać to co pierwsze skojarzyło mi się z tym co widzę jednocześnie myślach zacząłem przypominać sobie ostatnie chwilę z ojcem próbując przy tym znaleźć jeszcze jakieś inne objawy świadczące o jego chorobie
- Parkinson… - gdy tylko usłyszałem nazwę choroby przymknąłem oczy w myślach siarczyście przeklinając
- Że co? Jesteś chory i nic nam nie powiedziałeś? Tyle czasu to ukrywałeś i kiedy niby chciałeś nam o tym powiedzieć? A ty mamo nie mogłaś nam o tym powiedzieć od razu? Chris to jest już uleczalne? Jakie są rokowania? - słysząc głośny wybuch brata otworzyłem oczy i spoglądając na niego rzuciłem mu współczujące spojrzenie
- Bobby uspokój się i posłuchaj… To ja poprosiłem mamę by nic wam nie mówiła, więc miejcie do mnie pretensję a nie do niej… Gdy lekarze postawili mi diagnozę sam byłem w szoku i nie mogłem to uwierzyć, więc postanowiłem, że zanim wam powiem to sam uporam się z diagnozą… Jest jeszcze jeden powód… Gdy wróciłeś z odwyku to bałem się, że gdy dowiesz się o mojej chorobie to zaczniesz się obwiniać i znów będziesz chciał sięgnąć po jakieś używki, więc postanowiłem ukrywać wszelkie objawy jakie się pojawiły i to jak widzę mnie zabiło w twoich oczach synu… Tak bardzo się bałem, że pomimo przyjmowanych leków zorientujesz się, że jestem chory, że myślałeś, że się ciebie brzydzę czy nienawidzę… Boże jak nisko upadłem… Ale naprawdę chciałem dobrze… Co do leczenia to jak na razie przyjmuje leki na spowolnienie choroby, ale nie da się jej do końca zaleczyć… - powiedział z trudem ukrywając łzy w oczach ojciec, a ja kręcąc głową patrzyłem się na niego nie wiedząc co mam powiedzieć i o tym wszystkim myśleć. Kiedy po chwili poczułem lekko ściśnięcie ręki, przez co spojrzałam się na Grega, który pocieszająco patrząc się na mnie blado uśmiechnął się
- Jak długo o tym wiesz? - spytałem się domyślając się, że dzisiejsze jego namowy do rozmowy raczej nie były bezpodstawne
- Twój tata został nieco zmuszony do wyznania mi prawdy gdy prawie zemdlał kiedy to łagodnie mówiąc zmywał mi głowę za zerwanie z tobą w sądzie… - szepnął Greg, a ja ciężko westchnąłem kręcąc głową jednocześnie nie mogłem powstrzymać napływających do oczu łez
- Nie wiem co mam powiedzieć… Po prostu po raz pierwszy nie wiem co mam powiedzieć… Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem usłyszeć od ciebie, że jesteś ze mnie dumny, że… pomimo tego, że nie poszedłem taką drogą jaką chciałeś i pomimo moich cholernych błędów jesteś ze mnie dumny i, że mnie kochasz… A teraz dowiaduje się, że jesteś nieuleczalnie chory i… - po krótkiej chwili zacząłem mówić, ale łzy i niewidzialna obręcz na gardle skutecznie uniemożliwiały mi mówienie
- Synku nie mogę niestety cofnąć czasu i cholernie bardzo tego żałuję… Wiem, że zawaliłem jako ojciec i nigdy sobie tego nie wybaczę… Naprawdę i szczerze przepraszam was za wszystko… Choć chciałbym ciebie prosić o wybaczenie to nie wiem czy zasługuje na nie zasługuję, ale… mam jednak nadzieję, że kiedyś wybaczysz mi… i… pamiętaj, że mimo wszystko zawsze możesz na mnie liczyć, obaj z Lili możecie na mnie liczyć… Przepraszam was, że zepsułem wasz wielki dzień, ale proszę spróbujcie jednak mimo wszystko cieszyć się dzisiejszym dniem, bo macie powody do radości i mam nadzieję, że już od dziś będziecie tylko szczęśliwi… A teraz chyba lepiej będzie jak już pójdę. Bobby odwieziesz później mamę, dobrze?… Jeszcze raz wam gratuluje i życzę wszystkiego co najlepsze… - ocierając mokre od łez policzki patrzyłem się na wstającego również płaczącego ojca kompletnie nie wiedząc co powinienem zrobić czy powiedzieć. Czując po krótkiej chwili jak Greg mnie lekko szturcha, przez co kątem oka spojrzałem się na niego i widząc jak delikatnie gestem głowy wskazuje na mego chcącego wyjść mężczyznę, a w jego oczach widziałem zachętę i mówiły mi, że mam zaufać jemu i swojej intuicji, która tak po prawdzie podpowiadała mi, że nie powinienem pozwolić tacie wyjść i spróbować jakoś zbudować na nowo nasze relacje
- Zaczekaj... tato... - nie tracąc ani chwili szybko wstałem i nic nie mówiąc znów nie mogąc powstrzymać łez po prostu przytuliłem tatę, który także płacząc od razu mocniej mnie objął, gdzie obaj płakaliśmy. Cholera dzisiejszy dzień nie mógł chyba bardziej emocjonalny
***
- Boże ten szalony wieczór był cudowny i niezapomniany, ale jednak cieszę się, że już powoli dobiega końca i jesteśmy już w domu... - zaczynając mówić przekroczyłem próg mieszkania, na co Greg rozbierając się spojrzał się na mnie szeroko uśmiechnięty równocześnie cicho się zaśmiał i już miał coś powiedzieć, ale zrezygnował gdy obaj usłyszeliśmy krótki dzwonek mojej komórki oznaczający przyjście wiadomości na czacie, przez co gdy tylko rozebrałem się sięgnąłem po komórkę i czytając treść wiadomości szerzej się uśmiechnąłem
- Moi mili Stringowie... Gratuluje wam z Roberetem oraz Sethem zaręczyn i tego, że Lily zostaje z wami... To nie mogło skończyć się inaczej... Oczywiście czujemy się zaproszeni na ślub... Przesyłamy wam pozdrowienia i całusy. Aha ty Greg szykuj się się na jakąś solówkę w naszym kolejnym wspólnym występie, który już się tworzy w mojej głowie - głośno czytając wiadomość od Daniela zerkałem na ukochanego, który najpierw szeroko się uśmiechnął, ale na koniec kręcąc głową przekręcił oczami
- Zaraz mu napisze, że nie ma mowy i nawet nie próbuj mnie namawiać, bo dziś był mój pierwszy i ostatni raz na scenie w tej roli, gdzie to było tylko dla ciebie... Scena to twoje miejsce, a ja zdecydowanie wolę cię podziwiać i robić zdjęcia... - nie mogąc powstrzymać unoszących się szeroko kącików ust pokręciłem głową, na co brunet dał mi szybkiego całusa, po czym wziął mnie za rękę prowadząc do naszej sypialni, gdzie gdy tylko przekroczyłem jej próg zamarłem. Sypialnia była oświetlona jedynie rozłożonymi po samym pokoju elektrycznymi lampkami, a także po całym pomieszczeniu były porozrzucane płatki róż, gdzie te znajdujące się na łóżku tworzyły serce
- Nie dość, że zabrałeś mi możliwość oświadczenia ci się to teraz po raz kolejny dzisiejszego dnia postawiłeś mi wysoko poprzeczkę jeśli chodzi o romantyzm… George… to wszystko jest fantastyczne… Kiedy to wszystko zrobiłeś? - jeszcze szerzej się uśmiechając spojrzałem się na ukochanego, który patrzył się na mnie z szerokim uśmiechem
- Wiesz miałem małą pomoc w osobach naszych przyjaciół, więc jakoś się udało to wszystko w tak cholernie krótkim czasie zorganizować… A zrobiłem to dla ciebie… Dla mojego anioła, mojego powiernika, dla mojego serca i mojej duszy… - z trudem powstrzymując wdzierające się do oczu łez przybliżyłem się do ciemnookiego delikatnie muskając jego słodko aksamitne wargi
- Greg… Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo cię kocham… - brunet uśmiechając się musnął moje usta, po czym odsuwając się ode mnie sięgnął po coś z komody, po czym uklęknął przede mną
- Wiem, że niby się zgodziłeś, ale chce jeszcze raz usłyszeć to, że zgadzasz się zostać moi mężem… - słyszą słowa Georgea mimowolnie cicho się zaśmiałem kiwając głową
- Kocham cię Greg i z największą przyjemnością zostanę twoim mężem - brunet szeroko się uśmiechają otworzył pudełko z którego wyciągnął męską bransoletkę, którą od razu założył na moją rękę, przez co szeroko się uśmiechając pokręciłem głową, a on wstał całując mnie w policzek
- Dziękuję. Jest piękna… Jak widzę pomyślałeś o wszystkim… Po prostu nie wierzę, że to wszystko naprawdę się dzieje, ale… Niech to trwa jak najdłużej… Kocham cię i tylko to się liczy… - ukochany uśmiechając się do mnie delikatnie przejechał opuszkami palców po moim policzku sprawiając tym samym, że przez moje ciało przeszedł gorący dreszcz
- Kocham cię blondynku i wierz mi, że to dzieje się naprawdę i będzie trwało wiecznie, bo nawet gdy umrzemy to będziemy ze sobą… - uśmiechając się do ukochanego delikatnie musnąłem jego usta, na co on od razu zaczął oddawać pocałunek z większą namiętnością, która sprawiła, że przez moje ciało przebiegł gorący dreszcz, niosący ze sobą przeczucie, że teraz będzie już tylko lepiej.
1 komentarz:
No i nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :) Uff… bo już myślałam Alikus, że będę musiała do Ciebie pisać oficjalną skargę oraz podanie aby blondyn w końcu był szczęśliwy… Wiem gdzie Cię znaleźć więc sobie uważaj hahaha :D a tak na poważnie… miej dziewczyno litość i nie pisz więcej takich kawałków bo mi chusteczek braknie! Szkoda tylko, że tata jest chory :( Najważniejsze jednak, że się pogodzili :) To lecę dalej :)
Pozdrawiam
Prześlij komentarz